tuszeani
30.10.19, 23:54
Drodzy Rodzice i znajomi dyslektyków!
Czy zdarzyło się Wam, że dziecko które później okazało się dyslektyczne, przechytrzyło testy na ryzyko dysleksji i wypadło rewelacyjnie, pomimo swoich trudności?
Młody (trzecia klasa) został skierowany do poradni przez Wychowawczynię, która obserwując go na co dzień, widzi problem i jest on dla niej dość ewidentny. My też uważamy, że coś jest na rzeczy. Głównie chodzi o trudności z płynnym czytaniem, które pomimo czasochłonnych ćwiczeń, nie mijają. Do tego ortografia, mylenie lustrzanych liter i reszta klasyki gatunku.
W poradni jednak Młody się spiął i wszystkie testy zrobił w górnej granicy lub powyżej normy wiekowej. Żadnych przesłanek do ryzyka dysleksji w związku z tym poradnia nie widzi, bo żadne problemy się nie ujawniły.
Wychowawczyni kwestionuje tę ocenę. A my się głowimy, czy szukać innej poradni, czy raczej odpuścić drążenie tematu. Ubiegając pytania, nie chodzi nam o papier, dający taryfę ulgową (u nas w szkole zresztą taki papier to raczej więcej obowiązków dla dziecka), tylko o jakieś sensowne zalecenia, jak pracować z takim delikwentem.
Spotkaliście się z takim przypadkiem? Jak się sprawy potoczyły dalej? Będę wdzięczna za wszelkie podpowiedzi.