Moja córka nie korzysta ze świetlicy ale poszłam z koleżanką, która zapisywała swoje dziecko. Byłam świadkiem takiej sytuacji
Matka przyszła zapytać czy jej syn został przyjęty na świetlicę. Pani powiedziała, że nie i dała kobiecie uzasadnienie na piśmie od dyrekcji. Dziecka nie przyjęto bo niewłaściwie się zachowywało w zeszłym roku. Matka mówiła, że obydwoje z mężem pracują, dojeżdżają 40 km w jedną stronę itd.
Zaczęłam z koleżanką rozmawiać o sytuacji tej kobiety. Tyle, się teraz słyszy, że szkoła musi zapewnić opiekę. Do tego pani ze świetlicy podważyła swoje kompetencje, zwaliła winę na dziecko (to ono jest złe a nie pani która sobie z dziećmi nie radzi). Jeśli są na świetlicy duże problemy z zachowaniem dzieci to czy dyrekcja nie powinna zatrudnić dodatkowego nauczyciela? Oczywiście najłatwiej pozbyć się problemu nie przyjmując dziecka

Czy to w ogóle jest zgodne z prawem? Matka wyszła ze złami w oczach