Dodaj do ulubionych

Wiesiołek i liście malin..

28.11.07, 12:38
oświećcie mnie Miłe Panie w czym to pomocne, bo jak wywnioskowałam z
kontekstu to przyspiesza i ułatwia poród?
Pierwsze moje dziecko rodziłam dobę w domu trzy tygodnie po
terminie, było super spokojnie ale z każdą godziną czułam, że nie
dam rady. W końcu po wspólnych uzgodnieniach z moim cudnym lekarzem,
pomknęliśmy do szpitala na cesarkę. Moja córeczka ważyła 4850 i nie
mogła się wstawić w kanał rodny, ale prawdopodobnie gdybym mogła
urodzić ją miesiąc wcześniej poszłoby gładko. A może znacie jeszcze
inne przyspieszacze? bo znowu chciałabym w domu a boję się, że
dzidzius bedzie spóźnionym olbrzymem ;>wink i czeka mnie cesarka.
Obserwuj wątek
    • imbirka Re: Wiesiołek i liście malin.. 28.11.07, 14:21
      Co do wiesiołka nie pomogę, ale napar z liści malin pomaga w przygotowaniu
      macicy do porodu, a zwłaszcza jej szyjki do rozwierania. Należy go pić na 2-3
      tyg przed terminem porodu (3 łyżki suszonych liści malin, ½ l wody, zagotować,
      gotować przez 3 min.), pić 3 razy dziennie.
      Liście można kupić w sklepach zielarskich.
    • sugarxxx Re: Wiesiołek i liście malin.. 03.12.07, 11:34
      Miałam tego nie pisać, ale skoro lessing spytałaś... To masz! wink
      U mnie nic to nie pomogło. Miesiąc przed porodem piłam liście malin, chyba nic
      innego nie piłam. Pastylki z wiesiołka garściami, do tego ćwiczenia fizyczne, a
      mojej szyjce to nic nie pomogło. Z powodu braku postępu porodu skończyło się na
      szpitalu, a potem cc.

      Ale próbuj, przynajmniej mam czyste sumienie, że się starałam smile o!
      • lessing Re: Wiesiołek i liście malin.. 03.12.07, 15:04
        Bardzo Ci dziękuję i cóż łączę się trudnych doświadczeniach suspicious)
        a to było pierwsze dziecko? A jak Ty oceniasz całą historię? tez
        czułaś, że nie ma postępu? Byłaś spokojna? ile godzin sobie dałaś i
        ile cm poszło? tak pytam, bo staram się racjonalizować swoje
        marzenia o porodzie domowym, żeby znowu nie spaść z wysokiego konia!
        Aha apropo konia suspicious) to jesteś wysportowana? bo moja przychodniana
        ginekolog twierdzi, że gimnastyczki i amazonki to źle rodzą bo mają
        za silne mięśnie krocza, które w skurczach tworza pancerz - ja dużo
        jeżdzę konno i ona mi od razu mówiła że bedzie cc?
        to mówisz, że wiesiołek w formie pastylek jest dostepny, szukałam w
        necie i w książkach zielarskich ale dużo na temat zastosowań w
        poprawianiu płodności znalazłam nic o porodzie? Bo liście malin mają
        uelastyczniać szyjkę a wiesiołek na co działa?
        Aha i jeszcze dzisiaj dzwoniłam do szpitali zrobić rekonesans
        (nietety z takim wywiadem jak mój nie mam szans na naturalne
        traktowanie, tzn na poród fizjologiczny tak, ale z monitoringiem,
        bez wanny i niech się spóźnię z rozwieraniem to powtórka z rozrywki)
        i kilka położnych potwierdziło mi, że były badania na temat
        suplemantacji w czasie ciąży, że jeśli bierze się pastylki typu
        materna czy takie tam to rodza się dzieci przerośnięte - tak było w
        moim przypadku ale także mające bardzo dojrzałe stwardniałe kości,
        co powoduje, że czaszka nie wstawia się w kanał i nie pomaga w
        rozwieraniu.
        Pozdrawiam
        • sugarxxx Re: Wiesiołek i liście malin.. 03.12.07, 15:35
          Jestem na świeżo, kilka dni po cc. Sama nie wiem, co myśleć o tej całej
          historii, ale pozostałe odczucia mam takie jak Ty: wolę już nie marzyć o
          porodzie domowym, chociaż z drugiej strony zaczynam się pozytywnie nastawiać do
          szpitala. Wiadomo, to nie dom, ale i nie koniec świata. I można inaczej dziecku
          wynagrodzić trudniejsze przyjście na świat smile

          Pierwsze dziecko. Tak, jestem wysportowana, ale nic z kolarstwa czy jeździectwa,
          po prostu codziennie fitness z nastawieniem na wzmocnienie mięśni. Moja
          ginekolog powiedziała, że krocze podatne. Więc to nie to.

          Rodziłam w Domu Narodzin (drugi poród miał byc już domowy), tzn usiłowałam
          zacząć po odpłynięciu wód. potem po 12 godzinach od odpłynięcia wód szpital.
          Czynnik duże dziecko odpada: mała miała 2700, urodzona w 41tyg. Aż moja położna
          i anestezjolog się dziwili: takie maleństwo i nie chciało się urodzić.

          Właśnie, czułam że nie ma postępu, chociaż było spokojnie, tętno wzorowe przez
          cały czas. Nie wyszłam poza I etap porodu. Zatrzymało się na 6 cm i przez 2
          godziny tak zostało i wtedy zapadła decyzja o cc, bo upłynęło trzydzieści kilka
          godzin od odejścia wód.

          Ja brałam w ciązy różne suplementy, ale nie te apteczne typu materne, tylko
          takie bardziej eko, ale jak widać na gabaryty płodu to nie wpłynęło.

          No i w ogóle miało być super: ciąża fizjologiczna, malutkie dziecko, miękka
          szyjka, przygotowania takie jak opisałam i zadziwiłam wszystkich. W karcie mam
          wpisane dystocja szyjki.

          Miałam tylko pewne przeczucie przed, bo nie było skurczy przepowiadających.

          W całej historii jest jednak wiele pozytywów: wspaniała położna z Domu Narodzin,
          którą naprawdę podziwiam za te prawie czterdzieści godzin ze mną, równie
          wspaniała doula, która ciągle mnie wspierała i powtarzała, że każde dziecko
          potrzebuje swojego czasu, bardzo ludzki i dbający o pacjenta anestezjolog,
          podobnie jak położnik, który podejmował decyzję o cc i je wykonywał. To wszystko
          pozytywnie mnie nastraja do następnego porodu w szpitalu: w końcu po psn mogę
          się wypisać pewnie po kilku godzinach. Najważniejsze teraz dla mnie to uniknąć
          kolejnego cc.

          A z tego co pamiętam to wiesiołek ma lekkie działanie naskurczowe, ale nie
          jestem pewna. Ale na zdrowy rozsądek, to jest pic na wodę. Pomyśl: taki wielki
          mięsień jak macica i co? Pastylki z wiesiołka? Teraz widzę, że ciężarnym
          kobietom naprawdę rozum odbiera wink
        • nuit4 Re: Wiesiołek i liście malin.. 03.12.07, 15:38
          ja pilam herbate z lisci malin i nic nie pomoglo wink
          podobnie jak inne specyfiki na wywolanie porodu (olej rycynowy itp)
          wiesiołek mozesz zamiast łykac to wsmarowywac w krocze-uelastycznia
          tkanki.Taniej wyjdzie kupic fiolke z olejkiem (ok.6 zł w sklepie zielarskim/ze
          zdrowa zywnoscia/ekologicznym)niz kupowac kapsulki w aptece.

          ja sie bałam ze nie urodze w terminie,przeterminuje sie i bede musiala pojsc do
          szpitala.18 dni po terminie,po konsultacji tel.zmoim gin. płaczac (ryczac)
          pakowalam torbe do szpitala.jak wchodzilam do izby przyjesc sciskalam
          nogi.mocno!i tak mi juz zostalo,mialam cc.wiedzialam ze szpital tak na mnie
          podziala i nie jestem tam w stanie urodzic.
          tak sobie teraz mysle,ze gdybym nie skupiala sie na strachu (ze urodze
          poterminie itp) tylko na dobrym samopoczuciu,bezpieczenstwie itp to pewnie
          urodzilabym w domu.
    • kropkaa Re: Wiesiołek i liście malin.. 03.12.07, 20:05
      Nie piłam i nie łykałam, bo nie wierzę, a to jest chyba bardziej
      kwestia wiary niż działania. Ale jeśli ktoś wierzy, to pewnie
      pomożesmile
      O Maternie też słyszałam, brałam Prenatal, ale nie codziennie, tylko
      jak mi się przypomniało. A chyba mi się często nie przypominało,
      skoro opakowanie starczyło mi jeszcze na kilka miesięcy karmienia...
      Zresztą w ciąży byłam głównie lato/ jesień i tyle warzyw było, że
      uważałam, że suplementy są zbędne - zresztą też nie wierzę w
      sztuczne witaminy. Dziecko ważyło 3530 g; bałam się trochę, by
      jakieś zbyt duże nie urosło. Teraz myślę, że największe znaczenie ma
      obwód główki, a nie waga i długość.
      • lessing Re: Wiesiołek i liście malin.. 03.12.07, 22:45
        No to co moje Miłe Panie, nie ma metod i reguł?
        Poza tą, że każdy spotka swojego diabła?
        Cholera!
        Bałam się szpitala, jak ognia, do głowy mi nawet cc nie przyszło,
        omijałam strony w ksiązkach temu poświęcone, wiec może teraz kiedy
        zakładam że może się tak zdarzyć, uda się urodzić zanim połozna do
        domu przyjedzie ;>wink
        Zwłaszcza że jak czytam w sąsiednim wątku nawet P. Irena nie chce po
        cc asystować w domu do końca, czyli uda się urodzić bo żadna nie
        przyjedzie ;>wink
        A moja sąsiadka błagała o cesarkę przez całą dobę bo bala się rodzic
        normalnie i co urodzila metoda wyciskania!
        czyli
        Ironia jest rozkoszą bogów!
        • sugarxxx Re: Wiesiołek i liście malin.. 04.12.07, 00:38
          Dokładnie jest tak: nie ma reguł. I myślę, że przy tym należy pozostać. Z Twoich
          postów oraz nuit4 oraz swojego nastawienia w ostatnich dniach widzę, że my
          kobitki po cc się z tym fatalnie czujemy i szukamy przyczyn, nie dowierzamy, że
          nam się to przytrafiło itd. W ten sposób można zwariować! Cieszę się, że
          poczytałam Wasze posty. Wiele mi pomogły w tych ostatnich kilku dniach. Na
          zdjęcie szwów pójdę już pogodzona z losem smile A w przypadku kolejnego porodu nic
          już nie zaplanuję, nie będę z losem walczyć i może go przekupię!

          Przez sekundę pomyślałam, że może warto by założyć forum "Poród naturalny po cc"
          wink, gdzie można by sobie konstruktywnie doradzać jak się przygotować na takie
          wydarzenie, ale właśnie to jest bez sensu. Pełno byłoby rad typu jedz wiesiołka,
          codziennie przed wstaniem z łóżka spluń przez lewe ramię i zrób koziołka, jak Ci
          kot przebiegnie przez ulicę. A potem już tylko posty z żalami tych, które miały
          powtórkę z rozrywki. I analiza przyczyn, brrrr!

          Que sera, sera!

          A propos ironii losu, to mam koleżankę, która już drugi raz umawia się na cc w
          38 tygodniu, tak się boi porodu. I ta założę się, że by urodziła w 5 minut.
          • monicus Re: Wiesiołek i liście malin.. 04.12.07, 10:06
            o sugar smile widze, ze masz podobne plany. nigdzie nie zdazyc, hehe. i nie domyslic sie, ze to juz... ja to sobie tylko powtarzam, ze moje obie babcie rodzily w domu, moja mama urodzila sie na wozie(!) i jakby bylo tak jak opisuja nam to lekarze to chyba ludzkosc nie powinna istniec smile ostatnio powiedzialam to mojemu mezowi i przestal ziac siarka na porod w domu. no ale do akceptacji i wsparcia to jeszcze daleko.
            • lessing Re: Wiesiołek i liście malin.. 04.12.07, 11:26
              o to, to, ... świete słowa - Sugar i Monicus dokładnie tak!!!
              Jakbym swoje mysli czytała ale co z tego jak i tak ciągle kombinuję,
              żeby coś może jeszcze zrobić, ulepszyć, żeby się udało!
              a tyle kobit mi zazdrości - zrobią Ci cesarkę bez placenia i
              kombinowania a Ty nie chcesz?
              też kolekcjonuje argumenty dla mojego chłopa, bo do pełnego
              przekonania go to jeszcze daleko!Książkę Kitzinger wyłożyłam już
              kilka razy, stosuję argumenty logiczne, psychologiczne i generalnie
              urabiam jak ciasto - mam jeszcze troche czasu do kwietnia!
              A po tym co sie pojawiło w wątku z brakiem zgody pani Ireny na
              asyste w domu, to zaczynam sie obawiać że mój lekarz też bedzie się
              bał! Mam nadzieję, ze nie bedzie się z Nią konsultował przed!!
              On jest jedyny w Bydgoszzczy i jak nie on to nikt!
              A w szpitalu masakra, wiadomo ze skonczy sie podobnie, bo wywiad
              mnie obciąża i koniec! Wczoraj gadałam z bardzo sensowną położną
              szpitalną i nie owijala w bawełnę "z takim wywiadem o wannie może
              Pani nie marzyć, monitoring w czasie całego porodu pewny - zaden
              lekarz nie zaryzykuje, a jak bedą jakiekolwiek nieprawidłowości w
              czasie trwanaia faz czy w tetnie to cc I co z tego, że ona prywatnie
              się ze mną zgadza i wie że można poczekać, ze można, że są sposoby
              metody, że ingerencja powoduje zatrzymanie akcji itp i itd Nikt nie
              zaryzykuje.
              Także na razie jedyny plan jaki mam dokładnie wyłuszczyła Monicus
              nie zdążyć do szpitala i nie zorientować się że to już ... hehe
              Oczywiście jak dzidzius bedzie na miare moich możliwości a to się da
              sprawdzić wcześniej suspicious)
              A na kiedy macie terminy?
              • nuit4 Re: Wiesiołek i liście malin.. 04.12.07, 11:51
                lessing-wlasnie wysylam do ciebie maila-prosze sprawdz smile
              • sugarxxx Re: Wiesiołek i liście malin.. 04.12.07, 15:15
                Co do terminów to ja jestem tydzień po cc. Co do następnej ciąży, to właśnie
                jest kolejny problem, bo pewnie się okaże, że każą 2 lata czekać... A my
                mieliśmy zupełnie inne plany. Cholera mnie bierze.

                Mam nadzieję, że jakieś ścieżki dla mnie dziewczyny wydepczecie i jak odczekam
                te swoje lata, to wszystkie domy narodzin i położne domowe będą z otwartymi
                rękami przyjmować takie jak my.
                • nuit4 Re: Wiesiołek i liście malin.. 04.12.07, 19:13
                  moj ginekolog (ktory zajmuje sie przyjmowaniem porodow w domu)powiedzial,ze
                  jezeli z blizna wszystko ok,to nic nie stoi na przeszkodzie zeby zaraz po
                  pologu!! zajsc w ciaze-w ciagu 9miesiecy ciazy zdazy sie blizna wzmocnic.co
                  lekarz to inna opinia..
                  • monicus Re: Wiesiołek i liście malin.. 04.12.07, 20:53
                    gin, ktory mnie chlastal mowil, ze to mit o 2 latach. ze maxymalna wytrzymalosc blizna osiaga po 3-4 miesiacach i jak chce to moge zaraz robic drugie.
                    a ja tu mam takie ku pokrzepieniu: youtube.com/watch?v=roFVkDV45MM
                    • sugarxxx Re: Wiesiołek i liście malin.. 06.12.07, 23:01
                      Monicus, nie wyobrażasz sobie jak mi pomogłaś tym linkiem z youtube. Zaczynam
                      wierzyć że się uda.
                      • silije.amj Re: Wiesiołek i liście malin.. 07.12.07, 12:44
                        No to jeszcze ode mnie inny link z Youtube
                        pl.youtube.com/watch?v=3XmwED82poc
                  • sugarxxx Re: Wiesiołek i liście malin.. 06.12.07, 23:07
                    Nuit4, monicus, czy Wasi "liberalni" gini są z Warszawy lub okolic? Możecie mi
                    wysłać na priva namiary na nich?

                    Obawiam się, że moja ginka nawet nie będzie chciała słyszeć o psn po cc, a tym
                    bardziej o ciąży po pół roku od cięcia. A kogoś będę musiała znaleźć kto taki
                    poród przyjmie, nawet jak nie w domu to w szpitalu.
                    • nuit4 Re: Wiesiołek i liście malin.. 07.12.07, 08:54
                      w Rzeszowie..
                    • monicus Re: Wiesiołek i liście malin.. 07.12.07, 15:02
                      ci powiem tak smile w zasadzie nie znam az takich luzakow smile pani kurczuk-powolny, do ktorej sie przenioslam od mojego poprzedniego gina-faceta (wygodny bo za rogiem, ale z chlopem o ciazy... no same wiecie) jest jak sama okreslila "najwieksza entuzjastka porodow domowych wsrod lekarzy" ale sama by sie nie zdecydowala po cc. jednak ta jej wypowiedz nie byla ani agresywna, ani bardzo zniechecajaca - raczej bylo w niej duzo zrozumienia smile wiec ja jej powiedzialam, ze chyba nie zdaze nigdzie pojechac smile tylko sie usmiechnela.
                      co do ryzyka pekniecia macicy, o ktorej i ona mi mowila (ze wolalaby zeby ktos to zszyl jakby co) to przekopalam siec miedzynarodowo nawet. i wg statystyk wynika ze odsetek pekniec jest niewiele wiekszy niz u tych co nie byly ciete. jednak co ciekawe na niektorych stronach sa informacje ze szansa pekniecia jesto 50% wieksza niz u tych co nie byly chlastane. nie widze tu logiki.
                      gieneralnie w australii porod po cc w domu jest ok.
                      sama nie wiem jak sie skonczy, bo nikt nie wie. moze cos mi szepnie, ze trza jechac do konowalow big_grin ale aktualnie uwazam ze sie nigdzie nie ruszam. dalej w tajemnicy oczywiscie. hehe
                      • kasiaimichael porod domowy po cesarce 08.12.07, 10:47
                        Czy chcecie moze zeby Wam skopiowac ksiazke "birthing from within"? Pomaga
                        "przepracowac" leki dotyczace kolejnego porodu, ta kobieta, ktora ja napisala
                        jest psychologiem i polozna i twierdzi, ze jak sie z jakimis lekami dotyczacymi
                        porodu nie dojdzie do ladu, to czesto dzieje sie to, czego sie obawiamy
                        najbardziej. Ksiazka niestety po angielsku.
                        • sugarxxx Re: porod domowy po cesarce 08.12.07, 13:29
                          Kasia, jak najbardziej smile
                          Napisałam na priva.
                        • lessing Re: porod domowy po cesarce 09.12.07, 15:03
                          Poproszę, poproszę o książkę! myślę, ze to dotyczy wszystkich lęków
                          w innych sytuacjach życiowych też - są jak nie odrobione lekcje do
                          zaliczenia i jak samosprawdzające się przepowiednie suspicious)
                          Najlepiej na adres joannalessing@wp.pl
                          pozdrawiam wszystkie cysarzowe i nie tylko ;>wink
                          a ponieważ nie zagladałam tu kilka dni to powiem Wam dziewczyny, że
                          u mnie przerwa od cc wynosić bedzie 3 latka ale moj gin tez uwaza że
                          blizna nabiera mocy ustawowej po 3-4 miesiącach i ani razu nie
                          straszył mnie pękaniem macicy. Jedyne co budzi jego niepokój to fakt
                          że moge mieć taki talent do dużych dzieci i chyba słabo wierzy, że
                          jeśli nie biorę suplementów to bedzie mniejsze suspicious)
                          Zresztą ja też mam trochę wątpliwości bo wielkość mojego brzucha
                          jest imponująca - termin mam na 3 kwietnia a brzuch mam jak 8
                          miesiąc,
                          więc strach mysleć co za pasibrzuszek tam siedzi?!
                          zrobimy usg i bedziemy podgladac
                          a co do rodzenia w domu to na szczęście moj lekarz ciagle nie mówi
                          nie! ale domyslam się, że jest to suto obwarowane! Male dziecko,
                          itp,itd
                          No i nie pracuje on w tej chwili w zadnym szpitalu więc jakby
                          przyszło mi jechac do szpitala to jestem skazana na standard! W
                          bydgoszczy niestety ostatnio mało w stylu rodzic po ludzku
                          Pozdrawiam was gorąco i bardzo się cieszę, że nie jestem jedyną
                          wariatką na świecie suspicious)albo ze więcej jest nas normalnych suspicious)
                      • sugarxxx Re: Wiesiołek i liście malin.. 08.12.07, 16:42
                        Monicus, lessing, nuit4, ile czasu minęło od Waszych cc?
                        • monicus Re: Wiesiołek i liście malin.. 08.12.07, 20:19
                          prawie 2,5 roku. a jak przyjdzie co do czego to bedzie 2 i 7 miessmile
    • kasiaimichael Re: Wiesiołek i liście malin.. 08.12.07, 16:21
      chcecie zalozyc osobny watek porod domowy po cesarce?
      • sugarxxx Re: Wiesiołek i liście malin.. 08.12.07, 16:28
        Kasia, a możesz jako moderator zmienić tytuł na Wiesiołek i liście malin czyli
        psn po cesarce? wink
    • sugarxxx Re: Wiesiołek i liście malin.. 08.12.07, 16:26
      Lessing, a propos Twojej córeczki, która była za duża, żeby się wstawić w kanał
      rodny: mam najnowsze wiadomości o przyczynach mojego niepowodzenia (rozmawiałam
      z moją położną). Okazuje się, że moja córka była ZA MAłA i nie mogła się
      odpowiednio przygiąć i WSTAWIć W KANAł RODNY. Hehe, za duża źle i za mała też źle.

      To znowu potwierdza, że to co się nam przydarzyło to zrządzenie losu i pech,
      normalny pech.
    • sugarxxx o liściach malin... 08.12.07, 16:39
      A teraz zaprzeczę postom, które napisałam w tym wątku.
      Otóż skłaniam się do bardzo ostrożnej hipotezy, że liście malin mogą działać...
      No chyba, że to był zbieg okoliczności, ale tego się nigdy nie da wykluczyć.
      Otóż moja położna powiedziała, że miałam bardzo ładną, miękką szyjkę... Więc
      może ten miesiąc picia liści malin coś dał.

      Dziewczyny, na wszelki wypadek może pijcie tą malinę. Tym bardziej, że mi
      osobiście ta herbatka bardzo smakowała. Osłodzona miodem jest bardzo smaczna,
      nawet 4 razy dziennie smile
      • doti_76 Było dużo liści... 08.12.07, 22:34
        No to historia mojego pecha:
        Piłam malinek bardzo dużo, masaż krocza, gimnastyka jak najbardziej i ogólna szpitalofobia! Miało być w domku i po ludzku. Urodziłam cudowną córeczkę w październiku, moje pierwsze dziecko.
        Co prawda nie skończyło się na cc, ale poród domowy zamienił się w szpitalny. Po 18 godzinach od odejścia wód urodziłam córkę. W domu wszystko stanęło na ok 7 cm i tak trwało według mnie przez ok 3 godz. W 14 godzinie porodu położna zasugerowała koniecznośc zakończenia porodu i ja zdecydowałam jechać do szpitala. Czułam że coś nie jest tak, i nie rozumiałam dlaczego, a skurcze na etapie 7 cm odbierały mi już optymizm co do szczęśliwego końca. Poród był przed terminem i oczywiście nie planowałam szpitala, więc torba nie do końca była przygotowanasmile
        Zejście do auta-męka, w aucie jeszcze gorzej- mało miejsca i brak możliwości ruchu. Szpital: dośc nieprzyjemne powitanie z powodu informacji że zamierzałam urodzić w domu, wywiad w trakcie skurczy, ktg, badanie gin, troszkę oxy. Powodem braku postępu porodu okazał się dość duży obrzęk na szyjce, spowodowany mocnym zejściem główki i dociśnięciem części szyjki do kości miednicy. Szpital "zaoferował" mi masaż szyjki co podziałało prawie natychmiast i po rozwarciu całkowitym II etap zajął nam 20 minut. Z epizjotomią już się nawet pogodziłam bo główka rodziła się razem z barkami. Skutkiem masażu było pęknięcie szyjki. Dziecko nieduże 2850g, ale niestety przygniecenie szyjki przez główkę spowodowało taki finał. Nie jest to tragedia ale nie jestem z tym faktem pogodzona, zwłaszcza że po kontroli wiem że szyjka nie została zszyta jak należy, i właściwie to duża część pęknięcia nie została połączona.
        I tu mam pytanie do Was dziewczyny, zwłaszcza do Moderatorki: czy taka ewidentnie nie zrekonstruowana szyjka pęknie przy następnym porodzie nawet bez masażu. Oczywiście chciałabym wiedzieć czy mam robić sobie jeszcze kiedyś smak na poród w domu bo jeśli dobrze rozumiem to zaopatrzeć takie urazy można tylko w szpitalu??? Chyba że się mylę???
        POzdrawiam
        • lessing Re: Było dużo liści... 09.12.07, 15:27
          tak mi przykro Doti - szczerze mówiąc nie znam się na położnictwie
          ale tak na chłopski rozum to powinno być łatwiej suspicious) następnym razem
          skoro masz jakby szersze ujście ;>wink ale tak na serio to myslę ze
          trzeba przepytac kilku lekarzy i położnych bo jak w każdej sztuce
          kazdy ma inne pantenty i teorie i z tego wszystkiego trzeba sobie
          własna stworzyć! Ale zaciekawiło mnie czemu głowka tak sie
          niefortunnie wstawiła że przygniotła Ci szyjke i skoro tak sie stało
          to czemu mimo wszystko poród siłami natury? bo jak rozumiem
          przygniotła z braku miejsca a tu poród razem z barkami? i do tego
          nacinanie? po co? kurcze nic z tego nie rozumiem!
          no chyba że za karę?
        • kasiaimichael Re: Było dużo liści... 10.12.07, 11:28
          Doti_76 ja nie jestem ginekologiem więc to co piszę nie może być brane jako
          porada lekarska, piszę to co wiem z książek i czasopism medycznych i forów o
          porodzie.Możesz, ale nie musisz mieć trudności z rozwieraniem szyjki:
          www.mothering.com/discussions/archive/index.php/t-530297.html
          Co za ciul (przepraszam) za wyrażenie masował Ci spuchnietą szyjkę? Przecież to
          na zdrowy rozum sensu nie ma. Blizny sa zawsze mniej elastyczne od zdrowej
          tkanki. Czy jesteś teraz w ciąży? Jeśli tak czy szyjka dobrze trzyma? Jeśli nie
          jesteś na razie w ciąży ja na Twoim miejscu zapytałabym jakiegoś dobrego gina
          czy nie zszyc przed zajsciem w ciążę.Myślę, że ta szyjka nie była dociśnięta do
          kości ogonowej- bo to by swiadczyło, o tym że była bardzo dluga i nie zaczeła
          sie skracać ale że to bylo coś co sie nazywa cervical lip- taki kawałek szyjki
          na drodze który hamuje wyjście główki i powoduje że szyjka puchnie. Dobra
          położna umie wepchnać ten kawałek do środka i zrobic niejsce na przejście
          główki. Zawsze to lepiej spróbować rodzić w domu szczególnie jeśli szpital
          działa stresująco. Życze powodzenia
          • doti_76 Re: Było dużo liści... 12.12.07, 11:34
            Witam!
            Dzi€kuj€ za zainteresowanie i porady Lessing i Kasiamichael. Sorka za brak
            polskich znakow.
            Glowka dziecka juz kilka dobrych dni byla bardzo nisko i wedlug poloznej
            szpitalnej (bylam z niej bardzo zadowolona, dala mi nawet przeciac pepowine co
            bylo moim marzeniem) glowka docisnela czesc szyjki do kosci miednicy i stad
            rozwarcie nie moglo postepowac bo ta czesc po prostu "postepowala w obrzeku" i
            nie rozwierala sie. Szyjka byla odpowiednio przygotowana i jak najbardziej
            podatna i skrocona, to nie byl problem. Aktualnie nie jestem w ciazy bo
            urodzilam dziecko w pazdzierniku 2007, a po kontroli okazalo sie ze szyjka nie
            zostala zszyta jak nalezy, nie jest dzieki temu rozszerzona a "jedynie"
            pekniecie jest czesciowo pozostawione sobie. W zwiazku z tym caly ten szpital
            wydaje mi sie niepotrzebny bo ewentualnie masaz mogla zrobic mi polozna w domu i
            tez bym miala aktualnie szyjke w porownywalnym stanie. Sama nie wiem. Ogolnie
            nie "uporalam" sie z tym porodem i chyba poszukam jakiegos gina ale to musi byc
            taki ktory nie uzna mnie za wariata ze pytam pod katem ponownego porodu w domu,
            i niech oceni obrazenia. Tak czy inaczej dzieki za info.
            • sugarxxx Re: Było dużo liści... 12.12.07, 15:52
              Doti, zdaje się, że miałyśmy prawie identyczny przypadek. U mnie też była
              obrzęknięta szyjka, która nie chciała się rozwierać, bo główka się jakoś nie tak
              wstawiła. Nikt mi wprawdzie nie mówił o dociśnięciu szyjki do kości miednicy,
              ale Twój opis jest bardzo podobny do mojego porodu.

              Jeżeli mogę Cię jakoś pocieszyć, to powiem Ci, że i tak dobrze się to u Ciebie
              skończyło. U mnie, jak pisałam, skończyło się na cc. Więc o porodzie domowym
              mogę już zapomnieć.

              I absolutnie nie roztrząsaj co by było gdyby. Pewnie jakby Ci położna domowa
              rozmasowała szyjkę i by pękła, to byś mówiła "szkoda, że nie pojechałam do
              szpitala..."

              Od gdybania można zwariować. Pozdrawiam.
              • lessing Re: Było dużo liści... 12.12.07, 17:57
                Moje Drogie Cesarzowe i nie tylko ;>wink
                Właśnie wróciłam od mojego Ginekologa i mam dla Was i siebie dużo
                dobrych wieści.Zdecydował się być ze mną w domu w czasie porodu,
                oczywiście pod pewnymi warunkami, które dla mnie tez są oczywiste,
                że jeśli dziecko bedzie duże to robimy cesarkę.
                Choć jak twierdzi porody domowe przyprawiają go o zawał i zamierza
                ceną zaporową wybijac to kobitkom z głowy to nie zawsze odmawia a
                swjej żony do szpitala tez nie zawioził - nie zdążyli czy cóś...?
                A co do porodów po cesarce nie widzi przeciwskazań - zgodnie z
                arkanami sztuki do roku po cesarce robi sie standardowo cesarkę a
                potem mozna juz rodzić naturalnie! taka jest jego opinia.
                Pozdrawiam Was Dziewczęta i może tym razem nam się uda?
                Zaczynam rozglądać sie za malinkami i wiesiołkiem!
                Wielkie dzięki!
                • sugarxxx Re: Było dużo liści... 12.12.07, 18:12
                  Lessing, wielkie gratulacje, że tak się u Ciebie sprawy potoczyły!!!
                  Balsam na moją duszę smile
                  Koniecznie napisz jaki był finał!
                  Czy ten Twój gin jest z Wawy może? Dasz jakieś namiary na priva?
                  I czy ten rok po cesarce to odnosi się do terminu rozwiązania czy poczęcia?

                  A tu masz linka do wiesiołka w płynie, nie w kapsułkach oleofarm.com.pl/
                  • monicus Re: Było dużo liści... 12.12.07, 21:26
                    no wlasnie. jak z wawy to daj namiary smile i co znaczy cena zaporowa?
                    • lessing Re: Było dużo liści... 13.12.07, 17:53
                      monicus Doktorek jest z Bydgoszczy i po starej znajomości bedzie 2
                      tys ale ta cena zaporowa to chyba ze dwa razy tyle. Sugar - a co do
                      obyczajów w cięciu to On uważa, że po upływie roku do rozwiązania
                      mozna rodzić naturalnie, tzn fizjologicznie ;>wink - uwielbiam to
                      określenie najczęściej zwiera w sobie oksytocynę, dolargan, golenie
                      i nacinanie i jeszcze kilka przyjemności dla maluszka - intubowanie
                      i takie tam!
                      • sugarxxx Re: Było dużo liści... 13.12.07, 20:47
                        A tak trochę teoretyzując, to wiecie jak to jest z tymi porodami po cc?
                        Czy jeżeli np lessing urodzi naturalnie po cc, to czy jej się konto "wyzeruje" i
                        następna ciąża już nie będzie traktowana jak cc? Czy może jak raz cc to ma się
                        kartotekę obciążoną na całe swoje reprodukcyjne życie?

                        A może przynajmniej po przełamaniu złej passy i psn po cc nie trzeba już
                        odczekiwać tych lat do następnej ciąży (w mniemaniu konserwatywnych ginów, nie
                        tego fajnego lessing)?

                        Czy może pytałyście się o takie rzeczy swoich ginów? Ja się zapytam na pierwszej
                        wizycie po cc. Z czystej ciekawości, bo 2 tyg po pierwszej ciąży raczej o
                        trzeciej nie myślę, ale jak się za coś biorę, to lubię drążyć temat smile
                        • monicus Re: Było dużo liści... 13.12.07, 20:54
                          jak negocjowalam z pania choluj (co mi nie wyszlo) to ona powiedziala ze, jakbym
                          byla poprzednio chociaz z 7cm rozwarciem to by sie podjela. ale ze bylo 2 to
                          nie, bo to jest tak naprawde pierwszy porod. wiec mysle, ze moze do zupelnego
                          zerowania kartoteki nie dochodzi ale tak na 80% smile bo chodzi o to ze macica
                          wykonala jakas prace i to miejsce ciecia podobno najbardziej pracuje.
    • monicus Re: Wiesiołek i liście malin.. 17.12.07, 13:20
      kuuurde! to moze jest ktos kto rodzil po cc w domu w promieniu 100km od wawy.
      moze jakas polozna da sie namowic i nie bedzie zawalona terminami. moze z lodzi?
      • deigratia O cesarkach i jeszcze jednej położnej w Warszawie 18.12.07, 14:29
        Dziewczyny, pewnie nie uwierzycie, ale wczoraj znajoma, która rodziła z p.Ireną
        co najmniej 2 razy, powiedziała mi, że p. Irena przyjęła kiedyś poród w domu po
        3! cesarkach. Po przeczytaniu całego wątku zastanawiam się, czy ta kobieta nie
        miała też w swojej historii porodów sn... No w każdym razie wygląda na to, że p.
        Chołuj nie odrzuca cesarek dla zasady, ale ma swoje "wymagania" i
        negocjować/rozmawiać zawsze warto.

        Usłyszałam też o kolejnej warszawskiej położnej, która przyjmuje porody w domach
        (i jakby co, może kontynuować u siebie w szpitalu tj. na Bródnie). Nazywa się
        Mariola Sienkiewicz. Kontaktu nie mam, ale może jest na stronie szpitala? Może
        warto zapytać również jej o poród w domu po cesarce?

        I jeszcze a propos "zerowania" się cesarek. Nie wiem, czy już tego gdzieś tu nie
        pisałam, ale mamy moich znajomych mają następującą historię: jedna 2 razy
        naturalnie, a potem 2 razy cesarka (ostatnia ciąża bliźniacza, dzieci zaplątane
        a i tak próbowali ją przymusić do porodu sn). Druga - sn, cc, sn, cc. Te kobiety
        są nieco starsze od nas, ale wygląda na to, że kiedyś mniej się chyba
        przejmowano/bano (patrz: lekarze).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka