Dodaj do ulubionych

Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki?

26.04.15, 23:43
Będąc mamą dziecka, które poszło w wieku lat 6-ciu do klasy 1, naprawdę nie rozumiem tego zjawiska?
Jednocześnie przyznaję, że na początku też miałam pewne obawy. Analizując je pod pryzmatem czasu dochodzę do wniosku, że były one wynikiem raczej tego, że to ja ,,nie dorosłam emocjonalnie" do tego, aby przejść kolejny etap w życiu mojego dziecka, a wiec w tym wypadku posłania go do szkoły.
Tym czasem- w chwili obecnej- nie wyobrażam sobie mojego dziecka które rozpoczynałoby edukację szkolną dopiero w tym roku!
Syn, przez ostanie ok. 1,5 roku w przedszkolu praktycznie nie rozwijał się wcale. Nie widziałam żadnych postępów, a wręcz przeciwnie jakby uwsteczniał się. Miła nawet taki epizod, w którym zaczął niepoprawnie mówić, z czym wcześniej nie miał problemów.
Przedszkole to, było: przeciętne, klasyczne typowe dla przedszkoli w naszym kraju.

Syn niebawem skończy klasę pierwszą, a oto moje obserwacje z tym związane:
-Na początku, przez pierwsze 2,3 miesiące faktycznie wydawał się być jakby zagubiony w nowych realiach, które zaczęły go otaczać. Mam tutaj na myśli odrabiane zadań, relacje z nowymi kolegami, nowym miejscem itp. Nawet my, rodzice mieliśmy problem z adaptacją do nowych warunkówsmile Myślę, że w momencie kiedy sama zdołałam opanować ,,nowy system" wtedy mogłam pomóc własnemu dziecku.
-Potem pojawiła się u dziecka radość i odnajdywanie zalet w ,,chodzeniu do szkoły"
-Syn co jakiś czas zaczynał podkreślać, że ,, bardziej podoba mu się w szkole niż w przedszkolu"
-Ja zauważyłam że nareszcie moje dziecko robi postępy, uczy się nowych rzeczy, które Go fascynują. Co ciekawe, przy pomocy szkoły syn odkrył ,, w sobie" możliwości dotychczas nie znane nawet nam. Ku mojemu zaskoczeniu i pierwszy raz smile sam zaczął zgłaszać się do występów i konkursów międzyszkolnych.
Parę dni temu, pierwszy raz w życiu widziałam swoje dziecko występujące przed całą szkołą, w dodatku bez żadnej tremy, z wielką radością. Nawet zaczął śpiewaćsmile i ćwiczyć tę umiejętność... Zawsze myślałam, że w dziedzinie aktorsko-wokalnej nic z niego nie będzie, a tu takie dla wszystkich zaskoczenie.
-Nauka: Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że nigdy wcześniej w tak krótkim czasie nie widziałam tak dużych postępów. W tej chwili syn czyta biegle całymi wyrazami, ogromny rozwój w dziedzinie matematyki. Ja nie przypominam sobie, żeby tak fenomenalnie liczyła w jego wieku.
Jednym słowem, syn nareszcie zaczął się rozwijać. Czasami spotykamy dzieci z przedszkola, odroczone-przepaść w wiedzy nie do opisania.
Dlaczego o tym piszę, a no dlatego, że gdyby te dzieci poszły do szkoły jak mój syn różnica byłaby przynajmniej o połowę mniejsza bez względu na umiejętności początkowe.
Dlatego nie rozumiem wstrzymywania 6 latków, bo widzę, że moje dziecko jest teraz znacznie szczęśliwsze, mądrzejsze niż w okresie ostatniego roku w przedszkolu. Nareszcie może wykazać się swoimi umiejętnościami, często ukrytymi, które dzięki szkole ujrzały światło dzienne.
Nareszcie czuje się doceniony, wyróżniony kiedy trzeba, ewentualnie krytykowany kiedy zrobi coś złego.
Szkoła nie jest ,,złem" a może być ,,dobrodziejstwem". Nie ,,zabiera dzieciństwa" może je jeszcze dodatkowo stymulować i odpowiednio ukierunkować. Pamiętajcie, że jeśli dziecko słyszy w domu, że powinno być odroczone itp. to i za rok, po odroczeniu automatycznie szkoła będzie mu się kojarzyć w przyszłości z nieprzyjemnym obowiązkiem, z którego nie czerpie się żadnej radości, a to nie jest prawdą.
Obserwuj wątek
    • morekac Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 00:11
      >Dlaczego o tym piszę, a no dlatego, że gdyby te dzieci poszły do szkoły jak mój syn różnica byłaby przynajmniej o połowę mniejsza bez względu na umiejętności początkowe
    • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 01:04
      Cytat
      Jednym słowem, syn nareszcie zaczął się rozwijać. Czasami spotykamy dzieci z przedszkola, odroczone - przepaść w wiedzy nie do opisania.
      Dlaczego o tym piszę, a no dlatego, że gdyby te dzieci poszły do szkoły jak mój syn różnica byłaby przynajmniej o połowę mniejsza bez względu na umiejętności początkowe.



      Tak jest, a mogłyby i wyprzedzić twojego syna. Bez względu na umiejetności początkowe.
      Pytanie, jaka wiedza nas interesuje, z jakich dziedzin. Jak weryfikujesz poziom wiedzy tych dzieci?

      Oraz to się wszystko znakomicie wyrównuje, gdy tylko te dzieci wejdą w szkolne środowisko. A potem już wszystkie tak samo się toczą po równi pochyłej. I nie jest powiedziane, że za rok dzieciak odroczony nie zakasuje kolegów z klasy wyżej np. umiejętnościami matematycznymi konkursowymi. Serio, moment pójścia do szkoły nie ma nic do rzeczy.

      Moje dzieci znakomicie się rozwijały, zanim poszły do szkoły, ale nie była to zasługa przedszkola. Może to kwestia tego, że ja nie oglądałam się na przedszkole, tylko sama nie dopuszczałam do tego, aby się "uwsteczniły". Widziałam różnicę, kiedy poszły do szkolnej zerówki - różnicę między nimi a kolegami, którzy zostali w przedszkolnej, ale to była różnica w zachowaniu, a nie w poziomie wiedzy, czy jak to tam zwiesz.

      Cytat
      Nareszcie może wykazać się swoimi umiejętnościami, często ukrytymi, które dz
      > ięki szkole ujrzały światło dzienne.


      U nas było dokładnie na odwrót. Dzieci, doceniane w przedszkolu, w szkole nauczyły się, że z dodatkową wiedzą i umiejętnościami nie ma się co wychylać, bo nawet jeśli w pierwszej klasie się zna matematykę na poziomie piątej klasy to i tak się dostaje taką samą szóstkę jak Kasia, która nie zna, a też zrobiła sprawdzian na 100%. Za dodatkową wiedzę można było tez oberwać (pisałam tu na forum o liczbach ujemnych, które pani mojemu dziecku skreśliła jako wyniki błędne, bowiem "my jeszcze tego nie znamy"). A w konkursie recytatorskim wygrywa Julcia, bo jest miła i grzeczna.


      > Dlatego nie rozumiem wstrzymywania 6 latków, bo widzę, że moje dziecko jest ter
      > az znacznie szczęśliwsze, mądrzejsze niż w okresie ostatniego roku w przedszkol
      > u

      Sparafrazuję odnosząc do mojego przypadku: mogłabym napisać "nie rozumiem posyłania dzieci do szkoły w ogóle, bo widze, że moje dziecko jest teraz w ED znacznie szczęśliwsze i mądrzejsze niż w ciągu ostatnich lat w szkole". Ale nie napiszę, bo to nie jest prawda - ja akurat rozumiem. Ze ludzie są różni i mają różne intencje, priorytety i różne podejścia do życia.

      Widzisz, o co mi chodzi? Wszystko zależy od konkretnego przypadku. To, że twoje dziecko jest mądrzejsze i szczęśliwsze, nie znaczy, że to się tyczy ogółu populacji. Niech każdy robi jak chce, jak uważa, jak lubi. Ty masz oczywiście pełne prawo tego nie rozumieć, nie kazdemu dane.


      Aha - żeby nie było: drażni mnie histeria w temacie posyłania 6-latków do szkoły i masowe odroczenia, bo to i tak nic nie zmienia; szkoła jako system nie nadaje sie ani dla dzieci 6-letnich, ani dla 7-, 10-, 15- i 20-letnich.
      • kanga_roo Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 08:31
        wiecie, jeśli ktoś zakłada, że edukacja dziecka należy domena przedszkola i szkoły, to rzeczywiście może mieć obserwacje takie, jak autorka wątku (choć wiele tu zależy od konkretnego przedszkola i konkretnej szkoły). natomiast ja sądzę, że rozwój nie ogranicza się do czytania, pisania i liczenia, uważam, że każde dziecko jest zaprogramowane na uczenie się i chłonie to, co się mu podaje. podawanie tego w postaci czytanek, ćwiczeń i zadań domowych bardziej do nauki zniechęca, niż zachęca, niestety. wyrabia, owszem, pewne umiejętności, ale one i tak się pojawią, moje oba dzieciaki zaczynały czytać w szóstym roku życia, i szkoła nie ma nic do tego. młodsza w tym wieku opanowała też tabliczkę mnożenia, i cieszę się, że ona ma z tego radochę, a nie uczy się pod przymusem. i jest tak, jak pisze kotula, ocenianie na zero punktów rozwiązań niestandardowych, kompletny brak możliwości rozwijania zainteresowań (chemia, fizyka, biologia, historia) na etapie nauczania początkowego, tak szczerze, to proponuję, żeby autorka wątku odezwała się na koniec klasy trzeciej, a nie pierwszej. może jak zobaczy, jak się dziecko zniechęca do nauki, bo trzeba odtąd - dotąd, starannie, zadanie domowe i pokoloruj, to zmieni zdanie w kwestii dobrodziejstw systemu edukacji.
        • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:03
          Cytat
          tak szczerze, to proponuję, żeby autorka wątku odezwała się na koniec klasy trzeciej, a nie pierwszej. może jak zobaczy, jak się dziecko zniechęca do nauki, bo trzeba odtąd - dotąd, starannie, zadanie domowe i pokoloruj, to zmieni zdanie w kwestii dobrodziejstw systemu edukacji.


          No jasne. Jak moje dziecko szło do pierwszej klasy, to też byłam taka hop siup do przodu i piałam na forum, jaka to szkoła jest cudowna, można sobie wyszukać tongue_out. A potem kolejne kubły zimnej wody na głowę i niedowierzanie. I równia pochyła.
          • betty842 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 18:30
            Mój syn szkołą był zachwycony tylko przez pierwszy miesiąc a później zaczął mówić: "W przedszkolu było lepiej..." I żeby nie było-syn jest jednym z lepszych uczniów a mimo to za szkołą nie przepada (a to dopiero pierwsza klasa...).
            • annubis74 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 19:49
              u nas często jest podobnie - mimo że córka fantastycznie sobie radzi szkoła wspomina przedszkole, jak ma okazję poleniuchować w domu chetnie z niej korzysta, a ostatnio skreśla w kalendarzu dni dzielące ją od wakacji... też w pierwszej klasie
      • saszanasza Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 08:42

        U nas było dokładnie na odwrót. Dzieci, doceniane w przedszkolu, w szkole nauczyły się, że z dodatkową wiedzą i umiejętnościami nie ma się co wychylać, bo nawet jeśli w pierwszej klasie się zna matematykę na poziomie piątej klasy to i tak się dostaje taką samą szóstkę jak Kasia, która nie zna, a też zrobiła sprawdzian na 100%. Za dodatkową wiedzę można było tez oberwać (pisałam tu na forum o liczbach ujemnych, które pani mojemu dziecku skreśliła jako wyniki błędne, bowiem "my jeszcze tego nie znamy"). A w konkursie recytatorskim wygrywa Julcia, bo jest miła i grzeczna.

        To akurat, to wynik jakiegoś niewłaściwego postrzegania rzeczywistości. Najprawdopodobniej niestety to wina rodziców. Nie rozumiem dlaczego dzieci porównują swoją wiedzę z innymi dziećmi i uważają się za mądrzejsze od nich. Dlaczego oczekują, że skoro one są mądrzejsze, to powinny dostawać lepsze oceny, Skąd ta roszczeniowość? Dziecko należy nauczyć cieszyć się z samego faktu, ze umie, że potrafi, że ktoś to docenił, a nie, że ktoś ma mniej wiedzy a dostał taką samą ocenę. Taki egoizm myśliwy i wywyższanie się.
        Podstawa programowa jest taka jaka jest, nie dziwne że dzieci wykraczające poza nią, nie są oceniane.
        A konkurs - na jakiej podstawie twierdzisz, że Julcia wygrała bo była miła i grzeczna? Takim podejściem robisz straszną krzywdę własnemu dziecku, bo utwierdzasz go w przekonaniu, że jest najlepsze a jeżeli ktoś okazuje się lepszy to głupio to tłumaczysz.
        Julcia wygrała konkurs recytatorski nie dlatego, ze była grzeczna, tylko dlatego, że komisja uznała, że powiedziała wierszyk najładniej ze wszystkich dzieci. Nawet jeżeli ty i Twoje dziecko uważacie inaczej, każdy ma prawo do własnego zdania. Osoby oceniające uznały Julkę za najładniej najładniej recytującą dziewczynkę. Miały prawo do takiej oceny. To jest właściwe tłumaczenie.
        • ewa_mama_jasia Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 08:56
          Dziecko należy nauczyć cieszyć się z samego faktu, ze umie, że potrafi, że ktoś to docenił,

          A zgadza się, Tylko karanie kogoś za wiedzę przewyższającą program jest bardzo nie fair. Argument "bo my tego jeszcze nie umiemy" nie może być podstawą postawienia niższej oceny.
          • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:06
            Cytat
            A zgadza się, Tylko karanie kogoś za wiedzę przewyższającą program jest bardzo nie fair. Argument "bo my tego jeszcze nie umiemy" nie może być podstawą postawienia niższej oceny.


            Nawet nie chodzi o ocenę, bo ocen nie było. Chodzi o to, że pani skreśla, pisze "źle" i wyjaśnia, "bo my tego nie umiemy". A wystarczyłoby coś w stylu "Super, że wiesz o liczbach ujemnych. Wyniki działań sa dobre. Zobacz, możemy tutaj wywnioskowac, że jeśli odjemnik jest większy od odjemnej, to wychodzi liczba ujemna, widzisz? A jakby nie istniały liczny ujemne, to tych działań nie dałoby się rozwiazać.".
            • ewa_mama_jasia Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:17
              Skreślenie i komentarz "bo my tego jeszcze nie umiemy" też jest oceną wiedzy dziecka. Może nie cyfrowa, ale jest. Mój syn też obrywał albo niepochlebne komentarze, albo obniżoną ocenę (np. za pismo albo za podanie samego wyniku bez rozpisania poszczególnych etapów dodawania). Nie jest ot motywujące. Dlatego rozważam zmianę szkoły i systemu szkolnego. A wystarczyłby komentarz - fajnie ze potrafisz dodawać / odejmować bez rozpisania, ale proszę trzymaj się poleceń w zadaniach zamiast "zadanie niedokonczone".
              Kotula, czy mogę napisac do Ciebie prywatnie? Chciałabym się poradzić.
              • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:22
                Jasne, pisz na marta (a) owlcoding.com
              • jakw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 19:46
                ewa_mama_jasia napisała:

                > Skreślenie i komentarz "bo my tego jeszcze nie umiemy" też jest oceną wiedzy dz
                > iecka.
                To jest co najwyżej ocena wiedzy pozostałych. Skoro dziecko zna i umie zastosować liczby ujemne to bardzo trudno mu o tym zapomnieć i nie zastosować. To tak samo, gdy czasem pojawia się tu wątek "pomóżcie wytłumaczyć dziecku rozwiązanie" - zwykle jest jakieś zadanie, które mama rozwiązała za pomocą układu równań, a potem duma jak to przetłumaczyć dziecku, które nie tylko układów równań, ale i klasycznych równań jeszcze nie miało wink
        • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:00
          Cytat
          Julcia wygrała konkurs recytatorski nie dlatego, ze była grzeczna, tylko dlatego, że komisja uznała, że powiedziała wierszyk najładniej ze wszystkich dzieci.


          Nie, Saszo - Julcia wygrywała konkursy wszelakie, bowiem była Julcią, córką pani nauczycielki, to tego miłą i grzeczną Julcią. Ale to była lewa szkoła, wiele razy już o niej tu pisałam, możesz sobie poszukać. O konkursach równiez pisałam - jak to ich wyniki zależały od sympatii nauczycieli do konkretnych uczniów. I nie pisnęłabym ani słówkiem, gdyby nie głoszone przez szkołe hasełka, że konkursy służą motywowaniu uczniów do zdobywania wiedzy i do angażowania sie.
          Powiedz mi, co niby motywuje dziecko do angażowania się, kiedy dziecko przez 3 dni robi pracę plastyczną, po czym pani jurorka konkursowa mówi do dziecka, że praca nie będzie w ogóle wzieta pod uwagę, bo nie ma tła - i konkurs wygrywa praca innego dziecka z identycznie białym tłem? Przez jakiś czas moje dzieci brały swoje porażki konkursowe na klatę, racjonalizując sobie dokładnie tak, jak ty ("może Julka ładniej recytowała, może potworek Julki pani się bardziej spodobał"), potem stopniowo wycofywały się z udziału w konkursach, bo zawsze wygrywały te same osoby.

          Wisienką na torcie był "pokaz talentów", do którego zrobiono eliminacje. W eliminacjach odrzucono 2 grupy dziewczynek, które robiły jakieś pokazy taneczno-wokalne. Po czym nastąpił konkurs właściwy, w którym wystąpiła reszta, na koniec pani dyrektor uroczyście oświadczyła, że nie wygrywa nikt, bo KAŻDY MA JAKIŚ TALENT. Jak się to ma do odrzucenia dzieci w eliminacjach?
          No ale, jak pisałam, to była lewa szkoła, niemal pod każdym względem.

          A potem zmienilismy szkołę i nagle okazało sie, że da się inaczej i sprawiedliwie.


          Cytat
          Dziecko należy nauczyć cieszyć się z samego faktu, ze umie, że pot
          > rafi, że ktoś to docenił, a nie, że ktoś ma mniej wiedzy a dostał taką samą oce
          > nę. Taki egoizm myśliwy i wywyższanie się.


          Kuffno prawda. To szkoła nauczyła moje dzieci, że liczy się ocena, a nie to, co się potrafi. To, co sie potrafi, jest nieważne, a jeśli do tego jest się niegrzecznym i rozmawia sie na lekcji, jest nieważne podwójnie.
          Dzieci moje nie miały w zwyczaju porównywać się z innymi dziećmi, dopóki nie poszły do szkoły. Każdy lubi, jak jego umiejętności i wiedza są docenione, wyróżnione - nie oszukujmy się, również dorośli to lubią i to ich również motywuje. W szkole bardzo duży nacisk kładzie się na oceny, średnie, rywalizację i serio, dużo czasu zajęło mi "odszkolnienie" dzieci po 4 latach szkolnej pseudonauki aby ponownie osiągnęły level "wiedza jest fajna, zdobywanie jej jest fajne, posiadanie jej jest fajne". Pewnie dlatego, że w szkole nie zdobywały ani wiedzy, ani umiejętności, tylko uczyły się rozwiazywać testy i wypełniać ćwiczenia.

          Cytat
          Podstawa programowa jest taka jaka jest, nie dziwne że dzieci wykraczające poza nią nie są oceniane.


          Otóż to. Nie są wyróżnione w żaden sposób. To jest do pewnego wieku demotywujące, szczególnie w pierwszych latach szkoły, kiedy już się dziecku zaczyna prać mózg, że liczy się ocena i średnia. A wystarczy pochwalić, dać dziecku się wykazać tym, co umie, a nie równać w dół.


          --
          Zwierzanki Anki, czyli uczę się w domu
          • olga727 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:16
            mama_kotula wiem,że to nie do mnie pisałaś,ale Taką szkołę jaką miały twoje dzieci jest i u nas. Wszelkie konkursy recytatorskie wygrywa córka lokalnego lekarza i nauczycielki z tejże szkoły(reszta dzieci szans nie ma). Wszelkie konkursy typu "mam Talent" też ona,nie dlatego, że zrobiła coś lepiej niż inne dzieci,ale dlatego że ma tatusia Lekarza.(nadmienię,że poszła do szkoły jako siedmiolatka) uncertain Może to jest bardziej z dyrektorką większy problem
            • saszanasza Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:43
              Dziewczyny, ja doskonale zdaję sobie sprawę, ze te konkursy nie zawsze są oceniane sprawiedliwe, ale nic nam nie da, mówienie dziecku, że zostało tak potraktowane. Utwierdzanie go w poczuciu że zostało skrzywdzone i niesprawiedliwie ocenione, bo to rzeczywiście nie wpływa dobrze na jego samoocenę.
              Żeby dziecko zachowało jako-taką chęć do podejmowania prób w tego typu konkursach należy mu powiedzieć, dokładnie to, co napisałam. Że zdaniem komisji Julcia najlepiej wyrecytowała wiersz. Jest to subiektywna ocena, ale każdy ma do niej prawo. Nie oznacza to, ze inne dzieci powiedziały gorzej, ale że ta dana dziewczynka spodobała się osobom oceniającym najbardziej. Bez komentarzy-dlaczego i co wy uważacie.
              Generalnie zniechęca sam fakt, że dziecko próbuje, a jest ciągle niedocenione, co dopiero otoczka o niesprawiedliwości.
              Moja córka również brala udzial w kilku konkursach, nie wygrała żadnego, ale wie, że wygrana nie jest najważniejsza. Nadal chętnie bierze udział w konkursach, bo wymyśliłyśmy, że bijemy rekord w braniu udziału w konkursach, niezależnie od wynikubig_grin
              I nie, nie zmuszam jej, ale jest cel i jest radość, z kolejnego "pozytywnie zaliczonego" konkursusmile
              • verdana Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:51
                Owszem, da nam- to, ze dziecko będzie nam wierzyło. Mówienie dziecku nieprawdy bardzo rzadko daje dobre skutki wychowawcze. Podważanie jego zdrowego rozsądku - tez nie. To wpływa znacznie gorzej na jego samoocenę.
                Jeśli jest oczywistą oczywistością, że Julcia jest faworyzowana i dziecko to widzi, nie należy mu wmawiać, ze się myli, bo to oznacza, że dziecko albo uzna siebie za idiotę, albo rodzica za kłamcę.
                • saszanasza Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 10:01
                  verdana napisała:

                  >
                  > Jeśli jest oczywistą oczywistością, że Julcia jest faworyzowana i dziecko to wi
                  > dzi, nie należy mu wmawiać, ze się myli, bo to oznacza, że dziecko albo uzna si
                  > ebie za idiotę, albo rodzica za kłamcę.

                  Ale "faworyzowanie" jest pojęciem względnym. ja nie okłamuję dziecka mówiąc, ze komisja podjęła decyzję w oparciu o subiektywną ocenę, to jest prawda i to jest fakt. Natomiast kwestia faworyzowania nie jest faktem, a jedynie moją interpretacją. Nie jestem w stanie tego udowodnić, tak samo jak nie jestem w stanie udowodnić, że Julcia wygrała, bo miała ładniejszy sweterek.
                  • verdana Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 10:06
                    Nie, faworyzowanie czasem nie jest zadnym "względnym pojęciem" tylko faktem. I nie ma co wmawiać dziecku, ze nie istnieje, skoro widzi to i ono i inne dzieci.
                    Oczywiście, zdarza sie tak, że dziecku wydaje sie, że przegrało, bo faworyzowano innych. Wtedy trzeba mu wytłumaczyć, ze to tak nie jest. Ale w przypadku oczywistej niesprawiedliwości nie ma po co tłumaczyć dziecku, ze wszystko jest wspaniale. To nie tylko nieprawda, ale i tępi wrażliwość dziecka na to, co jest uczciwe, a co nie.
                    • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 10:38
                      Cytat
                      Nie, faworyzowanie czasem nie jest zadnym "względnym pojęciem" tylko faktem. I nie ma co wmawiać dziecku, ze nie istnieje, skoro widzi to i ono i inne dzieci.
                      Oczywiście, zdarza sie tak, że dziecku wydaje sie, że przegrało, bo faworyzowano innych. Wtedy trzeba mu wytłumaczyć, ze to tak nie jest. Ale w przypadku oczywistej niesprawiedliwości nie ma po co tłumaczyć dziecku, ze wszystko jest wspaniale. To nie tylko nieprawda, ale i tępi wrażliwość dziecka na to, co jest uczciwe, a co nie.


                      W punkt.
                      Co ja mam powiedzieć dziecku, którego pracy nie przyjęto do konkursu, bo wg pani jurorki jest "bez tła, więc niedokończona, cała kartka ma być zamalowana", a potem konkurs wygrywa praca z tak samo białym tłem? Że widocznie w czasie konkursu zmieniono reguły? No bez jaj.

                      Co moja koleżanka ma powiedzieć dziecku, które powiedziało wiersz poprawnie (co najmniej), a wyróżnione zostały dzieci, które się myliły w tekście i dukały (nie, to nie jest subiektywna ocena - płynne mówienie tekstu to kategoria zerojedynkowa, albo się człowiek myli i zapomina, albo nie)? Może powiedzieć to, co było prawdą - że panie chciały nagrodzić swoich zerówkowych wychowanków, a nie ją, występującą z "wolnej stopy" jako homeschoolerkę.

                      Życie jest niesprawiedliwe i warto sie do tego przyzwyczaić jak najwcześniej. Dlatego nie widzę powodu, aby ściemniać dziecku, że ktoś inny wygrał konkurs, bo był lepszy, jeśli ewidentnie nie był. Dzieci nie są głupie i pewne rzeczy widzą znakomicie. Widzą, że oceny szkolne często zależą nie od tego, co się umie, ale od tego, czy pani cię lubi, czy już zdążyła wypić poranną kawę, czy dzisiaj się wyspała. Doskonale widzą nepotyzm i faworyzowanie.

                      • iwoniaw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 21:13
                        CytatD
                        > latego nie widzę powodu, aby ściemniać dziecku, że ktoś inny wygrał konkurs, bo
                        > był lepszy, jeśli ewidentnie nie był. Dzieci nie są głupie i pewne rzeczy widz
                        > ą znakomicie. Widzą, że oceny szkolne często zależą nie od tego, co się umie, a
                        > le od tego, czy pani cię lubi, czy już zdążyła wypić poranną kawę, czy dzisiaj
                        > się wyspała. Doskonale widzą nepotyzm i faworyzowanie.


                        No otóż to; w dodatku rację ma verdana, dziecku w takiej sytuacji należy się od rodziców prawda i wsparcie moralne, skoro już wpływu na nic innego tu nie mają. Moje dziecko też początkowo, jak piszesz, sobie racjonalizowało i próbowało tłumaczyć samemu sobie, że może tamta praca była lepsza, a to wykonanie bardziej się spodobało. No ale ileż można, nieprawdaż. W końcu - ponieważ dzieci także mają oczy, uszy i rozum - są pewne konkursy (czy raczej należałoby powiedzieć: u pewnych nauczycieli), w których nie chcą brać udziału i nie widzę powodów, by je do tego zachęcać. Po co niby? Jaka w tym jest wartość?
                  • arwena_11 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 29.04.15, 09:36
                    Dzieci nie są idiotami i same dochodzą do pewnych wniosków. Mogą sie pomylić w ocenie raz czy drugi, ale za trzecim razem? I weź pod uwagę, że dzieci z taką "julcią" mają do czynienia na co dzień i wiedzą więcej niż rodzice
                    • undoo Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 30.04.15, 18:06
                      Mielismy taka 'Julcie' w przedszkolu. I Julcia i jej mama, i pani nauczycielka - dramat w ciapki.
        • arwena_11 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 29.04.15, 07:23
          bo tak często jest. U nas było podobnie. I problem się rozwiązał łatwowink
          Przestano robić takie konkursy bo poza 2-3 dziewczynkami, które zawsze zajmowały pierwsze trzy miejsca w różnych konfiguracjach, reszta dzieci przestała brać udział.
          Byłam raz na takim konkursie dla dzieci klas młodszych ( robiłam zdjecia ). Wygrała dziewczynka, która nawet tekstu nie znała na pamięć, zacinała się dukała. No ale jej starsze siostry zawsze wygrywały więc i ona siłą rozpędu. Tyle że siostry zasługiwały, a ona nie.
          Było wielu uczestników, którzy mówili dużo ładniej, z dykcją, bez dukania.

          To był ostatni konkurs recytatorski mojego syna. Odmówił kategorycznie tracenia czasu na coś, co i tak jest ustawione. Podobnie było z innymi dziećmi. Rok później na zebraniu rodzice byli proszeni o to, żeby dzieci namówić, bo dla 3 uczestników robienie konkursu jest bez sensu.
          Ja tylko pani pedagog powiedziałam, że powinna myśleć w poprzednich latach, a teraz mleko się rozlało, a dzieci mają swój rozum



          Marta
          Mama Daniela ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
          DZIECI ROCZNIK 2000
    • mw144 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 08:39
      Sama sobie odpowiedziałaś, rodzice tych odraczanych nie dorośli emoccjonanie do tego, by ich dzieci poszły do szkoływink
      • an.16 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:06
        Nie wiem dlaczego. Ja nie odroczyłam. Ale ja nie wiązałam szkoły z trudnościami, nieprzystosowaniem czy dezorganizacją dnia. Ani tym bardziej z odbieraniem dzieciństwa. Córka jest tak samo radosna, towarzyska, spontaniczna i otwarta jak była w przedszkolu. Ja sama poszłam do szkoły gdy miałam 6 lat i było to w taach 70. Chyba byłam jedyna 6 latką w kacie. Piszę chyba, bo nikt wtedy tego nie analizował i wogóle sie nad tym nie zastanawiałam. Lubiłam szkołę, bo w przeciwieństwie do przedszkola oceniano za inne rzeczy niz uśmiechnięta buzia i zjadzony obiad.
        • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:08
          Cytat
          Lubiłam szkołę, bo w przeciwieństwie do przedszkola oceniano za inne rzeczy niz uśmiechnięta buzia i zjadzony obiad.


          No jak to? Przecież oceny się nie liczą i nie są ważne tongue_out <ocieka sarkazmem>
    • mama-ola Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:09
      Mogłaś to napisać zdecydowanie krócej: "Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki, skoro mojemu tak dobrze idzie? No dlaczego?? Nie mogę tego pojąć!..."
      • verdana Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:38
        Odroczone i nieodroczone za parę lat będzie umiało dokładnie tyle samo. Fakt, że jedno już zna literki w wieku lat 6, a drugie nie nic nie zmieni w ich życiu.
        Fakt, ja sama stawałam na głowie, aby dziecko wysłać jako 6-latka do szkoły wtedy, gdy akurat uważano, ze zabieram dziecku dzieciństwo. Ale raczej dlatego, że nie wyobrażałam sobie dorosłego faceta w liceum, muszącego grzecznie słuchać nauczycieli, którzy o dorosłym facecie w dodatku opowiadają mamusi.
        Ale osoby, które mają 6-latki z końca roku absolutnie rozumiem, ze odraczają. Większość 5-latków nie jest na tyle dojrzała, aby przez parę godzin siedzieć w ławce.
        • saszanasza Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 09:51
          Ja również uważam, że nie wszystkie 6 latki nadają się do pierwszej klasy, jednak moim zdaniem liczba ta na grupę 20-25 osobową, powinna oscylować w granicach 3-4%. Uważam, że niektóre dzieci bezwzględnie powinny być odroczone.
          Mnie przeraża jednak skala odroczeń i powody odroczeń: zabieranie dzieciństwa, gorszy start, to przesłanki które nie mają nic wspólnego z możliwościami realizowania obowiązku szkolnego.
          Moim zdaniem większość rodziców uważa, że dając dziecku dodatkowy "wolny" rok spowodują, że dzieci do szkoły trafią mądrzejsze, będą miały łatwiej, lepiej a to nieprawda.
          • katriel Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 14:52
            > Ja również uważam, że nie wszystkie 6 latki nadają się do pierwszej klasy, jedn
            > ak moim zdaniem liczba ta na grupę 20-25 osobową, powinna oscylować w granicach
            > 3-4%.

            Ummm... 3-4% z 20-25 dzieci to jest od 0,6 do 1 dziecka. W tym przedziale jest dokladnie jedna liczba całkowita: 1. Napisałaś więc (w nieco zawikłany sposób), że w kazdej 20-25-osobowej grupie dzieci powinno być dokładnie jedno nienadające się do szkoły. Może i tak...
            • saszanasza Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 20:36
              > Ja również uważam, że nie wszystkie 6 latki nadają się do pierwszej klasy, jedn
              > ak moim zdaniem liczba ta na grupę 20-25 osobową, powinna oscylować w granicach
              > 3-4%.

              Ummm... 3-4% z 20-25 dzieci to jest od 0,6 do 1 dziecka. W tym przedziale jest dokladnie jedna liczba całkowita: 1. Napisałaś więc (w nieco zawikłany sposób), że w kazdej 20-25-osobowej grupie dzieci powinno być dokładnie jedno nienadające się do szkoły. Może i tak...

              rzeczywiście wyszło dość zawile, chodziło mi o 3-4 dzieci..
          • jakw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 19:36
            saszanasza napisała:

            > Moim zdaniem większość rodziców uważa, że dając dziecku dodatkowy "wolny" rok s
            > powodują, że dzieci do szkoły trafią mądrzejsze, będą miały łatwiej, lepiej a t
            > o nieprawda.
            Ale może rodzicom będzie łatwiej. Bo dziecko będzie w stanie wysiedzieć nad lekcjami ciut dłużej i będzie bardziej zaawansowane grafomotorycznie, a zatem będzie mniej jęczeć nad pracami domowymi.
      • betty842 zjawo.... 28.04.15, 18:26
        mama-ola napisała:

        > Mogłaś to napisać zdecydowanie krócej: "Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latk
        > i, skoro mojemu tak dobrze idzie? No dlaczego?? Nie mogę tego pojąć!..."

        Dokładnie to samo mi się nasunęło kiedy przeczytałam wszystkie wypowiedzi zjawy.Prawie w każdej wypowiedzi zjawa wymienia co jej syn potrafi,jak przewyższa wiedzą inne dzieci nawet rok starsze itd.Jest to ewidentne chwalenie się "jakie to moje dziecko jest mądre,zdolne i inteligentne". Po co nam te wszystkie przykłady "mądrości" dziecka zjawy skoro pytanie brzmiało:"Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki?"? Nie prościej było napisać tak jak powyżej:" Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki skoro mojemu tak dobrze idzie?" I tyle a nie wymieniać co dziecko potrafi i jakie jest mądre.
        Droga zjawo,masz zdolne dziecko ALE tak jak już wielokrotnie ci pisano: nie wkładaj wszystkich 6-latków do jednego worka! Sama napisałaś że twój syna przewyższa wiedzą niejedno dziecko rok starsze wiec jak widzisz nie wszystkie dzieci są równie zdolne.
        To tak jak ja bym założyła wątek pt. "Dlaczego rodzice NIE odraczają swoich 6-latków?" i poniżej napisałabym,że mojego syna szkoła znudziła po miesiącu i wiele razy powtarzał,że w przedszkolu było lepiej i dziwię się,że rodzice posyłają swoje 6-latki do szkoły kiedy widzę jak mojego syna szkoła nudzi. Twoim zdaniem jest to "mądry wątek"? Nie.Tak samo jak twój.
    • mama2na6 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 10:34
      Mój syn poszedł do szkoły jako 6 latek obecnie kończy pierwszą klasę radzi sobie dobrze pod względem nauki , dużo gorzej jest z emocjami (często płacze denerwuje się przeżywa sytuację ) nie wiem jak byłoby gdyby po szef w wieku 7 lat wydaje mi się ze tak samo to typ wrazliwca. Syn Też jest ze stycznia więc różnicy aż takiej nie ma ale są dzieci z listopada grudnia i Ty widać różnicę w nauce ale myślę ze to się wyrówna ...Mój drugi syn jest z końca listopada i nie wiem jak będzie ...może znowu zmienia reformę ...wszystko przed nami
    • koza_w_rajtuzach Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 10:34
      > Dlaczego o tym piszę, a no dlatego, że gdyby te dzieci poszły do szkoły jak mój
      > syn różnica byłaby przynajmniej o połowę mniejsza bez względu na umiejętności
      > początkowe.

      Ale te dzieci pójdą teraz do szkoły i nadrobią wszelkie straty. Niie spowoduje to przecież, że już nigdy nie osiągną tego samego poziomu na którym obecnie jest teraz Twoje dziecko. Z drugiej strony skoro dzieci otrzymały odroczenie, to oznacza, że były ku temu jakieś przesłania.
      Co prawda miałam jeszcze wybór w przypadku córki, myślałam czy by jej nie posłać wcześniej do szkoły, ale tylko jedna dziewczynka do niej szła na całą grupę, więc zrezygnowałam. Gdyby nie miała wyboru, to wiem, że odroczenia nie dostałaby, bo jest bardzo dojrzała emocjonalnie, a do tego inteligentna. Uważam, że nikt by takiego dziecka nie odroczył. Cały ten wolny rok postawiłyśmy na totalny luz. Jeździłyśmy, zwiedzałyśmy, córka opuszczała sporo dni w przedszkolu, bo uznałam, że program zerówki nie stanowi dla niej żadnego wyzwania. Można powiedzieć, że "odmóżdżała" się w tym czasie, nie uczyłam jej niczego, robiła tylko to, co w przedszkolu, w którym i tak bywała nieszczególnie często i była odbierana sporo przed czasem. Za nic nie oddałabym tego roku mimo, że totalnie olałyśmy edukację. W przedszkolu nie było nauki liter i czytania, w domu też jej nie uczyłam, a jak poszła do szkoły to w ciągu pierwszego miesiąca nauczyła się czytać i to od razu szybko i sprawnie - nigdy nie składała literka po literce. Pewnie jako 6-latka też by sobie poradziła, może byłaby też wśród najlepszych uczniów, ale co z tego? Nie tylko nauka się w życiu liczy.
      • annubis74 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 29.04.15, 07:29
        Odroczenie dostaniesz - niezależnie od przesłanek bo jak już pisałam w psychologii nie ma wyników 0:1, w poradni więc wolą odroczyć - jeśli rodzic chce - na wszelki wypadek ... moja znajoma (psycholog zresztą) ma dziecko rocznikowo w wieku mojej córki tyle tylko że z lutego a moja z lipca. Myślę ze intelektualnie na podobnym poziomie, dodatkowo tamta po rodzicach odziedziczyła słuszny wzrost (wygląda na 2 lata starsza od mojej). MOja corka poszła do szkoły, tamta dopiero teraz skończy przedszkole. czy to była słuszna decyzja - pewnie okaze się po wakacjach
    • asiula1987 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 10:59
      kolejna mamuśka, która uważa swoje dziecko za pępek świata i jako wyznacznik wszystkich 6 latków. kogo to obchodzi, że twoje takie wspaniałe dziecko mądre i rozwinięte. jeśli dzieci są odraczane to znaczy, że powód jest. co kogo to obchodzi?
    • jagodasoft2 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 11:17
      Zacznę jak TY:
      Będąc mamą dwójki dzieci które poszły w wieku 7 lat do pierwszej klasy (a miałam wybór), naprawdę nie rozumiem jak można posłać wcześniej.
      ...Tu wstaw sobie wielki elaborat, ochy i achy potwierdzające moją decyzję...
      I na tym koniec, bo twój post, który jak dla mnie zaistniał tylko po to aby albo sie pochwalić super dzieckiem (tylko, że takich tu na forum dziesiątki), albo chcesz się utwierdzić w swojej decyzji, niestety jedno i drugie wałkowane juz do znudzenia przy każdym poście o 6- latkach.
    • redgirl1 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 11:18
      Mój syn poszedł jako 6 latek mimo, że mieliśmy wybór (rocznik 2007). I żałuję, syn ma problemy z motoryką małą (mieliśmy nadzieje że nadrobi) dopiero teraz pod koniec drugiej klasy zaczyna "trzymać się w liniaturze", o ile z liczeniem problemu nie ma o tyle z czytaniem i pisaniem jest ogromny a przede wszystkim ogromna niechęć bo mu nie wychodzi. Do tego wyszła wysoka grupa ryzyka dysleksji co dodatkowo utrudnia. Klasa złożona z samych 6 latków ale inne dzieci radzą sobie dobrze, ale mam wrażenie że akurat on lepiej radziłby sobie rok później. W tej chwili dla młodego szkoła to samo zło.
    • camel_3d bo tak jest fajniej.. 27.04.15, 12:48
      mlody poszedl do szkoly jako 5.8.. bo cala grupa szla i zostalby z 3 i 4 latkami. Gdyby 4-5 dzieci zostalo to bym go tez zostawil.

      Sam poszedlem jako prawie 8 latek i nie sadze, zeby mi to jakos wielka krzywde w karierze zrobilo smile)
      • annubis74 Re: bo tak jest fajniej.. 27.04.15, 19:58
        camel - zgadzam się - to było jedno z głownych kryteriów posłać - nie posłać - to że akurat w przedszkolu córki wiekszość dzieciaków szła do szkoły - gdyby zostawali to niezależnie od opinii nt. umiejętności i zdolności córki zostawialabym ją jeszcze na rok. Moja córka swietnie sobie radzi, też widzę ogromny postęp jakiego dokonała przez kilka miesiecy - ale mam wrażenie że straciła sporo dziecięcej radości, beztroski. Czasem zauważam u niej burzę skrajnych emocji, z zupełnie nieznanych powodów spadała jej samoocena (czasem mowi ze jest głupia i nic nie umie - co absolutnie nie wypływa ze szkolnych porazek). Czeuję ze jednak zabrałąm jej jakąs czastkę dzieciństwa
    • annubis74 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 14:48
      zjawa twoje dziecko nie równa się kazde dziecko
      ja jestem mamą 6-latki, która poszła do szkoły - mimo że nie musiała - jest lipcowa. mieliśmy mnóstwo wątpliwości i nadal jakieś kołaczą w głowie
      córka radzi sobie doskonale ... ale ja nadal rozumiem rodziców którzy odraczają bo mają wątpliwości. uważam ze nie należy dac się zwariować żadnej propagandzie - ani tej rządowej ani rzecznika praw rodziców.
      • zjawa1 Re: annubis74 27.04.15, 23:44
        Moje dziecko w wieku 5-lat przez cały rok było przygotowywane aby pójść do szkoły( pod katem emocjonalnym). Fakt-nudził się śmiertelnie w zerówce, ale było to dziecko, które miało wtedy zaledwie 5 lat! pamiętam, że bardzo cieszył się pójściem do szkoły. Nagle, tuż przed wakacjami uległo bardzo poważnemu wypadkowi! Kilka operacji, trauma. Opowieści osób z sali o :,,tym jak jeden po narkozie już się nie obudził, jak obcieli jednej dziewczynce stopę".... Wszystko to, faktycznie miało miejsce.. I wszystkiego tego, przed każdą z operacji mój syn się nasłuchał. Pamiętam jak w sierpniu 2014 roku moje dziecko, po wysłuchaniu dzieci z sali zapytał mnie ,,czy będę go kochać, jeśli się nie obudzi"... Byłam z nim wtedy w przedsionku sali operacyjnej, podawano mu tzw,, głupiego jasia"... Po tym wszystkim jakieś 3 tygodnie przed rozpoczęciem roku szkolnego zgłosiłam się do PPP zrobiono mu badania i stwierdzono, że pozostanie w przedszkolu dla takiego dziecka mogłoby być w jego mniemaniu rozpatrywane jako kolejna porażka i kara. Uwierzyłam wtedy psychologom i pedagogom, posłałam go do szkoły, mimo tego, że rękę prawą miał unieruchomioną w całości do końca września. A teraz tak pisze mój 6-latek, 6-latek po tak dużej traumie psychicznej i tylu dysfunkcjach manualnych, po ciężkiej rehabilitacji ... za chwilę zalinkuje zdjęcie jego pisma, może nie idealne, ale jak dla mnie przy tych okolicznościach największe szczęściesmile
        • annubis74 Re: annubis74 28.04.15, 07:39
          Zjawa - jeszcze raz powtórze - Twoje dziecko nie znaczy WSZYSTKIE dzieci w tym wieku
          chyba ze chodzi o to by w kolejnych wpisach głosić pochwałe SWOJEGO dziecka, a nie naprawdę zastanawiać się czemu rodzice odraczają swoje pociechy
          Myślę , niestety nie po raz pierwszy że przeceniasz możliwości swego dziecka i bardzo wysoko stawiasz mu poprzeczkę mówiąc że w wieku 5 lat był emocjonalnie dojrzały do pójścia do szkoły... czy to dobrze czy źle to się pewnie okaze w przyszłośi
          Moja corka intelektualnie była b. rozwinięta w przedszkolu (i ja akurat doceniam rolę edukacji przedszkolenej). Chciała iśc do szkoły, nie chciała zostać w przedszkolu. Ale po miesiącu w szkole zaczęly się schody - okazało się ze prace domowe to mozolne pisanie a nie zabawa i radocha... Jak napisałam - ma świetne wyniki, radzi sobie rewelacyjnie - ale widzę po niepsełna roku - rozczarowanie i często znudzenie szkoła (mimo ze obiektywnie szkołą też oK)
        • asiula1987 Re: annubis74 28.04.15, 11:02
          złamana ręka to nie jest największa trauma jaką może przejść dziecko. są gorsze. sa bardziej chore dzieci. z dysfunkcjami stałymi, które np jak mój syn nie kwalifikują się do klasy integracyjnej ani nauczania specjalnego. musze posłać do publicznej szkoły mimo, że wszyscy dookoła wiedzą, że będą problemy, że będziemy pod opieką poradni bo z pisaniem i czytaniem nie będzie najlepiej.
          ale nie kategoryzuje wszystkich dzieci wg swojego. nie każę wszystkim odraczać swoich 6 latków masowo. nie potępiam tych, którzy "skrócili dzieciństwo" i wysłali do szkoły jako 6 latków. są dzieci mniej i bardziej przygotowane do szkoły. nie powinno to nikogo obchodzić. a podejście, bo moje dziecko sobie dobrze radzi więc nie rozumiem dlaczego inni nie puścili w wieku 6 lat do szkoły jest egoizmem i szczerze mówiąc mało obchodzącym kogokolwiek twoim zdaniem.
      • camel_3d Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 06:45
        dokladnie.

        przeciez w tym chodzo o dwie rzeczy.

        a. dzieki temu szybciej zwolnia sie miejsca w przedszkolach.
        b.dzieci pojda szybciej do pracy i zaczna placic podatki.

    • mamitadejordi Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 15:24
      > Jednym słowem, syn nareszcie zaczął się rozwijać.

      No, jeśli Twój syn zaczął się rozwijać w wieku 6 lat to nic, tylko się mocno cieszyć, że w końcu to się udało..

      Ja mam to szczęście, że moje dziecko rozwija się ciągle od urodzenia, niezależnie od miejsca pobytu, w przedszkolu, w domu, na podwórku, w obcych krajach, itp. Dlatego nie muszę go już w wieku 5 lat pchać do szkoły, i w związku z tym zamierzam go odroczyć wink))

      Chcę, żeby moje dziecko nauczyło się radzić sobie w życiu, kreatywności, adaptacji do różnych warunków, języków służących komunikowaniu się z innymi ludźmi, tolerancji innych kultur, i wielu wielu innych rzeczy, których szkoła najczęściej nie zapewnia. To wszystko poznaje cały czas od urodzenia, mimo, że nie chodzi do szkoły. A może właśnie dlatego, że do niej jeszcze nie chodzi i posiada więcej czasu.. wink
      • zjawa1 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 00:05
        Mój syn rozwijał się bardzo dobrze, aż w końcu stanął w miejscu ok 5-tego roku życia. Relacje miedzy ludzkie ma w idealnym porządkusmile W klasie dzieci bardzo Go lobią, podobnie jak było w przedszkolu. Z jedną uwagą, zawsze lepszy kontakt miał, ze starszymi od siebie. Tego pojąć nie mogę do teraz.
        • asiula1987 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 11:04
          syn znajomych ma zespół aspergera i z tego co piszesz bardzo podobny rozwój do twojego syna...
        • annubis74 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 17:41
          to normalne że na pewnych etapach rozwój dziecka jest szybszy a na niektórych zwalnia lub nawet wydaje sie ze dziecko "stoi" w miejscu. Jest to naturalne - gdyby człowiek przezcałe zycie roziwjał się w tak błyskawicznym tempie jak w dzieciństwie to pewnie doszedłby do etapu geniusza - ale być moze nie wytrzymałby tego jego układ nerwowy - rozwój to proces - troche do przodu, trochę w tym samym miejscu trochę do tyłu to bardziej sinusoida niż stale rosnąca krzywa. Wszystkie dzieci wolą towarzystwo starszych od siebie dzieci - bo od nich wiecej sie uczą, bo tamci im imponują... to nic dziwnego akurat
      • kanga_roo Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 07:55
        mamitadejordi napisała:
        To wszystko poznaje cały czas od urodzenia, mimo, że nie chodzi do szkoły. A może właśnie dlatego, że do niej jeszcze nie chodzi i posiada więcej czasu.. wink

        dokładnie. czas. dziecko szkolne (i świetlicowe) ma po południu, kiedy wróci do domu i zje obiad, do wyboru: odrobić lekcje albo malować/czytać/szyć/gotować/pracować w ogródku/spacerować/jeździć na rowerze/robić cokolwiek innego. połączenie obu spraw jest niestety bardzo trudne, albo odbywa się kosztem snu.
        dla porównania, moja sześciolatka (przedszkolak) zasnęła wczoraj po drodze do domu (17:00) i obudziła się dziś rano (6:00). gdyby chodziła do szkoły, nie miałaby tej możliwości, bo zadanie domowe. no ale ja jestem przeciwniczką tradycyjnych zadań domowych i już smile
    • jakw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 19:33
      zjawa1 napisała:

      > Przedszkole to, było: przeciętne, klasyczne typowe dla przedszkoli w naszym kra
      > ju.
      Szkoła też przeciętna i klasycznie typowa?


      >Co ciekawe, przy pomocy szkoły syn odkrył ,, w sobie" możli
      > wości dotychczas nie znane nawet nam. Ku mojemu zaskoczeniu i pierwszy raz smile s
      > am zaczął zgłaszać się do występów i konkursów międzyszkolnych.
      > Parę dni temu, pierwszy raz w życiu widziałam swoje dziecko występujące przed
      > całą szkołą, w dodatku bez żadnej tremy, z wielką radością. Nawet zaczął śpiewa
      > ćsmile
      Jesteś pewna, że to zasługa szkoły jako takiej? Bo moja młodsza w życiu tremy nie miała. A starsza , mimo niemal 11 lat spędzonych w szkole - przy okazji występów tremę miewa jak najbardziej.

      > -Nauka: Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że nigdy wcześniej w tak krótkim
      > czasie nie widziałam tak dużych postępów. W tej chwili syn czyta biegle całymi
      > wyrazami, ogromny rozwój w dziedzinie matematyki. Ja nie przypominam sobie, żeb
      > y tak fenomenalnie liczyła w jego wieku.
      A wygenerowałaś go za pomocą klonowania? wink Na pewno nie, więc nie wiesz na ile poziom tych umiejętności był/jest wynikiem szkoły, a na ile zdolności. Przecież całkiem sporo dzieci i przed reformą uczyło się samo czytać i liczyć zanim poszło do szkoły.

      > Dlatego nie rozumiem wstrzymywania 6 latków, bo widzę, że moje dziecko jest ter
      > az znacznie szczęśliwsze, mądrzejsze niż w okresie ostatniego roku w przedszkol
      > u.
      Dziwne byłoby gdyby nie było mądrzejsze. Przecież jest rok starsze. Wydaje mi się, że jednak demonizujesz przedszkolny "zastój" i przeceniasz szkolny "postęp". Może po prostu nie mogłaś się doczekać , aż dziecko zacznie sobie samo czytać? wink

      > Szkoła nie jest ,,złem" a może być ,,dobrodziejstwem". Nie ,,zabiera dzieciństw
      > a" może je jeszcze dodatkowo stymulować i odpowiednio ukierunkować. Pamiętajcie
      > , że jeśli dziecko słyszy w domu, że powinno być odroczone itp. to i za rok, po
      > odroczeniu automatycznie szkoła będzie mu się kojarzyć w przyszłości z nieprzy
      > jemnym obowiązkiem, z którego nie czerpie się żadnej radości, a to nie jest pra
      > wdą.
      Gdyby szkoła nie była złem to łatwiej byłoby spotkać starszych uczniów lubiących chodzenie do szkoły. Niestety, ja takich jeszcze nie spotkałam ;-/ Może to specyfika polskiej szkoły bo w badań PISA co do lubienia szkoły byliśmy w zdecydowanej czołówce w nielubieniu. A tego raczej nie zmieni zmiana wieku pójścia do szkoły.
      • zjawa1 Re: jakw 28.04.15, 00:10
        Chyba rok młodszesmile 87% dzieci to rocznik 2007, a mój syn to 2008smile Dodatkowo 70% bite w miesiącach rok starsze... Mój syn niebawem skończył 7 lat, podczas gdy jego 70% kolegów i koleżanek skończyło lub do miesiąca skończy 8 lat!
      • jakw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 23:38
        Twierdzisz, że twoje dziecko nie "zestarzało się" od czasu jak chodziło do przedszkola? Dziwne masz dziecko... Może dlatego, że się nie starzeje miało do tej pory problem z rozwojem? wink
    • fruzielka27 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 21:20
      Np dlatego, że znają dobrze środowisko pedagogiczne, które pracuje z dziećmi w klasach 1-3 i ma swoje obserwacje smile
      Albo znają rodziców dzieci, które zaczęły edukację w wieku lat 6, a są teraz w 3 czy 4 klasie i nie są tak zachwyceni jak Ty, a w 1 klasie owszem byli...
      • zjawa1 Re:fruzielka27 28.04.15, 00:21
        Ja niestety nie znam przekroju uzdolnień w klasach 1-3, natomiast znam doskonale środowisko w szkole średniejsmile dodatkowo osobiście znam osoby dorosłe rozpoczynające naukę w wieku lat 6-ciu( zaznaczam zdolne osoby) i powiem szczerze, że bardzo wysoko ,, zaszły" na szczeblu edukacjismile Także to może być pocieszającesmile
        • annubis74 Re:fruzielka27 28.04.15, 07:43
          Zjawa - mylisz kompletnie rózne rzeczy - to prawda - od lat można było wysłać do szkoły dziecko w wieku lat 6 (za moich czasów też) ale do szkoły szły dzieci zdolne, przygotowane i kiedyś aby dziecko w wieku lat 6 posłać należalo uzyskać opinię PPP - teraz jest odwrotnie - maja iśc wszystkie - opinia PPP jest wymagana gdy chcesz odroczyć dziecko. Nie czujesz różnicy?
        • mama_kotula Re:fruzielka27 28.04.15, 15:23
          Cytat
          dodatkowo osobiście znam osoby dorosłe rozpoczynające naukę w wieku lat 6-ciu( zaznaczam zdolne osoby) i powiem szczerze, że bardzo wysoko ,, zaszły" na szczeblu edukacjismile


          Ale kiedyś jako sześciolatki szły - tak jak piszesz - tylko osoby bardzo zdolne. Bo nauka szkolna była dostosowana do startu w wieku lat 7. I to, że "zaszły wysoko" nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, że poszły do szkoły wcześniej, tylko z tym, że są bardzo zdolne.
          Analogiczną sytuacją byłoby teraz, jakby do pierwszej klasy poszedł bardzo zdolny pięciolatek.
    • makurokurosek Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 27.04.15, 22:14
      Nie popieram odraczania, zwłaszcza gdy reforma została już zakończona ale wiem i w pewien sposób rozumiem przynajmniej niektóre z pobudek , a oto kilka z nich

      - wygoda
      Ze szkolniakiem trzeba usiąść przy lekcjach, często coś wytłumaczyć

      - święty spokój i obawa przed trudnościami
      Wiąże się z punktem nr 1. Inaczej podchodzi się do wyjaśniania tematów ponadprogramowych inaczej do tematów które dziecko musi opanować na ocenę. Dodatkowo często okazuje się, że nasze dziecko zamyka się na przyswajanie wiedzy obowiązkowej i kompletnie nie docierają do niego sensowne dla nas wyjaśnienia. Taka sytuacja sprawia, że rodzic z bezsilności wpada w gniew, a dzieciak jak nie kumał tak nadal nie kuma.

      - ambicje
      Wykorzystanie tego dodatkowego roku na naukę tak by dziecko za rok błyszczało.

      - niechęć do zmian

      Niejednokrotnie tęsknię do tych bezstresowych lat przedszkolnych. Szkoła to nie jest odbieranie dzieciństwa ale stawianiem rodzicielstwa na innym poziomie gdzie często stoimy po przeciwnej stronie niż nasze dzieci, zostajemy wepchnięci do wyścigów szczurów i niestety prawie wszyscy dajemy się temu ponieść.
      • zjawa1 Re: Prostowanie i dalsze obserwacje, moję... 27.04.15, 23:21
        Na dzień dzisiejszy: Czytam wypowiedzi osób, które twierdzą, że ,,za rok poziom się wyrówna".
        Trochę, to abstrakcyjne zważywszy na to, że syn w chwili obecnej jest lepszy od przeciętnego 7-latka, a więc rocznika 2007 i już w chwili obecnej przewyższa wiedzą osoby prawie o rok starsze! Właśnie dzięki szkole!!!! Gdyby został wraz ze swoim rocznikiem w przedszkolu miałby regres sprowadzający Go do średniej, przeciętnej!
        Zdaje sobie sprawę z tego, że główna w tym zasługa nauczycielki, którą ma syn. Kobieta dostrzega różnice i stara się dostosować poziom nauki do wiedzy uczniów. Z całą odpowiedzialnością, po prawie roku nauki w szkole stwierdzam, że syn znacząco przewyższa są wiedzą o rok starsze dzieci. Nie piszę tego, aby zachwycać się nad umiejętnościami swojego dziecka, ale po to, aby uświadomić Wam jak dużo potrafi wnieść szkoła i jak wszechstronnie potrafi rozwijać szkoła.... Kiedy zgłosiłam się do PPP w sierpniu, po wypadku mojego syna byłam pełna obaw-zwłaszcza jeśli chodzi o manualne umiejętności. Mój syn, musiał na nowo i od początku nauczyć się pisaćsad Gł. z tym miałam obawy! Z swej niemocy zaczynał pisać lewą ręką... Kiedyś, wygrywał konkursy plastyczne... pięknie malował i rysował, niestety już nigdy do tego, nie wróciłosad Obecnie to, co było moją chlubą jest na poziomie przeciętnym. Za to, dzięki szkole, pisze wg. mnie naprawdę na bardzo wysokim poziomie prawą ręką, mimo tego, że ta ( w lipcu minie rok) chyba nigdy nie wróci do stanu ,,przed" wypadkiem. W tym względzie jestem najbardziej z niego dumna!
        \
        • makurokurosek Re: Prostowanie i dalsze obserwacje, moję... 27.04.15, 23:43
          . Z całą odpowiedzialnością, po prawie roku nauki w szkole stwierdzam, że syn z
          > nacząco przewyższa są wiedzą o rok starsze dzieci.

          Trudno aby nie przewyższał skoro ma do opanowania inny materiał, na wyższym poziomie niż jego koledzy w przedszkolu. Nie ma to nic wspólnego z jego zdolnościami czy intelektem, a jedynie z materiałem który jest mu przedstawiany.
          Moja córka w klasie drugiej non stop słuchała Mitologię Parandowskiego, miała ją dosłownie w paluszku, czy to znaczy że była na wyższym poziomie niż jej rówieśnicy. Nie, była na tym samym poziomie po prostu miała możliwość poznania czegoś innego.

          "Za to, dzięki szkole, pisze wg. mnie naprawdę na bardzo
          > wysokim poziomie prawą ręką, mimo tego, że ta ( w lipcu minie rok) chyba nigdy
          > nie wróci do stanu ,,przed" wypadkiem.

          Co według ciebie jest oceniane w klasach wyższych, ładne i kształtne pismo czy treść, ortografia i styl?
          Kształtem literek ich łączeniem i mieszczeniem się w liniaturze interesują się nauczyciele klas 1, w klasie 2 schodzi to na dalszy plan by w klasach wyższych zniknąć z kręgu zainteresowań.

          • zjawa1 Re: makurokurosek 27.04.15, 23:57
            Np. to że na apelu zstępował chorego kolegę i czytał biegle to, co po raz pierwszy widział na oczy. np. to, że jest bardzo dobry w matematyce. Jedna z pań z klas starszych, będąc na zastępstwie napisała na tablicy przez pomyłkę działanie,, 2-5 zamiast 5-2" a syn odpowiedział jej, że wynik to - 3! Doskonale posługuje się osia matematyczną, a to podobno ,,wyszła szkoła jazdy". To, opinia nauczycieli ze szkoły, nie moja. Wie np. Jaka jest suma -1 i 4. Podaje wyniki( a więc 3) i uzasadnienia. Nauczycielka kółka matematycznego podobno jest pod wrażeniem. Rozumie pojęcie ( do potęgi/kwadrat) i logicznie dodaje wszystko. Ja tego nie uczyłam, sama zastanawiam się skąd on to bierze.
            • zjawa1 Re: makurokurosek 28.04.15, 00:01
              Przykład: Pani pyta Go,, ile to jest 3 do kwadratu". Syn powtarza : ,,to jest 3 razy trzy, a trzy razy trzy, to jak dodać 3, 3 i 3" po czym podaje wynik , dziewięć.
              • makurokurosek Re: makurokurosek 28.04.15, 00:16
                A ja myślałam, że w szkole córki był wysoki poziom, a popatrz w waszej przerabiają na lekcjach w klasie pierwszej materiał klasy 4 i 5.
              • asiula1987 Re: makurokurosek 28.04.15, 11:08
                nie wiem, czemu ale twój nick ciągle kojarzy mi sie z autyzmem. twoje dziecko może ma autyzm lub ZA dlatego tak dobrze umie matmę
            • makurokurosek Re: makurokurosek 28.04.15, 00:15
              ". Jedna z pań z k
              > las starszych, będąc na zastępstwie napisała na tablicy przez pomyłkę działanie
              > ,, 2-5 zamiast 5-2" a syn odpowiedział jej, że wynik to - 3

              Tylko, że nie nauczył się tego w szkole. Tak więc niezależnie czy chodziłby do zerówki czy do klasy pierwszej i tak by tą wiedzę zdobył, bo ona wynikała z jego zainteresowań, a nie z tego co przekazuje nauczyciel na lekcji.
              • zjawa1 Re: makurokurosek 28.04.15, 00:30
                Nie sądzę, bo musiał skądś to wziąć?!! Nie wiem czy od nauczycieli, czy od dzieci z którymi się spotyka, w każdym razie i w pierwszym i drugim wypadku dzieje się to za pośrednictwem szkoły, to nie zmienia faktu!
                • zjawa1 Re: makurokurosek 28.04.15, 00:33
                  Kurczę, nie potrafię wgrać fotek z jego pismem, może jutro( mam jakieś problemy z aparatem).
                • makurokurosek Re: makurokurosek 28.04.15, 01:17
                  Zapewniam cię, że na pewno nie w klasie pierwszej na zajęciach z matematyki.
                  Szczerze gdyby w szkole córki nauczycielka w klasie pierwszej wprowadziła na zajęciach z matematyki potęgowanie, odejmowanie i dodawanie licz ujemnych zrobiłabym karczemną awanturę, która znalazłaby swój koniec w kuratorium.
                • morekac Re: makurokurosek 28.04.15, 07:55
                  Może to po narkozie...
            • morekac Re: makurokurosek 28.04.15, 05:36
              Raz się zgodzę z Makurokuroskiem - to nie jest kwestia szkoły, w każdy razie - nie tylko. Bardziej tego, że masz zdolne dziecko. Wygląda na to, że zdolne matematycznie. Naprawdę nie mają w I klasie potęg czy liczb ujemnych, są jacyś matematycy w rodzinie? Mógł ewentualnie podłapać na kółku.

              Oś matematyczna nie jest jakoś specjalnie trudna. Jest intuicyjna i jeśli masz dziecko lepsze od siebie w tej dziedzinie, szczerze współczuję.
              • jagodasoft2 Re: makurokurosek 28.04.15, 08:07
                Zjawa zejdź już na ziemie, bo odfruniesz.
              • kanga_roo Re: makurokurosek 28.04.15, 08:10
                no cóż, każde dziecko, które oglądało choć raz tradycyjny termometr, wie mniej więcej co to jest os liczbowa, oraz liczby dodatnie i ujemne smile
                ja nie neguję, że autorka wątku ma zdolne dziecko, chociaż odbieram jej zachwyty trochę w kategoriach świeżo upieczonej matki chwalącej się genialnym niemowlakiem. i powtórzę: poczekajmy dwa-trzy lata i spytajmy to dziecko, czy lubi szkołę, czy lubi się uczyć.
                człowiek uczy się praktycznie całe życie (przyjmijmy średnią 70 lat). zniechęcenie do nauki w dzieciństwie (przyjmijmy, w wieku lat 7), pokazanie że edukacja jest zła, nudna, oderwana od życia, jest większym złem niż pozwolenie dziecku na zbijanie przez rok bąków w zerówce. im większą ciekawość świata dziecko rozbudzi w sobie zanim zostanie wtłoczone w szkolny system odtąd-dotąd, tym większa szansa, że znajdzie sobie coś ciekawego do roboty i w szkole smile
                kto nigdy nie czytał pod ławką, niech pierwszy rzuci kamieniem.
            • saszanasza Re: makurokurosek 28.04.15, 15:11
              zjawa1 napisała:

              > Np. to że na apelu zstępował chorego kolegę i czytał biegle to, co po raz pierw
              > szy widział na oczy. np. to, że jest bardzo dobry w matematyce. Jedna z pań z k
              > las starszych, będąc na zastępstwie napisała na tablicy przez pomyłkę działanie
              > ,, 2-5 zamiast 5-2" a syn odpowiedział jej, że wynik to - 3! Doskonale posługuj
              > e się osia matematyczną, a to podobno ,,wyszła szkoła jazdy"

              zjawa...przed chwileczką zapytałam swoją 6 letnią córkę o to działanie. również odpowiedziała że wynik to -3, choć musiała to policzyć. myślę, że trochę przeceniasz umiejętności swojego dziecka. moja corka nie jest uzdolniona matematycznie, choć matematyka nie sprawia jej trudności.
        • annubis74 Re: Prostowanie i dalsze obserwacje, moję... 28.04.15, 17:43
          zjawa, nie chce rozwiewać Twoich wyobrazeń na temat cudu edukacyjnego - ale obawiam się że bardzo przeceniasz rolę wczesnej edukacji w życiu czlowieka. niestety sukces edukacyjny i inny zależy od wielu czynników i zbiegów okoliczności a nie od tego na jakim etapie człowiek nauczył się czytać
        • arwena_11 Re: Prostowanie i dalsze obserwacje, moję... 29.04.15, 07:51
          Przesadzasz, masz zdolnego dzieciaka i dlatego sobie radzi tak a nie inaczej.

          Ja mam w domu też takiego. Poszedł do szkoły planowo jako prawie 7 latek ( jest z listopada ). Idąc do zerówki czytał płynnie, matematykę łapał w lot, angielski sam mu wchodził do głowy, atlas geograficzny znał na pamięć. Po zerówce miałam propozycję, żeby przenieść go od razu do minimum 2 klasy, bo program do tego etapu ma opanowany świetnie. Zachodziła obawa że będzie się nudził. Nie zgodziłam się, bo wiedza to nie wszystko, to można rozwijać inaczej ( miał dodatkowe podręczniki ), ale rozwój emocjonalny musi iść swoim rytmem.

          I to była najlepsza moja decyzja. Syn wiedzą zawsze przewyższał innych. Ale to żadna zasługa szkoły tylko jego zdolności. Będąc na lekcjach wiedzę chłonie jak gąbka. W domu nic nie musi robić. Ale pod względem emocjonalnym by sobie nie poradził.

          A i mimo zdolności syn nie lubi szkoły. Lubił gdzieś do 2 klasy może? I nie znam dziecka w wieku od 10 lat w zwyż, które lubi szkołę.

          Każde dziecko rozwija się inaczej. Jak twoje pójdzie do 4 klasy, to będziesz dopiero mogła powiedzieć, że dobrze zrobiłaś puszczając go jako 6 latka do szkoły. Bo obserwując dzieci znajomych i te w szkole u córki, to to jest ten przełom, kiedy zaznacza się róznica między 9 latkami a 10 latkami. Pewnie że nie u wszystkich ale u większości i to mówią nauczyciele uczący na tym etapie.
          • makurokurosek Re: Prostowanie i dalsze obserwacje, moję... 29.04.15, 13:13
            ". Bo obserwując dzieci znajomych i te w szkole u córki, to to jest ten przełom,
            > kiedy zaznacza się róznica między 9 latkami a 10 latkami.

            Nie przesadzajmy. Młoda poszła do szkoły jako sześciolatka, w tym roku jest w nowej szkole w klasie mieszanej. Ani ja, ani ona nie jest w stanie powiedzieć które z dzieci ma ile lat, wychodzi to dopiero przy okazji urodzin konkretnego dziecka. Średnia klasy była na poziomie 4,6 tak więc po wynikach w nauce też nie powiedzieć, że ktoś ma oceny gorsze z powodu wieku. Po rozwoju fizycznym również nie.
            Tak więc jedyny przełom jaki ja zaczynam zauważać to zainteresowanie tematem seksu i rozpoczęcie okresu dojrzewania.
    • camel_3d zjawa... 28.04.15, 09:14
      widzisz, tak samo mi sie wydawalo, ale zmeinilem zdanie..czemu?

      bo jednak uwazam, ze fajniej jest pojsc pozniej do szkoly. Ok twoje dziecko sie nudzilo w zerowce? Ale to wina tej zerowki. Moje chodzilo do przedszkola i nie nudzilo sie, caly dzein dzieci organizowaly sobie czas SAME, same decydowaly gdzie sie bawia, same decydowaly w co sie bawia. Mieli od czasu do czasu spontaniczne zajecia i to wszytsko. Od rana do wieczora w ogrodzie- Bieganie,skakanie, pilka, drzewa.. Nie nudzil sie wogole.

      I wedlug mnie dzieci w wieku 6 lat, powinny sie przede wszytski wiecej ruszac, a nie po 45 minut w lawce siedziec. One maja tyle energii, ze warto ja na ruch spozytkowac.
      A czy si enadaja do szkol? Jaden.. piszesz ze Twoj jest dobry z matematyki.. To co ja mam powiedziecz?

      Dodawanie i odejmowanie juz na setkach, mnozenie.. na razie w zakresie 70, dzielenei troche gorzej. Ale np zaczyna sie bawic w ulamki, stwoerdzil, ze skoro 4 na 2 to 2, to 5 na dwa musi byc 2.5. I analogicznie 11 na 2, to 5.5.-
      • kanga_roo Re: zjawa... 28.04.15, 10:06
        camel, poruszyłeś istotny problem - ruch. kiedyś czytałam, że ruch sprzyja przyswajaniu wiedzy, niektóre dzieci wręcz powinny się uczyć w ruchu, bo inaczej sobie nie radzą. natomiast w szkole jest tego jak na lekarstwo, a jeśli jest, to już na pewno nie razem z nauką, ale niejako w opozycji. podobnie rzecz się ma z pracami manualnymi - ich ilość znacząco spada w klasie pierwszej, drugiej, trzeciej. jest pisanie, owszem, kolorowania po kokardę, ale niewiele innych aktywności manualnych.
        • iwoniaw To prawda 28.04.15, 10:19
          Tak jak są słuchowcy czy wzrokowcy, tak są kinestetycy - i ci ostatni mają w naszym systemie szkolnym po prostu przerąbane, jako że większość ich zachowań mogących im pomóc w koncentracji i zapamiętywaniu jest klasyfikowana jako "niestosowna/niegrzeczna" (bujanie się na krześle/wstawanie/spacery po klasie/wszelkiego rodzaju kiwanie się czy kręcenie/podskakiwanie); to tak jakby karać wzrokowca za to, że patrzy na tablicę/do książki/na pomoce naukowe albo słuchowca za to, że słucha w skupieniu.
          • camel_3d no nie do konca o to chodzilo chyba.. 28.04.15, 13:43
            ogolnie o to chodzi, ze ruch fizyczny pobudza rozwoj i produkcje komorek nerwowych w mozgu. Warto sobie poczytac o tym w ksiazce Manfreda Spitzera Cyfrowa Demencja.

            Im mniej sie ruszamy wogole, tym wieksze mamy problemy z zapamietywaniem, nakua nowych rzeczy itd. Takze wysylanie dzeicka z zajec do zajec byle nie biegalo bez sensu po podworku nie zawsze ma senssmile))
            • iwoniaw ależ dokładnie o to 28.04.15, 13:49
              Kanga_roo słusznie zauważyła, że są dzieci, dla których nauka w ruchu jest jedynym lub głównym sposobem przyswajania. I biorąc pod uwagę, jak wygląda nasz system szkolny, uważam, że można tylko współczuć tym biedakom, bo zrozumienia u nauczycieli na ogół nie znajdą żadnego.

              Ruch wpływający na pobudzenie pracy mózgu to osobna kwestia, ale możliwa do ogarnięcia poza zajęciami lekcyjnymi, więc nie jest to aż taki problem jak kompletne uziemienie kinestetyków.
              • camel_3d Re: ależ dokładnie o to 28.04.15, 15:17
                no tak..faktycznie . tez o tym wspominala. ale nei znam szkoly lub kraju gdzie uwzglednia sie wszytskie potrzeby dzieci w szkola panstwowych.
                Wiec to nie tylko problem polskiego systemu. Np o azjatyckim nie wspomne, tam jest szablon.




                co nie zmiena tez faktu, ze tego ruchu wogole w szkolach jest za malo..duzo za malo.

                A zaczyna sie to do przedszkola, gdzie dzieci maja ciagle zajecia dodatkowe i organizowane, zamiast swobodnej zabawy i duzej ilosci ruchu na powietrzu...


                • iwoniaw Re: ależ dokładnie o to 29.04.15, 20:29
                  U nas w przedszkolu (państwowym w PL) akurat było bardzo ok, jeśli o ruch na powietrzu chodzi. Przedszkole miało własny ogród z różnymi drabinkami i huśtawkami oraz górką, na której co zimę dzieciaki szalały na sankach. Wychodzili codziennie na kilka godzin (przed obiadem i po podwieczorku), o ile akurat nie lało.
      • zjawa1 Re: Camel! 28.04.15, 22:37
        Nie wiem, może mam taką ,,nienormalną" podkreślam państwową szkołę z której syn wychodzić nie chce!
        Na dworze jest częściej niż w przedszkolu, a więc od września 20014 praktycznie codziennie za wyjątkiem dni kiedy pada deszcz i są śnieżyce!
        WF jeśli jest pogoda dogodna zawsze mają na dworze, grają w piłkę itp. Po lekcjach, a średnio po 12:00, będąc w świetlicy znów wychodzą na szkolny plac zabaw i siedzą tam tak długo jak chcą, o ile pogoda pozwala! Dodatkowo, wychowawca klasy często robi lekcje w ,,terenie". Wychodzi z dzieciakami do pobliskiego lasu tzw. lekcje przyrody itp.
        Nie słyszałam, żeby dzieci kiedy kolwiek siedziały sztywno w ławce 45 godziny lekcyjnej....
        • camel_3d Re: Camel! 29.04.15, 09:24
          ja bym pwoiedzial, ze mialas raczej nudne przedszkole, skoro w szkole wychodza wiecej na dwor.

          Ale nie masz co sie przejmowac przyjdzei taki czas, kiedy dziecku szkola zbrzydnie wink

          U nas tez duzo czasu spedzaja na zewnatrz, ale w porownaniu z przedszkolem..to nawet nie jest 1/4 tago... w przedszkolu wychodzilo o 9..po sniadaniu.. wracali na obiad o 11-12 i o 14 wychodzili znow.. do 16.

          W skoel tylko przerwy maja na zewnatrz, no i sport kiedy jest w miare normalna pogoda. Tzn nie padasmile Czesto chodza do parku.. ale i tak nie jest to to samo.
          • mama2na6 Re: Camel! 29.04.15, 20:23
            U nas w czasie lekcji spacerów nie ma chyba ze to wf i biegfo około jeziora tak to cały czas w murach 😟 przedszkole pod względem spaceru było rewelacyjne . Też jestem zdania ze szkoła bedxie kiedyś koniecznością ..U nas już oczekiwanie skreślenie dni w kalendarzu do wakacji ...A to klasa
    • jdylag75 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 10:40
      Nie wnikam dlaczego inni odraczają lub nie. U mnie starsze dziecko poszło do szkoły jako 7-latek, bo uznałam, że się do niej nie nadaje, mimo że biegle w wieku lat 5 opanowało podstawowe umiejętności szkolne ( czytanie, pisanie, matematykę do poziomu kl.4), drugie dziecko idzie jako 6-latek i przy nim takich wątpliwości nie mam, mimo, jego kulawego czytania, pisania i słabej matmy. Przy jednym i przy drugim dziecku mamy jako rodzice swoje powody, nikomu nie musimy ich wyjaśniać.
      Mnie dziwi że rodzice są dumni, że dziecko łatwo wpasowuje się w dryl szkolny smile co poradzę.
      • morekac Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 10:53
        Mnie dziwi że rodzice są dumni, że dziecko łatwo wpasowuje się w dryl szkolny

        Ale dlaczego cię to dziwi?
        • jdylag75 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 12:11
          Mnie by niepokoiło , że dziecko zbyt łatwo wpasowuje się w coś co ujednolica i bywa pozbawione sensu.
          • morekac Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 15:29
            Człowiek jest istotą społeczną i ujednolica się nader łatwo, bo ma to w naturze. Zwłaszcza w tym wieku. Dlaczego kogoś ma martwić dziecko dobrze sprawujące się w szkole?
          • mama_kotula Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 15:30
            jdylag75 napisała:
            > Mnie by niepokoiło , że dziecko zbyt łatwo wpasowuje się w coś co ujednolica i
            > bywa pozbawione sensu.


            Ja bym wypośrodkowała. Ani nie jest dobrze, kiedy dziecko podąża jak baran za tłumem i daje się strzyc, ani nie jest też dobrze, kiedy się nie dostosowuje wcale. Pomiędzy tym jest elastycznośc, która jest stanem bardzo pożądanym.
            • morekac Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 15:32
              O to właśnie.
    • olga727 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 20:10
      zjawa choćby dla tego odraczają swoje dzieci sześcioletnie : " Dziesięcioletni czwartoklasista może zdawać egzamin na kartę rowerową. Dziewięciolatek z tej samej klasy może tylko popatrzeć, jak robią to jego koledzy i koleżanki.
      Niby drobiazg, a jak ładnie ilustruje, że reformy należy przygotowywać z głową, a nie byle zdążyć przed końcem kadencji."
      • zjawa1 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 23:53
        I w ramach sprostowania! Bo pojawiły się w moim wątku również aspekty polityczne!
        Dlatego odpiszę, mam nadzieje, że GW nie usunie z racji swych upatrywań politycznych, wiadoma sprawa Michnik itp.smile! Piszę o tym otwarcię, choć zdaję sobie sprawę z tego, że Forum może usunąć część wypowiedzi jak np., pana Buzka w TVN ,, w faktach po faktach" gdzie dosłownie usunięto cały odcinek tylko dlatego, że Buzek nareszcie miał odwagę przyznać i potwierdzić jak było faktycznie z wykształcenie sp ,,profesora Bartoszewskiego" , jednym słowem i wyraźnie powiedział, że ,,pan profesor nie miał czasu na to, aby napisać maturę"!!! Dlatego, powracając do tematu nie trawię PO!!! Spiepszyli całyn system edukacji. Spiepszyli dawne zerówki! wysyłają 6-latki do szkoły w celu:
        -przyspieszenia wieku produkcyjnego
        -zagęszczenia pustych ławek w szkołach (niż demograficzny)
        -zwolnienia przeładowanych przedszkoli
        I dalej, reforma z przeciętnego dziecka w klasach pierwszych robi człowieka poniżej przeciętnej( bo niby czytania nie musi dziecko znać, ma poznać w klasie pierwszej, ale faktycznie gdy zgodnie z programem nie zna, to jest traktowane jako deficyt)
        • morekac Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 29.04.15, 10:31
          Spiepszyli całyn system edukacji. Spiepszyli da
          > wne zerówki! wysyłają 6-latki do szkoły w celu:

          Jesteś pewna, że 'spiepszyli' to się tak pisze? Ty, absolwentka poprzedniego systemu edukacji?

          -zagęszczenia pustych ławek w szkołach (niż demograficzny)
          > -zwolnienia przeładowanych przedszkoli
          Z tych dwóch zdań prawdziwe jest tylko to o przeładowanych przedszkolach, które nijak się zresztą nie rozładują. Ale w szkołach to te puste ławki to nie wiem, gdzie są. wink
          Nie w Warszawie z pewnością.
        • afro.ninja Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 30.04.15, 13:45
          > I dalej, reforma z przeciętnego dziecka w klasach pierwszych robi człowieka pon
          > iżej przeciętnej( bo niby czytania nie musi dziecko znać, ma poznać w klasie pi
          > erwszej, ale faktycznie gdy zgodnie z programem nie zna, to jest traktowane jak
          > o deficyt)

          Dokladnie tak jest. Znajomi poslali szesciolatke, ktorej nikt nie uczyk pisac i czytac dla nauczycielki to jest problem.
          Sama mam dziecko z konca roku i intensywnie mysle o odroczeniu w przyszlym roku...
          Chcialabym nie, bo wole jak dziecko idzie takim torem jak wiekszosc rowiesnikow, ale wiekszosc rowiesnikow bedzie odraczana!
      • jakw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 01.05.15, 09:17
        olga727 napisała:

        > zjawa choćby dla tego odraczają swoje dzieci sześcioletnie : " Dziesięcioletni
        > czwartoklasista może zdawać egzamin na kartę rowerową. Dziewięciolatek z tej sa
        > mej klasy może tylko popatrzeć, jak robią to jego koledzy i koleżanki.
        > Niby drobiazg, a jak ładnie ilustruje, że reformy należy przygotowywać z głową,
        > a nie byle zdążyć przed końcem kadencji."
        Tego wieku dla 10-latków zdających na kartę rowerową jakoś nie zmieniono. Tak samo jak nie zmieniono , pewnie w tym samym kodeksie ruchu drogowego wieku samodzielnego poruszania się dziecka po drodze (7 lat) i możliwości "eskortowania" przez dziecko co najmniej 10-letnie dzieci młodszych niż 7 lat. I pewnie tak łatwo nie zmienią, bo umiejętność oceny sytuacji na drodze (chodzi głównie o umiejętność oceny szybkości i odległości zbliżających się pojazdów) jest zależna bardziej od wieku niż od przyswojonych umiejętności teoretycznych.
        Swoją drogą to mogliby pomyśleć nad zmianą definicji pełnoletności. Np. 18 lat albo skończenie szkoły ponadgimnazjalnej (liceum/technikum/zsz).Jeśli tego nie zrobią to za kilka lat będziemy mieli całkiem sporo maturzystów, którym rodzice będą podpisywać się na papierach do szkół wyższych i absolwentów zawodówek , którzy nie będą mogli normalnie podjąć pracy po skończeniu szkoły. Ciekawe co będzie w przypadku gdy maturzysta będzie chciał podjąć inne studia niż te wymarzone przez rodziców...
        • morekac Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 01.05.15, 10:31
          Ciekawe co bę
          > dzie w przypadku gdy maturzysta będzie chciał podjąć inne studia niż te wymarzo
          > ne przez rodziców...
          No właśnie. Mnie się zdaje, że nawet w przypadku wyboru szkoły ponadgimnazjalnej to 15 czy 16-latek powinien mieć głos decydujący - tzn. w większości rodzin pewnie tak jest, że rodzic tylko podpisuje papiery szkolne proforma , ale np. przy rekrutacji do szkoły średniej w przypadku jakiejkolwiek zmiany decyzji co do wyboru szkoły, należy wlec ze sobą nieszczęsną matkę czy ojca, by można było wycofać/zmienić podanie. A przecież mówimy o 16-latkach , które mogą sobie całkowicie legalnie wybrać partnera seksualnego, dziewczyny mogą wyjść za mąż bez zgody rodziców (ale za zgodą sądu), a nie mogą bez rodzica zmienić szkoły A na szkołę B.
          A ponieważ edukacja jest obowiązkowa do pełnoletności , a praca zawodowa niepełnoletnich obłożona szeregiem obostrzeń, za chwilę 17-letni absolwenci zawodówek będą musieli się jeszcze przez rok czy półtora czegoś pouczyć. A przecież nie po to idą do zawodówek, żeby to robić.
    • mynia_pynia Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 28.04.15, 20:47
      Masz zdolnw dziecko a to oznaczq ciezko prace zeby nie zaprzepascic zdolnosci. Moi znajomi maja bardzo zdolnego syna, ogolnie nie maja życia, bo wiele dodatkowych zajec kierunkowych dziecie ma w weekendy i sie rwie do nich.
      Popatrz na ludzi w okolicy 30 lat - czy odroznisz kto mial same 6 w szkole? Dla przykladu u mnie chlopak ktory funansowo sie dobrze ustawil i ma fajne wygodne zycie to ten ktory byl przecietniakiem wink
      • zjawa1 Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do mnie 28.04.15, 23:09
        ... pisaliście!
        Nie, nie zakładałam tego wątku po to, aby podkreślić zdolności własnego dziecka, ale po to aby Ci, co nie wierzą w umiejętności i zdolności swych dzieci, naprawdę w nie uwierzyli!
        Tak, przyznaję, moje dziecko w końcu dostało ,,rekompensatę od życia" w postaci wspaniałego wychowawcy klasy, a co za tym idzie, szkoły...
        Czytając wielokrotnie wpisy oponentów co, do pójścia dzieci w wieku lat 6-ciu do szkoły, odczuwam takie wrażenie, że to rodzice robią sami ze swoich 6-letnich dzieci kaleki! Przy jednoczesnym pocieszaniu się ,,że dziecko nadrobi"! I tak, skoro sami przyznajecie, że musi ,,coś nadrabiać" to z automatu przyznajecie, że Wasze dziecko w jakiś sposób już na starcie jest w czymś opóźnione! No sorry, czyta logika.
        Podstawowe argumenty ,,za" odroczeniem, najczęściej występujące:
        - nie mieści się w liniaturze, nie lubi pisać
        -wada wymowy
        I teraz może zacznę od końca, a więc wada wymowy!
        Zadajcie sobie pytanie skąd ona się mogła wziąć? Dlaczego, dopiero przy ewentualnym odroczeniu przypominacie sobie o niej. I dalej, sadzicie, że wada ta, nagle zniknie po odroczeniu? I w cudowny sposób, jeśli dziecko pójdzie jako 7-latek do szkoły ona zniknie?
        Nic bardziej błędnego! Wada nie zniknie nagle. A utrwalanie w dziecku przekonania, że jest ,,gorsze" i odroczone na pewno nie pomoże, tym bardziej ,,za rok"!
        -Sprawa pisania i,, mieszczenia się w liniaturze", to po osobistych doświadczeniach jak dla mnie ,,numer jeden"!!!
        Bo, jestem ciekawa jak duża ilość dzieci z grona oponentów w wieku lat 6-ciu musiała uczyć się pisać od nowa???? Dosłownie od nowa? Ile osób z Was miało dziecko, którego ręka była unieruchomiona od barku po nadgarstek, a więc trzy stawy,łacznie z palcami przez bite 3 miesiące, gdzie zanikły mięśnie całej tej kończyn??? No, jestem ciekawa ile jest takich osób?
        Mój syn jest takim przypadkiem, do pazdiernika był unieruchomiony. Przez wiele miesięcy zmuszony był chadzać na często bardzo bolesne rehabilitacje, a mimo tego w chwili obecnej pisze na poziomie ,,najwyższym" w analogii ocen cyfrowych na 6! Czasami dostaje 5.
        Pisze to dlatego, że nie ma to nic wspólnego ze zdolnościami które wcześniej posiadł, wszystko zaczynał od początku i do dzisiaj, jeśli chodzi o staw łokciowy nie jest wpełni sprawny, ma napięcia mięśniowe wzmożone itp., a mimo tego jest wg. Was lepszy niż przeciętne wpełni zdrowe dziecko? Cos jest nie tak, skoro macie takie dzieci, i Wasza w tym wina!
        Jeśli dziecko od początku uczone jest i wynosi z domu, że szkoła to zło konieczne, to nie dziwota, że macie z tym problemy. Zamiast mobilizować dzieci cofacie je wymyślając szereg idiotycznych przyczyn w celu odroczenia! I dalej, jestem bardziej dumna z siebie niż z dziecka, że byłam w stanie sensownie wyprowadzić je z traumy, która pewnie nie jedna z Was nie przeżyłaby!
        • zjawa1 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 28.04.15, 23:24
          A co tyczy się przedszkola do którego chadzał syn, przedszkole państwowe, oceniane jako jedno z lepszych w naszym Woj. Czyli klasyczne ani złe, ani wybitnie dobre jednym słowem przeciętne. Przeciętne w pełnym słowa znaczeniu czyli dosłownie: ideałem było dziecko, które nie ,,wystawało" ponad ramy zaplanowane.
          Dziecko zdolne było już problemem-teraz widzę to po roku nauki w szkole, tak samo jak problemem było dziecko z rodziny o jakimś tam stopniu patologii. Ideał równał się szablonowość norm przyjętych... Jednym słowem, jesteś w czymś zdolny trzeba to zdeptać... Ile razy w ciągu ostatniego uczestniczenia do przedszkola byłam wzywana, bo syn:,, rozwala zajęcia, nudzi się, zamiast kopek pisze cyfry" ect!
          • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 00:31
            pomijając fakt, ze o rankingu przedszkoli w skali województwa nie słyszałam to chyba rozumiem w końcu o czym mówisz. To co napisałaś teraz przypomniało mi historię syna znajomych - bystry, inteligentny dzieciak, żywy - nawet z podejrzeniem adhd (ale to chyba akurat najmniej ważne. Pierwszy rok w przedszkolu - ok, kolejny - masakra - zmieniła się pani i zmienial się spora część grupy i nagle z fajnego sympatycznego dzieciaka zrobił się w kółko krytykowany łobuz. Nauczycielak w kółko się go czepiała, w kółko krytykowała. Dzieciak odżył w szkole - trafił na wychowawczynię która go polubiła, ktora zwracała muwagę na złe zachowanie ale chwalła też dobre, ktora zwyczajnie docenial jego zdolności w pewnych dziedzinach. Rozumiem ze twój syn trafił do przedszkola gdzie nie doecniano jego zdolności, niesprawiedliwie oceniano i w taki lub inny sposób podcinano skrzydła a teraz jest w środowisku gdzie jego zdolności zostały dostrzeżone i są pielęgnowane. Nic dziwnego ze jesteś z tego zadowolona. co nie zmienia faktu, ze nadal nie masz racji głosząc pochwałę szkoły dla wszystkich 6latków. po pierwsze mogło się zdarzyć ze twój syn z niezbyt przyjaznego przedszkola trafiłby do podobnie wrogiej szkoły. Niestety zdarza się... I jego zdolności byłyby podobie tłamszone jak w przedszkolu. Poza tym - jak sama twierdzisz twoje dziecko jest wybitnie zdolne - ale chyba masz swiadomość ze nie wszystkie takie są... córka opowiada czasem że dziecko to czy tamto czegoś tam nie umiało (mimo, ze ja staram sie jej tłumaczyć ze dzieci maja rózne zdolności, a czasem potrzebuja więcej czasu zeby czegoś się nauczyć - wiem ze istnieje coś takiego jak szkolny ranking sukcesów i porazek). Coś co dla mojego dziecka jest banalne dla niektorychy jest mont everestem wiedzy. tak jest - niekiedy to kwestia zaniedbania, a niekiedy po prostu mniejszych zdolności i to trudno przeskoczyć.
            jesteś dumna z syna i słusznie że pisze łądnie w liniaturze - super! ale za kilka lat zupełnie nie będzie miało znaczenia jak się pisze ale bardziej co się pisze... mam nadzieje ze Tój syn i w tym będzie znakomity - ale tego dziś nie wiesz... bo wcale nie jest tak ze świetnie rokujący 6latek będzię genialny zawsze. pamietam moich przeciętnie zdolnych kolegów którzy nagle pod koniec podstawówki zaczeli błyszczeć jakimś talentem np. matematycznym i dzis są w swojej dziedzinie wybitni
          • kanga_roo Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 08:16
            zjawa, podsumowałaś nie tylko subiektywnie, ale i selektywnie smile
            całkowicie pominęłaś sporą grupę opinii na temat swobodnego rozwoju dziecka i tego, co się z ową swobodą dzieje w zetknięciu ze szkolnymi oczekiwaniami. pominęłaś - bo nie doświadczyłaś tego, zapewne - aspekt rozczarowania szkołą, która źle ocenia, lub w najlepszym razie ignoruje, przejawy myślenia nieszablonowego. która zniechęca ciekawe świata dzieciaki, usadzając je na trzy lata do kolorowanek i dyktand.
            edukacja to nie tylko pisanie, czytanie i liczenie, wiesz.
        • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 28.04.15, 23:38
          Nikt ci nie broni dumy z siebie czy dziecka, niemniej może nie każdy chce być dumnym rodzicem i czasami te powody do odroczenia są - chociażby ta wada wymowy, nad którą czasami pracuje się przez kilka lat bez większych skutków. Wszelkie problemy mogą skutecznie utrudnić naukę w szkole. Wierz mi, nie byłabyś taka szczęśliwa, gdyby twoje dziecko miało zadatki na dyslektyka chociażby albo kolekcjonowało uwagi za niestaranne prowadzenie zeszytu /wiercenie się w ławce itp. Ciesz się swoim szczęściem, ale może nie gorsz się aż tak, że inni nie wysyłają 6 latków do szkoły.
          -------------------------------------------------------------
          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
          • fruzielka27 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 28.04.15, 23:51
            Brawo Morekac smile
            • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 06:12
              Cóż, ja z kolei mogłabym założyć wątek typu "Jestem szczęśliwa, bo moje dziecko skończyło szkołę." Zrobiło to w miniony piątek.😊
              Z naszych szkolnych doświadczeń: nauczyciele potrafią czepić się ucznia, bo jest za spokojny i 'nie udziela się' .
              -------------------------------------------------------------
              "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
        • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 00:02
          Dziecko nie musi wynosić z domu przekonania , że szkoła to zło konieczne. I tak samo dojdzie do tego wniosku prędzej czy później. Zrób ankietę w klasie syna np. w VI klasie (wartość oczekiwana odpowiedzi: nie lubię chodzić do szkoły/do szkoły chodzę w celach towarzyskich) Na zebraniu możesz też wtedy oszacować jak uczniowie sobie radzą .Standard nauczycielski wygląda mniej więcej tak "Bo, proszę państwa, pańskie dzieci się nie uczą i dlatego jest tyle pał". I tak jest od lat i takie reformy jak ta nic tu nie zmienią. Nauczyciele są grupą zawodową bardzo trudnoreformowalną, a dobrym przykładem tej niereformowalności jest to, że twoje dziecko w I klasie dostaje stopnie.
          Oczywiście, że dzieciaki "nadrobią". Przecież będą szły tym samym programem.
          • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 00:37
            Mimo że jestem nauczycielem podpiszę się pod tym jakw. Niestety w wielu polskich szkołach dominują dziwne zachowania, nauczyciele nie lubią uczniów, uczniowie nauczycieli, uczniowie się nie uczą (bo im się nie chce a etos "nauka to potegi klucz" to zupełny archaizm) nauczyciele nie maja pomysłu jak towarzysto zachęcić. W 1-3 i tak jest nieźle ale później zacyzna sie hardcore
            • czaplaczarna Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 09:15
              Dlaczego odraczają...
              Dlatego, że bywa że 6-latek będąc bardzo dobrze rozwinięty intelektualnie, umie czytać i pisać, jest ciekawy wszystkiego i chętnie się uczy jednocześnie nie jest w stanie wysiedzieć dłużej niż 15 minut w ciszy, i potem najbardziej w szkole lubi przerwy i w-f?
              • an.16 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 10:17
                > Dlatego, że bywa że 6-latek będąc bardzo dobrze rozwinięty intelektualnie, umie
                > czytać i pisać, jest ciekawy wszystkiego i chętnie się uczy jednocześnie nie j
                > est w stanie wysiedzieć dłużej niż 15 minut w ciszy, i potem najbardziej w szko
                > le lubi przerwy i w-f?
                To akurat jest słabym powodem. Jezeli dziecko jest takie jak opisałaś to jak najbardziej powinno iść do szkoły. Wymóg nieruchomego śiedzenia w ławce i słuchania w skupieniu przez 45 min to opowieści o żelaznym wilku. Lekcje w klasach 1-3 wyglądaja zupełnie inaczej. Dziecko może sie odezwać, wstac, podejść do nauczyciela, swojej szafki czy nawet usiąść w kącie i zająć czymś innym. Przynajmniej tak było u nas w 1 klasie i nawet w 2, no chyba że jest pisanie dyktanda czy słuchanie lekcji z podręcznika (akurat max. 15) min.
                Mnie przeszkadza coś innego. Sama posłałam 6 latkę do szkoły, nawet z 7 latkami bo zależało mi na klasie sportowej. Radzi sobie doskonalei pewno jest jednym z lepszych uczniów, ale co by było gdyby poszła jako 7 latka? Wszystko byłoby prostsze, łatwiejsze, bo umiejętności zdobywa sie też dojrzewając a ćwicząc. Byłaby też fizycznie silniejsza - lepsze postępy w pływaniu, rzucaniu piłką. Pewno matematyke przyswajałaby bez wysiłku żadnego - w końcu program skrojony na miare młodszych dzieci. I myślę, że tym kierują sie rodzice odraczając dziecko: będzie mu łatwiej, "zakasuje" te nieporadne 6 latki. Wcale nie chodzi o rzeczywiste deficyty. Poza tym te odroczone dzieci po prostu dłużej sa beneficjentami systemu. Przecież każde dziecko od przedszkola do końca szkoły i państwowych studiów korzysta z potężnych dotacji. I ci wszyscy 'odroczeni" są korzystają o rok dłużej, zapewniając sobie jednocześnie łatwiejszy start. To jest prawdziwa przyczyna a nie wydumana "niedojrzałość" Ale: nie żałuję że dziecko poszło do szkoły jako 6 latka i gdybym miała 2 szanse zrobiłabym tak samo. Życie nie opiera sie na prostej kalkulacji co sie bardziej opłaca.
                • mama2na6 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 10:30
                  Marzenie jeśli chidzi o możliwość wydania z ławki pójście do kącika zabaw cokolwiek ...pomimo ze tak powinno być u nas jest 45 min w ławkach A za chodzenie wstawianie są nagminne uwagi i wezwania rodziców ...zazdroszczę tym co mają inaczej .
                  • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 11:23
                    mama2na6 napisała:

                    > Marzenie jeśli chidzi o możliwość wydania z ławki pójście do kącika zabaw cokol
                    > wiek ...pomimo ze tak powinno być u nas jest 45 min w ławkach A za chodzenie ws
                    > tawianie są nagminne uwagi i wezwania rodziców ...zazdroszczę tym co mają inacz
                    > ej .
                    Ja też zazdroszczę,mimo że klasa samych siedmiolatków (we wrześniu): sala jest mała,brak miejsca na jakikolwiek dywanik do zabawy i odpoczynku lub wysłuchania pogadanki ( do dziś nie było nikogo uncertain )zaproszonego gościa (no chyba,że takie "dywaniki"przysługują tylko sześciolatkom w szkole.Myślałam,że wszystkim pierwszakom -ale jeśli się mylę to mnie poprawcie. smile ) Lekcje trwają po 45 min. bez wychodzenia z ławek -no chyba,że ktoś musi do łazienki. Nauczycielka może uwag pisemnych nie wstawia,ale wstawać nie pozwala. Na wycieczce nie byli żadnej. Córka ma już dość szkoły.
                    • slonko1335 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 11:35
                      To i ja się przyłączę, sale małe, nie ma czegoś takiego jak kącik zabaw czy indywidualne szafki w sali, dzieci siedzą w ławkach bo zwyczajnie nie ma możliwości żeby mogły siedzieć gdzieś indziej.....
                • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 17:35
                  Myślę, że nie tyle jest to kwestia jakiegoś wyrachowania, tylko tego, że wiele osób niezbyt mile wspomina własne lata szkolne.
                • mama_kotula Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 18:46
                  Cytat
                  I myślę, że tym kierują sie rodzice odraczając dziecko: będzie mu łatwiej, "zakasuje" te nieporadne 6 latki.


                  Oczywiście. Każdy rodzic to wyrachowane bydlę, które nienawidzi innych dzieci i myśli tylko o tym, jak zrobić, by ich dziecko im dokopało.
                  • an.16 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 08:46
                    > Oczywiście. Każdy rodzic to wyrachowane bydlę, które nienawidzi innych dzieci i
                    > myśli tylko o tym, jak zrobić, by ich dziecko im dokopało.

                    Żebys wiedziała. A jeśli nie każdy to znakomita większość. I nie chodzi o nienawić i dokopanie jak to nietrafnie nazwałaś. Zrobi wszystko, żeby jego dziecko zalśniło na tle innych. I w d... ma obowiazujące ustawy, racjonalność, ekonomię, uczucia innych i inne tego typu bzdety.
                    • mama_kotula Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 09:21
                      Cytat
                      Żebys wiedziała. A jeśli nie każdy to znakomita większość.


                      Aha, a te dane, że "większość" to wzięłaś z...? Bo moje doświadczenia temu przeczą jednak.
                      Bardzo nie lubię kategorycznego wypowiadania się nt. jakiegoś zjawiska na podstawie tego, co nam się wydaje, z nacechowaniem emocjonalnym.


                      --
                      wink
                      • an.16 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 11:57
                        A jakież sa te twoje doświadczenia? Bo moje takie że widze wokół roszczeniowych rodziców, wspierających dzieci nawet na studiach, lobbujących w sprawie stopni i wietrzących wszedzie konkurencje dla ich najzdolniejszej lub niesprawiedliwie ocenianej pociechy. Połowa watków na tym forum dowodzi własnie tego. Cała akcje z odraczaniem nie ma na celu nic innego niż zwiększenie"skuteczności szkolnej" dziecka. Nie wszyscy rodzice tacy sa. Ale z pewnościa tacy sa ci, co odraczają dziecko bo biedactwo bedzie musiała doświadczyc okropności 45 min lekcji.
                        • kanga_roo Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 12:31
                          co złego jest w skuteczności szkolnej? co złego jest w tym, ze dziecko sobie dobrze radzi, a szkoła i nauka nie kojarzą mu się z bólem, znojem i godzinami spędzonymi na głoskowaniu, czy z czym tam sześciolatki w szkole mają problem?
                          średnia życia to pewnie około 70 lat. jakie w odniesieniu do tego ma znaczenie, czy dziecko zacznie chodzić do szkoły w wieku lat sześciu, siedmiu czy ośmiu?
                          natomiast niechęć do nauki, niskie poczucie własnej wartości i tym podobne potrafią ciągnąć się za człowiekiem przez całe życie.
                          an.16, nie wiem, czy masz świadomość, że oprócz tych, którzy, cytuję, odraczają dziecko bo biedactwo bedzie musiała doświadczyc okropności 45 min lekcji. są i tacy, którzy uczą dzieci tylko w domu. wolno im, i nic Ci do tego. dlaczego nie wolno zatem odroczyć?
                          • mama_kotula Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 13:58
                            Cytat
                            an.16, nie wiem, czy masz świadomość, że oprócz tych, którzy, cytuję, odraczają dziecko bo biedactwo bedzie musiała doświadczyc okropności 45 min lekcji. są i tacy, którzy uczą dzieci tylko w domu. wolno im, i nic Ci do tego. dlaczego nie wolno zatem odroczyć?


                            No więc właśnie, nie kumam po co wartościować w jakikolwiek sposób wybory ludzkie. Zabrałam dzieci ze szkoły, bo uważam, że tak jest dla nich lepiej. Ty masz dzieci w szkole, bo uważasz, że tak jest dla nich lepiej. OBIE MAMY RACJĘ. Ja nie odraczam, bo uważam, że tak będzie lepiej, ty odraczasz, bo uważasz, że tak będzie lepiej. Ponownie - OBIE MAMY RACJĘ.

                            Powód: "nie chcę, aby mój sześciolatek siedział w ławce 45 minut, wolę by jeszcze przez chociaż rok uczył się w ruchu" jest tak samo dobrym powodem jak "moje dziecko ma problemy z motoryką i może sobie nie poradzić" oraz tak samo dobrym powodem jak "bo tak mi się podoba i już".
                            Ogólnie rzecz biorąc, to rodzic najlepiej zna swoje dziecko i rodzic najlepiej wie, czy to dziecko nadaje się do szkoły czy nie. A nie pani psycholog, która widziała dziecko przez 2 godziny, ani pani minister, która jak najszybciej chce włączyć dziecko w system i jak najszybciej mieć nad nim kontrolę.
                            • sonrisa06 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 15:15
                              mama_kotula napisała:

                              > Ogólnie rzecz biorąc, to rodzic najlepiej zna swoje dziecko i rodzic najlepiej
                              > wie, czy to dziecko nadaje się do szkoły czy nie. A nie pani psycholog, która w
                              > idziała dziecko przez 2 godziny, ani pani minister, która jak najszybciej chce
                              > włączyć dziecko w system i jak najszybciej mieć nad nim kontrolę.
                              >
                              Cały czas mówię to i powtarzam - powinien być wybór, bo każda matka wie, czy dziecko nadaje się do szkoły czy nie.
                              Moja córka poszła w wieku 7 lat, miałam swoje powody, z których nie muszę się nikomu tłumaczyć. Była to najlepsza decyzja pod słońcem, widzę to z perspektywy czasu. Teraz kończy drugą klasę. Miałam wybór, to był mój wybór, sama zdecydowałam tak i tak powinno być. Zawsze byłam za tym, żeby wybór był cały czas.
                              • makurokurosek Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 16:03
                                Jeżeli ten wybór wiąże się z konsekwencją czyli nie przerabianiem czy to w przedszkolu czy domu materiału przerabianego w szkole podstawowej , to jak najbardziej decyzja powinna zależeć od rodziców. Jak pokazał 5 letni okresu przejściowe niestety tej konsekwencji brak, a różnice programowe zerówek doprowadzały do chaosu i nierównego startu w klasach pierwszych.
                              • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 16:24
                                sonrisa06 napisała:

                                >Zawsze byłam za tym, żeby wybór był cały czas.

                                a ja nie, jeśli ktoś odracza dziecko powinien mieć ważny powód a nie widzimisie bo np. ma bliżej do przedszkola smile
                                • mama_kotula Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 17:10
                                  mama303 napisała:
                                  > a ja nie, jeśli ktoś odracza dziecko powinien mieć ważny powód a nie widzimisie
                                  > bo np. ma bliżej do przedszkola smile

                                  Bowiem?
                                  Oraz - kto określa "ważność" powodu?
                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 18:05
                                    mama_kotula napisała:

                                    > Oraz - kto określa "ważność" powodu?

                                    ważność powodu określa specjalista w poradni po przeprowadzeniu specjalnego obiektywnego testu.
                                    • mama_kotula Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 18:19
                                      mama303 napisała:
                                      > ważność powodu określa specjalista w poradni po przeprowadzeniu specjalnego obi
                                      > ektywnego testu.

                                      <kwili z radości>
                                      Specjalista. W poradni. Obiektywny. Niech skonam.
                                      Ok, ja już skończyłam dyskusję, bo zaraz mnie ktoś tu korwinistką nazwie, więc na wszelki wypadek sama się tak nazwę, o. To pisałam ja, korwinistka.
                                      • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 18:30
                                        mama_kotula napisała:


                                        > Specjalista. W poradni. Obiektywny. Niech skonam.

                                        Wiele na sumieniu w tej kwestii maja obecnie sami rodzice którzy przychodzą do poradni po UWAGA odroczenie dzieciecia. jest burdel w poradniach, burdel w zerówkach w I klasie bo UWAGA rodzicom dano władze decydowania smile

                                        > To pisałam ja, korwinistka.

                                        No i fajnie wink
                                        • makurokurosek Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 19:07
                                          Tu się nie zgodzę. W poradniach jest jak jest , bo pracują niekompetentne osoby, którym nic się nie chce i które wolą iść na łatwiznę. Odbębnić swoje i do domu.
                                          • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 19:48
                                            makurokurosek napisała:

                                            > Tu się nie zgodzę. W poradniach jest jak jest , bo pracują niekompetentne osoby
                                            > , którym nic się nie chce i które wolą iść na łatwiznę. Odbębnić swoje i do dom
                                            > u.

                                            wszędzie bywają osoby niekompetentne. Tu mamy dodatkowo nacisk rodziców i z tego co rozmawiałam z koleżanką, która akurat sie tym zajmuje bardzo silny nacisk.
                                          • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 00:44
                                            a moze nie tylko. PPP podlegaja określonym instytucjom ktore posiadaja okreslone często zmienne priorytety. Psychologowie z PPP w jednym roku dostaja prikaz _ nie odraczać lub odraczać jak namniej (w zeszłym roku - kiedy chodziło o pokazanie "sukcesu" reformy lub odraczać (tak jak w tym roku) bo a) w szkołach nagle surprise, surprise zrobiło sie kalustrofobicznie ciasno, b) mamy wybory - prezydenckie parlamentarne - nie ma co wkurzac ludzi przed wyborami.
                                            poza tym - jaki jest skuteczny miernik oceny gotowości szkolnej. Samo badanie to sytuacja często stresujaca dla dziecka - dziecko które moze i jest gotowe wypada ponizej mozliwości.
                                            • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 07:24
                                              annubis74 napisała:
                                              lub odraczać (tak jak w tym roku) bo a) w szkołach nagle surprise, surprise zrobiło sie kalustrofobicznie ciasno,

                                              A ja słyszałam, że w tym roku mają nie odraczać, żeby nie było, że tak mało 6-latków poszło. wink
                                              Nie, żebym była jakąś gorącą zwolenniczką posyłania 6-latków do szkoły, zresztą moje panny zasadniczo są bliżej końca edukacji niż początku, więc nie jest to dla mnie jakiś drażliwy temat.
                                              W każdym razie na pewno zgodzę się z tym, co napisałaś:
                                              "Przedszkole ma lepszy dla młodszych dzieci system nauki - w P
                                              > olsce pokutuje przekonanie że "prawdziwa nauka" to przykucie do ławki, cwieczen
                                              > ie grafomotoryki, czytania, liczb. Nie docenia sie roli doświadczenia, odkrycia
                                              > , ruchu i uruchamiania wszystkich zmysłów w procesie nauki (ma to miejsce właśn
                                              > ie w przedszkolu bo w szkole jest z tym baaaardzo słabo)". Szkoła ogłasza się przygotowana do nauki 6-latków wtedy, kiedy ma malutkie umywalki, plac zabaw i dywaniki. A tak naprawdę, to jest to pikuś - bo powinna mieć nauczycieli wyszkolonych do pracy z młodszymi dziećmi, a nie - przyzwyczajonych do kiszenia dzieci w ławkach.
                                            • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 09:36
                                              annubis74 napisała:

                                              > a moze nie tylko. PPP podlegaja określonym instytucjom ktore posiadaja okreslon
                                              > e często zmienne priorytety.
                                              i te priorytety często ustalają rodzice i dana poradnia albo jest przychylna albo nie.
                                              > poza tym - jaki jest skuteczny miernik oceny gotowości szkolnej.
                                              no bez przesady, są testy, które wykryją poważne braki dziecka, bo tylko takie moim zdaniem powinny sie liczyć.
                                              • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:24
                                                >i te priorytety często ustalają rodzice i dana poradnia albo jest przychylna albo nie.

                                                niestety nie wiesz o czym mowisz. PPP podlega władzom samorzadowym, a w dalszej perspektywie ministerstu i to one ustalają priorytety.
                                                niestety na psychologii się nie znasz a co więcej na dzieciach też nie bardzo
                                                nie wymierzysz gotowosci szkolnej linjką. nawet dzieci ze szkolną gotowością doswiadczają na początku szkoły duzego stresu z powodu samej zmiany otoczenia i sytuacji. muszą poznać nową panią, nowych kolegow, ustalić swoje miejsce w grupie. to calkowicie zmienia sytuację i perspektywę
                                                • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:35
                                                  annubis74 napisała:

                                                  > niestety nie wiesz o czym mowisz. PPP podlega władzom samorzadowym, a w dalszej
                                                  > perspektywie ministerstu i to one ustalają priorytety.

                                                  wiem dobrze, mam koleżankę, która pracuje w PPP i sie nasłuchałam ciekawych rzeczy.
                                                  > niestety na psychologii się nie znasz a co więcej na dzieciach też nie bardzo
                                                  > nie wymierzysz gotowosci szkolnej linjką.
                                                  na psychologii nie, ale akurat gotowość do podjęcia edukacji można sprawdzic u dziecka. To nie jest żadna filozofia.

                                                  > swiadczają na początku szkoły duzego stresu z powodu samej zmiany otoczenia i s
                                                  > ytuacji. muszą poznać nową panią, nowych kolegow, ustalić swoje miejsce w grupi
                                                  > e. to calkowicie zmienia sytuację i perspektywę

                                                  ale to jest normalny etap życiowy, to nie świadczy o braku gotowości do podjęcia edukacji szkolnej.
                                • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 00:39
                                  nie sądze aby wielu rodziców tym sie kierowało, ale są inne kwestie "organizacyjne" które naleszy docenić w przedszkolu
                                  - placówki nieferyjne (w szkole w kółko są jakieś dni wolne - pomijając świeta). nie wiem ile urlopu powinien mieć rodzic żeby się zorganizować - ja mam elastyczny czas pracy a i tak zaczęłam doceniać jeszcze bardziej stałość opieki przedszkolnej - tak małego dziecka nie zostawisz samego w domu - przynajmniej ja nie zostawię)
                                  - stałe godziny opieki - nieporównywalnie dłuzsze niz te oferowane przez szkołe - moje dziecko jednego dnai kończy po 3 lekcjach (jest w szkole 2,5 godziny - spróbuj zorganizować sobie pracę)
                                  - posłałam córkę do szkoły jako 6latkę - nie powiem załuję - ale do końca przekonana nie jestem. Przedszkole ma lepszy dla młodszych dzieci system nauki - w Polsce pokutuje przekonanie że "prawdziwa nauka" to przykucie do ławki, cwieczenie grafomotoryki, czytania, liczb. Nie docenia sie roli doświadczenia, odkrycia, ruchu i uruchamiania wszystkich zmysłów w procesie nauki (ma to miejsce właśnie w przedszkolu bo w szkole jest z tym baaaardzo słabo)
                                  system polskiek szkoły mimo wszystkich zmian jest skostaniały i ogólnie czesciej oferuje porazkę niz edukacyjny sukces. Jestem nauczycielem praktykiem nie interesuje mnie mierzenie jakości, standaryzacja i inne duperele. Ogólnie poziom wiedzy w kazdej dziedzinie (oprócz znajomosci nowych technologii) to dramat. Ludzie po maturze - przepraszam to idioci - często nie z własnej winy
                            • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 16:22
                              mama_kotula napisała:

                              >" oraz tak samo dobrym
                              > powodem jak "bo tak mi się podoba i już".


                              o nie, to jest akurat najgłupszy powód. dziecko nie jest niczyja własnością, nawet rodzica. Narazie mamy obowiązek szkolny i Bogu dzięki.
                              • mama_kotula Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 17:11
                                Cytat
                                o nie, to jest akurat najgłupszy powód. dziecko nie jest niczyja własnością, nawet rodzica. Narazie mamy obowiązek szkolny i Bogu dzięki.


                                Właśnie napisałaś, co następuje: dziecko nie jest niczyją własnością, nawet rodzica. Na szczęście dziecko jest własnością państwa, państwo może o nim decydować i Bogu dzięki.
                                Zdecyduj się tongue_out
                                • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 18:16
                                  mama_kotula napisała:

                                  > Cytat
                                  > o nie, to jest akurat najgłupszy powód. dziecko nie jest niczyja własnością, na
                                  > wet rodzica. Narazie mamy obowiązek szkolny i Bogu dzięki.
                                  >

                                  >
                                  > Właśnie napisałaś, co następuje: dziecko nie jest niczyją własnością, nawet rod
                                  > zica. Na szczęście dziecko jest własnością państwa, państwo może o nim decydowa
                                  > ć i Bogu dzięki.
                                  > Zdecyduj się tongue_out
                                  >
                                  W myśl pięknego powiedzenia : "Wszystkie dzieci nasze są ! " wink
                                • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 18:18
                                  mama_kotula napisała:

                                  > Właśnie napisałaś, co następuje: dziecko nie jest niczyją własnością, nawet rod
                                  > zica. Na szczęście dziecko jest własnością państwa, państwo może o nim decydowa
                                  > ć i Bogu dzięki.
                                  > Zdecyduj się tongue_out

                                  mamy obowiązkowa edukację, płacimy na to podatki i musimy się jakoś zabezpieczyć przez nawiedzonymi mamuśkami, które być może eksperymentowałyby na swoich dzieciach w dziedzinie edukacji. Tzn możesz sobie eksperymentować ale w pewnych granicach przyzwoitości/ na wypadek gdyby Ci się zachciało wychowywać analfabetę np.....bo tak! wink W tym sensie dziecko nie jest własnością rodzica.
                              • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:26
                                >o nie, to jest akurat najgłupszy powód. dziecko nie jest niczyja własnością, nawet rodzica

                                tym bardziej nie jest wlasnością ministry od edukacji. o ile zakladam ze jednak większość rodziców ma na uwadze dobro swoich dzieci to ministra napewno go nie ma
                                • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:38
                                  annubis74 napisała:

                                  > tym bardziej nie jest wlasnością ministry od edukacji. o ile zakladam ze jednak
                                  > większość rodziców ma na uwadze dobro swoich dzieci to ministra napewno go nie
                                  > ma

                                  ktoś tę ministręr wybrał, żeby ustalała zasady i priorytety dla wszystkich dzieci. Ona sobie sama nie zapragnęła zawładnąć wszystkimi dziećmi.
                                  • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:43
                                    mama303 napisała:

                                    > annubis74 napisała:
                                    >
                                    > > tym bardziej nie jest wlasnością ministry od edukacji. o ile zakladam ze


                                    > ktoś tę ministręr wybrał, żeby ustalała zasady i priorytety dla wszystkich dzie
                                    > ci. Ona sobie sama nie zapragnęła zawładnąć wszystkimi dziećmi.
                                    Oczywiście,że wybrał : kolega partyjny na wyższym niż ona (ministrzyca)stołku. tongue_out
                                    • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:50
                                      olga727 napisała:

                                      > Oczywiście,że wybrał : kolega partyjny na wyższym niż ona (ministrzyca)stołku.
                                      > tongue_out

                                      ale tak wygląda demokracja, wygrywa partia, na którą głosuje większość i ta partia wybiera ministrów. ale nie możesz twierdzić że wpływu nie masz.
                                      • srubokretka Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:53
                                        Ma wplyw pod warunkiem, ze chodzi do wyborow.
                                        Nic tez nie stoi na przeszkodzie samemu udzielac sie w rzadzie, czyz nie?
                                      • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:54
                                        mama303 napisała:

                                        > olga727 napisała:
                                        >
                                        > > Oczywiście,że wybrał : kolega partyjny na wyższym niż ona (ministrzyca)st
                                        > ołku.
                                        > > tongue_out
                                        >
                                        > ale tak wygląda demokracja, wygrywa partia, na którą głosuje większość i ta par
                                        > tia wybiera ministrów. ale nie możesz twierdzić że wpływu nie masz.

                                        A pamiętasz jakie ostatnio były zawirowania przy liczeniu głosów w listopadzie. I uważasz,że twój głos poszedł faktycznie na Tego,na którego oddałaś,a nie na kogoś innego ?
                                        Nieważne kto głosuje,ale Kto głosy liczy. wink
                                        • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 15:00
                                          olga727 napisała:

                                          > A pamiętasz jakie ostatnio były zawirowania przy liczeniu głosów w listopadzie.
                                          > I uważasz,że twój głos poszedł faktycznie na Tego,na którego oddałaś,a nie na
                                          > kogoś innego ?
                                          > Nieważne kto głosuje,ale Kto głosy liczy. wink

                                          czyli pozostajesz w przekonaniu że wpływu żadnego nie masz....ja uważam, że mam, nawet jak wynikną jakieś nieprawidłowości to nie jest to stała prawidłowość.
                                          • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 16:13
                                            mama303 napisała:

                                            >
                                            > czyli pozostajesz w przekonaniu że wpływu żadnego nie masz....
                                            Jeśli nie głosowała na partie, które mają większość w sejmie to wpływu na to, kto jest panią czy panem od oświaty , rzeczywiście chyba nie ma.
                                            >ja uważam, że mam
                                            > , nawet jak wynikną jakieś nieprawidłowości to nie jest to stała prawidłowość.
                                            Biorąc pod uwagę notoryczną niekompetencję informatyczną osób odpowiedzialnych za przygotowanie wyborów należy spodziewać się raczej niedziałania systemów informatycznych niż ich działania. Poprzedni system też na początku nie działał.
                                  • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 15:31
                                    zastanawiam się czy to naiwność czy głupota z Twojej strony... nie wiesz jakimi mechanizmami rzadzi sie polityka. kluzik odeszła z PJN w wyniku porażki (nie została wybrana na prezesa tej minipartii) ale wtedy minipartia miała jakichś zwolenników i jakichś posłów. w ciągu kilku dni kluzik zmieniła poglądy i poszła do PO (jak myślisz dlaczego???) jak myslisz dlaczego? a) bo jest wybitnym znawca edukacji, ekspertem o imponujacych osiagnieciach b) bo liczono, że odpowiednio agrodzona sciągnie do PO jakichś innych posłów z PJN a ponadto poprzednia ministra miała tak złe notowania że w sumie mało mozna było w resorcie namieszać. z punktu widzenia rządzących edukacja nie jest resortem "strategicznym" można tam dać mało zorientowanego idiotę (w dodatku kobiete zeby ocieplic wizerunek) który nie będzie przeszkadzał w różnych ciekawych machlojach
                                    bo jeśli ktoś wierzy ze np. podreczniki jednoroczne to idealny sposoób na zmonopolizowanie rynku wydawniczego i oddanie aksy w ręce swoich
                                    • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 16:18
                                      annubis74 napisała:

                                      > zastanawiam się czy to naiwność czy głupota z Twojej strony... nie wiesz jakimi
                                      > mechanizmami rzadzi sie polityka. kluzik odeszła z PJN w wyniku porażki (nie z
                                      > ostała wybrana na prezesa tej minipartii) ale wtedy minipartia miała jakichś zw
                                      > olenników i jakichś posłów. w ciągu kilku dni kluzik zmieniła poglądy i poszła
                                      > do PO (jak myślisz dlaczego???) jak myslisz dlaczego?

                                      alez ja nie jestem orędowniczką tej pani, doskonale pamiętam jak jeszcze była w PIS i była w sztabie wyborczym Kaczyńskiego. A od wstąpienia do PO do wyboru tej pani na minister edukacji upłynęło jednak trochę czasu. tak, że nie przeszła dlatego żeby zostać ministrem edukacji, co tu sugerujesz. tez wątpiłam w jej umiejętności ale tu jestem pozytywnie zaskoczona. Uważam, że nieźle sobie radzi.
                                      ale w zasadzie to nie wiem co to wszystko ma do rzeczy i dlaczego jestem wg Ciebie naiwna? Została wybrana na stanowisko przez premiera, a premier przez wiadomo kogo został wybrany. Tak, że wszystko zgodnie z zasadami demokracji smile
                                      • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 11:23
                                        chętnie posłucham o dokonaniach tej pani być moze coś mi umknęło
                                        -mówimy o sukcesie wydania edukacyjnego bubla za nasze - podatników pieniądze?
                                        - o tym, ze w zeszłym roku wprowadzono zapis ze klasy moga liczyć 25 osób - dzis już pańcia z ministerstwa próbuje to zmienić reforma miała być wprowadzona kilka lat temu - nie oszukujmy sie po to by przesunać wcześniej dzieci z przedszkoli do szkół - wprowadzanie tej reformy w chwili kiedy kumuluje się w szkołach 2 liczne roczniki jednocześnie jest nie tylko brakiemw yobraźni i nieodpowiedzialnością ale nieuzasadnionym oslim uporem.
                                        niestety ministra kluzik nie wiem nic nt. zarządzanego przez siebie resortu, jest sterowaną kukiełeczką w rekach innych, nie jest przygotowana do zarzadzania tym obszarem, nie zna sie na przepisach zwiazanych z edukacją, popełnia kardynalne błedy
                                        • srubokretka Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 13:25
                                          > -mówimy o sukcesie wydania edukacyjnego bubla za nasze - podatników pieniądze?

                                          Jaki bubel??? Złej tanecznicy przeszkadza i rąbek u spódnicy. Ja bylam w stanie nauczyc 3 latka czytac z pomoca tego podrecznika ( + skoczylas I inne. Nauczyciele zakazu nie maja , zeby z innych pomocy korzystac). O czym ty kobieto piszesz? Co ci przeszkadza w tym podreczniku? To ze sama wiedza z niego nie przenika do glowy? Skoro ja moglam dziecko 3 latenie nauczyc czytac w ciagu pol roku, to nauczyciele moga 6 latki w rok nauczyc. A maja na to 3 lata!!!
                                          Chole%#%$^ naprawde jakas wojna by sie przydala, zeby znowu do nauki czytania tylko tablica i kreda zostala . Rozpieszczone towarzystwo i tyle.
                                          • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 13:37
                                            srubokretka napisał:


                                            > Jaki bubel??? Złej tanecznicy przeszkadza i rąbek u spódnicy. Ja bylam w stanie
                                            > nauczyc 3 latka czytac z pomoca tego podrecznika ( + skoczylas I inne. Nauczy
                                            > ciele zakazu nie maja , zeby z innych pomocy korzystac). O czym ty kobieto pisz
                                            > esz? Co ci przeszkadza w tym podreczniku?

                                            tez nie rozumiem tej nagonki. Ludzie otrzymali przyzwoity podręcznik do nauki czytania za darmo i gardłują, że za kolorowy /bo to główny jest zarzut/ smile
                                            • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 15:46
                                              mama303 napisa
                                              > tez nie rozumiem tej nagonki. Ludzie otrzymali przyzwoity podręcznik do nauki c
                                              > zytania za darmo i gardłują, że za kolorowy /bo to główny jest zarzut/ smile


                                              big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin tongue_out
                                          • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 15:44
                                            srubokretka napisał:

                                            > > -mówimy o sukcesie wydania edukacyjnego bubla za nasze - podatników pieni
                                            > ądze?
                                            >
                                            > Jaki bubel??? Złej tanecznicy przeszkadza i rąbek u spódnicy. Ja bylam w stanie
                                            > nauczyc 3 latka czytac z pomoca tego podrecznika ( + skoczylas I inne. Nauczy
                                            > ciele zakazu nie maja , zeby z innych pomocy korzystac). O czym ty kobieto pisz
                                            > esz?
                                            Z tego co się orientuję,to ty w Polsce nie mieszkasz,więc skąd możesz wiedzieć:czy nauczyciele zakazu nie mają ? tongue_out Jeśli dyrekcja szkoły jest "poprawna politycznie" to nauczyciele jak najbardziej zakaz takowy mają. uncertain

                                            Co ci przeszkadza w tym podreczniku? To ze sama wiedza z niego nie przenik
                                            > a do glowy? Skoro ja moglam dziecko 3 latenie nauczyc czytac w ciagu pol roku,
                                            > to nauczyciele moga 6 latki w rok nauczyc. A maja na to 3 lata!!!
                                            Chyba śnisz,wierząc że wytrzymają tyle czasu. big_grin To był wariant mega optymistyczny,bo jego wykonanie jest Mega spieprzone (po 2 miesiącach nauki,kartki sypią się hurtowo sad ).
                                            Mi przeszkadza w tym "podręczniku" jego całokształt ! sad
                                            > Chole%#%$^ naprawde jakas wojna by sie przydala, zeby znowu do nauki czytania t
                                            > ylko tablica i kreda zostala . Rozpieszczone towarzystwo i tyle.

                                            Nie kracz i nie wróż nam tej wojny,bo mamy ją po sąsiedzku. uncertain
                                          • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 05.05.15, 08:18
                                            ok, zrobiłaś sobie dobrze - pochwaliłaś się ze 3latek czyta
                                            mam znajomych ktorzy dziecko uczyli czytać na ksiązce telefonicznej - a pamięć ćwiczyli mu każąc zapamietywać rozkłady jazdy autobusów - bo rodzice potrafią dziecku zrobić kuku a poza tym uważają ze najlepiej znają się na edukacji
                                            można uczyć czytania na wszystkim - ale coś na co przeznaczane są publiczne pieniądze powinno spełniać okreslone standardy - tzn być co najmniej tak dobre jak podręczniki oferowane wczesniej na rynku - a nie gorsze, błahe, bylejakie
                                            możesz uczyć czytać na pudełkach po muesli, reklamach itp. - jako jedna z alternatyw super - ale jesli mówimy o podręczniku to powinien on spełniać pewne kryteria
                                            dla mnie jako nauczyciela nauczanie to proces - a nie tylko efekt końcowy.
                                            poza tym mylisz sie ze wszystko jest spowodowane "rozpieszczeniem nauczycieli". używasz komputera? komórki? pralki (czy np. latasz z tarą nad potok?) nie cofniesz czasu do epoki kamienia łupanego. dziesiejsze dzieci wyrosłe na gadżetach i akcesoriach nie specjlanie kręci metoda kredy i tablicy.
                                            • srubokretka Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 05.05.15, 11:57
                                              > ok, zrobiłaś sobie dobrze - pochwaliłaś się ze 3latek czyta
                                              > mam znajomych ktorzy dziecko uczyli czytać na ksiązce telefonicznej - a pamięć
                                              > ćwiczyli mu każąc zapamietywać rozkłady jazdy autobusów - bo rodzice potrafią d

                                              Jakbys obiektywnie spojrzala na to co napisalam, to bys sie tam nigdzie chwalenia nie dopatrzyla. Mieszkam w miejscu, gdzie dwulatkow czytajacych jest calkiem sporo. Bywaja dzieci na studiach ( nie mlodziez) itp Mam w sobie duzo pokory. Daleko mi do chwalenia sie. Zwlaszcza umiejetnosciami swoich dzieci.
                                              Chwalic to sie moge ewentualnie tym, ze za pomoca kiepskiego ( wedlug ciebie) poderecznika , nie bedac nauczycielka, nauczylam swoje dzieci czytac. Czy jest to jednak wystarczajacy powod do chwalenia sie? Z mojej perspektywy: absolutnie nie.
                                              Moja wypowiedz miala pokazac, ze swiat nie ogranicza sie tylko do naszego obgrodzonego podworka.
                                        • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 13:31
                                          annubis74 napisała:

                                          > chętnie posłucham o dokonaniach tej pani być moze coś mi umknęło

                                          proszę bardzo:
                                          darmowy elementarz, darmowe podręczniki dla gimnazjalistów od przyszłego roku, porządek z "obowiązkowymi" ubezpieczeniami w szkołach, pouczenie szanownych nauczycieli o obowiązku opieki nad dziećmi w przerwach szkolnych i poinformowanie o tym rodziców, uporządkowanie kwestii etyki w szkołach.
                                          To tak na szybko, to co mi się bardzo podoba.
                                          • arwena_11 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 13:36
                                            tylko nadal nie wiadomo co to za podręczniki. Ma być ok 250 zł na podręczniki dla 1 gimnazjum. Tylko ciekawe jaki będzie ich poziom. Bo ja na podręczniki syna wydałam ponad 400 zł.
                                            Większość nauczycieli pracujących na darmowym elementarzu musi szukać innych materiałów bo podręcznik jest beznadziejny
                                            • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 13:44
                                              arwena_11 napisała:

                                              > tylko nadal nie wiadomo co to za podręczniki. Ma być ok 250 zł na podręczniki d
                                              > la 1 gimnazjum. Tylko ciekawe jaki będzie ich poziom. Bo ja na podręczniki syna
                                              > wydałam ponad 400 zł.

                                              no i to właśnie jest dowodem na to jak ludziska /my wszyscy/ przepłacamy. Przekonasz się że będą wydawnictwa które zdołają wydać podręczniki na te 300 zł.
                                              > Większość nauczycieli pracujących na darmowym elementarzu musi szukać innych ma
                                              > teriałów bo podręcznik jest beznadziejny.

                                              No i dobrze, niech się wykazują smile myślę że dobremu nauczycielowi wystarczy zeszyt w trzy linie dodatkowo i blok rysunkowy
                                              • arwena_11 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 13:46
                                                Tylko w państwowych szkołach tego nie mogą robić. Bo rodzic nie może nic dopłacać.

                                                W szkołach prywatnych dzieci mają więcej możliwości i nauczyciel nie musi się bać, że dostanie po głowie jak powie, że przydałoby się 10 zł na ryzę papieru na materiały dla dzieci.
                                                • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 14:48
                                                  arwena_11 napisała:

                                                  > Tylko w państwowych szkołach tego nie mogą robić. Bo rodzic nie może nic dopłac
                                                  > ać.


                                                  ależ nie musi dopłacać, każdy uczeń dostał fundusze na zakup materiałów dodatkowych.
                                              • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 04.05.15, 14:25
                                                >myślę że dobremu nauczycielowi wystarczy zeszyt w trzy linie dodatkowo i >blok rysunkowy
                                                a bardzo dobremu - tabliczka gliniana z rylceM smile
                                                powtarzasz bzdury - oczywiście kreatywność nauczyciela jest wskazana ale z drugiej strony dlaczego nie miałby korzystać z dobrych rozwiazań na rynku tylko odkrywać amerykę na nowo
                                                • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 04.05.15, 18:42
                                                  annubis74 napisała:

                                                  > powtarzasz bzdury - oczywiście kreatywność nauczyciela jest wskazana ale z drug
                                                  > iej strony dlaczego nie miałby korzystać z dobrych rozwiazań na rynku tylko odk
                                                  > rywać amerykę na nowo

                                                  dla mnie to nie sa bzdury, uważam że powszechne gotowce używane przez nauczycieli sa marnotrawstwem papieru i zabijają kompletnie kreatywność dzieci. gdyby to było od czasu do czasu do czasu to ok. ujdzie ale problem jest taki, że nauczyciele juz w ogóle sie nie wysilają, dają gotowca do wypełnienia i mają luz. Pamiętam, że moja córka miała nawet gotowca do prac plastycznych, wystarczyło wypchnąć z kartki i złożyć lub skleić.
                                          • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 04.05.15, 14:22
                                            akurat mam dziecko w I klasie - elementarz to niestety niedoróbka wydana za państwowe pieniądze, uważam ze przeznaczając publiczną kasę na coś takjiego należało dołożyć starań aby wydawnictwo było na przyzwoitym poziomie - jest dość byle jakie - moze ma i fajne pomysły, ale zupełnie zaprzepaszczone - chociaż na konto suklcesów pani ministry mogę zapisać ze dzieki jej dzialaniom moje dziecko dostało świeżutkich tropicieli do bezpłatnego użytku
                                            o podręczniki dla gimnazjum trudno się wypowiadać bo nikt go jeszcze nie widział. natomiast pomysł z wieloletnim podręcznikami do nauki jeżyków jest poroniony
                                            pouczenie nauczycieli o obowiązku itd. - no dobra większość z nich poczuła sie pouczona i nic się nie zmieniło. kwestia etyki to też bardziej teoretyczne niż praktyczne zmiany
                                            • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 04.05.15, 14:32
                                              o podręczniki dla gimnazjum trudno się wypowiadać bo nikt go jeszcze nie widział. natomiast pomysł z wieloletnim podręcznikami do nauki jeżyków jest poroniony

                                              Jeśli podręczniki do gimnazjum będą przechodnie, to jest to głupi pomysł, jako że na koniec gimnazjum jest egzamin z 3 lat.
                                            • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 04.05.15, 18:48
                                              annubis74 napisała:

                                              > pouczenie nauczycieli o obowiązku itd. - no dobra większość z nich poczuła sie
                                              > pouczona i nic się nie zmieniło. kwestia etyki to też bardziej teoretyczne niż
                                              > praktyczne zmiany.

                                              trzeba czasu, żeby to wszystko weszło w życie i było przestrzegane. U córki w szkole przedtem w ogóle nie było mowy o etyce.A jeśli chodzi o opiekę w szkole to nie tyle chodziło o pouczenie nauczycieli i dyrektorów /chociaz to także/ a także o jasna informacje dla rodziców. Wielu z nich nawet o tym nie wiedziało.
                                              • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 05.05.15, 09:29
                                                >trzeba czasu, żeby to wszystko weszło w życie i było przestrzegane.

                                                Podałam dwa przykłady reform na wyższych etapach, które albo nie weszły w życie albo weszły i zaraz wyszły. Ministerstwo oczywiście nie widzi problemu w tym, że zasadniczo uczeń nie może sobie wybrać profilu po 2 klasie, tylko musi wybierać w momencie zapisywania się do szkoły. Szczytnym założeniem reformy licealnej było, że klasa pierwsza jest nieprofilowana, zaś pod jej koniec uczniowie wybierają sobie interesujące ich rozszerzenia. W praktyce rozszerzenia (studia i przedmioty maturalne) muszą wybrać sobie ludzie 16letni,za kilka lat 15-latki. Jeśli zmienią zdanie, będą musieli albo zmieniać klasę albo szkołę. Albo uczelnia wyższa zmieni kryteria przyjęć.
                                                W dużych miastach nie musi być to olbrzymim problemem, być może trzeba będzie po prostu dalej dojeżdżać. Ale w małych, z ograniczonym wyborem szkół i profili?
                                                W przypadku możliwości wyboru chociażby jednego przedmiotu, szkoła nie zawsze gwarantuje, że to rozszerzenie będzie możliwe. Musi im się zebrać wystarczająca ilość osób.
                                                Czyli założenia piękne, a w praktyce wyszło tak jak wyszło.
                          • an.16 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 15:47
                            są i tacy, którzy uczą dzieci tylko w domu. wolno im, i nic Ci do tego. dl
                            > aczego nie wolno zatem odroczyć

                            Ależ oczywiści nic mi do tego. Odpowiadam jedynie na pytanie zadane na poczatku wątku: dlaczego rodzice odraczają swoje 6 dzieci? Nie wolno mi?
                            I to nieprawda, że mama najlepiej oceni godowośc szkolna swojej latorośli. Matka nie ma żadnego dystansu i często przecenia umiejętnośc, nie zauważa braków, albo wynajduje tam gdzie ich nie ma. Najczęściej właśnie rodzice krzywdzą swoje dzieci. i to ci pełni najlepszych chęci.
                            > co złego jest w skuteczności szkolnej? co złego jest w tym, ze dziecko sobie do
                            > brze radzi, a szkoła i nauka nie kojarzą mu się z bólem, znojem i godzinami spę
                            > dzonymi na głoskowaniu, czy z czym tam sześciolatki w szkole mają problem?

                            a możesz sobie wyopbrazić 6 latki, którym szkołanie kojarzy sie z trudem i znojem, mimo tego że wcale nie głoskuja jak należy ani nie piszą w liniaturze? I że mimo tego nie ślęczą nad niczym godzinami? Po prostu dlatego, że przyszły do szkoły otwarte, chętne i nastawione pozytywnie, że w szkole będą się uczyc a nie rywalizować? No to wysil jeszcze wyobraźnię i wyobraż sobie 7 latki , od których sie wymaga bycia najlepszym i pierwszym. Ja im nie zazdroszczę mimo odroczenia. No ale nie po to mama odraczała, żeby w ogonie się wlokłowink
                            • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 16:27
                              an.16 napisała: I to nieprawda, że mama najlepiej oceni godowośc szkolna swojej latorośli. Matka nie ma żadnego dystansu i często przecenia umiejętnośc, nie zauważa braków, albo wynajduje tam gdzie ich nie ma.

                              Masz rację,że To nieprawda że rodzic najlepiej oceni swoje dziecko; Dziecko często w domu zachowuje się zupełnie inaczej niż w przedszkolu/szkolnej zerówce. Najlepszym źródłem informacji o naszym dziecku jest nauczycielka z tejże zerówki: to ona właśnie widzi dziecko w warunkach innych niż domowe i powie nam więcej,niż psycholog z Poradni PP,który widzi dziecko przez 2-3 h. jednorazowo. To na opinii nauczycielki z zerówki,powinnyśmy opierać swoją decyzję,o posłaniu/nieposłaniu sześciolatka do szkoły (kl. I -szej ).
                            • mama_kotula Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 17:08
                              Cytat I to nieprawda, że mama najlepiej oceni godowośc szkolna swojej latorośli. Matk
                              > a nie ma żadnego dystansu i często przecenia umiejętnośc, nie zauważa braków, a
                              > lbo wynajduje tam gdzie ich nie ma. Najczęściej właśnie rodzice krzywdzą swoje
                              > dzieci. i to ci pełni najlepszych chęci.


                              Bowiem, jak wiemy, najlepiej naszymi wspólnymi dziećmi zajmuje się nasze państwo opiekuńcze. Rodzicom dzieci najlepiej odebrać i umieścić w kibucu. Ku chwale ojczyzny.


                              Cytat
                              a możesz sobie wyopbrazić 6 latki, którym szkołanie kojarzy sie z trudem i znojem, mimo tego że wcale nie głoskuja jak należy ani nie piszą w liniaturze? I że mimo tego nie ślęczą nad niczym godzinami? Po prostu dlatego, że przyszły do szkoły otwarte, chętne i nastawione pozytywnie, że w szkole będą się uczyc a nie rywalizować?


                              Moje dzieci poszły do szkoły nastawione bardzo pozytywnie. Marzyły o pójsciu do szkoły. Ba. Ja tez marzyłam, aby do szkoły poszły. I wierzyłam, że szkoła jest fajna i że w szkole będą się uczyć. I jakże jadem plułam i wyśmiewałam panie, które pisały o skracaniu dzieciństwa - na forum tez to pisałam, wielokrotnie, można wyszukiwarkę zakatować, to był rok bodaj 2009.

                              Po 4 latach w tejże szkole dzieci marzyły już tylko o tym, aby do niej przestać chodzić. Przestały chcieć się uczyć, przestały się interesować pozyskiwaniem wiedzy, rzygały na wpychanie wszędzie rywalizacji, zasranych konkursów i rozmaitych szkolnych absurdów. I wszechobecnej nudy.
                              • makurokurosek Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 17:44
                                Co nie zmienia faktu, ze całkowita rezygnacja z obowiązku szkolnego i pozostawienie nauki woli rodziców ( bo niby czemu dziecko ma rozpocząć szkołę w wieku lat 7, a nie 10 czy 14) doprowadzi do analfabetyzmu.
                                • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 00:53
                                  póki co ED nie jest powszechna a jednak jesteśmy na progu wtórnego analfabetyzmu - pod przykrywka rozmaitych dys. ja akurat jestem z rocznika wyzu demograficznego. jak kończyłam podstawówkę proporcje były takie ze 1/3 szła do liceum 1/3 do technikum, 1/3 do zawodówki. Żeby sie dostać do liceum trzeba było zdać egzamin (z tego co pamietam z polskiego było to min. dykatndo - nie było usprawiedliwień z powodu dysleksji - ciekawe wtedy nikt nie miał dysleksji. Musiałam je napisać bezbłednie bo konkurencja byłą ogromna. Matura nie polegała na wypełnianiu testów tylko na pracy na zadany temat - zeby ja napisać trzeba było coś wcześniej przeczytać (o zgrozo) nastepnie był egzamin na studia (na moim kierunku ok 10 kandydatów na miejsce!) Człowiek kończący liceum musiał pisać poprawnie i orientować się z grubsza w swiecie.
                                  • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 08:01
                                    annubis74 napisała:

                                    jak kończyłam podstawówkę proporcje były takie ze 1/3 szła do liceum 1/3
                                    > do technikum, 1/3 do zawodówki. Żeby sie dostać do liceum trzeba było zdać egza
                                    > min (z tego co pamietam z polskiego było to min. dykatndo - nie było usprawiedl
                                    > iwień z powodu dysleksji - ciekawe wtedy nikt nie miał dysleksji.

                                    Zapewne jestem nieco starsza od ciebie, bo wyż szedł za nami - ale za moich czasów nie było dyktanda z języka polskiego (w każdym razie nie u nas), zaś w liceum (dobrym liceum warszawskim, nie topowym, ale normalnie dobrym) - miałam w klasie dyslektyków. Wychowawczyni poprawiała im błędy na maturze - teraz by to nie przeszło.
                                    Teraz, żeby się dostać do dobrego liceum, trzeba napisać dobrze lub bardzo dobrze egzaminy gimnazjalne: z polskiego, matematyki, języka obcego, historii, wosu, geografii, biologii, chemii, fizyki (i mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam).
                                    W moich czasach spokojnie można było też iść do byle jakiego liceum (tak jak i teraz), było tez więcej szkół typu technikum - z większą ilością zawodów. Teraz wiele zawodów można zdobywać dopiero w studium policealnym/kursach albo na studiach licencjackich - nie ma opcji pójścia do technikum. Na studiach wylądowali nauczyciele (zwłaszcza początkowi), wychowawcy przedszkolni, pielęgniarki i sporo zawodów okołomedycznych. Takie są przepisy i trudno mieć o to pretensje do uczniów kończących szkoły.
                                    Co do zawodówek - to również wtedy były uznawane za dno i nikt z mojej rodziny nie posłałby tam dziecka, ze względu na towarzystwo.

                                    Matura nie polegała na wypełnian
                                    > iu testów tylko na pracy na zadany temat - zeby ja napisać trzeba było coś wcze
                                    > śniej przeczytać (o zgrozo)
                                    Nie zdziw się, ale teraz też nie polega na wypełnianiu testów. O ile matura podstawowa jest rzeczywiście dość prosta (czy to polski, matematyka czy język), to rozszerzona ma już dosyć wysoko stopień trudności - przynajmniej ta rozszerzona z matematyki. Zdawałam matematykę po mat-fizie - czyli zakładam, że obecną rozszerzoną i nie miałabym 100% na pewno. Matura jest dość obszerna, obejmuje bardzo wiele działów i wcale nie ma nią dużo czasu. Zastępuje egzamin na studia (BTW:pisząc maturę miałam wrażenie, że jest to czynność bezsensowna , bo i tak nic nie daje) i wierz mi - wciąż są kierunki, na które trzeba mieć dużo punktów. Kiedy zdawałam na studia, na mój wydział było 9 osób na miejsce - ale i tak przyjęli wszystkich, którzy zdali (a egzamin nie był jakoś specjalnie trudny), u siostry z kolei - przy 2 osobach na miejsce, trzeba było mieć z egzaminu 5 i 4, by zostać przyjętym. Oczywiście i tak wykładowcy narzekali, że ta dzisiejsza młodzież... wink
                                    Owszem, zdaję sobie sprawę, że teraz młodzież jest średnio gorzej przygotowana - ale 'za moich czasów ' sytuacja byłaby identyczna , bo za moich czasów na studia szło 10% ludzi, a teraz na niektóre kierunki przyjmują wszystkich, którzy zdali maturę na 30%. Moim zdaniem pracownicy uczelni wyższych muszą się po prostu zdecydować, czy chcą mieć pracę czy zgarniać śmietankę z maturalnego tortu , bo na razie chcieliby mieć jedno i drugie - czyli przyjąć maksymalnie dużo ludzi (również tych, którzy się do studiowania nie nadają) i mieć wybitnych studentów, Wybitnych mogą mieć tylko na niektórych kierunkach - nie słyszałam, żeby wykładowcy z informatyki UW narzekali specjalnie na półgłówków - ale tam maturę (rozszerzoną) trzeba mieć >80%. Za to z pewnością narzekają wykładowcy innych 'topowych' kierunków.
                                    -------------------------------------------------------------
                                    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                                    • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:33
                                      >Teraz, żeby się dostać do dobrego liceum, trzeba napisać dobrze lub bardzo dobrze
                                      >egzaminy gimnazjalne: z polskiego, matematyki, języka obcego, historii, wosu, >geografii, biologii, chemii, fizyki (i mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam).

                                      egzamin gimnazjalny zawiera elementy przedmiotów o jakich wspomniałaś i moim zdaniem jest banalnie prosty. Dobre licea (ktore można policzyć na palcach jednej ręki) mogą przebierać wśród kandydatow - inne biorą wszystkich chętnych.
                                      Nie upierałabym się przy powrocie do systemu matura +egzamin ale nie oszukujmy sie na większość kierunkó studiow (moze oprócz medycyny i dobrych politechnicznych) wymagania są niewysokie. Obserwuję to na przykąłdzie wydziału który sama kończylam - egzamin wstępny z moich czasów a dzisiejsza matura na poziomie rozszerzonym to niebo a ziemia

                                      >Oczywiście i tak wykładowcy narzekali, że ta dzisiejsza młodzież... wink
                                      to nie zmienia się nigdy wink
                                      • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 15:13
                                        Iegzamin gimnazjalny zawiera elementy przedmiotów o jakich wspomniałaś i moim zdaniem jest banalnie prosty. Dobre licea (ktore można policzyć na palcach jednej ręki) mogą przebierać wśród kandydatow - inne biorą wszystkich chętnych.
                                        Egzamin jest w tej chwili osobny z matematyki, z polskiego, języka obcego , przedmiotów przyrodniczych oraz historii z wosem. Owszem, czasami z punktu widzenia dorosłego człowieka - po maturze, ze studiami, z doświadczeniem pracowo -życiowym, te egzaminy mogą wydać się łatwe. Z punktu widzenia 15-16 latka takie proste nie są.
                                        W Warszawie jest sporo liceów bardzo dobrych i dobrych, są też szkoły 'nie tylko dla orłów' (mogą mieć przy tym sporo innych zalet) , ale konkurencja przy dostaniu się do tych najlepszych jest ostra i trzeba mieć świetnie zdany egzamin i świetne stopnie, a i tak czasami granica punktowa to 'laureat'.😉
                                        Porównywałam moją maturę z matematyki z obecną maturą rozszerzoną z tego przedmiotu -teoretycznie zakres materiału jest ten sam, nie ma nic specjalnie trudniejszego, za to trzeba umieć właściwie wszystko , żeby napisać to dobrze albo chociaż przyzwoicie. Jest mniej czasu, więcej różnych zadań. Nie, nie jest to łatwiejsze.
                                        A uczelnie mogą sobie ustawić mniejsze limity przyjęć i ustalić dolny próg punktowy, a nie szlochać, że na studia przyjęto półanalfabetów. Tylko że wtedy połowa rozżalonych na to, że muszą uczyć jakiś półgłówków, będzie musiało zmienić zajęcie na jakieś niezwiązane z uczeniem.
                                        -------------------------------------------------------------
                                        "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                                      • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 16:03
                                        annubis74 napisała:

                                        > egzamin gimnazjalny zawiera elementy przedmiotów o jakich wspomniałaś i moim zd
                                        > aniem jest banalnie prosty.
                                        Nie zawiera elementów tylko zawiera przedmioty. Elementy innych przedmiotów niż polski i matematyka to może zawiera sprawdzian po VI klasie. W tych egzaminach gimnazjalnych proste wydaje mi się właściwie to, co albo miałam w dużej ilości na studiach albo czym się zainteresowałam trochę już po studiach.
                                  • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 10:03
                                    annubis74 napisała:

                                    > Żeby sie dostać do liceum trzeba było zdać egza
                                    > min (z tego co pamietam z polskiego było to min. dykatndo - nie było usprawiedl
                                    > iwień z powodu dysleksji - ciekawe wtedy nikt nie miał dysleksji.
                                    Jako żywo nie pamiętam żadnego dyktanda z polskiego (połowa lat 80-tych). A dyslektycy w klasie byli.

                                    Musiałam je n
                                    > apisać bezbłednie bo konkurencja byłą ogromna. Matura nie polegała na wypełnian
                                    > iu testów tylko na pracy na zadany temat - zeby ja napisać trzeba było coś wcze
                                    > śniej przeczytać (o zgrozo)
                                    Obok mnie na maturze z polskiego siedziała osoba, która chyba przeczytała co najwyżej opracowania lektur(sądząc po rozpaczliwych pytaniach rzucanych wokół). Maturę, zdaje się , zdała. Może została lekarzem (była z biol-chemu) i cię leczy i nawet nie masz świadomości, że nie wiedziała, co napisał Prus wink


                                    >nastepnie był egzamin na studia (na moim kierunku ok 10 kandydatów na miejsce!)
                                    >Człowiek kończący liceum musiał pisać poprawnie i orientować się z grubsza w swiecie.
                                    Ja tam nie musiałam na egzaminie na studia wykazywać się jakąkolwiek wiedzą o świecie. Na studia było "raptem" 2 kandydatów na miejsce. I tak połowa oblała, a żeby się dostać trzeba było mieć ten egzamin naprawdę nieźle zdany. Teraz na te same studia progi są takie, że matematykę rozszerzoną trzeba mieć pewnie na co najmniej 90%. Wykładowcy pewnie nie narzekają, albo narzekają tak samo jak te ćwierć wieku temu ("Gdzie się państwo uczyli tej matematyki???") wink
                                    A sama ilość kandydatów na miejsce nie świadczy jeszcze o poziomie kandydatów czy trudności dostania się do danej szkoły. W liceum 1-szego wyboru mojej starszej córki ilość kandydatów na miejsce była jakby mniejsza niż w szkołach 2-go i 3-go wyboru. Do tych szkół z 2-go i 3-miejsce dostałaby się bez problemu, w szkole 1-szego wyboru była dosłownie ciut nad kreską.
                              • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 18:26
                                a teraz łaskawie spojrzyj bardziej obiektywnie na pełną dowolność w kwestii edukacji jaka chciałabyś dać wszystkim rodzicom. Naprawdę nie widzisz poważnych zagrożeń?
                                Sama jestem znaną na forum krytykującą system oświaty ale jednak nigdy nie pozostawiłabym pełnej dowolności w tej kwestii rodzicom. Never. Mamy przykład jak namącone jest w nauczaniu początkowym dzieci przez te sześc lat kiedy rodzice mieli wybór .
                                • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 18:48
                                  mama303 napisała:

                                  > a teraz łaskawie spojrzyj bardziej obiektywnie na pełną dowolność w kwestii edu
                                  > kacji jaka chciałabyś dać wszystkim rodzicom. Naprawdę nie widzisz poważnych za
                                  > grożeń?
                                  > Sama jestem znaną na forum krytykującą system oświaty ale jednak nigdy nie pozo
                                  > stawiłabym pełnej dowolności w tej kwestii rodzicom. Never. Mamy przykład jak n
                                  > amącone jest w nauczaniu początkowym dzieci przez te sześc lat kiedy rodzice mi
                                  > eli wybór .
                                  Dla mnie granica wieku posłania dziecka do szkoły standardowo jest 7 lat i to jest w porządku. Jeśli ktoś z rodziców uważa,że jego dziecko to geniusz to niech pośle od 6 lat. Nie rozumiem tego przymusu dla wszystkich od 6 lat do szkoły ?! Przecież spora grupa dzieci z końca roku pójdzie do szkoły jako prawie sześciolatki. Skoro w szkole mają być sześciolatki,to niech będą dzieci,które skończyły 6 lat,a nie dopiero gdzieś po 3 miesiącach nauki skończą. Dzieci z końca roku,ustawowo powinny mieć prawo iść do szkoły w siódmym roku życia.
                                  • makurokurosek Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 19:04
                                    Idąc tym tokiem rozumowania do szkół powinny według ciebie trafić dzieci które skończyły 7 lat, a nie te które skończą je za 3 miesiące.
                                    Natomiast dla matki x , rozsądniej jest rozpocząć naukę szkolną w wieku lat 10 bo wtedy powoli kończy się okres dziecięcy, a rozpoczyna okres dojrzałości. Dla jeszcze innej będzie to jeszcze inny wiek, a dla niektórych nigdy ten wiek nie nastąpi.
                                    • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 19:15
                                      makurokurosek napisała:

                                      > Idąc tym tokiem rozumowania do szkół powinny według ciebie trafić dzieci które
                                      > skończyły 7 lat, a nie te które skończą je za 3 miesiące.
                                      > Natomiast dla matki x , rozsądniej jest rozpocząć naukę szkolną w wieku lat 10
                                      > bo wtedy powoli kończy się okres dziecięcy, a rozpoczyna okres dojrzałości. Dla
                                      > jeszcze innej będzie to jeszcze inny wiek, a dla niektórych nigdy ten wiek nie
                                      > nastąpi.
                                      Przeczytałaś moją wypowiedź ze zrozumieniem ? Wątpię. uncertain
                                      • makurokurosek Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 19:46
                                        "Dla mnie granica wieku posłania "

                                        Słowem kluczowym jest tu wyraz dla mnie. Bez uregulowań prawnych każdy mógłby wysłać dziecko do szkoły w dowolnym wieku, część nie rozpoczęłaby edukacji nigdy. To, ze dla ciebie idealnym wiekiem rozpoczęcia nauki w szkole jest wiek siedmiu lat nie oznacza, że dla innych tak samo.
                                        Natomiast różnica 3 miesięcy jest taką samą różnicą w przypadku sześciolatków jak i siedmiolatków. Tak więc dla zachowania konsekwencji szkołę powinny rozpoczynać dzieci które mają ukończone siedem lat.
                                        • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 20:11
                                          makurokurosek : "Dla mnie granica wieku posłania "
                                          Słowem kluczowym jest tu wyraz dla mnie.
                                          Dobrze;jeśli wychodzisz z założenia,że "Dla mnie" (czyli dla każdej matki z osobna),chodzi tu o górną granicę posłania zdrowego dziecka do pierwszej klasy w wieku 7 lat ukończone (tak jak było to przed tą obecną reformą).
                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 19:50
                                    olga727 napisała:

                                    > Dla mnie granica wieku posłania dziecka do szkoły standardowo jest 7 lat i to j
                                    > est w porządku.
                                    no dla Ciebie tak ale jeśli damy rodzicom wolna reke to kto wie, co komu w głowie sie narodzi smile
                                    >Jeśli ktoś z rodziców uważa,że jego dziecko to geniusz to niech
                                    > pośle od 6 lat.
                                    Matko święta, jaki geniusz?
                                    • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 20:02
                                      mama303 napisała:

                                      > olga727 napisała:
                                      >
                                      > > Dla mnie granica wieku posłania dziecka do szkoły standardowo jest 7 lat
                                      > i to j
                                      > > est w porządku.
                                      > no dla Ciebie tak ale jeśli damy rodzicom wolna reke to kto wie, co komu w głow
                                      > ie sie narodzi smile
                                      Chodzi o taką "granicę wieku" jaka była kiedyś i drobny "ukłon" w stronę reformy(odnośnie sześciolatków).
                                      > >Jeśli ktoś z rodziców uważa,że jego dziecko to geniusz to niech
                                      > > pośle od 6 lat.
                                      > Matko święta, jaki geniusz?
                                      A mało ich tutaj na forum ? wink
                                      • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 21:03
                                        olga727 napisała:

                                        > Chodzi o taką "granicę wieku" jaka była kiedyś i drobny "ukłon" w stronę reform
                                        > y(odnośnie sześciolatków).

                                        Kiedyś nie było granicy wieku tylko jeden wiek dla wszystkich dzieci i oczywiście możliwość odroczenia z ważnych powodów. I znowu: wg Ciebie powinna byc górna granica w wieku 7 lat a dla innych np. 9 lat. Nie powinno się dawać w tej kwestii wyboru rodzicom bo robi sie poprostu bajzel trudny do ogarnięcia.

                                        > A mało ich tutaj na forum ? wink
                                        ale to niezależnie od wieku wink
                                        • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 21:50
                                          mama303 napisała:

                                          > olga727 napisała:
                                          >
                                          > > Chodzi o taką "granicę wieku" jaka była kiedyś i drobny "ukłon" w stronę
                                          > reform
                                          > > y(odnośnie sześciolatków).
                                          >
                                          > Kiedyś nie było granicy wieku tylko jeden wiek dla wszystkich dzieci i oczywiśc
                                          > ie możliwość odroczenia z ważnych powodów. I znowu: wg Ciebie powinna byc górna
                                          > granica w wieku 7 lat a dla innych np. 9 lat. Nie powinno się dawać w tej kwes
                                          > tii wyboru rodzicom bo robi sie poprostu bajzel trudny do ogarnięcia.

                                          Kobieto zrozum,że to "wg mnie/dla mnie" to jest pojęcie umowne/symboliczne. Chodziło mi o to,że wiek 7 lat to wg ustawy prawnej jest ostateczny wiek rozpoczęcia ed. szkolnej w SP - dla zdrowego dziecka.

                                          > > A mało ich tutaj na forum ? wink
                                          > ale to niezależnie od wieku wink
                                          Zależne;przecież od Tego zaczął się ten wątek. wink
                                          • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 09:30
                                            olga727 napisała:


                                            > Kobieto zrozum,że to "wg mnie/dla mnie" to jest pojęcie umowne/symboliczne. Ch
                                            > odziło mi o to,że wiek 7 lat to wg ustawy prawnej jest ostateczny wiek ro
                                            > zpoczęcia
                                            ed. szkolnej w SP - dla zdrowego dziecka.


                                            nie ma takiej ustawy.
                                            • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:49
                                              mama303 napisała:

                                              > olga727 napisała:
                                              >
                                              >
                                              > > Kobieto zrozum,że to "wg mnie/dla mnie" to jest pojęcie umowne/symbolicz
                                              > ne. Ch
                                              > > odziło mi o to,że wiek 7 lat to wg ustawy prawnej jest ostateczny w
                                              > iek ro
                                              > > zpoczęcia
                                              ed. szkolnej w SP - dla zdrowego dziecka.

                                              >
                                              > nie ma takiej ustawy.
                                              No właśnie:to jest błąd. Powinna taka ustawa być.
                                              • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:52
                                                olga727 napisała:

                                                > No właśnie:to jest błąd. Powinna taka ustawa być.

                                                ale kto wg Ciebie ma ustalić tę górną granicę bo tłumaczę cały czas że każdy może chcieć aby było inaczej jeśli by dać wybór rodzicom.
                                                • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 15:01
                                                  mama303 napisała:

                                                  > olga727 napisała:
                                                  >
                                                  > > No właśnie:to jest błąd. Powinna taka ustawa być.
                                                  >
                                                  > ale kto wg Ciebie ma ustalić tę górną(Minister edukacji,który słucha i szanuje rodziców dzieci) granicę bo tłumaczę cały czas że każdy mo
                                                  > że chcieć aby było inaczej jeśli by dać wybór rodzicom.
                                                  Ja cię rozumiem i również uważam,że rodzice powinni mieć limit wieku surprisedd( 6 lat )- Do(7 lat)". Bo inaczej to byłby mega bajzel .
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 15:29
                                                    olga727 napisała:

                                                    > Ja cię rozumiem i również uważam,że rodzice powinni mieć limit wieku surprisedd( 6 lat
                                                    > )- Do(7 lat)". Bo inaczej to byłby mega bajzel .

                                                    Ty chcesz od 6 do 7 a Pani Kowalska od 5 do 9 smile
                                                  • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 15:38
                                                    mama303 napisała:

                                                    > olga727 napisała:
                                                    >
                                                    > > Ja cię rozumiem i również uważam,że rodzice powinni mieć limit wieku surprisedd(
                                                    > 6 lat
                                                    > > )- Do(7 lat)". Bo inaczej to byłby mega bajzel .
                                                    >
                                                    > Ty chcesz od 6 do 7 a Pani Kowalska od 5 do 9 smile To i tak dobrze,że nie Do 11 lat. wink
                                                    Do czasu reformy było tylko Od 7 lat-to niech tak zostanie. Ministrzyca też powinna mieć w tym interes,aby nie tworzyć chaosu.
                                                  • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 15:50
                                                    olga727 napisała:

                                                    > mama303 napisała:
                                                    >
                                                    > > olga727 napisała:
                                                    > >
                                                    > > > Ja cię rozumiem i również uważam,że rodzice powinni mieć limit wiek
                                                    > u surprisedd(
                                                    > > 6 lat
                                                    > > > )- Do(7 lat)". Bo inaczej to byłby mega bajzel .
                                                    > >
                                                    > > Ty chcesz od 6 do 7 a Pani Kowalska od 5 do 9 smile To i tak dobrze,że ni
                                                    > e Do 11 lat. wink
                                                    > Do czasu reformy było tylko Od 7 lat-to niech tak zostanie. Ministrzyca też po
                                                    > winna mieć w tym interes,aby nie tworzyć chaosu.
                                                    Przypomniał mi się skecz kabaretu smirkkeczów męczących" : MOPS
                                                    www.youtube.com/watch?v=oNLU0P17RtI
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 21:00
                                                    olga727 napisała:

                                                    > Do czasu reformy było tylko Od 7 lat-to niech tak zostanie. Ministrzyca też po
                                                    > winna mieć w tym interes,aby nie tworzyć chaosu.

                                                    od sześciu lat jest zmiana, hellou smile niechże to w końcu wejdzie w pełni w życie.
                                        • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 09:24
                                          mama303 napisała:

                                          >
                                          > Kiedyś nie było granicy wieku tylko jeden wiek dla wszystkich dzieci i oczywiśc
                                          > ie możliwość odroczenia z ważnych powodów. I znowu: wg Ciebie powinna byc górna
                                          > granica w wieku 7 lat a dla innych np. 9 lat. Nie powinno się dawać w tej kwes
                                          > tii wyboru rodzicom bo robi sie poprostu bajzel trudny do ogarnięcia.
                                          A dlaczego zrobiłby się bazjel? Bo państwo nie potrafi zrobić sobie porządnej ewidencji uczniów podlegających obowiązkowi szkolnemu? I tak już nie potrafi - życie wyprzedza obowiązki meldunkowe i tak naprawdę władze oświatowe do momentu zapisu dzieci do szkoły nie są do końca pewne ile mają uczniów w każdym szkolnym rejonie.
                                          • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 09:49
                                            jakw napisała:

                                            > A dlaczego zrobiłby się bazjel?

                                            no juz jest nieźle, bo do szkoły trafiają dzieci w bardzo rożnym wieku, z bardzo rożnym przygotowaniem do szkoły. Niektóre np. po dwukrotnej zerówce. Niektórzy rodzice uważają, że poziom za wysoki, inni z kolei że za niski. Jak tu wziąć się solidnie za wymagania od nauczycieli aby nauczali poprzez zabawę na słynnym "dywaniku" jeśli wielu wyrośniętych siedmiolatków ma naprawdę dość dywaników wink
                                            • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 10:14
                                              Pod względem poziomu umiejętności uczniów trafiających do szkoły do bajzel był i wcześniej. Gdy moja starsza córka szła do szkoły (obecna reforma jeszcze chyba nie powstała nawet jako pomysł kogokolwiek) w klasie były zarówno dzieci, które już biegle czytały i liczyły, jak i takie , które ledwo odróżniały niektóre litery. Ten "bajzel" wynika po prostu z różnego tempa rozwoju , różnych umiejętności i różnych zdolności nawet wśród rówieśników.
                                              Co do wyboru wieku pójścia do szkoły przez rodziców - gdyby do klasy I trafił 8-latek, który ma już opanowane umiejętności klasy I, a może i II, to chyba nic nie stałoby na przeszkodzie, żeby przenieść go trochę wyżej ?
                                              • makurokurosek Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 11:03
                                                > Pod względem poziomu umiejętności uczniów trafiających do szkoły do bajzel był
                                                > i wcześniej.

                                                Nie było, aż takiego bo różnice wynikały tylko z umiejętności dziecka i ewentualnej pracy w domu. W okresie przejściowym wynikały również z różnic programowych zerówek.

                                                "to chyba nic
                                                > nie stałoby na przeszkodzie, żeby przenieść go trochę wyżej ?

                                                Stałby zapewne rodzic, i co ograniczysz mu prawa rodzicielskie?
                                                • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 11:11
                                                  makurokurosek napisała:

                                                  > > Pod względem poziomu umiejętności uczniów trafiających do szkoły do bajze
                                                  > l był
                                                  > > i wcześniej.
                                                  >
                                                  > Nie było, aż takiego bo różnice wynikały tylko z umiejętności dziecka i ewentua
                                                  > lnej pracy w domu. W okresie przejściowym wynikały również z różnic programowyc
                                                  > h zerówek.
                                                  >
                                                  > "to chyba nic
                                                  > > nie stałoby na przeszkodzie, żeby przenieść go trochę wyżej ?
                                                  >
                                                  > Stałby zapewne rodzic, i co ograniczysz mu prawa rodzicielskie?
                                                  Teraz i tak ma ograniczone - przecież musi 5-latka "wysłać" do jakiejś zerówki, a starsze do szkoły i pilnować tej szkoły przez następne lata. A wcześniej będą go jeszcze ścigać gdyby dziecka nie zaszczepił.
                                                  • makurokurosek Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:00
                                                    > Teraz i tak ma ograniczone - przecież musi 5-latka "wysłać" do jakiejś zerówki,

                                                    W sumie to ciekawe, z jednej strony narzekania, że nie ma miejsc w przedszkolach z drugiej, że dziecko do przedszkola trzeba posłać. Jak widać Polakowi nie dogodzisz.
                                                  • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:10
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > > Teraz i tak ma ograniczone - przecież musi 5-latka "wysłać" do jakiejś ze
                                                    > rówki,
                                                    >
                                                    > W sumie to ciekawe, z jednej strony narzekania, że nie ma miejsc w przedszkolac
                                                    > h z drugiej, że dziecko do przedszkola trzeba posłać. Jak widać Polakowi nie do
                                                    > godzisz.
                                                    Bo to nie jest "jeden Polak" tylko wielu. I rodzice, którzy mieliby ochotę wysłać 3- czy 4-latka do przedszkola nie mogą tego zrobić bo miejsce zablokowane przez 5-latka, którego rodzice wcale nie odczuwają potrzeby chodzenia przez niego do przedszkola. Po prostu ludzie są różni, a ty uważasz , że wszyscy tacy sami i można ich traktować jak jednego Polaka.
                                              • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 12:47
                                                jakw napisała:

                                                > Ten "bajzel" wynika po prostu z różnego tempa rozwoju , różnych umiejęt
                                                > ności i różnych zdolności nawet wśród rówieśników.
                                                o nie, różnice tempa rozwoju zawsze były ale teraz nałożyły się całkiem różne poziomy zerówek, powtarzanie zerówek przez wiele dzieci. Różnice są kolosalne, jedne dzieci sa na poziomie przedszkolaków, które chcą się bawić na dywaniku a inne chca miec jakies powazniejsze wyzwania "szkolne" . Wielu nauczycieli nie przestawiło sie na inny typ nauczania, bardziej przedszkolny a i rodzice maja rózne oczekiwania.
                                                • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:05
                                                  Ale zawsze rodzice mieli różne oczekiwania, część dzieci wolała zabawę, a inne coś poważniejszego. I zerówki uczyły całkiem różnie, a i skutki nauki dzieci nawet w jednej zerówce potrafiły być drastycznie różne. Znacie chyba tylko ten system zreformowany i chyba wydaje wam się, że przed reformą to bajzlu nie było. Pewnie za kilka lat będziecie się dziwić dlaczego nadal ten bajzel jest, choć wszystkie dzieci z tego samego rocznika.
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:30
                                                    jakw napisała:

                                                    > Ale zawsze rodzice mieli różne oczekiwania, część dzieci wolała zabawę, a inne
                                                    > coś poważniejszego. I zerówki uczyły całkiem różnie, a i skutki nauki dzieci na
                                                    > wet w jednej zerówce potrafiły być drastycznie różne.

                                                    nie , nie takie różnice jak teraz. Tak twierdza sami nauczyciele, porozmawiaj. Kiedyś dzieci przychodzace do I klasy generalnie umiały /lepiej czy gorzej/ czytać, wiec trzeba było tylko powtórzyc literki a teraz przychodza takie co czytaja płynnie i maja poprzerabiane ćwiczenia I klasy i takie które pierwszy raz widza litery na oczy.
                                                  • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:43
                                                    twierdza sami nauczyciele, porozmawiaj. Kiedyś dzieci przychodzace do I klasy generalnie umiały /lepiej czy gorzej/ czytać, wiec trzeba było tylko powtórzyc literki

                                                    Nauczyciele, tak samo jak wykładowcy, mają tendencję do 'kiedyś było lepiej'. Mogę cię zapewnić, że kiedyś w szkole były dzieci umiejące i nieumiejące czytać - było tak za moich czasów, w czasach, kiedy moje córki poszły do szkoły (trochę temu to już było ), nie zdumiewa mnie więc, że są i teraz. -
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 14:46
                                                    morekac napisała:

                                                    > Nauczyciele, tak samo jak wykładowcy, mają tendencję do 'kiedyś było lepiej'. M
                                                    > ogę cię zapewnić, że kiedyś w szkole były dzieci umiejące i nieumiejące czytać
                                                    > - było tak za moich czasów, w czasach, kiedy moje córki poszły do szkoły (troch
                                                    > ę temu to już było ), nie zdumiewa mnie więc, że są i teraz. -

                                                    może i sie zdarzały bo wyjatki sa zawsze ale to byłą rzadkosc bo jednak w zerówkach dzieci uczyły sie czytać /takie były wymagania/ a i pisac w wielu zerówkach też. Nie było tak, że przychodzi połowa klasy która kompletnie nie czyta.
                                                  • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 16:18
                                                    mama303 napisała:

                                                    > morekac napisała:
                                                    >
                                                    > > Nauczyciele, tak samo jak wykładowcy, mają tendencję do 'kiedyś było lepi
                                                    > ej'. M
                                                    > > ogę cię zapewnić, że kiedyś w szkole były dzieci umiejące i nieumiejące c
                                                    > zytać
                                                    > > - było tak za moich czasów, w czasach, kiedy moje córki poszły do szkoły
                                                    > (troch
                                                    > > ę temu to już było ), nie zdumiewa mnie więc, że są i teraz. -
                                                    >
                                                    > może i sie zdarzały bo wyjatki sa zawsze ale to byłą rzadkosc bo jednak w zerów
                                                    > kach dzieci uczyły sie czytać /takie były wymagania/ a i pisac w wielu zerówkac
                                                    > h też. Nie było tak, że przychodzi połowa klasy która kompletnie nie czyta.
                                                    Do zerówki trzeba było co najwyżej chodzić, ale nie było po tym żadnego egzaminu zaliczającego to czytanie. W klasie mojej starszej córki połowa dzieci nie czytała. Część trochę czytała, kilkoro czytało całkiem biegle. Trochę pisać umiało kilkoro.
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 21:12
                                                    jakw napisała:

                                                    > Do zerówki trzeba było co najwyżej chodzić, ale nie było po tym żadnego egzamin
                                                    > u zaliczającego to czytanie. W klasie mojej starszej córki połowa dzieci nie cz
                                                    > ytała. Część trochę czytała, kilkoro czytało całkiem biegle. Trochę pisać umiał
                                                    > o kilkoro.

                                                    czyli sama przyznajesz, że w dawnej zerówce dzieci cały rok uczyły się jednak czytać może z rożnym efektem ale cały rok jednak miały kontakt z czytaniem.
                                                  • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 01.05.15, 21:28
                                                    Miały mniej więcej taki sam kontakt, jak i teraz. Jedna z moich córek poszła do szkoły nie umiejąc czytać, druga zaś objawiła swoje umiejętności czytelnicze w czasie wakacji przed zerówką (i nikt jej w domu specjalnie nie uczył) . Idąc do szkoły czytała bardzo sprawnie. Przecież teraz też w przedszkolu nie ukrywają przed nimi liter. W każdym razie żadna z pań nauczycielek w szkole nie wymagała i nie marudziła, że dzieci umieją czy nie umieją czytać, chociaż każda miała w klasie dzieci o przeróżnym poziomie czytelniczym. Moja córka - ze względu na dysleksję - dosyć długo czytała dosyć kiepsko i to jej nauczycielka twierdziła, że takie czytanie to jeszcze jest norma i znacząca część dzieci czyta na podobnym poziomie, na razie nie ma więc powodów do niepokoju.
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 13:25
                                                    morekac napisała:

                                                    > Miały mniej więcej taki sam kontakt, jak i teraz.

                                                    nie wiem czy ostatnio sie cos zmieniło, ale był taki czas że większość zerówek nie tykała liter.Panie twierdziły że maja zabronione. Więc nie, nie miały takiego samego kontaktu
                                                  • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 13:38
                                                    Część twierdziła, że zabronione, a część, że nie . A podręczniki do klasy pierwszej zawsze były od zera. Poza tym - nie wierzę, że fachowo przygotowane nauczycielki nie są w stanie nauczyć dzieci czytania. Tyle tylko, że łatwiej zwalić na dzieci czy poprzednie placówki (czy rodziców) , a nie na swoją niekompetencję.
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 14:16
                                                    morekac napisała:

                                                    > Część twierdziła, że zabronione, a część, że nie .

                                                    właśnie o tym pisze cały czas.
                                                    Podręczniki do pierwszej klasy sa i były od zera z tym że jedne bardziej od zera a inne mniej
                                                    smileNiektóre sa szybka powtórką przerobionych juz literek /np. Nowe juz w szkole - polecana dla siedmiolatków majacych stycznosc z literami/ praktycznie przez jeden semestr a inne bardzo powoli uczą literek przez cały rok /polecane dla szesciolatków bez kontaktu z literkami/. róznice, które zawsze były teraz sie jeszcze pogłębiły. I to jest bajzel niedobry ani dla dzieci mniej zaawansowanych ani bardziej zaawansowanych.
                                                  • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 15:45
                                                    . I to jest bajzel niedobry ani dla dzieci mniej zaawansowanych a
                                                    > ni bardziej zaawansowanych.
                                                    A z tym się zgodzę - bajzel z reguły nie jest optymalny. Ogólnie , jeśli chodzi o wszelke reformy edukacji, to z reguły robione są na chybcika i mało zdecydowanie (a jak wyjdą , to zobaczymy).
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 16:21
                                                    morekac napisała:

                                                    > o wszelke reformy edukacji, to z reguły robione są na chybcika i mało zdecydow
                                                    > anie (a jak wyjdą , to zobaczymy).
                                                  • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 00:42
                                                    Jak pamiętam to reforma była robiona aż tak na chybcika, że do szkoły trafiłyby 6-latki bez żadnego przedszkola. Na przygotowanie szkół i nauczycieli to nie byłby nawet szans. I pewnie też dlatego zrobiła się taka awantura. Bardzo łatwo mówi się o wysyłaniu do szkoły w ten sposób cudzych dzieci - przecież to nic strasznego i pikuś w porównaniu z dość nagłym wprowadzaniem rządowego elementarza, co do którego są ciągle jakieś uwagi , a jacyś spece i wybiórcza w zeszłym roku toczyli ciężkie boje ... wink
                                                  • srubokretka Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 01:21
                                                    jakw napisała:
                                                    > Bardzo łatwo
                                                    > mówi się o wysyłaniu do szkoły w ten sposób cudzych dzieci - przecież to nic s
                                                    > trasznego i pikuś w porównaniu z dość nagłym wprowadzaniem rządowego elementarz
                                                    > a, co do którego są ciągle jakieś uwagi , a jacyś spece i wybiórcza w zeszłym r
                                                    > oku toczyli ciężkie boje ... wink

                                                    Moje dzieci ida do szkoly od 4 roku zycia. Co prawda nazywaja to przedszkolem, tyle ze tam ich ucza czytac i pisac, liczyc do 10. Malo tego, moje dzieci zaczynajac edukacje mowia b niewiele po angielsku. Tak ma wiekszosc polskich dzieci na emigracji. Nie znam ani jednej matki , ktora by z tego powodu tak lamentowala, jak to sie zdarza na forach polskich. Jak sa dzieci , ktore maja problemy, to rodzice zabiegaja o pomoc, a nie o odroczenia.

                                                    Co do podrecznika. Nie mam pojecia o co chodzi z uwagami. Mojemu 3 latkowi bardzo sie podoba. Jestem bardzo wdzieczna za ten podrecznik. Stracilam wiele czasu na szukanie odpowiedniego pakietu dla swoich dzieci. Prosilam o rade znajomych w Polsce, szukalam opini na forum i ...... Jak sie pojawil elektroniczny elementarz rzadowy to odetchnelam z ulga, bo pakiety moglam ocenic jedynie po okladkach. Do tego zaplacilabym 2x tyle za przesylke tylu kilogramow. Mysle, ze nie ja jedna na emigracji jestem za ten elementarz wdzieczna. Ja z dziecmi skupiam sie na pozytywach i jak narazie dobrze na tym wychodze. Polacy maja niezadowolenie w naturze, ale rozsadek tez. Trzeba wybrac.


                                                  • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 10:37
                                                    srubokretka napisał:

                                                    > Moje dzieci ida do szkoly od 4 roku zycia. Co prawda nazywaja to przedszkolem,
                                                    > tyle ze tam ich ucza czytac i pisac, liczyc do 10. Malo tego, moje dzieci zaczy
                                                    > najac edukacje mowia b niewiele po angielsku. Tak ma wiekszosc polskich dzieci
                                                    > na emigracji. Nie znam ani jednej matki , ktora by z tego powodu tak lamentowal
                                                    > a, jak to sie zdarza na forach polskich. Jak sa dzieci , ktore maja problemy, t
                                                    > o rodzice zabiegaja o pomoc, a nie o odroczenia.
                                                    Może dlatego nie rozumiesz tego lamentu, że od lat nie masz do czynienia z polską szkołą w praktyce. Pamiętaj, że w testach PISA Polska ostatnio była całkiem wysoko - a najwyższe swoje miejsce młodzi Polacy osiągnęli nie np. w matematyce czy czytaniu , a w nielubieniu szkoły.

                                                    >
                                                    > Co do podrecznika. Nie mam pojecia o co chodzi z uwagami.
                                                    Ja też nie wiem, bo jest całkiem podobny do wielu innych. Tyle że bezpłatny. Ale dla lobbystów , dla niepoznaki zwanych "specjalistami" był to znacznie większy problem niż jakakolwiek zmiana w edukacji: zmiana wieku rozpoczęcia szkoły czy drastyczne zmiany w programie liceum.
                                                  • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 05.05.15, 09:04
                                                    >Moje dzieci ida do szkoly od 4 roku zycia. Co prawda nazywaja to >przedszkolem, tyle ze tam ich ucza czytac i pisac,

                                                    zupełnie jak w polskim przedszkolu więc może to tylko kwestia nazwy

                                                    >Co do podrecznika. Nie mam pojecia o co chodzi z uwagami. >Mojemu 3 latkowi bardzo sie podoba.

                                                    wnioski: twój 3latek jako wyrocznia w kwestiach edukacji. przyznam że uczenie 3latka czytania na jakichkolwiek pakietach, boksach i podręcznikach wydaje sie być lekką porażką
                                                  • srubokretka Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 05.05.15, 11:39
                                                    > wnioski: twój 3latek jako wyrocznia w kwestiach edukacji. przyznam że uczenie 3
                                                    > latka czytania na jakichkolwiek pakietach, boksach i podręcznikach wydaje sie b

                                                    Nie ograniczalam sie do zadnych boksow itd. Ja nie mam myslenia ukierunkowanego. Nie jestem nauczycielem. Bywalo mi wiec czasami trudno z tego powodu, ale .... chciec , to moc. Trzeba przede wszystkim zaczac od znalezienia tego " chciec". Magia wszystkich sukcesow.
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 12:55
                                                    jakw napisała:

                                                    > Jak pamiętam to reforma była robiona aż tak na chybcika, że do szkoły trafiłyby
                                                    > 6-latki bez żadnego przedszkola.

                                                    nie, dziecko musiało być po przedszkolu, nie musiało mieć zaświadczenia z PPP. Wiem, bo wysyłałam córkę w I roku reformy
                                                  • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 06:33
                                                    Akurat nie byłabym taka pewna, że ta reforma byłaby przygotowana solidniej niż inne. 😄
                                                    Ponieważ starsza - tegoroczna maturzystka - od 6 lat idzie jako pierwszy rocznik reformy, wiem jsk w praktyce to wygląda. A to brakuje podręczników (bo się nie zdążyły wydrukować po recenzjach i zatwierdzeniach) , a to nikt nie wie, jak ma wyglądać egzamin gimnazjalny albo matura. Jakieś zmiany w procedurze ustnej matury (przynajmniej dla nauczycieli) wprowadzano w kwietniu, ze 2 tygodnie temu.
                                                  • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 10:58
                                                    I jeszcze dwa przykłady przygotowywania reform:
                                                    1. 6 lat temu, kiedy starsza zaczynała gimnazjum, w życie weszła reforma dotycząca wf - uczniowie mieli sobie wybierać zajęcia z wf . Owszem, starsza mogła to robić, młodsza już nie (bo to za dużo kłopotu i nie ma pieniędzy) . 3 lata temu weszła też w życie reforma głosząca, że uczniowie mogą sobie wybierać w liceach dowolne rozszerzenia - w tej chwili coś takiego w Warszawie proponują pojedyńcze szkoły, kilka proponuje wybór trzeciego przedmiotu (jeśli znajdzie się wystarczająca liczba chętnych, czasem pula przedmiotów jest ograniczona) - ale jest to kolejny przykład tego, że założenia reformy sobie, a życie sobie.
                                                  • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 09:26
                                                    Raczej poznawały litery, a nie uczyły się czytać. Jeśli ktoś nie nauczył się sam z siebie albo nie nauczyła go mama to ta nauka w niczym mu chyba nie pomagała.
                                                  • srubokretka Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 12:43
                                                    jakw napisała:
                                                    > Raczej poznawały litery, a nie uczyły się czytać.

                                                    Rodzice mnie nie uczyli wcale , tylko pami w zerowce przedszkolnej (rocznik:koniec lat 70). Do dzis pamietam czytanke : tata rak, mama rak, a tam mamy tatarak.... ( Moje dzieci tez z tego elementarza korzytaly.) Przerobiony mielismy caly ten elementarz w wieku 6 lat (ja w 5 r z , bo poszlo mi sie wczesniej)
                                                    Pamietam, ze dzieci z zerowki szkolnej w 1 kl jeszcze lepiej czytaly.
                                                  • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 13:13
                                                    Moje córki - 2 połowa lat 90 tych ub wieku, specjalnie dużo tego czytania nie miały. Pamiętaj też , że wtedy zerówka nie była obowiązkowa i mogło się trafić dziecko całkowicie nieczytające. Część dzieci była czytająca, część nie, zależało od przedszkola czy zerówki szkolnej.
                                                    A nauczyciele zawsze znajdą jakiś powód do narzekania, mniej lub bardziej zasadny.
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 13:36
                                                    morekac napisała:

                                                    > Moje córki - 2 połowa lat 90 tych ub wieku, specjalnie dużo tego czytania nie m
                                                    > iały. Pamiętaj też , że wtedy zerówka nie była obowiązkowa i mogło się trafić d
                                                    > ziecko całkowicie nieczytająca

                                                    specjalnie dużo może nie ale prawie codziennie zajęcia z literek były smile Mogłaś nie wiedzieć bo i skad? Reforma miała wprowadzic zmiane że literki i czytanie połączone z pisaniem miało sie rozpoczac w klasie I, gdzie miały trafić sześciolatki. a jak się stało to wszyscy się przekonali.
                                                  • iwoniaw Dokładnie, książka "mam 6 lat" 02.05.15, 13:28
                                                    https://zestarejskrzyni.blox.pl/resource/DSC_0738.JPG

                                                    Czytanki były jak najbardziej w dawnych zerówkach, nie wiem skąd pomysł, że to teraz się takie pomysły pojawiły:

                                                    https://zestarejskrzyni.blox.pl/resource/DSC_0752.JPG
                                                    https://mojeksiazeczki2.blox.pl/resource/Mam6lat008.jpg
                                                  • jakw Re: Dokładnie, książka "mam 6 lat" 03.05.15, 00:49
                                                    Moja starsza takich czytanek nie miała. Czyżby w czasach przed reformą też był bajzel i wolna amerykanka? wink
                                                  • mama303 Re: Dokładnie, książka "mam 6 lat" 03.05.15, 12:59
                                                    jakw napisała:

                                                    > Moja starsza takich czytanek nie miała. Czyżby w czasach przed reformą też był
                                                    > bajzel i wolna amerykanka? wink

                                                    czytanka nie była obowiązkowa, ale obowiązkowe było zapoznanie dzieci z literami i próby czytania. Wiele zerówek wprowadzało także pisanie, chociaż to akurat było trochę na wyrost.
                                                  • iwoniaw Re: Dokładnie, książka "mam 6 lat" 04.05.15, 11:26
                                                    No, moje dzieci też tych nie miały - miałam je JA, ponad 30 (!) lat temu, w zerówce. Książka ta była używana w przedszkolach w najstarszej grupie i w zerówkach szkolnych, w I klasie wprowadzano pisanie i powtórkę liter na bazie wspomnianego w wątku podręcznika "Litery" Przyłubskich. Piszę tu o latach 80. XX w.

                                                    Natomiast na początku XXI w., gdy sześciolatki były w obowiązkowej już dla wszystkich "zerówce" (szkolnej lub przedszkolnej), używały np. takich książek
                                                    https://img.nowaera.pl/components/com_virtuemart/shop_image/product/szer_280px/011121.jpg
                                                    (tę akurat miało moje dziecko, ale były też innych wydawnictw) Jak najbardziej były w nich czytanki! Krótkie i proste oczywiście, na miarę dziecka, które zaczyna czytać, ale BYŁY. Nie wiem, co to za mit, że był "zakaz uczenia liter", książka powyżej (jak i wiele innych tytułów dla przedszkoli) miało normalną akceptację MEN jako podręczniki/książki pomocnicze dla danych grup wiekowych.
                                                  • ivaz Re: Dokładnie, książka "mam 6 lat" 05.05.15, 09:29
                                                    "Mam 6 lat" to moja książka z zerówki, jestem rocznik 74
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 13:30
                                                    srubokretka napisał:

                                                    > Pamietam, ze dzieci z zerowki szkolnej w 1 kl jeszcze lepiej czytaly.

                                                    ależ oczywiście, mama moja rodzona uczyła w zerówkach wiec wiem jakie były zalecenia. Panie zdaje się już pozapominały.
                                                    a potem nastąpiła wolna amerykanka, jedne zerówki nie tykały liter, inne uczyły trochę a inne całkiem na poważnie /bo np. było tam sporo sześciolatków/.
                                                  • srubokretka Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 14:05
                                                    > a potem nastąpiła wolna amerykanka, jedne zerówki nie tykały liter, inne uczyły
                                                    > trochę a inne całkiem na poważnie /bo np. było tam sporo sześciolatków/.

                                                    I ciagnie sie do dzis przez te cholerne odraczania. Przez to spoleczenstwo tylko bardziej dzieli. Do tego doszlo, ze dzieci ktore teraz czytaja wczesniej (gdzie w moim pokoleniu to byla norma) wyzywane sa od geniuszy. A matki lataja jak ze sraczka zeby ze swoich dzieci chorych psychicznie zrobic.
                                                    Jaja pani i to strusie.
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 14:20
                                                    srubokretka napisał:

                                                    > I ciagnie sie do dzis przez te cholerne odraczania. Przez to spoleczenstwo tylk
                                                    > o bardziej dzieli. Do tego doszlo, ze dzieci ktore teraz czytaja wczesniej (gdz
                                                    > ie w moim pokoleniu to byla norma) wyzywane sa od geniuszy.

                                                    zgadza się a jeszcze co niektórzy gierki polityczne na tej reformie robią bo ratuja te biedne nierozgarniete maluszki. im szybciej sciagna wszystkie 6 latki do szkół i ujednolica nauczanie 5 latków w zerówkach tym lepiej dla wszystkich.
                                                  • srubokretka Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 14:35
                                                    > zgadza się a jeszcze co niektórzy gierki polityczne na tej reformie robią bo ra
                                                    > tuja te biedne nierozgarniete maluszki

                                                    To chyba te mlodsze mamusie nie widza, ze te "ratowacze" to nic innego , jak konie trojanskie dla Polski.
                                                  • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 00:47

                                                    >
                                                    > I ciagnie sie do dzis przez te cholerne odraczania. Przez to spoleczenstwo tylk
                                                    > o bardziej dzieli.
                                                    Myślę, że źle diagnozujesz przyczyny podziałów.

                                                    >Do tego doszlo, ze dzieci ktore teraz czytaja wczesniej (gdz
                                                    > ie w moim pokoleniu to byla norma) wyzywane sa od geniuszy.
                                                    Kiedy czytanie w wieku 6 lat był normą? Bo jak pamiętam w mojej I klasie zdecydowana większość dzieci idąc do szkoły nie czytała, w klasie mojej starszej córki z tym czytaniem też było tak sobie mimo obowiązkowych zerówek. Oba przypadki dotyczą 7-latków.
                                                  • srubokretka Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 01:34
                                                    > Kiedy czytanie w wieku 6 lat był normą? Bo jak pamiętam w mojej I klasie zdecyd

                                                    Juz pisalam, dla rocznikow z konca lat 70 napewno. Zapytalam sie znajomego ( rocznik 59) i jego tez uczyli podstaw czytania w zerowce. Ja z Polski polnocno-wschodniej, on z poludniowej.
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 13:15
                                                    srubokretka napisał:

                                                    > Juz pisalam, dla rocznikow z konca lat 70 napewno. Zapytalam sie znajomego ( ro
                                                    > cznik 59) i jego tez uczyli podstaw czytania w zerowce. Ja z Polski polnocno-ws
                                                    > chodniej, on z poludniowej.

                                                    oczywiście że było, jak pisałam moja mama uczyła w zerówce dzieci czytać, taki był program!
                                                  • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 06:24
                                                    >Kiedy czytanie w wieku 6 lat był normą?

                                                    To chyba takie urban legend, tworzone przez nauczycielki, które najchętniej zwaliłyby to uczenie czytania na kogoś innego. Dlatego część z nich nieodmiennie od lat staje przed rodzicami i mówi z ciężkim westchnieniem "Proszę państwa, pańskie dzieci nie umieją czytać. Nigdy nie miałam tak słabej klasy."😜
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 13:22
                                                    morekac napisała:

                                                    > To chyba takie urban legend, tworzone przez nauczycielki, które najchętniej zwa
                                                    > liłyby to uczenie czytania na kogoś innego.

                                                    żaden urban legend. Powtarzam: inaczej jest uczyć dzieci, które juz literki poznały /z lepszym lub gorszym efektem ale jednak poznały/ a inaczej dzieci, które widza litere pierwszy raz. Poprostu jest to inna bajka. Nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej stanęli przed całkiem nowym zdaniem ale pamietajmy że tez nie wszyscy. Wielu z nich do tej pory ma dzieci uczone w zerówkach po staremu smile
                                                  • srubokretka Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 13:35
                                                    > czesnoszkolnej stanęli przed całkiem nowym zdaniem ale pamietajmy że tez nie ws
                                                    > zyscy. Wielu z nich do tej pory ma dzieci uczone w zerówkach po staremu smile

                                                    Wez tez pod uwage technologie , ktora wladaja juz przedszkolaki. Zabawki do nauki literek niemowlakow schodza jak woda. Na forach rocznikowych mamuski w ciazy juz maty edukacyjne juz kupuja.
                                                    A za pare lat lataja do ppp po odroczenia. Wez mi to prosze wytlumacz, bo chyba nie trybi mi cos w czerepie.

                                                    Prosze bardzo forum.gazeta.pl/forumSearch.do?&author=&forumId=566&query=litery&title=
                                                    2000 wpisow tylko na temat liter TYLKO na malym dziecku i edziecku
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 13:40
                                                    srubokretka napisał:


                                                    > A za pare lat lataja do ppp po odroczenia. Wez mi to prosze wytlumacz, bo chyb
                                                    > a nie trybi mi cos w czerepie.

                                                    tez tego nie pojmuję. Jestem pewna że jakby tak zabronić wysyłanie dzieci w wieku 6 lat do szkół to mamuśki latałyby do poradni po świstek całkiem odwrotny że ich dziecko może i nadaje się do nauki w szkole wink
                                                  • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 15:05
                                                    mama303 napisała:
                                                    > tez tego nie pojmuję. Jestem pewna że jakby tak zabronić wysyłanie dzieci w wie
                                                    > ku 6 lat do szkół to mamuśki latałyby do poradni po świstek całkiem odwrotny że
                                                    > ich dziecko może i nadaje się do nauki w szkole wink

                                                    A ja tak z ciekawości spytam:Czy wiadomo,ile dzieci poszło do szkoły jako sześciolatki,gdy jeszcze nie było takiego obowiązku ? Mi nie wydaje się,aby to była jakaś ogromna grupa tych dzieci,w swojej okolicy na przestrzeni kilku lat,to może z 10 dzieci i to jeszcze po testach w Poradni PP.
                                                  • agni71 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 04.05.15, 10:52
                                                    >A ja tak z ciekawości spytam:Czy wiadomo,ile dzieci poszło do >szkoły jako sześciolatki,gdy jeszcze nie było takiego >obowiązku ? Mi nie wydaje się,aby to była jakaś ogromna >grupa tych dzieci,w swojej okolicy na przestrzeni kilku lat,to >może z 10 dzieci i to jeszcze po testach w Poradni PP.

                                                    olga, u mnie co roku (poza pierwszym rokiem funkcjonowania reformy) są pełne dwie pierwsze klasy dzieci sześćioletnich.
                                                  • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 04.05.15, 11:03
                                                    A W latach 90-tych XX w. i na początku obecnego ? (może nie sprecyzowałam dokładnie,ale chodzi mi o lata znacznie wcześniejsze,niż ostatnie przed reformą).
                                                  • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 05.05.15, 09:07
                                                    nie rozumiem czemu cię to tak boli że ludzie chcą mieć wybór? zawsze będą dzieci które niezależnie od formalnej edukacji szybciej złapią czytanie i takie które wolniej
                                                    czemu ci to tak przeszkadza tym bardziej ze wsnioskując z twoich postów miszkasz poza Polską
                                                  • srubokretka Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 05.05.15, 11:32
                                                    Wybor ma kazdy od urodzenia. To jest w pakiecie.


                                                    zawsze będą dziec
                                                    > i które niezależnie od formalnej edukacji szybciej złapią czytanie i takie któr
                                                    > e wolniej

                                                    Ktos tu twierdzi inaczej?
                                                  • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 05.05.15, 13:19
                                                    annubis74 napisała:

                                                    > nie rozumiem czemu cię to tak boli że ludzie chcą mieć wybór? zawsze będą dziec
                                                    > i które niezależnie od formalnej edukacji szybciej złapią czytanie i takie któr
                                                    > e wolniej
                                                    > czemu ci to tak przeszkadza tym bardziej ze wsnioskując z twoich postów miszkas
                                                    > z poza Polską

                                                    Ten wpis powyżej,to do mnie ?
                                                  • annubis74 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 10.05.15, 17:34
                                                    nie - do srubokretki
                                                  • arwena_11 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 09:15
                                                    zerówkę w przedszkolu skończyłam w czerwcu 82r. Nie czytaliśmy. Czytania uczono w 1 klasie z elementarza Falskiego
                                                  • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 15:10
                                                    arwena_11 napisała:

                                                    > zerówkę w przedszkolu skończyłam w czerwcu 82r. Nie czytaliśmy. Czytania uczono
                                                    > w 1 klasie z elementarza Falskiego
                                                    Wtedy w I klasie SP podręcznikiem były "Litery" Przyłubskich,a nie Elementarz Falskiego. wink
                                                  • arwena_11 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 15:15
                                                    Ja się uczyłam z Falskiego. Chyba były dwa podręczniki. O istnieniu podręcznika "Litery" dowiedziałam się z forum. W życiu nie widziałam go na oczy
                                                  • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 15:20
                                                    arwena_11 napisała:

                                                    > Ja się uczyłam z Falskiego. Chyba były dwa podręczniki. O istnieniu podręcznika
                                                    > "Litery" dowiedziałam się z forum. W życiu nie widziałam go na oczy

                                                    To są "Litery" : allegro.pl/ewa-i-feliks-przylubscy-litery-nauka-czytania-1977-i5283245010.html
                                                    Ja się z takiej uczyłam.
                                                  • arwena_11 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 15:32
                                                    Ja na pewno z Falskiego. Jeszcze niedawno gdzieś się po piwnicy walałsmile
                                                  • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 15:55
                                                    arwena_11 napisała:

                                                    > Ja na pewno z Falskiego. Jeszcze niedawno gdzieś się po piwnicy walałsmile
                                                    A który :jeszcze "zielony" czy już "biały " ?
                                                    Tak odnośnie tych podręczników do gimnazjum i teraz od września do IV SP (też darmowe) - to ciekawa jestem ich jakości. Jak na razi,to dla młodszej córki,zostawię po starszej siostrze(obecnej czwartoklasistce). Szlag mnie trafia na te ich "kombinacje" przy podręcznikach. uncertain
                                                  • ivaz Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 05.05.15, 09:35
                                                    Ja zerówkę skończyłam w roku 80, po zerówce każde dziecko umiało czytać lepiej lub gorzej , ale czytało, mieliśmy podręcznik "Mam 6 lat" czytaliśmy czytanki, pisaliśmy w zeszytach w 3 linie, najpierw szlaczki później litery drukowane, w I klasie uczyliśmy się pisać liter "pisanych" i usprawnialiśmy czytanie.
                                                  • olga727 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 05.05.15, 13:21
                                                    ivaz napisała:

                                                    > Ja zerówkę skończyłam w roku 80, po zerówce każde dziecko umiało czytać lepiej
                                                    > lub gorzej , ale czytało, mieliśmy podręcznik "Mam 6 lat" czytaliśmy czytanki,
                                                    > pisaliśmy w zeszytach w 3 linie, najpierw szlaczki później litery drukowane, w
                                                    > I klasie uczyliśmy się pisać liter "pisanych" i usprawnialiśmy czytanie.

                                                    Spojrzałam na okładkę i coś mi "świta" w głowie,że chyba też miałam tą książeczkę. smile
                                                  • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 00:58
                                                    Pamiętaj tylko, że zerówka zaczęła być obowiązkowa od 1 września 2003. Czyli co z tego, że część dzieci przerabiała, skoro całkowicie zgodnie z prawem do I klasy mógł trafić ktoś, kto nie trzymał jeszcze w ręku i książki, i ołówka? Równocześnie do tej samej klasy mógł trafić ktoś biegle czytający. Rzeczywiście był wtedy mniejszy rozrzut umiejętności I-klasistów niż teraz? Nie wydaje mi się. Zresztą skuteczność nauki w tych zerówkach bywała dość dyskusyjna , o czym pisałam wyżej.
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 13:08
                                                    jakw napisała:

                                                    > Rzeczywiście był
                                                    > wtedy mniejszy rozrzut umiejętności I-klasistów niż teraz? Nie wydaje mi się.
                                                    > Zresztą skuteczność nauki w tych zerówkach bywała dość dyskusyjna , o czym pisa
                                                    > łam wyżej.

                                                    oczywiście że rozrzut był mniejszy bo był obowiązek uczenia dzieci w zerówce liter. Potem zaczęła sie wolna amerykanka w zerówkach. Do pierwszej klasy zaczęły trafiać dzieci bez jakiegokolwiek kontaktu z literkami razem z dziećmi które czytały płynnie.
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 02.05.15, 13:26
                                                    jakw napisała:

                                                    > Raczej poznawały litery, a nie uczyły się czytać.
                                                    no poznawały, a potem przestały poznawać bo to miało nastąpić w klasie I.
                                                  • jakw Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 01:07
                                                    mama303 napisała:

                                                    > jakw napisała:
                                                    >
                                                    > > Raczej poznawały litery, a nie uczyły się czytać.
                                                    > no poznawały, a potem przestały poznawać bo to miało nastąpić w klasie I.
                                                    No i następowało, tak jak następowało i przedtem. Moja starsza miała w I klasie też wprowadzane litery tak jak młodsza. Chyba żaden elementarz przed reformą nie zakładał, że ktokolwiek umie czytać. Pamiętam też, że jednym z argumentów MENu przy wprowadzniu reformu było:"Bo teraz w zerówkach nauka czytania wygląda bardzo różnie i do I klasy trafiają dzieci o bardzo różnych poziomach" wink
                                                    Czyli "bajzel" był, jest i prawdopodobnie będzie. Nie zwalałabym też winy za ten bajzel na Elbanowskich czy rodziców nie wysyłających 6-latków czy rodziców wysyłających 6-latków. Dlaczego rodzice mieliby ufać szkołom, skoro MEN nie jest w stanie zmusić nauczycieli (przedszkolnych i szkolnych) do przestrzegania swoich własnych wytycznych?
                                                  • mama303 Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 03.05.15, 13:12
                                                    jakw napisała:

                                                    > No i następowało, tak jak następowało i przedtem. Moja starsza miała w I klasie
                                                    > też wprowadzane litery tak jak młodsza. Chyba żaden elementarz przed reformą n
                                                    > ie zakładał, że ktokolwiek umie czytać.

                                                    ależ oczywiście że zakładała. Nawet po reformie były podręczniki zalecane dla dzieci, które już miały kontakt z literami. Inaczej się jednak uczy dzieci, który już poznały te literki i jest kwestia powtórzenia a inaczej te, które w ogóle nie widziały ich na oczy.
                            • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 21:46
                              an.16 napisała
                              ' I że
                              > mimo tego nie ślęczą nad niczym godzinami? Po prostu dlatego, że przyszły do s
                              > zkoły otwarte, chętne i nastawione pozytywnie, że w szkole będą się uczyc a nie
                              > rywalizować? No to wysil jeszcze wyobraźnię i wyobraż sobie 7 latki , od który
                              > ch sie wymaga bycia najlepszym i pierwszym.

                              Rodzic może mieć całkiem swobodne podejście do 'najlepszości' dziecka, wystarczy ,że nauczycielka nawstawia smutnych buziek (czy pał) . Czy myślisz, że dziecko ocenia się tylko oczami rodziców, a nie swoimi własnymi? Mało to wątków o nauczycielach stawiających pały pierwszakom, mało wątków o pierwszakach zniechęconych do tego czy tamtego uwagami typu 'postaraj się bardziej' (a dziecko stara się jak dziki osioł) . A dziecko, które ma nawet wspierającą nauczycielkę i rodziców nie wymagających cudów,
                              -------------------------------------------------------------
                              "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                              • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 22:01
                                Coś mi urwało .
                                A dziecko, które ma nawet wspierającą nauczycielkę i
                                rodziców nie wymagających cudów, też może dię zniechęcić, bo pewne rzeczy przychodzą mu z trudem i pomimo sporego nakładu pracy w niektórych dziedzinach osiąga dość marne wyniki.

                                -
                                -------------------------------------------------------------
                                "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                  • makurokurosek Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 30.04.15, 08:58
                    Nie, nie każdy ale niestety są rodzice dla których najistotniejszą sprawą jest udowodnienie genialności dziecka.
        • morekac Re: Pozwólcie, że subiektywnie posumuje to, co do 29.04.15, 10:38
          zjawa1 napisała:

          Sprawa pisania i,, mieszczenia się w liniaturze", to po osobistych doświadczeniach jak dla mnie ,,numer jeden"!!!
          Bo, jestem ciekawa jak duża ilość dzieci z grona oponentów w wieku lat 6-ciu musiała uczyć się pisać od nowa???? Dosłownie od nowa? Ile osób z Was miało dziecko, którego ręka była unieruchomiona od barku po nadgarstek, a więc trzy stawy,łacznie z palcami przez bite 3 miesiące, gdzie zanikły mięśnie całej tej kończyn???

          Sprawa niemieszczenia się w liniaturze i sprawa czytelnego pisma to kwestia głównie głowy, nie ręki. Jeśli twój syn umiał to robić wcześniej, to nie przestał tego umieć, chociaż bez wątpienia po długim unieruchomieniu ręki pisanie było męczące.
    • nena20 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 29.04.15, 23:50
      właśnie jestem w trakcie diagnozy o odroczenie mojego dziecka. Nie zgadzam się aby moje dziecko musiało chodzić do szkoły w wieku niecałych 6 lat, wolę aby czas spędzał na zabawie, wybieram takie rozwiązanie z pełną świadomością. Nie interesuje mnie aby nauczył się czytać jak najszybciej, nie wiem jak to ma niby wpłynąć na jego dalsze losy???
    • kotobala Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 30.04.15, 00:23
      Bo MOGĘ. I, w razie konieczności, zamierzam skorzystać.
    • srubokretka Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 30.04.15, 15:47
      zjawa1 napisała:
      > Będąc mamą dziecka, które poszło w wieku lat 6-ciu do klasy 1, naprawdę nie ro
      > zumiem tego zjawiska?

      Ciekawe co bys powiedziala, jakby twoje dziecko poszlo uczyc sie pisac, czytac, liczyc w wieku 4 lat? smile wyobrazasz sobie, co ja bym mogla tu nawypisywac? Moj syn w wieku 4 lat bedzie calowicie dwujezyczny ( lacznie z czytaniem i pisaniem). Corka "calkowicie" 2jezyczna od 5 r.z.
      Twoje przechwalki wzbudzaja usmiech na mojej twarzy smile jestem pewna, ze nie tylko na mojej.
      Pewnie chcialas zachecic rodzicow do nieodraczania, ale troche smile nie wyszlo.
      Moze bedzie dane ci zobaczyc kiedys kawalek swiata ( chociaz dzis wystarczy otworzyc odpowiednie okno w kompie) i zdystansowac sie. Kazda mama tak powinna, a zwlaszcza mama syna jedynego.
      • annubis74 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 05.05.15, 09:11
        ewidentnie masz problem srubokretka DUUUUUŻY PROBLEM
        • srubokretka Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 05.05.15, 11:26
          annubis74 napisała:

          > ewidentnie masz problem srubokretka DUUUUUŻY PROBLEM

          Z czym?
          Bo rzadowy poderecznik nam byl w stanie pomoc? Jakos tego nie postrzegam jako problemu.
          • annubis74 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 05.05.15, 17:54
            nie z podręcznikiem - z sobą
            jeśli mieszkasz w UK to może znasz wyrazenie "blow your own trumpet"... (niestety trudno mi znaleźć ładne polskie okreslenie) w tej kategorii niniejszym pobiłaś zjawę na głowę
            • srubokretka Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 05.05.15, 23:25
              I co ja mam ci odpisac? Moze to, ze gdybym chciala ja pobic na glowe, to napisalambym podobny, oddzielny watek pol roku temu. Juz wtedy pisalam co mysle o lamentach nad zmuszaniem 6latkow do czytania. A moze nic nie odpisac i dziecmi sie zajac? No. 2. Wiec pa pa smile
      • zjawa1 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 09.05.15, 00:24
        Myślę, że na chwilę obecną widziałam już,, więcej świata niż Ty"smile na dodatek nie musiałam wyemigrować, żyję i jestem cały czas w Polsce, opuszczam ten kraj średnio co ok 6 miesięcy na ok 2 tygodniesmile Syn sam czytał od 5 roku życia, wtedy absolutnie jednojęzycznysmile Teraz z własnej inicjatywy uczy się 2 języków i dobrze mu idzie, nie naciskam, bo nie musi na siłę, jest Polakiem, żyje w Polsce, najważniejsze że ma bardzo bogaty zasób słów, mówi wyrażnie, gramatycznie, poprawną polszczyzną, a zagranicą również potrafi się dogadać, czy to w języku Angielskim, czy hiszpańskim. W każdym razie podstawy zna.
        A co, do liczenia-syn zaczynał w wieku lat 2 i tak mu już zostałosmile
        • q_fla Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 09.05.15, 10:05
          Gratuluję.
          A teraz kubeł zimnej wody na głowę: w klasie mojej corki (obecnie trzecia klasa) jest jedyny sześciolatek. W pierwszej klasie skóra zdjeta z twojego syna, plasował się w scisłej czołówce klasy. W trzeciej ledwo zipie, test trzecioklasisty - 15 %, z języka polskiego - 16%.
          Matkę znam dobrze, dzisiaj mocno sobie pluje w brodę, że posłała wcześniej syna do szkoły.
          • mama303 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 09.05.15, 12:05
            q_fla napisała:


            > Matkę znam dobrze, dzisiaj mocno sobie pluje w brodę, że posłała wcześniej syna
            > do szkoły.

            jestem pewna że to nie jest przyczyna problemów w szkole dziecka. Niby co ma do rzeczy jego wiek w III klasie?
          • hemp_plant Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 10.05.15, 09:47
            qflo.
            w szkole moje corki były 4 klasy I: 2 6 latków i 2 7 latków.
            Koniec klasy III- 6 latki w teście absolutnie pobiły 7 latków. Teraz są w IV klasie i sa jak zwykli czwartoklasici- mam porownainie bo niedawno było moj syn, ktory zaczal jako 7 latek. te same problemy. btw- program uproszczony, wiele rzeczy ktore synrobił w III klasie, ona dopiero robi. ma się ok, srednia powyazej 5- czoc mogloby byc lepiej wink
            • betty842 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 10.05.15, 12:49
              " hemp_plant 10.05.15, 09:47
              qflo.
              w szkole moje corki były 4 klasy I: 2 6 latków i 2 7 latków.
              Koniec klasy III- 6 latki w teście absolutnie pobiły 7 latków. "

              A wiesz co porównujesz? Dwie klasy ZDOLNYCH 6-latków i dwie klasy 7-latków w której są dzieci słabe,przeciętne i zdolne. Te 4 lata temu to do szkoły szły ZDOLNE 6-latki wiec dlatego klasy 6-latków wypadły lepiej niż klasy 7-latków.Proste i logiczne. Od tego roku do szkoły pójdą WSZYSTKIE 6-latki -te zdolne i te słabe więc dopiero teraz można będzie je porównywać z klasami 7-latków.
              • mama303 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 10.05.15, 13:23
                betty842 napisała:

                > órej są dzieci słabe,przeciętne i zdolne. Te 4 lata temu to do szkoły szły ZDOL
                > NE 6-latki wiec dlatego klasy 6-latków wypadły lepiej niż klasy 7-latków.

                moja tam szczególnie zdolna nie jest i w klasie I miała pod górkę ale potem się wszystko wyrównało. Teraz kończy szóstą, jest całkiem nieźle.
                • betty842 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 10.05.15, 18:22
                  " mama303 10.05.15, 13:23
                  betty842 napisała:

                  > órej są dzieci słabe,przeciętne i zdolne. Te 4 lata temu to do szkoły szły ZDOL
                  > NE 6-latki wiec dlatego klasy 6-latków wypadły lepiej niż klasy 7-latków.

                  moja tam szczególnie zdolna nie jest i w klasie I miała pod górkę"

                  Szczególnie zdolna nie jest ale trochę jednak musiała być skoro zdecydowałaś się na posłanie 6-latki do szkoły.Gdyby była "słaba" to byś jej nie posłała jesli nie byłoby takiego przymusu,prawda? A teraz do szkoły pójdą wszystkie 6-latki-i te słabe i przeciętne i zdolne.Więc jakby nie było te parę lat temu do szkoły szły 6-latki zdolne-te szczególnie zdolne i trochę mniej zdolne ale jednak ZDOLNE.
                  • mama303 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 12.05.15, 22:32
                    betty842 napisała:

                    > Szczególnie zdolna nie jest ale trochę jednak musiała być skoro zdecydowałaś si
                    > ę na posłanie 6-latki do szkoły.Gdyby była "słaba" to byś jej nie posłała jesli
                    > nie byłoby takiego przymusu,prawda?

                    jak to słaba? co rozumiesz pod pojęciem słaba? owszem gdyby była opóźniona, miała problemy z mową czy była wycofana w kontaktach z innymi to bym jej nie wysyłała. Była przeciętnym sześciolatkiem.
            • jakw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 10.05.15, 12:58
              hemp_plant napisał(a):

              > qflo.
              > w szkole moje corki były 4 klasy I: 2 6 latków i 2 7 latków.
              4-5 lat temu do I klasy szły 6-latki bardziej ogarnięte niż przeciętne. Siłą rzeczy nie było potem ich wśród 6-latków. Prawdopodobnie porównujesz zdolniejszą część "6-latków" z "7-latkami" bez tej zdolniejszej części. Jest to porównanie niereprezentatywne dla obecnej i przyszłej populacji I-klasistów.
              • mama303 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 10.05.15, 13:27
                jakw napisała:

                > > w szkole moje corki były 4 klasy I: 2 6 latków i 2 7 latków.
                > 4-5 lat temu do I klasy szły 6-latki bardziej ogarnięte niż przeciętne. Siłą rz
                > eczy nie było potem ich wśród 6-latków.

                zgodnie z teoria qfli powinny sobie one przestać radzić wink
                >
          • zjawa1 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 12.05.15, 22:15
            Raczej ,,skóra nie zdarta z mojego syna", Bo nie rodzinasmile... Natomiast w mojej rodzinie w od roku ok 1950 dzieci albo poszły do szkoły w wieku lat 7-dmiu i zostaly przesunięte do klasy o jeden wyżej, albo od początku tak właśnie zaczynali edukację, jako 6-latki, więc pozwól, że pójdę tropem rodzinnymsmile Mimo wszystko zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby syn zaczynałby edukację szkolną teraz, we wrześniu2015 uznawany byłby za wybitnego geniusza na tle dzieci pozostałych. Trudno, nie o to chodziło, chodziło o to, aby nie umierał z nudów i mógł się rozwijać, i tak sobie myślę, że skoro teraz na tle pozostałych klas pierwszych, w tym o rok przeszło starszych od siebie dzieci jest też najlepszy albo równie dobry jak najlepsi, to raczej problemów mieć nie będziesmile Emocjonalnie tak samo, świetnie nawiązał relacje z kolegami z klasy jednak głównie bawi się z tymi najstarszymi.
            • magkul99 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 13.05.15, 10:21
              Dobra Zjawa masz swoje 5 minut. Ciesz się "genialnością" swojego syna i koniecznie postaraj się jeszcze przynajmniej o dwóch/dwoje genialnych dzieci -to może coś w tej "głupiej " zacofanej Polsce się zmieni. Tylko pamiętaj o korzeniach! To mateczka Polska kształci twojego genialnego syna, więc nie pozwól mu później wyemigrować i w Anglii na zmywaku biedny żeby nie zasuwał celem dokształcenia języka obcego. To tyle gorzkiej refleksji na temat odraczania 6- latkow.
              Ja mimo wszystko wolę moje przeciętne dzieci ale posiadające osobowość i charyzmę oraz mam nadzieję wpajany im system wartości niż dziecko ( poźniej nieradzący sobie z emocjami nastolatek) przekonane o swojej nieomylności i genialności. Teraz się ciesz, bo jestem dziwnie pewna, że za parę lat nie będziesz już tak zarozumiała. Może dorośniesz.......
              • hemp_plant Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 13.05.15, 15:43
                "Teraz się ciesz, bo jestem dziwnie pewna, że za parę lat nie będziesz już tak zarozumiała. Może dorośniesz......"
                no co ty, wtedy nik zmieni big_grin
                ale śmieszne jest- ale to taki brak doświadczenia big_grin, taka po ptostu głupota.
        • hemp_plant Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 10.05.15, 09:48
          zjawa, ty chora z kompleksów jestes uncertain
          • zjawa1 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 12.05.15, 22:01
            Tak, jestem ,,chora z kompleksów"... jestem szpetna, głupia, mam średnią krajową, nic nie widziałam, i analogicznie mam dziecko-bóg da na poziomie przeciętnej- nie grzeszące inteligencją w dodatku i wizualnie nie ciekawesad Takie opinie jak Twoja jeszcze bardziej mnie dołują, popadam w skarjną depresję... Dobrze, że jest to forum, a zawłaszcza takie osoby jak ty, bo wiem ,,na czym stoję", choć straszna jest moja niedola, może dam sobie radęsmile
    • mum2004 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 09.05.15, 20:03
      Porozmawiamy jak dostanie się do wymarzonego gimnazjum i z sukcesem je skończy.
      • jakw Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 09.05.15, 22:56
        mum2004 napisała:

        > Porozmawiamy jak dostanie się do wymarzonego gimnazjum i z sukcesem je skończy.
        To może lepiej od razu rozmawiać przy maturze wink.
        • mum2004 Re: Dlaczego rodzice odraczają swoje 6-latki? 10.05.15, 08:47
          Dokładnie. Ocenianie po pierwszej klasie czy pomysł odroczenia/nieodroczenia był dobry jest zdecydowanie przedwczesne. Tym bardziej ze w 'konkurencji' są wyższe roczniki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka