Dodaj do ulubionych

syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić?

14.04.10, 14:28
Dziewczyny, doradźcie. Syn jest w pierwszej klasie. Jadą na zieloną
szkołę, na tydzień, na drugi koniec Polski. Syn łamie się. Jednego
dnia mówi, że chce jechac, drugiego, że nie chce. Wczoraj przynał
się, że chce jechać tylko dlatego, by reszta klasy nie śmiałą się z
niego, że jest tchórzem. Jeszcznie nigdy nie spędził sam nocy poza
domem. Boję się, że wyjazd może okazać się traumatyczny. Z drugiej
strony jest presja znajomych i nauczycieli. Wszyscy mówią, że
powinien. Mnie wydaje się, że jak nie pojedzie w tym roku, to nic
się nie stanie. Pojedzie w przyszłym. Sama nie wiem. Syn jest bardzo
wrażliwym dzieckiem. Ostatnie dni źle śpi z powodu katastrofy pod
Smoleńskiem, przejmuje się, jak ktoś mu coś w szkole powie.
Generalnie przejmuje i denerwuje się szkołą.
Obserwuj wątek
    • maadzik3 Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 14:37
      Ja bym odpuscila. Ale to moje zdanie. Uwazam ze wyjazd ktory tak stresuje jest
      niepotrzebny. Napisz u zwolnienie ze chory, nie musi sie przyznawac ze nie chce
      jechac. Mam bardzo zle doswiadczenia z wyjazdem dzieci (acz nie moich) na drugi
      koniec kraju.
      • gaskama Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 14:41
        Dziękuję za odpowiedź. Boję się, żeby nie pogłębiać "mamisynkowstwa"
        u syna. Niestety/Stety dotychczas nie mieliśmy
        możliwości/okazji/potrzeby wysyłania syna na jakieś wczasy lub
        wyjazdy bez mamy lub taty. No i teraz mamy klops. Widzę, że syn
        bardzo się stresuje.
        • oldrena1 Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 14:56
          Też uważam, że nic na siłę. Argumenty, że niby powinien do mnie by
          nie trafiały. Myślę, że synek poczuje ulgę, gdy mu oznajmicie, że
          podjęliście decyzję, by w tym roku nie jechał na zieloną szkołę.
          Przypuszczam, że znajdziecie jakiś powód bez nawiązywania do jego
          wrażliwości.
          On musi pewnie nieco "dojrzeć" emocjonalnie, okrzepnąć, może poczuć
          się dobrze wśród rówieśników...
          • gaskama Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 15:00
            Dziękuję. Chciałam być twarda (generalnie nie jestem) i syna
            namówić. Ale rzeczywiście przychylam się w tej chwili do dezycji o
            pozostawieniu go w domu. Po zielonej szkole zostaną tylko 4 tygodnie
            szkoły i wakacje. Myślę, że po wakacjach nikt nie będzie już
            rozmawiał o tej zielonej szkole.
          • azile.oli Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 15:15
            Nie musi jechać. Moje dzieci też nie były na zielonej szkole, bo
            nie chciały. I to wcale nie dlatego, że bez mamy, ale dlatego, że
            syn miał wychowawczynię, której nie lubił i nie chciał z nią spędzić
            2 tygodni. Córce się po prostu nie chciało, klasa była taka sobie,
            co innego parę godzin w szkole, co innego cały czas z tymi samymi
            ludźmi.
            Natomiast bardzo chętnie oboje jeździli (i jeżdżą nadal) na obozy
            sportowe.
            Dla dziecka wyjazd ma być przyjemnością, nie przymusem.
            Nie ma co pozwalać, żeby ktoś wywierał na dziecko wpływ, że to
            obciach nie jechać. Żaden obciach.
            Bez sensu, żeby mały się stresował, rodzice przy okazji też.
            Przyjdzie czas, że będzie chciał jeździć bez rodziców, tylko musi do
            tego dorosnąć.
            Dziecko wrażliwe wszystko analizuje na zapas, przeżywa. Założę się,
            że część kolegów też będzie tęsknić, ale nie wszystkie dzieci są w
            stanie przewidzieć, jak to będzie. Większość zakłada, że to będzie
            frajda. Nawet nie analizują, że nie będzie ''odgromnika'' w postaci
            rodziców, ale będą cały czas pod opieką nauczyciela, będą miały
            zorganizowany czas itd. Stąd potem płacz i tęsknota.
            • gaskama Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 15:19
              Dziękuję za odpowieź. Akurat tak się składa, że wszystkie trzy
              napisayłyście, by dzieka nie zmuszać. W realu jakoś każdy mnie
              namawia, by nie robić z syna słabeusza. Ale on nie jest typem
              walecznego samca. Jest delikatnym chłopcem (no może nie z budowy
              ciała).
              • verdana Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 15:27
                Siedmioletnie dziecko, ktore nie chce jechać to nie słabeusz, tylko
                normalny siedmiolatek. Weź też pod uwagę, ze dziecko może nie szleć
                za towarzystwem kolegów - i być zestresowane tym, ze cały czas
                będzie pod opieka nauczycielki, czyli kazdy jego ruch będzie
                oceniany. nawet starsze dzieci nie zawsze przepadaja za zielonymi
                szkolami.
                Nie chce - niech nie jedzie. lepiej też, aby załował, ze nie
                pojechał, nuiż żałował, ze pojechał - i będzie to ostatnia wyprawa
                na parę lat.
                Idealne rozwiązanie byłoby, gdybys pojechała z klasą jako opiekun.
                • gaskama Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 15:31
                  Verdano, dzięki. Pytałam, czy mogę jechać z klasą. Wykluczone.
                  Szkoła się nie godzi.
                • gaskama Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 15:32
                  A syn rzeczywiście nie szaleje za nauczycielką. Problem w tym, że
                  klasa mała, tylko 12 osób i wszyscy poza synem jadą.
      • be-links Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 18.04.10, 12:03
        Mój w 6 tej nie chce jechać, nic na siłę.

        To zależy od wielu czynników, bo w klasie 1- jechał chętnie, ale
        teraz popsuly się kontakty z kolegami, a wychowawczyni nie zasypuje
        podziałów sad

        Uważam, jak chce niech jedzie, jak nie to nie.
    • yula Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 16:12
      Nic na siłę, jak nie chcę to niech nie jedzie. Wyjazd ma sprawiać dziecku
      przyjemność. Szczególnie że piszesz że nigdzie nie był bez rodziców. Reszta
      klasy nie musi wiedzieć że sie boi, po prostu nie jedzie i już. A zostaje
      czasami u dziadków/kuzynów ? Może ma kolegę u którego mógł by zanocować czasem?
      Żeby powoli przyzwyczajać go że można przeżyć bez mamy smile Moja 5-latka była 2
      razy z noclegiem u kuzynki, pierwszy raz bardzo to przeżywały obie smile
      • gaskama Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 16:18
        Bez mamy już kilka razy był, podczas moich wyjazdów w pracy. Ale
        wtedy był zawsze z tatą. Z kumplami uwielbia się bawić, prawie
        codziennie gościmy jakieś dzieci w domu. Mieliśmy kilka propozycji,
        by syn nocował u kolegi, ale syn nie chce. Pyta: po co? wolę spać w
        domu. Z drugiej strony, ja nawet jako nastolatka nie lubiłam nocować
        u koleżanek. Nie wymieniałam się też na ubrania.
    • olifra1 Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 16:24
      nasza córka też teraz jedzie po raz pierwszy na zieloną szkołę. u nas decyzja
      była taka: pojedziesz tylko wtedy jak sama będziesz chciała. nikt nie zmuszał,
      ani w klasie, ani w domu. żadnej presji nie ma ze strony nauczycieli, dzieci czy
      naszej smile
      • gaskama Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 16:27
        U nas w szkole raczej presja jest. No i tak, jak pisałam wcześniej,
        wszyscy znajomi w realu radzą wysłać syna, nawet na siłę, że niby na
        miejscu mu się spodoba. Ja mam jeszcze inne obiekcje. Po co na 6
        dniową wycieszkę jechać ponad 500km. To oznacza dwa pełne dni w
        autokarze. Syn ma potworną chorobę lokomocyjną.
        • tijgertje Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 20:06
          gaskama napisała:

          > U nas w szkole raczej presja jest. No i tak, jak pisałam
          wcześniej,
          > wszyscy znajomi w realu radzą wysłać syna, nawet na siłę, że niby
          na
          > miejscu mu się spodoba. Ja mam jeszcze inne obiekcje. Po co na 6
          > dniową wycieszkę jechać ponad 500km. To oznacza dwa pełne dni w
          > autokarze. Syn ma potworną chorobę lokomocyjną.

          Jak masz na tyle odwagi, to mozesz sie postawic o dwrocic kota.
          Skoro piszesz, ze to tak daleko, w dodatku dziecko ma chorobe
          lokomocyjna, to dla mnie byloby to wystarczajacym argumentem. W
          podrozy pewnie go czyms nafaszeruja, a potem przespi pol wyjazduuncertain
          Nie zgodzilabym sie i moga gadac co chca. Ty najlepiej znasz swoje
          dziecko i wesz, czy sobie poradzi czy nie. Sama musisz miec tez na
          tyle zaufania do szkoly i opiekunow, zeby sie odwazyc wyslac dziecko
          taki kawal na tak dlugi okres czasu. Poszlabym do dyrekci i
          poinformowala (nie wdajac sie w glebsze dyskusje), ze podjelas
          decyzje, ze dziecko nie pojedzie, uwazasz, ze odleglosc jest zbyt
          duza do wieku, i nie masz przekonania, ze to dobry pomysl. Moj mlody
          ma 6 lat, jada w czerwcu na szkolan wycieczke do duzego parku
          rozrywki. Maluchy 4-8 lat maja teoretycznie byc tylko w jednej
          czesci, na jednego opiekuna bedzie 3 dzieci i beda chodzic po 2
          grupy razem ( w razie jak ktores zwieje, to jeden pedzi za
          uciekinierem, drugi pilnuje reszty). Moj mlody ma autyzm, ktorego na
          pierwszy rzut oka nie widac i w szkole nie wszyscy o tym wiedza, ale
          sposob organizaci i miejsce wycieczki uznalam za nieodpowiednie.
          Mlodego znam, wiem, jak reaguje w takich miejscach i wiem, ze trzeba
          miec go nieustannie na oku, bo poszedlby radosnie z kazdym.
          Postaqwilam szkole warunek, ze puszcze go tylko, jak tata pojedzie i
          bedzie pilnowac tylko jego, wziecie odpowiedzialnosci za inne
          dziecko przy naszym gigancie to lekkomyslnosc mogaca prowadzic do
          tragedii, czego nie chcemy, wole miec w domu zawiedzione dziecko,
          niz nie miec go wcaleuncertain O dziwo szkola wyrazila zgodesmile 6-7-latki to
          jeszcze naprawde male dzieci, nie mozna od nich oczekiwac pelnej
          samodzielnosci, "twardosci" i pewnosci siebie. Zwlaszcza, jak nie sa
          przyzywczajone, to noc w obcym miejscu z obcymi w sumie ludzmi moze
          sie okazac koszmarem. Widzialam starsze dzieci na koloniach, ktore
          takie cyrki odstawialy, ze rodzice w srodku nocy po nie
          przyjezdzali, 500 km to nie odleglosc, zeby ot tak nagle pojechac po
          dziecko. No, a dzieci bywaja okrutne, relacje w klasie po wycieczce
          potrafia sie diametralnie zmienic i osobiscie jestem przeciwna
          dluzszym wyjazdom mlodszych klas. Jelsi nie masz przekonania, nie
          puszczaj syna i nie pozwol ani jemu ani sobie wmowic z tego powodu
          jakiegokolwiek poczucia winy.
        • olifra1 Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 21:01
          no i tu jest pies pogrzebany. u nas pierwsza wersja wycieczki była 400 km od
          domu. rodzice solidarnie z naszej klasy (my jesteśmy 2 klasą) nie wyrazili
          zgody: bo za daleko, a dla większości dzieci będzie to pierwszy samodzielny
          wyjazd, poza tym nie chcemy żeby nasze dzieci marnowały cały dzień w autokarze
          (moja córka też wymiotuje okropnie podczas podróży). wychowawczyni natychmiast
          zmieniła miejsce zielonej szkoły - teraz mają 200 km podróży smile
          ja swojego dziecka nie zmuszałabym jeśli by nie chciała, jest bardzo wrażliwa,
          delikatna i według mnie tylko bym jej tym zaszkodziła. sama pierwszy raz
          wyjechałam na zimowisko w 4 klasie i nie podobało mi się, dlatego potem na
          kolonie dopiero w 8 klasie pojechałam i wtedy byłam zadowolona. na moje życie to
          nie wpłynęło smile
    • jola_ep Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 17:54
      Moja starsza córa pierwszy raz została u babci na trzy dni (razem z 2,5 letnim bratem), gdy miała 7 lat. Moja mama opowiadała, że najpierw nastawiała się na tulenie smutków u młodszego i dopiero późnym wieczorem zorientowała się, że to starszą ma się zająć wink

      Dopiero w wieku 12 lat moja córa po raz pierwszy zdecydowała, że chce jechać na obóz (kadra i dzieciaki w większości znane). Wróciła przeszczęślwa. Dorosła. A ja cieszyłam się, że poczekałam.

      Sama byłam na koloniach po raz pierwszy gdy miałam jakieś 9 lat. Niby było fajnie, ale do dziś pamiętam też smutek, który mi towarzyszył. Wolałabym zacząć wyjazdy później...

      Dla odmiany mój synek bez problemu pojechałaby na taką zieloną szkołę.

      Piszesz o chorobie lokomocyjnej. To jest poważny argument. Przy bardzo nasilonej chorobie trzeba przyjąć większą dawkę leku, na które dzieciaki różnie reagują.

      Pozdrawiam
      Jola
      • andaba Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 18:20
        Cieszyć się.
        kasa zostanie, dziecko zostanie, nie wiem w czym problem. Żeby tak
        moje nie chciały jeździć...

        W dodatku pierwszak to jeszcze dziecko, nie mam co robić tragedii,
        że ma obawy jechać.
    • kanna Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 18:36
      Odpuściłabym.
      Ale tez bym zaczęła go wdrażać do nocowania poza domem bez rodziców:
      koledzy, babcia, rodzina...
    • maadzik3 Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 19:40
      Wdrazanie do przebywania (w tym z noclegiem) poza domem - jak najbardziej. Ale
      moze sie okazac ze problemu pewnych okreslonych wyjazdow to nie rozwiaze.
      Ja bylam dzieckiem ktore z dziadkami wyjezdzalo moze nie czesto ale regularnie,
      przy tym samodzielnym. W wieku 11 lat bylam z ciacia i kuzynami na wyjezdzie na
      ktorym glownie z kuzynami (17 i 14 lat) plywalam zaglowka - ciocia zostawala w
      domku (kuzyn mial juz patent sternika). Dbalam sama o siebie i bylo mi dobrze.
      Jak mialam 17 lat zaczelam jezdzic z zupelnie doroslymi ludzmi na wspinaczki w
      skalki i Tatry. A jednoczesnie na kolonie pojechalam pierwszy i ostatni raz w
      wieku 12 lat, przeplakalam 3 tygodnie i powiedzialam "nigdy wiecej". Slowa
      dotrzymalam. Nie o to chodzilo ze bez rodzicow (z ktorymi bylam i jestem
      zwiazana), ale o: ciagly nadzor wychowawcy, traktowanie jak uposledzonej
      psychicznie (mowisz ze idziesz do kibla, pytasz czy mozesz wyjsc na podworko, do
      wody i z wody na gwizdek itd.), beznadziejnie niedopasowane towarzystwo, brak
      chwil samotnosci ktorych potrzebowalam jak ryba wody i przepotworna nuda.
      Kiepski wyjazd moze zniechecic na lata do wyjazdow bez rodzicow, nawet
      samodzielne i bynajmniej nie "mamisynkowate" dzieci. Tak jak napisala Verdana -
      moze nie chodzi o to ze bez Was a o to ze nie chce byc 24/7 z innymi dziecmi/
      wychowawca, potrzebuje oddechu. Niech dorosnie. No i te 500 km w jedna strone
      przy ciezkiej chorobie lokomocyjnej nie brzmi zachecajaco.
      • verdana Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 22:53
        Jakbym o sobie czytała... Mając 17 lat bylam sama w Paryżu, a na
        obóz za żadne opieniadze bym nie pojechała. Bylam - dwa razy. O dwa
        razy za duzo.
    • nika_j Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 23:16
      Osobiście dziwię się, że w pierwszej klasie dzieci jadą aż na tydzień na zieloną
      szkołę. Moje dzieciaki pojechały na zieloną szkołę na cztery dni (trzy noclegi)
      w III klasie, wcale nie na drugi koniec Polski i to uważam za wystarczające.
      Nauczycielka też - nie wyobrażam sobie, jak by z nimi wytrzymała dłużej, nawet z
      tuzinem wychowawców. Jeśli dziecko jechać nie chce, to niech nie jedzie. Na
      pewno to nie ostatni wyjazd klasowy.
    • tititu Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 14.04.10, 23:46
      Ja bym wytlumaczyla synowi, ze tchorzem nie jest a z imprezy bym go
      wypisala.
      TEz mialam chorobe lokomocyjna i to straszny obciach dla mnie byl
      podrozowac grupowo i wstydzic sie za niezalezne ode mnie sytuacje
      np. w autobusach.
      Znajomym powiedz, ze taka jest wasza wspolna decyzja, nauczycielce
      wytlumacz obszerniej, jesli jest taka koniecznosc.
      I nie martw sie co ludzie powiedza. Kazdy sadzi po sobie,ja bym sie
      nie przykladala do tlumaczenia tylko zamykala temat.
    • marghe_72 Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 15.04.10, 00:31
      W szkole, do której chodzi moja córka zapadła odgorna decyzja: klasy
      pierwsze na zielone szkoły nie jeżdżą. Większość dzieci nie jest
      jeszcze gotowana na taką przygodę smile
      Za duża tęsknota itp
      Mnie ta decyzja pasowala
      Córka pojechala w drugiej klasie i tez nie było za wesoło..
      Co ciekawe na koloniach bawiła się wyśmienicie
    • gaskama Dziękuję za odpowiedzi. Pomogłyście mi podjąć decy 15.04.10, 08:27
      zję. Synowi oznajmiłam wczoraj, że nie musi jechać. Syn nadal się
      denerwuje, bo uważa się za tchórza.
      W szkole próbowałam podjać dyskusję, że 500kn to bez sensu. Sama
      prywatnie bym nie zdecydowała się marnować 2 z 6 dni na dojazd. Ale
      wszyscy rodzice uważali, że wyjazd nad morze jest o wiele
      korzystniejszy (ze wzgledu na klimat) niż po prosut gdzieś na
      Mazowszu. Mnie się wydaje, że przy 4 dniach pobytu na miejscu klimat
      nie ma znaczenia. Ale nie miałam szans w dyskusji.
      Dziękuję i pozdrawiam.
      • verdana Re: Dziękuję za odpowiedzi. Pomogłyście mi podjąć 15.04.10, 08:32
        Pradę mowiac fakt, ze syn uwaza sie za tchórza, bo nie ma ochoty
        jechać na szkolna wycieczke b. xle swiadczy o szkole - cos w niej
        musi być nie tak, skoro ma takie odczucia. powinno być bowiem
        zupelnie normalne, ze dziecko, ktore nie chce jechać - nie jedzie.
        naciski musza byc spore, a i atmosfera niezbyt dobra. Nie mowiąc o
        niewatpliwie głupich rodzicach.
        Prawdę mówiąc zastanowilabym się nie nad wycieczka, ale w ogóle nad
        sensem posyania dziecka do klasy, w ktorej nie uczesniczenie w
        wycieczce staje się takim problemem. To czeste w malych szkolach,
        gdzie kazda rezygnacja ze wspólnej imprezy postrzegana jest jako
        nielojalność, a "integracja" dzieci staje się zamiast jednym z
        celów - celem głównym.
        A wszystko to po to, aby dzieci byly na tyle zaprzyjaźnione TYLKo z
        kolegami z klasy, aby rodzice ich z tej klasy nie wypisali.
        Zgaduję,z e jest to szkoła prywatna, z wysokim czesnym?
        • gaskama Re: Dziękuję za odpowiedzi. Pomogłyście mi podjąć 15.04.10, 08:49
          Verdano, jest to szkoła społeczna ze średnim czesnym. Niestety
          wszystkie szkoły rejonowe w mojej dzielnicy pracują na zmiany.
          Zapisałam syna do rejonowej, równocześnie zdawał egzamin do
          społecznej. W rejonowej, mimo że ja i niemąż pracujemy, dostał się
          na drugą zmianą (w moim poczuciu sprawiedliwości nie mieściło się
          składanie wniosku o przyjęcie jako samotnia matka, bo taką nie
          jestem, mimo że nie mam ślubu, tatuś dziecka jest i angażuje się w
          wychowanie). Druga zmiana w naszej szkole rejonowej oznacza
          zajęci ... uwaga ... 13.00-17.00 a w niektóre dni 13.30-17.30. Z
          tego powodu podjęliśmy decyzję o posłaniu do szkoły społecznej.
          Uczucia mam mieszane. Zdecydowanie wolałabym szkołę rejonową i nawet
          te 30 dzieci w klasie (od 12 w obecnej klasie syna). Niestety moja
          wyobraźnia nie sięga tak daleko, by wyobrazić sobie syna uczącego
          się w okolicy 16.00 lub 17.00.
          A w szkole nacisk na integrowanie się jest duży.
          • azile.oli Re: Dziękuję za odpowiedzi. Pomogłyście mi podjąć 15.04.10, 09:14
            To bardzo głupie, że kładzie się taki nacisk na integrację.
            Przecież to przypadkowi ludzie, dziecko często lubi kilka osób,
            często 1-2 z klasy i naprawdę nie musi chcieć wyjazdów z całą klasą
            na kilka dni.
            U nas była taka sytuacja, że klasa córki wogóle nie nadawała się do
            integracji i tyle. Na zielona szkołę pojechała większość, przy czym
            jedynym skutkiem było to, że dzieci wróciły chore i skłócone.
            W klasie syna była z kolei toksyczna wychowawczyni, dzieciaki niby
            bardzo fajne, ale tam działy się dantejskie sceny, wychowawczyni non
            stop wisiała na telefonie, informując rodziców, co które dziecko
            zrobiło (drobne sprawy), a kompletnie kobieta nie wyczuła , że jest
            w klasie manipulantka (dziewczynki przeżyły istny horror).
            Ja powiedziałam od razu, że dziecko nie jedzie, bo nie chce.
            Była mała konsternacja, nauczycielki zdziwione, ale ja nie
            komentowałam. Innym rodzicom też nie tłumaczyłam, dlaczego dzieci
            nie wysyłam.
            Co do wyjazdu nad morze na kilka dni - to głupi pomysł, tak
            krótkotrwała zmiana klimatu nie ma żadnych aspektów zdrowotnych.
            Jeśli chodzi o integrację, to można pojechać bliżej.
            Natomiast jeśli dziecko nie chce, to nie ma znaczenia, czy blisko,
            czy daleko. Niby blisko lepiej, bo można zabrać dziecko, ale przy
            takiej atmosferze w klasie, to dopiero byłby obciach.
            Synkowi wytłumaczyć, że nie warto się przejmować, co mówią inni,
            nigdy nie będzie tak, że jego decyzje będą się wszystkim podobać.
            To dopiero pierwsza klasa i jeszcze będzie mnóstwo sytuacji, gdy
            grupa podejmie jakąś decyzję , która nam się nie podoba. Nie ma co
            iść za wszystkimi, nie można przyklaskiwać wszystkiemu.
            Rozumiem, że nie ma opcji zmiany placówki, sama bym nie chciała,
            żeby moje dziecko chodziło na drugą zmianę, mimo, że wtedy nie
            pracowałam. Dlatego warto wyrażać swoje zdanie, a jeśli reszta
            przyklaskuje wszelkim propozycjom szkoły, to nie toczyć walki z
            wiatrakami, tylko robić swoje.
            • gaskama Re: Dziękuję za odpowiedzi. Pomogłyście mi podjąć 15.04.10, 09:20
              Dzięki Azile. Problem polega na tym, że ja w 100% zgadzam się każdym
              Twoim zdaniem. Niestety mam charakter raczej stadny i raczej mało
              asertywy. Syn podobny do mnie. Chce, by grupa go lubiła. A grupa
              jest specyficzna, prawie same indywidualności, także wśród rodziców.
              • verdana Re: Dziękuję za odpowiedzi. Pomogłyście mi podjąć 15.04.10, 10:03
                Ja kiedyś chodziłam do szkoly na 13.30. Bardzo dobrze to wspominam,
                dla małych dzieci to o wiele lepsze godziny nauki niz 8 rano..
                Ale - i tu uwaga zasadnicza - nie musialam chodzić do świetlicy,
                przed lekcjami opiekowała się mną gosposia rodziców, dziewczyna 17-
                18 letnia. konieczność przebywania przed lekcjami w świetlicy to
                inna sprawa.
                • gaskama Re: Dziękuję za odpowiedzi. Pomogłyście mi podjąć 15.04.10, 10:09
                  Dla mnie to za późno. Syn chodzi na 8.30 i tak jest optymalnie. Syn
                  na świetlicę nie musiałby chodzić, ale organizacyjnie tak, jak jest
                  teraz, jest lepiej. Szkoła od 8.30 do 14.30. W domu syn jest o
                  15.00, ma czas do 16.00 na zabawy, potem z nianią odrabia lekcje a
                  jak ja wracam na 17.00 do domu, to juz mamy czas na wspólne zabawy i
                  organizowanie wypadów na rowerze itd. itp.
                • penelopa40 Re: do gaskama 15.04.10, 10:15
                  witaj,
                  podam ci tylko przykład osobisty:
                  córka ma 10 lat, 3 klasa, szkoła rejonowa, państwowa, w klasie 29
                  dzieci, klasa raczej sympatyczna, zgrana, rodzice też średnia
                  krajowa, raczej normalni... we wrześniu była pierwsza wycieczka
                  klasowa, 3 dniowa, córka nie za bradzo chciała ale pojechała, nie
                  była zadowolona, dzwoniła co chwila, źle spała w nocy, itd-itp,
                  teraz jadą na wycieczkę 5-dniową, pani ma hopla na punkcie tych
                  wyjazdów, rodzice przyklaskują, ja uważam to za idiotyzm
                  (wystarczyłby wyjazd 2 dniowy gdzieś blisko lub dwa jednodniowe),
                  ale jestem odosobniona... trudno... natomiast moje dziecko
                  gwałtownie odmówiło wyjazdu i nie jedzie... po pierwsze ona nie lubi
                  nocować poza domem, po drugie jazda autokarem 2 razy po 8-9 godzin
                  ja przeraża, bo ma mdłości, po trzecie niewygodnie, lózko nie takie,
                  za dużo każą chodzić i wiele innych, po prostu nie chce, i nie
                  jedzie, nie zauważyłam niechęci ze strony kolegów ani jakiś
                  nacisków.... nie jedzie też inne dziecko, tam chyba matka
                  zadecydowała, nie wiem dokładnie czemu... mogą chodzić na lekcje do
                  rownoległej klasy... nie sądzę aby nieobecność na wyjeździe wpłynęła
                  na stosunki w klasie, czy stosunek do mojej córki, po pierwszym
                  wyjeździe nic takiego nie miało miejsca...żadne nowe wielkie
                  przyjaźnie czy animozje, oni się na co dzień mają i bez wycieczek...
                  nie martw się więc że twoje dziecko nie jedzie....
                  • gaskama Re: do gaskama 15.04.10, 10:19
                    Dziękuję. Bardzo mnie takie maile uspokajają. Tak jak pisałam
                    wcześniej, w realu jakoś jest taka nagonka, że wychowuję mamisynka i
                    robię błąd. Ja jakoś poddałam się tej presji. Dziewczyny radzą, by
                    syna zacząc przyzwyczajać do spania poza domem. Problem w tym, że on
                    nie chce u kolegów. Nie mamy takiej potrzeby, ja też nie widzę
                    powodów, by go zmuszać.
                    • oldrena1 Re: do gaskama 15.04.10, 11:05
                      Wiesz co, niech z synkiem pogada tato. Mógłby wspomnieć, że rozumie
                      uczucia synka. A nie jest łatwo zachowac się inaczej niż cała grupa.
                      Przeciwstawienie się naciskom jest wyrazem odwagi. I o tym, że Wy -
                      rodzice - podjęliście decyzję, żeby nie jechał. Uznaliście to za
                      rozsądne. I że stchórzylibyście, gdybyście wysłali synka wbrew swoim
                      przekonaniom. smile

                      A co do wychowania maminsynka, to się nie łam. Inni zawsze wiedzą
                      lepiej, jak powinniśmy wychowywać nasze dzieci. I zawsze nam radzą z
                      dobrego serca, w trosce o nasze potomstwo.
                      Jeśli będziecie zauważać i wzmacniać wszelkie przejawy
                      samodzielności synka, dawać mu szansę, żeby czuł się mocny, to IMO
                      są małe szanse na wychowanie "maminsynka".
                      • gaskama Re: do gaskama 15.04.10, 11:22
                        Źle się wcześniej wyraziłam. Z synem rozmawiałam oczywiście ja i
                        niemąż. Tata też go przekonywał, że nie musi robić tego, czego
                        wymaga od niego grupa, że ma sam podjąć decyzję. Dzięki za odpowiedź.
                        • kanna Re: do gaskama 21.04.10, 11:22
                          , że ma sam podjąć decyzję

                          To nie jest decyzja dla siedmioltaka!! To zbyt wielkie obciążenie
                          psychiczne, dziecko nie ma szansy jej podjąć racjonalnie, bo ma za
                          małe doświdczenie zyciowe, nie wie, jak taki wyjazd wygląda itp.
                          Decyzje podejmują rodzice (jako dorośli) po konsultacji z dzieckiem.
                          I ważne jest, żeby dziecko usłyszała "podjelismy z tata decycje, że
                          nie musisz jechac na zieloną szkołę". Wtedy dziecko nie będzie
                          czuło, że jest tchórzem - bo to dorośli decyduja.
                      • k1234561 Re: do gaskama 15.04.10, 11:29
                        Jeśli dziecko nie chce jechać,niech nie jedzie.To tylko umocni w nim
                        przekonanie,że trzeba mieć swoje zdanie i się go trzymać nie patrząc
                        co na to ogół.
                        Niech sobie gadają.Zawsze będą gadać i zawsze będzie jakieś ale.
                        A to że mamisynek,jak spokojny i wrażliwy chłopiec,a jak juz trochę
                        rozbiegany to łobuz.Nikomu nie dogodzisz.
                        Trzymajcie się swojego.Nie ma zmuszania,nie chce- nie jedzie.W
                        przeciwnym razie syn nabierze przekonania,że jak ogół,czy ktokolwiek
                        inny coś mu nakazują zrobić,a on nie chce,to musi się bez szemrania
                        podporządkować.
                        Moim zdaniem uszanujcie decyzję dziecka.I niech nie czuje się gorsze.
                        Właśnie powinno poczuć się silniejsze,bo umiało przeforsować swoją
                        decyzję i rodzice go w tym wspierali.smile
                    • carmelaxxx Re: do gaskama 15.04.10, 11:10
                      jak skonczylam 1 klase mama mnie wyslala na kolonie, i nie bylo to dobre. Z
                      wielu wzgledow. Tesknilam za domem, za bezposrednia opieka bo pani niestety byla
                      jedna na duza grupe i nie miala czasu nianczyc kazdego. Bylam kompletnie
                      nieprzygotowana do takiej formy samodzielnosci mimo ze normalnie w domy bylam
                      samodzielnym dzieckiem. Wczesniej wyjezdzalam do rodziny i zostawalam tam bez
                      rodzicow i bylo fajnie ale zawsze byl ktos komu moglam wskoczyc na kolana,
                      przytulic sie i wygadac. Chyba bym dziecka nie zmuszala jesli by nie chcialo.
                    • penelopa40 Re: do gaskama 15.04.10, 14:56
                      nagonce był odszczeknęła, nie lubię jak ktoś się wtrąca w moje
                      sprawy...
                      rady, radami, przyzwyczajanie... ale są takie egzemplarze jak moja
                      córka, ktore nie chcą jechać na wycieczki, na żadne obozy, kolonie,
                      nie chcą spać poza domem (z wyjątkiem wakacji, jest miesiąc z
                      babcią), odmawia udziału w zimie i lecie w mieście (każą za dużo i
                      za szybko chodzić! a ona lubi spokój i wygodę...), też nigdy nie
                      nocowała u koleżanki, bo i po co? z wiekiem się przyzwyczai do
                      noclegów poza domem ... ja osobiście nigdy nie byłam na kolonii,
                      obozie, na wyjeździe sama chyba w wieku lat 17 i jakoś nic mi to nie
                      zaszkodziło, wyjeżdżałam potem sama, i za granice, i mieszkalam sama
                      za granica i sama sobie radze w życiu bdobrze... absolutnie nie
                      ulegaj żadnym presjom i nie przejmuj się...
                      a zmuszanie dziecka do wyjazdu to fundowanie mu wielkiej traumy...
                      • gaskama Re: do gaskama 15.04.10, 14:59
                        Heh, ja też na pierwszy długi wyjazd bez rodziców (OHP) wyjechałam w
                        wieku 16 lat. Poznałam wtedy mojego niemęża, z którym jestem do
                        dziś. A mam prawie 38 lat. Wyjazd był więc owocny.
                        • penelopa40 Re: do gaskama 15.04.10, 15:09
                          gratulacje!
                          ja byłam na obozie żeglarskim z koleżanką z klasy i na oazie -
                          miałam fazę religijną w tym wieku... a męża swojego poznalam w wieku
                          lat 28, i jesteśmy malżeństwem już prawie 17 lat
    • radiata Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 15.04.10, 12:23
      A ja myślę, że podstawowe pytanie w Twoim domu powinno brzmieć - czy to syn nie
      chce jechać na zieloną szkołę czy TY? Ja też miałam dzieci w szkole społ. - dość
      dawno to było... jeszcze do tego o rok młodsze, co wtedy nie było częste.
      Wszyscy wiedzieli, że jeden tydzień w maju czy w czerwcu cała szkoła wyjeżdża i
      wszyscy to akceptowali zapisując dzieci do szkoły. No i oczywiście wszyscy
      jechali - jakieś 100osób razem. Dla moich też to był pierwszy raz, jak i dla
      wszystkich pierwszaków, jeszcze nie mieli wtedy komórek. Po prostu w ogóle nie
      było opcji niejechania. Wrócili szczęśliwi z wyrobami z gliny, opaleni i brudni.
      Myślę, że teraz już jest za późno na zmianę decyzję, bo źle zostało postawione
      pytanie...
      • gaskama Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 15.04.10, 12:29
        Nie pytanie zostało dobrze postwione. Ja znam syna i wiedziałam, że
        może byc z tym problem, już w momencie zapisu w szkole. Ja bym
        chciała, żeby syn pojechał. Ale on nie chce.
      • verdana Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 15.04.10, 12:29
        brak opcji "niejechania" to jakis skandal - nie ma się czym chwalić -
        oznacza to, ze szkoła nie liczy się z dziećmi.
        Mój syn w tym wieku moczył się w łóżko. Wyobrazam sobie, jak
        przeżylby opcje "niejechania"...
        Twoje dziecko wrocilo zadowolone, OK. Rozumiem, ze rozmawialaś z
        pozostalymi 99 i wiesz, ze wszystkie były równie zadowolone. Bo
        dziecko ma obowiązek przeciez robic to, co każą i się cieszyć,
        wycieczka to super sprawa i nie ma opcji, aby się dziecku nie
        spodobala...
      • gaskama PS? 15.04.10, 12:38
        Widzisz radiata, właśnie wszyscy w szkole syna mają takie
        nastawienie jak ty. Czyli
        > wszyscy to akceptowali zapisując dzieci do szkoły. No i oczywiście
        > wszyscy jechali - jakieś 100osób razem.

        Cieszę się, że zapytałam na forum i okazuje się jednak, że można
        mieć inne zdanie. Ja miłam od początku obiekcje. Głównie z powodu
        500km drogi. Ale gdyby syn nie miał problemów z wyjazdem, to bym to
        zaakceptowała bez mrugnięcia. Syn nawet zgodził się na wyjazd, ale
        zauważyłam, że go to bardzo gryzie, że się boi, że nie chce mówić o
        wyjeździe ale regularnie dopytucje, ile czasu jeszcze zostało i ma w
        związku z tym stres. Chyba tym razem wyłamię sie z tego "wszyscy",
        mimo że nie jest to zgodne z moim charakterem.
        • fogito Re: PS? 15.04.10, 13:15
          Pomysł z wyjazdem pierwszaków na kilka dni aż 500 km jest absurdalny
          i nie widzę powodu aby się temu absurdowi podporządkowywać. Ja na
          pewno bym się wyłamała i jeszcze bym nagadała co niektórym "mundrym"
          organizatorom. Powinna być opcja B - dla dzieci, które nie jadą z
          normalnymi zajęciami w szkole. Ale rozumiem, że tam wszyscy
          jednomyślni jak za czasów pionierów radzieckich surprised
          Ale ja dostałam w podstawówce etykietkę aspołecznej, bo organicznie
          nie cierpiałam spędów grupowych - a wtedy było ich całkiem sporo w
          dobie schyłkowego socjalizmu.
          A jedyny wyjazd na kolonie (sama chciałam) w wieku 8 czy 9 lat w
          góry okupiłam poważną chorobą psychosomatyczną, która ciągnęła się
          za mną latami. Taka to była trauma uncertain Byłam też w wieku 14 lat na
          obozie harcerskim (bo myślałam, że już mi przeszło), gdzie ze stresu
          i z powodu złych warunków rozchorowałam się i przeleżałam kilka dni
          w namiocie sad
          Są więc chyba jednostki, które nie nadają sie do wyjazdów grupowych
          i zmuszanie może się naprawdę kiepsko skończyć. I nie wpłynęło to
          kompletnie na moją samodzielność, bo w wieku 19 lat wyjechałam na
          studia do stolicy i świetnie sobie sama radziłam poza zasięgiem
          mamy smile
          • gaskama Re: PS? 15.04.10, 13:34
            Dziękuję za odpowiedź. Jakoś pomaga mi to. Wcześniej myślałam o
            sobie w kategiach złej mamy, która poniosła porażką wychowawczą.
            • oldrena1 Re: PS? [OT] 15.04.10, 13:58
              Noż, w mordeczkę... Znaczy, trzeba popracować nad samooceną? smile
              A mnie się zdawało, na podstawie tego co piszesz, że jesteś całkiem
              niezłą mamą. Jak to się można pomylić... wink
              • gaskama Re: PS? [OT] 15.04.10, 14:10
                Oldrena, staram się być najlepszą mamą. Chociaż pewnie jako
                pełnoetatowa mama pracująca nie mam na to szans. Smętny żart!
                Niestety moje dziecko jest strasznym wrażliwcem. Mimo że jest wysoki
                i biega w dresach i śpiewa namiętnie niecenzuralne piosenki Kazika,
                to jest bardzo empatycznym, wrażliwym dzieckime z raczej niską
                samooceną. I tu mnie gryzie sumienie, że nie nauczyłam go bardziej
                przepychać się łokciami.
                • oldrena1 Re: PS? [OT] 15.04.10, 15:00
                  Gaskama, nie jest wykluczone, że jesteś najlepszą mamą dla swojego
                  syna. Zastanawiam się tylko, czy nie podnosisz sobie zbyt wysoko
                  poprzeczki.
                  Poza tym, nawet nie wiesz, jak bardzo synek może się zmienić w
                  trakcie dorastania, nabywania rozmaitych doświadczeń życiowych,
                  kontaktów z różnymi ludźmi. Spójrz na niego ze spokojem i bez obaw,
                  czy da sobie radę w życiu. Ja z perspektywy czasu widzę, że
                  niepotrzebnie martwiłam się na zapas i - na szczęście - nie bardzo
                  zepsułam syna swoim bardzo nieidealnym matkowaniem.
                  Acha, i jeszcze jedno - mojemu synowi na poprawę samooceny w czasach
                  wczesnoszkolnych wpłynęły zajęcia judo dla najmłodszych. Sporo
                  ćwiczeń ogólnorozwojowych, trener z dobrym podejściem do dzieci i
                  zasada "ustąp, aby zwyciężyć". To było to.
                  Może i Waszemu synkowi by się spodobało trenowanie (choćby przez
                  rok), po obejrzeniu jakichś tego typu zajęć.
                  • gaskama Re: PS? [OT] 15.04.10, 15:44
                    Syn chodził na judo w zerówce i podobało mu się. W tym roku
                    odpuściłam. Jest w pierwszej klasie, dużo się dzieje, ma 30 godzin
                    tygodniowo szkoły, dodatkowo dużo prac domowych no i przede
                    wszsytkim jest alergikiem, który dość często choruje (na szczęście z
                    każdym rokiem jest lepiej). Myślę, że w drugiej klasie wrócimy do
                    judo.
                    Pozdrawiam
    • alabama8 Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 15.04.10, 15:18
      Jeśli nie chce to masz obowiązek go wesprzeć i zrezygnować z
      wyjazdu. Jeśli boi się, że reszta klasy będzie się śmiała - umówcie
      się, że oficjalnie mały będzie po prostu chory i nie pojedzie - i
      będzie to wasza mała wspólna tajemnica.
      Dla pierwszaka opinia klasy ma duże znaczenie. Poczuje się
      wyratowany przez ciebie z trudnej sytuacji. A pojedzie za rok -
      jeśli będzie gotowy.
      • gaskama Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 15.04.10, 15:40
        - umówcie
        > się, że oficjalnie mały będzie po prostu chory i nie pojedzie - i
        > będzie to wasza mała wspólna tajemnica.


        Miałam taki pomysł. Niemąż odrzucił. Argument: nie bedziemy syna
        uczyć kłamać.
      • oldrena1 Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 15.04.10, 15:48
        A wersja oficjalna "rodzice mi nie pozwolili/nie zgodzili się na
        wyjazd" nie wystarczy?

        Tekst "mama mi nie pozwala" znajduje zwykle zrozumienie u
        rówieśników w tym wieku.
        • verdana Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 15.04.10, 16:42
          Niestety - nie jest dobrze tak wychowywać dziecko, zeby dla zyskania
          popularności klamało. Natomiast nie ma nic zlego w tym, zeby sama
          matka splamiła się klamstwemsmile Pozlabym do nauczycielki i
          powiedziała, ze z przyczyn, ktorych nie chcesz wyjaśniać,
          zdecydowałaś, ze syn nie jedzie, ze jest mu p[rzykro i bardzo
          prosisz o nie komentowanie tego w klasie.
          Po namyśle stwierdzilam,z e to nawet nie kłamstwo...
          • azile.oli Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 15.04.10, 17:06
            Bo to nie jest kłamstwo. Ja co prawda mówiłam, że dziecko nie chce
            jechać, ale nie komentowałam szczegółowo, dlaczego.
            Gdybym miała podać przyczyny musiałabym skłamać, albo narazić się
            nauczycielce. Bo jak tu powiedzić, że dziecko nie chce jechać
            głównie ze względu na nią? Argument o tym, że nie każdy lubi mieć
            zorganizowane 24/7 również nie spotkałby się ze zrozumieniem.
            • hanna26 Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 17.04.10, 21:58
              To idiotyczne, ten przymus zielonej szkoły.
              Moja córka (I klasa) też nie pojedzie w tym roku. Powiedziała mi, że
              pojechałaby chętnie, gdyby chodziło o jakiś weekend, ale na cały
              tydzień nie ma najmniejszej ochoty. Była kilkakrotnie na
              dwódniowych, weekednowych obozach zuchowych i bardzo jej się
              podobało. Natomiast całego tygodnia spędzać ze swoją klasą nie ma
              ochoty.
              Tylko że u nas nie ma takiego idiotycznego przymuszania. Oprócz
              córki nie jedzie jeszcze troje dzieci. Wszyscy czworo
              poinformowaliśmy panią wychowawczynię, że dzieci nie chcą jechać, a
              my nie mamy zamiaru ich do tego namawiać. Przyjęła do wiadomości, bo
              jakie miała wyjście? Wyjazd będzie dosłownie 2 tygodnie przed końcem
              roku. Zaraz po wyjeździe szykują się dwa miesiące wakacji, więc i
              tak wszyscy będą mieli w nosie zieloną szkołę. I u Ciebie pewno też
              tak się stanie.
              Trzymaj się, i zostaw tę zieloną szkołę na następny rok. Dzieciak
              odetchnie, ty odetchniesz, i jeszcze trochę zaoszczędzisz.smile
              • mama303 Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 18.04.10, 08:15
                Po pierwsze to nazwijmy rzeczy po imieniu - to nie jest
                żadna "zielona szkoła" tylko wycieczka klasowa.
                Ja ogólnie jestem przeciwna takim wycieczkom. Biznes kwitnie,
                wszyscy tzw. zielone szkoły teraz organizują.
                Dzieciom kilkuletnim wystarczy wycieczka 1 lub 2 dniowa i przede
                wszystkim nie tak daleko żeby 2 dni w autobusie siedzieć, bez
                przesady!
    • radiata Re: syn nie chce na zieloną szkołę - co zrobić? 20.04.10, 14:51
      Ale mi się dostało smile Generalnie nie chodzi mi o to, żeby zmuszać do wyjazdu -
      bez sensu - chodzi o to, żeby trochę wyluzować i nie robić z igły widły! 7latek,
      który pierwszy raz wyjeżdża nie jest w stanie ocenić jak się z tym będzie czuł.
      Nie jest w stanie obiektywnie powiedzieć czy chce jechać czy nie - zapewne się
      miota i targają nim różne uczucia - chciałby ale się boi. Dlatego uważam, że im
      mniej się analizuje, mniej dyskutuje tym łatwiej. Za siedmiolatka rodzic musi
      podjąć decyzję, a nie zrzucać na niego swoje obawy i wątpliwości. A że część
      dzieci dorasta szybciej, a część wolniej to jest oczywiste, część nigdy nie
      będzie gotowa na wyjazd, a część czuje się z tym świetnie. A co do radzieckiego
      obowiązku w naszej szkole społecznej - po prostu nikt z tego nie robił sprawy, a
      z dzieckiem cukrzykiem jechała mama, żeby mu robić zastrzyki.
      P.S. zauważyłam ciekawą rzecz - pokolenie siermiężnego socjalizmu, gdzie jedyną
      wycieczką była ta do zakładu pracy, cieszy fakt, że nasze dzieci mogą wyjeżdżać
      i poznawać Polskę, albo leżeć na plaży i nic nie robić - młodsze patrzy na to
      inaczej - są tak pewni, że sami są w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby
      dziecka, że szkołę traktują jako zło konieczne, a wszelkie szkolne inicjatywy z
      góry przekreślają. A Panią nauczycielkę w pierwszej klasie na pewno ucieszy, że
      ma mniej uczniów na głowie na wycieczce szkolnej smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka