Moje dziecko aktualnie jest w klasie drugiej. W ubiegłym roku dzieciaki miały pecha bo nauczycielka od angielskiego zaszła w ciążę i albo tego języka nie mieli, albo mieli z innymi nauczycielami (niekoniecznie anglistami). Zresztą wspomniana pani uczył dosyć średnio, jako rodzice, mieliśmy więc nadzieję, że gorzej nie będzie....
No i chyba jest

Pani nowa, młoda, kazała dzieciom założyć zeszyt do angielskiego. Dzisiaj moja córka odrabiała lekcje z tegoż języka. Kontrolnie zerknęłam i widzę:
1 one, one, one, one, one, one
2 two, two, two, two, two, two
3 analogicznie
i tak do dziesięciu
Ewidentnie pani chce nauczyć dzieci pisać. w sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby upłynęło kilka lat aktywnej nauki porozumiewania się....
Fodam, że podstawa programowa w klasach 1-3 wymaga od dzieci jedynie umiejętności przepisywania słów po angielsku, zresztą mówi się i pisze, że pisanie powinno być na końcu procesu nauki językowej, bo zaburzają proces właściwej wymowy (dziecko zaczyna wymawiać słowa, tak jak je zapamiętuje wzrokowo)
Generalnie nie martwię się o swoje dziecko, bo ona jest z tych "zdolnych", natomiast absolutnie. nie widzę podstaw by uczyć te dzieci pisać. lepiej by czas jaki spędzają lub będą spędzać na pisaniu bez sensu spędziły na grach czy zabawach po angielsku. moim zdaniem umiejętność zbędna na tym etapie nauki.
W związku z powyższym, jak myślicie...interweniować już teraz, czy poczekać, aż nauczycielka "się rozwinie"?