Zdaję sobie sprawę, że moje dziecko do najgrzeczniejszych nie należy, jak się nudzi to broi. Jak nie broi, to kombinuje. Jedyna rada, którą zresztą podzieliłam się z Panią, brzmi maksymalnie dociążyć pracą i wymagać, wymagać. Tymczasem w szkole stosują metodę uwag wpisanych do dzienniczka, z którymi rodzic ma coś zrobić. I tak się zastanawiam, co ja mam zrobić po fakcie, w domu w innych warunkach.
Szczerze, to mi się nie chce już ani tego czytać, ani podpisywać.
Przykłady od poniedziałku do środy (włącznie czyli 3 dni). Każde to osobna uwaga:
- Julian nie chce śpiewać na muzyce.
- J. bawi się klejem.
- J. rysuje po ręce zamiast po kartce.
- J. nie chce czytać na głos.
- J. narzeka że się nudzi i chodzi po klasie.
- J. nie chce dodawać do 4, mówi że umie do 30.
- J. po obiedzie narzeka na lekcji na głos, że jest głodny i że porcje były głodowe.
Czy nauczyciele nie mają innych środków by dyscyplinować dzieci? Czy u mnie tylko taki porypany system?