Dodaj do ulubionych

taka sytuacja w szkole...

02.01.18, 22:05
Witajcie! Pierwszy raz piszę na tym forum, ale może mi coś poradzicie. Otóż jutro jestem umówiona na rozmowę z nauczycielką mojej córki - 6 klasa. Już nie mogę słuchać kolejnych opowieści córki o stosunku nauczycielki do niej.
Sytuacja wygląda tak, że córka - do tej pory wzorowa uczennica i pod względem zachowania i ocen. Nigdy nie słyszałam na nią najmniejszej skargi, wręcz przeciwnie, same ochyiachy. No i podpadła swojej nauczycielce od polskiego ponieważ głośno sprzeciwia się nierównemu traktowaniu w klasie. W tym roku doszedł do klasy chłopiec, który ewidentnie ma jakieś fory u nauczycielki. Jako jedyny może dłużej pisać kartkówki, nie dostaje żadnej uwagi za brak zadania czy gadanie na lekcji, a nawet pani pomaga mu podczas sprawdzianów - oczywiście wiem to z relacji dzieci i ich rodziców którym się żalą.No i moja córka jest tym oburzona, a że jako nieliczna w klasie ma odwagę powiedzieć o tym głośno to ma przechlapane. Po ostatniej kartkówce podczas której ten chłopiec mógł jako jedyny dokończyć po czasie moja córka zapytała panią dlaczego tak jest, stwierdzając że jest to nie w porządku bo inni też nie zdążyli, a takiej szansy nie mają. W odpowiedzi usłyszała, żeby zajęła się swoimi sprawami.
tyle, że to są jej sprawy jakby nie było. Pani poskarżyła się wychowawczynni że I. pyskuje, że się trąca w nie swoje sprawy i że powinna mieć obniżone zachowanie. Od tego czasu ciągle się jej czepia, przesadza ją, upomina...
dziś już nie wytrzymałam i zadzwiniłam do niej, umówiłyśmy się na jutro.
Jak myślicie? Jak powinnam poprowadzić rozmowę? Czy w ogóle mam szansę ją przegadać, skoro nie mam żadnych dowodów na te wszystkie sytuacje w klasie poza relacjami dzieci?
co Wy byście zrobili?
No nie mogę karcić córki za to że upomina się o słuszną sprawę, zawsze jej tylko tłumaczę, że ma to robić w sposób kulturalny.....
Obserwuj wątek
    • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 02.01.18, 22:07
      acha, jeszcze dodam, że chłopiec, z tego co się już dowiedziałam, nie ma żadnego orzeczenia, czy innego dokumentu potwierdzającego jego ewentualną chorobę czy inny powód specjalnego traktowania
      • slonko1335 Re: taka sytuacja w szkole... 02.01.18, 22:12
        a skąd się mogłaś tego dowiedzieć ?
        • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 07:19
          Od jego byłej wychowawczyni z tamtego roku. Świat jest mały.
          • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 09:10
            No ale dziecko mogło dostać diagnozę/orzeczenie w tym roku.
            • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 09:30
              No mogło...i z wzorowego ucznia, ze świadectwem z paskiem na koniec roku nagle stał się dzieckiem wymagającym specjalnej troski i to tylko! u jednego nauczyciela. Naprawdę w to wierzycie?
              • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 09:35
                I napisze jeszcze raz - dla mnie nie ma problemu owego chłopca, ale traktowania mojej córki, która miała odwagę przy wszystkich zapytać dlaczego tak jest. Odpowiedzi nie uzyskała, może mi się uda. Ja naprawdę nie zamierzam nakręcać sytuacji, nie wybieram się do dyrekcji itp. I tak naprawdę nie zależy mi na wzorowym zachowaniu na świadectwie córki - choć już córce tak. Zależy mi, żeby się dowiedzieć jaka jest prawda, wersje córki i jej koleżanek znam - chce poznać wersję pani - może rzezczywiście nie wiem wszystkiego.
              • little_fish Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 12:22
                Mój syn, wzorowy uczeń, świadectwo z paskiem w podstawówce w pierwszej klasie gimnazjum otrzymał opinię o dysgrafii umożliwiającej mi. Innymi dłuższe pisanie prac i sprawdzianów. Więc nie jest to niemożliwe
                • little_fish Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 12:22
                  Umożliwiającą mu oczywiście
                  • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 12:31
                    Kurcze, ale czy nie jest dla Was oczywiste, że jeśli uczeń ma takie problemy to w taki sam sposób traktują go WSZYSCY nauczyciele a nie jedna pani????
                    • little_fish Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 12:43
                      Mój syn jest świetny z matmy i przedmiotów ścisłych i dysgrafia mu nie przeszkadza, sprawdziany z historii i biologii nie wymagają dużej ilości pisania, w przeciwieństwie do tych z j. polskiego.
                    • mama-ola Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 13:13
                      Kurczę, a czy dla Ciebie nie jest oczywiste, że Twoja córka jest nieobiektywna?
                      • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 13:57
                        a dlaczego zakładasz, że jest nieobiektywna?
                        • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 16:05
                          Bo ma poczucie krzywdy własnej, w grę wchodzą emocje. To nigdy nie jest obiektywne, szczególnie jeśli mówimy o nastolatkach.
                          • mysiaapysia Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 16:48
                            A ciekawe skąd się wzięło to poczucie krzywdy? Z pewnych okoliczności faktycznych. Dziecko widzi, obserwuje. Pyta, a otrzymuje odpowiedź w stylu znaj swoje miejsce w szeregu. Zero wyczucia ze strony nauczyciela.
                          • wro-tka Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 12:36
                            a co to... poczucie własnej krzywdy nie wchodzi w grę?
                            każdy ma prawo ocenić sytuację z własnej perspektywy i ma prawo do wyrażenie swojej opinii czy poczucia krzywdy. obie strony konfliktu/sytuacji mają prawo do własnych emocji i racji.
                            • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 13:02
                              Ale czemu nie wchodzi? Oczywiście, że wchodzi. Nigdzie nie napisałam, że jest niesłuszne. Jest słuszne. Tłumaczyłam tylko potencjalny brak obiektywizmu.
                              • wro-tka Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 13:12
                                no to gicior... nie zrozumiałam sensu wink
                                • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 13:19
                                  A nastolatki są dramatycznie nieobiektywne, ich poczucie krzywdy jest w stanie urosnąć na miarę K2 co najmniej, nadużywają kwantyfikatorów (dlatego ja wszelkie "pani cały czas się mnie czepia" weryfikuję, bo bardzo często się okazuje, że ten cały czas, to były dwa razy, w tym raz to był słuszny opieprz za gadanie i niezwracanie uwagi na uwagi pani tongue_out). I bywa, że w pewnym momencie te wzorowe prymuski, wchodząc w okres dojrzewania, przestają być wzorowymi prymuskami, bo burza hormonów mózg zalewa. A ze nie mają doświadczenia w pyszczeniu i nie wiedzą co i kiedy wolno, i gdzie leży granica wink to wychodzi jak wychodzi. Oczywiście, nie mówię, że taka sytuacja zaszła akurat tutaj - ale tak często bywa.
                                  • wro-tka Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 13:32
                                    bywa... ale... wiadomo, że burza hormonów, inne rozumowanie, inne emocje i trzeba to jakoś przetrwać. nauczyciel/rodzic musi być mądrzejszy i sprytniejszy.
                                    • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 14:09
                                      No tak. Dlatego moja córka dostała ochrzan dopiero po fefnastym z kolei jęku, że to niesprawiedliwe i w ogóle, skandal, pani! że ona nie może zrobić układu gimnastycznego sama, tylko musi w grupie (gdyż elementy obowiązkowe układu są grupowe, typu piramida) - wtedy pani zagroziła, że po następnym razie wstawi jej pałę z zachowania, bo ILEŻ MOŻNA.
                                      A ja dowiedzialam się, że pani jest wstrętna i się CAŁY CZAS CZEPIA big_grinbig_grinbig_grin.
                                  • zabookowana-love_music Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 18:39
                                    Nie dlatego, że ,,burza hormonów mózg zalewa.". Po prostu nagle się dowiadują, że mogą wyrażać własne zdanie. Bo wcześniej szkoła im wmawiała, że to nauczyciele zawsze mają rację, a dzieci mają tylko słuchać i siedzieć cicho. Nic dziwnego, że czasami przesadzają, ale nie wydaje mi się, żeby akurat w omawianej tutaj sytuacji.
                                    • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 21:08
                                      "Po prostu nagle się dowiadują, że mogą wyrażać własne zdanie. Bo wcześniej szkoła im wmawiała, że to nauczyciele zawsze mają rację, a dzieci mają tylko słuchać i siedzieć cicho."

                                      Serio, to jeśli dziecko dopiero w wieku dojrzewania nagle się dowiaduje, że może mieć własne zdanie, to znaczy, że coś grubo nawaliło. Ale nie w szkole nawaliło, tylko w domu tongue_out.
                                      • mysiaapysia Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 21:57
                                        No właśnie szkoła skutecznie dusi w zarodku wszelkie pomysły na wyrażenie swojego zdania.
                                        Może to co wyżej napisałaś o pretensjach dziecka co do możliwości samodzielnego ćwiczenia mogłoby wydać się przesadzone.
                                        Ale już pytanie dziecka wątkodawczyni co do niesprawiedliwego traktowania całej klasy nie jest przesadzone. Pytała w imieniu całej klasy. No i teraz ma problem.
                                        • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 22:15
                                          "No właśnie szkoła skutecznie dusi w zarodku wszelkie pomysły na wyrażenie swojego zdania."

                                          Ja nie o tym. Bo z tym się generalnie zgadzam. Odniosłam się do tego, co pisała Zabookowana - że nastolatek NAGLE dowiaduje się, że może wyrażać własne zdanie i dlatego pyskuje. No więc ponawiam, jeśli dziecko dopiero jako nastolatek dowiaduje się, że może wyrażać własne zdanie, to coś jest bardzo nie tak.

                                          A - pytanie "w imieniu całej klasy" to ja tez już wielokrotnie przerabiałam na moim wyszczekanym dzieciątku. I po większości takich akcji zbierała bęcki i od nauczyciela, i od klasy. Bo aby być przedstawicielem większości, to trzeba umiec w dyplomację ;P.
                                          • mysiaapysia Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 08:54
                                            Tak tak, dyplomacja sratatata. Guzik prawda. Uczeń ma być niesłyszalny. Buzia w ciup. Bo nawet intonacja głosu może doprowadzić do obniżenia zachowania.
                                            Niestety takie doświadczenia ze szkołą mają moje dzieci.
                                            Kurczę, ja miałam inne doświadczenia. Do dziś pamiętam, jak z koleżanką walczyłyśmy o różne sprawy dla klasy. Nigdy nie miałyśmy z tego powodu nawet groźby obniżenia zachowania. Nie byłyśmy agresywne, nie rzucałyśmy brzydkimi wyrazami, ale intonacja głosu na pewno była różna, niekoniecznie dyplomatyczna. Twardo broniłyśmy swoich racji. Jakoś nauczyciele nie mieli z tym problemu.
                                            • wro-tka Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 09:41
                                              prawda. a dyscyplina była większa mimo wszystko i jakoś to wszystko hulało.
                                              • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 12:26
                                                "a dyscyplina była większa mimo wszystko i jakoś to wszystko hulało. "

                                                No jasne, że była większa, bo nauczyciel miał więcej środków. Mógł wziąć za łeb i o tablicę na ten przykład. Mógł wytargać za ucho i zwyczajnie wpieprzyć, mógł delikwenta z sali wykopać.
                                                • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 12:33
                                                  A potem jeszcze uczeń wracał do domu i dostawał w dupę od ojca, że uwaga jest w dzienniczku.
                                                  Ironizuję teraz.
                                                  Ogólnie wiele się pozmieniało i ze strony nauczycieli i tego, jakie maja narzędzia dyscyplinujace, i ze strony zachowania uczniów, i ze strony pewnego mindsetu społeczeństwa. I nie bardzo można porównywać.
                                                • wro-tka Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 14:01
                                                  również więcej było autorytetów, prac społecznych, które jednoczyły młodzież i kadrę (tak? nie wierzę, że to napisałam smile).
                                                  nie jestem zwolennikiem przemocy, ani fizycznej ani mentalnej, emocjonalnej...
                                                  • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 15:01
                                                    A to nie za moich czasów - nie mieliśmy w szkole żadnych prac społecznych. Za to u mojej córki non stop jakieś akcje, wolontariaty, kiermasze itp.
                                                    Ja w ogóle nie lubię porównywania w stylu "bo dawniej to dyscyplina większa, młodzież bardziej karna i w ogóle, niebo bardziej niebieskie". A takie porównania to rzecz odwieczna, myslę, że i w starożytnym Egipcie kolejne pokolenia załamywały ręce nad rozpasaniem i brakiem dyscypliny wśród młodzieży.
                                                  • mysiaapysia Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 22:57
                                                    Może Ty nie lubisz porównań. Ale inni tak i owszem. Większość moich dzieciatych znajomych (pochodzących nie tylko z dużych miast) stale porównuje szkoły swoich dzieci z własnymi szkołami sprzed kilkudziesięciu lat. I nie - nie zapadła im w pamięć przemoc fizyczna - a raczej takie coś ciężko zapomnieć. Za to pamiętają, że tak mniej więcej od 6-7 klasy nie tak znowu rzadko uczeń mógł być partnerem w dyskusji z nauczycielem. Nie z każdym nauczycielem, bo wiadomo, że zdarzały się wyjątki, ale jednak co do zasady można było podyskutować. Rzecz jasna bez przekleństw i złośliwości - to od zawsze było tępione. Ale nie tępiono własnego zdania młodego człowieka. Ja do dzisiaj wspominam np. nauczycielki matematyki, geografii i jęz. angielskiego - ostre jak brzytwa w sprawach naukowych, ale w codziennych kontaktach naprawdę super babki.
                                            • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 12:25
                                              Ja walczyłam o różne sprawy dla klasy. Byłam bezczelna, zarozumiała, wręcz chamska. Nie spotkały mnie żadne konsekwencje. A wiesz, czemu? A wyłącznie temu, że miałam średnią w porywach do 6,0 i reprezentowałam szkołę we wszystkich możliwych konkursach, które to konkursy z palcem w nosie i wrodzonym wdziękiem wygrywałam bez cienia wysiłku. A geniusza reprezentanta się nie tykało, nawet jeśliby nasrał na środku sali gimnastycznej i wetknął w to słone paluszki, chichocząc o jeżyku.

                                              Na lekcjach polskiego w szkole średniej przez 3 lata siedziałam sama w ławce, bokiem do tablicy, oparta o ścianę, z nogami w glanach wywalonymi na drugie krzesło. I głośno komentowałam to, co pan mówił. Nikomu innemu to nie przechodziło. Nie miałam papieru na jakiekolwiek zaburzenie, bo wtedy nie diagnozowali. Zachowanie zawsze miałam wzorowe, nawet jeśli wagarowałam namiętnie. Bo wzorowe szło za średnią, i niezależnie od zachowania faktycznego osoba ze srednią wyżej pięciu nie mogła mieć oceny innej niż wzorowa. W sprawie koleżanki z klasy wychowawczyni biegała do dwóch nauczycieli - do wuefistki i pani od fizyki, żebrając o naciągnięcie jej ocen z trójek na piątki, bo ten nieszczęsny wuef i fizyka jej średnią psuły. I wszystko uchodziło płazem, wszyściuteńko, jeśli człowiek miał cokolwiek więcej we łbie, niż reszta klasy.

                                              Na szczęście trochę się to chyba zmieniło - i założenia ta zmiana ma dobre, tylko coś w praktyce nie zabanglało, z tego co piszesz. I tak mój syneczek, genialny olimpijczyk nie ma zachowania wzorowego, bo bluzga pod nosem na lekcjach i rzuca bezczelnymi tekstami (punkty łapie za reprezentowanie szkoły li i jedynie), a o córuni już pisałam. Syn ma najwyższą średnią w klasie, córka jest druga w swojej.

                                              I ja nie mówię, że nie zdarzają się nauczyciele zwyczajnie popieprzeni i tłamszący. Ba, myślę, że system to wymusza poniekąd. Niestety.
                                              Parę lat bylismy poza systemem, ja i moje dzieci. I trochę zweryfikowałam sobie podejście do pewnych spraw, trochę inaczej na nauczycieli patrzę i pewne zachowania rozumiem, w tym niedopuszczanie do pewnych dyskusji, jako rozwiazanie optymalne w danej sytuacji. Niekoniecznie najlepsze rozwiązanie, ale czasem jedyne możliwe i optymalne.

                                              Nie ogladam sie na szkołę, uczę dzieci zarówno tego, kiedy mają się odzywać (świadome ewentualnych konsekwencji), a kiedy warto odzywanie się odpuścić. To ostatnie to całkiem niezły skill społeczny - i zapewniam, nie ma nic wspólnego ze stłamszeniem czy uciszeniem.
                                              • fogito Re: taka sytuacja w szkole... 08.01.18, 23:15
                                                Kotula, to Twoje dzieci znów sie ucza w szkole? Skończyłaś z ED?
                                                • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 09.01.18, 14:37
                                                  Tak, sytuacja życiowa zmusiła wink.
                    • tsaria Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 21:49
                      Może mieć dysortografię, dysleksję czy inne dys i dlatego dużej pisze i być może z ppp jest wskazanie, aby z nim omawiać zadania i to właśnie z języka polskiego. Mój syn ma dysortografię i ma zalecenia dotyczące tylko języka polskiego i obcego.
                      To, że w tamtym roku opinii nie miał nie świadczy o tym , że w tym roku nie ma.
                      Pytanie twojej córki może nie było niegrzeczne,choć zależy jakim tonem zadane, ale nauczycielka nie musiała, nawet nie mogła na nie odpowiedzieć.
                      • wro-tka Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 12:37
                        ale dlaczego nauczyciel nie może odpowiedzieć na pytanie?
                        może... i to na różne sposoby.
              • quba Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 23:05
                stawiam dolary przeciw orzechom, że ten mały to rodzina nauczycielki, może np. siostrzeniec, albo bratanek.
    • zabookowana-love_music Re: taka sytuacja w szkole... 02.01.18, 22:24
      Rene1311
      Twoja córka ma absolutną rację. Moja córka miała tę samą sytuację - w sensie że była wzorową uczennicą i nagle zaczęła się odzywać. Nauczycielom się to, rzecz jasna, nie spodobało, bo są przekonani o swojej nieomylności, co jest oczywiście nieprawdą, bo jesteśmy tylko ludźmi. Kiedy jutro pójdziesz do tej nauczycielki, możesz zapytać wprost, dlaczego tak jest, a jeśli będzie się tłumaczyć, że to nie Twoja sprawa, powiedz, że w Polsce każdy obywatel może wyrażać własne zdanie (jednakże bez obrażania kogoś, prawda) i powołaj się na Konwencję o Prawach Dziecka, w której jest jasno i wyraźnie napisane, że dziecko może się wypowiadać na dowolny temat. Jeśli Twoja rozmowa nie poskutkuje - zgłoś się do dyrektora.
      Mam nadzieję, że Ci pomogłam.smile
      PS. Jeśli byś mogła, opisz później, jak w miarę przebiegła rozmowa - proszę z ciekawoścismile'
      • verdana Re: taka sytuacja w szkole... 02.01.18, 22:40
        Problem w tym, że być moze jest jakiś powód, dla którego chłopiec ma fory (wątpię, ale wszystko jest możliwe). Córka z jednej strony ma rację, że faworyzowanie jednego dziecka jest niefajne, z drugiej publicznie pokazując na Jasia i domagając sie zabrania Jasiowi przywilejów też nie postępuje elegancko - bo nie jest to domaganie sie równości, tylko próba pozbawienia Jasie nienależnego przywileju. Być może rzeczywiście nie jest to sprawa córki (wystarczy wyobrazić sobie, ze Jaś ma w domu bardzo poważne kłopoty na przykład...).
        Pani na pewno nie powinna córki się czepiać, ale ja bym pogadała z córką, ze istnieją wypadki, ze jedno dziecko jest traktowane inaczej i niekoniecznie inni muszą wiedzieć dlaczego. A na wywiadówce, razem z innymi rodzicami, starała sie sprawę wyjaśnić i w zależności od tego rozmawiać z dzieckiem.
        • zetkaad Re: taka sytuacja w szkole... 02.01.18, 22:47
          W tym problem, że mało jest nauczycieli, którzy potraktują dziecko jak partnera do dyskusji i spróbują wyjaśnić przyczynę sytuacji. Większość uznaje, że dziecko pytające i mające własne zdanie to olbrzymi problem wychowawczy (tak szkoła strasznie mnie frustruje)
        • zabookowana-love_music Re: taka sytuacja w szkole... 02.01.18, 22:50
          Verdana, pozwól, że Ci powiem, co zauważyłam:
          Ty automatycznie założyłaś, że nauczycielka ma rację. Dlaczego tak krzywdzisz dzieci?!?!!

          ,,domagając się zabrania Jasiowi przywilejów też nie postępuje elegancko - bo nie jest to domaganie się równości, tylko próba pozbawienia Jasia nienależnego przywileju."
          Nie widzę różnicy.
          • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 07:17
            Dziewczyny, gdyby ten chłopiec miał jakieś problemy to nie ma sprawy, sam bym powiedziała córce, że zamiast narzekać ma się cieszyć, że sama ich niema, a koledze pomagać a nie odzywać się. W klasie jest jeszcze jedna dziewczynka traktowana inaczej - nie musi robić wielu rzeczy, które muszą robić inny, nie ponosi konsekwencji swojego agresywnego zachowania itp. Tyle, że gołym okiem widać że ma jakąś dysfunkcję. Od pierwszej klasy tłumaczę córce że ma jej pomóc, nie odrzucać, i broń Boże nie szkalować w jakikolwiek sposób. Choć i tu uważam, że rolą wychowawczyni jest porozmawiać z uczniami i rodzicami o przyczynach takiego postępowania, a nie udawanie, że nie ma tematu, a dzieci widzą i odbierają to jako niesprawiedliwość i fory.
            Ja mam swoje przypuszczenia co do tej konkretnej sytuacji - mama tego chłopca jest dyrektorka teatru, a rzeczona pani jest nauczycielką polskiego, której owa mama załatwia bilety za darmo - o czym zresztą sama polonistka się chwaliła jakiś czas temu. No ale nie przesądzam niczego, mogę się mylić. Pójdę na spotkanie i może się czegoś dowiem.
            • zabookowana-love_music Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 07:57
              Powodzenia!smile Trzymam kciuki!
            • little_fish Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 12:25
              A skąd miałabyś wiedzieć, że ma problemy? Mój syn swojej dysgrafii nie ma wypisanej na czole.
            • tsaria Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 21:59
              Nie wszystkie dysfunkcje widać gołym okiem, nie bądź śmieszna, akurat dysgrafię, dysortografię diagnozuje się u dzieci inteligentnych. Mój syn radzi sobie w szkole świetnie i poza błędami ortograficznymi nie ma z niczym problemu. Np dzieci z dysgrafią w większości mogą dłużej pisać, bo to dla nich trudniejsze i bardziej wymagające.
              Jesteś źle nastawiona i oczekujesz, że nauczycielka będzie omawiała problemy innych uczniów na forum klasy. Opinie są tylko do wglądu szkoły, nikt nie ma prawa takiej opinii udostępnić, ani omawiać z osobami nie zainteresowanymi.
              • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 06:44
                "Jesteś źle nastawiona i oczekujesz, że nauczycielka będzie omawiała problemy innych uczniów na forum klasy"

                Ale gdzie to wyczytałaś??? Proponuje, żebyś jednak przeczytała co napisałam po rozmowie, kilka godzin wczesniej.
              • makurokurosek Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 13:01
                Nikt nie oczekuje wnikliwego omawiania dysfunkcji czy zaburzeń innych uczniów, ale nauczyciel ma obowiązek wyjaśnić całej klasie dlaczego X może więcej niż oni. Jak najbardziej klasa jest osobami zainteresowanymi i winna dostać wyjaśnienie dlaczego X nie musi podporządkowywać się odgórnie ustalonym zasadom.
                • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 13:48
                  dokładnie tak powiedziałam wczoraj nauczycielce
                • tsaria Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 17:39
                  to jak sobie wyobrażasz takie wyjaśnienie, bez poinformowania klasy o problemach "Jasia"?
                  • makurokurosek Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 21:03
                    Dziwne, że w innych szkołach nauczyciele nie mają z tym problemów i uczniowie są świadomi że X ma więcej czasu na pisanie sprawdzianów, bo ma opinię z poradni. Tylko w tych szkołach x również uczestniczy w zajęciach przeznaczonych dla uczniów z trudnościami.
                    Oczekiwanie, że uczniowie bez słowa wyjaśnienia zaakceptują fakt, że X może więcej i nie będą próbowali czy go naśladować czy domagać się równego traktowania jest śmieszne.
                    • tsaria Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 22:13
                      Nie o to pytałam. Jeszcze raz : jak wyobrażasz sobie takie wyjaśnienia przez nauczycielkę, bez informowania klasy o problemach/opiniach z ppp "jasia"?
                      To, że inne dziecko powie kolegom, że może pisać dłużej, bo ma opinie nie ma nic do rzeczy w tej konkretnej sytuacji, nie zwalnia to nauczyciela z dochowania tajemnicy.
                      I wyobraź sobie, że zajęcia przeznaczone dla uczniów ze specyficznymi trudnościami odbywają się poza godzinami szkolnymi i jak dziecko nie chce, żeby koledzy wiedzieli, że w nich uczestniczy to skąd mają się dowiedzieć. I jeszcze jedno na nie każdą dysfunkcję są odpowiednie zajęcia w szkole, więc dziecko z dysortografią może nie chodzić na żadne, bo szkoła nic w tym kierunku nie oferuje, a oferuje np. poradnia.
                    • tsaria Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 22:18
                      Inni uczniowie mogą sobie myśleć co chcą i domagać się np. gwiazdki z nieba, ale nie są osobami zainteresowanymi w sprawie i nikt nie będzie ich informował jak sobie tego rodzice dziecka czy samo dziecko nie życzy. I warto sobie z tego zdać sprawę.
                      • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 22:34
                        "i nikt nie będzie ich informował jak sobie tego rodzice dziecka czy samo dziecko nie życzy. I warto sobie z tego zdać sprawę"

                        Otóż to. I sytuacja jest ciężka, bo nauczyciel nie ma żadnej możliwości wyjaśnienia sprawy - więc nie ma innego wyjscia, jak ucinanie dyskusji wszelkich na temat. Trudne, bardzo trudne - i bywa, że niesprawiedliwe, ale co zrobić? To co można, to jw domu dziecku tłumaczyć, że są sprawy, o których się nie dyskutuje, o których np. nauczycielowi nie wolno mówić uczniom, przy okazji można zahaczyć o tajemnicę lekarską, o ochronę danych osobowych, to jest bardzo szeroki temat do rozmów. Wysłuchać zdania dziecka na ten temat. Potwierdzić, że nauczuciel nie jest istotą świętą i nieomylną, ale są sytuacje, kiedy musi zachować się tak, a nie inaczej i że to może być jedna z nich, ale oczywiście nie musi. I tak dalej.
                      • makurokurosek Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 23:49
                        "Inni uczniowie mogą sobie myśleć co chcą i domagać się np. gwiazdki z nieba, ale nie są osobami zainteresowanymi w sprawie"

                        Owszem są osobami zainteresowanymi w sprawę bo należą do społeczności w której obowiązuj ściśle określone zasady, których mają obowiązek przestrzegać.

                        "ich informował jak sobie tego rodzice dziecka czy samo dziecko nie życzy

                        Życzenie rodzica dziecka zaburzonego nie ma tu nic do rzeczy bo nauczyciel nie zdradza informacji medycznych jakie to zaburzenie psychiczne tudzież dysfunkcje posiada dziecko tylko informuje, że dziecko ze względu na opinie z poradni będzie miał wydłużony czas.
                        W poprzedniej klasie córki rodzice dzieci z opiniami na wywiadówce na forum całej klasy otrzymywali do podpisania pismo od pedagoga w sprawie zajęć dodatkowych. Tak więc jak widać się da, problem to może pojawić się gdy dziecko ma opinie ale zaburzoną osobą nie jest dziecko, a jego matka. Jak widać po tym wątku matki dzieci zaburzonych chciałyby z opinii ciągnąć same profity, oczekują akceptacji i tolerancji wobec ich zaburzonego dziecka, ale sami nie uznają za stosowne choćby poinformować grupę że dziecko ma zaburzenie.
                        • tsaria Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 00:24
                          I ty znowu swoje wątpliwe mądrości. Brak słów, poczytaj, dowiedz się czegoś więcej niż "wydaje mi się", a potem wypowiadaj się na temat, na który cokolwiek wiesz.
                          • makurokurosek Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 01:06
                            Czytałam na ten temat nie raz, zwłaszcza że matki dzieci zaburzonych,próbują wmówić wszystkim, że nauczyciel nie ma prawa informować innych rodziców/uczniów o tym że dziecko ma dostosowane wymagania. Nauczyciel nie ma prawa rozpowszechniać informacji zawartych w opinii ale jak najbardziej może poinformować że uczeń ma dostosowane wymagania.
                            • wro-tka Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 08:35
                              dokładnie tak.
                              jest różnica pomiędzy informacją jest chory/niepełnosprawny/z opinią/orzeczeniem/kłopotem a szczegółami wcześniej wymienionych.
                              to jak info w czasie konferencji prasowej - trafił po wypadku, jego stan jest stabilny - ale nikt już nie mówi, że ma rozerwany pęcherz moczowy i zatwardzenie.
                              sprawcą zdarzenia był pacjent poradni zdrowia psychicznego - ale już nie podają, że schizofrenik.

                              i przykład z podwórka szkolnego...
                              uczeń dostał dobrą ocenę z pracy z polskiego, pomimo, że zasadził 100 ortografów. żaden nauczyciel na pytanie DLACZEGO drugiego ucznia, w takiej samej sytuacji, który za taką samą ilość błędów dostanie pałę, nie odpowie BO TAK. dzieci wiedzą kto i na co ma papier. nie znają tylko szczegółów.
                      • kaja96 Re: taka sytuacja w szkole... 26.01.19, 11:53
                        A dlaczego nie. Sytuacja dotyczy całej klasy i dzieci mają prawo wiedzieć dlaczego inne dziecko jest inaczej traktowane.
          • verdana Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 09:18
            Nie zauważyłam, ze nauczycielka MOŻE mieć rację. Warto to brać pod uwagę.
        • janja11 Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 13:25
          Fakt, że mogą istnieć okoliczności uzasadniające preferencyjne traktowanie jednego z uczniów, a nauczycielka uznała, że z rożnych względów, nie chce/ nie może wtajemniczyć w temat innych uczniów.
          Chciałabym wierzyć, że nauczycielka ma takie sensowne uzasadnienie ukrywania przed pozostałymi uczniami motywów swojego postępowania.
          Córkę autorki rozumiem doskonale, bo sama jestem zwolenniczką wyjaśniania wszelkich niedopowiedzeń i tym samym unikania nieporozumień.
          Nauczycielka dostała jasny komunikat, że jej zachowanie jest niezrozumiałe dla uczniów i ci czują się traktowani niesprawiedliwie. Zamiast próbować wyjaśnić sytuację zbywa uczennicę w niegrzeczny sposób, stwierdzając, że to nie jej sprawy.
          Niestety wielu nauczycieli zwyczajnie nie potrafi, bądź nie chce rozmawiać z uczniami.
          Sytuacja na pewno wymaga wyjaśnienia, ale tu potrzebna jest dobra wola dwóch stron.
          Najlepiej w takiej konfrontacji mieć wsparcie innych rodziców. Samemu trudno się wojuje. Wiem jak trudno jest zaktywizować rodziców, nawet w słusznej sprawie. Ludzie widzą problem, szeptają między sobą, ale niewielu ma odwagę się wychylić i każdy czeka na frajera, który za resztę nadstawi tyłek.

          Przemyśl dokładnie co chcesz osiągnąć. Warto pochwalić nauczycielkę za coś (wiem, że czasem trudno), bo to zdecydowanie poprawia klimat rozmowy
          NAJWAŻNIEJSZE
          Na pewno należy w takiej rozmowie kontrolować emocje i NIE DAJ SIĘ PONIEŚĆ NERWOM





        • ewawzywa07 Re: taka sytuacja w szkole... 23.02.18, 10:42
          Własnie to gdzieś niżej napisałam. Może byc tak ( fantazjuję), ze chłopcu zmarła ukochana babcia, która wychowywała go od urodzenia, dziecko bardzo to przeżywa i..... albo u taty zdiagnozowało białaczke. Ten tata, który był super kumplem, chodzili na basen itd lezy w domu po chemioterapii i czuje sie coraz gorzej... mogło byc tak, ze ktos z domowników został aresztowany ( np. policja weszła o 6.00 i zatrzymała dziadka czy mame), wiem, za winę trzeba ponieść karę, ale czemu winne jest dziecko a przezyło traumę. Puszczając dalej wodze fantazji mogła to byc utrata pracy głównego zywiciela rodziny i gwałtowne pogorszenie sytuacji finansowej, rozwód i wyprowadzenie sie rodzica, z którym dziecko było szczególnie związane, wyjazd za granice jednego z rodziców - lub obojga-. Mogło byc tak, ze matka wyszła ponownie za mąż za nielubianego przez dziacko partnera, albo chłopiec był przez kogos molestwany seksualnie, niekoniecznie z rodziny. Może był świadkiem jakiejść traumatycznej sytuacji włamania do mieszkania, wypadku komunikacyjnego, albo chocby wizyty komornika, który wynosi z domu coraz to cos nowego itd, itp. To wszystko może powodować chęć pomocy dziecku. I niekoniecznie jest to sprawa kolegów z klasy.
      • mama-ola Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 08:33
        > Twoja córka ma absolutną rację.

        Mam alergię na absolutną rację...
        • zabookowana-love_music Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 18:42
          Przepraszam. Poprawiam: Twoja córka ma w tym wypadku rację w każdym swoim słowie.smile
    • mama-ola Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 10:45
      Pytanie, czy ten chłopiec miał "przedłużony czas pisania" (ściśle zdefiniowana kategoria), czy po prostu mógł dokończyć minutę czy dwie zaczęte zdanie. To jest ogromna różnica.
      Dzieci z przedłużonym czasem pisania kończą sprawdzian nawet innego dnia! Wiem, bo mój syn tak miał. Dopytał mnie o dwie sprawy w weekend, bo miał kończyć w poniedziałek sprawdzian pisany przez klasę w piątek. Szok, no ale.

      Jeśli zatem ten chłopiec ma tę kategorię, to faktycznie, nic Twojej córce do tego.
      A jeśli po prostu on jeszcze kończył, a Twoja córka musiała oddać kartkę, bo nauczycielka zaczęła zbieranie kartek od jej rzędu, to faktycznie mogła poczuć się pokrzywdzona. Ale obiektywnie tego nie oceni, tylko będzie zbierała jak najwięcej argumentów potwierdzających spisek i swoją krzywdę.
      • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 18:24
        Dziewczyny jestem po rozmowie dłuugiej bo pani ta to gaduła jesze większa niż ja😊
        No i rozczaruje większość z Was, tych, które zakladały z góry że moja córka nie ma racji i że biedny uczeń i sprawiedliwa pani...
        Rozmowa przebiegła w miłej atmosferze jako że naprawdę nie poszłam tam robić zadymy a jedynie poznać zdanie pani i wyrazić swoje. Powiedziałam że przyszłam bo wychowawczyni zagroziła córce obiżeniem zachowania z powodu skarg i chciałam się dowiedzieć na czym polega jej pyskowanie i.wtrącanie się w nie swoje sprawy. Pani zaczęła od tego, że absolutnie nie ma o tym mowy bo w sumie to nic takiego się nie stało, ale ją bardzo zaskoczuło że I. która zawsze była taka grzeczna nagle się odezwała i to.z oburzeniem. Że przecież ona to nigdy...wszystko co mówiła o opisanej wcześnien sytuacji pokrywało.się w 100 % z tym co słyszałam od córki. Jej argumenty są takie że ten chłopak jest nowy i że ona w ten sposób próbuje mu pomóc się odnaleźć w nowej szkole, że jego mama tak się przejmuje i że biedny zagubiony chłopak. No ok, mówie jej że super, że chce dziecku pomóc, ale nowy to on był we wrześniu a sytuacja miała miejsce w grudniu. Wyjaśniłam jej jak to wygląda ze strony uczniow i mojej i że w tym wypadku nie mogę ganić córki za to że powiedziała głośno to co myślą inni tylko boją się odezwać. Zapytałam czy odebrała to jako.pyskowanie czy jak? Mowi że w sumie ona dalej uważa że jest to.wtrącanie się w nie swoje sprawy, ale przyznała że córka powiedziała to stanowczo.ale nie niegrzecznie, niegrzeczy jest sam fakt powiedzenia wg niej. No i spokojnoe wymieniałyśmy swoje argumenty podając przy tym inne przykłady z życia owej szkoły wzięte. Na koniec pochaliła córkę że zawsze jeat przygotowana do lekcji ale....czasem za dużo gada. Obiecałam że porozmawiam z córką na temat przeszkadzania na lekcji.
        Szczerze mówiąc nie napisała Wam o innych nawiedzonych akcjach tej pani bo zaraz by było że jestem.uprzezona, nawiedzona i że biedna pani, a wierzcie mi że ma niezłe halloo. Trzeba umieć z nią rozmawiać, a mi.chyba dosyć to wychodzi bo jako nieliczna nie mam z nią większych zatargów, może dlatego że nie biegam.z każdą pierołą do szkoły.
        To koniec historii mam nadzieje, zobaczymu co teraz zrobi wychowawczyni, jak będzie jakiś problem.to porusze temat na zebraniu a jak nie koniec sprawy.
        Podsumowując - chłopiec nie ma orzeczenia, jak.próbowała mnie przekonać większość z Was. Nie mam powodu ubarwiać rzeczywistości na forum. Ogólnie nie mam nic przeciwko temu, że pani chce mu pomóć, ale też jak córka zapytała dlaczego-powinnna otrzymać kulturalną odpowiedź a nie groźbę obniżenia zachowania.
        • kanna Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 19:02
          Może nie mieć orzeczenia, ale np. przewlekłą chorobę, o której wychowawczyni nie może informować innych. Prawo oświatowe pozwala na indywidualizację podejścia do uczniów i to nauczyciela zrobiła. Nie potrafiła wytłumaczyć swojego zachowania klasie i to jest jej błąd.

          Technicznie rzecz biorąc twoja córka pouczyła nauczycielkę - mam tylko nadzieję, ze nie zrobiła tego publicznie. Zwykle dzieci pouczające nauczycieli publicznie dostają po tyłkach, więc warto uczyć, żeby tego nie robiły . Oczywiście, nauczycielka też się nie popisała uncertain
          • zabookowana-love_music Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 23:15
            ,,Zwykle dzieci pouczające nauczycieli publicznie dostają po tyłkach(...)"

            I to jest niesprawiedliwe, bo nauczyciel nie zawsze ma rację. A mieć odwagę się do tego przyznać - to dopiero sztuka.
            • kanna Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 12:13
              > I to jest niesprawiedliwe, bo nauczyciel nie zawsze ma rację
              Oczywiście. I umieć się przyznać, to sztuka, ale nie każdy umie, więc dla dziecka - jeśli już MUSI pouczać dorosłego - najniebezpieczniej jest robić to na osobności. Mądry nauczyciel i tak wspomni o pomyłce przy klasie, a durny - przynajmniej obsobaczy dziecko na osobności.
          • makurokurosek Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 11:06
            Technicznie rzecz biorąc jeżeli dzieciak nie ma orzeczenia to winien być traktowany na równi z innymi.
            • kanna Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 12:13
              > winien być traktowany na równi z innymi.

              Prawo oświatowe mówi o indywidualizacji podejścia.
              • makurokurosek Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 12:56
                To należy wszystkich uczniów traktować indywidualnie, a nie tylko jednego. Zachowanie nauczycielki fatalne. Dla dziewczyny duży plus za odwagę i walkę o swoje. Jako rodzic całą sytuację przedstawiłabym na wywiadówce na forum wszystkich rodziców z prośbą wychowawcy o komentarz dlaczego jeden uczeń jest uprzywilejowany i dlaczego nikt nie wytłumaczył pozostałym uczniom powodów tego uprzywilejowania.
        • tsaria Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 22:05
          Orzeczenia może nie mieć, ale opinię już tak i nikt naprawdę nikt Tobie takiej informacji nie udzieli, bo zwyczajnie nie może.
        • zabookowana-love_music Re: taka sytuacja w szkole... 03.01.18, 23:18
          Dobrze, że sobie to wyjaśniłyście. Tak właśnie myślałam, że Twoja córka ma absolutną racjęsmile.
          • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 07:04
            Dzięki!

            Tsaria ciągle zakładasz, że kłamię, albo czegoś nie wiem..wierz mi, że wiem, ale nie będę Cie przekonywać bo i tak masz już swój pogląd.
            Znam tą panią od lat, bo wcześniej uczyła moja starszą córkę i takie historie to wierzchołek góry lodowej. Duszone z zarodku jakoś się rozmywają, ale jak pani ma możliwość działać - czyli kogoś wyjątkowo "lubić, albo wyjątkowo "nielubić" to i jedni i drudzy mają przechlapana - każdy na swój sposób. Marzy mi się, żeby córka nie trafiła do żadnej z tych grup.
            jedno co mnie zaskoczyło wczoraj na plus to fakt, że pani sama opowiedziała o zaistniałej sytuacji, a nie jak przypuszczałam, powie, że córka wymyśla, że tak nie było, że ponoszą ją emocje itp. Była tylko wielce zaskoczona, że to właśnie ona się odezwała, bo po niej się tego nie spodziewała.
            Temat uważam za zakończony i to pozytywnie.
            • slonko1335 Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 08:23
              skoro tak dobrze znasz ta panią i wiesz co nie dolega obcemu dziecku to po co ten wątek? trzeba było od razu napisać, że, mamy napisać, że pani to wredna małpa a twoje biedne dziecko jest niesprawiedliwie traktowane
              • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 08:45
                No wiem, że miałybyście dziką satysfakcję, gdybym napisała, że jest inaczej niż jest. No ale nie jest. Szkoda że większość z Was od razu zakłada złe intencje moje, córki. specjalnie nie napisłam wcześniej że "pani to wredna małpa" żeby nie było jestem nakręcona zołza, która broni swoje córusi-kotusi-wyszczekanej pyskuli. No ale jak widać niektórzy sami stworzyli sobie tako obraz. Napisałam bo prosiłam o porady jak rozmawiać z panią o takiej sytuacji - właśnie po to żeby nie nakręcać sytuacji a jedynie rozwiązać problem - no i zaskoczę Was - nie problem chłopca, tylko ewentualnego obniżenia zachowania mojej córki z powodu zaistniałej sytuacji.
                • slonko1335 Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 08:59
                  zejdź na ziemię....
                  • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 09:02
                    ok..schodzęsmile
                    • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 09:39
                      Moja córka kotusia-pyskusia regularnie od wielu lat ma obniżane zachowanie, bowiem pyszczy do nauczycieli. Mając najczęściej absolutną rację, sprzeciwiając się niesprawiedliwościom rozmaitym itp. Problem nie jest w tym, ŻE zwraca uwagę, tylko - JAK zwraca uwagę. Bo można zwrócić nauczycielowi uwagę na rozmaite sposoby. Nie sugeruję, ze twoja córka jest niewychowanym chamidłem, broń Boże! Sugeruję, że mogło być różnie. Ja też zawsze burczałam, że jak to, że nauczyciel nietykalny, że święta krowa, a moje dziecko walczy przecież w słusznej sprawie - po czym włosy mi na głowie dęba stawały, jak dowiadywałam się, co faktycznie to moje kulturalne ułożone dziewczątko zrobiło i JAK walczyło tongue_out.

                      Bardzo fajnie, że sprawa się wyjaśniła smile.
                      • mysiaapysia Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 19:18
                        JAK walczyło... Czyli? Użyło słów wulgarnych?
                        Bo jeśli po prostu dziecko pyta: Proszę pani? Czemu X może pisać dłużej? Dlaczego nierówno nas pani traktuje? - to ciekawi mnie co w tych słowach jest złego? Intonacja? Czyli intonacja głosu 12-letniego dziecka ma wpływać na ocenę zachowania na półrocze albo na cały rok?
                        • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 22:04
                          Nie, dziecko nie użyło słów wulgarnych, natomiast zdarza mu się np. uparcie drążyć tonem natarczywym i nie wie, kiedy skończyć drążenie - nauczyciel próbuje tonować, wyjaśnia, że są sprawy, o których mówić nie może, albo że postara się wyjaśnić <coś tam> z wychowawczynią, albo że <coś tam innego> ale decyzji już raczej nie zmieni, a moja gwiazda dalej rzuca się jak pantera w pralce.

                          Intonacja głosu jak najbardziej może wpływać na ocenę zachowania na półrocze. Szczególnie, jeśli dziecko ma w zwyczaju agresywnie się ciskać, powtarzając nawet najbardziej neutralne rzeczy.
                          • mysiaapysia Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 23:10
                            I naprawdę, z pełnym przekonaniem uważasz, że li tylko intonacja głosu dziecka może prowadzić do obniżenia zachowania? Stawiać to na równi z niszczeniem rzeczy, bójką itd.?
                            Osobiście nie znam nikogo, kto by się zgodził z czymś takim.
                            • mama_kotula Re: taka sytuacja w szkole... 07.01.18, 01:00
                              Nie mówię, że za intonację dziecko może mieć obniżenie zachowania. Pojedyncze punkty ujemne i owszem.
                • kaja96 Re: taka sytuacja w szkole... 26.01.19, 12:06
                  Masz prawo bronić swojego dziecka, ja nawet powiedziałabym obowiązek. Ja z swego dzieciństwa nie raz wspominam sytuacje gdzie zostałam niesprawiedliwie potraktowana i rodzice nic z tym nie zrobili. Mam żal zarówno do nich jak i do nauczycieli.
                  Wkurzają mnie argumenty, że jeśli rodzic broni swojego dziecka to jest przewrażliwionym nadgorliwym rodzicem który z każdą pierdołą lata do szkoły i do tego pojawiają się pogardliwe uwagi na temat dziecka typu dziubdziuś itd. Nie wiem, czy piszą je nauczyciele czy jak?
      • wro-tka Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 12:41
        "Dzieci z przedłużonym czasem pisania kończą sprawdzian nawet innego dnia! Wiem, bo mój syn tak miał. Dopytał mnie o dwie sprawy w weekend, bo miał kończyć w poniedziałek sprawdzian pisany przez klasę w piątek. Szok, no ale."

        czy inne dzieci też mogły dopytać rodzica o dwie sprawy w trakcie sprawdzianu?
    • camel_3d dopytaj sie o powody.. 04.01.18, 09:00
      bo moze sa jakies konkretne. Np chlopak moze iec jakies zaburzenia..itd...
      • slonko1335 Re: dopytaj sie o powody.. 04.01.18, 09:21
        no nie am zaburzeń, przecież byłe i obecne nauczycielki wszystko obcej osobie wyśpiewały na ten temat i autorka wie z cała pewnością, że chłopiec jest faworyzowany przez okropną nauczycielkę która nie lubi jej córki i chce miec darmowe bilety do teatruwink
        • rene1311 Re: dopytaj sie o powody.. 04.01.18, 09:36
          Nie dam się sprowokować, kończę temat bo zamiast merytorycznej dyskusji pojawiają się zaczepi bez sensu. Mnie to nie bawi.
          • wro-tka Re: dopytaj sie o powody.. 04.01.18, 12:46
            rene1311 - co byś tu nie napisała na pewno nie masz racji wink
    • janja11 Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 10:40
      No to żeśmy się dowiedziały...
      O córci autorki tylko dobrze można mówić, bo Niuńcia ma zawsze rację i może więcej.
      Jeśli córcia jest tak samo milutka jak mamusia, która opieprzyła tu równo wszystkich, którzy choć trochę powątpiewali w niewinność jej Niuńci, to wcale nie dziwi, że nauczycielka Niuńci nie polubiła.
      • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 10:55
        kurcze dziewczyny, ale nauczycielka lubi moja córkę, nie wiem skąd macie takie info? pewnie dlatego wczoraj nasza rozmowa przebiegała spokojnie bo ona ma u niej, a raczej miała do tej poty nieskazitelna opinię i sama przyznała, że taka pojedyńcza sytuacja rzeczywiście nie jest powodem do obnozania zachowania i że słowa wychowawczyni może były troche na wyrost. Skąd Wy to wyczytujecie skoro ja nie napisałam że jej nie lubi??? Napisałam, że się jej czepia od czasu tej sytuacji i że poskarżyła się na nią wychowawczyni...gdzie tu o lubieniu czy nielubieniu?

        Pani wczoraj zakończyła spotkanie słowami że w sumie to nie ma większego problemu i że to była jednorazowa niestosowna wg niej wypowiedź córki, tyle, że ją bardzo zaskoczyła (w sensie że to ona) i dlatego powiedziała o tym wychowawcy.
        Nonapisz koniecznie w którym momencie Was "opieprzałam" - możesz nawet zacytować, nie ma sprawy, bo chyba nie jestem świadoma.
        A wypowiedź słonko1335 jest bardzo ironiczna - nie daje się wkręcać w takie tony i tyle.

        Ja Wam piszę jak jest, a nie jak mi się wydaje że jest! a Wy ciągle uważacie, że jest jakieś drugie dno....
        • an.16 Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 11:25
          Masz odważną córkę. Dobrze, ze walczy o swoje prawa, a przy okazji o prawa innych. Z wpisów widać, ze to "po mamusi"wink Nauczycielka zachowuje się beznadziejnie, bo nic tak nie rani uczniów jak niesprawiedliwe traktowanie. Dziwi mnie jednak wasze podejście do oceny z zachowania. Bo ocena bardzo dobra, a nawet dobra nie jest "obniżona". W szkole mojej córki ocena dobra jest wyjściowa, a na bardzo dobrą, a tym bardziej wzorową trzeba solidnie zapracować. Nauką, traktowaniem innych, udziałem w konkursach, akademiach, akcjach charytatywnych. Twoja córka nie mogłaby nawet marzyc o ocenie wzorowej po jak to nazywasz "jednorazowej sytuacji".
          • rene1311 Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 11:37
            Ja powiedziałam wczoraj pani, że mi nie zależy na tym wzorowym, ale córce bardzo. Właśnie dlatego, że solidnie na to pracuje do tej pory, robi właśnie wszystko to, co napisałaś - nie chce wchodzić w szczegóły bo zaraz będzie, że się przechwalam, a nie o to mi chodzi. Na zakończenie poprzedniego roku wychowawczyni powiedziała, że tak naprawdę na wzorowe zasługują 4 osoby w klasie i w tym wymieniła moją córkę. Wg kryteriów w tej szkole oczywiście.
            To czy będzie miała wzorowe w tym roku to się okaże. W tamtym roku nie była jeszcze taka "pyskata"
            • wro-tka Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 12:53
              dziwią mnie te wszystkie kąśliwe posty.
              dzieci mają prawo pytać, mają prawo pyskować - nauczyciel musi wyjaśniać i uczyć ładnego zachowania. dziecko dopiero się uczy sposobów komunikacji - tych dobrych i tych złych. a naszym zadaniem jest zachować się w sytuacji tak, aby w przyszłości dziecko wybrało właściwy model komunikacji.

              to z nauczyciela, rodzica dziecko weźmie przykład. zatem zaczynami od siebie aby wymagać od innych.
              • slonko1335 Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 14:22
                dziecko w 6 klasie dopiero uczy się komunikacji? chyba jakieś z dużymi problemami...taki tekst to o przedszkolaku można napisać a nie 12 latkach...
                • wro-tka Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 16:23
                  Człowiek całe życie uczy się komunikacji z drugim człowiekiem. Komunikacja to nie tylko werbalny słowotok, ale i mowa ciała, empatia, postawa, konsekwencją...
              • mrs_jedi Re: taka sytuacja w szkole... 05.01.18, 14:24
                Dziecko ma , owszem, prawo pytać, ale zachowując standardy kulturalnej komunikacji.
                Pyskowanie nie ma z kulturalną dyskusją nic wspólnego.
                pyskować- potocznie: odzywać się do kogoś lekceważąco, bezczelnie; pyszczyć (SJP).

                Problemem szkoły w relacji uczeń/ rodzic -nauczyciel jest brak umiejętności prowadzenia kulturalnej dyskusji opartej na argumentach. I dotyczy to, niestety, każdej ze stron.
                A słuszne jest spostrzeżenie, że uczeń, czy ogólnie dziecko wzoruje się na przykładzie rodzica, czy też nauczyciela i powiela ich błędy w komunikacji.
          • zabookowana-love_music Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 18:49
            Zgadzam się do części o zachowaniu. W szkole mojej córki wzorową łatwo uzyskać, o ile się nie pyskuje, a b. dobrą to już bardzo łatwo.smile
      • wro-tka Re: taka sytuacja w szkole... 04.01.18, 12:48
        matko i córko...
        mamusia czyli rene1311 nikogo nie opieprzyła... za to TY... napisałaś posta bardzo niskich lotów.
        wyciągnij belkę z własnego oka zanim się weźmiesz za czyjąś drzazgę.
      • kaja96 Re: taka sytuacja w szkole... 26.01.19, 12:17
        A ty musisz się w ten sposób dowartościowywać? Nikogo nie opieprzała i ma prawo bronić swojej córki. Twoje pogardliwe stosowanie Nińcia świadczy tylko o Tobie.
    • camel_3d tez masz problem.. 04.01.18, 19:56
      idzie si edo nauczycielki, zglasza i rozmawia CZEMU. Jezeli si enie otrzyma konkretnej odpowiedzi to informuje sie, ze odpowiednai wiadomosc otrzyma dyrektor lub kuratrium.

      • mysiaapysia Re: tez masz problem.. 04.01.18, 22:05
        Jakby napisała tu na forum, że poszła z taką sprawą do dyrekcji, to większość forumowiczek chyba by ją próbowało wystrzelić w kosmos... Nie wiesz? Uczeń nie ma prawa pytać nauczyciela o niesprawiedliwe traktowanie. To jest pyszczenie, chamstwo i co tam jeszcze sobie dopowiesz. A nauczyciel nie musi odpowiadać na takie pytania. On jest bogiem i koniec.
      • tsaria Re: tez masz problem.. 04.01.18, 23:30
        Rodzic ma prawo uzyskać informację o swoim dziecku, nie o obcym. O tym "obcym" nauczyciel rozmawia z jego rodzicami.
        Czy ty chciałbyś, żeby o trudnościach twojego dziecka nauczyciel informował inne dzieci/ich rodziców bez twojej zgody? Uważasz, że wtedy byłoby to w porządku? Jeśli dziecko ma opinię to żadne donosy nie pomogą, a kobieta się jedynie ośmieszy.
        • makurokurosek Re: tez masz problem.. 05.01.18, 00:01
          Tak samo dziecko jak i rodzic ma prawo uzyskać informację dlaczego nauczyciel nie podchodzi do dziecka w tak indywidualny sposób jak do x, i dlaczego w przeciwieństwie do x dziecko nie może dokończyć sprawdzianu za dwa dni jak w domu się dopyta o rozwiązanie zadań.
          "Czy ty chciałbyś, żeby o trudnościach twojego dziecka nauczyciel informował inne dzieci/ich rodziców bez twojej zgody? "

          Jeżeli oczekujesz integracji z grupą to nie izolujesz własnego dziecka od tej grupy. Udawanie, że zaburzone dziecko nie jest zaburzone i ukrywanie tego że w ogóle posiada opinię i żądanie by cała klasa przymknęła oko na ulgowe traktowanie dziecka świadczy o głupocie, krótkowzroczności i zaburzeniu matki.
          Każdy normalny wychowawca aby chronić zaburzone dziecko przed wykluczeniem z grupy będzie starał się wyjaśnić klasie dlaczego X-owi wolno przekraczać pewne granice, a pozostałym uczniom nie.
          Młoda chodzi do trzeciej szkoły i w żadnej opinie z PPP nie były traktowane jako tajemnica i jakoś nauczyciele potrafili o tym rozmawiać bez wyjawiania jakie konkretnie zaburzenie ma dane dziecko.
          • tsaria Re: tez masz problem.. 05.01.18, 00:20
            Rodzic ma prawo uzyskać informację o swoim dziecku, bez kontekstu w stosunku do innego ucznia, gdyż nauczyciel nie jest osobą upoważnioną do rozmowy o danym uczniu z kimś innym niż jego rodzice/opiekunowie.
            Dziecko z opinią nie jest dzieckiem zaburzonym, strzelasz na oślep, żeby zabolało. Taki brak zrozumienia, ignorancja w temacie i jednoczesny moralizatorski ton może świadczyć o pewnych zaburzeniach z twojej strony.
            To czy rodzice/dziecko chce żeby opinia była jawna dla klasy nie jest twoją sprawą i co ty o tym myślisz nie ma nic do rzeczy, bo to nie twoja sprawa najzwyczajniej. To, ze ty tak sądzisz nie oznacza, że ktoś inny musi postrzegać to w ten sam sposób, bo ludzie są różni i różnie mają doświadczenia.
            I jeszcze jedno , jeśli twoje dziecko chodziło do szkół w których nauczyciele bez zahamowań omawiali z klasą i informowali, że "Jaś" ma opinie, bez zgody rodziców to świadczy o braku profesjonalizmu i zwykłej głupocie, narażaniu siebie na spore nieprzyjemności.
        • makurokurosek Re: tez masz problem.. 05.01.18, 00:30
          www.portaloswiatowy.pl/organy-wewnetrzne-szkoly/przekazanie-nauczycielom-tresci-opinii-poradni-pedagogicznopsychologicznej-11029.html

          z informacji zawartych w tym linku wynika, że nauczyciel jak i pedagog bez zgody rodzica mają prawo do udzielenia informacji niezbędnych do dostosowania formy pracy z uczniem. Tak więc bez zgody rodzica nie wolno informować o tym jakie konkretnie zaburzenie ma dane dziecko, ale jak najbardziej można informować o tym że ze względu na zaburzenie ma dostosowaną formę pracy do swoich możliwości.
          "Natomiast pomoc psychologiczno-pedagogiczna jest dobrowolna, jeśli więc rodzice zapoznali pedagoga z treścią opinii z zastrzeżeniem, że nie jest to dokument, którego zawartość ma być znana innym nauczycielom, to pedagog Bbez ich zgody możesz przekazać nauczycielom wyłącznie wyłącznie informacje niezbędne do dostosowania form i metod pracy do możliwości dziecka wynikające z dokonanych przez niego obserwacji lub badań oraz zainicjować potrzebę udzielenia uczniowi wsparcia na ich podstawie "

          "sp236gim61.neostrada.pl/publikacje/BR3.pdf
          Kolejny link również pokazuje, że nikt nie zakłada ukrywania że dziecko z dysfunkcjami ma dysfunkcje.

          Podaj więc konkretną wytyczną zakazującą nauczycielowi informowania klasy o tym, że X ma dostosowane metody nauczania. Zakazane jest informowanie o tym jakie to sa zaburzenia, ale nie to że uczeń ma " ułatwienia"
          • tsaria Re: tez masz problem.. 05.01.18, 00:38
            Boże widzisz, a nie grzmisz, czy ty w ogóle wiesz co zalinkowałaś? przeczytałaś to ze zrozumieniem i wyczytałaś w tym, że nauczyciel ma prawo informować innych uczniów/rodziców o opiniach z ppp , bez jednoczesnej zgody rodziców dziecka z opinią? Kończę z tobą dyskusję, bo widać zaburzenia, które wytykasz innym sama posiadasz.
            Baj
            • makurokurosek Re: tez masz problem.. 05.01.18, 00:47
              Owszem wiem co zaklinowałam i jasno wynika, że nauczyciel bez zgody rodzina nie ma prawa informować innych o tym co jest zawarte w opinii, ale bez zgody rodzica ma prawo do udzielenia informacji niezbędnych do dostosowania wymagań
              Do wyjaśnienia uczniom dlaczego X ma wydłużony czas na sprawdzianach, nauczyciel więc nie wymaga zgody rodziców gdyż jest to czynność niezbędna do dostosowania wymagań.

              " to pedagog Bbez ich zgody możesz przekazać nauczycielom wyłącznie wyłącznie informacje niezbędne do dostosowania form i metod pracy do możliwości dziecka wynikające z dokonanych przez niego obserwacji lub badań oraz zainicjować potrzebę udzielenia uczniowi wsparcia na ich podstawie "
              • tsaria Re: tez masz problem.. 05.01.18, 00:55
                kluczowe słowo "nauczycielom" smile czytanie ze zrozumieniem jednak u ciebie kuleje, a to wstyd, żeby tej umiejętności będąc dorosłym nie posiąść.
                PROSZĘ:
                www.portaloswiatowy.pl/top-tematy/10-zasad-udzielania-informacji-o-uczniu-12140.html

                żebyś nie pogubiła się w gąszczu zbyt wielu za trudnych dla Ciebie informacji podpowiem podpunkt 4,5.
                • makurokurosek Re: tez masz problem.. 05.01.18, 01:40
                  Raczej u ciebie, pedagog bez zgody rodziców udziela nauczycielom informacji niezbędnych do dostosowania metod nauczania, nauczyciel natomiast dostosowuje te metody, ponieważ opinii na oczy nie widział więc nie wiąże go żadne zobowiązanie i o dostosowaniu metod jak najbardziej może udzielać informacji bo nie wykonuje ich na podstawie opinii. Nauczyciel nie ma prawa mówić o tym co w opinii się znajduje ale nie o tym, że uczeń ma dostosowane wymagania
                  • tsaria Re: tez masz problem.. 05.01.18, 08:58
                    Po prosu nie rozumiesz słowa pisanego, cóż zdarza się. Upoważniony nauczyciel dostaje opinie, bo na podstawie tejże opinii musi ustalić plan działania z uczniem. Informacje o opinii może posiąść także nauczyciel, którego opinia w żaden sposób nie dotyczy, jednak nie może być do jego wglądu. Nigdzie nie ma, że nauczyciel ma prawo mówić o problemach ucznia z innymi rodzicami/uczniami, opinia jest dokumentem, który nie jest dostępnym każdemu. I zacytuje "Informacje na temat ucznia z orzeczeń i opinii dostępne tylko dla upoważnionych nauczycieli" oraz "Tajemnicą zawodową objęte są wszystkie dane osobowe dotyczące dziecka i jego rodziny, protokoły badań, rozmów, wywiadów, obserwacji".
                    Więcej nie będę Ci tłumaczyć, bo nie pojmujesz rzeczy oczywistych. Mijasz się z prawdą, pisząc raz, ze w szkołach córki udostępniają informację o opinii, a następnie , że spotkałaś się, że rodzice dzieci jak to nazwałaś "zaburzonych" nie chcą ujawnić informacji o opinii, a w konsekwencji co nauczyciel ujawnia? nie odpowiadaj wiem, że to wymysł twojej zaburzonej głowy.
                    • makurokurosek Re: tez masz problem.. 05.01.18, 09:18
                      Informacje zawarte w opinii są chronione, informacja o tym że dziecko ma dostosowane metody nauki ochronie nie podlega.
                      "Mijasz się z prawdą, pisząc raz, ze w szkołach córki udostępniają informację o opinii, a następnie , że spotkałaś się, że rodzice dzieci jak to nazwałaś "zaburzonych" "
                      Raczej ty mijasz się z prawdą, nie pisałam że nauczyciele rozpowszechniają treść zawartą w opinii i tego nie oczekuję, nie robią jednak tajemnicy że jakieś dziecko ma dostosowane metody nauczania. Nie spotkałam się w życiu realnym z ukrywaniem przez nauczycieli faktu, że jakiś uczeń ma dostosowane metody nauczania, jak wskazuje choćby ten wątek zdarza się to.
                      I jak wskazują twoje wypowiedzi nie rozróżniasz informacji zawartych w opinii, które podlegają ochronie od informacji, że uczeń posiada dostosowanie metod nauczania co tajne nie jest, choćby z prostego powodu, że dostosowanie wykonywane jest publicznie.
                      W poruszonym w tym wątku problemie wystarczyło aby nauczycielka odpowiedziała, że X ma dostosowane metody nauczania do jego potrzeb, czyli nazwała to co i tak cała społeczność klasy widzi, a co dorośli wiedzą i nikt nie oczekuje, że rozgada się na temat zaburzeń X. Robienie tajemnicy z tego co tajemnicą nie jest wpływa tylko i wyłącznie na negatywne postrzeganie dziecka zaburzonego jak również nauczycielki.
                      • mysiaapysia Re: tez masz problem.. 05.01.18, 10:11
                        Potwierdzam. Mam doświadczenie z 4 szkołami podstawowymi. W żadnej z nich nie było tajemnicą czy i kto z klasy ma opinię upoważniającą do szczególnego traktowania (w obie strony, czyli zarówno wszelkie dys-, jak i ITN dla wybitnych uczniów). Czyli nauczyciele informowali klasę, że np. Jasiu będzie pisał dłużej wypracowanie albo Gosia nie będzie na lekcjach matematyki, bo w tym czasie chodzi na zajęcia ze starszą klasą. Bez wdawania się w szczegóły. Ale sam fakt był wyraźnie komunikowany całej klasie.
                    • sabciasal Re: tez masz problem.. 14.02.18, 10:52
                      piszesz bez sensu. to po prostu nielogiczne: jeśli jakieś dziecko w klasie ze względu na zaburzenia może np. spacerować w czasie lekcji między ławkami, to inne dzieci nie dowiedzą się czemu on może, a one nie? serio? albo mają zadowolić się odpowiedzią, ze "bo tak" i "nie interesuj się".
                      zawsze dostają informacje, że jaś ma takie wskazania od pedagoga i on może. bez szczegółów. i nie wyobrażam sobie zresztą inaczej.
                      zakreciłaś się, koniecznie chcesz, zeby stanęło na twoim.
        • wro-tka Re: tez masz problem.. 05.01.18, 08:44
          szkoła to nie relacja dziecko - rodzic - nauczyciel.
          to społeczność. grupa, jednostka, nauczyciel... rodzic jest na końcu. i rodzica interesuje tylko jego dziecko. grupa jest grupą i ma prawo wiedzieć co dzieje się w jej wnętrzu.
          • verdana Re: tez masz problem.. 05.01.18, 14:51
            Pracowałam w szkole. Owszem, klasa wiedziała, kto z młodych ludzi ma orzeczenie. Nie wiedziała jednak, czyi rodzice się rozwodzą, czy kto znalazł na wakacjach w stodole powieszoną babcię i dlatego traktuje sie go przez pewien czas inaczej. W szkole córki owszem, nauczyciele zostali poinformowani o załamaniu nerwowym ucznia, którego dziewczyna została przez rodziców zmuszona do aborcji, mimo że planowali ślub i chcieli mieć to dziecko. Naprawdę jednak nie tłumaczono tego uczniom.
            • mysiaapysia Re: tez masz problem.. 05.01.18, 23:07
              No w tym wątku to jakoś większość twierdzi z uporem maniaka, że nie wolno podawać informacji o samym istnieniu orzeczenia.
              Inne podane przez Ciebie przyczyny - nie ma co dyskutować, tajemnica i już.
              Wątkodawczyni wyraźnie napisała, czym tłumaczyła się nauczycielka - uczeń od września w nowej klasie, a ona dalej w grudniu tak mu z dobrego serca przedłuża czas pisania. Szczerze - pierwsze słyszę o czymś takim. Akurat moje starsze dziecko już dwa razy zmieniało szkołę, nikt mu niczego nie ułatwiał, a nawet po pierwszej zmianie szkoły wychowawczyni wyraziła zdziwienie, że X jakoś wolniej od innych wykonuje prace plastyczne, Bo proszę pani ja daję klasie tylko 30 minut i w tym czasie wszystko ma być skończone, a X tu jakieś drobiazgi maluje i się w czasie nie wyrabia.
              • verdana Re: tez masz problem.. 06.01.18, 20:08
                Znając nauczycieli to podejrzewam, że pani faworyzuje ucznia i tyle. Ale istnieje możliwość, że jest jakiś powód, którego naprawdę nie należy zdradzać osobom postronnym - i co wtedy pani ma zdobić? Z jednej strony ma być indywidualne podejście do ucznia, z drugiej jak widać - nie da się, bez podania powodów, które czasem mogą byc absolutnie nie do rozgłaszania.
                Przypominam sobie, jak w mojej szkole, nauczycielka co roku dawała poprawki kilku uczniom w każdej klasie. I pewnego roku pozwoliła pisać poprawę. Raz nie zdziwiliśmy się specjalnie, dwa juz trochę, za piątą poprawą klasa osłupiała. Poprawek w tym roku nie było. Po latach dowiedzieliśmy się, ze przyczyną była próba samobójcza naszej koleżanki, prawie udana - własnie z powodu chemii. Nie było to sprawiedliwe, inne klasy poprawki miały. Ale jak tu powiedzieć prawdę?
                • mysiaapysia Re: tez masz problem.. 06.01.18, 21:36
                  W takim przypadku nauczycielka odpowiedziałaby wątkodawczyni, że przyczyną jest jakaś poważna sprawa, której uszczegółowić nie może. A tutaj odpowiedź jednak była taka, a nie inna. Faworyzowanie i tyle. Nie pierwszy i nie ostatni taki przypadek. Córka wątkodawczyni ma lekcję życia. A jej mama powód, by pomyśleć o zmianie szkoły po 6 klasie. My tak zrobiliśmy, przy czym była możliwość dostania się do klasy dwujęzycznej w dotychczasowym gimnazjum i jak na razie dziecko raczej zadowolone.
                  • rene1311 Re: tez masz problem.. 06.01.18, 22:31
                    Po 6 klasie będziemy mieszkać w innym miejscu więc nie wykluczam zmiany szkoły. Nawet jeśli jej nie zmienimy to pani polonistka raczej już mojej córki nie będzie uczyć, choć pewności nie mam.

                    Rozmowa zeszła na temat głównie posiadania lub nie orzeczenia/zaświadczenia i spraw z tym związanych. Poczytałam i sporo się dowiedziałam, nigdy nie wiadomo co się w życiu przyda😊
                    No ale opowiedzina historia nie ma żadnego drugiego dnia. Sprawa dotyczy nie szkoły ogólnie tylko tej jednej nauczycielki. Z jej punktu widzenia jest to jej pomoc zagubionemu w nowej szkole uczniowi, a ze strony reszty klasy wygląda to jak faworyzowanie i niesprawiedliwość. Któraś w Was pytała jak wyglądało to przedłużenie czasu pisania...otórz po prostu pani ogłosiła koniec pisania i zaczęła zbierać kartki, ale jak podeszła do tego chłopca on powiedział że nie skończył więc go minęła i zbierała dalej innym. Wtedy moja córka powiedziała że ona też by chciała dokończyć bo też nie zdążyła, dołączyo się jeszcze kilka osób. Pani nie zareagowała tylko zbierała dalej. Na końcu wróciła do tego chłopca i zapytała czy skończył, poczekała jescze jak coś dopisze i dopiero.zabrała mu kartkę. No i wtedy I. zaprotestowała i zapytała dlaczego on mógł dokończyć a inni nie dodając że to niesprawiedliwe, czyli wg pani wtrąciła się w nie swoje sprawy. To.cała historia potwierdzona zresztą przez panią.
                    • mysiaapysia Re: tez masz problem.. 06.01.18, 23:00
                      Życzę Ci trafnego wyboru nowej szkoły. Ja się trochę obawiałam zmiany po 6 klasie, ale w sumie wyszło to dziecku na dobre. Notabene właśnie polonistkę moje dziecko wspomina najgorzej z poprzedniej szkoły. Już nawet nie chce mi się opisywać różnych sytuacji z nią związanych.
                    • ewawzywa07 Re: tez masz problem.. 23.02.18, 10:31
                      Tu są dwie sprawy, a właściwie trzy. Po pierwsze- pała dla polonistki za odezwanie się do Twojej córki, ze ma się nie wtrącać, że nie jej sprawa itd. To samo mozna powiedzieć inaczej, zwłaszcza, ze dzieci w tym wieku mają wyjatkowe poczucie (nie)sprawiedliwości. Pedagog z niej do de....
                      Druga sprawa to jawne pomaganie dziecku z deficytem. Byc może ma jakies orzeczenie, z którym rodzice z jakichkolwiek powodów nie chca sie chwalić. Byc moze dzieko przeszło jakąś traumę i nauczycielka, w sposób wyjatkowo nieudolny, usiłuje mu ja zrekompensować, pomóc. Tego tez nie wiemy i byc może sie nie dowiemy.
                      Byc może jest to jakas przyjaciółka matki, siostra kuzynki, sąsiadka szwagra, która, jako, ze jest pedagogiem do de ( patrz wyżej) pomaga dziecku w sprawdzianach i klasówkach.
                      Trzecia sprawa to to, ze córka nie powinna pytać o to nauczycielki. Jawność jawnościa, ale są sprawy, które w sposób bardziej polityczny załatwia sie między dorosłymi. Może dorosli dali ciała i olali sygnały młodych?
                      Jest tez samorząd uczniowski - czy by się cos stało gdyby 11 latkowie ( gospodarz klasy) poszedł do wychowawczyni i powiedzial, ze uczeń X na polskim pisze duzo dłużej klasówke i pani mu pomaga. Boli to nas, czujemy sie z tym xle, uważamy, ze jest w uprzywilejowanej sytuacji itd. Wiem, to wymaga dojrzałości i wyczucia, ale uczmy tego dzieci. Zaprocentuje. W dorosłym zyciu tez nie wszystko wali się od razu. Nie powie sie szefowi, ze Kowalski dostał premię a ja nie, a pracujemy tak samo. Owszem mozna to przekazac, ale w inny sposób.
                • ewawzywa07 Re: tez masz problem.. 23.02.18, 10:48
                  Jak juz jesteśmy w dawnych czasach i przy samobójstwach. Do naszej klasy w podstawówce przyszła nowa kolezanka. Wychowawczyni od początku wyraźnie ją faworyzowała, bardziej niz innych uczniów zmieniających szkoły, choc i tamci na poczatku mieli taryfe ulogowa.
                  Potem sie dowiedziałam ( podsłuchałam rozmowe mojej babci-nauczycielki), ze matka tej kolezanki powiesiła sie na klamce i córka znalazła ja wiszącą ( tez była mniej więcej w tym wieku 5 czy 6 klasa).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka