Będąc mamą dziecka, które poszło w wieku lat 6-ciu do klasy 1, naprawdę nie rozumiem tego zjawiska?
Jednocześnie przyznaję, że na początku też miałam pewne obawy. Analizując je pod pryzmatem czasu dochodzę do wniosku, że były one wynikiem raczej tego, że to ja ,,nie dorosłam emocjonalnie" do tego, aby przejść kolejny etap w życiu mojego dziecka, a wiec w tym wypadku posłania go do szkoły.
Tym czasem- w chwili obecnej- nie wyobrażam sobie mojego dziecka które rozpoczynałoby edukację szkolną dopiero w tym roku!
Syn, przez ostanie ok. 1,5 roku w przedszkolu praktycznie nie rozwijał się wcale. Nie widziałam żadnych postępów, a wręcz przeciwnie jakby uwsteczniał się. Miła nawet taki epizod, w którym zaczął niepoprawnie mówić, z czym wcześniej nie miał problemów.
Przedszkole to, było: przeciętne, klasyczne typowe dla przedszkoli w naszym kraju.
Syn niebawem skończy klasę pierwszą, a oto moje obserwacje z tym związane:
-Na początku, przez pierwsze 2,3 miesiące faktycznie wydawał się być jakby zagubiony w nowych realiach, które zaczęły go otaczać. Mam tutaj na myśli odrabiane zadań, relacje z nowymi kolegami, nowym miejscem itp. Nawet my, rodzice mieliśmy problem z adaptacją do nowych warunków

Myślę, że w momencie kiedy sama zdołałam opanować ,,nowy system" wtedy mogłam pomóc własnemu dziecku.
-Potem pojawiła się u dziecka radość i odnajdywanie zalet w ,,chodzeniu do szkoły"
-Syn co jakiś czas zaczynał podkreślać, że ,, bardziej podoba mu się w szkole niż w przedszkolu"
-Ja zauważyłam że nareszcie moje dziecko robi postępy, uczy się nowych rzeczy, które Go fascynują. Co ciekawe, przy pomocy szkoły syn odkrył ,, w sobie" możliwości dotychczas nie znane nawet nam. Ku mojemu zaskoczeniu i pierwszy raz

sam zaczął zgłaszać się do występów i konkursów międzyszkolnych.
Parę dni temu, pierwszy raz w życiu widziałam swoje dziecko występujące przed całą szkołą, w dodatku bez żadnej tremy, z wielką radością. Nawet zaczął śpiewać

i ćwiczyć tę umiejętność... Zawsze myślałam, że w dziedzinie aktorsko-wokalnej nic z niego nie będzie, a tu takie dla wszystkich zaskoczenie.
-Nauka: Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że nigdy wcześniej w tak krótkim czasie nie widziałam tak dużych postępów. W tej chwili syn czyta biegle całymi wyrazami, ogromny rozwój w dziedzinie matematyki. Ja nie przypominam sobie, żeby tak fenomenalnie liczyła w jego wieku.
Jednym słowem, syn nareszcie zaczął się rozwijać. Czasami spotykamy dzieci z przedszkola, odroczone-przepaść w wiedzy nie do opisania.
Dlaczego o tym piszę, a no dlatego, że gdyby te dzieci poszły do szkoły jak mój syn różnica byłaby przynajmniej o połowę mniejsza bez względu na umiejętności początkowe.
Dlatego nie rozumiem wstrzymywania 6 latków, bo widzę, że moje dziecko jest teraz znacznie szczęśliwsze, mądrzejsze niż w okresie ostatniego roku w przedszkolu. Nareszcie może wykazać się swoimi umiejętnościami, często ukrytymi, które dzięki szkole ujrzały światło dzienne.
Nareszcie czuje się doceniony, wyróżniony kiedy trzeba, ewentualnie krytykowany kiedy zrobi coś złego.
Szkoła nie jest ,,złem" a może być ,,dobrodziejstwem". Nie ,,zabiera dzieciństwa" może je jeszcze dodatkowo stymulować i odpowiednio ukierunkować. Pamiętajcie, że jeśli dziecko słyszy w domu, że powinno być odroczone itp. to i za rok, po odroczeniu automatycznie szkoła będzie mu się kojarzyć w przyszłości z nieprzyjemnym obowiązkiem, z którego nie czerpie się żadnej radości, a to nie jest prawdą.