Dodaj do ulubionych

kasa za nic, kasa za coś

06.07.12, 15:30
w dyskusji o płaceniu za oceny pojawił się ciekawy motyw tzn nawiązanie do tego, ze i tak daje się dzieciom kieszonkowe, więc czemu nie dawać za coś?

Zastanowiłam się i nie wydaje mi się to logiczne. Kasa za naukę to są stypendia, nagrody a konkursy i olimpiady. Tu szkoła/uniwerek jest "szefem" a nie rodzice.

Czy idąc tym tropem rodzice mają płacić 24, 34 latkowi, że dobrze pracuje, szef się nie skarży i umie utrzymać ewentualną rodzinę?

Ja daję dziecku kasę za nic czyli tzw kieszonkowe.
I płacę za pracę- prawdziwą pracę. Jak była mała płaciłam za niektóre obowiązki domowe (miała kilka "niepłatnych" i dwa płatne, bo obrzydliwe - wynoszenie śmieci, mycie kubła i zmiotki) Teraz w wakacje siedzi i robi mi pół godziny dziennie SEO. Za kasę, oczywiście. Robiła to wcześniej parę razy za darmo - takie "praktyki" wink a dla niej wówczas zabawa. Teraz to umie, więc zasługuje na normalne pieniądze, jak każdy.

To jest może XIX wieczny model, ale mi się podoba. Jej się też podoba, bo wie, że nie musi pracować, by dostać na lody i wie też, że może zapracować i obejdzie się bez łaski.
Obserwuj wątek
    • jotde3 Re: kasa za nic, kasa za coś 06.07.12, 15:53
      > Czy idąc tym tropem rodzice mają płacić 24, 34 latkowi, że dobrze pracuje, szef
      > się nie skarży i umie utrzymać ewentualną rodzinę?

      aleś przefilozofofała smile jakim tropem ? czy podcierasz dziecku tyłek jak ma 30 lat ? do pewnego momentu trzeba potem nie . i tyle .
      • bye.bye.kitty Re: kasa za nic, kasa za coś 06.07.12, 16:10
        no ale to jest logiczna wg mnie konsekwencja płacenia za oceny szkolne.

        Szkoła płaci za nie sama - nagrodami, przywilejami (udział w niektórych aktywnościach jest często zależny od ocen), potem stypendiami.
      • tititu Re: kasa za nic, kasa za coś 06.07.12, 16:22
        O mnie też niech ktoś podciera, bo to obrzydliwe.wink

        Ja jestem za płaceniem za ekstrasy. Np. wklepanie (poprawne) danych do exela, pykniecie wykresiku itd.
        Śmieci to obowiązki domowników i nie ma, że śmierdzi i się należy odszkodowanie.
        • bye.bye.kitty Re: kasa za nic, kasa za coś 06.07.12, 17:07
          w moim odczucie wynoszenie śmieci przez 7-8 latkę to jest ekstras.
          Szczególnie, że ja jakoś nie pędzę z radością akurat do tego obowiązkusmile

          Teraz już duża dziewczyna - wynosi za darmo, chyba nawet zapomniała, że to była płatna fuchawink

          Zatem - stosownie do wieku.

          Tabelki też niezły plan.
          • k1234561 Re: kasa za nic, kasa za coś 06.07.12, 18:22
            Czyli za to,że dziecko pomoże w domu trzeba mu płacić,tak,bo inaczej się nie ruszy?
            Jak tak za wszystko będziesz płacić,to na stare lata,jak dziecko będzie Ci musiało pomóc,bo będziesz stara/chora/niedołężna to bez pieniędzy matce nie pomoże i przysłowiowej szklanki wody nie poda,nie mówiąc już o oporządzeniu rodzicielki i jej domu, czy o ewentualnym wzięciu matki do własnego domu.
            Ja rozumiem dać kasę jako kieszonkowe,nagroda za dobre świadectwo po cięzkiej nauce w szkole przez cały rok,ale wyniesienie śmieci,załadowanie,czy opróżnienie zmywarki tudzież posprątanie własnego pokoju,to chyba nie trzeba płacić dziecku.Moim zdaniem takim wychowaniem doprowadza się do tego,że dziecko nie zrobi nigdy w życiu nic bezinteresownie.Zawsze za wszystko będzie oczekiwało kasy.A szlachetne pobudki umarły już śmiercią naturalną?
            • janka345 Re: kasa za nic, kasa za coś 06.07.12, 18:55
              mnie by nie przyszło do głowy płacić za codzienne obowiązki, choć żeby dziecię coś zrobiło - muszę poprosić (sam nie pomyśli, że coś jest do zrobienia).

              Co innego wykrzesanie entuzjazmu do zdobywania umiejętności, które mogą mu się w przyszłości przydać, będą niezbędne, zaprocentują a dzieć może i to niby rozumie, ale nie wybiega tak daleko w przyszłość i aktualnie mu się nie chce. Tutaj my mamy większe doświadczenie życiowe i widzimy, że takie czy inne predyspozycje należy szlifować... Tu skłaniam się raczej do wyegzekwowania czym się da: prośbą, groźbą, rozmową, szantażem (no może przesadzam smile ), pieniędzmi, nagrodą.
            • bye.bye.kitty Re: kasa za nic, kasa za coś 06.07.12, 19:01
              porada dnia: komentując na forum warto przeczytać cały post, do którego chcemy się odnieść.

              > Jak tak za wszystko będziesz płacić
            • atteilow Re: kasa za nic, kasa za coś 06.07.12, 20:34
              k1234561 napisała:

              Jak tak za wszystko będziesz płacić,to na stare lata,jak dziecko będzie Ci musi
              ało pomóc,bo będziesz stara/chora/niedołężna to bez pieniędzy matce nie pomoże
              i przysłowiowej szklanki wody nie poda,nie mówiąc już o oporządzeniu rodzicielk
              i i jej domu, czy o ewentualnym wzięciu matki do własnego domu.


              A dlaczego bedzie musiało ? Pomoze jak bedzie chcialo to żaden przymus. Jakos sobie nie wyobrazam żeby mój syn mnie "oporządzał" gdy bedę niedołężna. To byloby dziwne, gdyby musial sam osobiście utrzymywac moja higienę itp.

              Jesli posiadanie dziecka jest dla ciebie tego rodzaju interesem, żeby miał sie kto tobą zająć na stare lata to musze cie rozczarować, nawet pewne zmanipulowane wychowanie tego nie gwarantuje bo:

              -dziecko może osiedlic sie na drugim końcu świata i z wiekiem coraz rzadziej bedzie wpadl z wizytą, skoro tam ma prace i własna rodzine i zobowiązania wobec niej to nie mozesz wymagac, że zaniedba wlasne dzieci, by zając się tobą

              - nawet jeśli bedzie mieszkać blisko ciebie to wciaż bedzie pracowal zawodowo, a osoby niedołężne wymagaja opieki całodobowej, więc zapewne skonczy się to wynajęciem kogoś do takiej opieki, albo po prostu przekazaniem do jakiegoś wyspecjalizowanego zakładu

              - i tak jak napisałam wyżej to krępujące, by np. własny syn (w przypadku matek mających tylko syna) zajmował się oporządzaniem matki

              Swoje przekonania opierasz na pewnej tradycji i przeszlych zwyczajach. Gdzie posiadanie licznego potomstwa gwarantowało zabezpieczenie na starość, dzis tak funkcjonuja tylko prymitywne plemiona. To sluszne i zupelnie dla nich naturalne, tylko oni żyja w innych warunkach, sa blizej natury, sa blizej siebie... a zajmowanie sie rodzicami jest naturalna koleją rzeczy. Zreszta i tak rola tak przypada głównie córkom.

              W moim świecie to nieralne i niewykonalne. A tak wogole nie chcialabym sie doprowadzić do stanu niedołęstwa i byc cięzarem dla dziecka dlatego jestem za eutanazją.

              Oj chyba znów odbiegłam od tematu ...wink

    • asia_i_p Re: kasa za nic, kasa za coś 06.07.12, 21:10
      Ja uważam, że dziecko powinno mieć kieszonkowe, niezależne od wyników w nauce i prac domowych i zestaw prac do wykonania niezależnych od kieszonkowego. Zapłaciłabym dziecku za pracę, która nie należy do jego obowiązków, tylko normalnie byłaby zlecona "na zewnątrz", tak, że pomoc dziecka zaoszczędziła mi tę kasę - ale niewiele widzę takich obowiązków.
      • bye.bye.kitty no właśnie 06.07.12, 21:23
        > Ja uważam, że dziecko powinno mieć kieszonkowe, niezależne od wyników w nauce i
        > prac domowych i zestaw prac do wykonania niezależnych od kieszonkowego. Zapłac
        > iłabym dziecku za pracę, która nie należy do jego obowiązków


        o to mi chodzi i tak robię.

        SEO musiałabym robić po nocach albo komuś zapłacić.
        • asia_i_p Re: no właśnie 07.07.12, 13:52
          Dokładnie, czyli występowałaś tu nie jako rodzic, ale jako zleceniodawca wink - dałaś okazję dziecku, żeby sobie zarobiło.
          • bye.bye.kitty Re: no właśnie 07.07.12, 14:46
            bo jako mama to funduję z uśmiechem kieszonkowe za nicsmile
          • mama303 Re: no właśnie 07.07.12, 14:52
            asia_i_p napisała:

            > Dokładnie, czyli występowałaś tu nie jako rodzic, ale jako zleceniodawca wink - d
            > ałaś okazję dziecku, żeby sobie zarobiło.

            Ja bym raczej uświadamiała dziecko że ma własny wkład we wspólny budżet domowy - czyli zobacz dziecko dzięki Twojej pomocy nie wydaje naszej wspólnej kasy. Nie bardzo rozumiem ideę płacenia dziecku z budżetu /także tego dziecka/ za pomoc.
            • schiraz Re: no właśnie 07.07.12, 16:07
              No moim zdaniem słusznie Młoda dostaje jakieś pieniądze za SEO, bo w końcu to nie jest jej obowiązek. Moje dzieci mają swoje obowiązki (sprzątanie swoich pokoi, ścielenie łóżek, nauka, odrabianie lekcji) i obowiązki domowe (w zależności od wieku: wynoszenie śmieci, odkurzanie, karmienie zwierząt, zakupy, zmywanie). Jeżeli któreś z nich np pościeli mi moje łóżko, to mimo, że zrobi to bezinteresownie może liczyć na 2 zł na loda czy inną pierdółkę, albo na to, że ja w zamian zrobię coś za niego gdy mu się nie będzie chciało. Skoro robi coś dla mnie - ja robię coś dla niego i może to być podziękowanie materialne lub odwdzięczenie się. Oczywiście nie ściśle wyliczane czy egzekwowane.
              • mama303 Re: no właśnie 08.07.12, 09:33
                schiraz napisała:

                > Jeżeli któreś z nich np pościeli mi moje łóżko, to mimo, że zrobi to bezinter
                > esownie może liczyć na 2 zł na loda czy inną pierdółkę, albo na to, że ja w zam
                > ian zrobię coś za niego gdy mu się nie będzie chciało.

                Problem w tym, że wtedy nie jest to bezinteresownie smile Dla mnie to straszne, takie wyliczanie się.
            • asia_i_p Re: no właśnie 07.07.12, 23:53
              Ale tu dziecko nie pomaga w domu, tylko w pracy. Występuje jako współpracownik i to są pieniądze zarobione przez nie - więc mu się po prostu należą.
              No chyba, że ktoś ma z dzieckiem wspólnotę budżetową tak ścisłą, że dziecko bez pytania bierze sobie z portfela na swoje potrzeby, bo taki mają układ - wszystko do jednego worka i wszyscy z jednego worka. Jeśli jednak dziecko na swoje potrzeby pozapodstawowe ma wydzielone kieszonkowe, to naturalne jest dla mnie, że zarobione przez nie pieniądze powiększają to kieszonkowe.
              • bye.bye.kitty wspólnota finansowa 08.07.12, 14:23
                co do wspólnej kasy - u nas funkcjonuje taki słoik na reszty.
                Jeśli idziesz do sklepu z banknotem, dostajesz resztę w monetach to wrzucasz. Np 2, 3 zł.
                Z tego słoika się bierze na różne bieżące i nagłe potrzeby typu zabrakło cytryny, trzeba biec do sklepu pod domem.
                Z tego słoika można też brać na bilety czy jakieś wstępy do muzeum (jak dziecko idzie ze szkołą to bierze na takie sprawy ze słoika zamiast mi to zgłaszać )
                Można też czasem kupić sobie loda czy inną bzdurą i nie jest to defraudacja.
                Córka zna granice i nigdy się nie zdarzyło by wybrała pieniądze i nakupiła sobie np słodyczy za wszystko.
                I to koniec finansowej wspólnoty.

                Dygresja:
                Ciekawe, że wątek przynajmniej w połowie skupia się na płaceniu za obowiązki domowe, mimo mojego podkreślenia w poście założycielskim, ze płatnych obowiązków bylo dwa i oba dość trudne/mało przyjemne dla małego dziecka w mojej ocenie. Dodam, że w owym czasie miałyśmy panią do pomocy 2 x w tygodniu - kiedy była, wynosiła smieci w ramach swojego wynagrodzenia. Dziecko robiło w to w inne dni. Dlaczego miałabym nie płacić córce za to, za co płaciłam obcej osobie, a sama nie miałam ochoty robić? Wg mnie to byłaby szykana - mama-królowa lasu, a dziecko kopciuszek?
                Odkładanie do szuflady swoich gatków czy inne "osobiste" obowiązki dziecko wykonywało za darmo, a mi nigdy nie zdarzyło się nikomu za to zapłacić. W tym momencie nie stać nas na pomoc, zatem obie wykonujemy prace domowe bezpłatnie;P Nie uważam też by płacenie za wybrane obowiązki domowe było "niewychowawcze". Ba! Bywa bardzo wychowawcze - uczy dziewczynkę, ze prace domowe to PRACE a nie "rola kobiety" czy "obowiązek matki". I otwiera oczy na to, że można zarobić pieniądze gdzie indziej i "zainwestować" w zatrudnienie osoby, która zdejmie z nas te "rozkosze". Sprzątanie i opieka nad domem to w moim odczucie jedna z najgorszych, najcięższych prac. Obawy, że dziecko będzie chciało pieniędzy za opiekę na starość nieco mnie bawią - bo przecież nawet na forum zdarzały się wątki o tym, że "brat ma zapisany dom, a ja muszę pomagać, dlaczego?' i inne takie. Jedni będą pomagać rodzicom bezinteresownie, inni liczyć na spadek, inni będą do końca życia rodziców żyć z ich emerytury bo sobie nie poradzą. Różnie bywa. A na starość chciałabym mieszkać w komunie wesołych staruszek - na wspólnym gospodarstwie starczy i na opiekunkę i na ciasteczka z haszyszem i obejdzie się bez naszych dzieci;P
                • mama303 Re: wspólnota finansowa 08.07.12, 17:01
                  bye.bye.kitty napisała:

                  >Dlaczego miałabym nie płacić córce za to, za co płaciłam obcej osobie, a sama nie
                  > miałam ochoty robić? Wg mnie to byłaby szykana - mama-królowa lasu, a dziecko
                  > kopciuszek?

                  Dlatego że mieszkacie w jednym domu, wynosicie z niego śmieci aby było czysto. Dziecko tez jest czlonkiem rodziny. Członkom rodziny nie płaci sie za obowiązki domowe. Czy Tobie ktos za to płaci?

                  > Odkładanie do szuflady swoich gatków czy inne "osobiste" obowiązki dziecko wyko
                  > nywało za darmo, a mi nigdy nie zdarzyło się nikomu za to zapłacić.

                  Ale to nie chodzi o odłożenie swoich gatków jedynie! A bielizny mamy to nie można odłozyc na półkę? za darmo? bo mama prosi? Dla mnie niepojęte żeby za to płacić.

                  > Nie uważam też by płacenie za wybrane obowiązki domowe było "niewychowawcze". Ba! B
                  > ywa bardzo wychowawcze - uczy dziewczynkę, ze prace domowe to PRACE a nie "rola
                  > kobiety" czy "obowiązek matki".

                  Ja uważam, że bardzo demoralizujace. Płacenie przez mamę właśnie pokazuje dziecku że to mamy obowiązek i jak dziecko go przejmie to mama powinna zapłacic za przejecie tego obowiązku. Dziecko nie czuje że tworzy czynnie wspólnote rodzinną. Ja przynajmniej tak zostałam wychowana i tak wychowuje swoja córkę.
                  • mama303 Re: wspólnota finansowa 08.07.12, 17:09
                    Dodam, że moja córka nie ma stałych obowiązków domowym. Poprsotu jak jest potrzeba to mnie odciąża, czy tatę w miare oczywiscie swoich możliwosci. Nie przyszłoby mi do głowy aby za to płacić, za oceny tez nie płacę.
                    • bye.bye.kitty Re: wspólnota finansowa 08.07.12, 18:07
                      Moja od zawsze ma ustalone obowiązki domowe.
                      Nie wyobrażam sobie za każdym razem przypominać, wskazywać palcem, pilnować i sprawdzać.

                      BTW pamiętam jak moja koleżanka budziła się o 6, by obudzić syna, by go poprosić o wyprowadzenie psa . Na jej miejscu wolałabym raz na zawsze ustalić kto wyprowadza psa i że jak zapomni, zaśpi to sprząta, co pies zasikał bez zbędnych dyskusji.

                      Poza tym mnie tez to motywuje, wstyd, żeby córka dawała mi przykład obowiązkowości czy odpowiedzialność, więc pilnuję swojej "działki" wink
                  • bye.bye.kitty Re: wspólnota finansowa 08.07.12, 18:02
                    wiedziałam, że wątek musi się zmienić w milionowyktóryś o płaceniu za domowe czynności

                    ale OK.

                    Co do śmieci - płaciłam za to, bo mogłam. Co za różnica czy obcej kobiecie czy własnej?
                    Dziecko jest jakieś gorsze niż obcy pracownik?
                    Sobie nie płaciłam bo po pierwsze nie ruszałam palcem przy tym a po drugie byłoby to nieco śmieszne, nie sądzisz?

                    co do gatek
                    podałam przykład obowiązku "osobistego". Nie będę wymieniać wszystkich czynności, które koło siebie się robi w domu bo raczej mniej więcej każdy je zna z własnego doświadczenia.

                    co do demoralizacji
                    jestem jedynym domownikiem ustawowo zobowiązanym do odpowiedzialności za utrzymanie domu (jak rozumiem na tym tez polegają prawne obowiązki rodzica) zatem nie chodzi o to, że to moje obowiązki tylko że ja jestem władna je zlecić komuś z zewnątrz lub rozdzielić między domowniczki. Dziecko takich decyzji nie podejmuje i może jedynie zgodzić się z moim zdaniem.

                    uważam, że dobrze dla niej, że poznaje różne opcje podejścia do tej kwestii - jak mamy kasę nie musimy same sprzątać; jak nie mamy kasy - musimy obie. A to, ze jaj jej a nie ona mi może zapłacić ekstras za wybraną, brudną pracę jest oczywiste. Zresztą, zdarza się, że dorosłe dzieci płacą swoim matkom za opiekę nad wnukami jak niańką. I wtedy większość uznaje, ze wszystko jest jak należy i w porzo. Dlaczego opłata dla dorosłej osoby za pieszczenie ukochanych wnuków jest w porzo a płacenie dziecku za wybrane czynności (które z racji wieku itd nie ma za wielu możliwości zdobycia własnych pieniędzy) jest be?

                    Węszę jednak w tym takie nastawienie, ze prace domowe w ogóle z założenia powinny być uznawane za darmowe i oczywiste obowiązki kobiece, za brak pracy właściwie. IMO sugestia, że jest policzalne, przeliczalne na pieniądze i coś warte jest przyczynkiem do rozważań nad rolą kobiety w ogóle.
                    • mama303 Re: wspólnota finansowa 08.07.12, 18:55
                      bye.bye.kitty napisała:

                      > Węszę jednak w tym takie nastawienie, ze prace domowe w ogóle z założenia powin
                      > ny być uznawane za darmowe i oczywiste obowiązki kobiece, za brak pracy właściw
                      > ie.

                      Alez oczywiscie że sa to prace darmowe jeżeli robimy je sami dla siebie. A dlaczego kobiece to ja juz nie rozumiem. Mężczyźni w domu nic nie robią?
                      • bye.bye.kitty Re: wspólnota finansowa 09.07.12, 11:19
                        "Mężczyźni w domu nic nie robią?"

                        Nic. Kompletnie nic.

                        Żaden mężczyzna z nami nie mieszka.
                        • mama303 Re: wspólnota finansowa 09.07.12, 11:46
                          bye.bye.kitty napisała:

                          > Żaden mężczyzna z nami nie mieszka.

                          Przyznam że pokrętna dość logika i wnioski: to że u was akurat nie ma mężczyzny nie oznacza przeciez że obowiązki domowe to praca kobieca. Obowiązki domowe to praca /darmowa/ tych domowników którzy mieszkaja w tym domu.
    • iwek33 Re: kasa za nic, kasa za coś 08.07.12, 13:13
      Nigdy w życiu nie zapłaciłam dzieciom za wykonywanie domowych obowiązków i nie mam zamiaru tego robić. Uważam to za mega niewychowawcze. Moi synowie znają zakres swoich obowiązków- wspólnie go ustaliiśmy- i tak jak mi nikt nie płaci za gotowanie obiadów, pranie czy prasowanie, tak ja nie płacę synom za odkurzanie, mycie schodów, czy wynoszenie śmieci.
      W ciągu roku szkolnego nie płacę za oceny, czy wygrywanie konkursów. Natomiast uważam, że mogę synowi dać nagrodę na koniec roku, gdy przynosi świadectwo z wyróżnieniem ze średnią 5,91. Nauka jest jego obowiązkiem, jak pewnie zaraz odezwą się co niektórzy, ale może się uczyć na pół gwizdka, żeby zdać do następnej klasy, a może wkładać w niż znacznie więcej pracy niż trzeba i zdobywać najwyższą średnią w szkole. Za taką pracę nagradzam i spełniam marzenie syna - dostał upragnioną gitarę el.
      • iwek33 Re: kasa za nic, kasa za coś 08.07.12, 13:16
        Dodam jeszcze, ze zakup gitary był niespodzianką, a nie ustaleniem z początku roku szk. że jak zdobędziesz to i to, to kupimy to i to....
    • gopio1 Re: kasa za nic, kasa za coś 08.07.12, 21:10
      Nie płacę swoim dzieciom za obowiązki w sumie nie pochwalam takiego podejścia, choć przyznam, że nie wtrącam się w to jak swoje dzieci wychowują inni. Wydaje mi się całkiem naturalne, że jeśli sprzątamy coś u siebie - robimy to dla siebie, własnego komfortu i przyjemności przebywania w czystym mieszkaniu. Dlatego nie będę płaciła za odkurzania, wynoszenie śmieci, czy mycie okien - razem mieszkamy, to razem o ten nasz dom dbamy. Tak samo nie wyobrażam sobie, żebym sama wzięła pieniądze od swoich rodziców czy teściów za jakąś pomoc przy sprzątaniu czy pracach remontowych.

      Za to wydaje mi się całkiem rozsądnym pomysłem, aby dziecko - jeśli ma ochotę i potrzebę dorobienia trochę kasy, takie czynności robiło u innych za pieniądze, np. wyprowadzało psa, myło okna, skosiło trawnik czy poprasowało. Sama nie miałabym oporów zapłacić jakiemuś znajomemu dziecku za jakieś drobne prace porządkowe czy opiekę nad naszymi kotami i rybkami pod naszą nieobecność. Ale swoim dzieciom płacić za to, że nakarmią nasz zwierzyniec, pozmywają po wspólnym posiłku czy nawet pomogą w porządkach w piwnicy - nie wyobrażam sobie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka