w dyskusji o płaceniu za oceny pojawił się ciekawy motyw tzn nawiązanie do tego, ze i tak daje się dzieciom kieszonkowe, więc czemu nie dawać za coś?
Zastanowiłam się i nie wydaje mi się to logiczne. Kasa za naukę to są stypendia, nagrody a konkursy i olimpiady. Tu szkoła/uniwerek jest "szefem" a nie rodzice.
Czy idąc tym tropem rodzice mają płacić 24, 34 latkowi, że dobrze pracuje, szef się nie skarży i umie utrzymać ewentualną rodzinę?
Ja daję dziecku kasę za nic czyli tzw kieszonkowe.
I płacę za pracę- prawdziwą pracę. Jak była mała płaciłam za niektóre obowiązki domowe (miała kilka "niepłatnych" i dwa płatne, bo obrzydliwe - wynoszenie śmieci, mycie kubła i zmiotki) Teraz w wakacje siedzi i robi mi pół godziny dziennie SEO. Za kasę, oczywiście. Robiła to wcześniej parę razy za darmo - takie "praktyki"

a dla niej wówczas zabawa. Teraz to umie, więc zasługuje na normalne pieniądze, jak każdy.
To jest może XIX wieczny model, ale mi się podoba. Jej się też podoba, bo wie, że nie musi pracować, by dostać na lody i wie też, że może zapracować i obejdzie się bez łaski.