mjermak
21.05.10, 21:04
Odbyla sie 8 maja, bardzo spokojnie, piekna msza o 9 rano, zrobiona
pod dzieci a nie pod ksiedza czy pod gosci, bez zadnych dlugich
przemowien, wierszykow dziekczynnych i skladek na nowy obrus do
oltarza i kosz kwiatow dla katechetki, przed byla tylko jedna proba.
Troche sie martwilam, czy mala bedzie wystarczajaco dojrzala, bo
tutaj dzieci ida o rok wczesniej do szkoly, wiec ma skonczone 8 lat,
ale szkola przygotowywala ich przez 2 lata i mysle, ze cos tam po
swojemu sobie rozumiala. Byla bardzo przejeta tym, ze wreszcie
bedzie mogla przyjmowac komunie, tutaj na kazdej mszy jest pod
dwiema psitaciami, wiec byly dodatkowe emocje z probowaniem w domu
jak smakuje wino (zeby sie w kosciele nie zakrztusila). Dziewczynki
mogly miec sukienki, moja miala skromna i klasyczna, wianek od babci
z Polski i sandalki na obcasiku 1cm (nie mogla uwierzyc ze ja, ktora
nigdy nie pozwalam na strojne a niezdrowe buty, jej takie kupilam).
Niektore dziewczynki (Latynoski i Afro Amerykanki) wygladaly jak
male panny mlode ale moja im o dziwo nie zazdroscila (przed nami
dziewczynka z widocznym trudem siedziala zasznurowana w gorset i
miala klopoty z klekaniem w warstwach tiulu pod spodniczka, a sadzac
po uczesaniu musiala wstac pewnie o 6 zeby fryzjerka to cudo na jej
glowie wyprodukowala).
Przyjecie zrobilismy skromne, tylko 7 osob, takie wlasciwie drugie
sniadanie-na zimno wedzony losos, salatki z kurczaka i krewetek,
sery i pieczywo. Na deser cupcakes z kremem serowym i truskawkami
(mala nie lubi tortow wiec stwierdzilam, ze skoro to jej swieto to
upieke jej deser taki, jak ona chce i lubi). Jako, ze moja rodzina
jest protestancka dla nich bylo to cos nowego, ale byli w kosciele
i sie im podobalo. Obylo sie tez bez wypasionych prezentow, mala
dostala glownie skromna "tematyczna" bizuterie od rodziny w Polsce.
Po obiedzie pojechalismy robic zdjecia w plenerze w porcie.
Jako, ze nigdy w USA na niczyjej komunii nie bylam, wiec nie
wiedzialam co mnie czeka ale kazdemu zycze tak malo stresujacej
komunii!