Dodaj do ulubionych

Stopnie w I klasie - szesciolatki

12.10.15, 23:50
Dotychczas byłam przekonana że W I klasie będą tylko oceny opisowe, ale dziś na zebraniu poinformowano rodzicow ze wspolnie z innymi nauczycielami pierwszych klas podjęto decyzję że będą oceny - stopnie. Np. za brak odrobionej pracy domowej minus, za trzy minusy - jedynka. Jestem negatywnie do tego nastawiona, bo mega zaskoczona. Chcialabym zgłębić troche bardziej temat i zapytac też jak jest u Was. Szukam w necie jakiejs mądrej literatury ale nic nie trafia mi w oczy.... Co o tym sądzicie? Linkujcie, chętnie poczytam
Obserwuj wątek
    • andaba Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 00:05
      Ocena opisowa jest na semestr i na koniec, cząstkowe oceny są standardowe, 1-6, czasem było A, B, C itd.

      Co w tym złego? Nauczyciel dostałby świra, jakby pod każdym dyktandem miał pisać "Popełnia nieliczne błędy, gubi części liter, zapomina o wielkiej literze". A tak daje 4- i wiadomo, że nie jest różowo.
      • aniasa1 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 00:07
        dyktandem w I klasie? przeciez Oni dopiero poznaja literki. Myslalam ze będa bużki, plusiki itp...
        • andaba Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 08:38
          A czym się różni krzywa buźka lub minus od złej oceny?

          Potem dziubdziusie idą do 4 klasy i pojawia się wysyp wątków "jak pomóc dziecku przeżyć IV klasę?!"
          • bbkk Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 12:29
            Taaa, dlatego lepiej zacząć dołować już 6latki żeby nie miały szoku jako 9latki ...
          • aniasa1 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 21:41
            ja jednak jestem przekonana ze zawsze to 3 lata starsze dziecko i wiecej mu wytlumacze. Idac Twoim tokiem po co dziubdziusiom przedszkole? Po co szkola? Wrzucmy ich od razu na staz....
        • male_a_cieszy Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 14.10.15, 10:23
          U nas na początku były buźki i dzieciaki szybko same sobie przekaluklowały, że jak dostanie zieloną buźkę (oznaczyła tyle co dobrze) to nie jest tak fajnie jak wtedy gdy dostało czerwoną (bardzo dobrze) lub bordową (celująco). A że raczej nikt nie dostawał gorszych niż te trzy to ta zielona to dla dzieci był dramat. Od drugiego półrocza przeszli na normalny system oceniania i jest lepiej bo jak dziwcko dostanie 4 to wie że to jest dobrze i są niższe oceny.
    • kotobala Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 00:08
      > .. Co o tym sądzicie? Linkujcie, chętnie poczytam

      Sądzicie, że żaden normalny rodzic nie posyła do szkoły sześciolatka. Gwoli ścisłości do naszej polskiej szkoły z polskimi nauczycielami i z polską edukacją.
      • aniasa1 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 00:37
        no tyle że nie mieliśmy zbyt wielkiego wyboru. Praktycznie żadnego. Ten rok jest pierwszym OBOWIĄZKOWYM rokiem edukacji kazdego 6-latka, nawet urodzonego w grudniu. Owszem w sporadycznych przypadkach mozna bylo uzyskac dokument opóżniający ale to nie było łatwym zadaniem. Moj syn na bank by nie dostał.
        • niektorymodbija Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 01:23
          Ja stawiam stopnie ABC... A dzieci i tak "przeliczaja" na system 1-6 wink Opisowe na semestr.
          Buzki itp. wg mnie to bzdura.
          • barbaram1 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 18.10.15, 18:58
            Wed mnie jakiekolwiek ocenianie sześcioletnich dzieci jest bzdurą. A litery zamiast cyfr jest bzdurą bzdur.
    • slonko1335 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 07:02
      Mam dwoje dzieci wczesnoskzolnych. Jedno nie dostaje ocen(z wyjątkiem angielskiego), nauczyciel jest zwolennikiem oceniania kształtującego, drugie dostaje(pierwszy miesiąc szkoły tylko 5 i 6 od października cała skala)-w szkole moich dzieci nauczyciel ma wybór. Ja wolę opcję bezstopniową zdecydowanie, oceny nie są mi do niczego potrzebne.
      • sonrisa06 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 07:31
        U mojej córki (klasa mieszana), która obecnie jest w 3 kl. zawsze były stopnie. Buźki były tylko w zerówce (szkolnej).
      • slonko1335 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 14.10.15, 08:25
        dopisuję bo niektórzy myślę, że niestawianie cyfrowych ocen jest jednoznaczne z wystawianiem jakichś literek czy buziek. Moje dziecko żadnych literek, buziek ani tym podobnych nigdy nie dostawało. Ma zwyczajnie poprawione błędy jeżeli one są oraz informację nad czym powinna popracować . Zdecydowanie więcej nam to mówi niż jakaś ocena..
        • slonko1335 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 14.10.15, 09:09
          acha to co jest zrobione i opanowane dobrze jest oczywiście zauważone w pierwszej kolejności...
    • czaplaczarna Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 07:46
      U nas panie stawiają oceny z religii, muzyki i w-fu.
      Reszta "zadań" jest poprawiana, a za szczególnie dobrze wykonane zadanie jest "brawo".
      Na koniec 1 klasy i tak są testy oceniane procentowo...

      Moim zdaniem to ocenianie opisowe tylko komplikuje sprawę - system ABC i tak wszyscy sobie przeliczają, dzieci i tak patrzą kto miał mniej lub więcej błędów, przejmują się jak im coś nie wychodzi. Nie przypominam sobie traumy z czasów 1-3 klasy płynącej z ocen..
      • blaszany_dzwoneczek Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 08:20
        U córki (2 klasa) pani stawia pieczątki: wspaniale - bardzo dobrze - dobrze - popracuj - trudności. Co, chociaż ciut bardziej opisowe, też jest skalą ocen. Zwłaszcza, że pojawia się np. bardzo dobrze minus smile
        Jedyne co, to że te pieczątki pani stawia bardzo często, praca domowa - pieczątka, dzieci zrobią zadania w szkole - pieczątka, narysują coś - pieczątka. Więc może przez to tracą trochę charakter stopnia, który dostaje się raz na czas i się nim przejmuje, a stają się bardziej takim zatwierdzeniem, że pani sprawdziła. Pojedynczymi pieczątkami takim czy siakimi specjalnie się chyba dzieci nie przejmują, choć koleżanka córki, która dostawała zawsze "bardzo dobrze" i "dobrze", narzekała, że ona tak, a córka ciągle dostaje "wspaniale". I jak dostała w końcu za coś tam pieczątkę "wspaniale" to było to dla niej wydarzenie.
        Więc moim zdaniem nie ma to znaczenia, cyferki, literki, obrazki czy słowa - jakikolwiek system by to nie był, dzieci i tak czują się oceniane. A jakby pani powstrzymywała się od jakiejkolwiek oceny, to pewnie by przeliczały ilość czerwonych poprawek w zadaniu czy dyktandzie smile
    • mw144 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 08:09
      Osobiście wolę stopnie niż jakieś znaczki. Dzieci też. Sposób oceny w naszej szkole zależy od nauczyciela. Jedno miało w 1 klasie od razu oceny, drugie (inna wychowawczyni) wpisuje buźki i takie tam. Na koniec i tak jest ocena opisowa.
    • mama-ola Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 08:15
      U mojego sześciolatka są buźki w różnych kolorach. Pieczątki. Jak buźka jest czerwona, to znaczy, że jest wspaniale. Inne kolory - odpowiednio gorzej.
      Parę lat temu mój starszy syn był w I-III. Tam były oceny: W, B, D, P, S. Sam mi tłumaczył: "mamo, W to jest szóstka, B to jest piątka..." itd.
      Czyli niby u nas w szkole stopni 1-6 nie ma, ale są stopnie wyrażone literami bądź kolorami. Na jedno chyba wychodzi.

      Moja opinia jest taka, że wolałabym - przynajmniej w III klasie - mieć skalę stopniową z wszystkiego. Żeby syn zakończył klasę III z normalną średnią, tak abym wiedziała, jakim jest uczniem. Bo mi się wydawało po tych opisach, że z wszystkiego jest super. Dopiero jak weszły normalne oceny, to się zorientowałam, że nie. Szkoda, że nie wiedziałam tego wcześniej.
      • blaszany_dzwoneczek Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 08:23
        Nauczycielka córki zapowiada, że w trzeciej klasie właśnie już wprowadzi normalną skalę cyfrową, żeby się dzieci przyzwyczajały. Chociaż wydaje mi się, że zamiana tych pieczątek na cyfry to będzie dla dzieci zmiana kosmetyczna, zwłaszcza, że na religii i angielskim od początku mają zwykłe oceny.
    • makurokurosek Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 09:02
      Buźki, słoneczka czy chmurki to również system oceniania, tylko z zastosowaniem innej skali.
      Jak dla mnie jest to kompletnie bez znaczenia niezależnie od zastosowanej skali i tak jest to informacja dla mnie jak dziecko sobie radzi i nad czym musi popracować.
      Dziecko nie jest debilem i dokładnie wie , że smutna buzia czy zachmurzone słonko oznacza, że pracę wykonało źle. Szkoda, że tak nisko oceniasz intelekt swojego dziecka
      • ania-pat1 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 09:53
        Wypowiem się nieco w innym duchu. Raz - po to zreformowano szkołę aby ocen w nauczaniu początkowym nie było. I to nauczyciel jest odpowiedzialny za to, żeby dzieci NIE PRZELICZAŁY na oceny. Zwariowałby gdyby pisał... no dobre! Właśnie dlatego tak słabo w Polsce cenimy nauczycieli a im tak się nie chce. A walną sobie "ABC" albo buźkę i ocena załatwiona. A dziecko dalej nie wie że np. jest genialne z ukladania opowiadania tylko ortografia szwankuje. Co więcej - wyrabia sobie opinię że to nie ważne, że super treść, bo i tak jest do bani.... W Finladii do 6 klasy nie ma ocen. I mają sukcesy.
        Tu nie chodzi o tę buźkę, czy chmurkę - to faktycznie nieporozumienie, ale o opis. I fakt - da się. Opis np. pod wypracowaniem 3-klasistki na temat "Opisz tygodniową wycieczkę klasową do.." - brawo (Kasiu) bardzo interesujący opis, cieszę się, ze zachowałaś kolejność wydarzeń, dobrze że opisałaś ciekawe wycieczki, niekoniecznie trzeba opisywać za każdym razem że wieczorem myje się zęby i idzie spać, a rano je śniadanie, musisz uważać by zawsze nowe zdanie (po kropce) zaczynać od wielkiej litery, dobrze też przeczytać sobie wypracowanie na głos - wtedy często można znaleźć i poprawić samemu błąd (ach te zgubione sylaby smile. !), cieszę się że piszesz coraz staranniej - brawo, widzę duży postęp. Bardzo ładne wypracowanie.
        W tym duchu.
        Mniejsze prace - krótszy opis. Dzieci nie mogą się doczekać co im pani napisze pod sprawdzianem. A pani nie ma gotowych szablonów - i co ważne pamięta który ma z czym problem, kto pracuję, a kto nie robi postępów.
        Są też punkty np. 7 działań z 10 - jeśli to proste obliczeniówki. I serio nie trzeba oceny, aby wiedzieć, ze 2/10 to nie genialny wynik, ale inny niż np 5/10 (choć skalą ocen oba byłyby na ndst). Po co to wszystko - a po to by czwartoklasista znał swoje mocne i słabe strony w każdym przedmiocie. Bo nigdy nie jest tak, że jest się fatalnym np. z całej matematyki.
        Za brak zadania - są minusy (można je odpracować, ale trzeba napisać zadanie + zrobić dodatkowe). Z wf oceny wydają mi się nieporozumieniem, podobnie jak z muzyki....
        • aniasa1 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 10:20
          Dziekuje za wpis. Juz mslalam ze jakas dziwna jestem. Pierwsze o czym pomyslalam to tutynowe, sztampowe ocenianie. Bach 4! bach 3 i co ja za kazdym razem mam biec do nauczyciela i pytac dlaczego? Owszem niska ocena jest wskazowka ze trezba popracowac tylko.... o ile przy pisaniu pierwszych literek wiadomo o co chodzi, to pozniej....
          No i to co zauwazylam w domu: moj syn smial sie ze swojego przyjaciela i szydzil jak ten ktoregos razu dostal 4 z minusem. Moj byl dumny ze dostal 5. Ta cholerna rywalizacja od najmlodszych lat. To byla jednorazowa ocena za nauczenie wierszyka. Nie bylam przygotowana, nie rozmawialam z nim wczesniej o tym. A tu cyk! I caly dzien nabijali sie z kumpla ze byl gorszy. Musialam w domu wyprostowac mu troche zwoje ale.... no wlasnie, za wszesnie jak dla mnie.
          • makurokurosek Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 10:32
            > No i to co zauwazylam w domu: moj syn smial sie ze swojego przyjaciela i szydzi
            > l jak ten ktoregos razu dostal 4 z minusem

            No ale wybacz, takie zachowanie to raczej nie wynik ocen tylko wychowania.
            Może zamiast się czepiać ocen porozmawiaj z synem na temat przyczyn jego zachowania.
            Sądzisz, że gdyby nie było ocen to twój syn nie wiedziałby, że tamten chłopiec tu się pomylił, tu zapomniał, sądzisz że twój syn wyśmiał tamtego za ocenę czy za te pomyłki.

            "Ta chole
            > rna rywalizacja od najmlodszych lat.

            Dzieci rywalizują dlatego, że rodzice juz od kołyski je tego uczą porównując swoje dziecko z wszystkimi okolicznymi dziećmi.



            • aniasa1 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 21:39
              Niestety tak. Jestem pewna na tysiac procent ze to byl jedyny powod. Co lepsze moj syn nie zrobil tego sam. Cala ich paczka, ta ktora przeszla z przedszkola. Nie wiem kto byl inicjatorem ale moj wszedl w to miękko. Pewnie mi nie uwierzysz ale wlasnie dletego tak sie przejmuje bo to byl pierwszy raz kiedy moj syn z kogos sie nasmiewal. Bylam wsciekla na nauczyciela ze nie uprzedzil nas o tych ocenach. Dla tych dzieciakow to byla czysta rywalizacjia. poniewaz nie doczytalas, napisze z po tym wydarzeniu rozmawialam z nim, tlumaczylam
              • makurokurosek Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 22:25
                "Bylam wsciekla na nauczyciela ze nie uprzedzil nas o tych
                > ocenach. Dla tych dzieciakow to byla czysta rywalizacjia.

                wierz mi zachowanie twojego syna raczej nie miało nic wspólnego z ocenami
                Dzieci w przedszkolu też są oceniane i bardzo dokładnie wiedzą czy wykonały pracę lepiej czy gorzej od koleżanki, wiedzą czy ktoś się myli czy nie myli, czy narysował ładnie czy brzydko i nie potrzebują do tego ocen cyfrowych chmurek czy innych pierdół.

                "poniewaz nie doczytal
                > as, napisze z po tym wydarzeniu rozmawialam z nim, tlumaczylam

                Podejrzewam, że takich rozmów odbędziesz jeszcze wiele smile
            • jakw Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 15.10.15, 21:55
              Występuje także gdy nauczyciele z tym wariują.
          • olena.s Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 10:39
            Masz absolutną rację.
            Miałam szczęście, że podstawówka mojego dziecka (niepolska) nie używała stopni. Ba, cenzurki były oddawane dzieciom w zaklejonych kopertach, a dzieci miały zakaz otwierania ich po drodze do domu.
            System bezstoniowy miał za zadanie kształtowac u dzieci nastwienie na naukę, a nie na stopnie. Szkoła była również zdania, że u młodszych dzieci (podstawówka u nas to 6-11) stopnie nie stanowią bodźca do lepszej pracy, tylko powodują szkody w samoocenie i zartracenie przyjemności w nauce. Kiedy moje dziecko towarszyło polskim kuzynom na rozdaniu świadectw było wstrząśnięte i oburzone publicznymi statystykami i pubicznym róznicowaniem dzieci na paskowe i niepaskowe.
            Uczciwie przyznam jednak, że u nas nie ma wyścigu do lepszych gimnazjów, bo szkoła działa w systemie 12 letnim, więc stopnie zazynają mieć realne znaczenie dopiero około 14 roku życia.
            • makurokurosek Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 10:51
              I sądzisz, że w polskiej rzeczywistości sprawdziłoby się to ? Zobacz po samym forum gdzie jest tylko przekrzykiwanie się której dziecko szybciej załatwiało się na toaletę, której szybciej czytało, które szybciej liczyło, której ładniej recytuje a której nic się nie musi uczyć bo tak genialne jest.
              • olena.s Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 10:59
                Myślę, że tak. Ostatecznie ja też przyjechałam z polskiej rzeczywistości, miałam polskie wyobrażenia i oczekiwania.
                Szkoła musiałaby się przemodelować a nauczyciele dobrze podszkolić, ale uważam, że warto. Z moich obserwacji wynika, że działa to doskonale.
                Chociaż prawda jest taka, że w pakiecie jest a) bardzo łatwy i bezpoośredni kontakt z nauczycielami (mail, telefon) oraz b) nie ma oczekiwań, żeby rodzice maluchow uzupełniali i nadrabiali szkolny progam (jasno określone, co maja rodzice robić w domu, a czego NIE robić - np. nie mają poprawiać prac domowych, bo wtedy nauczyciel nie wie, że dziecko jeszcze nie umie).
                • makurokurosek Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 11:12
                  "np. nie mają poprawiać prac domowych, bo wte
                  > dy nauczyciel nie wie, że dziecko jeszcze nie umie).

                  Gdy na wywiadówce zadałam pytanie czy w przypadku gdy dziecko zadania domowego nie jest w stanie samodzielnie zrobić, to czy je zostawić, uzyskałam odpowiedz " ależ w żadnym razie, to kompletnie nie istotne kto dziecku je wytłumaczy, dziecko ma to umieć.
                  • olena.s Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 11:28
                    No mówię, że to jest pewien pakiet. Ale robisz błąd, czymś innym jest wytłumaczenie, a czym innym "poprawianie", co sugeruje nauczycielowi, że dziecko ma większe umiejętności niż faktycznie. Jezeli trwa wyścig o stopnie, to ta druga sytuacja może byc dla dziecka korzystna, ale jeżeli stopni nie ma, to widać, że może dziecku zaszkodzić. U nas było tak, że dzieciaki miały nauczyć się samodzielnie dochodzić do celu. Np. praca domowa z matematyki była sprawdzana w parach uczniowskich - jeżeli miały różne wyniki, miały dojść do tego, jak powinno być rozwiązane poprawnie. Do nauczyciela szły dopiero, kiedy nie dawały rady dociec jaki był ten bląd. I oczywiście nie było za to żadnych stopni, plusów itp.
                    Rodzic mial dopilnować, żeby dziecko pracę domową zrobiło, ale niekoniecznie, aby zrobiło ja poprawnie. Na angielskim dziecko miało na przykład czytać w okreslony sposób przez okeślony czas, ale nie chodziło o wyszlifowania czytania na głos jakiejś czytanki.
                    • ga-ti Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 13:05
                      Wtrącam się do Waszej dyskusji, bo zazdroszczę takiego nastawienia szkoły. U nas gdy dziecku nie poprawię błędów w pracy domowej to zrobi to pani na czerwono i obniży ocenę, a dziecko się naprawdę starało, tylko po drodze pogubiło jakieś literki, bo ciągle jeszcze się uczy poprawnie pisać i obniżona ocena jest dla niego niesprawiedliwością i demotywacją. No gdyby nie było ciągle i za wszystko stawianych ocen to inaczej by to wyglądało. I jeszcze inny aspekt mojego poprawiania błędów dziecku, nauczyciel widzi, że dziecko zaopiekowane, dopilnowane, że rodzic zagląda, poprawia, więc się dzieckiem interesuje. uncertain
                      • olena.s Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 15:38
                        No więc właśnie, to jest system, a nie tylko brak stopni wyrażonych okreslonymi cyframi. Jeżeli nauczyciele nie są przekonani do takiej wersji, to schrzanią sprawę, już to słoneczkami, już to czerwonym długopisem. U nas podstawówka opierała się na przekonaniu, że stopnie w młodszych klasach są szkodliwe (podczas gdy w starszych potrafią dać dziecku ostrogę - ale to jest inna faza rozwoju).
                        Geeralnie szkoła uważała równiez, ze taki prawdziwy życiowy sukces osiągną przede wszystkim te dzieci, kóre bedą miały wewnętrzną siłę i które nauczą się systematyczności. Tu, na forum panuje przekonanie, ze lepiej być zdolnym i nie musieć pracowicie dążyć, ale zdaniem 'mojej' szkoły nie jest to prawdą. Nawet największy talent zafunkcjonuje tylko przy pracy i determinacji. Bez niej szanse sukcesu są bliskie zeru.
            • odnawialna Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 16.10.15, 13:05
              Podpisuję się za systemem bezocenowym. I wiem, że można. Nauczycielka mojego starszego syna (w polskiej podstawówce) stosowała opisy, często krótkie,czasem trochę nieporadne, to były początki po reformie. Te opisy były w stylu:
              ładnie piszesz, ale poćwicz jeszcze literkę b
              dodawanie prawidłowe, krzywo napisane, postaraj trzymać się linii
              bardzo mało błędów, coraz lepiej itp.
              Nie było żadnych buziek, kolorków, literek stosowanych w innych klasach. Syn zawsze wiedział co zrobił dobrze w zadaniu, a nad czym musi popracować. I powiem Wam, że działało rewelacyjnie, dzieciaki z chęcią się uczyły i świetnie dogadywały. Przez pierwsze lata nie usłyszałam, że ktoś dobrze/źle się uczy. Syn pierwszy raz powiedział, że nie chce iść do szkoły w IV klasie smile

              Teraz mam 6-latkę w I klasie i stempelki z buźkami. I już wiem, komu w klasie nauka niespecjalnie idzie, bo dzieciaki już się zorientowały w buźkach. Czyli łatki już zostały przypięte sad
              A najbardziej wkurza mnie, gdy mam wytłumaczyć córce dlaczego dostała buźkę tylko z napisem "ładnie", a do tej pory miała "rewelację", bo zwyczajnie nie wiem, co pani miała na myśli.
        • kj-78 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 21:02
          Dokladnie tak samo jest w Norwegii, przez cala podstawowke nie ma ocen. Uwazam to za duzy plus na poczatku edukacji. Rodzic dostaje dokladny opis co dziecko umie, a nad czym powinno wiecej pracowac. Postepy porownywane sa do stanu sprzed jakiegos okresu czasu (Kasia ostatnio duzo lepiej liczy w pamieci w przedziale do 20, 2 miesiace temu tego nie umiala = zauwazam prace i postepy dziecka), a nie do Zuzi i Malgosi (Kasia co prawda wreszcie sie nauczyla liczyc w przedziale do 20, ale wiekszosc klasy liczy do 100= niewazne, ze czegos tam sie naczyla, i tak odstaje od reszty).

          Bardzo sie ciesze, ze moja pierwszoklasistka nie jest oceniana. Z radoscia chodzi do szkoly, chetnie odrabia prace domowa i uczy sie, zeby umiec, a nie zeby dostac dobra ocene. Wszystko w szkole robi dla siebie. Nie ma konkursow, nagrod na koniec roku (to jeden z najgorszych pomyslow polskiego systemu), rywalizacja i stres sa ograniczone do minimum. Zdecydowanie nie uwazam, ze 6-latka juz trzeba zaczac przyzwyczajac do wyscigu szczurow. Psychika 15-latka zniesie to zdecydowanie latwiej.

          Tak samo kuriozalne jest zalecenie, zeby 4-latki w przedszkolu przyzwyczajac do siedzenia w spokoju przez 45minut, bo inaczej jako 6-latki beda mialy z tym problem. Przeciez miedzy 4 a 6-latkiem jest przepasc! Tak samo z ocenami:to calkiem inaczej dziala na psychike 12-latka, niz 6-latka (zwlaszcza malo zdolnego, ktory mnostwo czasu spedza na nauce, a i tak ma problemy)
          • ponponka1 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 19.10.15, 10:41
            Moja tez pierwszoklasistka w Norwegii i bardzo "potzrebuje" oceny. I widac, ze jej tych ocen brakuje. Juz sa pierwsze sygnaly, ze po co sie starac.....

            Piszac takie piekne oceny o systemie norweskim nie wiesz, ze niedawno byl program z Hadia Tajik - norweskim politykiem pochodzenia pakistanskiego. Jezdzila ona po roznych krajach zeby pokazac inne systemy, np. do USA - bo tam jest kara smierci. Byl tez temat ocen w szkole. Byla w Holandii, gdzie sa oceny, ba testy juz chyba 11 latkow decydujace o ich dalszym ksztalceniu. Holandia wypada o wiele lepiej w testach niz Norwegia. Dzieci holenderskie, tak - dzieci te 11 latki - wypowiadaly sie BA`RDZO pozytywnie o systemie oceny.

            W Norwegii na dodatek, co by dzici nie stresowac, nie uczu sie pisac od razu tylko w drugiej klasie jest wiekszy nacisk na pisanie. A to juz za pozno. Zle nawyki trudno wyplenic. To jak z jazda na nartach. Jak sie od razu nie nauczych prawidlowo to ptokach. Bedziesz jezdzil stylem "krzeslkowym" do konca zycia.
            O co chodzi w tym pisaniu? 90% Norwegow nie umie pisac laczac litery. Tak, wiekszosc. Wynika to ze stylu pisania (pisza bez zakrecania tak jak niemal drkowane male litery np. a lub l ) do tego dodac to nieuczenie pisania poprawnie - kazde dziecko pisze jak umie - i efekt - nie umieja pisac.
            • kj-78 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 19.10.15, 21:06
              Ja to widze troche inaczej, moze dlatego, ze mierzi mnie caly ten wyscig szczurow. Tak, wiem, ze Norwegia jest daleko w tyle, za to jest jednym z tych krajow, gdzie ponad 90%dzieci LUBI szkole i lubi sie uczyc. Jako, ze mam inteligentne dziecko i wiem, ze mnostwo wiedzy moge mu sama przekazac uwazam, ze na poczatkowym etapie nauki brak zniechcania zlymi ocenami jest wazniejszy, niz wtlaczanie jak najwiekszej ilosci wiedzy i zmuszanie do siedzenia nad szlaczkami biednych szesciolatkow.

              Wiem, ze dzieci ucza sie laczenia liter troche pozniej, ale nie zauwazylam, zeby to w jakis sposob zawazalo na ich przyszlosci. W Norwegii skonczylam studia, koncze dotorat i po prostu imponuja mi ludzie, ktorzy ucza sie dla wiedzy, a nie dla ocen, co niestety przez wszystkie lata szkolne bylo moim udzialem. Uczylam sie TYLKO na klasowki, i TYLKO dlatego, ze byly z nich oceny.

              Dobry uczen poradzi sobie wszedzie. Mnie w polskiej szkole zal uczniow slabych (caly czas mowie o klasach 1-3), ktorzy godzinami slecza nad lekcjami, a i tak ledwo ciagna, i nigdy pochwaly ani nagrody na koniec roku nie dostana. Ale pewnie, niech sie ciesza, ze przechodza z klasy do klasy.

              Moze jak bede miala starsze dziecko, moja opinia o systemie sie zmieni. Moze brak ocen przez cala podstawowke nie jest dobrym pomyslem. Brak ocen w klasach 1-3 popieram za to rekami i nogami!
              • morekac Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 20.10.15, 08:02
                > Tak, wiem, ze Norwegia jest daleko w tyle,
    • barbie09.07 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 10:16
      Moja córka w prawdzie w klasie 7-latków,ale czy to az taka duża różnica jak dzieci są z końcówki roku, moja urodzona w listopadzie ,poszła do pierwszej klasy siedmiu lat jeszcze nie miała. Więc różnice metrykalne spore w klasie , do sześciolatków bylo jej blizej niż do rówieśników styczniowo -lutowych wink. Jedynki pani stawiała od pierwszych dni września,za klasówki, za czytanie... A jak dziecko czegoś zapomniało , np. pracy domowej albo rysunku to minus. Za dwa minusy też była jedynka...
    • saszanasza Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 11:15
      Mój syn w klasach 1-3 miał wychowawczynię, która permanentnie była ze wszystkiego zadowolona. Syn dostawał same dobre oceny, ja na każym zebraniu byłam wręcz zapewniana, że wszystko jest o.k.
      Czytając opisy na świadectwie również nie można było się do niczego "przyczepić", chociaż....zawsze dziwiłam się, dlaczego to moje dziecko z takimi rewelacyjnymi ocenami nigdy nie było wyróżnione na koniec roku....No i nie było....bo w klasie czwartej okazało się, że na tle klasy ma pewne deficyty o których nikt mnie nie informował, bo zgodnie z polityczną poprawnością przecież dzieci rozwijają się różnie, należy pozytywnie wspierać, blablabla.....
      No i tak go edukacja wczesnoszkolna nawspierała, dowartościowała dobrymi ocenami/słoneczkami i dobrym słowem, że w klasie czwartej, kiedy pojawiły się oceny, pojawił się również dramat, bo dziecko nie potrafiło elementarnych rzeczyuncertain
      Nikt mnie nie przekona, że system bezocenowy jest dobry, ba...nawet oceny opisowe nie są w stanie odnieść się do wiedzy i umiejętności, bo aby mieć pogląd na całość, trzeba by było przeanalizować je wszystkie zbiorczo. Parę zdań na świadectwie również nie opowie nam całej historii dziecka. Oceny są bardziej "miarodajne" chociaż są wyłącznie zapisem cyfrowym.
      • olena.s Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 11:41
        Ale nie ma żadnego znaczenia, jak twoje dziecko ląduje na tle klasy (póki nie mamy wyścigu do lepszych klas czy lepszych szkół, oczywiście), bo twoje dziecko statystycznie i tak jest pewnie lepsze od masy innych czwartoklasistów ze swojego rocznika, a gorsze od tłumów innych. Znaczenie mają deficyty jako takie. Gdyby szkoła zajęła się deficytami oceniałabyś to inaczej, prawda? Bo to zaniedbanie braków przez szkołę stworzyło problem, a nie brak stopni..
        Zresztą nie mam cię zamiaru przekonywać - opisuję moje własne obserwacje. A te są takie, że dzieci faktycznie rozwijają się bardzo różnie, i faktycznie wspieranie ich stwarza mocniejszych ludzi. Dla których potem słaba ocena to nie tragedia, tylko informacja zwrotna, że to i owo trzeba poprawić. Tymczasem dzieci oceniane i porównywane od małego często interpretują taką sytuacje jako "ja jestem do bani". Kiedy u nas zaczęły sie stopnie były tez niesłychanie szerokie możliwości ich poprawiania. Właśnie po to - bo stopień pokazywał, co dziecko ma dalej robić, a nie oceniał, czy nadaje się do topowych szkół.
        Inny system.
        • saszanasza Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 12:17
          olena.s napisała:

          > Ale nie ma żadnego znaczenia, jak twoje dziecko ląduje na tle klasy (póki nie m
          > amy wyścigu do lepszych klas czy lepszych szkół, oczywiście), bo twoje dziecko
          > statystycznie i tak jest pewnie lepsze od masy innych czwartoklasistów ze swoje
          > go rocznika, a gorsze od tłumów innych. Znaczenie mają deficyty jako takie. Gd
          > yby szkoła zajęła się deficytami oceniałabyś to inaczej, prawda? Bo to zaniedba
          > nie braków przez szkołę stworzyło problem, a nie brak stopni..

          Ależ ze statystycznego punktu widzenia właśnie, moje dziecko nie miało tych braków, bo realizowało program, tyle że program można zrealizować w różnym stopniu, a o tym oceny opisowe nie mówią wprost. Ba, gdyby ich nie było w dalszym ciągu żyłabym w przeświadczeniu o zajebistości własnego dziecka.
          > Zresztą nie mam cię zamiaru przekonywać - opisuję moje własne obserwacje. A te
          > są takie, że dzieci faktycznie rozwijają się bardzo różnie, i faktycznie wspier
          > anie ich stwarza mocniejszych ludzi. Dla których potem słaba ocena to nie trage
          > dia, tylko informacja zwrotna, że to i owo trzeba poprawić.

          Dla dzieci które przez pierwsze lata szkoły wychowywane są w przeświadczeniu, że wszystko co robią, robią wspaniale, zła ocena będzie tragedią. Dziecko musi mieć czas oswoić się z tym, że natura nie wyposażyła go w genialność i na dobre stopnie musi sobie zwyczajnie zapracować a im wcześniej zacznie tę pracę, tym łatkiwj mu będzie ją kontynuować.

          Tymczasem dzieci oc
          > eniane i porównywane od małego często interpretują taką sytuacje jako "ja jeste
          > m do bani".

          to akurat rola rodziców, by wspierać i wyjaśniać, że na ocenach świat się nie kończy.

          >
          • maeve_binchy Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 12:59
            Dziecko musi m
            > ieć czas oswoić się z tym, że natura nie wyposażyła go w genialność i na dobre
            > stopnie musi sobie zwyczajnie zapracować a im wcześniej zacznie tę pracę, tym ł
            > atkiwj mu będzie ją kontynuować.
            >

            Straszne podejście. Dlaczego właśnie polskie dzieci muszą być krytykowane: w domu, w szkole. Po co w ogóle pracować na stopnie? Nie - uczyć się, zdobywać wiedzę, tylko właśnie pracować na oceny. W innych krajach dzieci są chwalone, doceniane i jakoś te społeczeństwa mają więcej wynalazków, osiągnięć, lepsze uniwersytety itp.
            Na bazie własnych doświadczeń mowie dziecku, ze oceny nie maja zadnego znaczenia. Uczy sie dla siebie, zeby np. angielskiego, zeby moc sie porozumiec z obcokrajowcami itp. Wczoraj moj syn powiedzial, ze chcialby miec wyroznienie na koniec roku, jak w I klasie. Dlatego cwiczy czytanke, ktora pani zlecila. Szczerze mowiac - nie podoba mi sie to, uwazam, ze to b kiepska motywacja. Ode mnie dostal jasny komunikat - ciesze sie, ze czyta plynnie, lubi czytac, pochlania ksiazki. Wolalabym, zeby czytal tekst od pani, bo go interesuje a nie, zeby to mialo wplyw na wyroznienie. Niestety widze, ze wszystko to, co mu wpajalam, szkola zdolala zaprzepascic w rok.

            Dlaczego na bazie moich doswiadczen? Cala podstawowka i liceum czerwone paski, najlepsza uczennica, poszlam na studia, na ktore bylo sie ciezko dostac, w dziedzinie niezle platnej, ale kompletnie nieinteresujacej dla mnie. Ale mialabym szanse na udane zycie zawodowe, gdybym po raz kolejny nie koncentrowala sie na sredniej i ocenach. I tak - stypendium za wyniki w nauce, zamiast gorszych ocen i zglepiania tego, co mnie zainteresowalo. Pracuje, placa niezle, ale nienawidze mojej pracy i innych w dziedzinie pokrewnej.
            • maeve_binchy Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 13:01
              zgłębiania
          • olena.s Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 15:30
            Wiesz, obie piszemy ogólnikami, więc nie wiem czy ty mnie rozumiesz, ani nie jestem pewna, czy ja rozumiem ciebie.
            > Ależ ze statystycznego punktu widzenia właśnie, moje dziecko nie miało tych bra
            > ków, bo realizowało program, tyle że program można zrealizować w różnym stopniu
            > , a o tym oceny opisowe nie mówią wprost.
            Co to znaczy "realizowało program"? Że nabyło umiejętności jakich nabyć powinno w określonym czasie? Że e dzieli, mnoży do tysiąca, wie, że "górnik" ma "o" niewymiene i jest gotowe do dalszego etapu edukacji? To o jakich deficytach pisałaś wcześniej?

            , a o tym oceny opisowe nie mówią wprost. Ba, gdyby ich nie było w dalszym ciąg
            > u żyłabym w przeświadczeniu o zajebistości własnego dziecka.
            Byc może się czepiam, ale nie łapię.
            W I klasie niektóre dzieci czytały książki po 200 stron, a moje z trudem dukało "rybki pływają. Dwie rybki pływają. Dwie rybki pływają w morzu". Owszem, pilnowałam, żeby w domu dzieciak czytał zalecony kwadrans czy 20 minut dziennie, jak wszyscy uczniowie. Nie przejmowałam się zajebistością/deficytami, bo szkoła mnie nie alarmowała, że coś nie gra.
            Minął czas i dzieciak poleciał w górę, chwalić się nie będę, ale jest bardzo dobrze. Jeżeli miał w I klasie "deficyty", to w III już ich nie miał. Po drodze ani nie znienawidził czytania, ani nie miał traum, ani nie zbudował kompleksów. Nabył przeświadczenia, że umiejętności uzyskuje się za pomocą systematycznej pracy.

            Dla dzieci które przez pierwsze lata szkoły wychowywane są w przeświadczeniu, ż
            > e wszystko co robią, robią wspaniale, zła ocena będzie tragedią.
            Nie potwierdzam, ale może inaczej widzimy funkcjonowanie okresu bezstopniowego. Przykład konkretny: moje drogie dziecię nie zostało obdarzone idealnym słuchem. Nauczycielka muzyki wyjaśniła to następującymi słowy "Ty masz taki głos, który najlepiej będzie brzmiał w chórze". Nie oznacza to ani fałszywego utwierdzania w przeświadczeniu o "zajebistości", ani też załamywania dzieciaka krytyką.
            Kiedy zaczęły się u nas oceny, trafiały sie różne wink. Nie były tragediami, bo nie były ważne, a ponadto jak ktoś chciał, to mógł napisać ponownie klasówkę (te same zagadnienia) i stopień poprawić. W gimnazjum zaś dzieci przestały mieć klasy, każde chodziło własnymi ścieżkami, więc też nie było motywacji do porównywania się wciąż w obrębie tej samej grupy.
            > to akurat rola rodziców, by wspierać i wyjaśniać, że na ocenach świat się nie k
            > ończy.
            System, którego cała konstrukcja uczy dziecko, że uczymy się dla stopni i pochwał, a potem rolą rodziców jest wyjaśnianie, że świat sie na tym nie kończy, wydaje mi się surrealistycznie nieefektywny.
            • maeve_binchy Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 16:09
              "System, którego cała konstrukcja uczy dziecko, że uczymy się dla stopni i pochwał, a potem rolą rodziców jest wyjaśnianie, że świat sie na tym nie kończy, wydaje mi się surrealistycznie nieefektywny. "

              podpisuje sie czterema konczynami!
              • saszanasza Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 16:29
                maeve_binchy napisała:

                > "System, którego cała konstrukcja uczy dziecko, że uczymy się dla stopni i poch
                > wał, a potem rolą rodziców jest wyjaśnianie, że świat sie na tym nie kończy, wy
                > daje mi się surrealistycznie nieefektywny. "

                niestety całe życie podporządkowane jest "cyfrom", w większości przypadków pracujemy również dla pieniedzy, rzadko jest to potrzeba samorealizacji, czy hobby. szczęśliwi ci, dla których zawód jest jednocześnie pasją....nieliczni ci.....
                >
                > podpisuje sie czterema konczynami!
                • olena.s Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 17:31
                  No, to już musisz sama zdecydować, czy zły stopień jest czy nie jest końcem świata. Inaczej nie tylko osuniesz się w hipokryzję, ale wręcz w paranoję.
                  I wybacz, ale nie zgadzam się. Brak ocen traktowanych jako miernik wartości człowieka (a małe dzieci tak to postrzegają) jest szansą na zbudowanie wewnętrznej motywacji. Oceny przynajmniej to utrudniają, jeżeli nie wręcz uniemożliwiają.
          • kj-78 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 21:19
            saszanasza napisala:
            <Ależ ze statystycznego punktu widzenia właśnie, moje dziecko nie miało tych braków, bo realizowało program, tyle że program można zrealizować w różnym stopniu, a o tym oceny opisowe nie mówią wprost. Ba, gdyby ich nie było w dalszym ciągu żyłabym w przeświadczeniu o zajebistości własnego dziecka.

            Ale to juz wina nauczyciela! System bezstopniowy wcale nie oznacza, ze wszyscy mysla, ze jest wspaniale. Skad Ci to przyszlo do glowy? System bezstopniowy to: "musisz wiecej pracowac nad ortografia. Budujesz ladne zdania." Dziecko, zamiast zlej oceny dostaje konkretna informacje, nad czym powinno sie skupic, a w czym jest dobre. Pala z wypracowania nie zacheci do nauki bardziej niz przyklad, ktory podalam.

            <Dla dzieci które przez pierwsze lata szkoły wychowywane są w przeświadczeniu, że wszystko co robią, robią wspaniale, zła ocena będzie tragedią.

            I znowu: dziecko po prostu dostaje informacje adekwatna do swojego stanu wiedzy i pracy nad postepami. "Dobrze, ze juz umiesz tabliczke mnozenia do 50, widze, ze nad tym duzo ostanio pracowalas. Teraz mozesz zaczac pracowac nad reszta tabliczki do 100". Zamiast: pala z tabliczki, bo na dzis trzeba sie bylo nauczyc calej (a dziecko mimo siedzenia godzinami nauczylo sie tylko polowy).

            Nikt mnie nie przekona, ze oceny w klasach poczatkowych maja inny cel niz bycie straszakiem (musisz sie uczyc i siedziec nad lekcjami, bo dostaniesz pale i wszyscy zobacza, ze jestes glupkiem). Male dzieci sa ciekawe i lubia sie uczyc nowych rzeczy. Oceny zabijaja naturalna ciekawosc swiata, dziecko zaczyna rozumiec, ze nauka nie moze byc czyms fajnym, skoro daja za to nagrody, a zmuszaja karami. Jakby dziecko uczace sie chodzic karano za kazde przewrocenie, to w koncu usiadloby na pupie i wypielo na ewentualne nagrody. Co tez czyni duza czesc polskich uczniow, albo raczej uczynilaby, gdyby nie wizja kary. Bo niestety rezygnacja nie wchodzi w gre, przynajmniej do pewnego wieku.

            Testy PISA pokazuja, ze w krajach gdzie nie ma ocen, dzieci lubia szkole i lubia sie uczyc.
            • zjawa1 Re: kj-78 13.10.15, 23:41
              ,,Oceny jako straszak"... Jakoś tego nie zauważyłam, podobnie jak nie zauważyli tego, dotychczas rodzice w naszej klasie. Wręcz przeciwnie, oceny na nasze dzieci działają mobilizującą. Wszystko zależy od tego w jaki sposób przygotuje dziecko rodzic.
              Wiadomo, lepiej ,,produkować" nieróbstwo i pocieszać, że,, nic się nie stało, nie umiesz, trudno, musisz postarać się bardziej, za którymś tam razem zdasz to, jak nie zdasz, to trudno, starałeś się, a jeśli nie starałeś się, to może powinieneś starać się bardziej, i tak jesteś bystry, mądry i super bohaterem, bo już sam fakt, że zdobyłeś się na zdawanie, zaliczanie czegoś było nie lada wyczynem itp. itd."... No, dajcie spokój, potem takie ,,twory" wychowane i wyuczone w takim przeświadczeniu trafiają ( o zgrozo) do liceum. A tam, co się dzieje?
              Dzieciaczki zbulwersowane, że nauczyciel ,,wymaga", że robi sprawdziany, zadaje prace domowe i na dodatek to ocenia! ...Już skrajnym przykładem takich ,,biedulek" były te, które na studiach licencjackich oburzyło to, że Pan prof. kazał im napisać pracę licencjacką!
              Tragedia, jak zdewaluowano wykształcenie w Polsce, teraz każdy debil ma maturę, a co gorsza jeszcze większy wykształcenie wyższe. Namnożyli pseudo uczelni prywatnych- a co za tym idzie- mgr gdzie liczy się opłata za czesne a nie wiadomości i umiejętności!
              • kj-78 Re: kj-78 15.10.15, 21:34
                zjawa1 napisała:

                > ,,Oceny jako straszak"... Jakoś tego nie zauważyłam, podobnie jak nie zauważyli
                > tego, dotychczas rodzice w naszej klasie. Wręcz przeciwnie, oceny na nasze dzi
                > eci działają mobilizującą.

                No wlasnie, bez ocen nie ma mobilizacji. Czy dziecko przygotuje super prezentacje, wlozy w to mnostwo wysilku widzac, ze NIE BEDZIE za to oceny?

                > Wszystko zależy od tego w jaki sposób przygotuje dziecko rodzic.
                > Wiadomo, lepiej ,,produkować" nieróbstwo i pocieszać, że,, nic się nie stało, n
                > ie umiesz, trudno, musisz postarać się bardziej, za którymś tam razem zdasz to,
                > jak nie zdasz, to trudno, starałeś się, a jeśli nie starałeś się, to może powi
                > nieneś starać się bardziej, i tak jesteś bystry, mądry i super bohaterem, bo ju
                > ż sam fakt, że zdobyłeś się na zdawanie, zaliczanie czegoś było nie lada wyczyn
                > em itp. itd."...

                Widzisz, nie wiesz zupelnie, jak to funkcjonuje, moze najpierw troche poczytaj. Ja myslalam podobnie (sama uwielbialam oceny, bo nauka przychodzila mi bez wysilku), Az zobaczylam jak dziala szkola bez ocen.

                Po pierwsze SA sprawdziany (z punktami), po drugie SA prace domowe. Po trzecie nikt nikogo nie pociesza. Nie umiesz = musisz sie nauczyc, ZEBY UMIEC, nie zeby zaliczyc na ocene. Nieodrabianie pracy domowej jest rzadkoscia, nikomu sie w glowie nie miesci, jak to, nie odrobic? Sciaganie nie istenieje.

                No, dajcie spokój, potem takie ,,twory" wychowane i wyuczone w
                > takim przeświadczeniu trafiają ( o zgrozo) do liceum. A tam, co się dzieje?
                > Dzieciaczki zbulwersowane, że nauczyciel ,,wymaga", że robi sprawdziany, zadaje
                > prace domowe i na dodatek to ocenia!

                Tak, ja po polskej szkole trafilam na tutejsze studia... Ten przedmiot tylko na zaliczenie? To odwale, byle zdac. Ten na ocene? O, to trzeba sie przylozyc. Bylam jedyna osoba z takiem podejsciem. Do tego wszystkie oceny (tak jak i w tutejszym gimnazjum i liceum) sa wylacznie do wiadomosci prywatnej, nikt sie z nikim nie porownuje i pani na glos nie wyczytuje ocen z klasowki: Jasiu - pala, Kasia - piatka.

                Oceny w klasach poczatkowych to porazka i zabijanie naturalnej checi uczenia sie i zdobywania wiedzy!
              • jakw Re: kj-78 15.10.15, 21:58
                Ale to nie debile mnożą kolejne uczelnie prywatne tylko profesorowie goniąc za kasą.
            • olena.s Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 14.10.15, 11:37
              Zgadzam się z tym co piszesz, i dorzucę jeszcze jeden argument przeciwko stopniom. Kiedy stopnie, wszystko jedno, czy piątki czy chmurki stają się ważne, pokusa aby ściągać rośnie w siłę, bo nagroda, czyli ocena, jest cenniejsza. Myślę, że łatwiej jest walczyć ze ściąganiem kiedy stopień nie jest celem. A w Polsce ściągnie jest powszechnie przyjęte. Sądzę, że przyczynkiem do tego są również oceny..
              Zauważcie też, że w dyskusji nikt nie dostrzegł argumentu o szlaczkach i nie zakwestionował twierdzenia, że szlaczek Kasi jest ładniejszy, choć pociągnęła go migiem, a Basi - brzydszy, mimo że pracowąła nad nim długo, więc Kasia powinna dostać lepszy stopień. To pokazuje, jak bardzo oceny przesłoniły piszącym sens szkolnej nauki. Jakże mają więc nie przesłaniać go dzieciom?
              Szlaczków nie robi się po to, żeby efekt był piękny, tylko po to, żeby wyćwiczyć rękę do pisana na prostszym wzorze. Ocena (w sensie pochwała czy nagana) jest więc w ogóle w tym przypadku absurdalna.
      • ewa_mama_jasia Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 14.10.15, 11:57
        No i właśnie to jest do kitu. Nauczycielka Twojego syna olała sprawę, bo wszystko było super. Nauczycielka mojego syna też olała sprawę, tylko że inaczej - Ciągle miała mu za złe różne rzeczy, pisałam tu nie raz o nadmiarze uwag w dzienniczku, ciągle było, ze się nie stara. Jeszcze na spotkaniu indywidualnym pod koniec III klasy (sam koniec czerwca) przekonywała mnie, ze syn potrafi ładnie pisać, tylko mu się nie chce. Zresztą tak samo twierdziła przez poprzednie 3 lata. W poradni w tym samym czasie (tylko opinię dostałam w lipcu, już po zakończeniu szkoły) wyszło, ze źle trzyma długopis, że nie ma rozwiniętych odpowiednich mięśni odpowiedzialnych za pisanie i że powinien był przez ostatnie 3 lata nad tym pracować. Ja, wierząc wychowawczyni, kazałam mu przepisywać czytelnie i ładnie ćwiczenia, wypracowania itp. A mogłam się skupić na jakimś innym sposobie, gdyby mi wychowawczyni powiedziała, ze jest problem i ze syn nie może łanie pisać a nie że nie chce.
        • zjawa1 Re: ewa_mama_jasia 14.10.15, 22:50
          Dla mnie oburzające jest to, że pani, wychowawca w dzienniczku ogólnodostępnym pisze o tym, że twoje dziecko mało się stara, nie widząc zródła problemu. Problem ona miała, skoro nie dostrzegła jako nauczyciel, że dziecko zle trzyma np. narzędzie do pisania!
          Druga kwestia, u nas pani nie wypisuje takich rzeczy, albo mówi o tym osobiście rodzicom na zebraniu, albo dzwoni do nich. W dzienniczku są tylko uwagi za złe zachowanie dziecka, oraz informacje dotyczące spraw organizacyjnych.
      • jakw Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 17.10.15, 22:10
        No ale czego dowód ma stanowić ta historia? Że oceny nic nie dają?
    • ga-ti Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 12:48
      Ha, witaj w prawdziwej szkole, chciałoby się powiedzieć, z ocenami, uwagami, pracami domowymi itp. Przepraszam za sarkazm, ale jak w przedszkolnej zerówce na zebraniu zasugerowałam, żeby dzieciaki powolutku przygotowywać do systematyczności, zadań domowych, ocen to zostałam zakrzyczana przez super mamuśki, że przecież sześciolatki w szkole mają luz, blues i spokój święty, bo są sześciolatkami. Rzeczywistość okazała się inna uncertain

      Tak, w szkole moich dzieci są oceny 1-6 normalne, zapisane cyframi, ocena opisowa jest na półrocze i koniec roku, ale żeby nie było ona też nie opisuje nawet w połowie mojego dziecka. Czasem do oceny cyfrowej pani doda komentarz typu 'bardzo ładnie' 'poprawiłaś pismo' 'nie postarałaś się' 'uważaj na linie' itp.
      I nie razi mnie to, że dziecko za trzy minusy za brak pracy domowej dostanie 1, bardziej niesprawiedliwe wydaje mi się to, gdy dziecko przez godzinę ślęczy nad szlaczkami, literkami, starając się na miarę swoich możliwości i po raz kolejny dostaje 4- . I tłumaczenia, że bardzo ładnie napisało, że się starało, że pracowało sumiennie, że ocena nie ma znaczenia, a już zupełnie nie ma znaczenia co dostała Kasia czy Zosia.... zupełnie nie pomagają, bo dziecko też chce dostać 5. Demotywująca rola oceny niestety w przypadku mego dziecka była dość duża, zwłaszcza na początku edukacji.
      Trudno trafić na mądrego i wrażliwego nauczyciela.

      Na szczęście (albo na nieszczęście) dziecko wyrasta, podporządkowuje się, poddaje albo wycwania i różne 'działania systemowe' nie robią już na nim takiego wrażenia.
      • makurokurosek Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 13:41
        Naprawdę chciałabyś żeby twoje dziecko przez całe swoje życie było takie naiwne ?
        My od dłuższego czasu pokazujemy córce głupotę bajek Disneya i tego jak bardzo różnią się od swoich pierwowzorów które niosły prawdziwe przesłanie.
      • saszanasza Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 14:15
        ga-ti napisała:


        >
        >
        > I nie razi mnie to, że dziecko za trzy minusy za brak pracy domowej dostanie 1,
        > bardziej niesprawiedliwe wydaje mi się to, gdy dziecko przez godzinę ślęczy na
        > d szlaczkami, literkami, starając się na miarę swoich możliwości i po raz kolej
        > ny dostaje 4- . I tłumaczenia, że bardzo ładnie napisało, że się starało, że pr
        > acowało sumiennie, że ocena nie ma znaczenia, a już zupełnie nie ma znaczenia c
        > o dostała Kasia czy Zosia.... zupełnie nie pomagają, bo dziecko też chce dostać
        > 5.

        a nie przyszło ci do głowy, że Kasia czy Zosia być może również godzinami ślęczy nad szlaczkami ale wychodzi jej to lepiej niż twojemu dziecku, dlatego niesprawiedliwe byłoby postawienie tej samej oceny. poza tym, trudno zmierzyć wkład pracy, mierzy się efekty.
        czy uważasz za sprawiedliwe, gdyby twoja córka spędziła dwie godzińy na nauce tabliczki mnożenia, wykuła się jej na pamięć, a koleżanka obok tłukła ją przez dwa dni i w dalszym ciągu jej nie potrafiła, przy czym zarówno twoja córka jak i ta dziewczynka dostałyby te same oceny, bo przecieź tamta się starała "dłużej"?
        poza tym...nawet jeśli nie byłoby ocen, byłaby inna informacja...myślisz że byłaby mniej demotywująca, gdyby pomimo starań nadal dziecko przynosiło opis "Kamilka nadal nie zna tabliczki mnożenia, musi jeszcze popracować"uncertain
        >
        > Na szczęście (albo na nieszczęście) dziecko wyrasta, podporządkowuje się, podda
        > je albo wycwania i różne 'działania systemowe' nie robią już na nim takiego wra
        > żenia.

        no i o to chodzi, by dziecko nauczyło się funkcjonować w rzeczywistości, której zmienić się zwyczajnie nie da
        • maeve_binchy Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 15:28
          A dlaczego informacja nie moglaby brzmiec: "Kamilka opanowala mnożenie w zakresie 1-3, powinna popracowac nad mnozeniem pozostalych cyfr do 10"?
          Tak, widze istotna roznice m-dzy powyzszym komunikatem a np. 1 czy 2. Ocena nie daje zadnej informacji. Ocena nie sluzy dziecku - jest jedynie ulatwieniem dla nauczyciela. Zle oceny demotywuja a dobre sa kiepska nagroda, bo sluza uczeniu sie dla stopni a nie dla wiedzy samej w sobie.

          Sasza, dajesz przyklad syna: ok, czyli bez ocen nie mialas pojecia, jakie mial trudnosci? Nie towarzyszylas mu w odrabianiu lekcji w klasach 1-3 (chociaz czesciowo), nie mial pytan? Nie wiedzialas, jaki mial zakres materialu i czy rozumial? Byc moze w takim ukladzie i w waszym przypadku oceny sa niezbedne. Ja korzysci nie widze (niezaleznie od tego, ze zawsze bylam topowa uczennica/studentka a syn byl wyrozniony).
          • saszanasza Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 16:23
            maeve_binchy napisała:

            > A dlaczego informacja nie moglaby brzmiec: "Kamilka opanowala mnożenie w zakres
            > ie 1-3, powinna popracowac nad mnozeniem pozostalych cyfr do 10"?

            wybraź sobie, że Kamilkaka pracuje nad mnożeniem tych cyfr przez 10, a po każdej weryfikacji komentarz ten sam, albo w stylu "kamilka nadal musi pracować nad mnożeniem". mnie osobiście po kolejnym razie dopadłby wkurw, a dla dziecka to też komunikat o pejoratywnym wydźwięku,że pomimo jego szczerech chęci, pani nadal jest niezadowolona. poza tym popracować nad mnożeniem jest bardzo enigmatycznym stwierdzeniem, bo Kamilka mogła w tym mnożeniu pomylić się raz, a mogła zwyczajnie go nie znać.


            > Tak, widze istotna roznice m-dzy powyzszym komunikatem a np. 1 czy 2. Ocena nie
            > daje zadnej informacji. Ocena nie sluzy dziecku - jest jedynie ulatwieniem dla
            > nauczyciela. Zle oceny demotywuja a dobre sa kiepska nagroda, bo sluza uczeniu
            > sie dla stopni a nie dla wiedzy samej w sobie.

            Ocena daje obraz dziecka na tle pewnej statystycznej grupy jaką stanowi klasa uczniów. Informuje, w jakim stopniu dziecko realizuje program, jeżeli rodzic ma ochotę na szczegóły-ma możliwość uzyskania informacji od nauczyciela, czy obejrzenia prac dziecka. Ocena opisowa odnosi się wyłącznie do dziecka i dla rodziców może być myląca.
            >
            > Sasza, dajesz przyklad syna: ok, czyli bez ocen nie mialas pojecia, jakie mial
            > trudnosci?

            on nie miał trudności, jak już pisałam, a ja nie miałam porównania z innymi dziećmi, bo przecież po cóż miałabym porównywać. dostawał przecież same "piątki" .ja jego deficyty zauważałam, dlatego nie raz pytałam się nauczycielki, czy oby na pewno dziecko sobie dobrze radzi i zawsze (sic!) radził sobie świetnie. i tak przez 3 lata.

            Nie towarzyszylas mu w odrabianiu lekcji w klasach 1-3 (chociaz czes
            > ciowo), nie mial pytan? Nie wiedzialas, jaki mial zakres materialu i czy rozumi
            > al?

            dla mnie wyznacznikiem była ocena "opisowa" pani, czyli "Piotr dobrze sobie radzi, realizuje program, potrafi czytać i pisać" itd.itd. w ocenie opisowej nie mieści się porównanie z innymi uczniami, więc nie miałam podstaw by syna porównywać, skoro podstawę programową realizował, dlatego twierdzę, że oceny opisowe nie dają pełnego obrazu wiedzy ucznia, bo odnoszą się do "tu i teraz", oceny zapisane cyframi to "średnia klasowa" i tak...porównanie z innymi uczniami jest ważne bo ukazuje jak uczeń radzi sobie na tle klasy, bo tak jak pisałam: podstawę programową można zrealizować na ocenę 2 i na 6 i dziecko nadal będzie w "normie programowej", tyle że oceny o tym mówią, a opis nie.

            moze w takim ukladzie i w waszym przypadku oceny sa niezbedne. Ja korzy
            > sci nie widze (niezaleznie od tego, ze zawsze bylam topowa uczennica/studentka
            > a syn byl

            Gdyby nie było ocen mój (aktualny gimnazjalista) w ogóle by się nie uczył, bo on nie odczuwa potrzeby uczenia się i nie jest ambitny, choć dosyć zdolny i inteligentny. Najwyraźniej brak parcia wczesnoszkolnego go nie zachęciło do nauki, raczej "rozleniwiło".
            Mało jest dzieci które uczą się, bo lubią, a przecież w systemie bezocenowym nauka i tak byłaby koniecznościa. Myślę, że wtedy dzieci uczyłyby się wyłącznie dla siebie/na miarę własnych potrzeb/ambicji/umiejętności, tyle że czy to wystarczyłoby, by w przyszłości zrealizowały się zawodowo i życiowo, bo jednak oceny niejako determinują ścieżkę kariery zawodowej. Dzieciak dający sobie średnio radę z biologii, medycyny raczej nie wybierze, ale musi o tym wiedzieć i mieć jasny komunikat: "sorry kolego ale stan twojej wiedzy z przedmiotów istotnych z punktu widzenia medycyny, wyrażony oceną uzyskaną w oparciu o średnią "krajową" nie kwalifikuje cię, do podjęcia tego kierunku studiów", a nie że "uczeń zna podstawy teorii ewolucji, opanował wiedzę z zakresu układu oddechowego, ale musi popracować nad układem rozrodczym"big_grin
            • jakw Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 17.10.15, 19:02
              I co, lepiej jakby za każdym razem gdy mnożenie jej nie wyjdzie, dostala 3 bez żadnej dodatkowej informacji? W ocenie opisowej można napisać: "widać postęp w nauce mnożenia, proszę szczególnie ćwiczyć mnożenie przez 9"
            • morekac Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 17.10.15, 21:03
              >Dzieciak dający sobie średnio radę z biologii, medycyny raczej nie wybierze, ale musi o tym wiedzieć i mieć jasny komunikat: "sorry kolego ale stan twojej wiedzy z przedmiotów istotnych z punktu widzenia medycyny, wyrażony oceną uzyskaną w oparciu o średnią "krajową" nie kwalifikuje cię, do podjęcia tego kierunku studiów",
            • jakw Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 18.10.15, 12:50
              saszanasza napisała:

              > Dzieciak dający sobie średnio ra
              > dę z biologii, medycyny raczej nie wybierze, ale musi o tym wiedzieć i mieć jas
              > ny komunikat: "sorry kolego ale stan twojej wiedzy z przedmiotów istotnych z pu
              > nktu widzenia medycyny, wyrażony oceną uzyskaną w oparciu o średnią "krajową" n
              > ie kwalifikuje cię, do podjęcia tego kierunku studiów", a nie że "uczeń zna pod
              > stawy teorii ewolucji, opanował wiedzę z zakresu układu oddechowego, ale musi p
              > opracować nad układem rozrodczym"big_grin
              Wybacz, ale dzieci w podstawówce biologii jako takiej nie mają, więc rozważanie istnienia stopni w podstawówce, a zwłaszcza w klasach I-III, do dostawania się na medycynę ma się nijak. Na dokładkę przyjęć na medycynę nigdy nie było na podstawie jakichkolwiek stopni szkolnych - albo był egzamin z biologii i chemii (ew. jeszcze z fizyki) albo wyniku matury rozszerzonej z tych przedmiotów. I 80% z obu rozszerzeń to raczej minimum , żeby się dostać. A ludzie różne decyzje podejmują. Mogą nie mieć w liceum biologii i chemii (a zatem i ocen ) , a porywać się na zdawanie rozszerzeń z tych przedmiotów, bo jednak chcą iść na medycynę. Jeśli są wystarczająco zdeterminowani to jak najbardziej może im się udać mimo braku ocen w liceum i nawet takich sobie ocen w gimnazjum z owej biologii i chemii.
          • jakw Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 15.10.15, 22:04
            Spokojnie i bez ocen można przekazać info nad czym trzeba popracować i nad czym zwrócić uwagę. Gdy córka miała problem z głoskami żadna pała by nie pomogła by jej tego opanować. A na dokładkę mamusia, czyli ja, nie wiedziała co to głoska. Na szczęście pani napisała elaborat jak to ćwiczyć.
        • ga-ti Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 20:02
          Sasza, chodzi o to, że oceny ułatwiają porównywanie się dzieci i dzieci. Ocena powinna oceniać postępy bądź regres tego jednego, jedynego dziecka, w danej sferze, zakresie, czyli że np. napisało te literki troszkę lepiej niż wczoraj, lepiej niż przedwczoraj i sporo lepiej niż trzy dni temu, czyli pisze coraz lepiej, ładniej, dokładniej itp. czyli to konkretne dziecko robi postępy w pisaniu, jakim kosztem, pracą, wysiłkiem, no cóż, tego nauczyciel do końca wiedzieć nie może, dzieciaki maja różne zdolności i różne rzeczy przychodzą im łatwiej lub trudniej, ale widać - nauczyciel powinien to widzieć - gdy dane dziecko zrobiło coś byle jak, czy się przyłożyło, czy czegoś przeskoczyć nie może. System ocen cyfrowych nie sprawdza się w tym przypadku niestety.
          Fakt, funkcjonowanie dziecka na tle rówieśników daje szerszy obraz, wyznacza jakieś tam średnie, normy, do których dziecko w danym wieku powinno dążyć, a gdy bardzo odbiega to bijemy na alarm. I ok. ale to nie jest funkcją pojedynczej oceny pracy dziecka.

          Pewnie, że dzieciak musi się nauczyć funkcjonować w danej rzeczywistości, ale miło by było gdyby jednocześnie zachował swoją odrębność, osobowość, nie został stłamszony przez system, wyrównany i dopasowany do jakiegoś wzorca. Ile to razy się mówi, że szkoła zabija kreatywność, że dzieci muszą poprawnie czyli według klucza wypełnić luki, rozwiązać test? Tego też się muszą nauczyć, ale niech mają też przestrzeń na realizację, kreatywność, własne zdanie itp.
          • saszanasza Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 20:40
            dlatego uważam, że lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzić na etapie edukacji wczesnoszkolnej i w miejsce religii chociażby lekcji "dydaktycznych psychologiem - które budują w dziecku poczucie własnej wartości, regulują stosunki społeczne, uczą dzieci radzić sobie w szkolnej rzeczywistości, radzić sobie ze stresem i funkcjonować w środowisku rówieśniczym. to jest właściwa droga. generalnie zatrudnienie psychologów w miejsce katechetów byłoby dla mnie idealnym rozwiązaniem😉 dopuszczam również opracowanie specjalnego programu przez psychologów i wdrożenie go przez zwykłych nauczycieli.
            • ga-ti Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 22:40
              To bardzo dobry pomysł.
              Oby dał się zrealizować.
              Do tego przereformowany program na uczelniach wyższych i weryfikacja kandydatów wink
            • zjawa1 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 14.10.15, 00:38
              saszanasza napisała:

              > dlatego uważam, że lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzić na etapie edukacji wc
              > zesnoszkolnej i w miejsce religii chociażby lekcji "dydaktycznych psychologiem
              > - które budują w dziecku poczucie własnej wartości, regulują stosunki społeczn
              > e, uczą dzieci radzić sobie w szkolnej rzeczywistości, radzić sobie ze stresem
              > i funkcjonować w środowisku rówieśniczym. to jest właściwa droga. generalnie za
              > trudnienie psychologów w miejsce katechetów byłoby dla mnie idealnym rozwiązani
              > em😉 dopuszczam również opracowanie specjalnego programu przez psycholog
              > ów i wdrożenie go przez zwykłych nauczycieli.

              A może rodzic w końcu powinien coś w powyższych kierunkach uczynić? Bo z tego, co piszesz, to szkoła powinna mieć wpływ wyłączny na kształtowanie Twoich dzieci... A co rodzice? Mnie zawsze wydawało się, że kto jak kto, ale to rodzina powinna krzewić w swym potomku:,, poczucie własnej wartości" itp.!
        • zjawa1 saszanasza 13.10.15, 23:58
          saszanasza napisała:
          > a nie przyszło ci do głowy, że Kasia czy Zosia być może również godzinami ślęcz
          > y nad szlaczkami ale wychodzi jej to lepiej niż twojemu dziecku, dlatego niespr

          > awiedliwe byłoby postawienie tej samej oceny. poza tym, trudno zmierzyć wkład p
          > racy, mierzy się efekty.
          > czy uważasz za sprawiedliwe, gdyby twoja córka spędziła dwie godzińy na nauce t
          > abliczki mnożenia, wykuła się jej na pamięć, a koleżanka obok tłukła ją przez d
          > wa dni i w dalszym ciągu jej nie potrafiła, przy czym zarówno twoja córka jak i
          > ta dziewczynka dostałyby te same oceny, bo przecieź tamta się starała "dłużej"
          > ?
          No wybacz, ale coś Ci się pomieszało. I to konkretnie. Ty w pracy oceniana jesteś za to, że się,, starasz, a nie przynosi to rezultatów" i dostajesz pensje za to, że nic nie zrobiłaś, choć bardzo chciałaś zrobić?
          Ocenia się zawsze rezultat. Wybacz, dlaczego moje dziecko ma dostać niższą albo taką samą jak Twoje, skoro wykonał pracę perfekcyjnie? Dlatego, że zamiast 2 godzin siedział 15 minut?
          Widocznie jest zdolniejszy. Uważam, że skoro dziecko jest w czymś zdolne to niby dlaczego ma być karane za średniaki? Do tego służy i służyła zawsze ocena Celująca!
          Co, mam powiedzieć synowi: ,,synku dostałeś 6 z tabliczki mnożenia, 6 z ortografii, ale wiesz, w sumie nie zasłużyłeś na taką ocenę, bo wiesz są dużo mniej zdolne dzieci, które kuły to wszystko tygodniami, a ty od tak to opanowałeś, zero wysiłku, itp."
          Nie wiem, jakie macie dzieci, ale faktycznie od klasy pierwszej jeszcze ani razu nie siedziałam z dzieckiem nad nauką! Sam, od początku czyta i odrabia zadania domowe, ma nauczyć się na pamięć wiersza, sam się uczy, czasami nawet nie wiem, że coś podobnego było zadane. I niby dlaczego mój syn ma ,,czuć się winny" z tego tytułu, że mniej czasu zajmuje mu odrabianie lekcji?? Wręcz przeciwnie, nie ma takiej skali ocen aby docenić to, że sam te lekcje odrabia, uczy się celująco i wszystko wynosi z lekcji z nauczycielami w szkole!
          • olena.s Re: saszanasza 14.10.15, 01:14
            > Co, mam powiedzieć synowi: ,,synku dostałeś 6 z tabliczki mnożenia, 6 z ortogra
            > fii, ale wiesz, w sumie nie zasłużyłeś na taką ocenę, bo wiesz są dużo mniej zd
            > olne dzieci, które kuły to wszystko tygodniami, a ty od tak to opanowałeś, zero
            > wysiłku, itp."

            No to masz, a raczej będziesz miała (bo dziecko masz jeszcze w początkowej edukacji) problem. Po pierwsze, każdy dochodzi kiedyś do granicy tego, co może zassać z powietrza bez wysiłku. Dla kogoś będzie to druga klasa, dla kogoś szósta, dla kogoś - gimnazjum, ale ten moment nadejdzie. Jest gdzieś obok wątek zatroskanej matki, której syn tak przywykł do łatwych sukcesów, że nie potrafi zmusić się do wysiłku, kiedy wymagania wzrosły. Powinien cię zainteresować.
            A po drugie, nawet geniusz musi ciężko pracować na sukces. Pomyśl o tysiącach godzin przećwiczonych przez Mozarta, o setkach żarówek z różnych stopów, które przepalały się Edisonowi, o tonach gruzu usuwanych przez Cartera. Gdyby poza talentem i wykształceniem nie mieli siły woli i gotowości do ciężkiej, żmudnej pracy i do upartego dążenia, to nie odnieśliby sukcesu.

            Jesteś oburzona kwestią szlaczków.
            • zjawa1 Re: olena.s 14.10.15, 22:58
              Myslę, że nie mam problemu żadnegosmile Bo po pierwsze:
              -moje dziecko w przeciwieństwie do dzieci, które przeszkadzają na lekcji i zajmują się pierdołami, słucha nauczycieli i to wystarcza mu, aby umieć to, co potrafi.
              -Po drugie, kto jak kto, ale on szczególnie zmuszony był do pokonywania nie lada przeszkód, tuż na starcie edukacji. Sam, ambitnie przez wiele miesięcy swojego 6-letniego życia, ćwiczył to, co nagle mu zabrano, dzięki samozaparciu, odzyskał to i to z nawiązką! Jest postrzegany, jako bardzo ambitne dziecko. Wie, kiedy ,,musi" przycisnąć. Kiedy kiego o rok starsi koledzy, jęczeli, że muszą napisać 4 szlaczki w zeszycie, on musiał codziennie, po lekcjach chodzić na bolesne rehabilitacje i rysować tych szlaczków 5 razy więcej. Może dlatego, teraz pisze najładniej w klasiesmile
          • saszanasza Re: saszanasza 14.10.15, 07:14
            zjawa1 napisała:

            > saszanasza napisała:
            >
            > No wybacz, ale coś Ci się pomieszało. I to konkretnie. Ty w pracy oceniana jest
            > eś za to, że się,, starasz, a nie przynosi to rezultatów" i dostajesz pensje za
            > to, że nic nie zrobiłaś, choć bardzo chciałaś zrobić?
            > Ocenia się zawsze rezultat. Wybacz, dlaczego moje dziecko ma dostać niższą albo
            > taką samą jak Twoje, skoro wykonał pracę perfekcyjnie? Dlatego, że zamiast 2 g
            > odzin siedział 15 minut?
            > Widocznie jest zdolniejszy. Uważam, że skoro dziecko jest w czymś zdolne to nib
            > y dlaczego ma być karane za średniaki? Do tego służy i służyła zawsze ocena Cel
            > ująca!
            > Co, mam powiedzieć synowi: ,,synku dostałeś 6 z tabliczki mnożenia, 6 z ortogra
            > fii, ale wiesz, w sumie nie zasłużyłeś na taką ocenę, bo wiesz są dużo mniej zd
            > olne dzieci, które kuły to wszystko tygodniami, a ty od tak to opanowałeś, zero
            > wysiłku, itp."

            zjawa, a czy potrafisz czytać ze zrozumieniem, bo w cytowanym fragmencie dokładnie to samo napisałam, i podałam na to przykład, który podważyłaś a dalej piszesz dokładnie to samo o co mi chodziuncertain że nagradzanie dzieci bardzo dobrymi ocenami wyłącznie za wkład pracy jest krzywdzące dla innych dzieci, które oprócz wkładu pracy uzyskały lepsze "rezultaty nauki"


            > Nie wiem, jakie macie dzieci, ale faktycznie od klasy pierwszej jeszcze ani raz
            > u nie siedziałam z dzieckiem nad nauką! Sam, od początku czyta i odrabia zadani
            > a domowe, ma nauczyć się na pamięć wiersza, sam się uczy, czasami nawet nie wie
            > m, że coś podobnego było zadane. I niby dlaczego mój syn ma ,,czuć się winny" z
            > tego tytułu, że mniej czasu zajmuje mu odrabianie lekcji?? Wręcz przeciwnie, n
            > ie ma takiej skali ocen aby docenić to, że sam te lekcje odrabia, uczy się celu
            > jąco i wszystko wynosi z lekcji z nauczycielami w szkole!

            to do mnie...jeśli tak, to chyba pomylilaś adresatów bo ja ze swoją córką również nad lekcjami nie siedzę.
            poza tym....ja również lubię się "chwalić" dziećmi, dlatego mam wysoki próg tolerancji, ale poziom twojego"chwalipięctwa"przekracza akceptowalne granice. weź kobieto wyluzuj, albo załóż wątek o zajebistości syna, poproś moderację o odpowiednie wypoziomowanie na forum i koniecznie o zmianę ustawień logowania tak, by każda logująca się osoba każdorazowo, obowiązkowo zaliczała jego lekturę.
            • q_fla Re: saszanasza 14.10.15, 13:09
              > zjawa, a czy potrafisz czytać ze zrozumieniem,

              Już w wielu wątkach udowodniła, że nie potrafi.
              Szkoda klawiatury.
              Zarówno czytanie ze zrozumieniem jak i emocje ma na poziomie szlaczków.
              • zjawa1 Re:q_fla 14.10.15, 23:03
                Ty, jeszcze dychasz?? Myślałam, że jednak krus pochłonie Cię do końca i będzie spokój...
                • q_fla Re:q_fla 14.10.15, 23:46
                  Zapomniałam o czymś: IQ też masz na poziomie szlaczków.
                  I przestań bezczelnie kłamać o geniuszu swojego synalka, bo to jest niemożliwe mając na uwadze twoje bardzo niskie IQ. big_grin
                  • zjawa1 Re:q_fla 18.10.15, 23:01
                    q_fla napisała:

                    > Zapomniałam o czymś: IQ też masz na poziomie szlaczków.
                    > I przestań bezczelnie kłamać o geniuszu swojego synalka, bo to jest niemożliwe
                    > mając na uwadze twoje bardzo niskie IQ. big_grin
                    Jaka ty jesteś błyskotliwa i dowcipna... Pewnie i tak nie zrozumiesz, ale twoje ,,poczucie humoru" świadczy o poziomie, który reprezentujesz... P.s tak, jak przypuszczałam, znów jakieś problemy na poletkusmile
                    • q_fla Re:q_fla 19.10.15, 08:06
                      Tak, przepraszam cię zjawa. W obliczu twoich problemów psychiczno-emocjonalnych posunęłam się za daleko. Życzę ci dobrego wyboru psychoterapeuty i owocnej długofalowej terapii.
            • zjawa1 Re: saszanasza 14.10.15, 23:01
              Wracam Ci honorsmile Faktycznie, zbyt późno chyba wczoraj odpisywałam na te postysad Mam nadzieję, że wybaczysz mi??? Tak, faktycznie sens praktycznie identyczny z terscią, którą ja napisałam, także jeszcze raz sorry!
          • jakw Re: saszanasza 15.10.15, 12:12
            I właśnie przez takie pańcie jak ty oceny w nauczaniu początkowym powinny być opisowe, a nie chmurkowe czy liczbowe, co samo MEN stwierdziło. Wszystkie - nie tylko te na świadectwie. A teraz ćwiczenie wyobraźni: jak mają sobie czytać polecenia pierwszaki. które jeszcze nie umieją czytać?
            • zjawa1 Re: saszanasza 18.10.15, 22:57
              To, już ich problem, w naszej klasie ponad połowa potrafiła czytać, w tym 4 6-latkismile
    • melancho_lia Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 14:11
      U nas oceny liczbowe pojawiały sie od 1 klasy (w klasie syna), nieliczne. Stopniowo było ich coraz więcej (zwykle z jakimś komentarzem). Teraz w 4 nie ma dramatu. Przynosi różne oceny, ale jakiegoś przeskoku nie ma.
      Przyznam ze dla mnie system ocen to drugorzędna sprawa. Za moich czasów były oceny cyfrowe, teraz sa opisowe. W sumie na jedno wychodzi. Nie zauwazylam jakiegoś większego stresu u dzieci w przypadku ocen cyfrowych.
    • jagabaga92 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 13.10.15, 14:44
      Kompletnie nie potrafiłam pojąć, na czym ma polegać zamydlanie oczu dzieciom tymi buźkami, chmurkami, czy nawet literami zamiast ocen wyrażonych cyfrą? Ba, dla dziecka nawet lepsza jedynka niż chmura z piorunem, bo może to konkretne dziecko panicznie boi się piorunów?? Większość 6-latków wie, na czym polega śmierć i potrafi uporać się z tego typu przeżyciem, a 1-ka spowoduje traumę? Bez przesady. Tym bardziej, że nauczyciele w podstawówkach nie szastają jedynkami na prawo i lewo.
      • zjawa1 Nie rozumiem problemu z ocenami??? 13.10.15, 23:20
        Nawet powiem więcej, nie rozumiem dlaczego świadectwa w klasach 1-3 są opisowe! To jest największy idiotyzm jaki można było wprowadzić!
        Ja, za moich czasów od pierwszej klasy miałam oceny od 2 do 5 potem wprowadzono 1 i 6, (chyba około klasy 6-tej).
        W szkole u mojego syna również jest system oceniania w skali od 1 do 6. I bardzo mnie to cieszy. Poszedł do szkoły jako 6-latek. Dla niego-jak i reszty uczniów-nie stanowiło i nie stanowi to problemu! Jest to dla nich zupełnie naturalne. Myślę, że bardziej może irytować i przeszkadzać rodzicom dzieci, które nie dostają najlepszych ocensmile
        Ja-puki co- nie narzekamsmile Syn od klasy 1 dostaje 70% szóstek i resztę piątek. Syn również dzięki systemowi oceniania jest bardziej ambitny. Z każdym miesiące bardziej chyba świadomy tych ocen.
        • aniasa1 Re: Nie rozumiem problemu z ocenami??? 14.10.15, 00:03
          NIechceM ale muszeM byc zlosliwa:
          Ja-puki co- nie narzekam
          jednak to oceniania nie zmobilizowało Cie do pracy nad ortografia....

          "Myślę, że bardziej może irytować i przeszkadzać rodzicom dzieci, które nie dostają najlepszych ocensmile"
          hm, ja rzeczywiscie jakas dziwna jestem bo mojemu synowi idzie kapitalnie, dostaje najwyzsze noty.... wiec o co mi cho?
          ano o to ze jednak rywalizacja, chec zdobycia lepszej oceny tylko dla oceny, wystukanie czegos na pamiec i to sztampowe nauczanie nie jest dobre itp itd. Zauwazono to juz dawno temu i mialo sie zmienic..... Miało.
          Poczytaj sobie wpisy wyzej, bo nie chce mi sie tego wszystkiego walkowac.
          • zjawa1 Re: Nie rozumiem problemu z ocenami??? 14.10.15, 00:14
            Sorry a kto Ci powiedział, że ,,uczy się na pamięć"? Na ,,pamięć" uczy się wierszy i modlitw, bo musi iść do komunii o rok wcześniej. W dodatku sam, ja ostatnio byłam w szoku- zdał od razu kilka modlitw o czym wcześniej nie wiedziałam. O początkach tabliczki mnożenia też nie. Jakieś tydzień temu zadał mi tylko jedno pytanie:,,Czy 2 razy 5 to jak 5 dodać pięć i czy na pewno 5 razy 2 to to samo"! Tabliczki mnożenia nie wykuł, tylko pojął logicznie na zasadzie dodawania. I dalej, jakieś 3 tygodnie temu zobaczyłam informacje w jego zeszycie :,,Sprawdzian z cyfr rzymskich" Byłam zaskoczona, bo była to godzina 20:00 a sprawdzian zapowiedziany na następny dzień. Wtedy dostał ode mnie opr. pierwszy i ostatni raz! Sądziłam, że nic nie umie, wtedy odpowiedział mi:,,Mamo zaufaj mi, sprawdzian, jest do 10-cią a ja umiem dużo więcej"... Olałam sprawę, zaufałam i co, dostał ocenę celującą. Wszystkiego nauczył się na lekcji, potem dowiedziałam się, że pani rozwinęła im cyfry do dziesiątek, zdolniejszym dodatkowo zadała rozszerzony materiał"
            • aniasa1 Re: Nie rozumiem problemu z ocenami??? 14.10.15, 01:10
              wybacz ale juz nie kumam. Po co to piszesz? Zeby sie pochwalic? To nie o to chodzi.
              • makurokurosek Re: Nie rozumiem problemu z ocenami??? 14.10.15, 01:53
                Zjawie zawsze chodzi o to aby się pochwalić i takich matek które same nakręcają rywalizację jest naprawdę dużo. W poprzedniej szkole młodej w klasie drugiej dochodziło do sytuacji gdzie dzieciaki złośliwie sobie źle podpowiadały byleby tylko ktoś nie dostał lepszej oceny ode mnie. Takich mam jak zjawa było ful, a potem jednemu z "geniuszy" wymsknęło się, że cały materiał z matematyki z ojcem przez wakacje przerabiał. Na rozdaniu świadectw po pierwszej klasie awantury bo przecież Krzyś dodaje do 100 , a Piotruś mnoży do 100
                Dlatego w Polsce żaden system oceniania nie uchroni przed porównywaniem, bo to nie dzieci czy ocena wymuszają porównania i rywalizację tylko rodzice..
                • zjawa1 Re: makurokurosek 14.10.15, 23:19
                  Ciekawe macie doświadczenia, tylko dziękować Bogu za to, że w realu nie mamy do czynienia z takimi klimatamismile!!!... Piszę, szczerze to co myślę w oparciu o doświadczenia moje, mojego dziecka i jego kolegów z klasy... Wiem, byłabym bardziej pożądana gdybym pisała o nieudolny, z problemami, psycho-ruchowo pobudzonym nieudaczniku najlepiej jeszcze brzydkimsmile.. Takie klimaty, co po niektóre tolerują. W Polsce niestety większość ma taką mentalność gdzie, lepiej być przeciętniakiem, jeszcze lepiej z problemami. To nasze społeczeństwo akceptuje. To czajenie się w ułudzie, to jest to. Tak, a dlaczego nie mam się chwalić??? Ja zawsze piszę szczerze to, co myślę i jak jest faktycznie, gdzieś mam opinie nieudaczników. Jestem dumna z tego, że mam wyjątkowo wizualnie urodziwe, szczupłe, wysokie i wysportowane dziecko, do tego przewyższające wiedzą przeciętniaka! Dlaczego mam to ukrywać, bo co, niektórym jest żal i są frustrację wylewają na forum, bo nie umią sobie poradzić w realu z problemami? Piszę uczciwie, za tych wszystkich cech jestem cholernie dumna! Ale moje dziecko nie jest idealne pod każdym względem, nie raz o tym pisałam...Pisałam, że nie będzie już nigdy takie idealne jakie je urodziłam... Więc przystopujcie ze swym chorym jadem.
                  • liliawodna222 Re: makurokurosek 15.10.15, 08:42
                    zjawa1 napisała:

                    Dlaczego mam to ukrywać, bo co, niektórym jest żal i są frustrację wylewają na forum,
                    > bo nie umią sobie poradzić

                    nie UMIEJĄ wink
                    • morekac Re: makurokurosek 15.10.15, 08:57
                      Puki co, to nie umią.😄
                      Jak możesz podważać znakomite wykształcenie Zjawy... Typowa małomiasteczkowa zawiść i kompleksy przez ciebie przemawiają.
                  • q_fla Re: makurokurosek 15.10.15, 09:08
                    Ja ci zjawa po prostu nie wierzę.
                    Trudno uwierzyć osobie, która niemal w każdym wątku dotyczącym szkoły przedsztawia swoje dziecko jako geniusza, jednocześnie swoim tonem wypowiedzi szydzi z tych mniej zdolnych.
                    Widać gołym okiem jak cię to jara, jak dowartościowujesz swoje ego.
                    To jest wręcz obrzydliwe, tak się "bawić" cudzym kosztem.
                    Szczerość za szczerość.
                  • makurokurosek Re: makurokurosek 15.10.15, 09:58
                    "Piszę, szczerze to co myślę w oparciu o doświadczenia moje, mojego dziecka i jego kolegów z klasy...

                    Zjawa właśnie w tym problem, że ty piszesz o jakieś wyimaginowanej klasie. Nie ma klas gdzie wszystkie dzieci są genialne, szybko przyswajają wiedzę, nie stwarzają problemów wychowawczych . Dlaczego dlatego, że po pierwsze dzieci są różne, jedne bardziej bystre inne mniej, jedne bardziej dopilnowane inne mniej, po drugie dzieci przenoszą sytuacje domowe na szkołę.
                    Spójrz nawet na swoje podwórko, wychowujesz syna sama co znaczy że twój związek był niewypałem i takich nieudanych związków jest dużo przy czym jedni sie rozstają inni trwają w tym układzie jedno i drugie rozwiązanie odbija się na dziecku które swój stres przenosi do szkoły. Stres ten odbije się na jego kontaktach z grupą, nauce, zachowaniu .

                    "Wiem, byłabym bardz
                    > iej pożądana gdybym pisała o nieudolny, z problemami, psycho-ruchowo pobudzonym
                    > nieudaczniku najlepiej jeszcze brzydkimsmile.

                    Nie mam dziecka zaburzonego, co nie zmienia faktu, że twój zachwyt i ciągłe pianie nad geniuszem twojego syna jest dla mnie po prostu męczący. Nie mówiąc już o tym, że całkowicie zasłania on każdą twoją wypowiedz. Tak więc nawet jeżeli masz coś ciekawego do powiedzenia w danym temacie, to zostaje to całkowicie przysłonięte przez długalaśną pieść pochwalną ku chwale twego syna. Nie sądzę aby z jakiejkolwiek twojej wypowiedzi ktokolwiek wyłapał coś innego niż tą pieśń. Prowadząc dyskusję można praktycznie o wszystkich wyciągnąć wnioski co do ich poglądów na dany temat o tyle w twoim przypadki nie ma szans na wyciągniecie jakichkolwiek wniosków bo każda twoja wypowiedz dotycząca tematu ginie w kilometrowej pieśni pochwalnej na temat syna.
                    Nie potrafisz pisać o niczym innym poza wychwalaniem go, każdy temat już w pierwszej swojej wypowiedzi sprowadzasz do zachwytu nad jego geniuszem.
                    Nie wiem czy rekompensujesz sobie w ten sposób swoje życiowe niepowodzenia ale może warto udać się do psychologa.
            • ewa_mama_jasia Re: Nie rozumiem problemu z ocenami??? 14.10.15, 09:46
              Nie chcę pisać, że Twój syn nie jest zdolny / genialny, bo pewne tak jest, skoro o tym piszesz. Ale odnosząc się do tego postu nie widzę naprawde nic dziwnego. Mój syn też w zasadzie w klasach I - III wynosił wszystko z lekcji, do żadnego sprawdzianu się nie przygotowywał, o połowie dowiadywałam się po fakcie. Oceny miał dwutorowe: piątki / szóstki za wiedzę a jedynki za brak pracy. Pismo - oceniane na 2-3. Z wymaganych do komunii 20 kilku modlitw 8 czy 10 załatwił na jednej lekcji religii, o czym też dowiedziałam się po fakcie.
              Naprawdę w miarę zdolny dzieciak w klasach I - III jest w stanie wynieść z lekcji tyle, ile potrzeba na klasówkę. I liczenie, i ortografię, i cyfry rzymskie, i upływ czasu po angielsku. I wiedzę z przyrody również.
              • zjawa1 ewa_mama_jasia 14.10.15, 23:27
                Ale widziesz, niestety jak pokazuje to forum, nie każdy to rozumie, a co gorsza doświadczył tego! I nie uważam Go za genialnego tylko za zdolnego ponad przeciętną. Nie uważam też, że sam w sobie ma jakieś wybitne zdolności, po prostu ta przeciętna w dzisiejszych czasach , to dno totalne... jakieś 30 lat temu byłby bardzo dobrym przeciętniakiem. A z pisania ma same 6-tki, pisze prześlicznie, choć to wg. mnie jest jeśli chodzi o edukacje naj mniej istotne. Bardziej boli mnie, że od przeszło roku nie maluje tak, jak kiedyśsad
          • zjawa1 Re:aniasa1 14.10.15, 23:06
            Kochana, rywalizacja polega na tym, że jedna jednostka chce być lepsza od drugiej. Mój syn ma w głębokim poważaniu to, jakie kto ma oceny, nie interesuje się tym. Sam, jest z siebie zadowolony kiedy dostaje najwyższą ocenę. I tak powinno być.
            • morekac Re:aniasa1 14.10.15, 23:29
              zjawa1 napisała:

              > Kochana, rywalizacja polega na tym, że jedna jednostka chce być lepsza od drugi
              > ej. Mój syn ma w głębokim poważaniu to

              Twój syn może jeszcze tak, ale ty na pewno nie. Widzę, żeś jest w szczytowej formie.😄
              Jakieś urazy ze szkolnej ławy sobie kompensujesz?
              -------------------------------------------------------------
              "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
              • zjawa1 Re:morekac 14.10.15, 23:39
                A co ja mam sobie ,,kompensować"?smile
                Początek lat 80-tych świadectwa z wyróżnieniem, w klasy 4-tej świadectwa z paskiem.
                Studia dzienne, renomowany uniwersytet, kierunek od drugiego roku stypendia naukowe, praca mgr z wyróżnieniem. Dodatkowo z olbrzymiego miasta ( bez kompleksów małomiasteczkowych czy wsi), świetna praca, co około 5 miesięcy wczasy...Mam dalej pisać?
                • q_fla Re:morekac 14.10.15, 23:52
                  Mitomanię sie leczy.
                  Moje wyrazy współczucia.
                • morekac Re:morekac 15.10.15, 00:07
                  Czasem zdarza się, że człowiek usiłuje zrealizować swoje niespełnione marzenia poprzez dziecko. To jak przeżywanie własnego życia w poprawionej wersji. Bywa, nie twierdzę, że to twój przypadek. Może po prostu miałaś jakąś wredną nauczycielkę w podstawówce i stąd nie możesz się nacieszyć, że nauczyciele zachwycają się twoim potomstwem...
                • makurokurosek Re:morekac 15.10.15, 09:24
                  > Początek lat 80-tych świadectwa z wyróżnieniem, w klasy 4-tej świadectwa z pask
                  > iem.

                  Z taką ortografią i stylem miałaś czerwony pasek ?
            • q_fla Re:aniasa1 14.10.15, 23:49
              Buahahahaha big_grin big_grin big_grin
              Znowu kłamiesz!
            • jakw Re:aniasa1 15.10.15, 22:08
              U dzieci w tym wieku mniejszym problemem jest rywalizacja dzieci, a większym rywalizacja rodziców. Twój syn ma oceny w głębokim poważaniu, za to ty masz policzone, że 70% jego ocen to 6, a reszta 5.
        • morekac Re: Nie rozumiem problemu z ocenami??? 14.10.15, 08:05
          > Myślę, że bardziej może irytować i przeszkadzać rodzicom dzieci, które nie dostają najlepszych ocen
        • ewa_mama_jasia Re: Nie rozumiem problemu z ocenami??? 14.10.15, 09:56
          Syn od klasy 1 dostaje 70% szóstek i resztę piątek. Syn również dzięki systemowi oceniania jest bardziej ambitny. Z każdym miesiące bardziej chyba świadomy tych ocen.

          Dzieci w klasach I - III ambitnie walczące o ocenę to jakieś dziwo, sterowane przez rodziców lub nauczyciela. I w Twoich postach to pięknie wychodzi.
          Mój syn miał od początku pierwszej klasy oceny cyfrowe. Tak jak pisałam wcześniej - piątki za wiedzę (szóstki były jedynie za wiedzę ponad program, za ponadprogramowe prace, plakaty, prezentacje itp.) a jedynki za brak pracy domowej. Uwierz mi, praktycznie do końca trzeciej klasy nie miał świadomości, czym jest ocena niedostateczna. Dla niego było to coś warte tyle, co minus. Natomiast wartością samą w sobie było to, że wie. Ze umie. Że dobrze odpowie, napisze sprawdzian, że wie o czym pani mówi na lekcjach.
        • jakw Re: Nie rozumiem problemu z ocenami??? 15.10.15, 12:24
          To ci opiszę jak zadziałała "tablica sukcesów" w przedszkolu:
          Karolek i Jasio wyśmiewają się, że Zosia nie ma w tym miesiącu żadnego sukcesu. To, że Zosi nie ma od początku miesiąca uszło ich uwadze. Sekunduje im mama Karolka "jaki to Karolek mądry". Niestety dopatrzyła się, że Jacuś ma 2 kropki więcej i do Karolka: "No, chyba tata będzie musiał z tobą pogadać poważnie i musisz się brać do roboty. Dzisiaj nie oglądasz telewizji".
          Niestety, rodzice bywają całkiem głupi, nawet jeśli mają całkiem inteligentne dzieci.
    • camel_3d nie ma stopni az do 3 klasy... 14.10.15, 01:33
      dopiero w polowie 3 klasy maja sie pojawic oceny, tak zeby dziecko nie bylo zaskoczone nagle w 4 smile)

      nie ma nawet ocen opisowych sa oceny tylpu "super, wspaniale, dobrze" po to, zeby dzeici nie zniechecach do nauki.

      Jezeli dziecko sobie z czym nie radzi, rodzic otrzymuje info, zeby z dzieckiem cos tam pocwiczyc.
      • saszanasza Re: nie ma stopni az do 3 klasy... 14.10.15, 08:43
        camel_3d napisał:

        > dopiero w polowie 3 klasy maja sie pojawic oceny, tak zeby dziecko nie bylo zas
        > koczone nagle w 4 smile)
        >
        > nie ma nawet ocen opisowych sa oceny tylpu "super, wspaniale, dobrze" po to, z
        > eby dzeici nie zniechecach do nauki.


        camel, a teraz szczerze odpowiedz na pytanie, czy dzięki temu, że nie ma ocen twój syn lubi szkołę i lubi się uczyć wszystkiego w równym stopniu, bo z tego co czytałam, motywację do nauki ma dokładnie taką samą, jak tysiące dzieci w Polsce ocenianych przy użyciu skali 1-6, tak więc zniechęcony bywa niezależnie od stopni, czy ich braku
        >
        >
        • zjawa1 saszanasza 14.10.15, 23:34
          Myślę, że Camel powinien odpowiedzieć, co by Ddeutschland robiły, gdyby nie było u nich wykfalifikowanych Polaków, bo z tego co wiem, to wykształcenie Niemców pozostawia bardzo wiele do życzeniasmile A nasza edukacja zmierza niestety w te klimaty. Teraz mają specjalistów z Polski, którzy o połowe mniej zarabiają, od przeciętnego młota niemieckiego.
          • saszanasza Re: saszanasza 15.10.15, 08:00
            Camel nie odpowie, bo prawda jest taka, że to nie oceny zniechęcają do nauki. Nauka sama w sobie stanowi wysiłek i obowiązek. Aktualnie dzieci wychowywane są bezstresowo ew. bardzo lightowo, nie mają żadnych obowiązków i wyręczane są na każdym kroku. Nic więc dziwnego, że na obowiązki wynikające z rozpoczęcia nauki szkolnej reagują różnie. Oceny często są więc jedynie "wisienką na torcie niechęci do szkoły" ale to nie oceny zniechęcają. Przede wszystkim zniechęca sam fakt, że czy się dziecku podoba, czy nie, należy podjąć określony wysiłek bo ktoś tego wymaga i to ocenia.
            • ewa_mama_jasia Re: saszanasza 15.10.15, 09:08
              Jestem dopiero na początku porządnej nauki syna (IV klasa). Ale widze, że taki sposób nauki, jaki jest w szkole polskiej, faktycznie może zniechęcić. Może mam zbyt mało doświadczenia, może potem jest inaczej, ale z perspektywy tych kilku lat widze, ze program przedmiotu jest pokawałkowany (historia, przyroda, angielski). Nie mam jeszcze zdania co do polskiego i matematyki. Jest omówienie danego rozdziału, sprawdzian. Koniec. W drugim rozdziale jest inna tematyka. Omówione. Wiedza sprawdzona. Koniec. Brakuje mi czegoś takiego, żeby na jakimś poziomie ta wiedza pokawałkowana była łączona w całość. Żeby dzieciak wiedział, po co się uczy. Że te zapamiętane rzeczy składają się w jakiś obraz. Żeby nawet jak zapomni szczegółów, umiał opisać ewolucję układu oddychania u wybranych zwierzat. Żeby np. potrafił omówić / opisac stosunki polsko - niemieckie za Piastów / Jagiellonów / od średniowiecza po II wojnę swiatowa. Żeby mógł napisac wyrpacowanie po angielsku np. na temat "Mój dzień", używając słownictwa z 5 - 6 rozdziałów (czas, przedmioty w domu, ciało człowieka, przyroda, lekcje, sport).
              Ty saszanasza masz dziecko w gimnazjum. Jest tak w kolejnych latach? Czy dalej "omówione, zaliczone, zamykamy?
              • saszanasza Re: saszanasza 15.10.15, 10:23
                Rzeczywiście ten materiał jest ułożony tak jak to przedstawiłaś i nie jest analizowany. Typowe wykuj-zdaj-zapomnij, bez głębszego zastanawiania się: dlaczego? jak? po co?
                W gimnazjum myślenia uczą na kołach, ale na nie chodzą wszyscy. Póki co syn "powtarza materiał", być może go poszerza, ale w dalszym ciągu jest to nauka pod konkretny dział.
                Na pewno dzieci nie są uczone logicznego myślenia i wiązania faktów, przyczyn i skutków.
                Dużo zależy również od nauczyciela. O ile w S.P. nauczycielkę od angielskiego uwielbiał (wczoraj wysłał jej życzenia z okazji dnia nauczyciela) i się go uczył, tak teraz kolejnej nauczycielki nie cierpi. Tyle, że ta pierwsza była kreatywna, potrafiła zachęcić dzieciaki do nauki tego języka i nie realizowała programu sztywno, tak ta aktualna, co dwa tygodnie robi sprawdzian ze słówek i klasówkę z gramatyki. Na lekcjach praktycznie przepisywanie z książki do zeszytuuncertain Mowy niewiele.
                Generalnie, jeśli chodzi o mojego syna, to jest w stanie go zachęcić do nauki właściwie każdy nauczyciel, który ma pomysł na tą naukę. Niestety sztampowe podejście nauczyciela równie łatwo potrafi syna zniechęcic, nawet do przedmiotu, który lubił.
                • saszanasza Re: saszanasza 15.10.15, 10:25
                  ale bzdurę napisałam: oczywiście miało być że na koła nie chodzą wszyscy uczniowie!
                • ewa_mama_jasia Re: saszanasza 15.10.15, 12:13
                  No właśnie tego się obawiam. Czyli do kitu z taka nauką. Nic dziwnego, że dzieciaki rok - dwa po maturze niewiele pamiętają (szczegóły ulatują z pamięci, a kontekst nigdy nie był pokazany) i że wszelkie otwarte sprawdziany wiedzy wygrywają ludzie, którzy kończyli szkołę i zdawali maturę przed reformą edukacji, powstaniem gimnazjów i zniesieniem egzaminów. Bo nawet jak nie pamiętają szczegółów, to ogólna wiedza im zostaje.
                  Kolejny kit to nauka języków. W klasach I - III jest nauka języka. Powoli to idzie, maleńko materiału. 8 - 10 rozdziałów po 10 - 20 słówek w każdym. W zasadzie nie wiadomo po co, skoro w IV klasie ten język wchodzi znowu od podstaw. I też byle jak, skoro grupa językowa podobno może liczyć ponad 20 osób. To już lepiej byłoby wstrzymać się z tym angielskim od I klasy, a od IV zrobić za te same łączne pieniądze 4 - 5 lekcji tygodniowo, z podziałem na grupy nie większe niż 12 osób. Podejrzewam, że efekt byłby o niebo lepszy.
              • camel_3d ewa_mama_jasia 17.10.15, 00:41
                zgadzam sie.. uwazam, ze polska szkola w wielu przypdkach idziena ilosc, a nie na jakosc. Zreszta pamietam to ze swoich czasow szkolnych. Masa rzeczy do nauki... w dodatko czesc kompletnie do niczego nie potrzebna...setki dat i nazwisk, ale bez szansy na samodzielna analize, punkty do opracowania..ksiazki do przeczytania, omawianie lektor w trybie turbo bo juz nasteone ksiaki do przerobiania sa..itd... dla mnei to byl jakis koszmar. Szkola zniechecila mnei kompletnie do czytania..do tego w 6 klasie nauczycielka z historii wymyslila sobie, ze kazdy ma przeczytac trylogie..i nas odpytywala z niej.. Dopiero na studiach odkrylem ze czytanie jest fajnesmile))

                W NIemczech jest o tyle lepiej, ze dzieciaki maja mniej materialu do wykucia, a wiecej projektow do zrobiania. Sami szukaja informacji, sami opracowuja, sami przedstawiaja, dyskutuja itd.. Maja jaksi tam material do zapamietania, al ebez przesady....

          • jakw Re: saszanasza 15.10.15, 12:16
            Tak im ci tani specjaliści z Polski potrzebni, że wolą jeszcze tańszych imigrantów
            • camel_3d Re: saszanasza 17.10.15, 00:41


              > Tak im ci tani specjaliści z Polski potrzebni, że wolą jeszcze tańszych imigran
              > tów

              przeciez mozna zostac w PL..gdzie tak cudownie jest smile)))
          • camel_3d Re: saszanasza 17.10.15, 00:29
            > Myślę, że Camel powinien odpowiedzieć, co by Ddeutschland robiły, gdyby nie był
            > o u nich wykfalifikowanych Polaków, bo z tego co wiem, to wykształcenie Niemców
            > pozostawia bardzo wiele do życzeniasmile

            tak sobie tylko wmawiasz... po prostu potrzeba duzo wiecej wyksztalconych i tyle. Powstaje duzo firm, szczegolnie w branzy IT... wiec co sie dziwic..





            > A nasza edukacja zmierza niestety w te k
            > limaty. Teraz mają specjalistów z Polski, którzy o połowe mniej zarabiają, od p
            > rzeciętnego młota niemieckiego.

            a ta wiedza to skad? z "Faktow"?

            Polacy nie sa lepiej wyksztaceni... Popatrz wokol siebie i powiec,..ilu geniuszy tam biegasmile))

            Sa grupy dobrze wyksztalconych i sa glaby.. tak samo jak tu....
        • olena.s Re: nie ma stopni az do 3 klasy... 15.10.15, 10:30
          Pytanie o to, czy dzieci nieoceniane lubia szkołę bardziej i uczą się chetnie wszystkiego w równym stopniu jest o tyle absurdalne, zadajesz to pytanie indywidualnym rodzicom indywidualnych dzieci. Ze swojego podwórka obserwacyjnego mogę ci powiedzieć, że dzieci zinternalizowały głęboko fakt, że "uczą się" dla siebie, a nie dla stopnia, że szkołę uwielbiały i że nie były ani upokorzone, ani zniechęcone jeżeli coś wychodziło im gorzej. Nie traktowały uwag nauczyciela jako krytyki (tym bardziej jako krytyki siebie), ale jak informację. Nie przeżywały stresu sprawdzianowego. Matki nie dostawły szmergla pod tutułem "Jasio powinien dostać 4+". No, ale to są obserwacje jednej matki i mogę porównywać tylko z tym, co wiem od innych matek mających podstawówkowe dzieci w innych szkołach.
          Tu masz więc wycinek ze strony Alfiego Khana, przeciwnika przymusów szkolnych. Wymienia badania, więc możesz sobie je wyszukać. Nie tłumaczę, bo za długie, poza wygrubionymi konkluzjami.
          Most of the criticisms of grading you’ll hear today were laid out forcefully and eloquently anywhere from four to eight decades ago. (...)
          In the 1980s and ‘90s, educational psychologists systematically studied the effects of grades. As I’ve reported elsewhere (Kohn, 1999a, 1999b, 1999c), when students from elementary school to college who are led to focus on grades are compared with those who aren’t, the results support three robust conclusions:

          * Grades tend to diminish students’ interest in whatever they’re learning. (Stopnie wpływają na zmniejszenie zainteresowania uczniów przedmiotem nauczania) A “grading orientation” and a “learning orientation” have been shown to be inversely related and, as far as I can tell, every study that has ever investigated the impact on intrinsic motivation of receiving grades (or instructions that emphasize the importance of getting good grades) has found a negative effect.

          * Grades create a preference for the easiest possible task. (Stopnie powodują preferencje do wybierania łatwizny). Impress upon students that what they’re doing will count toward their grade, and their response will likely be to avoid taking any unnecessary intellectual risks. They’ll choose a shorter book, or a project on a familiar topic, in order to minimize the chance of doing poorly — not because they’re “unmotivated” but because they’re rational. They’re responding to adults who, by telling them the goal is to get a good mark, have sent the message that success matters more than learning.

          * Grades tend to reduce the quality of students’ thinking. (Stopnie mają tendencję to obniżania jakości myślenia) They may skim books for what they’ll “need to know.” They’re less likely to wonder, say, “How can we be sure that’s true?” than to ask “Is this going to be on the test?” In one experiment, students told they’d be graded on how well they learned a social studies lesson had more trouble understanding the main point of the text than did students who were told that no grades would be involved. Even on a measure of rote recall, the graded group remembered fewer facts a week later (Grolnick and Ryan, 1987).

          Research on the effects of grading has slowed down in the last couple of decades, but the studies that are still being done reinforce the earlier findings. For example, a grade-oriented environment is associated with increased levels of cheating (Anderman and Murdock, 2007) (środowisko zorientowane na stopnie zwiększa częstotliwość oszustw), grades (whether or not accompanied by comments) promote a fear of failure even in high-achieving students (Pulfrey et al., 2011), and the elimination of grades (in favor of a pass/fail system) produces substantial benefits with no apparent disadvantages in medical school (White and Fantone, 2010). More important, no recent research has contradicted the earlier “big three” findings, so those conclusions still stand.
          • saszanasza Re: nie ma stopni az do 3 klasy... 15.10.15, 11:27
            olena.s napisała:

            > Pytanie o to, czy dzieci nieoceniane lubia szkołę bardziej i uczą się chetnie w
            > szystkiego w równym stopniu jest o tyle absurdalne, zadajesz to pytanie indywid
            > ualnym rodzicom indywidualnych dzieci.

            chciałam delikatnie zauważyć, że to co napisałaś dotyczy w równym stopniu stopni. Dlaczego w takim razie zakładasz, że stopnie wpływają destrukcyjnie na dziecko, przecież to równie absurdalne, bo zalezy od dziecka. Moje dziecko akurat nie ma problemów z akceptacją złych stopni.

            Ze swojego podwórka obserwacyjnego mogę
            > ci powiedzieć, że dzieci zinternalizowały głęboko fakt, że "uczą się" dla siebi
            > e, a nie dla stopnia, że szkołę uwielbiały i że nie były ani upokorzone, ani zn
            > iechęcone jeżeli coś wychodziło im gorzej.

            Równie absurdalne stwierdzenie. Tak małe dzieci nie są w stanie zrozumieć, dlaczego się uczą, a już na pewno nie rozumieją ideologii uczenia się. Co to w ogóle znaczy uczyć się dla siebie? Nie da się wytłumaczyć dziecku 7 letniemu, które ma wkuć tabliczkę mnożenia, że robi to dla siebie, bo ta tabliczka do niczego mu nie jest potrzebna. Wmawianie mu z kolei, że robi to żeby mieć wiedzę/być mądrym/mieć lepszą przyszłość jest równie abstrakcyjne, bo dziecko nie ogarnia "przyszłości", dla niego liczy się tu i teraz.

            Nie traktowały uwag nauczyciela jako
            > krytyki (tym bardziej jako krytyki siebie), ale jak informację. Nie przeżywały
            > stresu sprawdzianowego.

            Stopień również ma charakter informacyjny i tak powinien być odbierany. Stres sprawdzianowy nie istnieje, jeżeli stopnie traktowane są jako informacja.

            Matki nie dostawły szmergla pod tutułem "Jasio powinie
            > n dostać 4+".
            No, ale to są obserwacje jednej matki i mogę porównywać tylko z
            > tym, co wiem od innych matek mających podstawówkowe dzieci w innych szkołach.

            stopnie nie powinny mieć nic wspólnego z zachowaniami dorosłych, a jeżeli mają, to wina dorosłych, a nie stopni i to dorośli powinni przejść stosowne terapie.

            > Tu masz więc wycinek ze strony Alfiego Khana, przeciwnika przymusów szkolnych.
            > Wymienia badania, więc możesz sobie je wyszukać. Nie tłumaczę, bo za długie, po
            > za wygrubionymi konkluzjami.

            Mnie nie interesują konkluzje faceta o którym nigdy nie słyszałam, który jest zapewne jednym z wielu. Mogłabym ci przedstawić tysiące konkluzji, na temat szczepionek, plastikowych butelek, odżywiania etc. etc. i innych bzdur, w których jedne badania podważają inne. Mogłabym ci przedstawić badania, że to nie stopnie a dieta matki podczas ciąży wpływa na możliwości intelektualne dziecka, że to nie stopnie a wychowanie wpływa na sposób radzenia sobie tych dzieci w szkole, aktualnie badań jest tyle, że każdy może znaleźć potwierdzenie na to, co pisze, lub zaprzeczenie tego, co napisał ktoś inny.
            • olena.s Re: nie ma stopni az do 3 klasy... 15.10.15, 12:05
              > Mnie nie interesują konkluzje faceta o którym nigdy nie słyszałam, który jest z
              > apewne jednym z wielu. Mogłabym ci przedstawić tysiące konkluzji, na temat szc
              > zepionek, plastikowych butelek, odżywiania etc. etc. i innych bzdur, w których
              > jedne badania podważają inne.

              Kohn nie jest autorem przytoczonych badań, tylko ich popularyzatorem, autorzy są wymienieni.
              Możesz ewentualnie szukać badań potwierdzających twoją tezę, chętnie się z nimi zapoznam, to bardzo ciekawa dziedzina.

              > chciałam delikatnie zauważyć, że to co napisałaś dotyczy w równym stopniu stopn
              > i.
              Oczywiście. Dlatego usiłuję przesterować dyskusję z poziomu "moje dziecko" w kierunku badań porównawczych z losowo dobraną próbą. Są wiarygodniejsze, kiedy mówimy o powszechnych systemach.

              . Tak małe dzieci nie są w stanie zrozumieć, dlac
              > zego się uczą, a już na pewno nie rozumieją ideologii uczenia się. Co to w ogól
              > e znaczy uczyć się dla siebie? Nie da się wytłumaczyć dziecku 7 letniemu, które
              > ma wkuć tabliczkę mnożenia,
              Małe dzieci mają naturalną ciekawość świata. Nauka szkolna może ją zachować lub zdławić. U nas na przykład nie "wkuwano" tabliczki, tylko ćwiczono ją na grach. Wchodziła do głowy sama, mimochodem. Nie sprawdzano publicznie umiejętności czytania i nie oceniano jego biegłości. Dzieci nauczyły się szybko i radośnie. Nie stawiano dwój za błędy ort. I jakoś mimo tego ortografia poprawiała się z miesiąca na miesiąc. Jeżeli cię ciekawią moje obserwacje - zajrzyj do bloga i zakładki szkoła.

              > Stopień również ma charakter informacyjny i tak powinien być odbierany. Stres s
              > prawdzianowy nie istnieje, jeżeli stopnie traktowane są jako informacja.
              >
              smile))) Tylko - jak widać nawet na forum - nie są powszechnie tak traktowane. Ani klasówki, ani test trzecioklasisty, ani test szóstoklasisty.

              > stopnie nie powinny mieć nic wspólnego z zachowaniami dorosłych, a jeżeli mają,
              > to wina dorosłych, a nie stopni i to dorośli powinni przejść stosowne terapie.
              smile))) Watpię, aby dało się to wpisać w powszechny obowiązek edukacyjny.
            • maeve_binchy Re: nie ma stopni az do 3 klasy... 15.10.15, 12:20
              "Równie absurdalne stwierdzenie. Tak małe dzieci nie są w stanie zrozumieć, dlaczego się uczą, a już na pewno nie rozumieją ideologii uczenia się. Co to w ogóle znaczy uczyć się dla siebie? Nie da się wytłumaczyć dziecku 7 letniemu, które ma wkuć tabliczkę mnożenia, że robi to dla siebie, bo ta tabliczka do niczego mu nie jest potrzebna. Wmawianie mu z kolei, że robi to żeby mieć wiedzę/być mądrym/mieć lepszą przyszłość jest równie abstrakcyjne, bo dziecko nie ogarnia "przyszłości", dla niego liczy się tu i teraz. "

              Mam syna w wieku twojej corki, dlatego zaskakuje mnie twoje stwierdzenie powyzej. Wielokrotnie podkresla, ze mala jest zdolna, bystra, swietnie sobie radzi. I nie uczy sie niczego dla siebie? Moj syn czyta czasopisma popularnonaukowe, bo go to interesuje. Mimochodem uczy sie nazw biologicznych, geograficznych, siega po inne publikacje, jesli cos go zaciekawi. Uwielbia "Bylo sobie zycie" i dziekie temu serialowi poznal budowe roznych narządow, ukladow i teraz sam wyszukuje informacje z tej dziedziny. Czy to nie jest nauka dla siebie? Tabliczka mnozenia - w zyciu nie nie bede wymagala, zeby syn uczyl sie na pamiec, tylko wlasnie mimochodem. Zna juz troche - przypadkiem, bo wyniknelo to z czegos innego. Tak, jak zreszta czyta - zaczal przegladajac komiksy o Kaczorze Donaldzie i teraz pochlania ksiazki. W domu rodzice mimochodem ucza dzieci - i dzieci pochlaniaja wiedze. Bez stopni. Zadziwiajace.
              Ba, nie tylko dzieci - czy ty nie zglebiasz roznych tematow, bo cie to interesuje, bo chcesz cos wiedziec? Ucze sie hiszpanskiego - dla siebie. Poswiecam na to czas, pieniadze - kieruje mna wylacznie wewnetrzna motywacja do poznania tego jezyka - dla przyjemnosci.
              • maeve_binchy Re: nie ma stopni az do 3 klasy... 15.10.15, 12:24
                wielokrotnie podkeslaSZ
              • saszanasza Re: nie ma stopni az do 3 klasy... 15.10.15, 13:32
                stwierdzenie jest jak najbardziej trafne. spróbuj nauczyć swoje dziecko czegoś, co go zwyczajnie nie interesuje, a jest wymagane i umotywuj tą potrzebę a potem spraw by zrozumiał, że musi się tego nauczyć bo to dla niego z różnych powodów istotne.
                ja nie piszę o dzieciach z konkretnymi zainteresowaniami, które w mig zapamiętują rzeczy które je interesują, a o ogóle dzieci, które muszą nauczyć się i opanować podstawę programową, która często nie leży w sferze ich zainteresowań. nie widzisz różnicy?
              • camel_3d Re: nie ma stopni az do 3 klasy... 17.10.15, 00:49
                maeve_binchy napisała:


                ty opisujesz wszytsko z punktu widzenia twojego i twojego dziecka..

                a moze si ezaraz okazac, ze twoje dzeicko nei bedzie lubilo matematyki.. bedzie kiepskie .. i co wtedy? kilka jedynek tylko je przekona w tym ze jest kiepskie... i tyle.

                To rodzic wtedy najbardziej panikuje.. a dziecko neistety na tym cierpi..

                zaczyna sie nauka dla stopni, nie dla dzeicka..tylko dla nauczycielki, zeby byla zadowolona, zeby szkol amial dobre wyniki..itd... moge sie z tym zgodzinc w przyadku starszych dzeici.. ale nie przypadku 1 klasistow.. dla nich kolejna 1 to ponizenie i stres, ze rodzic zacznie swirowac...

            • jakw Re: nie ma stopni az do 3 klasy... 17.10.15, 11:50
              Dzieci w klasach I-III uczą się głównie po to, żeby nauczyć się czytać , pisać i sprawnie liczyć. Tak trudno dziecku wytłumaczyć zasadność posiadania tych umiejętności?
              • saszanasza Re: nie ma stopni az do 3 klasy... 17.10.15, 22:41
                jakw napisała:

                > Dzieci w klasach I-III uczą się głównie po to, żeby nauczyć się czytać , pisać
                > i sprawnie liczyć. Tak trudno dziecku wytłumaczyć zasadność posiadania tych um
                > iejętności?

                Wytłumaczyć całkiem łatwo, ale sprawić by zrozumiało, że "męczenie" szlaczków czy liter, czytanie książek, które go nie interesują, czy wkuwanie tabliczki, która do głowy nie wchodzi służy wyższemu celowi- raczej trudnouncertain
                Dla takiego dziecka to wiedza bezużyteczna. Przecież całkiem niedawno bawiło się w przedszkolu bez tych umiejętności i miało się całkiem dobrze.
          • camel_3d olena.s 17.10.15, 00:45
            swietny tekst..

            chyba sobie wydrukuje i powieszesmile))

            • ponponka1 Re: olena.s 19.10.15, 15:09
              Najlepiej w toalecie na rolce do papieru toaletowego smile Bo to tego te wypociny sie nadaja.

              Powodem tej dyskusji jest brak definicji - ocena.

              Oceniamy nasze dzieci codziennie. Te ocene wystawiamy w rozny sposob: slowem, gestem, mowa ciala. Czy jak twoj syn wyrozni sie na zajeciach np. plywania to poczekasz z pochwalami jak wrocicie do domu i nikt nie uslysza was inne dzieci, ktore nie byly takie dobre? Czy jednak zrobisz to na miejscu. Pewno na miejscu i wg tych zalecen z papieru toaletowego bedziesz szeptal synowi do uch co by innych dzieci nie urazic....ehhehehheee

              Ocena w szkole w formie czy to stopni czy to naklejek czy innych takich tam istnieje. W kazdej szkole, w kazdej grupie. To jest element zycia we wspolnocie zie sie oceniamy jako sami i na tle innych. Dzieci tez. Ocena podana oficjalnie potwierdza to co dziecko czuje (jestem dobra, uch nie przylozylam sie wczoraj). I dzieci to lubia. Pytanie czy to lubia rodzice? jak widac w tej duskusji - nie.
              • camel_3d jest roznica miedzy.. 19.10.15, 22:24
                pochwala, a ocena.

                nie mowisz.. o zjadles na 2+!
                albo.. o posprzatalas pokoj..na 4-

                albo ..no dzis ubralas sie nia 2


                wlasnie pochwaly sa motywujace i powoduja, ze dziecko ma ochote pracowac. Zle stopnie sa frustrujace, do tego wiele dzeici boi sie pokazac rodzicom zla ocene, zeby sie nie wscielki...

                w pracy tez ci enikt nie ocenia z kazdej dupereli, prawda? szef przychodzi i mowi, ze zrobilas cos znow na 1? albo na 2+ ?

                nie przesadziaj..ocenianie w kategorii 1-6 jest kompletnie bez sensu w przypadku malych dzeici...



              • olena.s Re: olena.s 20.10.15, 00:13
                Zawsze trzymasz ten styl dyskusji, czy z jakiegoś powodu robisz dla mnie wyjątek smile?
                O różnicy między chwaleniem/wspieraniem/komentowaniem i ocenianiem już ci napisano.
                Ja mogę tylko dodać, że wbrew twoim enuncjacjom w szkole mojego dziecka nie było naklejek ani stopni, nie było chmurek, punktów, buziek, tablic, ani w ogóle niczego, co skłaniałoby/pozwalało na porównywanie dzieci.
                Były natomiast liczne i wszechstronne pochwały, tak aby docenione i zachęcone do dalszych wysiłków czuły się zarówno dzieci, które pokonały jakieś progi akademickie, jak i te, które wyciągnęły do kolegi pomocną dłoń, dopilnowały porządku, zrobiły w czymkolwiek postęp. Ba, corocznie klasy były mieszane, miedzy innymi tak, aby poziom był porównywalny. Robiono to m.in. po to, aby móc porównywać najbardziej efektywne metody nauczania, ale nie po to, aby porównywać dzieci.
        • camel_3d Re: nie ma stopni az do 3 klasy... 17.10.15, 00:24
          oczywiscie, ze nie przepada za wszytskim.. lubi matematyke, plasytke, sport..a nie lubi niemieckiego... tylko nie idzie na niego z obawa, ze zrobia dyktando, dostanie 1 i bedzie najgorszy w klasie.. jak zrobi bledy to dostanie prace domowa, zeby napisac slowa poprawnie i tyle.. nastepnym razem bedzie juz je pamietal... myslisz, ze 1 daje jakas motywacje??
    • jakw Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 15.10.15, 12:08
      Skontaktuj się z MEN czy pani z biura praswego MEN mówiła prawdę:
      - W klasach I-III wszystkie oceny, zarówno bieżące - z klasówek, pracy domowej, aktywności na lekcji - jak i oceny klasyfikacyjne - śródroczne i roczne - mają występować w formie opisowej - tłumaczy Justyna Sadlak z biura prasowego MEN.

      nauka.trojmiasto.pl/Nauczanie-poczatkowe-bez-stopni-Nowa-propozycja-MEN-n81988.html
      Oczywiście mogli jak zwykle ściemniać i żadnej nowelizacji nie ma.
    • olena.s Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 15.10.15, 15:50
      Jeszcze dla zwolenników stopni w szkołach podstawowych: jakie daje to efekty szkolne, wychowawcze i rodzicielskie. Polecam wątek na sąsiednim forum. forum.gazeta.pl/forum/w,567,155448400,,Prace_plastyczne_robione_przez_rodzicow.html?v=2
    • aleksandra1357 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 16.10.15, 00:00
      Co za przekoszmarny wątek, wymiękłam w połowie. Trudno mi uwierzyć, że ktoś może naprawdę bronić polskiego systemu oceniania, który jest patologiczny i niesie ze sobą wielkie ZŁO, co już nie raz i nie dwa zostało udowodnione. Myślę, że obrończynie ocen mają umysły spaczone ocenianiem, inaczej nie mogę tego pojąć. Moje dzieci na szczęście nie wiedzą, co to ocena szkolna i mam nadzieję, że się nie dowiedzą. A jeśli los je kiedyś postawi w takiej sytuacji, to nauczę je taką ocenę wyśmiać. Nie chcę, żeby ktokolwiek oceniał i porównywał moje dziecko z innymi i nie chcę, żeby ono samo to robiło.
      • barbaram1 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 18.10.15, 20:24
        U mojej córki w państwowej szkole ocen w klasach I-II w ogóle nie było, pojawiły się w III klasie, aby przyzwyczaić dzieci, ale wystawiane były sporadycznie i raczej były przedstawione w procentach. Narysowany był tort na klasówce i pani zamalowywała część tego tortu, a obok informacja, że średnio w klasie dzieci zjadły jakąś inną część. To była w zasadzie informacja dla rodziców.
        Wszystkie prace wraz z oceną opisową były dawane rodzicom co miesiąc w kopertach. Nikt nie wiedział, jak uczy się inne dziecko. Nigdy nie słyszałam, że Kasia, czy Jasio jest kiepski. Dzieci bardzo zmotywowane do nauki, chętnie wykonywały prace domowe, bo dostawały nalepki w specjalnym zeszycie. W IV klasie ich klasę zlikwidowano i podzielono uczniów na trzy różne klasy. Okazało się, że na koniec IV klasy sporo uczniów z naszej klasy miało czerwone paski, nie słyszałam, aby ktoś miał problemy w nauce w IV klasie. Rodzice, choć niektórzy bardzo sceptycznie na początku podchodzili do braku ocen, na koniec III klasy chwalili bardzo Panią wychowawczynię.
        Dodam jeszcze, że co miesiąc w kopertach dostawaliśmy bardzo szczegółową ocenę opisową, napisaną komputerowo, na minimum jednej kartce A4. Z tej kartki dowiadywałam się wszystkiego, jakie dziecko robi postępy w nauce, ale również jak radzi sobie z kontaktami z rówieśnikami, ile razy zapomniało zeszytu, że ma np. problem ze szlaczkami, dlatego pani proponuje wspólne wyrabianie ciasta, bo to poprawia pracę rączek, albo żeby zwracać uwagę, na to żeby dziecko czytało sylabami a nie literkami itp itd. Właściwie nie chodziłam do nauczycielki w ogóle, bo wszystko czarno na białym ze szczegółami miałam zapisane.
        Nie wierzę, że system oceniania pozwolił by mi tak szczegółowo poznać moje dziecko i jego pracę na lekcjach. Bo co mówi 4-, albo słoneczko z chmurką??? Chyba tyko tyle, że Zosia chmurki nie miała, a Jasio minusa.
        Jestem za brakiem oceniania we wczesnoszkolnej edukacji. Za rok młodsza córka idzie do szkoły i jeśli będą oceny to będę próbowała przekonać nauczycielkę, aby ich nie było.
        • kj-78 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 18.10.15, 22:02
          Podpisuje sie pod tym, choc mam dopiero pierwszoklasistke (plus wyksztalcenie czesciowo kierunkowe). U nas jest podobnie: dwa razy w semestrze dostajemy dokladny opis postepow dziecka z kazdego przedmiotu, po czym kazdy rodzic i uczen ma indywidualne spotkanie z nauczycielem, gdzie te postepy, lub ich brak, sa szczegolowo omawiane.

          Moja corka umie czytac i liczyc lepiej, niz wiekszosc klasy (w ktorej tylko jeszcze jedna osoba umie czytac i wykonywac podstawowe dzialania do 20), wiec najbardziej ze wszystkich przedmiotow lubi angielski. Bo tam uczy sie nowych rzeczy. Dzieci uwielbiaja uczyc sie czegos nowego, tak same z siebie. Moje dziecko nie mysli o przyszlosci, nikt mu nie mowi, ze angielski jest potrzebny, po prostu fajnie jest poznac cos nowego i zapytac mame w domu "what's your name?".

          Kilka forumek nie wie, jak wytlumaczyc dziecku, ze trzeba nauczyc sie tabliczki mnozenia, jesli nie bedzie ocen (moim zdaniem: przekupstwa+straszaka), bo nie wiedza, do czego moze sie to przydac. Otoz tabliczki bez problemu mozna uzywac codziennie w przeroznych sytuacjach, chociazby w sklepie. Oczywiscie jak chce sie kupic 5 sztuk czegos po 7 zlotych, to mozna dodawac 7+7+7+7+7, ale po co?

          Oceny to ZLO w klasach poczatkowych i wplywaja demoralizujaco niestety. Osobisty przyklad: w podstawowce prawie sie nie uczylam, bo wiedzialam, ze I TAK dostane dobra ocene. Do tego widzialam, jak moje uczace sie kolezanki dostaja gorsze oceny, wiec tak od 4.klasy wiedzialam, ze ten system jest beznadziejnie niesprawiedliwy i zal mi bylo kolezanek. Niektore z nich przestaly sie uczyc, bo I TAK dostana zla ocene... Nigdy nie mialam tez skrupulow, zeby sciagac, bo przeciez najwazniejsza jest dobra ocena... W liceum tez tak robilam, i na studiach tez... Jestem pewna, ze jakby nie bylo ocen, mialabym calkiem inne podejscie do nauki jako takiej.
          • ponponka1 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 19.10.15, 11:14
            kj-78 napisała:

            >
            > Moja corka umie czytac i liczyc lepiej, niz wiekszosc klasy (w ktorej tylko jes
            > zcze jedna osoba umie czytac i wykonywac podstawowe dzialania do 20), wiec najb
            > ardziej ze wszystkich przedmiotow lubi angielski.

            A moja matematyke (jesli to mozna nazwac matematyka). Ale traci wielki zapal bo brakuje jej oceny..... Tez chodzi do norweskiej szkoly


            > . Dzieci uwielbiaja uczyc sie czegos nowego, tak same z siebie.

            Dzieci uwielbiaja byc oceniane: w domu, na dworze, w szkole, na koloniach......

            >
            Otoz tabliczki bez problemu mozna uzywac
            > codziennie w przeroznych sytuacjach, chociazby w sklepie. Oczywiscie jak chce s
            > ie kupic 5 sztuk czegos po 7 zlotych, to mozna dodawac 7+7+7+7+7, ale po co?

            pelna zgoda. Moja 6 latka uwielbia matematyke bo my ja sami i z nia ternujemy codziennie na codziennych sprawach.
            >
            > Oceny to ZLO w klasach poczatkowych i wplywaja demoralizujaco niestety.

            Oceny do DOBRO i dzieci BARDZO tego chca. te potrzebe NIE musza wykrzykiwac ....

            Osobist
            > y przyklad: w podstawowce prawie sie nie uczylam, bo wiedzialam, ze I TAK dosta
            > ne dobra ocene.

            A ja sie uczylam, bo takich najlepszych jak ja bylo 5 w klasie i ja, wiedzac, ze oni moga byc lepsi, bo sie ucza, tez sie uczylam dodatkowo by pokazac ze wiem wiecej. Mialam siwadectwa z paskiem przez cala podstawowke. Przestalam sie uczyc jak w 8 klasie trafilam do szkoly na Slasku. W mojej klasie byly dzieci gornikow - ja bylam najlepsza, po mnie byli tylko trojkowcy. I to nie oceny spowodowaly przyhamowanie zapalu ale to, ze i tak bylam najlepsza wynoszac TYLKO to co zrobilam/uslyszlam w szkole.

            Do tego widzialam, jak moje uczace sie kolezanki dostaja gorsze
            > oceny, wiec tak od 4.klasy wiedzialam, ze ten system jest beznadziejnie niespr
            > awiedliwy i zal mi bylo kolezanek. Niektore z nich przestaly sie uczyc, bo I TA
            > K dostana zla ocene...

            Widac, ze jestes z tej grupy co to WSZYSCY musza skonczyc szkoly wyzsze. Nie ma miejsc dla tych co nie chca sie uczyc. Zal mi ciebie

            Nigdy nie mialam tez skrupulow, zeby sciagac, bo przecie
            > z najwazniejsza jest dobra ocena...

            Wynik tego co napisalam wyzej. Nie umiesz - jestes nikim

            W liceum tez tak robilam, i na studiach tez
            > ... Jestem pewna, ze jakby nie bylo ocen, mialabym calkiem inne podejscie do na
            > uki jako takiej.

            Brak swiadomosci, ze to wiedza jest wazna a nie ocena to wynik braku dojrzalosci a nie systemu oceniania.
            >
            • ponponka1 A propos BRAKU ocen w Norwegii 19.10.15, 11:30
              Moja mala jest pierwszoklasistaka w Norwegii.
              Nie ma ocen. Bo to taki postepowy kraj, wiecie wink
              Za to naklejki na pracach....lub ich brak...eeheheeeeeee
              W Swietlicy (tu dzieci maja taka zoragnizowan swietilice - dla tych z Norwegii - SFO) jak dziecko pomoze w czyms, komus lub posprzata, nie tylko po sobie dostaje kropki....eheheheeeeee.....
              Brak ocen....eheheheheeeeee. Oficjalnie tak. Nieoficjalnie wszyscy wiedza za co te naklejki i kropki.

              Co wiecej. Moja mala jak dostaje taka kropke to nie mowi, ze dostala kropke. Mowi ze pomogla koleznace posprzatac na stole - bo ktos ja zostawil i nie posprzatal po sobie. Pytanie: czy ona mowiac to mowila, ze pomogla dla kropki czy pomogla bo ktos potrzebowal pomocy. O kropce mowi ale dumna jest z tego co ZROBILA a nie z kropki.
              • ponponka1 Re: A propos BRAKU ocen w Norwegii 19.10.15, 11:32
                Aha - mowi o kropce podkreslajac, ze na nia trzeba zapracowac.
              • slonko1335 Re: A propos BRAKU ocen w Norwegii 19.10.15, 11:50
                Pytanie: czy ona mowiac to mowila, ze pomogla dla kropki czy pomo
                > gla bo ktos potrzebowal pomocy. O kropce mowi ale dumna jest z tego co ZROBILA
                > a nie z kropki.

                rozumiem, że jakby kropki nie dostała to tez by pomogła? czyli, że kropka ani ocena do tego nie są jej jednak potrzebne?
                • ponponka1 Re: A propos BRAKU ocen w Norwegii 19.10.15, 12:24
                  Oczywiscie, ze by pomogla i bez kropki. Ale dzieki kropkom (w tym bezocenowym oficjlanie kraju i dawanym jako przyklad, ze bez ocen i dlatego tak fajnie ...ehheeheeeee zaplulam ekran) ona wie, ze inne dzieci tego nie robia i ze jej sposb postepowania zostal DOCENIONY przez doroslych (bo nie dzieci) i INNE dzieci to widza- kropki sa ofocjalnie na tablicy w swietlicy.

                  Zatem mity o bezocenoywch krajach mozna sobie wlozyc same wiecie gdzie......
                  • slonko1335 Re: A propos BRAKU ocen w Norwegii 19.10.15, 12:36
                    Moja regularnie pomaga w bibliotece i na świetlicy - nie dostaje za to żadnych ocen, kropek, punktów a zwykłe dziękuję i to jej wystarcza całkowicie...
                    • ponponka1 Re: A propos BRAKU ocen w Norwegii 19.10.15, 15:14
                      No popatrz. Wyglada na to, ze szkola twojej corki jest bardzo postepowa a mojej, w postepowej Norwegii wdraza cimnogrod z tym systemem oceny kropkami. Pani Popiolkowa swiat sie konczy smile

                      • slonko1335 Re: A propos BRAKU ocen w Norwegii 19.10.15, 17:32
                        To nauczyciel w klasach 1-3i wybiera. Moja córka ma panią która ocen nie stawia a syn panią która to robi-oboje chodzą do jednej i tej samej szkoły.
                        Dziecko za pomoc pani w bibliotece albo na świetlicy żadnych kropek czy punktów nie dostaje, robi to z własnego wyboru i chęci i nie podziękowanie to nie jest ocenianie.
                    • ponponka1 Dziekuje tez jest ocena - i to bardzo dobra :) 19.10.15, 15:16
                      No ale przeciez oceny to tylko 1,2,3,4,5,6 i ew, sloneczka......
                • ponponka1 Re: A propos BRAKU ocen w Norwegii 19.10.15, 12:31
                  Czy ty nie chwalisz swojego dziecka? Jesli tak, co tez oceniasz. Czy jak chwalisz to pilnujesz sie by to zrobic jak bedziesz sam na sam z dzieckiem czy tez po prostu naturalnie "wychodzi" to z ciebie - nawet jak inne dzieci sa obok?
                  Dziweczyny obudzcie sie. Nie ma NIGDZIE systemow nauczania grupowego bez oceny. Tam gdzie to jest oficjalnie, nieoficjalnie jest wprowadzane cos w zamian - cos do czego nie mozna sie przyczepic ale WSZYSCY ten system rozumieja (te kropki, naklejki, usmiechy)
                  Bo nawet jak nauczycielka powie przy klasie do kogos, ze byl dobry to juz jest OCENA.

                  Wy tez CALY czas ocieniacie swoje dzieci (slowem, gestem, mowa ciala) i te oceny ONE widza i za nimi wypatruja.
                  • slonko1335 Re: A propos BRAKU ocen w Norwegii 19.10.15, 12:42
                    I nie nie wystawiam ocen swoim dzieciom, nigdy żadnemu nie wystawiłam oceny.
                    W szkole moja córka nie dostaje żadnych kropek, punktów, literek, uśmiechów ani ptaszków(z wyj. angielskiego i religii) i problemów nie ma żadnych. Pod sprawdzaną pracą ma opis co zrobiła dobrze i nad czym powinna popracować jeżeli tak taka potrzeba.
                    Mój syn dostaje w szkole normalne stopnie i widzę że absolutnie go nie motywują.
                    Nikt nie lubi być oceniany-zwłaszcza dzieci, moje za nimi nie wypartuja wiec pisz może za swoje tylko a nie za ogół...
                    • ponponka1 Re: A propos BRAKU ocen w Norwegii 19.10.15, 14:51
                      Jak twoja corka narysuje ladny rysunek, ot tak w domu (zapomnija szkole i zadania domowe) to nie chwalisz jej? Bo o to sie pytalam. Jesli rzeczywiscie twoje dzieci nigdy nie slysza od ciebie - o jak ladnie ulepilas balwanka, o jak szybko weszlas na drabinke....to ja im wspolczuje.

                      Jeszcze raz - oceniasz swoje dzieci, codziennie. I one na te oceny czekaja.
                      • ponponka1 mialo byc - zapomnij o szkole.... 19.10.15, 14:53

                      • slonko1335 Re: A propos BRAKU ocen w Norwegii 19.10.15, 16:14
                        A ja Ci napiszę jeszcze raz-nie oceniam dzieci nigdy i one nie chcą być oceniane, wiec pisz za siebie i swoje dziecko a nie za mnie i za moje..
                      • barbaram1 Re: A propos BRAKU ocen w Norwegii 20.10.15, 17:32
                        Ja widzę różnicę w ocenianiu dziecka i w ewentualnym chwaleniu lub karceniu. Jest dla mnie różnica w słowach: ładnie ulepiłeś bałwanka, ma ładnie zrobione kulki, tylko nosek jest niezgrabny i: oceniam bałwanka na 4. Zosia zrobiła na 5.
            • kj-78 Re: Stopnie w I klasie - szesciolatki 19.10.15, 21:58
              Pomponka napisala:
              > A moja matematyke (jesli to mozna nazwac matematyka). Ale traci wielki zapal bo
              > brakuje jej oceny..... Tez chodzi do norweskiej szkoly

              Ciekawe, kto jej opowiedzial o wspanialosci ocen. Moje dziecko nie zna nawet tego slowa, po prostu oceny w szkole nie istnieja na jej poziomie. Wspolczuje Twojemu dziecku, jesli nie chce sie uczyc ulubionego przedmiotu z powodu braku ocen, juz po 2 miesiacach w szkole (??? - to chyba czas na rozmowe z nauczycielem ?)

              > Dzieci uwielbiaja byc oceniane: w domu, na dworze, w szkole, na koloniach......

              Wrecz przeciwnie, lubia byc chwalone (czyli oceniane wylacznie, kiedy cos im dobrze poszlo), a to roznica. NIEKTORE dzieci lubia konkursy i rywalizacje, inne nienawidza.

              > A ja sie uczylam, bo takich najlepszych jak ja bylo 5 w klasie i ja, wiedzac, z
              > e oni moga byc lepsi, bo sie ucza, tez sie uczylam dodatkowo by pokazac ze wiem
              > wiecej. Mialam siwadectwa z paskiem przez cala podstawowke.

              Ja bylam jedna z 2-3 najlepszych bez wysilku i tez mialam swiadectwo z paskiem przez cala podstawowke, i calkiem ok srednia w liceum. I zupelnie nie mialam parcia na bycie najlepsza. Moje motto przez wiekszosc edukacji w polskiej szkole: miec jak najlepsze oceny jak najmniejszym kosztem.

              > Widac, ze jestes z tej grupy co to WSZYSCY musza skonczyc szkoly wyzsze. Nie ma
              > miejsc dla tych co nie chca sie uczyc. Zal mi ciebie

              Nie martw sie, nie musi ci byc zal obcych ludzi. Moze przeczytaj jeszcze raz ten akapit, albo wyjasnie: zal mi kolezanki, ktora juz w trzeciej klasie odpuscila sobie, bo juz wtedy szkola dala jej do zrozumienia, ze jest bezadziejna (tak, w tym wieku duzo zlych ocen = obnizone poczucie wlasnej wartosci) i bedzie nikim. Miedzy gnojeniem malych dzieci, a uwazaniem, ze wszyscy powinni skonczyc wyzsza uczelnie, jest jednak mala roznica (przynajmniej moim zdaniem).

              > Brak swiadomosci, ze to wiedza jest wazna a nie ocena to wynik braku dojrzalosc
              > i a nie systemu oceniania.

              Ale widzisz, w polskiej szkole wazne sa oceny, nie wiedza. Dopiero w doroslym zyciu to sie zmienia...
    • ponponka1 Czy wy nie oceniacie waszych dzieci? 19.10.15, 10:59
      Nigdy nie pochwalilyscie za to co zrobily, np. ladny obrazek? Nigdy nie zwrocilyscie ze tak sie nie robi, np. sypanie piaskiem po innych w piaskownicy?

      Teraz sie zastanowcie dlaczego to robicie? I jak reaguje dziecko np. po pochwale? Obojetnie czy jednak OCZEKUJE tej OCENY?

      Tak samo w szkole. To rownanie w dol - bo brak ocen to rownanie w dol - czyni krzywde i tym co slaczki rysuja w 5 minut (brak wsparcia w tym ro robie dobrze) i tym ktore siedza nad nimi bez specjalnego efektu pol godziny (to po co ja tak dlugo siedzialem?).
      • ponponka1 Jeszcz cos 19.10.15, 15:18
        Slad po ocenie - stopien, naklejka i tym podobne to tez dowod dla dziecka, ze ktos jego prace obejrzal i ...... (do)ocenil.
        • camel_3d a..wklaja ktos dzeicku np.. "Kupe"? 19.10.15, 22:31
          np... skoro np 3-4 bledy z matematyki klasyfikuja to oceny..1
          to w sumie za brzydki rysunek ,..mozna byloby wkleic ..kupe...smile))

          u nas nie ma oceniania... rozstrzal wsrod dzeici jest bardzo duzy. Jedne sa super z matematyki, inne gorsze, jeszcze inne ponizej sredniej... ale nie ma ocena. dzeiciaki po sprawdzianie maja tylko napisane ile zrobily bledow. koniec.

          Jedyne z czym sie nie zgadzam, to to, ze nie oczekuje sie poprawiania bledow. Jezeli mlody zrobil na dyktandzie 2 bledy..to zostaje to odnotowane, ale nie musi poprawiac tych slow, np piszac 2-3 linijki.

          Ale tu ja w domu wkraczam do akcji i mlody przepisuje slowa z bledami po 2 linijki.... I w 99% zapamietuje je na przyszlosc.
      • kj-78 Re: Czy wy nie oceniacie waszych dzieci? 19.10.15, 21:26
        Bo widzisz, chyba nie zrozumialas tematu dyskusji i stad Twoje 20 postow o tym samym troche malo wnosi. Otoz, dyskusja jest o wyzszosci/nizszosci ocen typu stopnie (1,2,3, sloneczka, dobrze-srednio.zle, cz yez D, S, Z) nad ocena opisowa, gdzie szczegolowo i konkretnie jest opisane co uczen umie, a nad czym powinien pracowac.

        Tak, mozna wyrazic swoja opinie na temat, czy rysunek dziecka Ci sie podoba, czy nie i dlaczego (ocena opisowa: podoba mi sie ten domek, ma takie wesole kolory, ale szkoda, ze cala trawe zachlapalas brudna woda). Mozna tez powiedziec "brzydki". I koniec. Jako, ze dziecko ma juz 6 lat, a rysuje koslawo i bazgroli bez sensu, mozesz mowic codziennie "ten tez brzydki", "ohydny". Na pewno po 2 latach Twoje dziecko bedzie rysowalo coraz lepiej. Tak wlasnie czuja sie slabsi uczniowie w szkole: krzywe i brzydkie literki (tak, codziennie godzine w domu cwiczy) - pala, nie umie dodawac - pala, itd. Sylabizuje - pala.

        Ciekawe, czy jakby Twoje dziecko miala trudnosci i jako jedyne nie umialo tego, co wiekszosc i mimo codziennej pracy bylo najgorsze w klasie - ciekawe, czy wtedy tez bys miala takie samo zdanie o ocenach.

        Jesli postanowisz mi odpowiedziec, to bardzo bym prosila, zebys to zrobila w troche bardziej wywazonej formie, niz jak skomentowalas post Oleny.

        A, i jeszcze mam pytanie: skad Twojemu pierwszakowi bez doswiadczen szkolych przychodzi do glowy, ze potrzebne mu sa oceny. Moje dziecko nie wie, co to sa oceny szkolne, bo ich po prostu nie ma. Chyba, ze juz urobilas dziecko w przedszkolu, ze szkola norweska jest beznadziejna, bo nie ma ocen.

        Ps. U nas nie ma zadnych kropek, kresek ani naklejek za nic. Mysle, ze to inwencja Twojej szkoly i mozna z tym walczyc, jesli rodzice sobie takiego systemu nie zycza. Za to za tydzien mam indywidualna rozmowe z nauczycielka corki o postepach mojej pociechy.
      • camel_3d a ty oceniasz w skali 1-6? 19.10.15, 22:27
        dziecko namaluje obrazek, a ty mowie..eee.. 1+ ..
        dziecko postara sie ladnie ubrac..a ty.. no..3=

        dzeicko zje polowe obiadu, a ty.. ze zjadlo na 3+

        ?

        Juz od dawna wiadomo, ze bardziej motywujace jest chwalenia, bez konkretnej oceny.
        Jezeli dziecko posprzatalo troche pokoj, pochwalone nasteonym razem da z siebie wiecej.

        No chyba, ze faktyzcnei oceniasz dzeicko w skali 1-6...

        • saszanasza Re: a ty oceniasz w skali 1-6? 20.10.15, 13:05
          camel_3d napisał:

          > dziecko namaluje obrazek, a ty mowie..eee.. 1+ ..
          > dziecko postara sie ladnie ubrac..a ty.. no..3=
          >
          > dzeicko zje polowe obiadu, a ty.. ze zjadlo na 3+
          >
          > ?
          rozumiem w takim razie, że lepiej byłoby gdyby
          dziecko namalowało obrazek, a ty....nic
          dziecko postarało się ładnie ubrać, a ty nic
          dziecko zjadło połowę obiadu, a ty nadal nic....no totalne nic!

          druga "wariacja":
          dziecko namalowało obrazek a ty: wspaniale!
          dziecko postarało się ładnie ubrać, a ty: rewelacyjnie
          dziecko nie odrobiło pracy domowej, a ty: cudownie!
          dziecko zjadło połowe obiadu, a ty: byle tak dalej!
          >
          > Juz od dawna wiadomo, ze bardziej motywujace jest chwalenia, bez konkretnej oce
          > ny.
          > Jezeli dziecko posprzatalo troche pokoj, pochwalone nasteonym razem da z siebie
          > wiecej.
          >
          > No chyba, ze faktyzcnei oceniasz dzeicko w skali 1-6...

          dziecko doskonale wie, ze jest oceniane przez rodzica, tyle że tą oceną jest mina, komentarz, nawet sposób mówienia, które to mają odpowiednie natężenie podobne do skali ocen 1-6.
          Dziecko tak samo się stresuje, gdy jest karcone (ocena 1-2), jak cieszy kiedy jest przez rodzica chwalone (odpowiednik ocen 5-6). Pouczanie lub uczenie dziecka to również ocena (3-4).
          Tyle że wy nie zdajecie sobie z tego sprawy.....
          >
          • slonko1335 Re: a ty oceniasz w skali 1-6? 20.10.15, 13:33
            o raju następna bzdury wypisuje..
            • saszanasza Re: a ty oceniasz w skali 1-6? 20.10.15, 15:19
              Nie no, bo tylko twoja to Prawda Objawiona
              • slonko1335 Re: a ty oceniasz w skali 1-6? 20.10.15, 16:03
                Nie no Ty wiesz przecież lepiej z czego MY sobie zdajemy sprawę a z czego nie ....
                • saszanasza Re: a ty oceniasz w skali 1-6? 21.10.15, 08:36
                  Gdybyś bardziej wnikliwie przeczytała wątek wiedziałabyś że nie jestem JEDYNA.
                  I tym różnię się od Ciebie, że neguję opinii, które są inne od moich, jedynie przedstawiam swój pogląd. Ty natomiast zachowujesz się jak wyrocznia z matrixa, a tak naprawdę gó... wiesz o systemie bezocenowym, bo on po prostu nie funkcjonuje w skali, w jakiej jego "wyniki" byłoby można uznać za miarodajne. Żeby cokolwiek powiedzieć o tego typu rozwiązaniu, musiałby on funkcjonować co najmniej kilka lat, w skali ogólbopolskiej (sic!) przy konkretnym programie edukacyjnym. Ja dostrzegam "wady" systemu ocen, ale dostrzegam również jego zalety, które są większe, ty dostrzegasz same zalety systemu który nie jest sprawdzony w polskiej rzeczywistości, funkcjonuje w jakiejś mikroskali.
                  • slonko1335 Re: a ty oceniasz w skali 1-6? 21.10.15, 08:54
                    No to po tym wnikliwym przeczytaniu wątku pokaz mi w którym miejscu neguję opinie innych i zahcwouję się jak wyrocznia z matrixa a nie piszę o doświadczeniach własnych dzieci i moich? Ty natmiast nie omieszkałaś stwierdzić z cała stanowczością i pewnością co się wydaje ludziom i dzieciom których na oczy nie widziałaś i nie masz o nich pojęcia..podobnie jak ponponka która wie lepiej ode mnie i innych tu osób czego potrzebują ich dzieci i na co czekają...jedna warta drugiej...
                    • saszanasza Re: a ty oceniasz w skali 1-6? 21.10.15, 12:33
                      Chociażby ten tekst do mnie, który de facto wyłącznie do mnie się nie odnosi
                      forum.gazeta.pl/forum/w,46,159008190,159074601,Re_a_ty_oceniasz_w_skali_1_6_.html
                      tak. z całą stanowczością stwierdzam, że nie da się obiektywnie stwierdzić że system bezocenowy posiada same zalety, bo on zwyczajnie w Polsce nie istnieje, tzn. istnieje w zbyt małej skali by przeprowadzić próbę.
                      • slonko1335 Re: a ty oceniasz w skali 1-6? 21.10.15, 13:24
                        Nie, do dwóch osób które z cała stanowczością stwierdzają coś o cudzych dzieciach i ich rodzicach których na oczy nie widziały...moje dzieci doskonale wiedza, ze ich rodzice nie wystawiają im ocen i nie lubią być oceniane-moje własne dzieci i nie, nie wiesz ani ty ani ponponka więcej niż ja w tym temacie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka