Dodaj do ulubionych

Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły

13.06.14, 23:01
doradźcie jak było u Was. Czy dzieciaki najpierw szły same do szkoły? czasami? czyod razu codziennie? czy wracały jak ktoś był w domu? bo sie zastanawiam jak to ugryźć. Młoda(8 lat) należy do dość tchórzliwych i bardzo nieśmiałych dzieci. Od niedawna sama zostaje na trochę w domu (ok. pół godziny). Ma lekcje w szkole na zmiany, świetlica to tragedia, obiadów też nie chce albo nie może(alergia) jeść. No i się zastanawiam czy w przyszłym roku(druga klasa) nie spróbować samodzielnych powrotów do domu albo może chociaż chodzenia do skzoły jak będzie miała na popołudnie żeby ie musiała rano kilka godzin gnić na świetlicy przed lekcjami. Po lekcjach mogłaby na troche iśc na świetlicę a potem wrócić do domu. Tylko nie wiem czy wziąc jakieś wolne i najpierw niech wraca jak ktoś jest w chałupie? w wakacje pozostawiam ją samą w domu na dłużej i zobaczę jak będzie ale nie spodziewam się żadnego dramatu bo to rozsądne dziecko, potrafi się zając sobą w kwestii samoobsługi domowej. Bardziej martwi mnie droga, do szkoły ma kawałek, kilka ulic do pokonania ale spokojnych, mieszkamy tutaj jednak od roku dopiero wiec niespecjalnie zna sąsiadów(może nie pójść poprosić o pomoc jakby coś sie działo) i nie ma obcykanych wszystkich zakamarków, sama z domu nie wychodzi na podwórko, ewentualnie na chwilę pod blok czy do pobliskiego sklepu, z koleżankami wychodzi na trochę dłużej ale mam ją ciągle w zasięgu okna...
Obserwuj wątek
    • asia_i_p Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 02:05
      U mnie to poszło wieloetapowo.
      Najpierw szła sama ze swojej szkoły do mojej (50 metrów, stykają się podwórkami), miała trochę ponad 6 lat i była dumna jak diabli, że wraca "sama". Później zaczęła sama chodzić do sklepów, stopniowo coraz dalszych. Potem dopiero kiedy miała 8 lat i była w trzeciej klasie, spróbowaliśmy samodzielnych powrotów ze szkoły i drogi do szkoły. Ja chciałam dopiero od czwartej klasy, kiedy będzie miała 9 lat, ale się zorientowałam, że to przeciągam i odcinam ją od koleżanek, które już dawno wracają same. W tej chwili chodzi też sama na zajęcia dodatkowe, wczoraj poszła sama do koleżanki, która mieszka dwa-trzy kilometry dalej, ale tutaj w zasadzie przez cały czas wisiałam na telefonie.

      Dalej nie dostaje klucza, ktoś musi być w domu, żeby mogła chodzić sama.

      Według mnie nie ma co dziecka popychać, samo zgłasza gotowość - moja córka ostro "walczyła" o swoją strefę samodzielności, upominała się o to, żeby sama chodzić do coraz dalszych sklepów, równocześnie obserwując ją widzieliśmy, że jest rozsądna (to ona przypominała mi o rozglądaniu się przy przechodzeniu przez ulicę, a nie ja jej). Przeszła próbę ogniową, bo się pogubiła w drodze do sklepu i nie spanikowała, tylko na spokojnie poszukała drogi. No i jeszcze ważne, gdzie mieszkacie - nasza Trzebnica jest mała, ja uczę tutaj w szkole, więc mnie kojarzą, Ankę też, prawdopodobieństwo, że w razie czego zabłąkana spotka kogoś, kogo zna lub kto zna mnie i ją kojarzy jest bardzo wysokie.
      • slonko1335 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 07:03
        Potem dopiero kiedy m
        > iała 8 lat i była w trzeciej klasie,
        Moja jak zacznie drugą klasę będzie miała 8,5

        > Dalej nie dostaje klucza, ktoś musi być w domu, żeby mogła chodzić sama.
        no u nas będzie musiała chodzić z kluczem bo w domu nikogo nie będzie.

        No i jeszcze ważne, gdzie
        > mieszkacie - nasza Trzebnica jest mała, ja uczę tutaj w szkole, więc mnie kojar
        > zą, Ankę też, prawdopodobieństwo, że w razie czego zabłąkana spotka kogoś, kogo
        > zna lub kto zna mnie i ją kojarzy jest bardzo wysokie.
        to u nas raczej odwrotnie, mieszkamy w dużym mieście na dużym osiedlu, spokojnym ale jednak jesteśmy tu od niedawna, więc u nas takie spotkanie raczej mało prawdopodobne.
        • slonko1335 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 07:13
          Acha zapomniałam o najważniejszym ona sama chce chodzić do tego domu i wychodzić do szkoły później aczkolwiek myślę, że jakby świetlica wyglądała normalnie nie miałaby takiej potrzeby....dla mnie samej fakt dostarczania i odebrania jej ze szkoły nie stanowi problemu bo od września będę w szkole mieć młodszego syna, wiec tak czy owak będę musiała być rano żeby go dostarczyć przed pracą a potem odebrać. Problemem jest jeszcze plecak z którym córka-drobina kompletnie sobie nie radzi, musiałabym jej go zawieźć odprowadzając brata i wsadzić do szafki jakby miała iść sama na później czy potem zabierać odbierając młodego.
          No i jest jeszcze opcja, że dalej może chodzić na świetlicę ale sama z niej wychodzić o którejś godzinie lub przyjść na nią przed lekcjami. Acha młoda ogarnia czas i ile czasu do czegoś tam zostało. Zaczęłam myśleć o tych cholerskim powrotach bo młoda chodzi na taniec który jest organizowany w szkole a który uwielbia i z którego za nic w świecie nie chce zrezygnować, tylko, że w drugiej klasie ten cholerski taniec będzie miała na 16.20 i jak będę musiała ją rano zawieźć do szkoły, ona skończy o 11.30 lekcje a potem posiedzi tyle godzin na tej parszywej świetlicy bez obiadu czekając na taniec który kończy się o 17.30 to dla mnie słabo......
          • asia_i_p Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 16:48
            Jeśli sama chce chodzić i nie widzisz obiektywnych niebezpieczeństw, to jej pozwól. Po co ma się męczyć na tej świetlicy.

            Ja u swojej Anki czekałam za długo, bo się zafiksowałam na tej czwartej klasie i dziewięciu latach i namieszałam jej w kontaktach koleżeńskich - koleżanki wracały grupkami, a ona z mamą. Od razu jej życie towarzyskie się ożywiło, kiedy się wreszcie od niej odczepiłam wink.
      • olga727 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 09:04
        asia_i_p napisała:

        > U mnie to poszło wieloetapowo.
        > Najpierw szła sama ze swojej szkoły do mojej (50 metrów, stykają się podwórkami
        > ), miała trochę ponad 6 lat i była dumna jak diabli, że wraca "sama".

        Wypuścili 6-o latkę samą ze szkoły;nawet te 50 m. ? U nas opiekunka z autobusu(mimo,że jest starsza córka_ to młodszej nie chcą z nią puścić z przystanku;dopiero jak zobaczy,że idę(w przypadku mojego spóźnienia),dopiero puści. U nas jeśli dziecko(nawet pierwszak) nie ma skończonych 7 lat,musi po niego przyjść osoba pełnoletnia( z upoważnieniem-jeśli to nie rodzic).Jeśli odbierać ma starsze rodzeństwo,( co najmniej gimnazjum) rodzice składają w szkole oświadczenie,że na ten czas biorą odpowiedzialność za dziecko(młodsze).
        • asia_i_p Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 16:45
          Specjalnie poprosiłam o to wychowawczynię i zostawiłam jej pismo, że przejmuję odpowiedzialność za dziecko.

          Nie było wyjścia - dziecko miało lekcje do szesnastej (druga zmiana), świetlica też była do szesnastej, i prowadzone przeze mnie zajęcia dodatkowe do szesnastej. Musiałabym skracać zajęcia lub ktoś musiałby poświęcać swój czas po pracy, żeby dziesięć minut czekać z moim dzieckiem, a alternatywą było przejście dziecka przez dziedziniec jednej szkoły i boisko drugiej.
    • jakw Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 02:09
      Moja starsza wracała samodzielnie w III klasie, ale w domu ktoś był, a droga bez problemów.
      Samodzielne wychodzenie do szkoły wydaje mi się bardziej skomplikowane niż wracanie: trzeba zaplanować odpowiednio wcześnie czynności typu wkładanie butów i jeszcze pamiętać o zamknięciu drzwi.
      • sonrisa06 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 05:11
        Mam ten sam problem. Szkoła mała, tylko dwie pierwsze klasy, ale zmianowa. W tym roku szkolnym córka miała w poniedziałki i we wtorki lekcje w godzinach 12.30-15.50. Ja pracuję na zmiany co drugi tydzień. Kiedy miałam druga zmianę było ok, ale kiedy szlam na pierwszą musiałam kombinować. Albo się zamieniałam w pracy na zmiany, no ale ile można, albo przyjeżdżała na te dwa dni babcia co drugi tydzień. Innego wyjścia nie było, bo ja idąc do pracy na siódmą musiałabym córkę odstawić do świetlicy na 6.30. Chociaż świetlica jest fajna to nie wyobrażam sobie siedzenia na niej od 6.30 do 12.40 i jeszcze później nauki do prawie 16. Aż się boję jaki w drugiej klasie będzie plan, jednak nie zaryzykuję samodzielnego chodzenia do szkoły. Mamy co prawda tylko jedną ulicę do przejścia i z wyspą - łatwo ją przejść, ale moja córka się nie nadaje. Z odbieraniem jej nie mam problemów, w ostateczności odbierają ją moje koleżanki (czyli mamy jej koleżanek z klasy), a ja wracając z pracy zgarniam ją po drodze. Gorszy problem jest rano, szczególnie jak mam 1 zmianę, a ona idzie na popołudnie. Uważam tak, jak dziewczyny wyżej, że powrót ze szkoły jest łatwiejszy. Rano trzeba więcej ogarnąć, przede wszystkim wstać (u nas to duży problem) i zorganizować się czasowo, żeby zdążyć. Moja córka poradziłaby sobie ze wszystkimi czynnościami, ale nie wiem czy o czymś nie zapomniałaby (np. zamknąć drzwi) to raz, a dwa straszna z niej grzebuła. Poza tym córka nie wychodzi nigdzie sama (przed blokiem się nie bawi, bo nie ma z kim) i nie wyraża takiej potrzeby. Myślę, że jeszcze w drugiej klasie trzeba się będzie jakoś przemęczyć. A co będzie w trzeciej, nie wiem, ale ja nie planuję tak odlegle. U nas w szkole dopiero od 4 kl można wracać samemu, zobaczymy jak to będzie.
        • slonko1335 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 06:58
          W drugiej klasie młoda będzie miała trzy razy na popołudniową zmianę-teraz ma dwa razy. U nas świetlica to po prostu porażka, tłumy dzikie, hałas, ciasnota, eh...mi się wydawało, że właśnie łatwiej jest iść do szkoły bo więcej dzieci idących do szkoły można spotkać po drodze. Jak się ogarnia kontrolowałabym telefonicznie, w tym względzie ona akurat ok, szykuje się sprawnie, wie co trzeba zabrać, pamięta o wszystkim lepiej ode mnie-ja zupełnie nie kontroluję tego co ona ma spakować, jakie ma danego dnia lekcje, itd .
          No ale może macie rację, że lepiej w drugą stronę.
          Na przechodzenie przez ulicę się nadaje spokojnie, jest ostrożna, gorzej, że nie wiem co się stanie jak pomyli drogę czy nie spanikuje i obawiam się że może nie poprosić nikogo o pomoc. Do szkoły ma taką 15 minutową drogę, kilka przejść ale to spokojna okolica, ulice jendokierunkowe głównie nie ma dużego ruchu.
          z wychodzeniem mam właśnie ten sam problem, przed blokiem nic nie ma ciekawego na dłużej i nie ma z kim się tam bawić więc nie wychodzi sama, no czasami na chwilę, jak jest u niej jakaś koleżanka to wyjdą pograć w piłkę czy gumę czy na czymś pojeździć.
          • k1234561 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 08:29
            Skoro dziewczynka jest taka ogarnięta jak piszesz i jesteś przekonana,że sobie poradzi z samodzielnym wyjściem z domu to ja na Twoim miejscu,w dni kiedy ma na popołudniu do szkoły,pozwoliłabym jej samej do tej szkoły iść.Ale zabrałabym i zawiozła rano do szkoły ten ciężki plecak,tym bardziej,że jak piszesz i tak co rano będziesz wozić młodsze dziecko do tej samej szkoły.
            To samo bym zrobiła z powrotami ze szkoły.Z tym że już musiałaby wracać sama z plecakiem.Poprosiłabym ją aby zadzwoniła do mnie zawsze jak wychodzi ze szkoły/domu i natychmiast jak wejdzie do domu/szkoły.Cały czas oczywiście musiałaby mieć komórkę przy sobie,nie w plecaku,ale blisko przy sobie,aby w razie czego dzwonić.
            Dobrze byłoby,aby w domu po jej przyjsciu był ktoś dorosły,jednak jeśli się nie da tego zorganizować,to trudno.Oczywiście rozumiem też,że mała,po przyjściu do domu będzie miała jakiś obiad przygotowany,żeby tylko w mikrofali odgrzać?
            • slonko1335 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 09:28
              Oczywiście rozumiem też,że mała,po przyjściu do
              > domu będzie miała jakiś obiad przygotowany,żeby tylko w mikrofali odgrzać?

              tak wstawi sobie zupę do mikrofali, kanapki zrobi. Drugie danie zjemy razem jak my wrócimy.
          • jakw Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 12:05
            slonko1335 napisała:
            > Na przechodzenie przez ulicę się nadaje spokojnie, jest ostrożna,
            Przyrzyj się tym przejściom - czy np. nie stoją tam nagminnie samochody tuż przy przejściu. 8-9-latek może być ostrożny, ale zza stojącego samochodu może być całkiem niewidoczny.

            >gorzej, że ni
            > e wiem co się stanie jak pomyli drogę czy nie spanikuje i obawiam się że może n
            > ie poprosić nikogo o pomoc.
            Prawdopodobnie powinna mieć komórkę - przynajmniej zadzwoni do ciebie. Zastanówcie się też wspólnie kogo może ewentualnie prosić o pomoc - np. pani w sklepie czy w kiosku.

    • guderianka Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 08:34
      Młodsza jak wiesz-sama zostaje, sama wychodzi, osiedle i drogę do szkoły zna- ale (na szczęście nie muszę) nie będę jeszcze jej puszczała samej, choć pewnie dałaby radę. W zerówce i teraz kilka razy wracała ze Starszą i szła z nią do szkoły. W połowie drugiej kilka razy puszczę ją samą-jeśli zechce-na próbę. Ale...Młodsza mimo rozwagi i spokoju jest gapciochem. Jak wracaliśmy od Was z działki na przejściu kolo nas wpakowała się na ulicę na czerwonym świetle " bo się zagapiła". Dla mnie-niedopuszczalne-więc póki zdarzają się takie sytuacje- chodzić nie będzie.
      Starsza zaczęła sama chodzić do szkoły od 3 klasy, zaprowadziłam ją tylko raz -bo to była nowa szkoła i klasa. Potem samodzielnie-no ale ona ma inny charakter
    • xkx2 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 08:55
      Tu nie ma reguły. Tu wszytko jest że tak powiem indywidualnie uzależnione od wielu czynników. Miedzy innymi od że tak to nazwę "dojrzałości" dziecka. Wiek nie koniecznie ma znaczenie bo z tzw. dojrzałością rożnie bywa. Może się zdarzyć 10 latek mniej dojrzały od 8 latka. Oczywiście dochodzi jeszcze sprawa odległości czy droga jet bezpieczna czy tez nie czy są ruchliwe ulice a jak są czy są z sygnalizacją czy osiedle na którym się mieszka zalicza się do bezpiecznych czy tez w dużej liczbie są tam wszelkiego rodzaju menty. Ogólnie rzecz ujmując decyzje musisz podjąć sama bo to Ty najlepiej znasz swoje dziecko. Nie mniej 8 lat to chyba trochę za mało na samodzielne wyprawy do szkoły ( i na 100% ze szkoły do pustego domu) zwłaszcza jeśli dziecko jest z gatunku strachliwych, wycofanych i nie funkcjonuje w ogóle samo (to znaczy nie jest wysyłane samo po zakupy czy do kolegów / koleżanek np. 2 bloki dalej). Uczenie samodzielności musi się odbywać etapami. A tempo nauki jest indywidualne dla każdego dziecka.
      • slonko1335 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 09:34
        Osiedle jest bezpieczne, mętów nie spotykam, to spokojne wojskowe osiedle wstaione w środek dzielnicy domków jednorodzinnych. Ulice które musi przejśc to właśnie ulice przy domkach jednorodzinnych. Najbardziej niebezpieczna jest chyba ta pod naszym domem którą pokonuje regularnie idąc do sklepu, obserwuję ją przez okno i nigdy się nie zdarzyło żeby się porządnie nie rozejrzała czy może przejść-wprost przeciwnie do jej brata który ma takie "drobiazgi" w nosie i leci na oślep....Zastanawiam się jak ją tej samodzielności na zewnątrz uczyć bo niespecjalnie ma na nią okazję no ale będzie więcej czasu w wakacje...i zobaczymy jak będzie. Ewentualnie przemęczy się kolejny semestr w świetlicy i znowu spróbujemy na wiosnę przyszłego roku.
        • guderianka Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 09:47
          Może zacznij od wakacyjnego zostawiania u nas ? Młodsza sama wychodzi na dwór więc będą razem na podwórku. Ostatnio już odważyła się-wprawdzie na 10 min ale od czegoś trzeba zaczać
    • monikaa13 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 10:28
      Moja kończy teraz 1 klasę i cały rok ją odprowadzam i przyprowadzam ze szkoły. W drugiej klasie na pewno też tak będę robiła. W 3 się zobaczy. Do szkoły musi iść ulicą z płyt - chodnika nie ma, potem przejść przez przejście dla pieszych na rondzie, potem przez park do szkoły.

      Ma 7,5 roku.

      W klasie same 7 latki i niektóre już od 2 semestru chodzą same do szkoły, a mieszkają niedaleko nas więc droga jak opisałam. Do szkoły ok. 1 km.

      Natomiast mamy sąsiadkę, dziewczyna klasa 3 i mama zawsze ją zawozi i odbiera ze szkoły.

      Jeżeli dziecko się nie burzy to odprowadzałabym je jak najdłużej, a co tam. Ja z tych strachliwych mam jestem. Ew. jak zacznie chodzić sama to najpierw np. od połowy drogi, potem pewnie jak będzie miała na popołudnie. No i latem jak jest jasno.
      • xkx2 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 18:51
        Wiesz znam osobiście szkołę / szkoły (i nie mam na myśli bynajmniej podstawówki tylko położone tuż obok siebie - w zasadzie się przenikające szkoły gimnazjum i Liceum) gdzie nawet tak do jednej jaki drugiej szkoły "dzieciaki" są przywożone. Ale tam jest specyficzna sytuacja smile Nie mniej osobiście jestem zdania iż samodzielności trzeba uczyć się powoli i do niej dorosnąć. I zawsze lepiej dmuchać na zimne. Ani 7 ani 8 letnie dziecko nie jest na tyle dojrzałe aby poradzić sobie z samodzielnym wyjście i powrotem ze szkoły zwłaszcza z powrotem do pustego domu. I nawet jeśli takie przypadki są to są raczej wyjątkami niż regułą.
    • camel_3d w niemczech zaleca sie do 7 roku 14.06.14, 19:32

      zaprowadzac i przyprowadzac..
      • 3-mamuska Re: w niemczech zaleca sie do 7 roku 14.06.14, 20:31
        Masz sporo czasu, ćwicz z nia drogę, ja robiłam tak ze szlam z dzieckiem ale to ono decydowalo ,którędy idziemy kiedy przechodzimy prze jezdnie... Szlam jak lalka za nia oczywiście w razie potrzeby zareagowalabym.

        Pózniej puszczalam ja pod Szkola na ostatniej prostej, potem uliczkę dalej.
        Potem 2/3 i tak poszło.moja jeździ autobusem lub idzie na nogach.
        I na początku w autobusie tez pytałam jej gdzie ma wysiąść nacisnic przycisk "stop"
        Potem odprowadzalam na przystanek.
        Na początku gdy szła na nogach to szlam po kryjomu za nia.

        Tyle ze moja wygadana bardzo wcześnie zostawala sama w domu.
        Juz jako 5-latka zostawala na 40 minut.

        Nie dawalabym dziecku telefonu, bo moze stac sie obiektem napadu, no chyba ze dzwoni z domu przed wyjście "mamo wychodzę" i pod sama Szkola mamo jestem.

        Ogolnie moze niech chodzi sama do sklepów pyta o produkty,
        Spytać w klasie czy ktos nie chodzi w wasza strone zeby mogli chodzić razem.


        A tez sie bałam bo na początku myliła sie gdy wychodziliśmy z naszej uliczki, szła w lewo zamiast w prawo.

        Teraz jeździ rano autobusem, po południu wraca najcześciej na nogach, raz ze jest szybciej , dwa ze tym autobusem wracają dzieci z gimnazjum i jest to koszmarne 10 minut drogi, totalna dzicz, wrzaski, wyjsc z autobusu ciezko no i gorąco.
        Jak pada czy zima wraca autobusem.

        Ja uczę ze lepiej poczekać i spóźniać sie na lekcje niz przechodzić przez jezdnie gdy nie jest sie pewnym.
        Uczę tez ze gdy cos sie stanie na szukać pomocy u kobiety najlepiej z dzieckiem, lub u policjantów w godzinach powrotów ,ze szkoły jest masa patroli w okolicy.
        Ma sie nie denerwować, nie płakać tylko poprosić o telefon do mnie, ma moj numer, starać sie znaleść nazwę uliczki na której jest i zadzwonić z budki telefonicznej ma zawsze kartkę z numerem i drobne.
        Kiedyś stali przy jazdy przystanku autobusowym najbliższym Szkola.
        I u nas pod Szkola tez przy bramie stoi patrol.


        Mowie jej tez ze musi miec ograniczone zaufanie do ludzi, nigdzie z nikim nie isc , bo jesli cos sie zmieni czy stanie to ktos zadzwoni do szkoły, lub odbierze ja ciocia .
        Ze ludzie miga byc pomocni ale tu i teraz na miejscu a nie mowic chodz fo auta czy do mnie do domu.

        Na początku, 3 razy przyprawiła mnie o zawał, długo nie wracała, po czym zadzwonił tato jej koleżanki ze sa razem w parku i ja odprowadza. Maz od razu poleciał do tego parku.
        Raz zagadala sie z koleżanka , i raz wsiadła dobrze do autobusu, ale wydawało jej sie ze złe jedzie i w połowie drogi wysiadła i wróciła do przystanku startowego i do domu wróciła na nogach druga strona druga strona.
        Mieszkamy za torami i sa do nas 2 drogi, jedna jedzie autobus i jest troszkę dłuższa, a druga sxybciej dojdziemy na nogach.
    • wuwujama Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 14.06.14, 22:00
      Jesli masz mozliwosc zaczac od stopniowego przygotowywania, to fajnie. Jesli corka calkowicie chce odtawic swietlice, mozesz zaczac od razu z grubej rury, czyli codziennie niech chodzi lub wraca sama, w zaleznosci czy bedzie miala II czy I zmiane. Ja bym tylko wprowadzila zasade obowiazkowego dzwonienia po dojsciu do szkoly i zaraz po przyjsciu do domu. I wspolnie z corka ustalilabym plan czym bedzie sie zajmowala podczas samodzielnego pobytu w domu.
      Moja corka zaczela wracac sama tuz przed 9 urodzinami, ale nie codzinnie, tylko kiedy nie bylo mozliwosci odebrania jej ze swietlicy przed zamknieciem. Ogolnie do konca 3 klasy korzystala ze swietlicy, a tez nie mielismy super warunkow, szkola moloch, zmianowa, jednak w swietlicy tetnilo zycie dzieci. I mamy dosc niebezpieczna droge do szkoly, a corka lubila byc zaprowadzana i przyprowadzana, byl fajny czas na rozmowe po drodze.
    • mw144 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 08:49
      Syn teraz w 1 klasie i widzę, że by sobie poradził, kilkukrotnie jechał/wracał sam na rowerze, ale raczej odwożę/zabieram ze szkoły, ponieważ ma daleko (4 km). W drugiej klasie podejrzewam, że sam będzie jeździł do szkoły (autobusem) jeśli będzie miał na 2 zmianę, bo nie chce mu się siedzieć pół dnia na świetlicy. W domu nikogo nie będzie jak będzie wychodził.
    • jagabaga92 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 09:10
      Mój syn zaczął od początku III klasy. Życzyłabym sobie, żeby droga do szkoły była bezpieczniejsza, ale nie mam na to wpływusad: młody ma do szkoły ok. 1km i musi pokonać kilka ulic osiedlowych, parking, przejście bez świateł (początkowa była tam pani STOP, ale "się zbyła" - miasta na Śląsku nie stać, żeby ją utrzymywać!!!), a na koniec - na szczęście - przejście podziemne. Młody chodzi z kluczem (od urodzenia jest z tych "ułożonych i rozsądnych"). Po dotarciu do szkoły i powrocie do domu daje mi sygnał z telefonu.
    • mama-ola Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 09:55
      W klasie mojego syna dzieci chodzą same do szkoły i ze szkoły od 2 klasy, czyli od kiedy miały 7-8 lat. Oczywiście nie wszystkie, ale większość radzi sobie sama. Są też dzieci, które podjeżdżają dwa przystanki autobusem. Radzą sobie psychicznie, są też odpowiedzialne, znają przepisy ruchu drogowego.

      Był jednak niemiły incydent - przyczepił się kiedyś do dwóch chłopców mężczyzna. Zagadywał, zaczepiał, krzyczał na nich. A chłopcy nie zmienili nic w swoim zachowaniu, czyli wsiedli do autobusu (po drodze znosząc jego natarczywe towarzystwo) i skierowali się w stronę swojego bloku. Na szczęście mężczyzna odczepił się i poszedł w swoją stronę. Dopiero potem chłopcom powiedziano, że w takiej sytuacji należy np. zawrócić do szkoły, powiedzieć nauczycielowi albo wstąpić do znajomego sklepu i poskarżyć się sprzedawczyni czy znajomej sąsiadce.

      Tak więc jak pytasz o radę, to wydaje mi się, że należy omówić z dzieckiem nie tylko sytuacje typowe, ale i nietypowe. Oczywiście nie chodzi mi o straszenie, ale o to, by wiedziała, jak zareagować w razie czego. Awaryjne sytuacje to np. ktoś zaczepia, zgubione klucze.
    • niktmadry Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 11:28
      1) dałabym dziecku telefon
      2) musiałabym mieć pewność, że jak dziecko zadzwoni i poprosi o pomoc to jestem w stanie w ciągu 10.15 minut przyjechać do dziecka lub zorganizować opiekę kogoś innego dorosłego.
      3) ja wychodząc z domu zamykałam zawór gazu a dzieciom zostawiałam do dyspozycji mikrofalówkę i czajnik bezprzewodowy (ale to ja a ja jestem nadopiekuńcza)
      • slonko1335 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 11:47
        > 1) dałabym dziecku telefon
        to najmniejszy problem
        2) musiałabym mieć pewność, że jak dziecko zadzwoni i poprosi o pomoc to jestem
        > w stanie w ciągu 10.15 minut przyjechać do dziecka lub zorganizować opiekę ko
        > goś innego dorosłego.
        ten punkt niestety nie wchodzi w grę
        3) ja wychodząc z domu zamykałam zawór gazu a dzieciom zostawiałam do dyspozycj
        > i mikrofalówkę i czajnik bezprzewodowy (ale to ja a ja jestem nadopiekuńcza)
        nie mamy w domu gazu, młoda czajnika nie używa, bo nie ma po co- pije wodę, korzysta sama tylko z mikrofali i lodówki.
    • ewa_mama_jasia Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 14:16
      Ucz stopniowo. Zaczęłabym od wychodzenia do szkoły, powroty zostawiłabym na później. Najpierw wychodźcie razem, odprowadź część drogi. Potem wychodźcie razem, niech idzie sama z telefonem w garści.
      Ja tak uczyłam, od zerówki, zasłużyłam przy tym na miano matki zaniedbującej dziecko według wychowawczyni syna (Bo nikt tak nie robi).
      W zerówce zostawiałam przed furtką szkolną, zamiast odprowadzać do szatni i pomagać się przebrac. W I klasie zostawiałam na rogu ulicy, on szedł jakieś 50 m do furtki szkolnej, ja - do autobusu. W tym roku wychodził ze mną, ja szłam na jeden róg ulicy do autobusu, syn - do tramwaju. I sam szedł do szkoły, prowadząc ze mną dyskusje przez telefon.
      Teraz w weekend miałam nagły kryzys nieobecności męża, syn musiał sam zostac w domu po szkole przez 2 godziny, potem wyjść na zajęcia i z nich wrócić, a nastepnego dnia musiał sam zostać w domu, wyjść na zajęcia, wrócić z nich i zostać w domu przez 3 godziny do mojego powrotu. Poradził sobie świetnie i dumny był z siebie. Ja z niego też.
      • ewa_mama_jasia Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 14:17
        W przyszłym roku szkolnym planuję już samodzielne chodzenie do szkoły i powroty, choć świetlicę mu jeszcze opłacę, przynajmniej na poczatku.
    • q_fla Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 15:53
      Młoda ma 9 lat i kończy drugą klasę. Od początku drugiej klasy sama chodzi i wraca ze szkoły. Rano sama sobie robi śniadanie, po lekcjach wraca do domu, za pomocą sąsiadki (młoda klucze nosi ze sobą) otwiera drzwi do mieszkania, odgrzewa sobie obiad (na gazie, nie posiadam mikrofalówki) i albo czeka na nas, albo jeszcze idzie na zajęcia dodatkowe.
      Nie widzę w tym nic wyjątkowego, ufamy swojemu dziecku i uczymy odpowiedzialności.
      Niewielkie zakupy też potrafi zrobić.
      Dodam, że jest niskorosła i wygląda na 2-3 lata mniej.
      • mamcia2014 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 18:32
        Z tym gazem uważam, ze przesadziłaś... Rozumiem mikrofalówka ale gaz ? To nawet ja nie jesem taka wyzwolona jak ty.
        • q_fla Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 19:02
          Każdy robi jak uważa. W wieku mojej córki potrafiłam pod nieobecnośc rodziców obiad ugotować i upiec szarlotkę, oraz załączyć pralkę - mieliśmy automat.
          Żyję i mam się dobrze.
          • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 22:01
            q_fla napisała:

            > Każdy robi jak uważa. W wieku mojej córki potrafiłam pod nieobecnośc rodziców o
            > biad ugotować i upiec szarlotkę, oraz załączyć pralkę - mieliśmy automat.
            > Żyję i mam się dobrze.

            Ano, zgadzam się i też uważam, że każdemu jego porno i jego wybory.

            Moja córka we wrześniu kończy 10 lat. Spokojnie jest w stanie ugotować obiad, upiec ciasto (wczoraj piekła babeczki), posprzątać kuchnię i łazienkę, zrobić większe zakupy (jadąc rowerem do sklepu oddalonego o kilka kilometrów). Co więcej, nie widzę problemu aby od niej tego wymagać.

            Opiekuje się również dwuipółletnią siostrą, także poza domem - na przykład dzisiaj pojechały razem rowerami na plac zabaw oddalony około kilometra, jazda wiejską drogą żwirową - wybawiły się i wróciły do domu.
            • niktmadry Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 22:20
              Każdy jest zdolny do czasu. Pamiętam jakiś czas temu artykuł o nastolatce, która chciała zrobić sobie frytki. gdy jej zdaniem zbyt mocno rozgrzała olej dolała do niego zimną wodę. O skutkach chyba nie muszę pisać. Moim dzieciom pozwalam gotować gdy ktoś dorosły jest w domu.
              • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 16.06.14, 23:12
                niktmadry napisał(a):
                > Każdy jest zdolny do czasu. Pamiętam jakiś czas temu artykuł o nastolatce, któr
                > a chciała zrobić sobie frytki. gdy jej zdaniem zbyt mocno rozgrzała olej dolała
                > do niego zimną wodę. O skutkach chyba nie muszę pisać. Moim dzieciom pozwalam
                > gotować gdy ktoś dorosły jest w domu.

                Uważasz, że obecność dorosłych w domu magicznie chroni od głupoty i braku doświadczenia? Bo moje dziecko wie, co się dzieje, kiedy woda pryśnie na patelnię z rozgrzanym tłuszczem - ale wie to z doświadczenia własnego. Durna nie jest. W przeciwieństwie do dziewoi z artykułu, który wspominasz.
                Mam niejasne podejrzenia, że nawet gdyby rodzice byli w domu i np. w pokoju obok oglądali telewizję, to nastolatka z artykułu zrobiłaby dokładnie to samo. Z dużym prawdopodobieństwem dlatego, że rodzice obchodzili się z nią jak z jajem i wcześniej nie dopuszczali do kuchni.

                • truscaveczka Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 18.06.14, 10:59
                  Podobna sytuacja miała miejsce kilka lat temu w bloku koło mnie. 22-latek nastawił olej do smażenia frytek i wsiąkł w kompa. Olej się zapalił, on chciał zgasić wodą. Rodzice byli w pokoju obok.
                  Ani wiek, ani opiekuńcza obecność rodziców tu nie działają.
                  PS Podobny numer wykonała też moja trzydziestoparoletnia ciotka z doktoratem i dwójką dzieci wink
              • nevada_r Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 17.06.14, 08:31
                Ja jak miałam jakieś 8 lat bawiłam się w lanie wosku; wosk mi się zapalił i zrobiłam identyczną rzecz, jak ta nastolatka - wlałam do niego wodę. Na szczęście poleciało na kuchnię, a nie na mnie. wink Dom był pełen dorosłych! I nikt nie dopilnował.

                Jak miałam ze 13-14 lat i kazano mi ugotować ziemniaki, to po ugotowaniu ich nie odlałam - bo nie wiedziałam, że trzeba. Miałam jeszcze parę takich kuchennych wpadek - wszystkie z niewiedzy. I myślę, że mama_kotula ma rację - takie rzeczy zdarzają się osobom, które się na czymś nie znają, bo wcześniej w ogóle nie miały z tym do czynienia - jak ja z gotowaniem.
                • mruu1 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 17.06.14, 20:51
                  Obecność dorosłych w domu nie chroni od głupoty ich dzieci. Obecni w domu rodzice mogą interweniować (przynajmniej mają taką szansę) gdy np. dzieci przez głupotę wzniecą pożar.
                  Warto też poczytać kodeks cywilny i karny, a propos pozostawiania dzieci np. piecioletnich jak ktoś wyżej pisał- bez opieki.
            • olga727 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 18.06.14, 11:17
              mama_kotula napisała:
              > Ano, zgadzam się i też uważam, że każdemu jego porno i jego wybory.
              >
              > Moja córka we wrześniu kończy 10 lat. Spokojnie jest w stanie ugotować obiad, u
              > piec ciasto (wczoraj piekła babeczki), posprzątać kuchnię i łazienkę, zrobić wi
              > ększe zakupy (jadąc rowerem do sklepu oddalonego o kilka kilometrów). Co więcej
              > , nie widzę problemu aby od niej tego wymagać.

              Nie wydaje ci się,że zbytnio obciążasz dziecko obowiązkami ( ugotować obiad,zrobić większe zakupy i przywieźć je rowerem- a kartę rowerową posiada już ?) Rozumiem: posprzątać/ogarnąć mieszkanie.

              > Opiekuje się również dwuipółletnią siostrą, także poza domem - na przykład dzis
              > iaj pojechały razem rowerami na plac zabaw oddalony około kilometra, jazda wiej
              > ską drogą żwirową - wybawiły się i wróciły do domu.

              Tutaj,to już chyba przesadziłaś ?! Dziecko 9-o letnie nie ponosi jeszcze odpowiedzialności za młodsze rodzeństwo. Od TEGO jesteś TY !
              Jednym słowem: masz darmową POMOC DOMOWĄ . wink
              • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 18.06.14, 13:52
                olga727 napisała:
                > Nie wydaje ci się,że zbytnio obciążasz dziecko obowiązkami ( ugotować obiad,zr
                > obić większe zakupy i przywieźć je rowerem- a kartę rowerową posiada już ?) Ro
                > zumiem: posprzątać/ogarnąć mieszkanie.

                Nie, nie uważam. Poza tym, to nie są regularne obowiązki, które wykonuje codziennie. Wykonuje je w miarę potrzeby, tak jak i inni członkowie rodziny. Poza tym ma mnóstwo czasu na zabawę i nie narzeka na brak tegoż czasu, wróć - uważa jedynie, że marnuje czas na siedzenie w szkole, ale temu akurat już zaradziłyśmy, od września przechodzimy na ED.

                Powiem ci coś strasznego. Wczoraj poprosiła o zwolnienie ze szkoły, aby przygotować urodziny dla starszego brata - od rana wykonała dekoracje, upiekła babeczki, przyrządziła obiad, w czym pomogła jej 2,5-letnia siostra, krojąc pieczarki wink. Wszystko to zrobiła z własnej woli i z wielką chęcią.
                fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3661698,2,1,17czerwca.html
                Potem pobiegła na dżudo i na plac zabaw z koleżankami, a potem do wieczora czytała. A, jeszcze w międzyczasie uzupełniła lekcje. Po kolacji pozmywała razem z bratem. Nie umarła z nadmiaru obowiązków, serio serio.

                > > Opiekuje się również dwuipółletnią siostrą, także poza domem - na przykła
                > d dzisiaj pojechały razem rowerami na plac zabaw oddalony około kilometra, jazd
                > a wiejską drogą żwirową - wybawiły się i wróciły do domu.
                >
                > Tutaj,to już chyba przesadziłaś ?! Dziecko 9-o letnie nie ponosi jeszcze odpo
                > wiedzialności za młodsze rodzeństwo. Od TEGO jesteś TY !

                10-letnie. I tak, ja ponoszę odpowiedzialność za _obie_ dziewczynki, kiedy są razem na placu. Czy gdzieś napisałam, że jest inaczej?
                Uważam, że to normalne, że rodzeństwo bawi się razem. I serio, ja do niczego nie zmuszam. Ona to lubi robić, zresztą starszy syn chyba jeszcze bardziej. Jak trzeba, to do ubikacji młodą zaprowadzą, przebiorą, nakarmią. Korony z głów nie spadają.

                > Jednym słowem: masz darmową POMOC DOMOWĄ . wink

                Jednym słowem - chrzanisz smile.

                Wg mnie rodzina jest wspólnotą. Wspólnota zaś polega na tym, że każdy uczestniczy w robieniu rzeczy dla tejże wspólnoty. Rzeczy na miarę swoich możliwości. A nie na tym, że jedna osoba (z reguły matka) zasuwa, zaspokajając potrzeby innych osób, podczas gdy reszta oddaje się rozrywkom li i jedynie. Rozumiem, że dla ciebie taka sytuacja, gdzie tylko ty masz obowiązki, nie jest "posiadaniem darmowej pomocy domowej", tylko stanem normalnym. Cóż, u mnie to tak nie działa. Również 2,5-latek uczestniczy w robieniu rzeczy dla wszystkich (np. wyciera stół po posiłku, zamiata spod niego okruchy) - i nie traktuję tego jako zabawy, ona zresztą też nie.



                • ewa_mama_jasia Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 18.06.14, 14:12
                  Brawo. Zawsze mi sie podobało, jak wychowujesz dzieciaki, jeszcze od czasów "nastroje". To prawda, ze dzieci muszą uczestniczyć w życiu rodzinnym i robić to, co mogą, żeby uczyć się samodzielności. Pamiętam, jak pani z poradni pp piała z zachwytu mojej mamie jaka to jestem niesamowicie samodzielna i rozwinięta, bo potrafiłam odpowiedzieć na pytanie, co robię jak chcę się napić herbaty. Oczywiście wtedy nie było mowy o kuchenkach mikrofalowych, czajnikach elektrycznych i innych tego typu udogodnieniach. Normą była kuchenka gazowa, zapałki i zwykły czajnik (gwizdek to już był element nowoczesny, ułatwiający życie smile .
                  • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 18.06.14, 14:32
                    Cytat
                    To prawda, ze dzieci muszą uczestniczyć w życiu rodzinnym i robić to, co mogą, żeby uczyć się samodzielności. Pamiętam, jak pani z poradni pp piała z zachwytu mojej mamie jaka to jestem niesamowicie samodzielna i rozwinięta, bo potrafiłam odpowiedzieć na pytanie, co robię jak chcę się napić herbaty.


                    A widzisz. Ja byłam z gatunku dzieci-książątek, którym się kłody i niedogodności spod nóżek usuwało. Obowiązki? jakie obowiązki, dziecko ma się uczyć i tylko uczyć. A potem, oczywiście, było długo wypominane, jak to człowiek całe życie żyły sobie wypruwał i się poświęcał, aby dziecku posprzątać, ugotować, wyprać, wszystko zrobić, a dziecko nie czuło się odpowiedzialne za cokolwiek. No ale jak miało się czuć odpowiedzialne, skoro nie dostało szansy na to, a do obsługi każdy się szybko przyzwyczaja.
                • olga727 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 18.06.14, 21:01
                  mama_kotula napisała
                  10-letnie. I tak, ja ponoszę odpowiedzialność za _obie_ dziewczynki, kiedy są r
                  > azem na placu. Czy gdzieś napisałam, że jest inaczej?
                  Dajesz starszej upoważnienie na piśmie,w razie ewentualnego spotkania z np.strażą miejską,policją ? A pomyślałaś o tym co stanie się z młodszą,gdy starszej córce coś się stanie,albo odwrotnie gdy potrzebna będzie pomoc np.lekarza. Nie możesz z nimi pojechać na ten plac zabaw( jako dorosły ) ?

                  > e zmuszam. Ona to lubi robić, zresztą starszy syn chyba jeszcze bardziej. Jak t
                  > rzeba, to do ubikacji młodą zaprowadzą, przebiorą, nakarmią. Korony z głów nie
                  > spadają.
                  Jeśli robią to z własnej woli to ok.,ale nie rób z nich"małych dorosłych". wink
                  > Jednym słowem: masz darmową POMOC DOMOWĄ . wink
                  >
                  > Jednym słowem - chrzanisz smile.
                  Nie,nie "chrzanię"tylko widzę to "z boku".> Wg mnie rodzina jest wspólnotą. Wspólnota zaś polega na tym, że każdy uczestnic
                  > zy w robieniu rzeczy dla tejże wspólnoty. Rzeczy na miarę swoich możliwości. A
                  > nie na tym, że jedna osoba (z reguły matka) zasuwa, zaspokajając potrzeby innyc
                  > h osób, podczas gdy reszta oddaje się rozrywkom li i jedynie. Rozumiem, że dla
                  > ciebie taka sytuacja, gdzie tylko ty masz obowiązki, nie jest "posiadaniem darm
                  > owej pomocy domowej", tylko stanem normalnym. Cóż, u mnie to tak nie działa. Ró
                  > wnież 2,5-latek uczestniczy w robieniu rzeczy dla wszystkich (np. wyciera stół
                  > po posiłku, zamiata spod niego okruchy) - i nie traktuję tego jako zabawy, ona
                  > zresztą też nie.
                  >
                  I dzieci są tak do końca"pogodzone" z koniecznością wykonania obowiązku,gdy im się "nie chce",czy czasem się buntują przeciwko nałożonym obowiązkom ?
                  • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 18.06.14, 22:46
                    Cytat
                    A pomyślałaś o tym co stanie się z młodszą,gdy starszej
                    > córce coś się stanie,albo odwrotnie gdy potrzebna będzie pomoc np.lekarza. Nie
                    > możesz z nimi pojechać na ten plac zabaw( jako dorosły ) ?


                    A ty, idąc z dzieckiem na plac zabaw, myślisz, co może się zdarzyć, jeśli tobie się coś stanie? Nie wiem, nagle dostaniesz wylewu, zemdlejesz, potrąci cię samochód? Chodzisz z dzieckiem czasem sama, czy zawsze w towarzystwie innej dorosłej osoby?

                    Gdyby cokolwiek stało się młodszej, starsza wie, co ma zrobić. Ma komórkę i dzwoni - ja rzucam wszystko i jestem na placu w 2 minuty/dzwonię po pogotowie. Jeśli coś by się stało starszej - to dokładnie ta sama sytuacja jak ta, kiedy mi się coś dzieje, a młoda jest pod moją wyłączną opieką. Ale powtarzam - każdy robi jak chce, każdemu jego porno i jego ryzyko. Prawda?

                    I tak, generalnie mogę z nimi pojechać na ten plac zabaw. Jako dorosły.
                    I tak, najczęściej jeżdżę na ten plac zabaw jako dorosły, i widzę takie pary rodzeństwa, jak moje, które przyszły tam bez rodziców. I tak sobie tam siedzę i wiem, że w razie czego, będę interweniować i zajmę się kim trzeba. Zdarzyło mi się odwozić z placu do domu zupełnie obce dzieciaki (teraz już nie obce).

                    Widzę również dzieci lat 10, które na plac mama przywiozła samochodem, bo mieszkają po drugiej stronie ulicy, a tam nie ma przejścia ze światłami. Znam również dzieci dziesięcioletnie, które jadą autobusem do pobliskiej wsi, tam przechodzą przez pasy na światłach, wsiadają w autobus jadący w przeciwną stronę i wysiadają po tej stronie, gdzie jest szkoła. I co? I pstro. Każdy robi jak chce, to jego dzieci, jego problem.

                    Cytat
                    I dzieci są tak do końca"pogodzone" z koniecznością wykonania obowiązku,gdy im się "nie chce",czy czasem się buntują przeciwko nałożonym obowiązkom ?


                    Oczywiście, że czasem się buntują, byłabym bardzo zdziwiona, gdyby się nie buntowały. Co więcej - ja też się buntuję przeciwko nałozonym obowiązkom, gdy mi się nie chce. I ty zapewne też. Bo to zupełnie normalne.
                    • olga727 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 18.06.14, 23:17
                      mama_kotula napisała
                      >
                      > A ty, idąc z dzieckiem na plac zabaw, myślisz, co może się zdarzyć, jeśli tobie
                      > się coś stanie? Nie wiem, nagle dostaniesz wylewu, zemdlejesz, potrąci cię sam
                      > ochód? Chodzisz z dzieckiem czasem sama, czy zawsze w towarzystwie innej dorosł
                      > ej osoby?
                      Oczywiście,że myślę i myślałam i myśleć będę. Jeden wylew już "zaliczyłam(13 lat temu),stąd moje obawy(może zbyt na wyrost). Wtedy gdy wystąpił ten wylew(tego roku) opiekowałam się małym dzieckiem( w wieku 2 lat) z porażeniem mózgowym,jeździłam z tym dzieckiem na rehabilitację. Całe szczęście,że wylew nastąpił w niedzielę,a nie w powszedni dzień,bo z domu do szpitala brali mnie nieprzytomną....Dziecko było całkowicie niekomunikatywne i zależne ode mnie... sad


                      • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 18.06.14, 23:22
                        No dobrze, myślisz. A co robisz? Znaczy, czy zawsze chodzisz z dzieckiem tylko w miejsca, gdzie jest duzo ludzi? Czy nigdy nie zostawalas z dzieckiem sama w domu? Tak sobie tu dywaguję, nie musisz odpowiadać. Bo w sumie cieżko jest w jakikolwiek sposób sie zabezpieczyć na taką okoliczność, nie? Za to dość łatwo jest oceniać innych. smile




                        • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 18.06.14, 23:33
                          Oraz, bardzo fajny artykuł jest tu: www.largefamiliesonpurpose.com/2012/05/family-participation-chores-for-kids.html?m=1
                        • olga727 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 08:12
                          mama_kotula napisała:

                          > No dobrze, myślisz. A co robisz? Znaczy, czy zawsze chodzisz z dzieckiem tylko
                          > w miejsca, gdzie jest duzo ludzi? Czy nigdy nie zostawalas z dzieckiem sama w d
                          > omu? Tak sobie tu dywaguję, nie musisz odpowiadać. Bo w sumie cieżko jest w jak
                          > ikolwiek sposób sie zabezpieczyć na taką okoliczność, nie? Za to dość łatwo jes
                          > t oceniać innych. smile
                          >
                          Nie chodzę zawsze,ale zwykle.. Gdy miałam pierwszy atak migreny(objawy bardzo podobne do wylewu) wystraszyłam się jak nie wiem,bo w domu byłam sama z 3 miesięcznym dzieckiem... Ja chciałam ci zwrócić uwagę,że nie jesteś w stanie przewidzieć różnych sytuacji. Tak więc jeśli to możliwe,jeździj ze swymi córkami na ten plac zabaw. Nie powiesz mi,że 2,5 letnie dziecko umie zadzwonić do ciebie z komórki. wink Jeszcze jedna rzecz:nawet po takiej zwykłej,wiejskiej szlakówce też czasem jeżdżą idioci,nie zwracający uwagi na pieszych. sad
                          • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 09:45
                            Cytat
                            Ja chciałam ci zwrócić uwagę,że nie jesteś w stanie przewidzieć różnych sytuacji.


                            Ale nikt nie jest w stanie przewidzieć.
                            Paradoksalnie mniej się boję o dzieci, jeśli są same na dworze (idą do sklepu, są na placu), niż kiedy np. sama z dzieckiem jestem w domu. Bo na dworze są w razie czego ludzie, aby zareagować i pomóc.

                            Nie wiem, dlaczego zakłada się, że ktoś postępujący w określony sposób robi tak z niewiedzy i trzeba go koniecznie oświecić, biednego żuczka, który po prostu nie wie, w co się pakuje i dlatego to robi. Taki przykład - gdzieś tu na forum wisi dyskusja o edukacji domowej, w której panie koniecznie chciały mi pokazać, jak bardzo błądzę, podejmując taką a nie inną decyzję, non stop wypisując mi potencjalne zagrożenia, negatywne skutki (o których wiem dużo więcej niż one, jak i o sposobach radzenia sobie z nimi - ale to mały szczegół), wskazując rozwiązania alternatywne, bo przecież może ja zwyczajnie nie wiem, że mam inne wyjście! (wiem, że mam), może ja zwyczajnie nie umiem znaleźć dobrej szkoły (umiem), może trzeba mnie pokierować, bom głupia ignorantka.

                            Nie, to nie jest tak. Większość ludzi, podejmując poważne decyzje, wie, co robi, zna możliwe konsekwencje tego, co robi, i ocenia ryzyko. Jedna z takich decyzji jest tematem tego wątku, prawda? Ludzie mają różny poziom ryzyka, który są w stanie zaakceptować - patrz wspomniana wyżej przyjaciółka córki, którą mama wozi do nas 200 metrów samochodem, aby dziecko nie przechodziło samo przez ulicę. Dziecko 10-letnie. I jak pisałam - jej sprawa.
                            Mogłabym obśmiać, mogłabym stukać się w czoło, mogłabym pokazać pani milion konsekwencji takiego upupiania dziecka, również niebezpiecznych konsekwencji. Ale po co miałabym to robić? Wierzę, że rodzice tej dziewczynki mają jakiś plan, jakiś zamysł, jakiś sposób wychowywania, który uznają za najlepszy dla siebie i dla niej. I oni wierzą, wiedzą, że to jest dobre. Ja mogę uważać, że to źle. I tyle smile.
                            • olga727 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 14:40
                              mama_kotula napisała:
                              Taki przykład - gdzieś tu na forum
                              > wisi dyskusja o edukacji domowej, w której panie koniecznie chciały mi pokazać,
                              > jak bardzo błądzę, podejmując taką a nie inną decyzję, non stop wypisując mi p
                              > otencjalne zagrożenia, negatywne skutki (o których wiem dużo więcej niż one, ja
                              > k i o sposobach radzenia sobie z nimi - ale to mały szczegół), wskazując rozwią
                              > zania alternatywne, bo przecież może ja zwyczajnie nie wiem, że mam inne wyjści
                              > e! (wiem, że mam), może ja zwyczajnie nie umiem znaleźć dobrej szkoły (umiem),
                              > może trzeba mnie pokierować, bom głupia ignorantka.

                              Wiesz,mi się kojarzy Edukacja Domowa z nauką przez skype,gdzieś tam na australijskiej prerii czy innym odludziu,gdzie do najbliższej szkoły są dziesiątki kilometrów. wink Napisz proszę,jak ci się udaje zdobyć materiały z wydawnictwa dostępne dla nauczycieli:sprawdziany,plany pracy,zakres materiału,materiały dodatkowe do podręcznika ? Próbowałam młodszej córce(wtedy czterolatce) zrobić w domu namiastkę przedszkola i przeżyłam szok,jak wydawnictwa utrudniają rodzicom dostęp do pomocy dydaktycznych związanych z pakietem. sad I teraz choćbym chciała prowadzić edukację domową,to już się tego nie podejmę,bo to ze strony wydawnictw "droga przez mękę".
                              • truscaveczka Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 15:20
                                Mam wrażenie, że edukacja domowa to nie jest wypełnianie ćwiczeń - tylko w domu, z mamą.
                                • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 15:24
                                  truscaveczka napisała:

                                  > Mam wrażenie, że edukacja domowa to nie jest wypełnianie ćwiczeń - tylko w domu
                                  > , z mamą.

                                  Ależ może być, jak najbardziej. Jeśli komuś odpowiada taki styl pracy, to tym bardziej powinien go stosować. Bo o to chodzi w ED - aby wybrać taki styl, jaki nam pasuje i jaki jest dla nas dobry.
                              • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 15:21
                                Cytat
                                Wiesz,mi się kojarzy Edukacja Domowa z nauką przez skype,gdzieś tam na australi
                                > jskiej prerii czy innym odludziu,gdzie do najbliższej szkoły są dziesiątki kilo
                                > metrów. wink


                                To nie jest ED, to jest szkolna edukacja zdalna.

                                Cytat
                                Napisz proszę,jak ci się udaje zdobyć materiały z wydawnictwa dost
                                > ępne dla nauczycieli:sprawdziany,plany pracy,zakres materiału,materiały dodatko
                                > we do podręcznika ?


                                Nie zamierzam ich zdobywać, bo ich nie potrzebuję. Z tego co wiem jednak, większość wydawnictw nie robi problemów (poza Operonem), rodzice edukujący domowo te materiały pozyskują. Zakres materiału określa podstawa programowa, dostępna choćby na stronie szkoły Salomon (szkoła przyjazna ED): www.szkolysalomon.pl/szkola-podstawowa.html

                                Plan pracy opracowuję sobie sama. Przy czym, to będzie nasz pierwszy rok ED - zamierzam go przeznaczyć na "obwąchanie" tematu, konkretnie na ustalenie, jaki typ pracy będzie dla nas najlepszy. Poniekąd już wiem, bo dzieci moje znam i pracuję z nimi od dawna, ale i tak wszystko wyjdzie w praniu.
                                Materiały dodatkowe do podręcznika? Jest biblioteka, są lektury poszerzające zakres materiału z podstawy programowej. Mam już sporą listę zarówno ksiązek, jak i filmów; miejsc, które warto odwiedzić itp.
                                Szkoła ponadto oferuje warsztaty dla homeschoolerów.

                                Cytat
                                Próbowałam młodszej córce(wtedy czterolatce) zrobić w domu
                                > namiastkę przedszkola i przeżyłam szok,jak wydawnictwa utrudniają rodzicom dos
                                > tęp do pomocy dydaktycznych związanych z pakietem. sad I teraz choćbym chciała
                                > prowadzić edukację domową,to już się tego nie podejmę,bo to ze strony wydawnict
                                > w "droga przez mękę".


                                Już chyba wiem, o co ci chodzi. Rozumiesz ED jako przeniesienie - dosłowne - nauki ze szkoły do domu. Czyli pracę z pakietem podręczników wg programu metodycznego opracowanego dla nauczycieli; generalnie chodzi ci o zrobieniu dziecku szkoły/przedszkola w domu, tak, jakby to robiła pani w przedszkolu/szkole.
                                No więc ja rozumiem to nieco inaczej, dla mnie takie proste przeniesienie się mija z celem - oczywiscie, jestem przekonana, że są osoby homeschoolujące, którym to pasuje.

                                W przypadku 4-latki w ogóle bym nie myślała nawet o jakichś "pakietach", "materiałach dodatkowych". 4-latkę zabierałabym do lasu, do parku, do ogrodu botanicznego, do zoo; dałabym jej własną grządkę w ogrodzie, aby mogła obserwować przyrodę na żywca; eksperymentowałybyśmy w kuchni i łazience. Zapisałabym do biblioteki i korzystała z czytelni, również w temacie zajęć dla dzieci, które organizuje. Na pintereście jest zylion zajęć plastycznych, rozwijających małą motorykę. A przede wszystkim - obserwowałabym dziecko. To jest małe dziecko, polski system szkolny nie przewiduje realizacji konkretnego programu przez 4-latki. Interesują go litery? ok, podążamy za zainteresowaniem. Woli lepić z gliny i budować z drewna (zanim się zdziwisz - tak, moja 2,5-latka miała już w ręku piłę i młotek)? nie ma sprawy. Wszystko jest edukacyjne.

                                Oraz, o moją najmłodszą się nie martwię. Starszy brat ją wszystkiego nauczy, jest w tym świetny (aaaa! zaraz mi napiszesz, że mam darmową pomoc edukacyjną - a jakże, mam!) wink.

                                I tak, ja też w taki sposób rozumiem ED - dziecko uczy się od każdego, oraz dziecko może samo też uczyć inne dzieci. To jest wg mnie naturalny sposób nauki, a nie realizacja materiałów przysłanych przez wydawnictwo.

                                Jeśli temat cię interesuje - jest sporo książek o ED, o różnych podejściach do tematu. Zdziwiłabyś się, jak bardzo różne wizje ED mogą ludzie realizować smile.
                                • olga727 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 15:47
                                  mama_kotula napisała:
                                  www.szkolysalomon.pl/szkola-podstawowa.html
                                  Ale przecież muszą się nauczyć "konkretnych rzeczy"zawartych w programie,danej klasy i potem zrewidować swoją wiedzę:ty im robisz sprawdziany w domu,czy na egzaminy/większe sprawdziany idą do szkoły ?

                                  > Plan pracy opracowuję sobie sama. Przy czym, to będzie nasz pierwszy rok ED - z
                                  > amierzam go przeznaczyć na "obwąchanie" tematu, konkretnie na ustalenie, jaki t
                                  > yp pracy będzie dla nas najlepszy.
                                  > Szkoła ponadto oferuje warsztaty dla homeschoolerów.

                                  Niestety nie wszędzie. Nasza szkoła takowych raczej nie organizuje.
                                  > Już chyba wiem, o co ci chodzi. Rozumiesz ED jako przeniesienie - dosłowne - na
                                  > uki ze szkoły do domu. Czyli pracę z pakietem podręczników wg programu metodycz
                                  > nego opracowanego dla nauczycieli; generalnie chodzi ci o zrobieniu dziecku szk
                                  > oły/przedszkola w domu, tak, jakby to robiła pani w przedszkolu/szkole.
                                  > No więc ja rozumiem to nieco inaczej, dla mnie takie proste przeniesienie się m
                                  > ija z celem - oczywiscie, jestem przekonana, że są osoby homeschoolujące, który
                                  > m to pasuje.
                                  >
                                  > W przypadku 4-latki w ogóle bym nie myślała nawet o jakichś "pakietach", "mater
                                  > iałach dodatkowych". 4-latkę zabierałabym do lasu, do parku, do ogrodu botanicz
                                  > nego, do zoo; dałabym jej własną grządkę w ogrodzie, aby mogła obserwować przyr
                                  > odę na żywca; eksperymentowałybyśmy w kuchni i łazience. Zapisałabym do bibliot
                                  > eki i korzystała z czytelni, również w temacie zajęć dla dzieci, które organizu
                                  > je. Na pintereście jest zylion zajęć plastycznych, rozwijających małą motorykę.

                                  Widzisz,jak się mieszka w małej miejscowości,z dala od jakiegoś większego miasta,to dostęp do zajęć plastycznych organizowanych przez wielkie "P" jest zerowy sad Dlatego chciałam jej zorganizować choćby namiastkę. Owszem robiłyśmy różne rzeczy,ale to nie to samo co zajęcia poza domem wśród rówieśników i innych dorosłych,którzy mają różne pomysły.

                                  Dzięki za rozbudowaną informację. smile
                                  • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 16:09
                                    Cytat
                                    Ale przecież muszą się nauczyć "konkretnych rzeczy"zawartych w programie,danej
                                    > klasy i potem zrewidować swoją wiedzę:ty im robisz sprawdziany w domu,czy na e
                                    > gzaminy/większe sprawdziany idą do szkoły ?


                                    Konkretne rzeczy są określone w podstawie programowej. To muszą znać. Nie jest określony sposób, w jaki mają tę wiedzę i umiejętności pozyskać.

                                    Oznacza to na przykład to, że części mowy i części moga wskazywać w zadaniu z matematyki, w książce, którą akurat czytają, w instrukcji obsługi pralki - a nie w podręczniku do polskiego czy specjalnie skonstruowanym teście. Oznacza to też to, że zamiast czytać w podręczniku o czasach króla Zygmunta Starego, mogą posłuchać audiobooka "Smok w herbie".

                                    Egzaminy są roczne, natomiast szkoła, którą wybraliśmy, oferuje egzaminy w sesji otwartej (czyli wg ustaleń umownych, wtedy, kiedy pasuje).

                                    Cytat
                                    > > Szkoła ponadto oferuje warsztaty dla homeschoolerów.
                                    >
                                    > Niestety nie wszędzie. Nasza szkoła takowych raczej nie organizuje.


                                    Oczywiście, ja piszę o naszej szkole. To szkoła przyjazna ED. Na przyjazność wink ze strony zwykłej rejonówki nie ma co liczyć.


                                    Cytat
                                    Widzisz,jak się mieszka w małej miejscowości,z dala od jakiegoś większego miasta,to dostęp do zajęć plastycznych organizowanych przez wielkie "P" jest zerowy sad


                                    Chyba każdy dom kultury ma zajęcia plastyczne dla przedszkolaków. Nawet na mojej niewielkiej wsi wink.
                                    Ma też masy innych zajęć, bo gmina dofinansowuje to, są też projekty unijne.

                                    Ale ja nie o tym - ja pisałam o tym, że sobie można wejść na pinterest i poszukać. Tam jest milion rzeczy do zrobienia, dwa miliony, pięć milionów. Są książki z pomysłami na zajęcia plastyczne. Są fora internetowe. Naprawdę, w dobie netu to wszystko jest banalnie proste, szczególnie, że praktycznie wszystkie materiały możesz kupić przez Internet jednym kliknięciem.

                                    Cytat
                                    Owszem robiłyśmy różne rzeczy,ale to nie to samo co zajęcia poza domem wśród rówieśników i innych dorosłych,którzy mają różne pomysły.


                                    A skąd wiesz, że nie to samo? A skąd wiesz, że nie lepiej? wink
                                    Powiem tak - w temacie zajęć plastycznych biję na głowę większość zajęć organizowanych w domach kultury (tak nieskromnie mówiąc). Jak dla mnie, takie zajęcia są głównie w celu socjalizacyjnym. I bardzo dobrze. I nie mówię, że nie zapiszę dziecka na takie zajęcia, bo czemu nie.
                                    Oraz kolejny mit chcę obalić - dziecko edukowane domowo spotyka się z różnymi dorosłymi i innymi dziećmi. Naprawdę. Mimo, że nie chodzi do szkoły/przedszkola.
                                    • olga727 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 16:32
                                      mama_kotula napisała:
                                      > Cytat
                                      > Widzisz,jak się mieszka w małej miejscowości,z dala od jakiegoś większego miast
                                      > a,to dostęp do zajęć plastycznych organizowanych przez wielkie "P" jest zero
                                      > wy
                                      sad
                                      >

                                      > Chyba każdy dom kultury ma zajęcia plastyczne dla przedszkolaków. Nawet na moje
                                      > j niewielkiej wsi wink.
                                      Niestety nie w każdym Domu Kultury/GOK-u
                                      U nas projekty unijne realizowane są w wakacje/ferie,dla dzieci których rodzice pracują i nie mają dla nich opieki.
                                      > Ale ja nie o tym - ja pisałam o tym, że sobie można wejść na pinterest i poszuk
                                      > ać. Tam jest milion rzeczy do zrobienia, dwa miliony, pięć milionów. Są książki
                                      > z pomysłami na zajęcia plastyczne. Są fora internetowe. Naprawdę, w dobie netu
                                      > to wszystko jest banalnie proste, szczególnie, że praktycznie wszystkie materi
                                      > ały możesz kupić przez Internet jednym kliknięciem.

                                      Jest jedno ograniczenie:kasa wink

                                      > A skąd wiesz, że nie to samo? A skąd wiesz, że nie lepiej? wink
                                      > Powiem tak - w temacie zajęć plastycznych biję na głowę większość zajęć organiz
                                      > owanych w domach kultury (tak nieskromnie mówiąc). Jak dla mnie, takie zajęcia
                                      > są głównie w celu socjalizacyjnym.
                                      > Oraz kolejny mit chcę obalić - dziecko edukowane domowo spotyka się z różnymi d
                                      > orosłymi i innymi dziećmi. Naprawdę. Mimo, że nie chodzi do szkoły/przedszkola.
                                      No właśnie: spotyka się z innymi dziećmi: blisko nas jest bardzo mało dzieci,a rówieśników nie ma wcale,są tylko młodsze dzieci.
                                      • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 16:59
                                        Słuchaj. Nigdzie nie pisałam, że ED jest dla każdego, wręcz przeciwnie. Nie bardzo rozumiem, co mi próbujesz udowodnić, pokazać? Że się nie da? Tak, zgadzam się, nie da się zawsze, wszędzie, w każdych warunkach. Albo jest to ekstremalnie utrudnione, a skórka nie warta wyprawki.

                                        Pytałaś o konkretne rzeczy - odpowiedziałam.
                                        Podzieliłaś się swoim nieudanym planem zrobienia dziecku ED w domu - podzieliłam się tym, co ja bym zrobiła, jeśli bym planowała edukować domowo 4-latka. Wtedy ty postanowiłaś mi udowodnić, że nie, się nie da się, bo ... (wpisz dowolnie). Dobrze. Skoro tak uważasz, to znaczy, że wiesz, co mówisz smile.

                                        Mogłabym ci teraz napisać na przykład, że nie jesteś ograniczona do kontaktów z "dziećmi w pobliżu", pokazać alternatywy; mogłabym rozpisać się, że dziecko nie musi przebywać w towarzystwie rówieśników - wręcz jest to nienaturalne, ważne, żeby spotykało się z ludźmi w róznym wieku. Ale nie widzę potrzeby, prawdę mówiąc, pisania o tym wszystkim - jak będziesz potrzebowała to wiedzieć, to sama spytasz, dowiesz się. A najprawdopodobniej już o tym wszystkim wiesz, ale masz własną wizję - i bardzo dobrze smile.

                                        Poza tym zeszłysmy z tematu wątku wink.
                                        • olga727 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 19:16
                                          mama_kotula napisała:

                                          > Słuchaj. Nigdzie nie pisałam, że ED jest dla każdego, wręcz przeciwnie. Nie bar
                                          > dzo rozumiem, co mi próbujesz udowodnić, pokazać? Że się nie da? Tak, zgadzam s
                                          > ię, nie da się zawsze, wszędzie, w każdych warunkach. Albo jest to ekstremalnie
                                          > utrudnione, a skórka nie warta wyprawki.
                                          >
                                          Dlaczego uważasz,że ja próbuję ci cokolwiek udowadniać ? Ja tylko napisałam jak jest w moim otoczeniu( pod względem ED jest sytuacja utrudniona,bo niestety,ale nie ma tych wszystkich "bajerów"ułatwiających nauczanie w domu.A nawet gdybym w szkole o to zapytała,to patrzyliby na mnie jak nie przymierzając na UFO ! Gdy wspomniałam na zebraniu o szafkach dla dzieci( IV-VI) na korytarzach,to wychowawczyni się popatrzyła,jakbym chciała gwiazdkę z nieba. wink
                                          • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 19:43
                                            Cytat
                                            A nawet gdybym w szkole o to zapytała,to patrzyliby na mnie jak nie przymierzając na UFO !


                                            Ech, tak, zgadza sie - to jest wiedza nabywana z czasem, kiedy człowiek się zaczyna tematem interesować smile.

                                            O ile w poprzedniej szkole moich dzieci dyrektor nie miał nic przeciwko, był nawet zainteresowany homeschoolem, o tyle do nowej szkoły (przeprowadzaliśmy się w trakcie roku szkolnego) nawet nie próbowałam składać podania o ED; bogatsza już byłam o wiedzę w temacie.

                                            Gdy zasięgałam jezyka, okazało się, że nikt nie ma dobrych doświadczeń w ED w szkole rejonowej, ludzie bardzo szybko szkoły zmieniają na tzw. przyjazne edukacji domowej, i jest ich przynajmniej kilkanaście w całej Polsce. I nawet jeśli szkoła rejonowa zapewnia, że problemów nie będzie, to nie ma się co łudzić - problemy będą wink. Problemy będą, ze względu na ignorancję nauczycieli. Dziecko edukowane domowo nie mieści się w tabelkach i zaczynają się gubić.

                                            Dzieci zapisałam do szkoły Salomon w Warszawie, choć rozważałam i Króla Dawida w Poznaniu, ze względu na rewelacyjne opinie.

                                            Co do "bajerów" - jak się poszuka, to sie znajdzie, albo zorganizuje samemu. Tylko to są koszty, rozmaite (czas, logistyka, wysiłek, pieniądze), i czasem zwyczajnie przekraczają zyski.

                                            • xxe-lka Re: mama_kotula!!! 24.06.14, 17:14
                                              Bardzo mi się podoba to co piszesz o wychowywaniu dzieci. Mam podobne podejście, choć nieco bardziej trzęsę tyłkiem wink i aż tak samodzielne nie są
                                              Interesuję się bardzo tematem edukacji domowej. Wspominałaś, że dużo pomysłów bierzesz w pinteresta. Czy mogłabyś mi podać choć kilka tablic/profilów z których warto korzystać. Bo jakoś się gubię tam w tym gąszczu i mam wrażenie, że błądzę wink
                                              • mama_kotula xxe-lka :) 25.06.14, 14:53
                                                Cytat
                                                Interesuję się bardzo tematem edukacji domowej. Wspominałaś, że dużo pomysłów bierzesz w pinteresta. Czy mogłabyś mi podać choć kilka tablic/profilów z których warto korzystać. Bo jakoś się gubię tam w tym gąszczu i mam wrażenie, że błądzę wink


                                                Ha. Nie mogę ci podać, bo najczęsciej nie zwracam uwagi na to, skad biorę pin.
                                                Po prostu wpisuję to, co chcę akurat robić. Na zasadzie: crafts toddlers, sensory play toddlers, homeschooling <przedmiot>. Nie mam zbyt dużo czasu, aby śledzić na bieżaco konkretnych pinnerów, pinować do swojej tablicy - potrzebuję coś, wchodzę, czytam, robimy w najbliższym czasie.

                                                Jeśli chodzi o ED, to problem jest o tyle, że na pintereście wpisujac "homeschool" otrzymujemy wyniki w większości dopasowane do realiów amerykańskich. Ale porządnie grzebiąc można - choćby w dziedzinie fizyki, matematyki itp. - coś wygrzebać wink. No i oczywiście wszelkie prace plastyczno-techniczne.

                                                • xxe-lka Re: xxe-lka :) 25.06.14, 15:10
                                                  no właśnie mnie mniej te plastyczne interesują a tych jest na pintereście najwięcej, no i przebrnięcie przez amerykańską wersję homeschooligu też bywa zniechęcające wink myślałam, że może masz dostęp do jakich "lepszości"
                                                  A swoją drogą szkoda, że polska wersja pinterestu bardziej przystająca do naszych realiów nie jest tak rozbujana.
                  • mama_kotula Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 18.06.14, 22:55
                    A, jeszcze jedno: "nie rób z nich małych dorosłych" - jaki wg ciebie jest wiek, w którym dziecko powinno zacząć coś robić w domu, poza sprzataniem własnego burdlu? I co ma z tym wspólnego robienie "małych dorosłych"?

                    Zapewniam cię, że moje starsze dzieci tak samo jak twoje bawią się, mają przyjaciół, spędzają czas na powietrzu, wygłupiają się i są zadowolone z życia. Nawet, jak czasem zostaną poproszone o przerwanie tego co robią i zaprowadzenie siostry do toalety. Od tego się nie umiera, od tego człowiek nie robi się nieszczęśliwy.

    • tusia-mama-jasia Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 18.06.14, 10:27
      Ja na razie odprowadzam pieszo albo odwożę (jeździmy autobusem lub rowerami) - do szkoły jest daleko, kilka km, w zupełnie innej części miasta, po drodze kilka b. ruchliwych ulic. Ćwiczymy "na zapas" umiejętność samodzielnego wybrania odpowiedniej drogi, rozpoznania przystanku itp. i widzę, że Młody jak najbardziej orientuje się bez pudła gdzie jest, kiedy skręcić, kiedy wysiąść, ale to jednak dziecko (7,5 roku, kończy II klasę), może się zagapić na przykład - i niestety zdarza mu się; czasem przyśnie w autobusie /choć może gdyby był sam, to emocje by go przed tym powstrzymały wink/.

      Od dawna nie wchodzę z nim do szatni/szkoły, już w pierwszej klasie doskonale radził sobie sam, ale ponieważ i tak muszę minąć jego szkołę w drodze na mój przystanek "do pracy", więc naturalnie wychodzi, że towarzyszę mu aż do drzwi, a nie zostawiam np. na rogu ulicy. Inna sprawa, że Młody nie upomina się o to - zwykle idziemy tak zagadani, że do ostatnich metrów toczymy jakieś fascynujące dyskusje i zawsze nam żal, że już koniec i trzeba się pożegnać wink

      Bywało natomiast, że Jasiek po lekcjach czy pomiędzy lekcjami a dodatkowym angielskim szedł do koleżanki z klasy, która mieszka bardzo blisko szkoły - odbierała ich wtedy zwykle jej mama, ale na angielski szli już sami, we dwoje /zajęcia odbywają się w budynku szkoły, przed szkołą pani STOP/. Taka praktyka miała miejsce niemal od samego początku II klasy i bardzo to lubili.
      Z kolei ostatnio, kiedy ja musiałam wyjątkowo zostać dłużej w pracy, a syna odbierali ze szkoły rodzice mojej koleżanki, a potem odprowadzali go na trening szachowy, to on im pokazywał drogę /nigdy wcześniej nie byli w jego klubie szachowym/, trafił bez problemu. Nie jest to specjalnie daleko od szkoły i Młody ma tę nieskomplikowaną drogę opanowaną, ale po drodze są 2 duże przejścia. Zastanawiam się, czy już w tym roku pozwolę mu chodzić ze szkoły na szachy samemu...

      O wracaniu na razie nie ma mowy, ale dojrzejemy i do tego, autobus bezpośredni jeździ zarówno z domu pod szkołę jak i z klubu szachowego pod dom /to jeszcze dalej niż szkoła/ Tyle że ten czas dojeżdżania/wracania to czas, kiedy można już być razem, pogadać, lubimy ten czas i póki co żadnemu z nas nie zależy na tym, żeby z tego rezygnować. Ja dojeżdżałam na tej trasie sama chyba dopiero jako 11-latka /mieszkałam tu gdzie teraz i chodziłam do tej samej szkoły, do której teraz chodzi Jasiek/, a do dziś pamiętam zboczeńca, który atakował mnie w autobusie i skóra mi cierpnie, jak o tym pomyślę, mimo że mam syna, a nie córkę.

      A pójście samodzielne do sklepu, biblioteki, wyniesienie śmieci od wieków nie jest żadnym problemem, Młody robi to b. często i b. chętnie. Na podwórko pod domem też lubi pójść, ale to w ogóle inna sprawa, bo okna mam właściwie dookoła mieszkania i cały czas widzę Juniora.
      Przeróżne sytuacje zagrożeń, sytuacje nietypowe przerabiamy bardzo często, omawiamy przykłady i Młody wie doskonale, co powinien zrobić, mówi o tym bardzo rozsądnie. Ale to teoria, a czy starczyłoby mu zimnej krwi, żeby żeby zareagować w sytuacji autentycznego strachu?
      Raz się udało, już 2 lata temu - na dużym turnieju szachowym, w ogromnym wielopiętrowym hotelu, tłum ludzi /zawodnicy plus os. towarzyszące, trenerzy itd. to było ze 400 osób/, w dniu przyjazdu tłoczyło się to wszystko w holu i korytarzu, zanim okazało się, gdzie kto ma pokój itd. A Młody z kolegą mimo próśb, że mają trzymać się blisko nas na razie, odłączyli się, polecieli gdzieś, uznałyśmy z mamą tego drugiego chłopca, że damy im szanse się wystraszyć, że to będzie jakaś nauczka. Widziałyśmy ich z daleka, jak się bawią, jak się zorientowali, że nas nie ma w polu widzenia, jak się zaniepokoili, jak w końcu tłum ich rozdzielił i każdy działał na własną rękę. Mój syn się rozpłakał, ale nie stracił zimnej krwi - zaczął szukać kogoś z obsługi hotelu i tej pani zgłosił, że się zgubił i żeby go zaprowadziła do mamy. Pani go zaiste przyprowadziła, zgarniając po drodze również drugiego chłopca, a syn mi potem powiedział, że bał się, ale pomyślał, że musi znaleźć kogoś z identyfikatorem hotelowym, bo taka osoba na pewno najłatwiej mu pomoże się odnaleźć.

      A co do komórki mam ogromne dylematy - pierwszym momentem, w którym ma ona sens jest bez wątpienia ten czas, kiedy dziecię zacznie się przemieszczać samodzielnie po mieście, dobrze byłoby wtedy mieć ten kontakt. Z drugiej strony - tak jak ktoś tu napisał, obawiam się napadu rabunkowego. Jednego takiego 8-latka miałam nieprzyjemność poznać "zawodowo" - mały pacjent, który dostał w głowę, bo zbir chciał mu zabrać komórkę. Chłopiec dostał tak skutecznie, że w śpiączce wylądował na OIOMie. Potworne to było i jak myślę o dziecku z komórką na ulicy to od tej pory mam ciary na plecach, chociaż wiem, ze ten moment nieuchronnie nadejdzie. Ale już teraz zaczynam tłuc do głowy, że służy ona wyłącznie do kontaktu, a nie do tego, żeby nosić ją cały czas na widoku i bawić się nią, bo nie dość, że wabi to bandziorów, to jeszcze odciąga uwagę od sytuacji na drodze na przykład, więc stwarza podwójne zagrożenie.
    • kocianna Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 19.06.14, 09:38
      Wszystko zależy od konkretnego dziecka i konkretnych warunków.
      Młoda ma 9 lat, w marcu mieszkałyśmy w bardzo strzeżonym bloku, do którego obcy wchodzili po wylegitymowaniu się, do szkoły było z 500 metrów, jedno skrzyżowanie ze światłami - ale nie było mowy, żeby Młoda chodziła do szkoły sama albo zostawała sama w domu.
      W kwietniu zamieszkałyśmy w bloku niestrzeżonym smile, szkoła w podobnej odległości - Młoda chodzi do szkoły sama/z kumplami, początkowo wracała do pustego mieszkania i czekała na opiekunkę, potem stwierdziła, że jednak za bardzo się boi i zamieniliśmy opiekunkę na sąsiadkę, u której spędza cały czas, kiedy mnie nie ma.
      Stopniowo jej samodzielność się rozszerza - sama chodzi do szkoły muzycznej (oddalonej o 1,5 km), podjeżdża do niej autobusem, jeśli ma taką ochotę, robi zakupy, również w marketach, chodzi do biblioteki, do której jest dość daleko.
      Od wakacji będziemy mieć psa - wtedy prawdopodobnie nie będzie już potrzebna pomoc sąsiadki.

      Aha, obiady też gotuje - na razie wyłącznie wtedy, kiedy dorośli są w domu, na zasadzie "Młoda, matce się nie chce gotować, zrób coś" - ma prawo odmówić, ale zwykle tego nie czyni.

      Ma komórkę, melduje się po wyjściu z domu i dotarciu do celu.
    • kastrator33 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 24.06.14, 11:12
      Na początku zobacz jak sobie radzi w takich sytuacjach, żebyś była spokojniejsza. Nie puszczaj jej od razu na głęboką wodę.
    • slonko1335 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 10.09.14, 21:41
      Młoda plan ma koszmarny, rozjechał mi się z planem młodszego zupełnie....
      Póki co od przyszłego tygodnia spróbujemy powrotów samodzielnych do domu jak ja w nim jestem(trzy dni w tygodniu). Docelowo jednak bardziej mi chodzi o wyjście do szkoły bo ma trzykrotnie na popołudnie i jest długo w szkole, nie chcę jej fundować 4,5 godzin świetlicy przed lekcjami. Największy problem z powrotem to tornister, zamówiłam właśnie drugi podręcznik żeby nie musiała nosić swojego tylko mogł zostawiać w klasie bo to najcięższa książka z zestawu. Jutro odbieram też szafkę ale ona sprawdzi się przy przywożeniu brata z rana żeby zostawić tam tornister, jak go odbieram nie mam jak zabrać tornistra bo ona ma jeszcze lekcje.
      W czasie wakacji młoda swobodnie poruszała się po całym osiedlu, nie wychodziła na długo ale do sklepu, na pocztę czy do apteki w różnych częsciach się przeszła i problemów nie było.
      Rodzice innych dzieci z klasy na hasło sama do domu/szkoły patrzą na mnie jak kosmitkę i nieco mnie to zbija z tropu.....
      • q_fla Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 10.09.14, 22:10
        Zaufaj dziecku, to zawsze procentuje.
        U młodej w klasie (trzeciej) jest dziewoja, która ma ponad 150 cm wzrostu, mieszka na przeciw szkoły, ma dosłownie do szkoły 100 m, okna wychodzące na budynek szkoły, a codziennie jest odprowadzana i przyprowadzana przez mamę, lub babcię. Obie są przerażone moim rzekomym brakiem nieodpowiedzialności... wink
        • eps Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 11.09.14, 09:53
          Mój syn z wielkim namaszczeniem wczoraj próbował sam wrócić do domu autobusem.
          Ja dyskretnie obserwowałam z boku i wyszło tak sobie smile
          ładnie przedszedł przez ulicę, doszedł do przystanku.
          Zagapił sie i pomimo że autobus stał aż wsiądzie to ledwo zdążył bo sie zagapił. Kupił bilet od kierowcy, ale zapomniał go od niego wziąć (lepiej jak kupię mu gotowe bilety lub miesięczny).
          Zostawił worek w autobusie (nawet ja nie zauważyłam). ładnie wysiadł i doszedł do domu.
          Dziś rano szukanie worka a ten sobie leży na dyspozytorni MPK big_grin (dzwoniłam i mi powiedzieli że jest).
          Pierwsze koty za płoty.
          Dzis spróbujemy jeszcze raz, zobaczymy jak wyjdzie. smile
          Mam nadzieję że jeszcze kilka powtórek i będzie super.
          Dziecko było tak przejęte i zadowolone że wraca samo że kilka potknięć się zdarzyło.

          • baz12 Re: Samodzielne chodzenie do/wracanie ze skzoły 11.09.14, 13:44
            Moje dziecko lat 8, 2 klasa chodzi od tego roku samodzielnie do szkoły i wraca również sam. Bardzo tego chciał więc zgodziłam się. Mamy blisko do szkoły, jedynie trzeba przejśc przez ulicę ( rano dosc ruchliwa, ale syn jest dosc ostrożny ), w sumie może z 200m.
    • slonko1335 No to powrót za nami 17.09.14, 21:04
      Wróciła bez najmniejszych problemów cała szczęśliwa....zobaczymy jak będzie jak nikogo nie będzie w domu bo póki co ja byłam,choć możliwe, że docelowo nie będzie takiej konieczności. W przyszłym tygodniu spróbujemy samodzielnego wyjścia do szkoły...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka