Dodaj do ulubionych

zasady i egzekwowanie

22.05.15, 23:01
Czy macie w domu ustalone z dziecmi zasady i konsekwencje? Spisane czy ustne? Czy naprawde przestrzegacie tuch zasad i wyciagacie konsekwencje?

Jakie konsekwencje ustalic jak np. Dziecko po kilku prosbach wstaje rano z lozka. A sumie bardziej przeszkadzaja mi jego jeki typu nie chce mo sie, jestem spacy, niebide do szkoly, nie wstaje, zimno mi itd.

Czy wasze dzieciaki z checia i bez gadania wstaja?
Obserwuj wątek
    • blaszany_dzwoneczek Re: zasady i egzekwowanie 22.05.15, 23:45
      Pierwszych kilku próśb to moje dziecko w ogóle nie słyszy, bo śpi. Bym się cieszyła gdyby po kilku prośbach sama wstawała, bo żeby skutecznie dobudzić to o wiele więcej zachodu trzeba.
      A z chęcią rano to i ja nie wstaję, i nieraz budzik musi mnie prosić o to kilka razy, a jak go bezczelnie olewam i jęczę sobie w duchu: nie wstaję jeszcze, jeszcze chwilę, zimno mi, jestem śpiąca, nie chce mi się...
    • e-kasia27 Re: zasady i egzekwowanie 23.05.15, 01:21
      Nie, nie mamy żadnych zasad, ani konsekwencji, ani ustnych ani spisanych, więc niczego nie wyciągamy.
      Jęczeć zawsze można, nawet można czasem w ogóle nie wstać, i nie iść do szkoły, bo tak, ale jak coś trzeba i nie ma innego wyjścia, to trzeba.
      Generalnie nie ma z tym problemu.
      • truscaveczka Re: zasady i egzekwowanie 23.05.15, 09:35
        Cicho, zaraz ci się dostanie za wychowanie bezstresowe wink
        U nas jest identycznie, dom funkcjonuje normalnie, dzieci "grzeczne" (nie znoszę tego określenia) wink
      • asia_i_p Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 22:07
        Nie wierzę w brak zasad. Wierzę, że nigdy nie doszło do sytuacji, kiedy zostały sformułowane wprost, ale jakieś z pewnością są.
    • berdebul Re: zasady i egzekwowanie 23.05.15, 09:04
      Nno wiesz, gdybyśmy mieli rano wyskakiwać z łóżek, to powinniśmy spać w tosterach, wink Nienawidzę poranków, wyrwanie mnie z łóżka graniczy z cudem. Nie wiem, jak przeżyłam szkołę. Na zerówkę w liceum nie chodziłam na 100%. Nie każdy jest królem poranka. Niech jęczy byle wstał, więc moze ustawiaj budzik w pokoju, ale dalej od łóżka, żeby wyłączyć wyjącego dziada trzeba będzie wstać.
    • biba23 Re: zasady i egzekwowanie 23.05.15, 09:20
      Syn rano wyskakuje z łóżka zazwyczaj otwiera oczy a za chwilę stoi obok łózka i buzia mu się nie zamyka
      córka około 30-50 minut potrzebuje na rozbudzenie i wstaje ale też siada na łóżko pomyśli chwilę itd a jak ma mniej czasu to też marudzi, mina nabzdyczona jak by była na cały świat obrażona
      budzik ma nastawiony 50 minut wcześniej o dziwo woli budzik niż jak ktoś ją budzi nawet miło delikatnie i powoli się rozbudza sama i wtedy jest ok
    • silje78 Re: zasady i egzekwowanie 23.05.15, 11:51
      Bez checi i bez gadania bo jest zbyt nasopuszona zeby gadac tongue_out. Ja tez nie wstaje ze spiewem na ustach. Budze ja i czekam w pokojuaz wstanie, ewentualnue "pomagam" sie podniesc. Tez slucham, ze zimno, nienawidze wstawania, szkoly, mycia zebow, ubierania itd big_grin. Na ogol po kilku minutach corka zapomina, ze jeszcze chwile wczesniej narzekala. Od ok tygodnia budzi sie przede mna, czyli grubo przed 6, co nie przeszkadza jej narzekac podczas wstawania o 6 big_grin.
      Nie ma opcji nie ide do szkoly bo mi sie nie chce. Dla mnie to jest niezrozozumiale.
      Inne zasady sa, egzekwowane przes upierdliwe napominanie. Konsekwencje same zaczely sie wyciagac wink.
    • ola33333 Re: zasady i egzekwowanie 23.05.15, 20:59
      no staram sie, zeby nasze zycie codzienne bylo dobrze zorganizowane, ale bez spinania sie, bo mi sie tez zdarza nie zrobic tego co zaplanowalam; czasem nawet z czystego lenistwa.
      Tym nie mniej staram sie sprezac w miare i tego tez wymagam od dziecka. Jak dziecko sie nie stosuje, to ryzykuje zrzedzenie z mojej strony.
      • ola33333 Re: zasady i egzekwowanie 23.05.15, 21:01
        jesli chodzi o ranki, to niestety musze poganiac i zrzedzic, bo inaczej dziecko by sie nie wyrobilo do szkoly. Moze kiedys uda sie corce wczesniej wstawac...
        • mysz1978 Re: zasady i egzekwowanie 23.05.15, 22:00
          roznie to jest z porankami - czasem mowie kilka razy, ale staram sie zachowac spokoj - przynajmnie na pocatku big_grin Potem im blizej do wyjscia, tym bardziej nerwowo - jak nie z osmiolatkiem, to z pieciolatkiem...
          Generalnie to zasady w domu mamy ale dotycza innych dziedzin zycia niz wyzbierania sie rano.
    • osmf Re: zasady i egzekwowanie 23.05.15, 22:54
      Szanowna Pani,

      Nie oszukujmy się. Sytuacja porannego wstawania jest trudna dla nas wszystkich i z pewnością nie należy spodziewać się, że dziecko bez szemrania będzie zrywać się na równe nogi, gotowe do działania. Komu z nas, nie zdarza się czasami wyłączenie budzika i zmiana boku na którym leży? smile Trudno też karać dziecko za wyrażanie przez niego własnego zdania, a trudno nie sądzić, że lamentując z rana, jest szczere. Tutaj proponowałbym raczej spokojną rozmowę z dzieckiem - że tak wygląda życie coraz starszego człowieka, że syn/córka rośnie, więc ma więcej obowiązków, które są bardzo ważne i z których musi się wywiązywać. A aby to zrobić, musi wstawać rano. Myślę, że dziecko to zrozumie, może nawet nie bez satysfakcji z tego, że jest coraz starsze i "dorosłe". Więc ten temat, pozostawiłbym raczej bez kar czy innych konsekwencji i spisywania na tę okoliczność specjalnych traktatów. Niemniej, pewne zasady muszą obowiązywać. Niektóre z zasad są, można powiedzieć, zasadami ogólnie obowiązującymi. Inne wynikają z pomysłów wychowawczych rodziców, bądź występujących problemów wychowawczych. Ich ewentualne spisanie, jest decyzją indywidualną. Myślę, że nie ma prewencyjnej konieczności spisywania takich zasad. Jeśli jednak pojawiają się problemy w zachowaniu dziecka, warto taki "kontrakt" sporządzić. Ma on kilka ważnych zasad. Określenie "kontrakt" nie bierze się z przypadku - spisane zasady i ewentualne konsekwencje powinny być, przynajmniej symbolicznie, podpisane zarówno przez rodziców, jak i dziecko. Dzięki temu dziecko czuje się bardziej zobowiązane do przestrzegania tych zasad, a jeśli pojawia się z tym jakiś problem, mamy mocny argument w postaci "Sam/Sama się na to zgodziłeś/aś". Taki kontrakt nie powinien mieć zbyt rozbudowanej formuły - optymalnym rozwiązaniem jest zawarcie w nim do 5 punktów. Większa ich ilość powoduje, że dziecko może zwyczajnie się gubić w tym, co może, a czego nie. Kontrakt powinien zostać powieszony, w jakimś widocznym miejscu w domu, tak aby w łatwy i szybki sposób się do niego odnosić, a także, aby dziecko mogło do niego w dowolnym momencie zajrzeć. Trzeba spisać go wspólnie z dzieckiem, prostym, zrozumiałym dla niego językiem. Można dodać tam również pewne elementy graficzne. No i warunek niezbędny, zarówno w sytuacji ustalania i wprowadzania zasad bez kontraktu, jak i z nim, czyli KONSEKWENCJA. Napisałem to celowo dużymi literami, gdyż jest to niby oczywiste, ale w wielu przypadkach rodzice zbyt szybko zmieniają swoją postawę. Żadna umowa, żadna kara, żadna nagroda nie przyniesie efektu, jeśli nie będziemy konsekwentni. Więc jeśli umówiliśmy się, że jakieś zachowanie będzie karane, pod żadnym pozorem nie róbmy czegoś w stylu "oby to był ostatni raz!". To samo tyczy się ewentualnych nagród - jeśli się na nie umawiamy, za jakieś pozytywne zachowania, musimy je dostrzegać! Aby nie doprowadzić do sytuacji, w której dziecko będzie miało poczucie, że faktycznie - złe zachowania są karane, a cały dzień dobrego zachowania nie spotka się nawet z minimalnym wyrazem aprobaty. Wskazane jest również, karać/nagradzać bezpośrednio po wystąpieniu zachowania, aby dziecko wiedziało, za co zostało ukarane bądź nagrodzone. W innej sytuacji, może to powodować dezorientację i nie przynosić pożądanego efektu.

      Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego!
      • mama_kotula Re: zasady i egzekwowanie 23.05.15, 23:59
        Cytat
        Określenie "kontrakt" nie bierze się z przypadku - spisane zasady i ewentualne konsekwencje powinny być, przynajmniej symbolicznie, podpisane zarówno przez rodziców, jak i dziecko. Dzięki temu dziecko czuje się bardziej zobowiązane do przestrzegania tych zasad, a jeśli pojawia się z tym jakiś problem, mamy mocny argument w postaci "Sam/Sama się na to zgodziłeś/aś".


        Ja przepraszam najmocniej, w kwestii formalnej - ale obłudne jest nazywanie tego "kontraktem".

        Argument w postaci "sam się na to zgodziłeś" - chwila, czy dziecko w jakimkolwiek momencie miało możliwość niezgodzenia sie na "kontrakt"? Nie, nie miało. Czy dziecko miało możliwość negocjacji warunków? Nie, nie miało. Co miało? Miało podpisać. No więc to jest, proszę pana, wymuszenie, a nie "kontrakt". Regulamin, zwykły spis zasad, które jedna strona wymyśliła, a druga musiała podpisać, nawet jeśli nie chciała.

        Jak najbardziej egzekwujmy przestrzeganie zasad. Jak ktoś musi, to niech wprowadza system kar i nagród i Konsekwencji (celowo z wielkiej litery) - ale nie nazywajmy tego umową. Bo jedna ze stron (dziecko) jest z góry na przegranej pozycji już przy sporządzaniu "kontraktu" - nie ma możliwości negocjacji ani odmówienia podpisania tejże "umowy".

        A, zaznaczam, chodzi mi wyłącznie o nazewnictwo oraz o napuszoną formułę tego przedsięwzięcia tongue_out.
        • osmf Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 00:59
          Szanowna Pani,

          Nie mogę zgodzić się z takim postawieniem przez Panią sprawy. Kontrakt ma to do siebie, że dziecko bierze udział w jego konstruowaniu. Zapisy, chociażby o karach, są konsultowane z dzieckiem. Dziecko może zaproponować własny pomysł na to, w jaki sposób zostanie ukarane za jakieś zachowanie. Nie jest to więc, w 100% autorytarny sposób narzucenia tych praw. Oczywiście, mogą zdarzyć się rodzice, którzy spiszą to sami i powiedzą "Tak jest i koniec". Równie dobrze, mogą to zrobić bez kontraktu i zmuszać dziecko do pewnych zachowań. Niemniej, nawet autorytarna forma kontraktu, ma swoje pozytywne aspekty, chociażby to, że dziecko zna konsekwencje swoich zachowań i może się do nich odnosić. Pani argument jest dla mnie mało przekonujący, ze względu, że rodzic zawsze będzie jednostką nadrzędną w procesie wychowania dziecka. Tak samo jak dla nas, nadrzędnym organem jest administracja publiczna. Myślę, że w codziennym życiu nie kontestuje Pani zapisów prawa, ze względu na to, że nie brała Pani udziału w jego tworzeniu. Oczywiście, nawet najlepsze rozwiązania, możemy sprowadzić do tzw. parteru. Ludzie są różni i mogą zdarzyć się rodzice, którzy mimo ustaleń/kontraktów czy czegokolwiek innego, nie będą się do tego stosować, krzywdząc swoje dziecko. Niemniej, zakładam, że mam styczność z osobami rozsądnymi, które będą postępowały zgodnie z tymi zasadami które wymieniłem, uwzględniając przy tym wszystkim podmiotowość swojego dziecka, jak również troskę o własny rodzicielski autorytet.

          Pozdrawiam!
          • morekac Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 09:09
            >Myślę, że w codziennym życiu nie kontestuje Pani zapisów prawa, ze względu na to, że nie brała Pani udziału w jego tworzeniu.
            • mama_kotula Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 09:41
              Cytat
              Mnie takie kontrakty dzieci z rodzicami przypominają nieco umowy PRL -ZSRR. Niby dobrowolna umowa, a ani wyjść z układu, ani się na coś nie zgodzić - trochę trudno.


              W dziesiątkę.
          • mama_kotula Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 09:39
            Absolutnie nie przeczę, że rodzic jest organem nadrzędnym, tak jak administracja.
            Nie zgadzam się tylko na nazywanie tego umową czy kontraktem, bo dziecko ma jedynie pozorne możliwości wyboru czy wprowadzenia własnych pomysłów.

            Nie umawiałam sie z Urzędem Skarbowym, że mam mu oddawać niemal połowę swoich dochodów - narzucono mi to. I to jest dokładnie ta sama sytuacja.

            Umowa zakłada jeden podstawowy warunek: DOBROWOLNOŚĆ jej podpisania. Tutaj nie ma mowy o żadnej umowie.
            Jeszcze raz napiszę, bo widze, że umknęło - nie kwestionuję tego, że istnieją zasady itp., że się je egzekwuję, kwestionuję wyłącznie nazywanie tego kontraktem czy umową.
            • osmf Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 12:33
              CYTAT
              Nie zgadzam się tylko na nazywanie tego umową czy kontraktem, bo dziecko ma jedynie pozorne możliwości wyboru czy wprowadzenia własnych pomysłów.
              >>>
              Dlaczego uważa Pani, że dziecko ma jedynie pozorne możliwości wyboru i wprowadzenia własnych pomysłów? Nie, to nie jest pozorna możliwość, zależy ona jednak tylko i wyłącznie OD RODZICA! Więc jeżeli Pani uważa, że jest to pozorna możliwość, w sytuacji podpisywania z własnym dzieckiem takiego "kontraktu" (zwracam uwagę, że w swoim pierwszym komentarzu, to określenie znalazło się w cudzysłowie - oznacza to, że nie jest to klasyczny kontrakt czy umowa, jaką wszyscy Państwo zdają się znać z codziennego życia), zrobiłaby to Pani na tych autorytarnych zasadach. Natomiast rodzic który zrozumie ideę przedsięwzięcia, z pewnością nie zrobi tego w sposób autorytarny i bez poszanowania opinii swojego dziecka. Nie będzie to wtedy gra pozorów.

              CYTAT
              Zaraz, ale nikt chyba nie twierdzi, że Kotula brała udział w tworzeniu aktu prawnego, negocjowaniu jego zapisów i że podpisała radośnie zgodę na jego wprowadzenie w życie. I to jest ta różnica. Mnie takie kontrakty dzieci z rodzicami przypominają nieco umowy PRL -ZSRR. Niby dobrowolna umowa, a ani wyjść z układu, ani się na coś nie zgodzić - trochę trudno.
              >>>
              No właśnie - nikt z nas nie brał udziału w tworzeniu prawa jakie nas obowiązuje, a jednak jesteśmy zobligowani do jego przestrzegania. To moim zdaniem bardziej pasuje do sytuacji "PRL-ZSRR". Skoro zgadzamy się co do tego, że zasady są, istnieją i muszą obowiązywać dziecko, nie rozumiem sytuacji w której negujecie Państwo określenie "kontrakt". Bardziej autorytarny jest brak rozmowy z dzieckiem i poczynienia pewnych ustaleń, niż sporządzenie "kontraktu" w myśl jego zasad. Chcę też w tym miejscu nadmienić, że określenie "kontrakt" nie zostało wymyślone przeze mnie - jest to określenie obowiązujące w specjalistycznej literaturze pedagogicznej.

              CYTAT
              I ma Pan rację - nie kontestujemy prawa, ale nikt nie wmawia nam, ze sami chcemy go przestrzegać i godzimy sie z nim w 100%. I że skoro zostajemy ukarani, to karę wymyśliliśmy sobie sami i bardzo chętnie sie na nią godzimy. przeciwnie. Wymyślono nawet adwokatów, aby udowodnić, zę mamy na temat kary inne zdanie.
              >>>
              Nie jestem co prawda prawnikiem, ale z dostępnej mi wiedzy na ten temat istnieje coś takiego jak "dobrowolne poddanie się karze". Wtedy dokładnie to o czym Pan/Pani napisał/a ma miejsce - proponujemy prokuratorowi karę i deklarujemy chęć poddania się jej.

              CYTAT
              Dziecko nie może powiedzieć "Nie wstanę". Albo "Ok, życzę sobie być budzone pół godziny wczesniej, a potem co pięć minut, kiedy obudzisz mnie ostatni raz, masz stać przy łóżku ze śniadaniem." dziecko musi podpisać,z ę będzie wstawało - chce czy nie. Jest do tego zmuszane przez rodziców (słusznie zresztą), ale zwykłym tchórzostwem ze strony rodziców jest nie przyznanie, ze do czegoś dziecko zmuszają. Chcą przerzucić odpowiedzialność za swoje decyzje na dziecko i wmówić mu, ze godzi sie na coś, czego nie chce.
              >>>
              Szanowni Państwo - oczywiście, że dziecko może powiedzieć, że "Nie wstanie", a Państwo mogą się na to zgodzić. Jest to element tzw. bezstresowego wychowania. Tylko od Państwa, w przypadku własnego dziecka zależy, czy będziecie je Państwo wychowywać czy nie, a jeśli tak, to jak... Poza tym, odsyłam do moich poprzednich komentarzy - kwestia wstawania porannego nie była brana pod uwagę przy ewentualnym sporządzaniu "kontraktu".
              • mama_kotula Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 12:57
                Cytat
                Dlaczego uważa Pani, że dziecko ma jedynie pozorne możliwości wyboru i wprowadzenia własnych pomysłów?


                Dlatego, że dziecko nie może powiedzieć "nie chcę być ukarane wcale". Albo "nie chce tego robić i nie będę". To jest kluczowe.

                Cytat
                Bardziej autorytarny jest brak rozmowy z dzieckiem i poczynienia pewnych ustaleń, niż sporządzenie "kontraktu" w myśl jego zasad


                Kontrakt w myśl zasad mojego najstarszego dziecka brzmiałby: ja nie robię nic i nie mam za to żadnych konsekwencji (moje dziecko jest autystyczne i głośno mówi to, czego większość ludzi nie mówi tongue_out).
                To kolejne mydlenie oczu i zrzucanie z siebie odpowiedzialności, jeszcze raz: TO NIE SĄ ZASADY DZIECKA, proszę pana.

                To, że literatura jest specjalistyczna, nie oznacza, że ma absolutną rację i jest wyrocznią, a jak rodzic to kwestionuje, to głąb. Tego typu argumentacja jest manipulowaniem dyskutantem i podparciem się rzekomym autorytetem w celu wzmocnienia siły swojego argumentu.

                Proszę wziąć na klatę to, że się do czegoś zmusza dziecko, bo zmuszanie naprawdę jest zupełnie normalne w wychowaniu. A owijanie tego w piękne słówka nic nie zmienia - "kontrakt" jest identycznie autorytarną rzeczą (nawet jeśli dziecko sobie kary, nagrody i konsekwencje inne samo wymyśla), jak narzucenie zasad przez rodzica, bo, jak pisałam, wybór jest pozorny, a negowanie tych pozorów jest kłamstwem.

                Zmuszajmy dzieci do robienia różnych rzeczy, ale nie wmawiajmy im, że same się na to godzą z pełną świadomością i chęcią - dzieci naprawdę nie są głupie i nie traktujmy ich jak głupców.

                Cytat
                Szanowni Państwo - oczywiście, że dziecko może powiedzieć, że "Nie wstanie", a
                > Państwo mogą się na to zgodzić. Jest to element tzw. bezstresowego wychowania.
                > Tylko od Państwa, w przypadku własnego dziecka zależy, czy będziecie je Państwo
                > wychowywać czy nie, a jeśli tak, to jak..


                A w tym momencie kończę dyskusję. Nie będę dyskutować z kimś, kto podpiera się frazesem "bezstresowe wychowanie" i próbuje wzbudzić w rodzicach poczucie winy - nie znoszę manipulantów emocjonalnych. Miłego dnia życzę wszystkim dyskutantom.
              • morekac Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 13:40

              • mama303 Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 14:59
                zgadzam sie, można przeciez z dzieckiem usiąść i spokojnie porozmawiac, że pojawil sie pewien problem i chcemy go rozwiązać bo przeszkadza on np. innym członkom rodziny. My cos proponujemy, dziecko też i ustalamy wspólnie co i jak. U nas sie sprawdziło, dziecko samo dostrzegło problem i chciało go rozwiązać wiec się zgodziło.

                Natomiast uważam, że dziecko powinno mieć prawo sobie ponarzekać, że mu sie wstac nie chce i nie łamie chyba tym żadnych zasad, no chyba że wprowadzamy zasadę: W naszym domu sie nie narzeka. Ale to chyba głupia zasada.
                • mama_kotula Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 15:08
                  mama303 napisała:

                  > zgadzam sie, można przeciez z dzieckiem usiąść i spokojnie porozmawiac, że poja
                  > wil sie pewien problem i chcemy go rozwiązać bo przeszkadza on np. innym członk
                  > om rodziny. My cos proponujemy, dziecko też i ustalamy wspólnie co i jak. U nas
                  > sie sprawdziło, dziecko samo dostrzegło problem i chciało go rozwiązać wiec si
                  > ę zgodziło.

                  Ja też się zgadzam, że można z dzieckiem usiąść i spokojnie porozmawiać, że pojawił się problem i chcemy go rozwiazać.
                  Co w przypadku, kiedy dziecko uwaza, że to nie jest problem i nie jesteś w stanie go przekonać, że jest - a dane zachowanie (bądź jego brak) trzeba wyegzekwować dla wspólnego dobra? Wtedy nie jest to żaden "kontrakt" i dziecko się na to nie "zgadza". Serio nie rozumiem, dlaczego należy temu nadawać pozory "współpracy" i "wspólnych ustaleń", kiedy są to ustalenia rodzica, a dziecko stoi pod ścianą i co najwyżej może ponegocjować długość odsiadki (bo już nie jej brak).

                  Jestem przekonana, że są dzieci, które same dobrowolnie postanawiają pracować nad określonym zachowaniem dla dobra ogółu i w ogóle - ale wtedy zwyczajnie nie trzeba żadnej umowy określającej konsekwencje pozytywne i negatywne, wtedy potrzebne jest wsparcie rodzica w pracy nad sobą, a nie zbiór suchych zasad.


                  --
                  I am weird but I am not strange.
                  • mama303 Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 15:16
                    mama_kotula napisała:

                    > Ja też się zgadzam, że można z dzieckiem usiąść i spokojnie porozmawiać, że poj
                    > awił się problem i chcemy go rozwiazać.
                    > Co w przypadku, kiedy dziecko uwaza, że to nie jest problem i nie jesteś w stan
                    > ie go przekonać, że jest - a dane zachowanie (bądź jego brak) trzeba wyegzekwow
                    > ać dla wspólnego dobra?

                    ale wiesz nie bardzo sobie wyobrażam, że dziecko nie rozumie że powstaje problem jesli np. z łożka nie wstanie do szkoły na czas czy cokolwiek innego. To może niech sie spóźnia codziennie jesli to nie problem dla niego? Jeśli dziecko mnie przekona, że cos o co walczymy nie jest problemem to prosze bardzo!
                    • mama_kotula Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 15:23
                      Cytat
                      ale wiesz nie bardzo sobie wyobrażam, że dziecko nie rozumie że powstaje problem jesli np. z łożka nie wstanie do szkoły na czas czy cokolwiek innego.


                      Inny przykład podam, mniej oczywisty: Ty oczekujesz, że dziecko będzie ubrania odnosić do kosza na pranie. Dziecko ma to w nosie, jemu się nie chce, a co więcej, nie jest dla niego najmniejszym problemem chodzenie w brudnych majtach kilkanascie dni z rzędu. Wyobraźnia tu wystarcza już?

                      Cytat
                      Jeśli dziecko mnie przekona, że cos o co walczymy nie jest problemem to prosze bardzo!


                      O - czyli przyznajesz, że centrum podejmowania decyzji jesteś ty, tak? I ty dokonujesz wyboru o tym, co jest problemem, a co nie?
                      Odwracam sytuację: jeśli dziecko uzna, że nie przekonuje go twoje wyjaśnienie, że to jest problem, co wtedy (patrz brudne majty i kosz na pranie)?
                      • mama303 Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 15:53
                        mama_kotula napisała:

                        > Inny przykład podam, mniej oczywisty: Ty oczekujesz, że dziecko będzie ubrania
                        > odnosić do kosza na pranie. Dziecko ma to w nosie, jemu się nie chce, a co więc
                        > ej, nie jest dla niego najmniejszym problemem chodzenie w brudnych majtach kilk
                        > anascie dni z rzędu. Wyobraźnia tu wystarcza już?

                        o to świetny przykład podałaś bo miałam z córka taki problem i wcale nie chciała w brudnych majtkach chodzić ona poprostu oczekiwała że to ja bede jej odnosiła te ubrania a ja jej spokojnie powiedziałam że mam juz dośc i poprostu przestaję i co ona na to? i wiesz przystała na moje warunki. został spisany kontrakt co "grozi" za każde niewyniesione ciuchy z łazienki i pomogło!

                        > O - czyli przyznajesz, że centrum podejmowania decyzji jesteś ty, tak?
                        jesli ja przez dziecko mam problem to owszem mam chyba prawo.

                        > Odwracam sytuację: jeśli dziecko uzna, że nie przekonuje go twoje wyjaśnienie,
                        > że to jest problem, co wtedy (patrz brudne majty i kosz na pranie)?

                        ale musi mnie przekonac że ja przez to nie mam problemu czyli że nie musze chodzic i zbierac za dzieckiem brudnych majtek i że ma swoje rozwiązanie tego problemu.
                        • mama_kotula Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 15:59
                          Cytat
                          o to świetny przykład podałaś bo miałam z córka taki problem i wcale nie chciała w brudnych majtkach chodzić ona poprostu oczekiwała że to ja bede jej odnosiła te ubrania a ja jej spokojnie powiedziałam że mam juz dośc i poprostu przestaję i co ona na to? i wiesz przystała na moje warunki. został spisany kontrakt co "grozi" za każde niewyniesione ciuchy z łazienki i pomogło!


                          A nie, nie, ja mówię o innym przypadku - kiedy dziecko nie widzi problemu i nie oczekuje, że będziesz odnosić. I argumentuje bardzo logicznie: ja mam to w nosie, a ty przecież nie musisz nic robić, więc o co ci chodzi?

                          Cytat
                          > O - czyli przyznajesz, że centrum podejmowania decyzji jesteś ty, tak?
                          > jesli ja przez dziecko mam problem to owszem mam chyba prawo.


                          Ale twoje dziecko nie uznaje, że to jest problem.
                          Co więcej, twoje dziecko ma przez ciebie problem, bo ono chce mieć spokój, a ty mu każesz majty zbierać - więc czemu ono nie może podjąć decyzji? wink


                          Cytat
                          ale musi mnie przekonac że ja przez to nie mam problemu czyli że nie musze chodzic i zbierac za dzieckiem brudnych majtek i że ma swoje rozwiązanie tego problemu.


                          No właśnie, mama, nie musisz chodzić i zbierać tego za mną, więc O CO CI CHODZI?
                          A jak ci śmierdzi, to możesz nie wchodzić do mojego pokoju. A jeśli jednak chcesz, to przystań na moje warunki tongue_out.

                          Widzisz, celowo sprowadzam do absurdu, ale chcę ci pokazać, że "jeśli dziecko mnie przekona" to też jest pic na wodę.
                    • morekac Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 16:06
                      >że dziecko nie rozumie że powstaje problem jesli np. z łożka nie wstanie do szkoły na czas czy cokolwiek innego. To może niech sie spóźnia codziennie jesli to nie problem dla niego? --

                      No to wtedy mamusia czy tatuś wkraczają z zamordyzmem , niemniej cały czas nie nazywają tego kontraktem, tylko władzą rodzicielską. Mam wrażenie, że to, że system rodzicielskich represji nie jest ładnie nazwany kontraktem czy umową, przesłania wam to, że ta władza rodzicielska jest użyta.
                      -------------------------------------------------------------
                      "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
                      • mama303 Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 19:44
                        morekac napisała:


                        > No to wtedy mamusia czy tatuś wkraczają z zamordyzmem , niemniej cały czas nie
                        > nazywają tego kontraktem, tylko władzą rodzicielską. Mam wrażenie, że to, że s
                        > ystem rodzicielskich represji nie jest ładnie nazwany kontraktem czy umową, prz
                        > esłania wam to, że ta władza rodzicielska jest użyta.

                        oczywiscie że władza rodzicielska jest użyta tylko w formie łatwiej strawnej dla dziecka niż : rób tak bo ja każę. Dziecko poprostu w tym uczestniczy.
            • mama303 Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 14:54
              mama_kotula napisała:

              > Nie zgadzam się tylko na nazywanie tego umową czy kontraktem, bo dziecko ma jed
              > ynie pozorne możliwości wyboru czy wprowadzenia własnych pomysłów.

              a z pracodawca jak spisujesz kontrakt to także przyjmujesz rozmaite jego warunki, w sumie nie zawsze korzystne, np że musisz codziennie stawic sie w pracy smile
              • mama_kotula Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 14:56
                mama303 napisała:
                > a z pracodawca jak spisujesz kontrakt to także przyjmujesz rozmaite jego warunk
                > i, w sumie nie zawsze korzystne, np że musisz codziennie stawic sie w pracy smile

                Ale mam kluczowy wybór na samym początku - mogę spisać kontrakt albo mogę go nie spisać (czyli mogę wybrać inną pracę albo bezrobocie).
                W przypadku układu: dziecko-rodzic nie ma tego wyboru.
                • mama303 Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 15:03
                  mama_kotula napisała:

                  > Ale mam kluczowy wybór na samym początku - mogę spisać kontrakt albo mogę go ni
                  > e spisać (czyli mogę wybrać inną pracę albo bezrobocie).

                  jednak jakims dziwnym trafem wszyscy się godzą na punktualne przychodzenie do pracy a to takie niekorzystne przecież. Ciekawe dlaczego? w pewnych granicach możemy sobie negocjować ale to jednak pracodawca nam narzuca swoje zasady a my sie godzimy o ile zalezy nam na pracy. dziecku chyba tez zależy na rodzicu, rodzinie itd.
                  • mama_kotula Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 15:20
                    mama303 napisała:
                    > jednak jakims dziwnym trafem wszyscy się godzą na punktualne przychodzenie do p
                    > racy a to takie niekorzystne przecież. Ciekawe dlaczego? w pewnych granicach mo
                    > żemy sobie negocjować ale to jednak pracodawca nam narzuca swoje zasady a my si
                    > e godzimy o ile zalezy nam na pracy. dziecku chyba tez zależy na rodzicu, rodzi
                    > nie itd.

                    Nadal nie rozumiesz. Nikt nie ZMUSZA cię do przyjęcia pracy na określonych warunkach. Możesz podjąć tę pracę albo szukać innej. Przy podpisywaniu kontraktu jesteś świadoma, jakie są warunki i możesz podpisać - albo nie.

                    > dziecku chyba tez zależy na rodzicu, rodzinie itd.

                    Z reguły tak. Natomiast dziecko nie jest małym dorosłym, dziecko również z reguły ma w sobie dawkę egoizmu i egocentryzmu, co jest zupełnie rozwojowe; i dziecko uczy się żyć w społeczeństwie, również w takiej grupie, jaką jest rodzina.

                    Jeśli dziecku zalezy na rodzicu, rodzinie (tylko nie mylmy tego z "nie zachowuj sie tak, bo mamusi będzie smutno"), to niepotrzebny będzie jakikolwiek kontrakt, tak jak pisałam, bo dziecko samo z siebie będzie chciało robić dobrze rodzicom i rodzinie. Jeśli chce i ma z tym problem - to trzeba pomóc, zwyczajnie. Pójdę dalej - mówienie do dziecka "przecież zależy ci na tatusiu, na tym, aby wszystkim nam było dobrze", aby wzbudzić poczucie winy (nie, to nie jest motywowanie, uprzedzam twój komentarz), również jest paskudne.

                    I nadal mówię: zasady - tak. Konsekwencje - jak najbardziej. Umowa - nie, to nie jest umowa. Nazewnictwo, tyle tylko mam na myśli. A co jeszcze myślę o rodzicach, którzy zasłaniają swój autorytaryzm "kontraktami", to już napisała Verdana, takie ładne słowa: tchórzostwo i oszustwo.

                    Zresztą tu się można w sumie rozwodzić na temat motywacji wewnętrznych, zewnętrznych itp. - temat rzeka.


                    --
                    wink
                    • mama303 Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 15:44
                      mama_kotula napisała:

                      > Nadal nie rozumiesz. Nikt nie ZMUSZA cię do przyjęcia pracy na określonych waru
                      > nkach. Możesz podjąć tę pracę albo szukać innej. Przy podpisywaniu kontraktu je
                      > steś świadoma, jakie są warunki i możesz podpisać - albo nie.

                      alez rozumiem wszystko i nadal uważam, że pracodawca jednak dyktuje mi warunki i o ile mi zależy na tej pracy to sie zgadzam na nie pomimo, że wiąże sie to z pewnymi niedogodnosciami. Dziecku chyba tez zalezy na rodzicu i umie mysleć, rozumie wiele rzeczy czy powie a ja nie chce i już!!! To chyba jakis trzylatek bo do dziecka szkolnego mi to juz nie pasuje.

                      > Z reguły tak. Natomiast dziecko nie jest małym dorosłym, dziecko również z regu
                      > ły ma w sobie dawkę egoizmu i egocentryzmu, co jest zupełnie rozwojowe;

                      oczywiscie że ma ale po wytłumaczeniu o co chodzi wiekszośc ogromna dzieci zrozumie problem i koniecznosc jego rozwiazania.
                      >
                      > "przecież zależy ci na tatusiu, na tym, aby wszy
                      > stkim nam było dobrze", aby wzbudzić poczucie winy (nie, to nie jest motywowani
                      > e, uprzedzam twój komentarz), również jest paskudne.

                      Absolutnie nie chodzi mi o takie gierki tylko raczej rozmowę z dzieckiem i naswietlenie z czym wiaze sie dane zachowanie, jakie ma konsekwencje i dla dziecka i dla innych członków rodziny.
                      >
                      > I nadal mówię: zasady - tak. Konsekwencje - jak najbardziej. Umowa - nie, to ni
                      > e jest umowa.

                      A ja uważam, że jak najbardziej może to byc umowa i do tego uzgodniona z dzieckiem i zrozumiana przez dziecko. Mało tego, rodzic także może nad soba pracować i cos w tym kierunku spisać i to tez będzie umowa.

                      > Zresztą tu się można w sumie rozwodzić na temat motywacji wewnętrznych, zewnętr
                      > znych itp. - temat rzeka.

                      oczywiscie mozna dziecko zmanipulowac i jeszcze mu wmówic że samo tak chciało a można potraktować jak człowieka, który chce podjąc nad soba pracę smile
                      • mama_kotula Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 15:53
                        Cytat
                        Dziecku chyba tez zalezy na rodzicu i umie mysleć, rozumie wiele rzeczy czy powie a ja nie chce i już!!! To chyba jakis trzylatek bo do dziecka szkolnego mi to juz nie pasuje.


                        Popraw na: do mojego dziecka szkolnego mi to już nie pasuje.
                        Dlaczego dziecko ma zbierać po sobie brudne majty - bo "zalezy mu na rodzicu"? No więc droga mamo, jeśli zależy ci na mnie, pozwól mi ich nie zbierać i chodzić w brudnych. Kumasz, o co mi chodzi? smile
                        I tak, wiele dzieci szkolnych, zwłaszcza nastoletnich, wchodzi w fazę "a ja nie chcę i już, możesz mi naskoczyć". I to jest rozwojowe. I tak, trzeba nad tym pracować, aby dziecku i rodzicom bylo w miarę łatwo przebrnąć przez ten okres.

                        Znaczy, wiem, o co tobie chodzi z "zalezeniem na rodzicu" - chodzi ci o poczucie wspólnoty, prawda? I ja sie zgadzam, że to jest bardzo ważne. Ale tego się nie buduje "kontraktami", do tego dziecko musi dojrzeć.


                        Cytat
                        oczywiscie że ma ale po wytłumaczeniu o co chodzi wiekszośc ogromna dzieci zrozumie problem i koniecznosc jego rozwiazania.


                        No ale jeśli dziecko rozumie problem i konieczność rozwiazania, jeśli ma poczucie wspólnoty, to nie potrzebuje określenia konsekwencji, systemu nagród i kar. Potrzebuje pomocy ze strony rodziców.
                        • mama_kotula edit 24.05.15, 15:55
                          Jak już przywołujesz 3-latków, to powiem ci, że moja 3,5-latka jest bardziej skłonna do współpracy i łatwiej u niej wyegzekwować pewne rzeczy, niż para nastolatków smile - bez umów, bez systemu konsekwencji. Bardzo łatwo jej wytłumaczyć istotę problemu dowolnego (czy to z zachowaniem, czy z obowiązkami) i ma dużo większe poczucie wspólnoty niż rodzeństwo tongue_out.
                        • mama303 Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 16:01
                          mama_kotula napisała:

                          > Popraw na: do mojego dziecka szkolnego mi to już nie pasuje.
                          nie sądzę aby moje dziecko było tu jakimś wyjątkiem.
                          > Dlaczego dziecko ma zbierać po sobie brudne majty - bo "zalezy mu na rodzicu"?
                          > No więc droga mamo, jeśli zależy ci na mnie, pozwól mi ich nie zbierać i chodzi
                          > ć w brudnych. Kumasz, o co mi chodzi? smile
                          Myślisz że dziecko będzie chciało w brudnych majtkach chodzić i to z podłogi? dobra dzień, dwa może tak ale nie dłużej. Zapewniam.
                          > Znaczy, wiem, o co tobie chodzi z "zalezeniem na rodzicu" - chodzi ci o poczuci
                          > e wspólnoty, prawda? I ja sie zgadzam, że to jest bardzo ważne. Ale tego się ni
                          > e buduje "kontraktami", do tego dziecko musi dojrzeć.

                          alez jak najbardziej kontrakt jest dobrym i w miarę pokojowym rozwiązaniem z uruchomieniem świadomosci i odpowiedzialnosci dziecka. Ja sama kiedys spisałam z córką kontrakt co do mojej pewnej cechy, która byla dla dziecka uciażliwa.
                          > No ale jeśli dziecko rozumie problem i konieczność rozwiazania, jeśli ma poczuc
                          > ie wspólnoty, to nie potrzebuje określenia konsekwencji, systemu nagród i kar.
                          > Potrzebuje pomocy ze strony rodziców.
                          po pierwsze byc może nie do końca rozumie i trzeba mu naswietlić, po drugie nawet jak rozumie to czasem trzeba mu pomóc sobie samego z tym poradzić to cos jak walka z nałogiem. Jak sobie odpuscimy to kicha.

                          • mama_kotula Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 16:05
                            Cytat
                            Myślisz że dziecko będzie chciało w brudnych majtkach chodzić i to z podłogi? dobra dzień, dwa może tak ale nie dłużej. Zapewniam.


                            Znowu wyobraźni nie starcza? Serio, to się zdarza. Szczególnie wśród płci męskiej. Kochana, ja znam 30-kilku-latków, którzy potrafią tydzień w jednych skarpetach...

                            W sumie jakbym mojemy synowi nie KAZAŁA codziennie zmieniać bluzki, to by nie zmieniał wcale, szczególnie tych ulubionych.
                            • marshi Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 08:52
                              o, tak, mój 12 latek zmienia bieliznę codziennie, ale tiszerty??? Też z tym walczę.
                            • mama303 Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 19:46
                              mama_kotula napisała:

                              > W sumie jakbym mojemy synowi nie KAZAŁA codziennie zmieniać bluzki, to by nie z
                              > mieniał wcale, szczególnie tych ulubionych.

                              dzisas, ile ona ma lat?, nie poci się? nie brudzi? nie capi?
                • osmf Re: zasady i egzekwowanie 25.05.15, 14:02
                  CYTAT
                  Ale mam kluczowy wybór na samym początku - mogę spisać kontrakt albo mogę go nie spisać (czyli mogę wybrać inną pracę albo bezrobocie).
                  W przypadku układu: dziecko-rodzic nie ma tego wyboru.
                  >>>>

                  Szanowni Państwo,

                  Wydaje mi się, że nieco odpłynęli Państwo ze swoją argumentacją. Dziecko nie ma wyboru już od początku, bo niestety, nie wybiera sobie ani rodziców, ani miejsca urodzenia, ani czasu. Życzę wszystkim - rodzicom i nauczycielom, aby dzieci które wychowują lub uczą, były tak świadome, że jak to ktoś w którymś komentarzu określił "zmieniają swoje postępowanie w imię wyższego dobra"... Jest to jednak myślenie życzeniowe. Z pewnością są dzieci, z którymi można dojść do porozumienia, porozmawiać i ustalić pewne zasady. Osoba, która zapoczątkowała wątek, pytała o konsekwencje i zasady. Czy powinny być spisane, czy mogą być ustne. W swoim pierwszym komentarzu napisałem, że nie ma "prewencyjnej konieczności spisywania zasad", po czym dodałem, że w sytuacji pojawienia się pewnych problemów wychowawczych, jest to dobrym pomysłem. I właśnie w takich sytuacjach, ów "kontrakt" się spisuje. Kiedy inne sposoby rozwiązania pewnych problemów zawiodły. Jest on "kontraktem" głównie dlatego, że strony zobowiązują się do jego przestrzegania, jest klarowny i jasny. Można powiedzieć czarno-biały. Przynosi on bardzo dobre rezultaty, więc warto go stosować. Natomiast, jeśli Pani nie podoba się określenie "kontrakt", może to sobie Pani nazwać w sposób dowolny. I te wszystkie dywagacje są trochę bezsensowne. Tak samo, jak zarzut wobec mnie, że przywołałem tzw. bezstresowe wychowanie. Nie jest to frazes, jest to obecny w wychowaniu trend. Czy słuszny, pozostawiam do indywidualnej oceny. Można więc zgodzić się na wszystko, co zostanie zaproponowane przez dziecko. Będzie wtedy w 100% dobrowolnie i w 100% tak, jak życzy sobie tego dziecko. Pytanie tylko, czy właśnie na tym nam zależy...

                  Pozdrawiam!
                  • jola_ep Re: zasady i egzekwowanie 25.05.15, 21:41
                    Mi też się"kontrakt" z własnym dzieckiem nie podoba.
                    Albo chcemy coś wyegzekwować i wtedy nakazujemy (argumentując lub nie). Albo rzecz jest do negocjacji i negocjujemy. Słuchamy dziecka, analizujemy jego pomysły, przestawiamy własne, dyskutujemy, a na koniec podejmujemy decyzję (ma być tak i tak, albo stwierdzamy, że racja jest po stronie dziecka i zgadzamy się na jakieś -może nawet - wspólne wnioski).

                    Zgodzę się, że czasem warto spisać (RAZ takie spisywanie wzajemnych pomysłów przydało mi się, bo zrozumiałam o co chodzi mojemu dziecko - a jemu trudno było chyba też wyartykułować swoje obawy).

                    Ale kontrakt? Wzajemne zobowiązanie? A w jakim wieku dziecko? Nastolatek? Kilkulatek? Bo najpierw trzeba z góry "ma być taki i tak". Potem można dyskutować. A na koniec wycofujemy się, pozostawiając sferę decyzji w rękach dziecka-już-nie-dziecka. Zawsze myślałam, że jestem rodzicem liberalnym, "towarzyszącym" (AP), a tu nagle najeżam się na te "zobowiązania".

                    To my mamy myśleć, wiedzieć, znać świat, rozważnie podejmować decyzję, WYSŁUCHAĆ i ZROZUMIEĆ dziecko. A nie wyciągać jakiś papier i - oto - dziecko, przecież samo się zobowiązałeś, podjąłeś decyzję. Tchórzostwo i oszustwo. Zgadzam się z Verdaną.

                    > tzw. bezstresowe wychowanie. Nie jest to frazes, jest to obecny w wychowaniu trend.

                    Gdzie ten trend? Owszem, można nie wychowywać dziecka. Ale to jest właśnie "niewychowywanie". Ale sedno IMHO w tym, że bezstresowego wychowania NIE MA. Dziecko ma takie pomysły, że w 100% nie da się go zawsze słuchać smile

                    I to pewnie w opozycji do "zasad"?

                    Moja córka w później podstawówce przyszła raz ze szkoły i ostrzegła mnie, że może pani katechetka zechce z troski ze mną porozmawiać. W szkole rozmawiali o zasadach. Jakie są w ich domach. I moja córka żadnej przypomnieć sobie nie mogła, więc wyszło na to, że my chyba takie bezzasadowe-bezstresowe wychowywanie uprawniamy smile
                  • mama_kotula Re: zasady i egzekwowanie 25.05.15, 23:00
                    Cytat
                    Tak samo, jak zarzut wobec mnie, że przywołałem tzw. bezstresowe wychowanie. Nie jest to frazes, jest to obecny w wychowaniu trend. Czy słuszny, pozostawiam do indywidualnej oceny. Można więc zgodzić się na wszystko, co zostanie zaproponowane przez dziecko


                    Gdzie ten trend jest obecny?
                    Pan pisze o BRAKU wychowania, a nie o wychowaniu "bezstresowym". Wychowanie samo z siebie zakłada stres, bo władza rodzicielska jest w konflikcie z rozwojem dziecka, więc "wychowanie bezstresowe" to oksymoron. Brakuje tylko miejskiej legendy o gumie do żucia na czole w autobusie.
                    Tak, jest to frazes, przywoływany w takich dyskusjach jako opozycja do ścisłych zasad i Konsekwencji. Najczęściej przywołują go ci, którzy również bardzo boją się ustąpić dziecku, przyznać mu rację, dać się przekonać do jakiegoś pomysłu dziecka, bowiem, laboga: wejdzie na głowę, podważy autorytet, rodzic straci władzę. Słabiutka ta władza musi być, oj słabiutka swoją drogą. Żelazna konsekwencja i upór rodzica, to ma moc! jak nie, to rodzic przegrywa. Z dzieckiem.

                    Oraz słabiutka jest argumentacja: te wszystkie dywagacje są bezsensowne. Znaczy to tylko: nie zgadzacie się ze mną wiec jesteście głupi. Mój synek też często mówi, że coś jest "bez sensu", jeśli nie jest takie, jak on uważa, a ludzie, którzy mają inne poglądy, są "dziwni" albo też "bezsensowni", bo on Wie. Przez wielkie W. Tylko, że on ma 12 lat, początki nastoletniego buntu, problemy z dialogiem i akceptacją innego spojrzenia na rzeczywistość oraz autyzm tongue_out.
          • verdana Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 11:37
            Oczywiście, ze nie.
            Dziecko nie może powiedzieć "Nie wstanę". Albo "Ok, życzę sobie być budzone pół godziny wczesniej, a potem co pięć minut, kiedy obudzisz mnie ostatni raz, masz stać przy łóżku ze śniadaniem." dziecko musi podpisać,z ę będzie wstawało - chce czy nie. Jest do tego zmuszane przez rodziców (słusznie zresztą), ale zwykłym tchórzostwem ze strony rodziców jest nie przyznanie, ze do czegoś dziecko zmuszają. Chcą przerzucić odpowiedzialność za swoje decyzje na dziecko i wmówić mu, ze godzi sie na coś, czego nie chce.
            Dziecko może zaproponować, jak zostanie ukarane, ale nie moze powiedzieć, zę nie życzy sobie w ogóle być karane, albo czegoś zrobić. Innymi słowy, nie tylko karzemy dziecko, ale robimy to bez poczucia odpowiedzialności - możemy karać, dziecko samo prosiło. Świństwo i oszustwo.
            I ma Pan rację - nie kontestujemy prawa, ale nikt nie wmawia nam, ze sami chcemy go przestrzegać i godzimy sie z nim w 100%. I że skoro zostajemy ukarani, to karę wymyśliliśmy sobie sami i bardzo chętnie sie na nią godzimy. przeciwnie. Wymyślono nawet adwokatów, aby udowodnić, zę mamy na temat kary inne zdanie.
            • lily-evans01 Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 12:37
              Racja big_grin big_grin big_grin.
              W życiu nie wpadłoby mi do głowy "negocjować" jakieś jednostronne umowy z dzieckiem nt. rzeczy, które mają i muszą być wykonane, bo w innym wypadku trudno byłoby funkcjonować.
              Można natomiast zrobić sporo, żeby te czasami przykre obowiązki złagodzić, czy pokazać ich pozytywy.
    • camel_3d gdyby nie to ze mlody 24.05.15, 03:48
      do szkoly musi to sam bym lozka nie wylazil...

      ogolnie mlody wstaje bez problemow..
      jazno..zimno jest, jest zmeczony, ale na to jest lekarstwo, nalezy przytulic, pobawic sie w slimaka itd.. jakies 10 minut.. potem juz nie ma problemu ze wstawaniemmm

      potem jest ogolny organizacyjny kociol... od pewnego czasu.. bo zamaist sie ubrac woli lego...zamiast myc zeby potrafi gumowa rekawiczka sprzataczki sie bawic, albo zamiast zakladac buty szukac klocka ktory wpad p od szafke....

    • aquella Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 08:07
      konsekwencje za niechęć wstania z łóżka ??
      toż to normalne dla całej ludzkości, żadna prośba mojego dziecka nie wyciągnie, najwyżej groźba typu - kot zje Ci śniadanie, ja wychodzę do pracy - chcesz to śpij ale już sam się wyszykujesz jak wstaniesz
      poza tym trzeba dać czas na rozbudzenie, tak jak u dorosłego, nikt przecież nie wstaje błyskawicznie po pierwszym sygnale budzika
    • lily-evans01 Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 09:30
      Włączam ogrzewanie rano i jest ciepło wink.
      Plus, niemal od razu po wstaniu młoda je śniadanie (tylko wchodzi na chwilę do łazienki), co znacząco podwyższa poziom cukru i obniża marudzenie i miauczenie wink. Poważniejsze zabiegi higieniczne i fryzjerskie są już po jedzeniu. A wtedy to już nie problem od razu się ubrać i spokojnie wyjść do szkoły.
      Jakby mi miało być zimno z rana, to sama bym nie wstawała wink.
      • mama303 Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 15:06
        lily-evans01 napisała:

        > Jakby mi miało być zimno z rana, to sama bym nie wstawała wink.

        a kto Tobie włącza?
        • lily-evans01 Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 16:26
          A, ja mam taki defekt, że od lat budzę się ok. 4.30. Potrzeba mnie zmusza do wyjścia spod kołdry prędzej czy później wink. Idę do łazienki, odpalam ogrzewanie przy okazji, nakrywam się i śpię do 6 tak mniej więcej. Teraz włączam tylko żeberko w łazience, żeby przyjemniej było, z tydzień temu było po 6 st. w nocy i rano chodził piec dwubiegowy.
          Ale śpię w skarpetach, piżamie z nogawkami, mam polarowy szlafrok w pobliżu - nawet w lecie - i jakoś daję radę dobrnąć do toalety bez zamarznięcia wink.
          Zimno z rana słabo toleruję, mam wiecznie lodowate dłonie i stopy, więc rozumiem te dzieciaki bardzo dobrze.
          I zauważyłam, że zjedzenie czegoś jak najszybciej po wstaniu działa cuda. Plus gorąca herbatka albo czekolada.
          • mama303 Re: zasady i egzekwowanie 25.05.15, 21:23
            lily-evans01 napisała:

            > I zauważyłam, że zjedzenie czegoś jak najszybciej po wstaniu działa cuda. Plus
            > gorąca herbatka albo czekolada.

            to u nas tez zawsze najpierw śniadanie, potem dalsza toaleta wink
    • zuleyka.z.talgaru Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 09:50
      U nas dobrze się sprawdza budzik ustawiony na budzenie co 15min. Więc jeśli musi wstać o 7:30 to od 6:45 ma nastawione takie budzenie i bez problemu o tej 7:30 się zwleka.
      • lily-evans01 Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 16:32
        Kurcze, za to bym zabiła wink.
        To już bym wolała wyspać się spokojnie do tej 7:30, zacisnąć zęby i wstać od razu, a nie katować się co kwadrans.
        • angazetka Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 19:17
          A ja z kolei nastawiam sobie budzik na 10 minut przed czasem, po czym mogę bezkarnie podrzemać jeszcze chwilkę. Bardzo to lubię. A karanie dziecka, bo nie lubi wstawać rano, jak chce autorka wątku, to czysta zgroza jest.
        • zuleyka.z.talgaru Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 20:00
          Ty. Ale dla mojego syna (mąż jeszcze gorzej ma, bo on takie drzemki uskutecznia od 6:00 a wstaje o 7:30) to dobry sposób, żeby wstać o czasie bez marudzenia. Skoro jemu pasi to najważniejsze.
          • zuleyka.z.talgaru Re: zasady i egzekwowanie 24.05.15, 20:00
            A ja bez budzika budzę się o 6 i co robić smile
    • katriel Re: zasady i egzekwowanie 25.05.15, 02:42
      > Jakie konsekwencje ustalic

      W moim idiolekcie jak coś wymaga ustalania, to to nie jest konsekwencja, tylko kara.
      Konsekwencje pojawiają się w sposób naturalny,

      > Dziecko po kilku prosbach wstaje rano z lozka.

      Nie rozumiem. Ma nie wstawać?

      > A sumie bardziej przeszkadzaja mi jego jeki typu nie chce mo sie, jestem spa
      > cy, niebide do szkoly, nie wstaje, zimno mi itd.

      Ale właściwie dlaczego przeszkadzają ci jego jęki?
      • lily-evans01 Re: zasady i egzekwowanie 25.05.15, 09:54
        Hm, jęki mogą przeszkadzać, bo człowiek by chciał rano zacząć dzień w sensownym nastroju i żeby wszystko rano w miarę gładko przebiegało.
        Jeżeli masz wyjść o jakiejś godzinie do pracy, a jęczy i przedłuża dziecko, które musisz odprowadzić/odwieźć, to robi się niefajnie.
        • zuleyka.z.talgaru Re: zasady i egzekwowanie 25.05.15, 10:07
          Przedłużanie - luz, ale jęczenie i płacze od rana działają na mnie jak płachta na byka.
          • mama303 Re: zasady i egzekwowanie 25.05.15, 21:28
            zuleyka.z.talgaru napisała:

            > Przedłużanie - luz, ale jęczenie i płacze od rana działają na mnie jak płachta
            > na byka.

            naprawde ludzie sie rożnie rano zachowują. Mój mąż jest wściekły i lepiej mu z drogi schodzić, córka marudzi i jęczy a ja podobno rano jak skowronek co tez innych drażni wink
            • jola_ep Re: zasady i egzekwowanie 25.05.15, 21:51
              Albo inaczej: moją córkę należało rano nakarmić i pozwolić jej na powolne dojrzewanie w łóżku. Mój syn zrywa się i błyskawicznie ubiera, ale śniadania jada niechętnie (do jedzenia "budzi" się później). Ja zanim cokolwiek zrobię, też muszę sobie pomedytować z jedzeniem i czymś miłym do czytania (zajmuje mi to zdecydowaną większość poranka).
              Ranek był i jest dopasowany do nas. Czyli np. kiedyś ja wstawałam wcześniej (nawet godzinę), aby się pobyczyć, zjeść i rozbudzić. Potem budziłam córkę i donosiłam jej jedzenie do łóżka, a nawet pomagałam się ubierać. A potem w 10 minut dokonywałyśmy szybkiego zbierania się i wychodziłyśmy z domu smile
              • zuleyka.z.talgaru Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 10:04
                No dokładnie. Grunt to ustawić wszystko tak, żeby wszycy byli w miarę zadowoleni.
    • 007malgos Re: zasady i egzekwowanie 25.05.15, 23:47
      cala siła zasad tkwi w ich konsekwencji.Nie jest to latwe bo dzieci wiedzą jak nami manipulować a i my czasem z braku czasu, siły odpuszczamy ale warto ich przestrzega, nie odpuszczać, ja np. kiedy dziecko wstaje niechętnie rano zamiast powtarzać sto razy, grozić etc moim zdaniem lepiej jest powiedzieć ze np.proszę masz wstać za 10 minut, jeśli po tym czasie nie wstanie to np w takim razie dziś nie dostaniesz kieszonkowego(coś co jest znaczące danego dnia dla niego) itp I trzymam się tego,nie ma żadnego targowania,ulegania, bo to prowadzi ze dzieci ciągle nas sprawdzają i przesuwają a w sumie my przesuwamy granicesmile Polecam moim zdaniem super książkę: Kiedy pozwolić Kiedy zabronić. Tu nas autor nieźle wypunktuje smile ale daje też konkretne wskazówki i pokazuje jak sami czasem się gubimy w tym wszystkim a jak skutecznie tego unikac
    • marshi Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 09:21
      Spotkałam się kiedyś z teorią, że dzieci, w czasie których porodu podawano oksytocynę mają zdecydowanie większe problemy ze wstawaniem i potrzebują dłuższego czasu rozbudzenia niż te, których narodziny odbyły się bez oksytocyny w kroplówce. I że słabo znoszą agresywne budzenie. Nie mogę znaleźć teraz tych informacji, przywołuję z pamięci. Wiem, nie zmienia to faktu, że trzeba wstać, jednak mi ciut pomogło. Budzę syna chwilę szybciej ( tzn.jeszcze szybciej niż kiedyś), żeby mógł się jeszcze dodatkowo powylegiwać i rozbudzić. Zresztą reszta porannej toalety też zajmuje dużo czasu.
      • blaszany_dzwoneczek Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 10:03
        Moja urodziła się bez oksytocyny, W 100% naturalnie, szybko i bez komplikacji, a problemy ze wstawaniem są.
        • marshi Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 10:44
          A czy ja napisałam, że dzieci urodzone bez oksytocyny nie mają problemów ze wstawaniem?
          • zuleyka.z.talgaru Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 10:47
            No tak jakby...

            Spotkałam się kiedyś z teorią, że dzieci, w czasie których porodu podawano oksytocynę mają zdecydowanie większe problemy ze wstawaniem i potrzebują dłuższego czasu rozbudzenia niż te, których narodziny odbyły się bez oksytocyny w kroplówce.
            • marshi Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 10:56
              Mają większe problemy ze wstawaniem niż ...
              Jestem wyższa niż ...., nie znaczy, że jestem wysoka.
              • zuleyka.z.talgaru Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 11:08
                Mimo wszystko. Napisałaś, więc nie dziw się, że ktoś to zinterpretował tak jak zinterpretował.
    • kocianna Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 12:45
      Jesper Juul sugeruje przekazanie dziecku odpowiedzialności. Jeśli dobrze rozumiem, ma to polegać na tym, że pozwalamy kilka razy zaspać, oferując jednocześnie swoją pomoc (od dziś sam wstajesz do szkoły - jeśli poczujesz, że ci nie wychodzi, poproś nas, a będziemy cię budzić). Ależ proszę bardzo, możesz nie iść do szkoły, tyle, że nie usprawiedliwię nieobecności.

      Pytanie, kiedy dziecko jest wystarczająco duże, żeby przejąć taką odpowiedzialność. Czy nie zostaniemy wezwani do szkoły i pouczeni o konieczności dopilnowania dziecka. Czy jesteśmy gotowi zgodzić się np. na powtarzanie klasy w imię ponoszenia naturalnych konsekwencji.

      U nas wisi pięć czy sześć zasad: nie czytam dziecku, które nie wyczyściło zębów (bo powala mnie oddech goblina), nie piorę rzeczy, które nie leżą w koszu do brudów (bo nie chce mi się ich zbierać po całym mieszkaniu), jeśli nie mogę zaprosić koleżanek, bo w kuchni jest burdel, to Młoda też nie może się spotkać ze swoimi (nawet na dworze) i tak dalej. Spisałam te zasady, a Młoda podpisała, że przyjmuje je do wiadomości.

      Mam nadzieję, że to zadziała. Młoda źle reaguje na narzucanie jej ograniczeń, ale doskonale rozumie, że jej wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innych ludzi - określiłam więc MOJE granice, których nie wolno naruszać.
      Na razie jestem mocna tylko w teorii, ale od dwóch tygodni ten system się sprawdza.
    • asia_i_p Re: zasady i egzekwowanie 26.05.15, 22:16
      Zasady są, takie w miarę oczywiste, jakoś same się ustaliły z biegiem czasu. Teraz staramy się trochę przycisnąć, jeśli chodzi o sprzątanie, bo poszukiwanie zaginionego mienia zdecydowanie zżera za dużo córki i mojego czasu. Konsekwencji nie ma, nie było jeszcze sytuacji, żeby się jakoś nie dało dogadać.

      Jęczeć ma prawo, jak cię strasznie drażni, to któregoś wieczora poproś, żeby rano nie jęczał, bo cię to drażni. Nie zniesiesz pewnie jęczenia całkowicie, ale mocno ograniczysz.

      Córka ze wstawaniem problemów nie ma i nigdy, niestety, nie miała. Od godziny 4 rano, która była jej ulubioną porą wstawania w wieku przedprzedszkolnym doszliśmy do 6 rano (czasem, jak jest bardzo padnięta, to do 7), ale dalej się nie chce cywilizować.

      U nas analogicznym problemem do twojego jest porządek - córka jest jak tornado. Ostatnio kiedy weszłam do kuchni po tym, jak robiła sobie kanapkę, to poczułam się jak w "Szóstym zmyśle":
      www.video.tonicollette.org/view/44/the-sixth-sense-film-scene-01/
      Przypominam, ustalam, nie zaczynam walki, bo uważam, że nie ma sensu, trzeba cierpliwie wyrabiać nawyki, skoro tego zaniedbałam wcześniej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka