Dodaj do ulubionych

...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urodzone

24.01.09, 21:10
- Co jest szczególnego w dzieciach urodzonych w świadomy, naturalny
sposób?
- Są jak zupełnie inny gatunek, szczęśliwsze, spokojniejsze i
zdrowsze. Mają ładniejszy koloryt skóry, lepsze napięcie mięśniowe.
Są zrelaksowane, ufne, dobrze jedzą, dobrze śpią. Nie płaczą na
widok obcych. Są bezkonfliktowe, odważne, radosne i otwarte. Relacje
przez nie nawiązywane nie mają psychologicznego drugiego dna, są
wolne od przemycania potrzeb w ukrytych komunikatach. Odnoszą się do
siebie i innych w sposób jasny i otwarty. Nie są uzależnione od
cierpienia i są calkowicie pozbawione agresji.

Fragment wywiadu z Eleną Tonetti-Vladimirową "Urodzeni
inaczej", "Sens" nr 1/2009 luty/marzec 2009

Bardzo mi się spodobał ten wywiad (film zresztą też) i postanowiłam
zacytować ten fragment.
Obserwuj wątek
    • kaakaa Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 24.01.09, 21:16
      Zapraszam panią Elenę Tonetti-Vladimirową do mnie - jak pozna moją urodzoną w
      domu czwórkę bladych, hipotonicznych, alergicznych, kłótliwych nerwusów, to
      zmieni zdanie wink
      • kropkaa Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 24.01.09, 21:23
        Kaakaa, a co by było, gdybyś rodziła w szpitalu???
        Poza tym nie ściemniaj, gdyby było tak źle, to nie sądzę, żebyś
        miała czwórkęwink
        I poza tym nie ściemnaj drugi raz - widziałam i zachwycałam się
        zdjęciem i albo podmieniłaś egzemplarze albo trochę robisz czarny PR
        tym ślicznym aniołkomsmile Kiedyś Cię za to pozwą o zniesławieniewink
        • kaakaa Na zdjęciu... 24.01.09, 21:40
          ...faktycznie wyglądają niegroźnie
          Ale to rylko PR...

          kropkaa napisała:

          > Poza tym nie ściemniaj, gdyby było tak źle, to nie sądzę, żebyś
          > miała czwórkęwink
          Niektórzy lubią znęcać się nad soba wink
      • pacsirta Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 24.01.09, 21:24
        taaa... byłoby pięknie... tylko że moja starsza córka, wrażliwiec
        wielki, zupełnie do tej wizji nie przystawała... może młodsza...
        • kropkaa Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 24.01.09, 21:29
          Ojejku, czepiacie się...
          Mój mąż a ojciec dziecka też zaraz wyliczył, co się nie pokrywa...
          A ja tam się nie przejmuję tylko cieszę, że mam takie cudowne
          dzieckowink I nawet pani Elena Wladimirowa to potwierdzawink
          Po prostu się nie znaciewink i już!
          • pacsirta Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 24.01.09, 21:39
            ale moje też są cudowne!!!
            • 987ania Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 24.01.09, 23:46
              A moje szpitalne w dużej części odpowiada temu opisowi. No i teraz będę miała
              problem, kolejne w domu (i wtedy takie jak u kaaki) czy szpitalne (i wedy wg
              opisu)??
    • oldzinka Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 24.01.09, 22:49
      Moim zdaniem relacje z innymi i większość wspaniałych cech
      wymienianych przez panią Tonetti, zależą bardziej od tego, na co
      tafia dziecko po urodzeniu, kontaktu fizycznego, ale też od
      wychowania (które często są następstwem światopoglądu rodziców
      wybierających swiadomy, naturalny poród).
      • pacsirta Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 25.01.09, 11:12
        kontaktu fizycznego jej nie szczędziłam, non stop na rękach albo
        przy piersi, wyprzytulana itp. a lękliwa i obcych się bała, i nowych
        sytuacji... ale ja tu raczej na geny stawiam bo w rodzinie pełno
        wrażliwców
        druga - młodsza, inna natura, bardziej przebojowa i samodzielna, co
        dało się zauważyć już od pierwszych dni życia
        ale oczywiście wdzięczna jestem, że mogły się w domu urodzić, bo
        poród szpitalny mógłby jeszcze tu bardziej namieszać - szczególnie w
        przypadku starszej... a tak przynajmniej niebezpieczeństwo zostało
        zminimalizowane...
    • kropkaa Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 25.01.09, 12:49
      Aha, chciałam jeszcze zwrócić uwagę, że ona mówi o porodzie
      świadomym i naturalnym, nie o domowym. Zresztą zajmuje się głównie
      porodami w wodzie bardziej niż w domu.
      Jak to każda wizjonerka niektóre wizje ma trochę kosmiczne (tu mówię
      bardziej o filmie niż o wywiadzie) ale jak się to trochę przepuści
      przez palce to jest ok moim zdaniem.
      • pacsirta Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 25.01.09, 16:34
        no mam nadzieję, że moje porody, poza tym że domowe, były też
        świadome i naturalne... jakkolwiek należy to rozumieć...
        • kropkaa Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 31.01.09, 00:00
          O tym samym pomyślałam - czy mój poród był oby świadomy???
          Już cytuję Elenę T-V:
          - Co to właściwie znaczy "poród świadomy"?
          - To umiejętność całkowitego poddania się temu, co się dzieje.
          Rodząca świadomie kobieta rozumie reakcje swojego ciała w trakcie
          porodu, dlatego nie boi się i z miłością wygląda dziecka, łagodnie
          pomaga mu przyjść na świat. Jest spokojna i całkowicie skupiona na
          rodzeniu, pełna zaufania na każdym etapie. Świadomy poród to poród
          pełen miłości. Nie najważniejsze jest, gdzie się odbywa, czy w
          taksówce, przed kominkiem, w morzu czy w szpitalu, najważniejszy
          jest stan świadomości kobiety.

          Jakoś nie wiem, czy ten mój poród do końca był taki świadomy... Bo
          marzenie o cesarce czy deklarowanie posiadania tylko tego jednego
          dziecka to nie był wyraz spokoju i łagodnościwink

    • sun.pl Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 25.01.09, 21:09
      Mogę przychylić się do opinii Vladimirowej - jak do tej pory pasuje jak ulał do
      naszego domowego synka smile Film również bardzo mi się spodobał, mam go w domu na
      stanie, jakby ktoś z okolic Poznania był zainteresowany...
      • soldie Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 26.01.09, 13:33
        Mnie się wydaje,ze to nie tylko na rodzaju porodu się kończy. Bo skoro rodzice
        zdecydowali się na naturalny, zgodny z natura porod, to znaczy ze maja trochę
        oleju w głowie i podejrzewam ze nie tylko w temacie porodu- z reszta potwierdza
        to to forum i tematy jakie sa poruszane poza tematem porodu.
        Moje dzieci szpitalne- jeden po kompletnej traumie cc (najpierw 13 godz w
        kurczącej sie macicy a potem nagle wyjeli go z brzucha obcy ludzie i byl sam
        zupełnie prawie 12 godzin)był niesamowicie spokojnym niemowlakiem i pasował do
        tego opisu- teraz się zrobił jakiś taki bardziej absorbujący wink a drugi urodzony
        naturalnie i wciąż był ze man tez spokojny , no i więcej się uśmiecha- moze
        faktycznie ten porod lepiej na niego wpłynął hmmm...
        No ale mam nadzieje i jestem przekonana,ze te dzieci których rodzice tak
        starannie zabiegają o to zeby się urodzily w normalny sposob i w normalnych,
        naturalnych warunkach, beda niesamowitymi ludzmi- bo maja naprawde madrych rodzicow
    • goblin.girl Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 30.01.09, 18:53
      kropkaa napisała:

      Mają ładniejszy koloryt skóry, lepsze napięcie mięśniowe.
      > Są zrelaksowane, ufne, dobrze jedzą, dobrze śpią. Nie płaczą na
      > widok obcych. Są bezkonfliktowe, odważne, radosne i otwarte. Relacje
      > przez nie nawiązywane nie mają psychologicznego drugiego dna, są
      > wolne od przemycania potrzeb w ukrytych komunikatach.

      no nasz jest ładny i dobrze je tongue_out potrzeby tez komunikuje całkiem jawnie i
      głosno, a na psychologiczne drugie dno jeszcze za wczesnie chyba. Zobaczymy, co
      z niego wyrośnie. Z drugiej strony nie chcialabym, zeby byl calkiem pozbawiony
      agresji, gniew dobrze ukierunkowany i w porę jest calkiem dobrą rzecza smile
      swoja droga nasze pokolenie, biorac pod uwage warunki, w jakich przewaznie
      rodzily nasze matki, powinno byc bandą znerwicowanych krętaczy tongue_out
      • oldzinka Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 30.01.09, 21:54
        I biorąc pod uwagę to, że przez pierwszych kilka dób prawie nie
        miałyśmy kontaktu z matką (nie mówiąc o praktyce walenia w plecy
        noworodka trzymanego za nogi) to powinniśmy być wszyscy chorzy
        psychicznie wink
        Mój synek, cesarkowy, też ma ładny kolor skóry, jest pogodny,
        radosny, nie boi się obcych, itp. Ciekawe jaki by był urodzony w
        domu...
      • 987ania Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 30.01.09, 22:25
        > swoja droga nasze pokolenie, biorac pod uwage warunki, w jakich przewaznie
        > rodzily nasze matki, powinno byc bandą znerwicowanych krętaczy

        w ostatnich latach liczba osób chorujących na depresję i zaburzenia lękowe
        rośnie. Sama jestem tego przykładem. Może więc jednak nie pozostało to bez
        wpływu na nasze pokolenie. Część z nas potrafiło nadrobić pewne braki, jednak
        większość nie.
        • kropkaa Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 31.01.09, 00:16
          A tutaj dość ciekawa teza o bulimii i anoreksji. Oczywiście to są
          poglądy Preeti Agrawal, bez naukowych badań, ale może coś w tym
          jest? Kwestię diety po porodzie pominę milczeniemwink

          www.zwierciadlo.pl/przygody-ciala/zdrowie/matka-tez-czlowiek.html
          • oldzinka Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 31.01.09, 07:30
            Dieta, którą proponuje pani Agrawal opiera się na zaleceniach
            medycyny chińskiej. Jak dla mnie ok.
            • sugarxxx Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 31.01.09, 11:44
              Przecież to dieta eliminacyjna! Wolę również pominąć ją milczeniem wink
              • kropkaa Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 31.01.09, 12:21
                Rozumiem, że kontekście kulturowym np. Indii jest ok, ale nie jeść w
                ogóle surowych warzyw i owoców? Bez białej mąki?
                Jeśli ktoś stale gotuje np. wg pięciu przemian to pewnie jest to nic
                nowego, ale trochę trudne i odstraszające może być wraz z
                pojawieniem się noworodka zmiana kuchni i gotowanie przez 5 godzin
                rosołu.
                Tym bardziej, że u nas nie ma tak, że kobiety się zjawiają,
                pomagają, gotują i przygotowują ziołowe kąpiele i masażwink
                • sun.pl ... 31.01.09, 14:13
                  wtrącę się na temat jedzenia (i nie tylko) smile Jestem zwolenniczką diety:
                  "wszystko ciepłe, gotowane", od kiedy 3 lata temu trafiłam do doktora medycyny
                  tybetańskiej. Zalecił mi kurację ziołową i właśnie taki sposób odżywiania się,
                  wraz z dokładnymi wskazówkami dotyczącymi "mojej natury". Byłam pod jego opieką
                  przez pierwszą ciążę, poród domowy, połóg - bez przerwy, aż po aktualną ciążę.
                  "Wszystko ciepłe, gotowane" to według mnie zalecenia dla współczesnego
                  człowieka, bez względu na szerokość geograficzną. Nie potrafiłam zrozumieć, jak
                  surowe owoce i warzywa w nadmiarze mogą być dla mnie szkodliwe, a one po prostu
                  wychładzały i osłabiały mój organizm. Muszę przyznać Kropcee, że trudno zmienić
                  kuchnię wraz z pojawieniem się dziecka - dlatego też lepiej "ogrzać się"
                  jedzeniem już trochę wcześniej. Cieszę się, że mogłam to zrobić na długo przed
                  ciążą i że miałam kogoś godnego zaufania, kto tym pokierował. Gotowanie to też
                  kwestia organizacji. Na czas połogu miałam przygotowane mrożonki - ugotowane
                  wcześniej pyszne zupy z sezonowych warzyw smile i nie musiałam spędzać czasu przy
                  garnkach. Dziękuję za link do artykułu, przy okazji znalazłam coś jeszcze, w tym
                  samym numerze, też od Agrawal (to tak nawiązując do tematu dzieci urodzonych
                  naturalnie):
                  www.zwierciadlo.pl/przygody-ciala/zdrowie/swieto-urodzin.htmlPozdrawiam
        • soldie Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 31.01.09, 17:18
          Mogę sie podpisac- mojej mamie pokazali ze jestem dziewczynką i zabrali na 18
          godz. Tylko dzięki Bogu jestem normalna i wygrywam z depresjami i nerwami- nasze
          pokolenie faktycznie jest pokręcone te porody i w ogóle metody wychowania (żłoby
          od 3 miesiąca życia) zrobiły swoje.
          • goblin.girl Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 01.02.09, 07:50
            soldie napisała:

            nasze pokolenie faktycznie jest pokręcone te porody i w ogóle metody wychowania

            nie wiem czy inne czynniki nie maja jednak wiekszego wplywu - przemiana
            ustrojowa, kryzys swiatowy i ogólnie fakt, ze zyjemy w ciekawych czasach wink

            teza o anoreksji tez mnie nie przekonuje, nie tłumaczy dlaczego chlopcy karmieni
            tak samo jak dziewczynki jednak nie choruja. Sama przechodzilam anoreksje i
            bulimie jako nastolatka i wiem, co bylo przyczyna - raczej nie sadze, zeby to
            byl sposob karmienia w dziecinstwie.
            mysle ze nie nalezy jednak przypisywac wszystkiego porodom; w sumie chyba
            wieksze znaczenie ma dobry porod dla nas niz dla dzieci
            • annairam Re: ...inny gatunek czyli dzieci szczęśliwie urod 01.02.09, 09:51
              Skrobnę coś w temacie karmienia dziecka.
              Wydaje mi się, że wiedza jaką się zdobędzie przed porodem na ten temat oraz
              przekonanie, że się będzie karmić piersią nie bardzo pomagają. Byłam w takiej
              sytuacji przed pierwszym porodem. Niestety trauma tego wydarzenia,
              ból,zmęczenia, brak pomocy (choć mąż był cały czas w domu to nie wiedział co ma
              robić, a położna środowiskowa pojawiła się u nas raz i to w 9 czy 10 dobie życia
              Córki) bardzo źle wpłynęły na dziecko, i na mnie. Dodatkowo, po tym co nas
              spotkało w szpitalu, Córka była bardzo znerwicowana, wrażliwa, wręcz
              histeryczna. Tak naprawdę uspokoiła się dopiero po kilku miesiącach choć nadal
              jest bardzo wrażliwa. Wracając do tematu karmienia - Ona nie chciała ssać, nie
              umiała, denerwowała się, ja wpadałam w histerię, czułam się koszmarnie, miałam
              przyjemnośc zapalenia piersi z 40 stopniową gorączką i marzyłam głownie o tym by
              mleko w moich piersiach się skończyło. Miałam wrażenie, że to kolejna rzecz,
              która ma mnie dobić. Walczyłam z laktatorem i przez kilka tygodni karmiłam córkę
              odciaganym mlekiem. W tym okrsie sypiałam jakieś 3-4 godziny na dobę, schudłam 7
              czy 8 kg w stosunku do tego ile ważyłam przed ciążą. Oczy podkrążone, blada.
              Pediatra na wizycie kontrolnej orzekł, że Córka bardzo mało przybiera.
              rzeczywiście tak było ponieważ przez 5 tygodni od porodu przybrała ledwie 300g
              względem wagi urodzeniowej. Kazał karmić butelką co przyjęłam wtedy z ogromną
              ulgą. Przez cały czas czułam ogromna presję otoczenia i zewsząd słyszałam "karm
              piersia, karm piersią". Mimo, że w ciązy byłam 100% pewna, że jest to najlepszy
              sposób karmienia dziecka i, że tak właśnie będzie i u nas, skończyło się inaczej
              a wszystko co z tematem związane, przez długi czas wydawało mi się koszmarem i
              oszustwem.
              Będa w drugiej ciąży, z ogromnym lękiem myślałam i nieuniknionej laktacji...
              Marzyło mi się nawet by od razu ją zakończyć i ani razu nie przystawiać dziecka
              do piersi. Naprawdę tak myślałam. Bardzo pomógł mi mąż i moja mama, którzy
              powtarzali mi nieustannie, żebym o tym nie myślała, że cokolwiek postanowię
              będzie dobrze i, że nic nie muszę. Zaczęłam oswajać się z tą myślą. Drugi poród
              był dla mnie wspaniałym wydarzeniem, i mimo, że zakończył sie w szpitalu dał mi
              ogromną wiarę w siebie, w siłę kobiety, w to, że wiem co trzeba dzieku i mnie.
              Po za tym na pewno "dorosłam", byłam bardziej świadoma i nauczyłam się być
              asertywna. Kiedy położna położyła mi Syna przy piersi wszystko zaczęło się tak
              po prostu. Nie zastanawiałam się nad tym. On czuł się dobrze, ja też, dawałam mu
              tego czego potrzebował. A jeszcze kilka tygodni wcześniej, gdyby mi ktoś
              powiedział, że będe się cieszyć karmieniem piersią, to bym go wyśmiała.
              Na podstawie własnych doświadczeń mogę powiedzieć, że przebieg porodu ma ogromne
              znaczenie jesli chodzi o powodzenie w karmieniu piersią. Teama jakos prawie
              nigdzie nie poruszany. Wydaje mi się, że sfery fizyczne i psychiczne są w tym
              przypadku niesamowicie od siebie zależne i sprzężone - kiedy sie pomaga ale się
              nie przeszkadza to wszystko działa z reguły dobrze, za to ingerencje i brak
              pomocy działają zdecydowanie źle.
              Wiele kobiet ma teraz wielkie problemy z karmieniem swoich dzieci i rezygnyje z
              naturalnego sposoby. Z reguły tłumaczy się to ich wygodą, faktem, że nie chcą
              się poświęcić dla własnego, bezbronnego dziecka, myślą o sobie, itd. itp.
              Niewielu jednak zastanawia sie nad tym co one przeżywają i co jest rzeczywistym
              powodm takiej powszechnej sytuacji, a szkoda.
              Nie twierdzę oczywiscie, że po dobrym porodzie kobieta nie będzie miałą nigdy
              zastoju, nawału ale wydaje mi się, że duzo szybciej i łatwiej sobie z tym poradzi.

              Hmmmm, znowu strasznie długo.
              • karj-oka Szczęśliwie urodzone i ciepłe jedzenie... 11.02.09, 17:36
                ... czyli to co wyciągam z tego wątku, by dorzucić coś od siebie.

                O dzieciach urodzonych w dobrych warunkach, w cieple, spokoju i świadomie myślę "dzieci szczęśliwie urodzone" chyba w trochę szerszym kontekście niż samego tylko porodu. Myślę bowiem, że w naszej rzeczywistości poród domowy jest tak dużym wyzwaniem, iż decydują się na niego ludzie, że się tak wyrażę, o określonych parametrach. Trzeba bowiem dużej wiary we własne siły, wiedzy, samozaparcia, świadomości, ciepła i miłości w związku w końcu (jakież to przecież i jasne i ważne!), by nie tylko na poród domowy się zdecydować, ale także by w tej decyzji wytrwać. A takie właśnie cechy pary rodziców jak najlepiej wróżą dziecku, z czym chyba się zgodzicie. Może więc nie sam poród naturalny, a raczej jego geneza determinuje szczęście owych dzieci.

                Jeśli zaś chodzi o ciepłe jedzenie, odżywianie wg pięciu przemian - to oczywiście wielki temat i chyba osobne forum lub choćby wątek by się przydał. Krótko tylko tutaj: to naprawdę ma sens i po prostu działa. Polecam! A rosołki długo gotowane i pite w połogu by szybko odbudować siły i uratować wypadające włosy na pewno wypróbuję!smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka