Dodaj do ulubionych

brak obowiązkowości

23.04.14, 13:50
teraz III klasa i powiedziałabym, że jest gorzej niż było. Ciagle zapomina: a to stroju na wf, a to materiałów które miał przynieść na zajęcia tech., a to kart pracy, które robił w domu itd...
Dzis dostał dwa np za brak worka i farb, ktore mial przyniesc na plastykę i 1 za brak pracy domowej, którą zrobił wczoraj, ale nie zabrał karty pracy.
Przypominam wieczorem, pytam czy sie spakował, czy nie miał czegos przyniesc-zawsze wg niego jest przygotowany do zajęć, a tymczasem....
Dosatje uwagi do dziennika, z myślą, że go to zmotywuje (bo kiedys byly tylko ustne uwagi), niestety spływa to po nim-najczęściej słyszę....zapomniałem, a coz sie takiego stało! kazdemu sie moze zdarzyc.
Bagatelizuje problem, nie rozumie, że pewna część edukacji opiera sie na tym, że MUSI pamietac, byc zorganizowanym...
Jak trafic, jak mobilizowac? Chyba ze olac i czekaz az sam z tego wyrosnie?
Obserwuj wątek
    • jan.huzariusz Re: brak obowiązkowości 23.04.14, 14:10
      Mam ten sam problem z synem, który jest w tym samym wieku.
      Ja mu nawet wierzę, że zapomniał.

      Problem jest większy, bo jeżeli coś nie zostanie w szkole zapisane, to przez głowę przelatuje.

      Najgorsze jest to, że nie wynika to z braku koncentracji tylko zbyt dużej koncentracji na tym co robi w danej chwili. Jak się bawi czy rozwiązuje zadanie to praktycznie traci kontakt z otoczeniem.

      Jak na razie niewiele dają wszelkiego rodzaju "kary" czy inne "konsekwencje".
      Już raz przegapił sprawy, na których mu zależało. Ryczał cały dzień, choć niewiele to wpłynęło na poprawę.

      Obecnie czekamy na rozwój sytuacji.

      J.

      ----------------------------
      "Jak Mysz wychowuje Słonia" - to powinien wiedzieć KAŻDY Rodzic!


    • stillgrey Re: brak obowiązkowości 23.04.14, 14:40
      Gdyby syn mial taki problem to po pierwsze pogadalabym z nauczycielka zeby wszelkie materialy, ktore beda potrzebne na zajecia byly zapisywane w zeszycie.
      Zaraz po przyjsciu ze szkoly przegladalabym razem z synem ksiazki, sprawdzala co jest zadane i ustalala czy musi cos dodatkowo przygotowac. Wieczorem zamiast pytania i przypominania nadzorowalabym pakowanie plecaka, sprawadzala czy w kazdej ksiazce praca domowa jest odrobiona, czy wszystkie materialy dodatkowe/worek na wf sa spakowane.
      To z pozoru jest wyreczanie dziecka w mysleniu i pamietaniu o obowiazkach, ale mysle, ze jezeli dziecko bedzie w tym czynnie uczestniczyc to po pierwsze wyrobi sobie dobry nawyk, a po drugie przestanie bagatelizowac obowiazki szkolne kiedy zobaczy zaangazowanie rodzica i pozytywne efekty, czyli brak 1 i 2 za nieprzygotowanie.
      • verdana Re: brak obowiązkowości 23.04.14, 16:12
        Typowe dla 9-latków.
        • iwek33 Re: brak obowiązkowości 23.04.14, 21:50
          verdana napisała:

          > Typowe dla 9-latków.

          Typowe? No nie wiem...
          W takim razie ja mam bardzo nietypowych synów, zarówno starszy, jak i młodszy są bardzo obowiązkowi i zorganizowani. Nie sprawdzam, czy się spakowali ( już teraz) - robiłam to, gdy byli w klasie pierwszej, ale potem już nie było potrzeby- sami wyrobili sobie nawyk uważnego pakowania się z planem lekcji w ręku, zawsze w piórniku mają mały notesik, w którym od razu zapisują ( wcześniej rysowali swoimi sposobami) co trzeba przynieść dodatkowo czy to na lekcje, czy jakieś pieniądze- tak im poradziłam, pokazałam i sposób się sprawdził.

          • morekac Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 00:12
            Mnie też się wydaje, że pewne roztrzepanie i bałaganiarstwo - czyli problemy z organizacją czasoprzestrzeni nasilają się w tym wieku, nawet u dzieci wcześniej nieźle zorganizowanych. Obecna 15-latka - poukładana do tego stopnia, że sprząta sama z siebie i nie robi nadmiernego bałaganu - jako 9-10 latka nie była w stanie sprzątnąć robionego przez siebie rozgardiaszu (przy czym nie miała większych problemów z tym jako 7-latka) oraz zdarzało jej się zapominać o mnóstwie rzeczy. Przeszło jej, ale naprawdę miałam wrażenie, że mi dziecko podmienili.
            To, co robiła starsza, zawsze bardziej roztrzepana, było na granicy klęski żywiołowej - był czas, kiedy gubiła notes do zapisywania rzeczy, które miała przynieść/zrobić. Ich kuzyneczka w tym wieku też nie była lepsza - na wakacjach zgubiła niemal wszystko, po jednej sztuce...
            Wszystkim poprawiło się z wiekiem.
            Notowanie jest chyba jedyną skuteczną metodą... ale trzeba sobie wyrobić nawyk. Oraz nie gubić notesu. wink
    • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 23.04.14, 23:42
      Ale ja nie rozumiem, czemu to ma być Twój problem? To jest problem dziecka - zapomina, to dostaje niedostateczny.
      Zrobiłaś z tego swój problem, to Tobie zależy, żeby syn był "obowiązkowy", więc on się zwolnił z tego obowiązku.
      Nie komentuj, daj żyć, daj popełniać błędy i przejąć odpowiedzialność. Niech sobie nawet nie zda - nauczy go to więcej niż ciągła uwaga rodziców.
      • 71tosia Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 01:24
        no nie zupelnie tak jest. Czasami zostawiony sam sobie kilkulatek zacznie < ogarniac> ale zwykle nie. Bo dziecko zapomina najczesciej nie ze zlej woli. Trzeba jednak pilnowac. Pomaga powieszenie duzego planu lekcji z zaznaczonym wyraznie wf-em, plastyka etc, zrobienie tablicy w pokoju i zapisywanie wazniejszych terminow, przypominanie w telefonie etc. I przypominanie przez rodzica.
      • srubokretka Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 02:19
        > Nie komentuj, daj żyć, daj popełniać błędy i przejąć odpowiedzialność. Niech so
        > bie nawet nie zda

        Swietna rada!! Wyeliminuje tym sposobem konkurencje dla naszych dzieci, prawda?
        Niech od razu syna spakuje i kaze sie wyprowadzic na swoje. Po co mu rodzice, niech sie sam uczy zycia.
        • k1234561 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 05:20
          Moim zdaniem obowiązkowości uczy się już od zerówki albo przedszkola,kiedy pani prosi o przyniesienie czegoś i rozdaje karteczki.Wtedy trzeba z dzieckiem wszystko przygotować na następny dzień,żeby rano nie biegać w popłochu.
          Ja wyrobiłam taki nawyk u córki od małego.Wieczorem przygotowujemy ubranie na następny dzień,jeśli trzeba było coś do przedszkola czy zerówki zrobić czy przynieść,razem przygotowywałyśmy to właśnie wieczorem itd.Potem córka poszła do I klasy i to samo.Jeśli coś trzeba było zrobić,czy przynieść itd.Ja razem z nią wszystko przygotowywałam,pakowałam plecak.Początkowo pani w klasach I-III wszystko im kazała notować w zeszycie,więc po przyjściu do domu miałyśmy już nawyk otwierania zeszytów i sprawdzania co trzeba.W IV klasie wpadłam na jeszcze lepszy pomysł czyli na kalendarz biurkowy.Córka zapisywała sobie kiedy będzie praca klasowa,kiedy mają jakieś pieniądze przynieść itd.Początkowo też ją pilnowałam z tym kalendarzem,żeby zaraz po przyjściu ze szkoły kiedy pamięta na świeżo zapisywała wszystko.System działa do dziś.Córka obecnie jest w VI klasie ale pracowałam nad tym od małego.Zresztą my też jako rodzice w domu zawsze staraliśmy się robić wszystko nie na hura za pięć 12,ale jak wiedzieliśmy,że jutro czy po jutrze coś ma być zrobione to przygotowujemy się do tego z jednodniowym wyprzedzeniem.Nawet głupie wyjście na ślub i wesele.Dziecko widziało,że kilka dni przed imprezą sprawdzaliśmy garderobę,czy wszystko czyste,całe itd.Aby w razie czego mieć czas na wyczyszczenie czy jakieś poprawki,że tydzień lub kilka tygodni wcześniej kupowaliśmy prezent a nie gorączkowo dzień przed wyjściem biegaliśmy po sklepach itd. ,itd.Dziecko też uczy się przez obserwację.Jak gdzieś byliśmy umówieni to wyjeżdżaliśmy wcześniej aby być przynajmniej 15 min przed spotkaniem.Efekt - córka się nie spóźnia,niemal zawsze jest do lekcji przygotowana,umie sobie tak zorganizować życie,żeby pamiętać o wszystkim.Oczywiście,że zdarzy się jej czegoś zapomnieć bo to nie cyborg tylko człowiek.Ale mimo wszystko ten nawyk trzeba wypracować.Zresztą mojej córce byłoby szkoda marnować sobie ocen pałami za brak worka na WF,czy brak zadania domowego wink
      • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 05:53
        aleksandra1357 napisała:
        > Ale ja nie rozumiem, czemu to ma być Twój problem? To jest problem dziecka - za
        > pomina, to dostaje niedostateczny.
        > Zrobiłaś z tego swój problem, to Tobie zależy, żeby syn był "obowiązkowy", więc
        > on się zwolnił z tego obowiązku.
        > Nie komentuj, daj żyć, daj popełniać błędy i przejąć odpowiedzialność. Niech so
        > bie nawet nie zda - nauczy go to więcej niż ciągła uwaga rodziców.


        Aleksandro, ile z twoich dzieci uczęszcza do szkoły, że tak zapytam?
        Bo czytając ten post, mam wrażenie, że sobie radośnie teoretyzujesz w temacie.


        • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 05:58
          Oraz tak, też byłam idealistką, hyhyhy. Po piętnastym wezwaniu do szkoły i po dwudziestym kopaniu się ze szkołą w temacie "to jest odpowiedzialność dziecka, ja nie mam z tym nic wspólnego, niech ponosi konsekwencje, to się nauczy", wzięłam głęboki oddech i zaczęłam stać nad dzieciątkiem jak ten Cerber, mimo protestów tegoż dzieciątka, że on przecież umie sam się spakować i o wszystkim pamiętać. Bo to było dla mnie mniej obciążające psychicznie, ideały schowałam w kieszeń.
          I tyle w temacie.
          • triss_merigold6 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 11:22
            Aleksandra trzyma dzieci w jakimś nauczaniu domowym i placówce typu Summerhill więc nie ma pojęcia o realu.
            • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 13:41
              triss_merigold6 napisała:

              > Aleksandra trzyma dzieci w jakimś nauczaniu domowym i placówce typu Summerhill
              > więc nie ma pojęcia o realu.

              I bardzo słusznie, ja też jestem jak najbardziej za edukacją domową, którą uważam za jeden z najlepszych sposobów edukacji (przy czym to temat na osobny wątek)

              Natomiast staram się jednak nie wypowiadać w tematach, o których nie mam pojęcia (drzewiej mi się niestety zdarzało, mogę odszczekać: hau, hau, hau).

              I tak, tez próbowałam ideały homeschoolowe wdrażać w edukację szkolną moich dzieci, ale nie przetrwały zetknięcia z systemem szkolnym. I sobie te, nieprawdaż, ideały zweryfikowałam. Klnąc siarczyście czasem.

              I abstrahując od oderwania Aleksandry od szkolnej rzeczywistości: akurat takie "niepozbieranie" jest w wieku lat 8-9-10 zupełnie rozwojowe. I rolą rodzica jest wsparcie. Nie - wyręczanie, nie - robienie za dziecko, ale wsparcie. Nauczenie dziecka, w jaki sposób może się zorganizować (dorośli mają grube organizery-kalendarze, też nie są w stanie spamiętać wszystkiego, nie?), jak lepiej pamiętać o wszystkim - ale i pomagać, jeśli nie jest to dla nas problemem. Bo oprócz nauki ponoszenia "konsekwencji" jest jeszcze budowanie relacji. Które jest równie ważne, jeśli nie ważniejsze.
              Bo o ile o systemie szkolnym i dziecku w szkole Aleksandra wie wielkie... nic, to jak widać, słabo również orientuje się w temacie psychiki i rozwoju dziecka (stąd np. pytania "co złego jest w byciu złym uczniem"). Ale poczekamy kilka latek, będzie odhaukiwać jako i ja tongue_out
              • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 13:53
                mama_kotula napisała:

                > Ale poczekamy kilka latek, będzie odhaukiwać jako i ja tongue_out

                Nie wykluczam odhaukiwania, ale dziś płynę jeszcze na fali utopii, w którą wierzę smile
                Sama jestem ciekawa, jak to się skończy, ten mój cały unschooling, czy mi dzieci odbiorą, czy sama skończę w miejscu izolacji.
                • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 14:02
                  Cytat
                  Nie wykluczam odhaukiwania, ale dziś płynę jeszcze na fali utopii, w którą wierzę smile


                  No i doskonale. Problem polega na tym, że znajdujesz się w innej rzeczywistości niż autorka wątku. I dlatego, jak sądzę, połowa współdyskutantów poszła na stronę odeśmiać sobie pośladki.
                  • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 14:23
                    mama_kotula napisała:

                    > No i doskonale. Problem polega na tym, że znajdujesz się w innej rzeczywistości
                    > niż autorka wątku.

                    Właśnie dlatego, że jestem w innej rzeczywistości, chcę ją przedstawić autorce wątku. Nigdy nie jest za późno, by przejść do alternatywnej rzeczywistości.
                    • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 15:01
                      aleksandra1357 napisała:
                      > Właśnie dlatego, że jestem w innej rzeczywistości, chcę ją przedstawić autorce
                      > wątku. Nigdy nie jest za późno, by przejść do alternatywnej rzeczywistości.

                      Owszem, bywa za późno. Znaczy jeszcze inaczej: bywa, że koszty zabrania dziecka ze szkoły przewyższają ewidentne zalety homeschoolu. I efekty długofalowe, których się spodziewamy, być może będą oszałamiające, ale mogą nie nastąpić, bo krótkofalowo dziecko będzie miało spory stresor i wszystko się wywali, relacje pójdą precz, nauka będzie leżeć, bo patrz wyżej i w szkole było fajniej.

                      Znowu nie wiesz, co piszesz, bo nie masz dziecka w szkole - jeśli zaczniesz, to od zera, tak jest o wiele prościej, niż zrezygnować ze szkoły w dowolnym momencie; szczególnie, ze jednak większość dzieci lubi chodzić do szkoły, bo ma tam znajomych (tak, wiem, ma też znajomych gdzie indziej, ale cholera, te bestie takie uparte, i lubią swoje koleżanki z klasy bardziej, niż koleżanki ze scholi czy treningu judo).
                      Stoję przed decyzją o homeschoolu, mam jeszcze kilka dni na złożenie podania, i jakby to było takie proste, jak piszesz, to bym się nie wahała ani chwili i zabrała dzieci ze szkoły, bo to jest dla nich najlepsze, z punktu widzenia edukacji. A jednak się waham, czy jestem gotowa zafundować im i całej rodzinie taką zmianę. Mamy doskonałe warunki na homeschool, a mimo to nie jestem w stanie się zdobyć na taką lekkość w podjęciu decyzji, jak ty.

                      Zresztą, życie weryfikuje. Jeszcze pół roku temu pisałam, że jakbym miała w pobliżu community homeschoolowe, to bym nie wahała się ani chwili i wypisała dzieci ze szkoły. Przeprowadziłam się, community mam, nie tylko homeschoolowe... i nadal się waham. Być może dlatego, że oprócz entuzjastycznych relacji z blogów (uwielbiam! i zawsze zazdrościłam) czytałam też o nieudanych historiach z edukacją domową.
                      • triss_merigold6 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 15:11
                        Po edukacji domowej nie poradzą sobie w realich publicznego gimnazjum ani liceum. Z powodu braku umiejętności wejścia w rytm, wykonywania poleceń i dostosowanią się. Zrobisz z dzieci freaki nieodwracalnie.
                        • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 15:18
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Po edukacji domowej nie poradzą sobie w realich publicznego gimnazjum ani liceu
                          > m. Z powodu braku umiejętności wejścia w rytm, wykonywania poleceń i dostosowan
                          > ią się. Zrobisz z dzieci freaki nieodwracalnie.

                          Kto powiedział, że trzeba iść do gimnazjum albo liceum? A freaki to moim zdaniem robi z dzieci szkoła, tylko jest to na tyle masowe, że umyka obserwacji.
                          • morekac Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 21:03
                            Kto powiedział, że trzeba iść do gimnazjum albo liceum?

                            Zasadniczo obowiązek szkolny trwa do 18 roku życia - zatem albo będziesz musiała uczyć swoje 16-letnie dzieciątka chemii, fizyki i o rozwoju dżdżownicy w sposób wystarczający do zdania egzaminu na semestr czy koniec roku albo będziesz musiała zapłacić komuś za to. W obu przypadkach to kosztowna zabawa, bo albo nie pracujesz , przyswajasz wiedzę i uczysz dzieci (zastanawiając się, czy to one takie tępe czy ty tak beznadziejnie tłumaczysz) albo wydajesz konkretną kasę na nauczycieli wykwalifikowanych bardziej niż ty sama. Przy czym nie znam okropniejszego zajęcia niż uczenie dziecka czegoś, czego się samemu nie cierpi, nie rozumie i nie umie (a w dodatku dziecko ma podobny stosunek do przedmiotu)...
                          • jakw Re: brak obowiązkowości 26.04.14, 10:20
                            aleksandra1357 napisała:
                            >
                            > Kto powiedział, że trzeba iść do gimnazjum albo liceum?
                            Co do gimnazjum - odpowiednia ustawa. Gimnazjum jest szkołą obowiązkową. Po gimnazjum obowiązek nauki jest do 18-tego roku życia. Nie musi to być liceum, może być to technikum lub zawodówka , być może w osateczności przyuczenie zawodowe u jakiegoś rzemieślnika. Przy czym w I klasie szkoły ponadgimnazjalnej program z wiedzy ogólnej jest teoretycznie ten sam.
                        • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 16:04
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Po edukacji domowej nie poradzą sobie w realich publicznego gimnazjum ani liceu
                          > m.

                          Akurat publicznego gimnazjum chcę uniknąć. Niezależnie od sposobu edukacji, akurat MOJE dzieci mają sporą szansę sobie tam nie poradzić w ogóle, gdyż są zaburzone w określony sposób.

                          > Z powodu braku umiejętności wejścia w rytm, wykonywania poleceń i dostosowan
                          > ią się. Zrobisz z dzieci freaki nieodwracalnie.

                          Bowiem w domu dzieci poleceń nie wykonują żadnych, jeno leżą i pachną. Ani się nie dostosowują. Dzieci edukowane domowo nie chodzą również na zajęcia dodatkowe, gdzie trzeba wykonywać polecenia prowadzącego. Siedzą zakute w twierdzy domowej, z matką jako jedyna osobą, którą widzą.

                          Triss, szanuję twoje zdanie, niemniej uważam, że nie masz racji w tym przypadku smile.
                          • triss_merigold6 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 16:56
                            Rozważ czy warto dzieciom, które już mają zaburzenia w funkcjonowaniu społecznym, dokładac izolację od normalnie - w sensie szkoły - wychowywanych i edukowanych rówieśników.
                            Sorry, ale nie porównuj poleceń matki z rygorem szkolnym, inne realia, inne konsekwencje i inna widownia. To samo dotyczy zajeć dodatkowych, płatnych i nieobowiazkowych.
                            • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 17:18
                              Wybacz, Triss, ja wiem, że masz dobre intencje, ale jakoś bardziej polegam na opinii specjalistów, zajmujących sie moimi dziećmi, niż na opinii laika smile
                            • berdebul Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 00:03
                              Szkoła nie jest normalnym tworem. Już podział na grupy wiekowe jest nienormalny i występuje tylko w szkołach. A co do rówieśników - zwłaszcza dla dzieci zaburzonych bywają koszmarem.
                          • asia_i_p Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 23:12
                            Kotula, a dobre gimnazjum przylicealne?

                            Pracuję w liceum, koło którego jest takie gimnazjum i na poziomie gimnazjum jeszcze nie mieliśmy dzieci z zaburzeniami w typie, o którym piszesz, ale w liceum - już tak, a to ci sami nauczyciele. Mamy obecnie dziewczynkę ze zdiagnozowanym autyzmem, część zajęć ma indywidualnie, część z klasą, część tak i tak, zapisała się do wolontariatu i naprawdę świetnie funkcjonuje. Mieliśmy specjalną rade pedagogiczną na początku roku szkolnego, na której pani psycholog rozmawiała z nami o jej sposobie funkcjonowania, odpowiadała na nasze pytania, wypytywała nas - rodzice dziewczynki załatwili, żeby przyszła. Wcześniej mieliśmy jeszcze chłopaka moim zdaniem z niezdiagnozowanym ZA (był książkowy), tam nie mieliśmy wsparcia rodziców i było trudniej, i też przetrwał.

                            A w gimnazjum mieliśmy przypadek moim zdaniem jeszcze trudniejszy, bo dziecko z bardzo obniżonymi możliwościami intelektualnymi, przyjęte dlatego, że rodzice uparli się na "normalną: szkołę, a gdyby poszedł do rejonówki, to by go zadręczyli. Dało się to ogarnąć - gimnazjaliści to nie anioły, ale da się ich wziąć za cztery litery tak, że dają dzieciakowi żyć. Ci gorsi po prostu muszą, bo wiedzą, że im nie ujdzie na sucho, a to z kolei stwarza atmosferę, w której ci lepsi nie wstydzą się, że mają rozum i potrafią go użyć.
                            • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 29.04.14, 00:10
                              Cytat
                              Kotula, a dobre gimnazjum przylicealne?


                              Gimnazjum już mam wybrane wink. Dla homeschoolerów wink.
                              Mi nie zależy na tym, aby dziecko "przetrwało", jak piszesz, tylko aby wyciągnąć maksimum możliwości przy minimum kosztów smile.

                              Jejku. Ja serio nie wiem - tak trudno zrozumieć, że ktoś po prostu CHCE homeschoolować? Nie - musi, nie - nie ma innego wyjscia, tylko po prostu: chce, z powodów dowolnych? smile

                              Asia_i_p, nie bierz tego do siebie, ty mi przynajmniej nie każesz argumentować i tłumaczyc sie z tej decyzji, ani nie udowadniasz mi, że jestem nienormalna ;D - po prostu podpięłam sie pod twój post.


                              • ewa_mama_jasia Re: brak obowiązkowości 29.04.14, 15:22
                                Homeshooling fajna rzecz, szczególnie jeśli ma się warunki organizacyjne i mozna się oprzeć o szkołę / centrum uczacą w ten sposób.
                        • paszczakowna1 Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 11:55
                          > Po edukacji domowej nie poradzą sobie w realich publicznego gimnazjum ani liceu
                          > m. Z powodu braku umiejętności wejścia w rytm, wykonywania poleceń i dostosowan
                          > ią się. Zrobisz z dzieci freaki nieodwracalnie.

                          Bez przesady, wiele pokoleń było edukowane w domu przez czas odpowiadający mniej więcej obecnej podstawówce, później szło do szkoły (na ogół bardziej represyjnej niż teraz) i bez problemu sobie radziło. Opcja homeschooling przez pierwsze lata, później szkoła jest chyba też dość popularna w USA i edukowani tak sobie chwalą.
                          • srubokretka Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 14:58
                            > nej niż teraz) i bez problemu sobie radziło. Opcja homeschooling przez pierwsze
                            > lata, później szkoła jest chyba też dość popularna w USA i edukowani tak sobie
                            > chwalą.

                            Hs w USA spowodowany jest glownie poziomem nauczania w szkolach. Sa miejsca, gdzie szkola nie jest w stanie dzieci nauczyc nawet czytac. O bezpieczenstwie nie bede nawet wspominac.
                            Jest tez tutaj nieporownywalnie latwiejszy dostep do instytucji, ktore bardzo wpomagaja (niemalze wyreczaja) rodzicow w hs. Mnie nieraz korcilo, zeby corki nie wysylac do szkoly. Zamiast siedziec w lawce moglaby w tym czasie bawic sie w matematyke w Muzeum matematyki na Manhattanie. Nie dosc ze obsluga tam wyksztalcona,to I ludzie ktorzy tam przychodza nie sa przypadkowi i przymusem tam zaciagnieci.
                            Nastepna sprawa... zeby odniesc sukces w hs trzeba miec b duzo kasy. Nie ma co sie oszukiwac.
                      • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 15:33
                        mama_kotula napisała:

                        > Owszem, bywa za późno. Znaczy jeszcze inaczej: bywa, że koszty zabrania dziecka
                        > ze szkoły przewyższają ewidentne zalety homeschoolu.

                        No nie wiem, nie wiem. Trudno to zmierzyć. Wg moich obserwacji zabranie ze szkoły zwykle daje większe zyski niż straty, choć te niewątpliwie też są. Poczucie, że koszty zabrania dziecka ze szkoły przewyższają zalety, jest też zależne od ustawienia priorytetów w życiu i definicji sukcesu. Coś się traci, ale dużo można zyskać, tylko czasem te zyski są tak niewymierne, że trudno je dostrzec (np. większa pewność siebie).

                        > szczególnie, ze jednak większość dzieci lubi chodzić do szkoły, bo ma tam znajomych

                        Zgadzam się i dlatego myślę, że optymalnym rozwiązaniem jest grupa unschoolingowa tudzież wolna szkoła. Wilk syty i owca cała - dziecko w grupie dzieci, ale nie w szkole.

                        > A jednak się waham, czy jestem gotowa zafundować im i całej rodzinie taką zmianę.

                        To jest bardzo trudna decyzja, fakt. Ja na razie ryzykuję dużo mniej, bo mam młodsze dzieci, ale gdy dociera do mnie czasem (bo zwykle to wypieram ze świadomości), co wyrabiam z edukacją moich dzieci, szybko przypominam sobie, co mnie przekonało do unschoolingu, czytam parę życiorysów ludzi, którzy nigdy nie splamili się nauką, a dużo osiągnęli, i to znów daje mi poczucie, że wybrałam słusznie. Trzeba się wprowadzić w odpowiedni stan umysłu, uodpornić na głos rozsądku wink

                        Przeprowadziłam się, community mam, nie tylko homeschoolowe... i n
                        > adal się waham. Być może dlatego, że oprócz entuzjastycznych relacji z blogów (
                        > uwielbiam! i zawsze zazdrościłam) czytałam też o nieudanych historiach z edukac
                        > ją domową.

                        Z ciekawości - jakie jest to nie tylko homeschoolowe otoczenie?
                        Nieudane historie z edukacją alternatywną także znam, ale powody są złożone i leżą prawie zawsze po stronie rodziców, bo dziecko zawsze jest gotowe do innej edukacji.
                        Tradycyjny homeschooling nigdy mnie zbytnio nie pociągał, bo ogranicza dziecko na wielu płaszczyznach (przede wszystkim brak bogactwa relacji z rówieśnikami i nauczycielami), i ma dla mnie sens tylko w rodzinie wielodzietnej albo/i do tego podróżującej po świecie.

                        • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 16:05
                          Cytat
                          Z ciekawości - jakie jest to nie tylko homeschoolowe otoczenie?


                          Masa jest takich. Choćby grupy sąsiedzkie, kluby robótkowe, szachowe, grupy wyznaniowe; a w ogóle w dobie Internetu to praktycznie nie ma ograniczeń. Ogólnie człowiek jest otoczony masą ludzi o rozmaitych powiązaniach. Ostatnio nawiązałam bardzo miłe znajomości... pod kościołem, kiedy synchronicznie z dwoma paniami wyprowadzałyśmy rozchichotane/rozwrzeszczane okołodwulatki; myślę, że znajomości na dłużej.
                          Ogólnie jak masz dzieci, a te dzieci mają kolegów, to ty też masz kolegów, a przynajmniej znajomych. Im więcej miejsc, gdzie chodzą twoje dzieci - zajęć dodatkowych, stowarzyszeń formalnych, wolontariatów, itp. - tym więcej powiązań międzyludzkich.

                          Co rozumiesz pod pojęciem "tradycyjny homeschool"? Chodzi ci o classical Christian homeschool, np. Charlotte Mason? Czy może to, co oddaje ta parodia? www.youtube.com/watch?v=VM6uqj0_jQc

                          albo ta? www.youtube.com/watch?v=0L3cdVB3H3I

                          • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 16:06
                            ok, drugi link mi się źle wkleił, chodziło mi o inną piosenkę; nie mogę w tej chwili znaleźć tej, którą chciałam, ale ta jest też zacna big_grin
                          • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 16:15
                            Kotula, jakie cudowne piosenki, dziękuję smile Szczególnie ta druga jest urocza.
          • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 12:25
            mama_kotula napisała:

            > Oraz tak, też byłam idealistką, hyhyhy. Po piętnastym wezwaniu do szkoły i po d
            > wudziestym kopaniu się ze szkołą w temacie "to jest odpowiedzialność dziecka, j
            > a nie mam z tym nic wspólnego, niech ponosi konsekwencje, to się nauczy", wzięł
            > am głęboki oddech i zaczęłam stać nad dzieciątkiem jak ten Cerbe

            Właśnie z tego powodu nie poślę dzieci do szkoły, ot co smile
            Bo tego nie zniesę. I w ten sposób ocalę swój idealizm, hyhyhy.
            • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 13:43
              aleksandra1357 napisała:

              > Właśnie z tego powodu nie poślę dzieci do szkoły, ot co smile
              > Bo tego nie zniesę. I w ten sposób ocalę swój idealizm, hyhyhy.

              Poczekamy, zobaczymy...
              • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 13:44
                Oraz, uprzedzając twoje komentarze - również uważam, że szkoła obsysa. Bardzo.
      • budzik11 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 09:00
        aleksandra1357 napisała:

        > Nie komentuj, daj żyć, daj popełniać błędy i przejąć odpowiedzialność. Niech so
        > bie nawet nie zda - nauczy go to więcej niż ciągła uwaga rodziców.

        Jak ktoś pisze takie bzdety, to mnie aż trzęsie. Wiesz, czego go to nauczy? Tego, że szkoła jest stresem (bo dziecko bardzo przeżywa swoje nieprzygotowanie i złe oceny, boi się szkoły, denerwuje przed lekcjami itd.) oraz, że rodzicom nie zależy, nie pomagają mu i że zostawili go samemu sobie. Wiem to po sobie, moi rodzice wychodzili z założenia i dawali temu wyraz (często mi to powtarzając), że "to ja chodzę do szkoły, nie oni; uczę się dla siebie, nie dla nich [ergo - to mnie ma zależeć, nie im], że moja szkoła - moja sprawa". Żyłam więc w nieustannym stresie - bo nie umiałam na sprawdziany, notorycznie nie miałam pracy domowej, ciągle byłam nieprzygotowana itd. Skutkowało to tzw. niepowodzeniami szkolnymi oraz znienawidzeniem szkoły i nauki. Bo że dziecko zapomina czy nie ogarnia, nie znaczy, że mu nie zalezy - po prostu trzeba mu pomóc ogarnąć, przypilnować, wspomóc. Ja całe dzieciństwo zazdrościłam koleżankom, którym mamy pomagały w lekcjach, w pakowaniu, przygotowywały różne pomoce do szkoły, piekły ciasta, dawały fartuszki na ZPT i generalnie były zaangażowane w naukę swoich dzieci, a nie zostawiały szkołę na głowie małego dziecka.
        • budzik11 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 09:01
          Nie mówiąc już o tym, że takie doświadczenia (zwłaszcza "'niezdanie sobie") stygmatyzuje dziecko nawet w jego własnych oczach. Zaczyna być postrzegany jako zły uczeń i najczęściej taki zostaje.
          • kanga_roo Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 10:58
            poza tym mnie nie zależy, żeby dziecko przyzwyczaiło się do tego, że dostaje "brak zadania" co drugą lekcję, żeby traktowało to jako normę.
            i jeszcze - ja też czułabym się oszukana, gdybym codziennie siedziała nad lekcjami, odrabiała zadania, a i tak w szkole dostawała po głowie, że zapomniałam czegoś tam dopisać, dorysować, czy przynieść.
            szczerze mówiąc, nienawidzę zadań domowych i tych pierdół, które trzeba w zębach przynosić co chwila do szkoły. i rozumiem, serio rozumiem, że moje dziecko, bezproblemowe i chętne jeśli chodzi o naukę, potyka się na takich bzdurach. ale to zniechęca, dlatego na ogół pilnuję, żeby wszystko było ogarnięte. i nie znoszę tego.
          • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 12:24
            budzik11 napisała:

            > Nie mówiąc już o tym, że takie doświadczenia (zwłaszcza "'niezdanie sobie") sty
            > gmatyzuje dziecko nawet w jego własnych oczach. Zaczyna być postrzegany jako zł
            > y uczeń i najczęściej taki zostaje.

            Co złego jest w byciu złym uczniem? Otrząśnijmy się wreszcie z tych stereotypów i wymuszonej grzeczności. Steve Jobs był bardzo złym uczniem i większość ludzi, którzy odnieśli jakikolwiek sukces. Sukces szkolny oznacza najczęściej życiową porażkę, dlatego ja nie mam nic przeciwko, żeby moje dziecko nie zdało. Oceny nie odzwierciedlają rozwoju dziecka.
            • triss_merigold6 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 13:42
              To, że najczęściej ze złego ucznia nie wyrasta Steve Jobs, a dziecku szkolne porażki niszczą samoocenę.
            • paszczakowna1 Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 11:38
              >Steve Jobs był bardzo złym uczniem i większość ludzi
              > , którzy odnieśli jakikolwiek sukces.

              Kocham takie bajeczki. Nie, Steve Jobs nie był "bardzo złym uczniem", ani nawet "złym uczniem", był znakomitym uczniem (jeśli chodzi o wyniki, nie mówię o zachowaniu). Nic mi też o tym nie wiadomo, by "większość ludzi, którzy odnieśli jakikolwiek sukces" byli złymi uczniami, zdecydowana większość była dobrymi lub bardzo dobrymi. Podasz może jakieś przykłady z tej ogromnej rzeszy ludzi sukcesu, która rzekomo była "bardzo złymi uczniami"?
        • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 12:22
          budzik11 napisała:

          Wiem to po sobie, moi
          > rodzice wychodzili z założenia i dawali temu wyraz (często mi to powtarzając),
          > że "to ja chodzę do szkoły, nie oni; uczę się dla siebieŻyłam więc w nieust
          > annym stresie - bo nie umiałam na sprawdziany, notorycznie nie miałam pracy dom
          > owej, ciągle byłam nieprzygotowana itd.

          Nie mogę uwierzyć w to, co czytam. Rodzice powiedzieli, że uczysz się dla siebie i sama masz się ogarniać i PRZEZ NICH żyłaś w ciągłym stresie i nie umiałaś na sprawdziany? To jest, wybacz, żałosne. Nie umiałaś na sprawdziany, bo się nie nauczyłaś.
          Ja jestem wdzięczna moim rodzicom, że w ogóle nie wtrącali się w moje sprawy szkolne, nigdy nie zajrzeli mi do zeszytu. Dzięki temu czuje się odpowiedzialna za moje sukcesy i porażki.
          • budzik11 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 13:07
            Bo, wyobraź sobie, małe dzieci (nie będące jeszcze nastolatkami) bywają nieodpowiedzialne. To super, że ty, jako, powiedzmy, 10-latka, wzięłaś swoje życie w swoje ręce i odpowiedzialnie nim pokierowałaś. Większość dzieci jednak wymaga pomocy, bo nie wiedzą, co jest dla nich dobre i jak to osiągnąć (choćby codzienny spokój przy sprawdzaniu pracy domowej w klasie). Ja pamiętam różnicę między tymi rzadkimi przypadkami, kiedy byłam na wszystko przygotowana i na nauczycielka na niczym mnie nie mogła przyłapać, a codziennością, kiedy ciągle czegoś mi brakowało i się denerwowałam przed lekcjami. Jednocześnie wtedy miałam ambiwalentne uczucia co do podejścia moich rodziców, bo z jednej strony oczywiście się cieszyłam, że mnie do niczego nie cisną i nie wtrącają, ale w głebi duszy było mi przykro, bo to ich niewtrącanie odbierałam jako "nie zależy im na mnie", czułam się niezaopiekowana i pozostawiona sama sobie. Niezależnie od tego, co ty na ten temat sądzisz, takie były moje odczucia i chcę ich oszczędzić MOIM dzieciom. Chcę, żeby były przygotowane na lekcje, nie bały się szkoły, żeby i ze spokojem tam chodziły. Oraz uważam, że owszem - nie ma nic dobrego w byciu złym uczniem. Podobnie nie ma nic dobrego w byciu brudasem, niechlujem, niepunktualnym, niekulturalnym itd - chociaż niektórzy mogą uważać, że to cechy ludzi wolnych, nieskrępowanych konwenansami, hipsterów itp. Co więcej, bycie złym uczniem wpływa na samoocenę człowieka. Nawet kiedy rodzice nie okazują rozczarowania kolejną pałą czy uwagą typu "brak pracy domowej", to dziecko czuje swoje porażki i to podkopuje jego samoocenę, co działa tez na przyszłość. Lepiej, kiedy dzieciak od małego zyje w przekonaniu, że jest w czymś dobry, niż że jest kiepski.
            • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 13:48
              budzik11 napisała:

              ale w głebi duszy było mi
              > przykro, bo to ich niewtrącanie odbierałam jako "nie zależy im na mnie", czuła
              > m się niezaopiekowana i pozostawiona sama sobie.

              Może tu wcale nie chodzi o to, że rodzice nie pomagali Ci dopełnić szkolnych obowiązków, tylko o ogólną obojętność. Może gdybyś czuła się przez rodziców dostrzegana i zaopiekowana w innych obszarach, to ten szkolny nie miałby znaczenia. Gdybyś czuła, że zależy im na Tobie, niezależnie zresztą od szkolnych osiągnięć, to wcale nie stresowałabyś się w szkole, nawet będąc nieprzygotowaną.

              Niezależnie od tego, co ty na
              > ten temat sądzisz, takie były moje odczucia i chcę ich oszczędzić MOIM dzieciom
              > . Chcę, żeby były przygotowane na lekcje, nie bały się szkoły, żeby i ze spoko
              > jem tam chodziły.

              Owszem, może i będą spokojniejsze, ale to moim zdaniem stracą przez to coś ważniejszego: poczucie autonomii, odpowiedzialności, samostanowienia. Z dwojga złego wolałabym, żeby moje dziecko było zestresowane, że ciągle czegoś nie ma, niż żeby było przeze mnie pilnowane i przyzwyczajone do mojego kierownictwa.


              Co więcej, bycie złym uczniem wpły
              > wa na samoocenę człowieka. Nawet kiedy rodzice nie okazują rozczarowania kolejn
              > ą pałą czy uwagą typu "brak pracy domowej", to dziecko czuje swoje porażki i to
              > podkopuje jego samoocenę,

              Ja uważam, że rodzice powinni starać się tak wychować dziecko, żeby oceny szkolne, jakie by nie były, nie wpływały na samoocenę. Moim celem jest, by moje dzieci były silne wewnętrznie, wewnątrzsterowne i niezależne od zewnętrznych ocen. Dlatego nie boję się tego, że mogą być złymi uczniami - to może być jedno z doświadczeń, które je wzmocni, uniezależni, jeśli poczują wtedy w rodzicach i przyjaciołach poparcie: "masz złe oceny, ale jesteś wartościowym człowiekiem." Szkoła i jej system nie powinny dominować życia dziecka, a tak się najczęściej dzieje.

              I jeszcze jedna refleksja: dzięki Tobie uświadomiłam sobie, że ja też w szkole codziennie umierałam ze strachu: zapominałam zeszytów, nie miałam prac domowych, zapominałam pieniędzy na wycieczki itd. Ale nigdy do głowy mi nie przyszło, żeby winić o to swoich rodziców. Myślałam sobie zawsze: przecież mogłam odrobić tę pracę domową, tylko mi się nie chciało i teraz ponoszę konsekwencje w postaci stresu.
              Jestem pewna, że gdyby moi rodzice chcieli mnie przypilnować, żebym wszystko w szkole miała jak trzeba, byłoby dużo gorzej: po pierwsze w domu byłaby walka między mną a nimi, musieliby mnie zmuszać, naruszać moje prawo do samostanowienia. Po drugie oduczyliby mnie w ten sposób kombinowania i zrozumienia faktu, że można wybierać: nie będę się uczyć tego przedmiotu, nie będę odrabiać prac domowych, wyciągnę się tylko pod koniec roku na dwóję. To mnie nauczyło elastyczności.


              • budzik11 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 19:34
                aleksandra1357 napisała:


                > wcale nie stresowałabyś się w szkole, nawet będąc nieprzygotowaną.

                Wyobraź sobie, że jedziesz tramwajem i nie masz biletu. I choćbyś miała nie wiem, jak cudowne relacje z rodzicami, to zapewniam cię, że jak wsiądą kanarzy, to jednak będziesz miała stresa. A teraz wyobraź sobie, że takie uczucie towarzyszy dziecku przed każdą lekcją.


                Z dwojga złeg
                > o wolałabym, żeby moje dziecko było zestresowane, że ciągle czegoś nie ma, niż
                > żeby było przeze mnie pilnowane i przyzwyczajone do mojego kierownictwa.

                Naprawdę? No to zacytuję "współczuję twoim dziecią". Ja swoim wolę tego stresu oszczędzić. A co do stanowienia, pilnowania i kierownictwa - przypomnijmy tylko, że temat dotyczy małych dzieci (zarówno dziecko autorki, jak i moja starsza, są w III klasie podstawówki), nie o nastolatkach. To jest IMO czas, kiedy jeszcze można dzieckiem pokierować bez ujmy na jego rozwoju osobistym.

                > Dlatego nie boję się tego, że mogą być złymi uczniami - to może być jedno z doś
                > wiadczeń, które je wzmocni, uniezależni, jeśli poczują wtedy w rodzicach i przy
                > jaciołach poparcie: "masz złe oceny, ale jesteś wartościowym człowiekiem."

                Nie masz wrażenia, że żyjesz w Utopii? Wszędzie i na każdym kroku jesteśmy oceniani i wiele potem od tych ocen zależy. Gimnazjum, liceum, studia (chyba, że studiów tez unikniecie, magisterkę dziecko zrobi przy kuchennym stole), praca, zycie towarzyskie itd. Przyszły/niedoszły szef nie powie młodemu człowiekowi "Wie pan, nic pan nie umie, nie ma doświadczenia, nie jest pan przystosowany do funkcjonowania w grupie, ale i tak jest pan wartościowym człowiekiem." a i tak go nie zatrudni.

                > I jeszcze jedna refleksja: dzięki Tobie uświadomiłam sobie, że ja też w szkole
                > codziennie umierałam ze strachu:

                i fajnie było?

                po pierwsze w domu byłaby walka mi
                > ędzy mną a nimi, musieliby mnie zmuszać, naruszać moje prawo do samostanowienia
                > . Po drugie oduczyliby mnie w ten sposób kombinowania i zrozumienia faktu, że m
                > ożna wybierać: nie będę się uczyć tego przedmiotu, nie będę odrabiać prac domow
                > ych, wyciągnę się tylko pod koniec roku na dwóję. To mnie nauczyło elastycznośc
                > i.

                No ale tak generalnie, jak wspominasz swoją edukację, to było fajnie, przyjemnie, lubiłaś szkołę? Bo ja byłam z tych "zdolnych ale leniwych", uczyłam się tylko na lekcjach, w domu wcale, lekcji nie odrabiałam, z przedmiotów, których nie lubiłam, miałam mierne a maturę zdawałam tylko z ulubionych i zdałam na samych piątkach, skończyłam studia, któr emnie interesowały, ale... szczerze nienawidziłam szkoły i nauki, bo od zawsze kojarzy mi się ze stresem, lękiem, wstydem. Dlatego właśnie, że moi rodzice przełożyli na mnie ciężar odpowiedzialności za własną naukę, miałam możliwość "samostanowienia", jak to określasz. Ale niestety nie podołałam, jak zapewne większość dzieciaków w takiej sytuacji. Nie wiem, od jakiego wieku będę wymagać "samostanowienia" i ogarnięcia od moich dzieci, ale na razie uważam, że to za wcześnie i przyniosłoby to więcej szkody im i całej rodzinie, niż pożytku.
                • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 22:38
                  budzik11 napisała:

                  ale... szczerze nienawidz
                  > iłam szkoły i nauki, bo od zawsze kojarzy mi się ze stresem, lękiem, wstydem. D
                  > latego właśnie, że moi rodzice przełożyli na mnie ciężar odpowiedzialności za w
                  > łasną naukę,

                  Ze wszystkim, co napisałaś wcześniej, się zgadzam. Twoje argumenty mnie przekonują, ale z tym powyższym po prostu nie mogę się zgodzić.
                  Mnóstwo dzieci pilnowanych, przygotowanych i ogarniętych szczerze nienawidzi szkoły i też czuje stres przed klasówką, mimo że są przygotowane. I to moim zdaniem nie jest wina Twoich rodziców, że nie lubiłaś szkoły, tylko opresyjnego systemu szkolnego, gdzie dziecko traktowane jest przedmiotowo, a jego uczucia i potrzeby olewane.
                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 23:29
                    Cytat
                    Mnóstwo dzieci pilnowanych, przygotowanych i ogarniętych szczerze nienawidzi szkoły i też czuje stres przed klasówką, mimo że są przygotowane. I to moim zdaniem nie jest wina Twoich rodziców, że nie lubiłaś szkoły, tylko opresyjnego systemu szkolnego, gdzie dziecko traktowane jest przedmiotowo, a jego uczucia i potrzeby olewane.


                    No ale przecież jedno nie wyklucza drugiego? A nawet, wręcz przeciwnie?

                    Szkoła - w takim systemie, jaki jest, a o tym mówimy w wątku - jest dużym obciążeniem dla dziecka. To nie ulega wątpliwościom. I teraz, nie wchodząc w tematykę rzeczywistości alternatywnej: z tak dużym obciążeniem dziecko ma prawo sobie tym bardzej nie radzić. I tym bardziej jest tu potrzebna wspierająca rola rodzica - właśnie dlatego, że, jak napisałaś: system szkolny jest opresyjny, traktuje przedmiotowo i olewa potrzeby i uczucia dziecka.

                    Wsparcia i pomocy człowiek potrzebuje przede wszystkim w sytuacji trudnej, przerastającej jego możliwości (przyklad dla ciebie: szkoła), a nie w sytuacji przebywania w bezpiecznym azylu (przykład dla ciebie: homeschool). I jeśli ktoś nie chce bądź nie może (z powodów dowolnych) przejść na nauczanie domowe czy wysłać dziecka do modnej szkoły demokratycznej, ma dwa wyjścia: a) próbować zmienić istniejącą sytuację, co z reguły można przyrównać do ciskania wiewiórką w mur oporowy albo b) zminimalizować niedogodności dla własnego dziecka.

                    Może również dziecko zlać ciepłym siurem i obarczyć je nadmiarem odpowiedzialności. Kiedyś, później, w dorosłym wieku, dziecko dorobi sobie do tego śliczną okrągłą ideologię, na zasadzie mechanizmu wyparcia. Albo, co gorsza, na zasadzie mechanizmu "mnie bili, a wyrosłem na porządnego człowieka".
                    • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 00:00

                      mama_kotula napisała:


                      > Może również dziecko zlać ciepłym siurem i obarczyć je nadmiarem odpowiedzialno
                      > ści. Kiedyś, później, w dorosłym wieku, dziecko dorobi sobie do tego śliczną ok
                      > rągłą ideologię, na zasadzie mechanizmu wyparcia. Albo, co gorsza, na zasadzie
                      > mechanizmu "mnie bili, a wyrosłem na porządnego człowieka".

                      Dajesz mi do myślenia. Całe życie miałam o wszystko pretensje do rodziców, tylko o to jedno nie: że nie obchodziło ich, co robię w szkole. Lubiłam tę odpowiedzialność i nigdy nie przyszło mi do głowy, że mnie to obciążało. Czy myślisz, że to strategia wyparcia?
                      Ale ja naprawdę wątpię, czy przypilnowana przez rodziców, męczyłabym się w szkole mniej.
                      Moim zdaniem zminimalizować stres szkolny może tylko poczucie dziecka, że jest kochane niezależnie od ocen i osiągnięć szkolnych. Natomiast pomaganie dziecku w ogarnianiu szkoły przekazuje mu, że szkołą jest strasznie ważna, te wszystkie wycinanki i karty pracy i to może zwiększać stres.
                      Tak, rodzic powinien pokazać dziecku, że może olać rzeczy, które mu się w szkole nie podobają i że pała za brak zeszytu jest po prostu zabawna - w ten sposób szkoła przestaje mieć władzę nad dzieckiem.
                      • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 01:15
                        Cytat
                        Całe życie miałam o wszystko pretensje do rodziców, tylko o to jedno nie: że nie obchodziło ich, co robię w szkole. Lubiłam tę odpowiedzialność i nigdy nie przyszło mi do głowy, że mnie to obciążało. Czy myślisz, że to strategia wyparcia?


                        Możliwe, ale nie będę wyrokować.

                        Cytat
                        Natomiast pomaganie dziecku w ogarnianiu szkoły przekazuje mu, że szkołą jest strasznie ważna, te wszystkie wycinanki i karty pracy i to może zwiększać stres.


                        Nie. Pomaganie i wspieranie dziecka w ogarnianiu _czegokolwiek_ to dawanie mu sygnału: ty jesteś dla mnie ważny. To budowanie relacji z dzieckiem.

                        Cytat
                        Tak, rodzic powinien pokazać dziecku, że może olać rzeczy, które mu się w szkole nie podobają i że pała za brak zeszytu jest po prostu zabawna - w ten sposób szkoła przestaje mieć władzę nad dzieckiem.


                        Lubisz patrzeć długofalowo, z tego co widzę - pała za brak zeszytu jest zabawna, za to wywalenie z pracy za granie w MMO zamiast wypełniania arkusza kalkulacyjnego to dopiero fun, nie? Skoro można w szkole olać to, co się nie podoba, to można tak i w pracy. I w ogóle, w życiu.

                        Przeraża mnie lekkość, z jaką się wypowiadasz. To są bardzo skomplikowane kwestie tak naprawdę. Kto ma decydować o tym, co w szkole można olać? 9-latek? Pytanie, czy 9-latek będzie w stanie sam ponieść ciężar konsekwencji swoich decyzji (w końcu ty się nie wtrącasz, nie)? czy każdy 9-latek? czy ten konkretny 9-latek?
                        Mam takie poczucie, że pisząc o sobie, o tym, że rodzice przerzucili na ciebie odpowiedzialność za szkołę, nie sięgasz pamięcią tak bardzo wstecz, bo pamięć bywa zawodna. Może sięgasz do czasów późnej podstawówki, czy szkoły średniej, a nie do nauczania początkowego...?


                        No więc, wracając do tematu: moją rolą jest zgodzenie się z dzieckiem, że tak, pała za brak zeszytu jest być może idiotyczna, być może jest nawet zabawna. Moją rolą jest wypowiedzenie się - autentyczne - że tak, też uważam, że pewne zasady są kretyńskie. Ale moją rolą jest też postawienie granic i wydanie nakazów, i sorry, stary, ale zeszyt masz mieć spakowany.

                        I być może tak samo jak pakowanie plecaka do szkoły nie podoba ci się przechodzenie na zielonym świetle i pasach, i tak, być może uważasz mandat za złe parkowanie za najbardziej funny rzecz na świecie; najprawdopodobniej również nie lubisz mycia zębów, ja też nie znoszę, bo mam nadwrażliwość w pysku - problem polega na tym, drogie dziecko, że mogę ci dać ponieść konsekwencje niemycia zębów, ale nie widzę celu ani tego, by cię bolało, ani tego, bym wydawała 8 stówek na twoje leczenie kanałowe, więc won do łazienki i ząbki szoruj.

                        I tak, teoretycznie nic się nie stało, że zapomniałeś tego zeszytu.
                        Ale wiesz, to nie musiał być zeszyt. To mogła byc twoja działka we wspólnym projekcie naukowym, który przygotowywałeś z kolegami. Nadal jest to twoja odpowiedzialność i twoje konsekwencje?
                        Ale wie pan, to mógł być równiez projekt, na który dzisiaj był deadline. Rozumiem, że pan zapomniał. Ale pan również rozumie, że panu nie zapłacę? Mysli pan, że w banku, gdzie pan ma kredyt, równiez zrozumieją, że zmuszanie pana do pilnowania deadline'u to naruszanie pańskiego prawa do samostanowienia?


                        Cały wic w tym, że nie wszystko trzeba sprawdzać empirycznie. I nie zawsze trzeba się uczyć na własnych błędach.

                        I teraz, do czego zmierzam. Jeśli chcesz mądrze to rozegrać - zabierz dziecko ze szkoły, po prostu, aby nie musiało przestrzegać tych bzdurnych wg ciebie zasad (przy czym, zdajesz sobie oczywiście sprawę, że w Polsce nie ma dowolności w homeschoolu - dziecko nadal musi zaliczyć obowiązujący program nauczania, co więcej, zostanie za to ocenione).
                        Ale mimo wszystko, póki dziecko chodzi do tej beznadziejnej szkoły - nie uczyłabym dziecka, że jeśli zasady obowiązujące w danym miejscu uważa za denne i beznadziejne, to może sobie je radośnie olać. Bo to akurat do niczego dobrego nie prowadzi. I mała szansa jest, ze twoje dziecko będzie Stevem Jobsem czy Billem Gatesem, niestety. Nie wystarczy do tego bycie kiepskim uczniem i manie wyje..ane na system szkolny.
                        • budzik11 Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 09:28
                          Bardzo fajnie napisane. Szkoła (system szkolny) uczy nie tylko czytania, pisania, liczenia, generalnie nie jest tylko do przekazania wiedzy, ale uczy też życia. Tego, że są pewne zasady, obowiązki, hierarchia itp. ważne w dalszym życiu sprawy.
                          Można wpajać młodemu człowiekowi, że pała za zapomnienie zeszytu jest głupia. Ale młody człowiek może nabrać przekonania, że 1. zasad nie trzeba przestrzegać. 2. konsekwencje tego nie mają znaczenia. 3. nie ma nad nami władzy, hierarchii, można olać nauczyciela, w przyszłości szefa itd.
                          Nie wiem, czy znasz, jeśli nie - polecam szczerze - film dokumentalny "Nadopiekuńczy rodzice, dzieci spod klosza". Jedną z bohaterek jest dziewczyna ogólnie inteligentna, wykształcona, ale wychowana "bezstresowo" - "pała za brak zeszytu? nie martw się kochanie, nauczyciel jest głupi, mamusia i tak cię kocha". Dziewczyna była wywalana z wielu kolejnych etatów, w końcu założyła własną firmę, która też upadła, ponieważ dziewczyna robiła tylko to, co chciała, co jej odpowiadało, nie to, co musiała zrobić. Nie wywiązywała się z obowiązków, nie płaciła podatków, papierkami się nie bawiła, bo nie lubiła. W końcu, z ogromnymi długami, wróciła na utrzymanie rodziców w wieku >30l.
                          • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 10:11
                            Cytat
                            Szkoła (system szkolny) uczy nie tylko czytania, pisania, liczenia, generalnie nie jest tylko do przekazania wiedzy, ale uczy też życia. Tego, że są pewne zasady, obowiązki, hierarchia itp. ważne w dalszym życiu sprawy.


                            Oczywiście, przy czym ja nadal jestem zwolenniczką edukacji domowej, jak i Aleksandra. Różnica polega na tym, że ona jeszcze wierzy w euforyczne pitolenie obecne na stronach homeschoolowych, a ja wolę empirię. I z pierwszej ręki wiem, że efektywny homeschool to nie jest swobodne puszczenie dziecka na wody oceanu nauki, aby sobie podryfowało po nim tak, jak chce i lubi. Uważam, że edukacja domowa jest dobra, nie ośmieliłabym się postawić tezy, że dla każdego dziecka - zresztą moi znajomi, którzy mają dzieci całe stado, potwierdzają to - i rodzaj edukacji dopasowują pod konkretne dziecko (więc część chodzi do szkoły publicznej, część do prywatnej, część uczy się w domu, część skończyła edukację domową na etapie gimnazjum, najstarsza córka właśnie uczy się w domu do matury). W ogóle nie lubię stawiać tez w stylu "szkoła jest lepsza", "homeschool jest lepszy", bo jednak wolę rozważyć konkretny przypadek, konkretnej rodziny i konkretnego dziecka w tej rodzinie.

                            I podejście pt. "wyłączmy zdrowy rozsądek, każde dziecko jest gotowe na hs, będzie cudownie i w ogóle" jest podejściem wyjątkowo niefrasobliwym. I generalnie to jest ciężka harówa. Dająca sporo satysfakcji, ale jednak nadal jest to harówa - myślę, że tego sobie Aleksandra sprawy nie zdaje. Bo oprócz zapewnienia edukacji, sporo trzeba się nakombinować, aby umożliwić dziecku poznanie hierarchii typu szkolnego i innych struktur, w jakich bedzie mu dane w życiu funkcjonować. I czasem jest to możliwe, a czasem nie, wbrew temu, o czym donosi część stron o hs, że zawsze jest możliwe. To znaczy tak, zawsze jest możliwe, ale czasem koszty sa niewspółmierne do zysków.

                            Zresztą, to temat rzeka jest. A ja sobie obiecałam, że nie będę dyskutować o hs na forum, bo nie mam czasu wink.
                            • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 13:32
                              mama_kotula napisała:

                              > Bo oprócz zapewnienia edu
                              > kacji, sporo trzeba się nakombinować, aby umożliwić dziecku poznanie hierarchii
                              > typu szkolnego i innych struktur, w jakich bedzie mu dane w życiu funkcjonować

                              No tego to, wybacz, w ogóle nie łapię. Że dziecko ma się nauczyć hierarchii, wykonywania poleceń i co będzie potem, jak mu coś szef każe.
                              Hierarchia szkolna to sztuczny twór, nie występujący nigdzie, no może w wyjątkowo wrednych korporacjach oraz w więzieniach. Nigdzie później dziecko nie będzie już podlegało w taki sposób władzy dorosłych. Ta nauka hierarchii w szkole przeszkadza w późniejszym życiu, nie pomaga. Nie każdemu dziecku udaje się ocalić własną autonomię i niektóre dają się potem poniewierać szefowi lub politykom, bo tak było w szkole, bo "takie jest życie".
                              A moim zdaniem życie takie nie jest i zasad panujących wśród ludzi uczymy się w grupie ludzi, nie w szkole. W grupie ludzi trzeba przestrzegać granic innych osób, inaczej poniesiemy nieprzyjemne konsekwencje. Tak jak w życiu.
                              Wierzę też, że każdy może zarabiać na życie w taki sposób, by nie musieć wykonywać poleceń, które uważa za bezsensowne. A jeśli tak się zdarzy, to dziecko, które nie chodziło do szkoły, głupie nie jest i zdążyło się nauczyć, że czasem trzeba zrobić coś jego zdaniem bez sensu, by coś osiągnąć. Tego nas uczy życie, nie szkoła.
                              • budzik11 Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 14:21
                                aleksandra1357 napisała:

                                > Wierzę też, że każdy może zarabiać na życie w taki sposób, by nie musieć wykony
                                > wać poleceń, które uważa za bezsensowne.

                                Ci "źli uczniowie", poza nielicznymi wyjątkami, zwykle kokosów nie zbijają, bo zostają kopaczami rowów czy innymi pomocnikami murarza. A tu, niestety, hierarchia jest bardzo wyraźna i cała praca polega na wykonywaniu poleceń. Więc albo marzymy o świetlanej przyszłości dziecka w jakimś fajnym, wolnym zawodzie i dbamy o jego edukację w tym kierunku, albo może sobie być złym uczniem i "sobie nie zdawać" (ważne, że będzie kochane).
                                • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 15:05
                                  budzik11 napisała:

                                  > aleksandra1357 napisała:
                                  > Ci "źli uczniowie", poza nielicznymi wyjątkami, zwykle kokosów nie zbijają, bo
                                  > zostają kopaczami rowów czy innymi pomocnikami murarza. A tu, niestety, hierarc
                                  > hia jest bardzo wyraźna i cała praca polega na wykonywaniu poleceń. Więc albo m
                                  > arzymy o świetlanej przyszłości dziecka w jakimś fajnym, wolnym zawodzie i dbam
                                  > y o jego edukację w tym kierunku, albo może sobie być złym uczniem i "sobie nie
                                  > zdawać" (ważne, że będzie kochane).

                                  Aleksandra jest przekonana, że skoro szkoła jest ZŁA, to bycie złym uczniem będzie długofalowo przynosiło korzyści, bo jest sprzeciwieniem sie złemu systemowi. Grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne idą tam, gdzie chcą. Wszystko to działa bardzo fajnie, szkoda tylko, że nie działa ;P.

                                  Jeśli marzymy o fajnym wolnym zawodzie dla dziecka, to - niezależnie, czy w szkole, czy poza nią - zapewniamy dziecku najlepsze w tym celu narzędzia edukacji. Pozwalamy mu ponosić porażki, takie, na jakie dziecko stać, i, co nie mniej ważne: na jakie stać nas. Mam wrażenie, że w wywodach Aleksandry brakuje "ja" rodzica, najważniejsze staje się dziecko i tylko dziecko. Co nie jest dobre ze względów wiadomych.
                                  Pytanie - ile razy pozwolimy dziecku repetować klasę? raz, dwa, siedem? generalnie tak, to nie ma znaczenia. W teorii. Czy stać nas na to, że po czwartym repetowaniu klasy drugiej dziecko do nas przyjdzie i powie, że ono jednak ma w tyłku naukę, bo to nie dla niego, zatem kupi sobie flet i zostanie objazdowym szczurołapem? To wszystko trzeba rozważyć, zanim da się dziecku - małemu - zupełnie wolną rękę w decydowaniu o sobie.

                                  Doskonale rozumiem Aleksandrę, bo kiedyś też sobie łeb napakowałam takimi okrągłymi teoryjkami o sukcesie i tak dalej. I też chromoliłam, że mi się udało osiągnąć <coś tam> to tobie się też uda, wystarczy tylko chcieć i ruszyć odwłok, pomyśleć outside the box, takie tam.
                                  A potem hau, hau, hau, szczek, szczek, szczek. Bo ludzie mają różne predyspozycje własne, ludzie są różni, i to, że ja w ciągu 3 miesięcy nauczyłam się programować od zera na iOS, założyam własną firmę i trzepię kasę, nie oznacza, że ty się tak możesz- bo być może masz uzdolnienia w innych kierunkach, być moze nie masz ich wcale, być może jesteś idealnie predysponowany do bycia korpoludkiem i żaden nawet najlepszy homeschool tego nie zmieni. A być może zwyczajnie cię na to nie stać, aby przez jakiś czas robić przez 3 dni projekt za 30usd.

                                  Ja bym bardzo chciała, aby świat był tak prosto skonstruowany, jak w wypowiedziach Aleksandry. Naprawdę.

                                  • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 15:45
                                    > Ja bym bardzo chciała, aby świat był tak prosto skonstruowany, jak w wypowiedzi
                                    > ach Aleksandry. Naprawdę.

                                    Oj tam, od razu prosto wink
                                    Bardzo mądrze to wszystko wywiodłaś, nie przeczę i nic Twojemu rozumowaniu nie mogę zarzucić, ale nie rozumiem za bardzo, gdzie jest ta sprzeczność między nami. Bo ja piszę slogany na cześć ED, żyję w utopii i nie mam kontaktu z rzeczywistością?
                                    Tak źle ze mną nie jest.
                                    Co umie uczeń po publicznym gimnazjum? Co umie przeciętny maturzysta? Jaką część tej wiedzy wykorzysta w późniejszej pracy? Śmiem twierdzić, że znikomą.
                                    Wydaje mi się, że państwowe świadectwa, magistry i doktoraty będą pomału tracić na znaczeniu, liczyć się będą umiejętności i pasja.
                                    Oczywiście, że są dzieci mniej i bardziej zdolne. Ale te mniej zdolne w systemie też dużo tracą - może mają jakieś inne talenty, poza stricte intelektualnymi, które nie zostają odkryte.

                                    Bo ludzie mają różne predyspozyc
                                    > je własne, ludzie są różni, i to, że ja w ciągu 3 miesięcy nauczyłam się progra
                                    > mować od zera na iOS, założyam własną firmę i trzepię kasę, nie oznacza, że ty
                                    > się tak możesz

                                    Oczywiście, że nie każdy tak może. Najbardziej nie może ten, co nie chce. Nie chcę zbawiać ludzkości homeschoolingiem i nie twierdzę, że każde dziecko wyjęte z systemu będzie geniuszem. Ale twierdzę, że każde dziecko, i to zdolne i to mało zdolne, na opuszczeniu szkoły może tylko zyskać: emocjonalnie, osobowościowo, a także intelektualnie.
                                    Jeśli jakiś homeschooler do niczego się nie nadaje i nic nie osiąga, to prawdopodobnie po szkole tradycyjnej byłoby z nim jeszcze gorzej. Tak samo jak dziecko, które w szkole demokratycznej nie zdaje egzaminu do następnej klasy - kto powiedział, że w szkole tradycyjnej by zdało?

                                    Czy stać nas na to, że po czwartym repe
                                    > towaniu klasy drugiej dziecko do nas przyjdzie i powie, że ono jednak ma w tyłk
                                    > u naukę, bo to nie dla niego, zatem kupi sobie flet i zostanie objazdowym szczu
                                    > rołapem?

                                    Mylisz moją wizję z jakąś totalną wolnością, która nie istnieje. Ja także mam swoje granice i dziecko nie ma prawa ich przekraczać. To znów nie jest ta sztuczna szkolna rzeczywistość, tylko życie:
                                    w takiej sytuacji porozmawiałabym szczerze z moim dzieckiem: że może tylko raz powtarzać klasę ze względu na to, że ja je utrzymuję i nie zamierzam tego robić w nieskończoność.
                                    • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 16:16
                                      Cytat
                                      w takiej sytuacji porozmawiałabym szczerze z moim dzieckiem: że może tylko raz powtarzać klasę ze względu na to, że ja je utrzymuję i nie zamierzam tego robić w nieskończoność.


                                      Ok. Wyobraźmy sobie sytuację, że dziecko sobie radośnie zlekceważy twoje napomnienie ze szczerej rozmowy i nie zacznie czynić nic w kierunku aby zdać do następnej klasy, krótko mówiąc - nie wyciągnie wniosków.
                                      Zakładasz wtedy twoją ingerencję w jego proces nauki, jakiś system kontroli, czy będziesz konsekwentnie przyznawać mu prawo do samostanowienia?

                                      Cytat
                                      Nie c
                                      > hcę zbawiać ludzkości homeschoolingiem i nie twierdzę, że każde dziecko wyjęte
                                      > z systemu będzie geniuszem. Ale twierdzę, że każde dziecko, i to zdolne i to ma
                                      > ło zdolne, na opuszczeniu szkoły może tylko zyskać: emocjonalnie, osobowościowo
                                      > , a także intelektualnie.


                                      O, i tu się różnimy. Nie twierdzę, że każde dziecko zawsze zyska na homeschoolu. Choćby dlatego, że wbrew temu, co twierdzą strony hs - nie każdy rodzic będzie umiał homeschoolować, mimo doskonałych intencji; i nie każdy rodzic ma predyspozycje do homeschoolowania, i nie mówię tu o predyspozycjach nauczycielskich, wiedzy itp, ale o np. stylu życia, predyspozycjach osobowościowych.

                                      Tu masz przykład, jak bardzo niektóre osoby nie nadają się do edukacji domowej . I jak bardzo jej idea homeschoolu jest hm, inna. A przecież dzieci nie są w szkole, więc mogą tylko zyskać, nie?

                                      education.penelopetrunk.com/2011/11/11/a-day-in-the-life-of-a-homeschooler/
                                      • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 16:23
                                        Cytat
                                        nie każdy rodzic ma predyspozycje do homeschoolowania, i nie mówię tu o predyspozycjach nauczycielskich, wiedzy itp, ale o np. stylu życia, predyspozycjach osobowościowych.


                                        Od razu uprzedzę twój komentarz: tak, wiem, sporo nauczycieli tez nie ma predyspozycji. Natomiast w przypadku złego nauczyciela w szkole relacje dziecko-nauczyciel nie są tak ważne, jak w przypadku nieudolnie homeschoolującego rodzica (nieudolnie choćby z powodu: nie lubię tego, ale uważam to za właściwe) - i oprócz spieprzenia edukacji dochodzi duże ryzyko spieprzenia sobie relacji z dzieckiem.
                                      • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 23:07
                                        mama_kotula napisała:


                                        > Ok. Wyobraźmy sobie sytuację, że dziecko sobie radośnie zlekceważy twoje napomn
                                        > ienie ze szczerej rozmowy i nie zacznie czynić nic w kierunku aby zdać do nastę
                                        > pnej klasy, krótko mówiąc - nie wyciągnie wniosków.
                                        > Zakładasz wtedy twoją ingerencję w jego proces nauki, jakiś system kontroli, cz
                                        > y będziesz konsekwentnie przyznawać mu prawo do samostanowienia?

                                        Jeśli dziecko przekracza moje granice - ingeruję i to ostro. Nie jakieś wydumane zasady, że trzeba nakleić coś w książeczce, bo się dostanie smutne słoneczko, tylko normalne międzyludzkie zasady. Jeśli mam zasadę, że dziecko może nie zdać tylko raz, a dziecko to olewa, to opracowuję z nim plan: jakie proponuje rozwiązanie (nie uczę się), co ja proponuję (4 h nauki dziennie), na to dziecko, że godzina dziennie i że bez pisania, na to ja, że dwie godziny dziennie, w tym 5 minut pisania. Spisujemy postanowienia, wieszamy, trzymamy się ich. Jak dziecko się nie trzyma postanowień, pytam dlaczego i renegocjujemy.
                                        Zresztą, o czym ja mówię. Jak nie zda, to wraca do publicznej szkoły, a tam trzeba się bardzo postarać, żeby nie zdać.

                                        > . Choćby dlatego, że wbrew temu, co twierdzą strony hs - nie każdy rodzic będzi
                                        > e umiał homeschoolować, mimo doskonałych intencji;

                                        Zgoda, dlatego ja jestem za grupowych homeschoolem tudzież unschoolem, gdzie rodzice się wymieniają albo jest wynajęty nauczyciel do grupy. To daje dzieciom szersze perspektywy, oddech, nie zamyka ich w domowym piekiełku.
                                        Piszesz, że relacja z matką-nauczycielem jest nieporównanie ważniejsza niż z nauczycielem w szkole. I tak i nie, bo mogę sobie wyobrazić sytuację, kiedy dziecko widzi zabieganych rodziców przez godzinę dziennie, a panią w szkole przez 8 h. Bywa tak, że relacja nawiązana z nauczycielem zmienia życie dziecka.
                                        A po trzecie ja nie lubię takiego sprowadzania nauczania domowego do siedzenia z mamusią nad podręcznikiem. Dlatego bliższy mi jest unschooling. Rodzice dzieci 10-letnich i starszych uczonych domowo, najczęściej się z dziećmi nie uczą. Podpowiadają to i owo, zabierają w ciekawe miejsca, zapisują na warsztaty, czasem coś wyjaśniają. Ale dziecko uczy się samo i jest to naturalne. Sama to zresztą pamiętam ze szkoły, że w szkole najczęściej traciło się czas, a prawdziwa nauka to była wieczorem przed klasówką. Więc w homeschoolu zostawiamy tylko to wieczorne, samodzielne uczenie się. "Przekazywanie wiedzy" jest przereklamowane, tylko mała część wiedzy musi być przekazana przez kogoś.

                                        A ten Twój przykład to rzeczywiście masakra. Nie homeschool tylko hyperschool. Ale z drugiej strony pomyśl, jakby wyglądało życie tych dzieci w szkole publicznej - chodziłyby na zajęcia dodatkowe do 22.
                                        • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 23:20
                                          Cytat
                                          A po trzecie ja nie lubię takiego sprowadzania nauczania domowego do siedzenia z mamusią nad podręcznikiem. Dlatego bliższy mi jest unschooling. Rodzice dzieci 10-letnich i starszych uczonych domowo, najczęściej się z dziećmi nie uczą. Podpowiadają to i owo, zabierają w ciekawe miejsca, zapisują na warsztaty, czasem coś wyjaśniają. Ale dziecko uczy się samo i jest to naturalne.


                                          Ech, i co ci mam napisać po raz kolejny? Że ja to wszystko wiem i się z tobą zgadzam, ALE - po raz kolejny to ALE - ale homeschoolując w PL musisz realizować konkretny program. Tak, mozesz robić więcej, to ci wolno. A program i tak musisz zrealizować, choćby w wersji minimum, a jednak. A jak ci dzieciątko lat 10 i więcej, uczone domowo, wypnie się na program, bo będzie wolało warsztaty z robotyki i wizyty w skansenie, zamiast hodować i obserwować ryby pod kątem przystosowań do środowiska wodnego (bo to przewiduje program), to twoje teorie pójdą się, ekhem, rozmnażać.

                                          Staraj się odnieść swoje teorie do realiów, nie do tego, co wyczytasz w necie.

                                          A opis postanowień i negocjacji z dzieckiem sprawił, że ponownie prawie sobie odeśmiałam dupę. Ileż to lat liczy sobie twoje starsze dzieciątko, przypomnij mi? ;P
                                          • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 23:32
                                            mama_kotula napisała:

                                            > A program i tak musisz
                                            zrealizować, choćby w wersji minimum, a jednak.

                                            Opanowanie programu w wersji minimum z całego roku zabierze dziecku tydzień. Poza tym dużo zależy od szkoły, do której dziecko jest zapisane. Nie ma standardów egzaminowania homeschoolerów i elastyczny nauczyciel może zaliczyć jakiś projekt jako egzamin, choć nijak się on ma do podstawy programowej (przykład: w fundacji Bullerbyn dziewczynka zaliczyła przyrodę w 4 klasie pokazując egzaminatorowi swój projekt o morświnach, które uwielbiała).

                                            > A opis postanowień i negocjacji z dzieckiem sprawił, że ponownie prawie sobie o
                                            > deśmiałam

                                            Zaczerpnęłam go z mądrych książek, bo chciałam Ci zaimponować, ale widzę, że znów mi się nie udało. Tak naprawdę w takich przypadkach stosuję zwykle przemoc w czystej postaci, szantaż emocjonalny, manipulację, wyzwiska i obelgi. Co nie zmienia faktu, że opisaną utopię uważam za punkt docelowy, ideał, do którego dążę.
                                            A moje dziecko ma już 6 lat (teraz się możesz pośmiać smile.

                                            Już za rok Ci napiszę, jak moje dziecko, zostawione samo sobie, nie umiejące pisać, czytać ani liczyć, zdało egzamin do drugiej klasy.
                                            • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 23:40
                                              aleksandra napisała:
                                              Cytat
                                              <wszystko co napisała Aleksandra>


                                              Dobrze, ja się poddaję, wygrałaś <powiedziała mama_kotula i schowała wiewiórkę w obliczu konfrontacji z murem oporowym>.
                                              • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 26.04.14, 00:00
                                                mama_kotula napisała:

                                                > Dobrze, ja się poddaję, wygrałaś

                                                Piszesz tak tylko dlatego, że chcesz iść spać tongue_out
                                            • jakw Re: brak obowiązkowości 26.04.14, 11:14
                                              aleksandra1357 napisała:
                                              > Opanowanie programu w wersji minimum z całego roku zabierze dziecku tydzień.
                                              Żadne dziecko nie nauczy się choćby czytać w tydzień od całkowitej nieumiejętności czytania, nawet jeśli uczyłoby się po 12 godzin dziennie (a nie będzie, bo skończy się to wielkim fochem). A opanowanie tej umiejętności plus trochę matematyki i sporo pisania to jest właśnie podstawowy program klasy I. Pisać też non stop przez ten tydzień nie będzie - nie da rady fizycznie (a nauczyciel pewnie nie da rady psychicznie wink). Podejrzewam, że i miesiąc dla pierwszaka, który nie umie jeszcze czytać i pisać byłoby za mało.
                                              Tak samo 10-latek nie opanuje w 3 tygodnie materiału klas IV-VI (do tego sprowadza się twoje twierdzenie o tygodniu na opanowanie materiału 1 klasy), a gimnazjalista w 3 tygodnie nie przygotuje się do egzaminu gimnazjalnego. Dlatego, że opanowanie np. matematyki czy fizyki wymaga zrobienia pewnej ilości zadań, historii czy biologii w wersji minimum po prostu zakucia tego i owego, a przerobienie programu z polskiego zakłada przeczytanie iluś tam lektur i wypowiedzenie się na ich temat. I tego wszystkiego nie da się zrobić nakładem 40-tu czy nawet 60-ciu godzin pracy na cały rok szkolny. A opanować trzeba bo prędzej czy później ktoś to sprawdzi. I nie będzie liczyło się to, że z fizyki delikwent czytuje podręczniki akademickie (takiej wiedzy nikt nie będzie sprawdzał) skoro ma problem z napisaniem prostej wypowiedzi o jakimś Kaziu.
                                              • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 26.04.14, 21:57
                                                jakw napisała:

                                                > aleksandra1357 napisała:
                                                > > Opanowanie programu w wersji minimum z całego roku zabierze dziecku tydzień.

                                                > Żadne dziecko nie nauczy się choćby czytać w tydzień od całkowitej nieumiejętno
                                                > ści czytania, nawet jeśli uczyłoby się po 12 godzin dziennie (...) I tego wszystkiego nie da się zrobić nakładem 40-tu czy na
                                                > wet 60-ciu godzin pracy na cały rok szkolny.

                                                Mi bardziej chodziło o to, że jak dziecko z IV klasy załóżmy do maja nie zajrzało do przyrody czy historii, to zdoła w tydzień opanować minimum podstawy programowej, czyli tak, by zdać egzamin na ocenę dopuszczającą. Z polskim, matematyką oraz angielskim nieco trudniej, przyznaję, ale też dziecko opanowuje treści z tych przedmiotów mimowolnie: lektury rodzice przeczytają na dobranoc, matematyki nauczy się grając w monopol itd. Jeśli pisać będzie bardzo słabo i niewprawnie, to dostanie gorszą ocenę, ale na pewno żaden egzaminator z tego powodu nie postawi oceny niedostatecznej, jeśli dziecko wykaże inne umiejętności.

                                                Ja ostatnio doszłam do wniosku, że jak by taki dość zdolny 15-latek opanował jedynie czytanie, pisanie i liczenie w zakresie do 100 i nic poza tym i miał 3 lata do matury, to w te 3 lata spokojnie może się do niej przygotować i zdać na maksymalną ilość punktów, przy odpowiedniej motywacji.
                                                Czyli do 15 roku życia dziecko może teoretycznie zająć się tym, co je interesuje, tylko musi niestety opanować podstawę programową na dopuszczający, żeby przechodzić z klasy do klasy, co nie powinno mu zająć dłużej niż miesiąc-dwa w roku.
                                                • jakw Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 00:54
                                                  aleksandra1357 napisała:
                                                  > Mi bardziej chodziło o to, że jak dziecko z IV klasy załóżmy do maja nie zajrza
                                                  > ło do przyrody czy historii,
                                                  Gorzej, jeśli nie zajrzało i do przyrody, i do historii... Przy czym tydzień to może być jednak za mało - w podstawówce to są rzeczy dość pamięciowe i przeciętny człowiek może mieć jednak trudność z zapamiętaniem wszystkich potrzebnych do egzaminu rzeczy w ciągu tygodnia.
                                                  > Z polskim, matematyk
                                                  > ą oraz angielskim nieco trudniej, przyznaję, ale też dziecko opanowuje treści z
                                                  > tych przedmiotów mimowolnie: lektury rodzice przeczytają na dobranoc, matematy
                                                  > ki nauczy się grając w monopol itd.
                                                  Grając w monopol to matematyki można nauczyć się na poziomie najwyżej III klasy sp. Wypracowania mimowolnie się nie napisze wink

                                                  Jeśli pisać będzie bardzo słabo i niewprawn
                                                  > ie, to dostanie gorszą ocenę, ale na pewno żaden egzaminator z tego powodu nie
                                                  > postawi oceny niedostatecznej, jeśli dziecko wykaże inne umiejętności.
                                                  Pod warunkiem, że dziecko dostanie możliwość wykazania tych innych umiejęteności. Bo może też być tak: "To wymień greckich bogów. Nie umiesz? Pała. Nie obchodzi mnie, że umiesz liczyć całki. Przecież zdajesz egzamin z historii."
                                                  >
                                                  > Ja ostatnio doszłam do wniosku, że jak by taki dość zdolny 15-latek opanował je
                                                  > dynie czytanie, pisanie i liczenie w zakresie do 100 i nic poza tym i miał 3 la
                                                  > ta do matury, to w te 3 lata spokojnie może się do niej przygotować i zdać na m
                                                  > aksymalną ilość punktów, przy odpowiedniej motywacji.
                                                  Robisz założenia, które wcale nie muszą być prawdziwe: dość zdolny 15-latek i odpowiednia motywacja wink
                                                  Btw masz na myśli rozszerzoną z jakiegoś przedmiotu czy podstawową z polskiego, matmy i języka? O ile matura 3P jest rzeczywiście dość prosta, o tyle 15- czy 16-latek może mieć jednak pewną trudność w całkowicie samodzielnym przygotowaniu się do matury rozszerzonej, przynajmniej z niektórych przedmiotów tak, żeby to zdać na maksa (lub blisko maksa). Zwłaszcza jeśli nie widział przedtem fizyki , chemii, twierdzenia Pitagorasa i rozprawki na oczy. Wydaje mi się, że z polskiego (pewnie jeszcze z historii czy wosu) ktoś powinien sprawdzać jego wypracowania, a z matematyki/fizyki/chemii jakiś spec powinien czasem przejrzeć zapisy jego rozwiązań.

                                                  >Czyli do 15 roku życia dziecko może teoretycznie zająć się tym, co je interesuj
                                                  > e, tylko musi niestety opanować podstawę programową na dopuszczający, żeby prze
                                                  > chodzić z klasy do klasy,
                                                  Nie może - bo podstawa programowa jw czyli obejmująca liczenie do 100 , tudzież wyłącznie pisanie i czytanie to jest mniej więcej zakres II-III klasy, ale nie gimnazjum , tylko podstawówki... Więc nikt nie postawi dopuszczającego uczniowi klasy IV, V sp czy I gim , który będzie prezentował wyłącznie takie umiejętności. Zwłaszcza jeśli egzamin będzie dotyczył np. geografii...


                                                  >co nie powinno mu zająć dłużej niż miesiąc-dwa w roku
                                                  Tak ci się pewnie wydaje. Na pewno nie może być to miesiąc czy dwa jednym ciągiem - raczej 2 dni w tygodniu przez cały rok. Nie wiem jak wygląda zaliczanie hs w przypadku wf, plastyki czy zajęć technicznych - być może uczeń powinien zgromadzić jakieś prace, ale wtedy to pewnie wyjdą z tego ze 3 dni w tygodniu. I to raczej w podstawówce. W gimnazjum jest kilkanaście przedmiotów, z czego kilka dość istotnych. Na zdanie ich na dop-a na pewno nie wystarczy po prostu przeczytać podręcznik. Oj, widać, że masz dziecię w wieku raczej młodszym...wink
                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 01:36
                                                    Cytat
                                                    Nie wiem jak wygląda zaliczanie hs w przypadku wf, plastyki czy zajęć technicznych


                                                    Z tych przedmiotów nie ma egzaminów.

                                                    No więc, ja jestem zdecydowana na ED od września, szkoła wybrana dzisiaj po konsultacjach ze znajomymi homeschoolerami.

                                                    Przy czym ja na to patrzę realnie - moje bardzo zdolne dzieci nie opanują podstawy w ciągu tygodnia, ani nawet miesiąca. Bo nie. Znaczy technicznie byłyby w stanie zrobić to w miesiąc. Ale wtedy musiałyby robić tylko rzeczy z podstawy przez kilka godzin dziennie - gdyż nie jest to już pierwsza klasa podstawówki, gdzie wystarczy dodawać do 5 i składać literki, co miały opanowane dawno temu. A to by było nudne. Poza tym ich nie zadawala opcja minimum. Mnie zresztą też nie.

                                                    A ja nie po to zdecydowałam się na ED, aby dziecko karmić programem szkolnym na zasadzie "byle szybciej". Od tego jest szkoła.

                                                    Jakw - Aleksandra ma dość mgliste pojęcie o szkole, rzeczywistości szkolnej, nauce, i psychice dziecka w wieku szkolnym. O unschoolingu/homeschoolingu też raczej mgliste. Ale życzę jej powodzenia.



                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 01:57
                                                    A wszystkie podstawy i programy nauczania są tutaj, dla zapoznania się:

                                                    szkolysalomon.pl/ (po kliknięciu odpowiednio w "szkoła podstawowa" i tak dalej).

                                                    Mam poczucie, że ci od opanowywania w tydzień ich nie widzieli. Tych podstaw.
                                                  • jakw Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 09:40
                                                    No cóż, ja ćwiczę ostatnio "domowe nauczanie" programu szkolnego klasy I bo dziecię poważnie się skontuzjowało (sport to zdrowie...). I jakoś, niestety, nie zechciało w ciągu tygodnia choćby dokończyć opanowywania materiału klasy I z 2-go semestru. No fakt, że ja na nauczyciela się nie nadaję , a dziecię może nie jest wystarczająco zdolne.
                                                    Ale też nie wyobrażam sobie, że moje starsze dziewczę tak całkiem samo opanowałoby w tydzień program jakiegoś przedmiotu dowolnej klasy gimnazjum. Zwłaszcza jeśli byłaby to działka, która interesuje ją, hm, średnio.A ona geniuszem może nie jest, ale jest całkiem zdolna.
                                                    Oczywiście, home schooling w wersji "lecimy po podręczniku" to pewnie nie powinien występować , ale na pewno trzeba jakoś ten program w organizacji zajęć uwzględniać. Nie wydaje mi się, żeby można było cały rok bujać w obłokach i obserwować układy słoneczne w odległych galaktykach, a miesiąc przed egzaminem rzucać się do podręczników, żeby opanować historię czy biologię.
                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 10:31
                                                    Cytat
                                                    Oczywiście, home schooling w wersji "lecimy po podręczniku" to pewnie nie powinien występować , ale na pewno trzeba jakoś ten program w organizacji zajęć uwzględniać. Nie wydaje mi się, żeby można było cały rok bujać w obłokach i obserwować układy słoneczne w odległych galaktykach, a miesiąc przed egzaminem rzucać się do podręczników, żeby opanować historię czy biologię.


                                                    W przypadku dziecka lat 8 pewnie nie.
                                                    W przypadku dziecka lat 15 mogłabym się pokusić o taką teorię - bo jest to do zrobienia.

                                                    Przy obserwacjach astronomicznych można zahaczyć o historię, filozofię, trochę religii na dodatek, matematykę, trygonometrię, trygonometrię sferyczną - do tego można wyjasnić mechanizm powstawania różnych teorii (na przykładzie ewolucji teorii budowy układu słonecznego). Chodzi mi o to, że da się uwzględnić realizację programu w tym, co dziecko robi, lubi robić i czym się interesuje. Przykładowo - w 4 klasie na przyrodzie jest rozdział o obserwacjach i eksperymentach - wielkie pole do popisu, można to bardzo fajnie rozwijać podczas HS i potem na eksperymentach oprzeć całość programu.
                                                    Nikt nie powiedział, że o rybach masz się uczyć z książki. Idź popatrz na akwarium i pomyśl, co sprawia, że ryba jest dostosowana do swojego środowiska.

                                                    Oczywiście, jest opcja, że dziecka hobby to granie w majnkraft, a nie wzniosła naukowa pasja. Wtedy można spróbować z tymże dzieckiem na kompromis pójść, grasz stary - ale masz tu serwer Skrafty, tam są lekcje oparte na zabawie w majnkraft. Przerobisz lekcję (są świetne - dla dzieci polskich dodatkowy bonus do nauki angielskiego), to potem idź sobie zagraj na normalnym survivalu. I tak, programy lekcji na skrafty nie są zgodne z polskim programem, ale jak rodzic dobrze pokombinuje, to się uda coś wypracować.

                                                    I tak, wiadomo, że wszystkiego nie omówi sie oglądając gwiazdy, ale dużo, bardzo dużo można wepchnąć w każdą aktywność na co dzień. Jak rodzic zrobi to sprawnie, to uda mu się program cały zrealizować. Ale to wymaga podejścia innego, niż "jak ci się coś w szkole nie podoba, to możesz to olać" oraz "masz prawo do samostanowienia, rób co chcesz".

                                                  • jakw Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 13:43
                                                    mama_kotula napisała:
                                                    > Przy obserwacjach astronomicznych można zahaczyć o historię, filozofię, trochę
                                                    > religii na dodatek, matematykę, trygonometrię, trygonometrię sferyczną - do teg
                                                    > o można wyjasnić mechanizm powstawania różnych teorii (na przykładzie ewolucji
                                                    > teorii budowy układu słonecznego).
                                                    Można - ale do tego trzeba się przygotować.I podejrzewam, że opanowanie czegoś takiego będzie w przypadku 15-latka krótsze niż przygotowanie się takiego zwykłego rodzica-nauczyciela do takich wszechstronnych lekcji wink. Przy czym podejrzewam, że ciężko byłoby jednak podciągnąć pod obserwacje astronomiczne naukę WOS-u czy polskiego i większości przewidywanych działów historii.
                                                    Btw wątpliwe,żeby na egzaminie 15-latek był z tego sprawdzany. Trygonometria jest dopiero w liceum, filozofia bywa rzadka w szkołach (i to raczej średnich), o astronomię to się zahacza.
                                                  • jakw Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 14:24
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Przykład
                                                    > owo - w 4 klasie na przyrodzie jest rozdział o obserwacjach i eksperymentach -
                                                    > wielkie pole do popisu, można to bardzo fajnie rozwijać podczas HS i potem na e
                                                    > ksperymentach oprzeć całość programu.
                                                    Z przedmiotów przyrodniczych - owszem (może z wyjątkiem geografii), ale z polskiego i historii to już niekoniecznie. A je też trzeba jakoś zaliczyć. Tu trzeba wprowadzić coś innego - na co też zużyje się trochę czasu. Zwłaszcza że czytanie książek tudzież podróżowanie w celu nauki geografii czy historii też zajmuje trochę czasu. Więc nie da się w tym czasie tylko patrzeć w niebo.
                                                    > Nikt nie powiedział, że o rybach masz się uczyć z książki. Idź popatrz na akwar
                                                    > ium i pomyśl, co sprawia, że ryba jest dostosowana do swojego środowiska.
                                                    Tak czy siak musisz popatrzeć na akwarium. Jeśli na to akwarium zaczniesz patrzeć tydzień czy dwa przed egzaminem - prawdopodobnie nie starczy czasu na patrzenie i wyciąganie wniosków.
                                                    Zdaję sobie sprawę, że hs to nie powinien wcale lecieć po podręczniku (no, może w przypadku, gdy dany przedmiot nie jest specjalnie interesujący i dla ucznia , i dla rodzica), ale wcale przez to nie jest to łatwiejsze. A podejście prezentowane przez Aleksandrę "15-latek niech umie czytać, pisać i liczyć do 100, a w tydzień sam z siebie opanuje to, do czego przez cały rok nie miał styczności" to sprawia wrażenie, że prędzej czy później skończy się jakąś katastrofą. Choć dla niej "niezdanie sobie" przez ucznia to chyba żaden problem nie jest.

                                                    >I tak, progr
                                                    > amy lekcji na skrafty nie są zgodne z polskim programem, ale jak rodzic dobrze
                                                    > pokombinuje, to się uda coś wypracować.
                                                    No tak, to rodzic w ramach przygotowania do lekcji to musi jeszcze pograć wink


                                                    > I tak, wiadomo, że wszystkiego nie omówi sie oglądając gwiazdy, ale dużo, bardz
                                                    > o dużo można wepchnąć w każdą aktywność na co dzień. Jak rodzic zrobi to sprawn
                                                    > ie, to uda mu się program cały zrealizować. Ale to wymaga podejścia innego, niż
                                                    > "jak ci się coś w szkole nie podoba, to możesz to olać" oraz "masz prawo do sa
                                                    > mostanowienia, rób co chcesz".
                                                    Tu pełna zgoda. Ale wymaga to dużego zaangażowania ze strony rodzica. Ja bym jednak nie wymagała od 10-latka, że sam z siebie sobie zorganizuje wycieczkę, a 15-latek przy okazji pieczenia ciasta wymyśli zasady termodynamiki. Tak czy siak jakiś "nauczyciel" jest przydatny - choćby był to rodzic czy przewodnik po jakimś zamku czy zwiedzenie CNK.
                                                  • morekac Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 21:16
                                                    Co do eksperymentów z przedmiotów przyrodniczych: w warunkach nieszkolnych często trudno je zrealizować, przynajmniej na etapie > podstawówki (chociażby ze względu na to, że sprzęt czy odczynniki są kosztowne)
                                                    Z takiej chemii niestety, jakoś trudno obyć się bez zapisów reakcji i pewnego kucia (chociażby tablicy Mendelejewa), trudno też kroić każde napotkane zwierzę celem poznania jego budowy wewnętrznej w ramach nauki biologi... W pewnym momencie każda poważniejsza nauka przedmiotu, który nas interesuje, wymaga siadu i nauczenia się iluś tam mniej lub bardziej ciekawych rzeczy z jakiś opasłych ksiąg - nawet w Hogwarcie wiedza sama nie wskakiwała do głowy.
                                                    Od samego patrzenia w niebo łatwiej zresztą zostać poetą czy filozofem, a nie astronomem czy fizykiem.
                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 22:07
                                                    Cytat
                                                    W pewnym momen
                                                    > cie każda poważniejsza nauka przedmiotu, który nas interesuje, wymaga siadu i n
                                                    > auczenia się iluś tam mniej lub bardziej ciekawych rzeczy z jakiś opasłych ksią
                                                    > g - nawet w Hogwarcie wiedza sama nie wskakiwała do głowy.


                                                    Ale nikt nie pisze, że tak nie jest.
                                                    Chodzi mi o to, że PUNKTEM WYJŚCIA może być doświadczenie, eksperyment, obserwacja.

                                                    Przykład ci podam taki, co mam na myśli.

                                                    W szkole u syneczka mojego dzieci miały przez tydzień prowadzić kalendarz pogody. U większości dzieci sprowadziło się to do tego, że rodzic w niedzielę wieczorem sprawdził pogodę wstecz w Internecie. Pani sprawdziła, koniec. Pytanie: jaki był cel tej obserwacji? Po co to było robione? Czego się dzieci nauczyły?

                                                    Znajomi homeschoolerzy - fakt, nie z Polski - prowadzili taką obserwację przez rok (!!!) cały, jako projekt całoroczny. Na własnoręcznie zbudowanych przyrządach. Dzieci dokonywały obróbki otrzymanych danych - tak, musiały się tego nauczyć z opasłych tomów, analiz porównawczych dla poszczególnych miesięcy; robiły wykresy, diagramy itp.; wymieniły się wnioskami z rodziną homeschoolującą w innym stanie, porównały wyniki obserwacji i tak dalej. W trakcie roku odwiedzili m.in. stację meteorologiczną i zrobili milion innych rzeczy. Do czego zmierzam - na tym jednym, bardzo prostym, zauważ, eksperymencie, nie wymagającym ani kosztownego sprzętu, ani specjalnych warunków, uzyskali wiedzę z rozmaitych dziedzin, również tą przewidzianą programem.
                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 22:57
                                                    Jeszcze inaczej napiszę, bo ciężko jest sprecyzować, o co mi chodzi.
                                                    Chodzi mi o to, że oczywiście, można sobie wziąć książkę i rozwiązać 5 zadań z opracowywania danych, gdzie dane ma się w książce podane w tabeli.
                                                    A można też te dane samemu zebrać.

                                                    Można rozwiązać zadanie z matematyki, które jest w podręczniku, o abstrakcyjnej Kasi, kupującej abstrakcyjną marchew.
                                                    A można w drodze powrotnej z marketu w samochodzie wyliczyć, ile kosztują Marwitki w przeliczeniu na kilogram i czemu tak drogo, oraz - ile wyniosłaby twoja, synu, stawka godzinowa pracy, jeślibyś pracował jako przerabiacz zwykłej marchwi na Marwitki. I potem w domu to zapisać formalnie.

                                                    I tak dalej.

                                                  • srubokretka Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 01:50
                                                    > Przykład ci podam taki, co mam na myśli.
                                                    > W szkole u syneczka mojego dzieci miały przez tydzień prowadzić kalendarz pogod
                                                    > y. U większości dzieci sprowadziło się to do tego, że rodzic w niedzielę wieczo
                                                    > rem sprawdził pogodę
                                                    > Znajomi homeschoolerzy - fakt, nie z Polski - prowadzili taką obserwację przez
                                                    > rok (!!!) cały, jako projekt całoroczny. Na własnoręcznie zbudowanych przyrząda
                                                    > ch. Dzieci dokonywały obróbki otrzymanych danych - tak, musiały się tego nauczy
                                                    > ć z opasłych tomów, analiz porównawczych


                                                    co stoi na przeszkodzie, zeby takie zadania wykonywac z dzieckiem, ktore uczeszcza do szkoly?
                                                    Moja corka w szkole jest do 2:30. Co tydzien dostaje krotki opis tego co beda przerabiac w tygodniu. Dostaje duzo sugestii nad czym pracowac z corka. Wiekszosci nie robie,bo doba ma 24h. Na to zeby sie zainteresowac pogoda nie trzeba roku. Bez przesady, wystarczy co kilka dni, tygodni wracac do tematu. Corka w 1 klasie przerabiala pogode. Przez miesiac obserwowali I zapisywali spostrzezenia codziennie. Teraz widze, ze co jakis czas do tego nauczycielka wraca. Maja specajlny duzy kalendarz, w ktorym zapisuja sobie codziennie kazdego tygodnia inne zadania. Np. "kolejnosc zajec", "plany na jutro", "moje uczucia", "moj przyjaciel I ja".... ma tez codziennie obrazki z pogoda i uczuciami, zajeciami. Moze wiec sobie codziennie zaznaczyc, czy byla zadowolona, czy smutna. Co robila np. czy czytala, czy bawila sie z kolezanka. Widze, ze jak ma ochote to zappisuje sobie temperature w C i F. Uczy sie przy okazji miesiecy, dni tygodnia, organizacji, planowania Itp.
                                                    W tym kalendarzu sa tez sugestie dla mnie. Nad czym pracowac w danym tygodniu. Np. "rozmawiac z dzieckiem , jak pomagac sobie nawzajem w grupie", "poprosic dziecko , zeby opisalo co mysli, jakby wszyscy ludzie byli tacy sami", "poprosic dziecko , zeby opisalo mowe ciala", "rozmawiac o waznosci kontaktu wzrokowego podczas rozmowy", "zapytac o waznych dla niej przyjazniach, czym sie roznia i co maja wspolnego"..........

                                                    Mozna by powiedziec, ze szkola wrecz zmusza mnie do HS. Da sie to pogodzic, wiec po co dziecku eliminowac szkole?
                                                    Skoro program mozna opracowac w ciagu tygodnia, czemu tego nie robic w ferie lub podczas wakacji? Mysle, ze 2 miesiace HS to duzo.

                                                    Przeciez polska szkola ma dobra opienie na calym swiecie. Co was wiec sklania do eliminacji szkoly i calkowietego HS?
                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 09:22
                                                    Cytat
                                                    co stoi na przeszkodzie, zeby takie zadania wykonywac z dzieckiem, ktore uczeszcza do szkoly?


                                                    Co u mnie stoi? mój czas. I możliwości wydolnościowe moich dzieci, dzieci potrzebują też czas na _nieedukacyjną_ zabawę. Czy choćby na leżenie na kanapie i gapienie się w przestrzeń. Nie twierdzę, że można mieć inną sytuację.
                                                    Być może jakbym miała jedno dziecko, to i owszem, ale też nie sądzę.

                                                    Taka sytuacja: w zeszłym tygodniu moja córka dostała w środę zadanie na piątek. Zadanie brzmiące: zrób plakat "zwierzęta polskich wód płynących". Zadanie bardzo fajne. Miała na to 2 dni, w tym czwartek, kiedy chodzi po południu na dżudo, więc czasowo też ograniczona jest.
                                                    Mieszkam 100m od Puszczy Kampinoskiej, gdzie strumyków jest od groma. Najchętniej zrobiłabym wycieczkę, połączoną z grzebaniem w tychże strumykach. Pozwoliłabym dziecku dojść do tego, jakie potrzeby mają zwierzęta z wód płynących, w odróżnieniu od zwierząt wód stojących. Porównała sobie faunę strumienia w Puszczy z fauną naszego oczka wodnego wink. I na spokojnie córka przygotowałaby fajny projekt, rozszerzony o to, co wyczyta w książkach z biblioteki.
                                                    Na czym się skończyło? Do biblioteki nie zdążyłyśmy, bo to wyprawa do Warszawy musiałaby być, w naszej wiejskiej nie ma zbyt dużego wyboru - zatem córka zguglała w necie to, co trzeba, wydrukowała zdjęcia, opisała. Wszystko to dość niechętnie, bo to nudne było, a ona własnie czyta siódmą część Pottera i świat może dla niej nie istnieć, jest kompletnie nieprzytomna.

                                                    Cytat
                                                    Mozna by powiedziec, ze szkola wrecz zmusza mnie do HS.


                                                    Uhm. Szkoła uważa, że musi pokierować tobą, o czym i kiedy masz rozmawiać z dzieckiem, bowiem ty sama jesteś na to za głupia, jako rodzic. I to szkoła wie, o czym masz rozmawiać ze swoim dzieckiem.
                                                    Dzisiaj masz rozmawiać o uczuciach, jutro o ważności kontaktu wzrokowego podczas rozmowy. A takie rozmowy powinny z czegoś wynikać. Z obserwacji otoczenia, z właśnie przeczytanej książki, z wizyty w muzeum, z oglądanego filmu - a nie z rozpiski, którą ci przekazuje podręcznik, bo to jest wg mnie nienaturalne.
                                                    Dziś moje dziecko oglądało ze mną Zakazane Piosenki i chce pogadać o tym, co różni ludzie robią, kiedy się boją - i ma w odwłoku rozmowy o tym, jak pomagać sobie nawzajem w grupie, o tym pogadamy, jak będziemy w grupie i wyniknie potrzeba pomocy (a jak nie wyniknie, to można ją zaaranżować).
                                                    Jedna ze szkół, do której chodziły moje dzieci, otwarcie uznawała, że trzeba WYMUSZAĆ spędzanie czasu rodzica z dzieckiem poprzez zadania domowe, których dziecko nie było w stanie zrobić samo. Szlag mnie trafiał, że ktoś tam gdzieś w szkółce zakłada, że trzeba mnie zmusić do interakcji z dzieckiem w określony sposób. I zdaję sobie sprawę, że są rodzice, którzy mają w odwłoku spędzanie czasu z dzieckiem - tylko dlaczego przez nich ma ucierpieć nasz czas wolny? bo niby fajnie spędzamy razem czas, ucząc się o mrówkach, bo pani kazała (i grzebiemy w necie, bo suprise! jest zima, a nie mamy w domu hodowli), ale wolałabym iść z dzieckiem na dwór i potarzać się w śniegu, i pogadać raczej o śniegu, lodzie, i tak dalej.

                                                    Przez bardzo długi czas byłam też przekonana, że wspaniale można łączyć naukę szkolną z hs. Teoretycznie można. Praktycznie, mi jest ciężko, bo szkoła się spieszy, bo szkoła narzuca terminy, bo szkoła każe wypełniać tabelki, i dokładanie dodatkowej nauki - nawet przez zabawę - jest trudne. Ja nie wyrabiam. Mam jeszcze pracę i potrzebę odpoczynku własnego. Oraz dzieci jest trójka, każde ma potrzeby do zaspokojenia.

                                                    Co mnie skłania do HS? Wiele rzeczy. Choćby to, że szkoła po macoszemu traktuje dzieci zdolne i otwarcie o tym mówi. Nie mamy czasu, aby rozwijać zdolności dziecka, które jest wybitne, wychodzi się z założenia, że dziecko "i tak sobie poradzi", a my się skupmy na dzieciach z deficytami. Oczywiście, skupiamy się na dzieciach z deficytami jeśli chodzi o naukę, ponieważ pracę z dziećmi z deficytami społecznymi i w zachowaniu przerzucamy radośnie na rodzica, i proszę coś z tym zrobić.

                                                    Mój syn w szkole opanowuje zadania przeznaczone na 45 minut w minut 5, góra 10. Dopiero w trzeciej z kolei szkole udało mi się wyprosić, aby przez pozostały czas pozwolono mu zajmować się tym, czym chce (konkretnie pisaniem powieści czy rysowaniem komiksu, albo czytaniem), zamiast kazać mu siedzieć i nie przeszkadzać; najpierw proponowałam, aby dawać mu więcej zadań, po prostu, i zadania dużo trudniejsze - tak, aby czas miał zajęty. Nie dało rady.
                                                    Poprosiłam o indywidualny program nauczania - większość nauczycieli nie miała pojęcia co to, twierdzili, że to dla chorych dzieci jest, co są w domu (myląc z nauczaniem indywidualnym). I tak dalej. Wiesz, jak wyczerpuje taka walka z wiatrakami? Ja cyborgiem nie jestem. Wszędzie słyszałam tylko, że się nie da się. 2 razy zmieniałam szkołę. W ostatniej dopiero nauczyciele nie mdleją na hasło "Zespół Aspergera", w poprzednich nie wiedzieli, co to jest, a w ogóle to sobie coś matka wymyśla, ja 20 lat pod tablicą stoję i wie pani...!

                                                    Zresztą, przyczyny są bardzo złożone, o wiele bardziej - i myślę, że każdy ma swój punkt widzenia. Ja nikogo nie przekonuję, że ED jest lepsza dla niego. W tym momencie, po dlugich analizach i obserwacjach, mam duże przekonanie, że będzie lepsza dla nas (błagam, nie każ mi szczegółowo wymieniać powodów). A czy będzie? oczywiście, czas pokaże. Ja nie twierdzę, że będzie to różowo-tęczowe, usłane motylkami i kupkające tęczą życie.

                                                    Cytat
                                                    Skoro program mozna opracowac w ciagu tygodnia, czemu tego nie robic w ferie lub podczas wakacji? Mysle, ze 2 miesiace HS to duzo.


                                                    Teoretycznie można by tak było.
                                                    Praktycznie - wg mnie dziecku po roku szkoły należy się odpoczynek. I to taki zupełny, kompletne byczenie się, bez konieczności pamiętania, że na wtorek trzeba kredki, a na piątek wiersz. I tak, są dzieci, które ten odpoczynek wykorzystają na przerobienie swojej nowej ksiązki do matematyki, mam taki egzemplarz w domu. Ale to jest jego wybór.

                                                    Na wakacjach homeschoolujemy równiez my, normalnie posyłając dzieci do szkoły - ale inaczej. W sposób mniej usystematyzowany. Luźniej. Bez konieczności dopasowania się do programu.

                                                    Zresztą znani mi edukatorzy domowi też nie robia tego przez okrągły rok, dają dzieciom również chwile luzu; jedna z moich ulubionych blogerek co roku pierwszego grudnia zamyka blog na cztery spusty, bo zaczyna swój Christmas time z rodziną i nie skupia się na nauce, tylko na przeżywaniu adwentu, na oczekiwaniu na święta. Zresztą - to jest temat rzeka. Plus, zdaję sobie sprawę, że póki co, teoretyzuję, bazując na doświadczeniach innych.

                                                    Rodzicowi w czasie wakacji/ferii też należy się odpoczynek, choćby przez te nieszczęsne 2 czy 3 tygodnie. Nie sądzę, aby systematyczne omawianie programu szkolnego przez 2-3 tygodnie było dla rodzica odpoczynkiem (co innego w sposób taki, jak pisałam wyżej).

                                                    Aha - ja nie twierdziłam nigdzie że program jest do opanowania w tydzień, to twierdzi Aleksandra, która ma podejście dość, że tak powiem, specyficzne.

                                                  • srubokretka Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 12:41
                                                    > Uhm. Szkoła uważa, że musi pokierować tobą, o czym i kiedy masz rozmawiać z dzi
                                                    > eckiem, bowiem ty sama jesteś na to za głupia, jako rodzic. I to szkoła wie, o
                                                    > czym masz rozmawiać ze swoim dzieckiem.

                                                    Szkola sugeruje, tak jak napisalam. To nie jest zaden przymus. Nie jestesmy z tego w zaden sposob rozliczane.

                                                    > Co u mnie stoi? mój czas. I możliwości wydolnościowe moich dzieci, dzieci potrz
                                                    > ebują też czas na _nieedukacyjną_ zabawę. Czy choćby na leżenie na kanapie i ga
                                                    > pienie się w przestrzeń.

                                                    Tak wlasnie pamietam czas swojej podstawowki. Gdybym wybrala ogolniak, to tez bym miala czas na zabawe.
                                                    Wolalam jednak wybrac szkole, w ktorej sie bawilam.

                                                    > Taka sytuacja: w zeszłym tygodniu moja córka dostała w środę zadanie na piątek.
                                                    > Zadanie brzmiące: zrób plakat "zwierzęta polskich wód płynących". Zadanie bard
                                                    > zo fajne. Miała na to 2 dni, w tym czwartek, kiedy chodzi po południu na dżudo,
                                                    > więc czasowo też ograniczona jest.

                                                    Juz do tematu nie mozna wrocic? Jakby temat rzeczywiscie byl dla niej fajny, to mieszkajac tak blisko puszczy mialaby juz go dawno zglebiony.

                                                    Myslalam, ze napiszesz mi o powaznych powodach, dla ktorych chcesz Hs. Duzo pisania, a powodow brak. To nic. To jest twoja decyzja, naprawde nic mi do tego.
                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 13:05
                                                    > Juz do tematu nie mozna wrocic? Jakby temat rzeczywiscie byl dla niej fajny, to mieszkajac tak blisko puszczy mialaby juz go dawno zglebiony.

                                                    Byłabyś blisko, gdyby nie mały szczegół, że mieszkamy tu od 3 tygodni smile.
                                                    Faunę i florę Karkonoszy ma za to zgłebioną.
                                                    Można wrócić do tematu. Jeśli jest na to czas i jeśli faktycznie jest zainteresowanie.
                                                    I jeśli w szkole nie zadają akurat zrobienia plakatu o Powstaniu Warszawskim w ciagu 2 dni. A potem gazetki ściennej o pisowni wyrazów z "rz".

                                                    >myślałam, ze napiszesz mi o poważnych powodach

                                                    Dla mnie to, co napisałam, to poważne powody. Rozumiem, że nie musza byc takowymi dla ciebie, każdy ma swoje racje.
                                                  • triss_merigold6 Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 13:38
                                                    ad1. Ściąga info ze strony MPW, druknąć, pokleić.
                                                    ad2. praca zespołowa, prawda?
                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 14:06
                                                    triss_merigold6 napisała:

                                                    > ad1. Ściąga info ze strony MPW, druknąć, pokleić.

                                                    Uhm. I zapomnieć wszystko dość szybko. Nie widzę celu tej straty czasu smile.


                                                    > ad2. praca zespołowa, prawda?


                                                    Nie. Triss, to są przykłady. PRZYKŁADY. Równie dobrze mogłam podać "cykl rozwojowy buławinki czerwonej" i "folder o Krakowie".

                                                    Co do pracy zespołowej - moje dzieci mają na terapii, w harcerstwie i w paru innych miejscach. W szkole pracy zespołowej jak na lekarstwo. Albo wcale. Nie spotkałam się do tej pory - 3 szkoły zaliczone, dwie publiczne, jedna prywatna - z projektami kilkuosobowymi, poza pracami grupowymi na plastyce. Być może są w późniejszych klasach, nie przeczę. Do tej pory nic.


                                                  • triss_merigold6 Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 14:19
                                                    O ile dobrze kojarzę, gazetki ścienne produkuje się zespołowo, ale nie będę się sprzeczać.

                                                    Nie ukrywam, że zdumiewa mnie liczba projektów i zadań wymagających pomocy rodziców w szkołach Twoich dzieci. Albo wybierasz nietypowe, angażujące szkoły albo przesadzasz i nie umiesz olać tematu polecając dziecku żeby ściągnęło coś z wiki, bo w trzecią z rzędu z takimi wymaganiami nie wierzę.
                                                    Mam syna w III klasie SP i takiej częstotliwości nie zauważyłam, a zwróciłabym uwagę, bo mam schizę żeby szkoła nie zawracała mi d..y zanadto.
                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 15:14
                                                    triss_merigold6 napisała:
                                                    > O ile dobrze kojarzę, gazetki ścienne produkuje się zespołowo, ale nie będę się
                                                    > sprzeczać.

                                                    Syn dzisiaj wrócił z zadaniem - sam się go podjął, nadobowiązkowo - ma wyprodukować gazetkę o instrumentach muzycznych. W formie plakatu. Samodzielnie.

                                                    > Nie ukrywam, że zdumiewa mnie liczba projektów i zadań wymagających pomocy rodz
                                                    > iców w szkołach Twoich dzieci. Albo wybierasz nietypowe, angażujące szkoły albo
                                                    > przesadzasz i nie umiesz olać tematu polecając dziecku żeby ściągnęło coś z wi
                                                    > ki, bo w trzecią z rzędu z takimi wymaganiami nie wierzę.

                                                    A nie, wymagania kosmiczne były w pierwszej szkole. W drugiej było w miarę normalnie, w trzeciej - jeszcze nie wiem, na razie jakiegoś szczególnego zagęszczenia nie zauważyłam, ale są tutaj krótko.

                                                    > Mam syna w III klasie SP i takiej częstotliwości nie zauważyłam, a zwróciłabym
                                                    > uwagę, bo mam schizę żeby szkoła nie zawracała mi d..y zanadto.

                                                    Ja też nie lubię, jak mi szkoła dupę zawraca. Dlatego z niej rezygnujemy smile.

                                                    Zresztą, tej dyskusji sensu tez nie widzę - zamierzasz mnie przekonywać, że szkola jest dla mnie super? ja mam inne zdanie. Ciebie też nie zamierzam przekonywać, że ED jest super dla ciebie. I tyle.

                                                  • morekac Re: brak obowiązkowości 29.04.14, 07:02
                                                    Syn dzisiaj wrócił z zadaniem - sam się go podjął, nadobowiązkowo - ma wyprodukować gazetkę o instrumentach muzycznych. W formie plakatu. Samodzielnie.
                                                    Fakt, rzeczywiście nie nadaje się do szkoły, skoro sam się w takie rzeczy wrabia... wink
                                                    Każdy rodzaj edukacji ma swoje wady i zalety. Niemniej - skoro cały wątek zaczął się od braku obowiązkowości - to ED na pewno obowiązkowości i dyscypliny wymaga - przede wszystkim od rodzica...
                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 29.04.14, 07:41
                                                    Cytat
                                                    Fakt, rzeczywiście nie nadaje się do szkoły, skoro sam się w takie rzeczy wrabia...


                                                    Bo lubi robić takie rzeczy. Gazetki ścienne w domu też wiesza wink.
                                                  • srubokretka Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 14:21
                                                    > Byłabyś blisko, gdyby nie mały szczegół, że mieszkamy tu od 3 tygodni smile.

                                                    Czyli gbyscie tam dluzej mieszkali, to co byloby powodem niecheci do systemu szkolnego?

                                                    > Dla mnie to, co napisałam, to poważne powody. R

                                                    Sciemniasz. Czemu nie mozesz sie tak rozpisac o prawdziwej przyczynie? Po co na pisanie takich bzdetow tracic czas?
                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 15:07
                                                    Cytat
                                                    Sciemniasz. Czemu nie mozesz sie tak rozpisac o prawdziwej przyczynie? Po co na pisanie takich bzdetow tracic czas?


                                                    No przecież napisałam przynajmniej jeden powód. W szkole zdolne dzieci nie rozwijają swoich zdolności i tracą mnóstwo czasu, stratę czasu same zauważają, ja zauważam demotywację do nauki. Narzekają na nudę i powtarzalność zajęć, co odbija się na samopoczuciu i zachowaniu. Stres szkolny z pierwszej szkoły, do której uczęszczał mój syn, spowodował zatrzymanie, a nawet cofnięcie efektów terapii, na szczęście poprawiło się po zmianie szkoły. I tak, prawdopodobnie mogłabym szukać właściwej szkoły, takiej, która spełni nasze wymagania - do skutku. Ale po co mam szukać, skoro mam możliwość edukacji domowej.
                                                    I tak, nie lubię systemu szkolnego, bo jest dopasowany do możliwości dziecka statystycznego. A ani moje, ani twoje dziecko nie jest statystyczne. Ani w sumie żadne.

                                                    Oczywiście, jak już pisałam - być może dla ciebie nie jest to powód poważny, dla mnie jest to powód wystarczający. I ja naprawdę nikogo nie namawiam do ED, tak samo jak nie zamierzam się z ED tłumaczyć i odpierać argumentację jakąkolwiek.

                                                  • srubokretka Re: brak obowiązkowości 30.04.14, 15:12
                                                    > No przecież napisałam przynajmniej jeden powód. W szkole zdolne dzieci nie rozw
                                                    > ijają swoich zdolności i tracą mnóstwo czasu, stratę czasu same zauważają, ja z
                                                    > auważam demotywację do nauki.

                                                    NIgdy tego w szkolach nie zauwazylam, mimo ze byly w sredniej wielkosci miastach. Ty masz do dyspozycji szkoly z najwiekszego mista w kraju.
                                                    Dzieki nauczycielce od nauczania poczatkowego poszlam do liceum plastycznego (czyli mialam wsparcie rozwijania zdolnosci.) Liceum plastyczne...chyba nie musze tlumaczyc , jak tam moje zdolnosci byly rozwijane.
                                                    Straty czasu? NIGDY czegos takiego nie bylo podczas zajec. Kretywne dziecko zawsze znajdzie sposob zeby sie nie nudzic. Stara czasu dla mnie bylo 20min pokonywanie drogi z domu do szkoly. Wtedy czytalam ksiazki. Zazwyczaj po angielsku.
                                                    W liceum mialam kilkunastu nauczycieli. To bylby koszmar , jakbym ich w swoim zyciu nie miala. Z kilkoma nadal sie przyjaznie.

                                                    > I tak, nie lubię systemu szkolnego, bo jest dopasowany do możliwości dziecka st
                                                    > atystycznego. A ani moje, ani twoje dziecko nie jest statystyczne. Ani w sumie
                                                    > żadne.

                                                    To zalezy wylacznie od dziecka , czy tym statystycznym chce byc. Niektorym jest z tym dobrze. Jak ktos chce byc inny, to nikt mu tego nie zabroni. Moze 50 lat temu, ale napewno nie teraz.

                                                    > Oczywiście, jak już pisałam - być może dla ciebie nie jest to powód poważny, dl
                                                    > a mnie jest to powód wystarczający. I ja naprawdę nikogo nie namawiam do ED,

                                                    Bo sie nie da. Jak ktos jest przy zdrowych zmyslach, to swojemu dziecku tego nie zrobi.

                                                    Czytalas ten blog , prawda? education.penelopetrunk.com/2014/03/17/3-reasons-your-kids-should-not-have-school-teachers/
                                                    Ta blogerka to idealne ostrzezenie. A na poczatku sie zdziwilam zachwytami nad tym co ona wypisuje.
                                                    Przytocze fragment, ktory mi sie najbardziej podoba. Jest to odpowiedz kobiety, ktora zauwaza hipokryzje jej wypowedzi.

                                                    "I have one child he is 8. We spend all day together. Some days I want to run away. It's hard. I am not always the kind loving parent I want to be. I often wonder if he would be better off at school instead he is stuck at home with a very creatively frustrated mom. Is that fair to him? Speaking of Stockholm syndrome. I was talking to my husband about it the other day. I was I tears. I worry about being abusive when I yell, get angry and there is no one around to pull the plug. Maybe, school would be better. Homeschooling is hard. Spring break is here and I have signed him up for day camps so I can get a break. You say it's hard to spend 8 hours a day with someone – crazy making! Isn't that homeschooling? All day, day in and day out with ones children."

                                                    Odpowiedz Penelopy jest zajebista

                                                    "I really empathize with this. I signed my kids up for spring break stuff. And then I went there at lunch time and I was horrified – the kids were treated just like they were in school. No one could stand up when they were done eating. The bad kids got all the attention, etc. So we don't do that now.

                                                    I am taking anti-anxiety medicine so I don't yell at my kids. I felt too terrible every time I did it. And honestly, I think when the kids leave, maybe I won't need the medicine."

                                                    Zostawie to bez komentarza, bo za ostry by byl wink)) She made my day. smile)))




                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 30.04.14, 15:56
                                                    Cytat
                                                    Zostawie to bez komentarza, bo za ostry by byl wink)) She made my day. smile)))


                                                    To dość zabawne, że udowadniając _mi_, że ED jest zła i w ogóle, dzieci od niej umierają - przytaczasz blog pani Penelope, który wyżej przytoczyłam _ja_ - argumentując, że są ludzie, którzy robią to niewłaściwie i że ED nie jest dla każdego. Pani Penelope ma przede wszystkim ten problem, że ona nie lubi homeschoolować, sama twierdzi, że w ogóle nie nadaje się do tego, a robi to tylko dlatego, że uważa, że to jest właściwe dla dziecka; nie mówiąc o tym, że trochę jej się myli ED z nauczaniem indywidualnym, i że to, co ona robi, to jest jakiś dramat, a nie edu domowa. I tak, masz rację, absolutnie się zgadzam - ta blogerka to idealne ostrzeżenie. I jednocześnie przykład, jak tego nie robić. Poza tym jest jedną z bardziej odpychających osób, na jakie trafiłam w Internecie, zobacz chociażby jej styl dyskusji w komentarzach.. och, tam nie ma dyskusji. Tam jest "albo mi przyklaśnij, albo spieprzaj".
                                                    Oraz ihaaa! post jest o tym, dlaczego dzieci nie powinny mieć school teachers. Pisze go pani, która 90% nauczania swoich dzieci powierzyła innym, ale nadal się łudzi, że uczy domowo, bo dzieci nie chodzą do szkoły. Nie, to tak nie działa ;P.

                                                    Pani z komentarza, która w ramach hs "spędza cały dzień z dzieckiem lat 8" i czuje się "stuck at home" powinna się stuknąć w czółko. Młotkiem. Z półobrotu. Faktycznie, ocipieć można i ja się jej nie dziwię, że dostaje na głowę. Każdy by dostał. Jak to dobrze, że mi się zdarza jednak z domu wychodzić i to bez dzieci ;-P.

                                                    Sorry, mam dość pisania, jak wygląda dobrze prowadzona edukacja domowa. Chcesz, to sobie zguglaj, zamiast pisać o czymś, o czym masz nikłe pojęcie. Choć w sumie nie, nie guglaj, bo po co ci ta wiedza. Jeszcze ci niechcący tezę zaburzy, że to dramat i działanie na szkodę dzieci. Nie chcesz? nie działaj. Po prostu. Nie udowadniaj mi przy tym, że jestem kretynką, no, chyba, że masz takie hobby - to na zdrowie smile.



                                                  • srubokretka Re: brak obowiązkowości 30.04.14, 16:10
                                                    > e to dramat i działanie na szkodę dzieci. Nie chcesz? nie działaj. Po prostu. N
                                                    > ie udowadniaj mi przy tym, że jestem kretynką, no, chyba, że masz takie hobby -
                                                    > to na zdrowie smile.

                                                    Nie, to nie o to chodzi. Ani kretynka nie jestes, ani ja tego nie udowadniam. Ja tu wchodze sie uczyc, a nie komus ublizac. Jezeli tak wyszlo, to przepraszam.
                                                    Poprostu chcialabym wiedziec dlaczego? Sama zaczelas argumetowac....... ok luz. Trzeba sie swoim zyciem zajac.
                                                  • truscaveczka Re: brak obowiązkowości 30.04.14, 16:22
                                                    Ależ ty jesteś pasywno-agresywna, dziewczyno. Sarkazm też trzeba umieć dozować.
                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 30.04.14, 18:28
                                                    Cytat
                                                    Poprostu chcialabym wiedziec dlaczego? Sama zaczelas argumetowac....... ok luz.


                                                    Uhm. Na każdy mój argument znalazłaś odpowiedź udowadniającą mi, że my argument is invalid, ewentualnie - gdy podałam powody - wyśmiałaś je, żądając "poważnych powodów". To trochę przeczy temu "chciałam wiedzieć, dlaczego". No ale to jest forum, tu się dyskutuje smile.

                                                    Cytat
                                                    Ja tu wchodze sie uczyc, a nie komus ublizac.


                                                    No to się ucz: ludzie są różni. Ludzie mają różne potrzeby i chęci. Ludzie chcą dla swojego dziecka jak najlepiej, przy czym to, co ja chcę dla mojego, nie musi się pokrywać z tym, co ty chcesz dla swojego. Nie ma jednej właściwej recepty na szczęście, zdrowie, wychowanie, edukację i zrzucenie 20 kilo. Dzieci nie muszą chodzić do szkoły. Dzieci nie muszą się uczyć w domu. Można być dobrym nauczycielem domowym i można to kompletnie spaprać. Ty możesz uważać, że ED jest zła, ja mogę uważać, że jest dobra. Ty lubisz szparagi, ja lubię gruszki. Ja biegam, ty rysujesz.

                                                  • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 30.04.14, 15:59
                                                    srubokretka napisał:


                                                    > > I ja naprawdę nikogo nie namawiam do ED,

                                                    > Bo sie nie da. Jak ktos jest przy zdrowych zmyslach, to swojemu dziecku tego ni
                                                    > e zrobi.

                                                    Poziom dyskusji żenujący. Każdy, kto ma zdanie inne niż Ty, nie jest przy zdrowych zmysłach.

                                                    A ten blog nie jest dowodem na nic, jednostkowym przypadkiem, który podpasował Twojej teorii. W internecie można znaleźć wszystko: dowód na to, że szkoła tradycyjna wypala mózg i dowód na to, że ED do piekło dla rodzica.

                                                    Właśnie Twój przypadek jest dla mnie dowodem, jak wiele Cię w życiu ominęło przez złą edukację, czego niestety nie jesteś nawet w stanie dostrzec - nie zdołałaś zdobyć kompetencji miękkich. Trudne do nadrobienia.
                                                    Polecam Ci ten artykuł, warto przeczytać wszystkie 3 części:

                                                    stressfree.pl/unschooling-uwolniona-edukacja-domowa-cz-1/
                                                  • aleksandra1357 Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 13:30
                                                    śrubokrętka, przyczyny dla HS są zwykle podobne: brak akceptacji systemu szkolnego.
                                                    Dla mnie osobiście najważniejsze powody dla wybrania alternatywnej edukacji (nie HS), to:
                                                    - nauka w szkole jest nieefektywna z wielu powodów (złe metody nauczania, niekompetentni nauczyciele, zbyt liczne klasy, nieodpowiednie pomoce dydaktyczne)
                                                    - nauka szkolna często prowadzi do spadku motywacji wewnętrznej (jest wiele badań na ten temat)
                                                    - dziecko w szkole traci dużo czasu na rzeczy nieistotne
                                                    - brak indywidualnego podejścia (to jest niedobry system, jeśli 25 uczniów w jednym wieku w jednym pomieszczeniu uczy się dokładnie tego samego)
                                                    - przedmiotowe traktowanie dziecka, nie uwzględnianie jego potrzeb

                                                    I oczywiście 100 innych powodów typu że dzieci muszą siedzieć w ławkach itp.
                                                    Przeczytaj na początek "Neurodydaktykę" Żylińskiej. Już sama ta lektura skłoniłaby mnie do nieposyłania dziecka do szkoły.
                                                  • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 15:12
                                                    CytatA podejście prezentowane przez Aleksandrę "15-latek niech umie czytać, pisać i liczyć do 100, a w tydzień sam z siebie opanuje to, do czego przez cały rok nie miał styczności" to sprawia wrażenie, że prędzej czy później skończy się jakąś katastrofą. Choć dla niej "niezdanie sobie" przez ucznia to chyba żaden problem nie jest.

                                                    Aleksandra wie, że gdzieś dzwonią, ale nie wie gdzie. Zgadzam się z nią co do meritum, ale proszę mnie nie utożsamiać z jej teoretycznymi oderwanymi od rzeczywistości poglądami tylko dlatego, że popieram homeschool. Bo jej podejścia nie popieram, u mnie sie by nie sprawdziło - ale kto wie, moze jest jakaś szansa, że sprawdzi sie u niej, tego zupełnie wykluczyć nie można.
                                                    Z obserwacji moich dzieci do tej pory dochodzę do wniosku, że przynajmniej na początku taki zupełnie niemoderowany hs sie nie sprawdzi. Bardzo możliwe, że potem tak, na pewno w kilku dziedzinach jest to bardzo prawdopodobne. Ale teraz nie jestem w stanie stwierdzić tego z taką pewnością, jak Aleksandra.
                                                • morekac Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 08:17
                                                  y do maja nie zajrza
                                                  > ło do przyrody czy historii, to zdoła w tydzień opanować minimum podstawy progr
                                                  > amowej, czyli tak, by zdać egzamin na ocenę dopuszczającą
                                                  Pytanie, co mu z tego na zaś zostanie i ile się z tego pochrzani, nawet jeśli założymy, że opanuje w tydzień. Niemniej w tydzień opanuje to licealista/student - przeczyta, zrobi sobie notatkę, przyswoi - przy czym mam wątpliwości, czy zrobiłby to dobrze, mając wiedzę historyczną zerową i zerowe doświadczenie z nauką historii (ale takich egzemplarzy nie ma). Mam też poważne wątpliwości, że idea hs nie sprowadza się wcale do 3Z ani do zaliczania na dopuszczający, bądź do nieuczenia się wcale, co zdajesz się radośnie proponować.
                              • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 14:44
                                Cytat
                                No tego to, wybacz, w ogóle nie łapię. Że dziecko ma się nauczyć hierarchii, wykonywania poleceń i co będzie potem, jak mu coś szef każe.


                                Tak. Ma się nauczyć wykonywania poleceń i przestrzegania zasad. Nie musi tego sie nauczyć w szkole. Problem w tym, że ty, utopistko, nie masz cienia pojęcia, jak to jest pracować w takim zawodzie, gdzie nie ma "bzdurnych poleceń".
                                Bo tak się nie da, to jest nierealne.
                                Mam pracę taką, jaką mam - taką, jaką chciałam mieć. Dla mnie idealną. Sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem. I jednak, cholera, jestem ograniczana "bzdurnymi poleceniami". Choćby to, że co roku muszę durny papierek wypełnić i złożyć w Urzędzie Skarbowym, i wamać, oddać im 1/3 tego, co zarobię. Co więcej! z tej 1/3 opłacane są rzeczy, z których w ogóle nie korzystam. To dopiero idiotyczne jest, nie?
                                Tak, mogę się wyprowadzić do raju podatkowego. Do Liberii, na Kajmany, gdziekolwiek indziej. W teorii jest to wszystko takie proste.
                                Muszę równiez opłacić zus pracowniczy. Tu dopiero jest dramat tongue_out. Muszę również wykonywać bzdurne polecenia klientów. Bo mnie nie stać na ich niewykonywanie.

                                Cytat
                                Hierarchia szkolna to sztuczny twór, nie występujący nigdzie, no może w wyjątko
                                > wo wrednych korporacjach oraz w więzieniach. Nigdzie później dziecko nie będzie
                                > już podlegało w taki sposób władzy dorosłych. Ta nauka hierarchii w szkole prz
                                > eszkadza w późniejszym życiu, nie pomaga. Nie każdemu dziecku udaje się ocalić
                                > własną autonomię i niektóre dają się potem poniewierać szefowi lub politykom, b
                                > o tak było w szkole, bo "takie jest życie".


                                Mam wrażenie, że czytam slogany propagandowe z ulotki. Ziew.
                                I kurde no. Ja się z tobą zgadzam, a mimo to uważam, że fanatyzm nie jest dobry.
                                Tak, hierarchia szkolna to sztuczny twór. Nie, nie jest prawdą, że hierarchia występuje tylko w bardzo wrednych korporacjach, bo hierarchia jest WSZĘDZIE. I wszędzie jest regulowana przepisami.
                                Chodziło mi konkretnie o to, aby pokazać dziecku rozmaite struktury hierarchiczne, podleganie rozmaitym władzom, stosunki między ludźmi. Tak, te sztuczne też, bo świat, w którym dziecku przyjdzie żyć jest pełen sztucznych tworów. Fajnie byłoby, aby hierarchia np. w pracy ustalała się sama, a tu zonk, są jakieś dziwne przepisy to regulujące. Głupi świat, obraźmy się na niego.

                                Nie łudź się, że każdy homeschooler będzie Stevem Jobsem, że każdy będzie w życiu robić to, co chce i w taki sposób, w jaki chce. Bo do tego trzeba jednak czegoś więcej, niż braku szkoły. Choćby określonych predyspozycji osobniczych. Z dupy orła nie uczynisz.

                                Cytat
                                A moim zdaniem życie takie nie jest i zasad panujących wśród ludzi uczymy się w
                                > grupie ludzi, nie w szkole. W grupie ludzi trzeba przestrzegać granic innych o
                                > sób, inaczej poniesiemy nieprzyjemne konsekwencje. Tak jak w życiu.


                                Zgadzam się. Nigdzie nie mówię, że do tego jest potrzebna szkoła.

                                Cytat
                                Wierzę też, że każdy może zarabiać na życie w taki sposób, by nie musieć wykony
                                > wać poleceń, które uważa za bezsensowne. A jeśli tak się zdarzy, to dziecko, kt
                                > óre nie chodziło do szkoły, głupie nie jest i zdążyło się nauczyć, że czasem tr
                                > zeba zrobić coś jego zdaniem bez sensu, by coś osiągnąć.


                                I tu dochodzi do błędu w myśleniu.
                                Homeschool nie gwarantuje mądrości i tego, że dziecko nie będzie "głupie" (choć tak, przy umiejętnym prowadzeniu MOŻE pomóc dziecku maksymalnie wykorzystać swoje mocne strony i zminimalizować słabe). To nie jest cudowna recepta na osiągnięcie sukcesu, podobnie jak chodzenie do szkoły nie determinuje poniesienia porażki. Super, że masz determinację, ale jednak czasem przydaje się też - oprócz ślepej wiary - odrobina sceptycyzmu i pokory. Pokora fajna rzecz, mówię ci.

                        • paszczakowna1 Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 12:04
                          >I mała szansa jest, ze twoje dziecko będzie Stevem Jobsem czy Billem G
                          > atesem, niestety. Nie wystarczy do tego bycie kiepskim uczniem i manie wyje..an
                          > e na system szkolny.

                          Akurat z życiorysu Steve'a Jobsa (i np. Einsteina) wynika, że manie wyje..ane na
                          system szkolny (tj. szukanie własnej drogi edukacji, a nie zaniedbanie jej kompletnie) owszem sprawdza się, ale na późniejszych etapach nauki i nie powinno chodzić tutaj o stosunek rodzica, a ucznia (czy raczej studenta). Przy czym Einstein całe życie żałował, że na studiach wszystko sam wiedział najlepiej i nie przyłożył się bardziej do matematyki, jak mu radzono, bo mu to w pracy później trochę przeszkadzało.
                          • kanga_roo Re: brak obowiązkowości 25.04.14, 12:56
                            mądrze piszecie, kobiety, zgadzam się i tak właśnie tłumaczę swoim dzieciom sens ogarnięcia szkolnego.
                            a kotuli wiewiórka o mur oporowy rozbawiła mnie szczerze big_grin
                            zwłaszcza, że w pracy trenuję rzucanie wiewiórką bardzo często.
          • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 13:46
            Cytat
            Ja jestem wdzięczna moim rodzicom, że w ogóle nie wtrącali się w moje sprawy szkolne, nigdy nie zajrzeli mi do zeszytu. Dzięki temu czuje się odpowiedzialna za moje sukcesy i porażki.


            Odczuwam tak jakby dorobienie ideologii do bycia zlewanym przez rodziców wink
          • srubokretka hipokryzja 25.04.14, 14:32
            > Ja jestem wdzięczna moim rodzicom, że w ogóle nie wtrącali się w moje sprawy sz
            > kolne, nigdy nie zajrzeli mi do zeszytu. Dzięki temu czuje się odpowiedzialna z
            > a moje sukcesy i porażki.

            Dlatego bawisz sie w HS swoich dzieci, czyli kontrolujesz je 24/7.
        • jakw Re: brak obowiązkowości 26.04.14, 10:29
          Bez przesady. Nie zwalaj może wszystkich swoich szkolnych stresów i niepowowodzeń na rodziców, choć pewnie podejście twoich rodziców było w tym przypadku niewłaściwe. Ja za pomoc w lekcjach podziękowałam rodzicom po 1-szej pracy domowej, o rzeczach na plastykę/ZPT raczyłam mówić wieczorem dnia poprzedniego (no cóż, moje starsze dziecię zrewanżowało się za to wink), a mama do tej pory ciast nie piecze... Żyję, szkoła nie była dla mnie koszmarem.
          • mama_kotula Re: brak obowiązkowości 26.04.14, 15:53
            Cytat
            o rzeczach na plastykę/ZPT raczyłam mówić wieczorem dnia poprzedniego (no cóż, moje starsze dziecię zrewanżowało się za to wink),


            A to zupełnie normalne jest, mam poczucie, że wszystkie dzieci tak mają - przynajmniej tak wynika z opowieści znajomych.

            Niezaleznie od tego jak bardzo pilnuję, aby zapisywały potrzebne materiały na tablicy w kuchni, i tak przynajmniej raz w tygodniu wyskoczy coś w rodzaju "bo ja potrzebuję mały papierowy talerzyk, rafię i dwie listewki". Najlepiej około wpół do ósmej dnia, kiedy jest to potrzebne.

            Przy czym akurat dzieci moje są spokojne - bo to wszystko w domu jest. Tłumacze tylko, ze miło byłoby, gdyby nie mówiły mi o tym rano, kiedy trzeba się spieszyć, tylko choćby poprzedniego dnia wieczorem, bo wtedy można na spokojnie wyszukać wszystko i spakować.

            (aczkolwiek na pewności "wszystko w domu jest" moje syniątko się przejechało raz, kiedy przyszło do mnie rano i zajęczało o jakieś tekturki i bibułki, a tu się okazało, że w obliczu przeprowadzki wszystko zostało już spakowane tongue_out).

            I pewnie powinnam pozwolić hyhy ponosić konsekwencje i po prostu nie dać, jak za późno mówi. Ale właściwie w imię czego? To nie jest jakiś problem wszech czasów. Jak czegoś nie mam, to nie daję, jak mam, to się podzielę i pomogę. Od tego jestem.
            • asia_i_p Re: brak obowiązkowości 28.04.14, 23:23
              Córka też tak ma, ale dzisiaj nastąpił przełom.
              Zamiast łez w oczach i "ojej, na jutro trzeba duży blok, a akurat nie mam" (każdy blok wykańcza w góra tydzień, więc o ile małych jest zapas, bo mi się mieszczą w szafce, o tyle z dużymi gorzej), padło konkretne pytanie: "Mamo, która jest?" "Szósta" "To idę do Intermarche, bo potrzebuję dużego bloku. Daj pieniądze."

              Jak na moje potrzeby, ten stopień ogarnięcia starcza.

              Wcześniej, przyznaję, dźwigałam cztery litery i szłam po ten blok, bo uważałam, że straty (jej parę godzin nerwów) przeważają nad ewentualnym zyskiem wychowawczym.
      • jakw Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 19:35
        aleksandra1357 napisała:

        > Niech so
        > bie nawet nie zda - nauczy go to więcej niż ciągła uwaga rodziców.
        Akurat "sobie niezdanie" jest jak najbardziej problemem rodziców - być może będą musieli takiego delikwenta dłużej utrzymywać.
    • heca7 Re: brak obowiązkowości 24.04.14, 23:40
      Nie wiem po co dyskutujecie z Aleksandrą wink Czyż to nie ona miała dziwne podejście do żywienia dzieci? Równie szkodliwe jak i to co tu pisze.
    • myelegans Re: brak obowiązkowości 27.04.14, 00:52
      Na tym etapie rozwoju niektorzy maja jeszce prawo miec glowy jak sito. My pilnujemy, zeby w plecaku znalazlo sie to co powinno, ja jeszcze robie przeglad.
      Z tym, ze u nas nauczycielka zaraz do rodzicow smaruje uwage, zeby dopilnowali. Recydywisci maja obnizona ocene w rubryce "odrabianie zadan domowych"
      Na szczescie nie ma: workow do w-f, materialow plastycznych, fefnastu podrecznikow i cwiczen. Jest jeden zeszyt do spelling, jak zapomni i zostawi w szkole, zadanie robi na luznej kartce, nauczyciel sie nie czepia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka