Gość: anma Re: jak sobie radzic? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.05.02, 16:52 Radzić można sobie na wiele sposóbów ale najlepiej jek się na wstępie wie z czym sie chce sobie poradzić ) Odpowiedz Link Zgłoś
marzena_24 Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 09:13 kurde, wczoraj puściłam tekst, i poleciałam do domku, a tu nic nie ma. Jakies dziwy czy cuś?? Ale do rzeczy. Otóż mam problemy z 5 letnią córką. Jest ona bardzo uparta, jak czegos chce to tak długo płacze i marudzi, az dostanie. Jak mowie jej : nie, bo..(i tu tłumaczę, ze jej zachowanie jest nieodpowiednie, i ze nie dostanie czegos tam bo placze), to ona mowi: ale bede grzeczna, ale juz nie będe płakała itd... A ja dalej, ze nie, bo była niegrzeczna, i tak w kółko. Oprócz tego to czasami jest arogancka, mówi : to co z tego?, lub : no i dobrze! Kiedy czegos jej odmawiam, bo placze, chcę ją przytulić, by sie uspokoiła, to czasami ona sie wyrywa, a potem przylatuje do mnie i mówi, żebym ją przytuliła. Wczoraj mialam znowu taką sytuację: przyszłam po nią do przedszkola, skończyła układać klocki i wybiegła z sali nie sprzątajac po sobie. Zawróciłam ją, i z wielką łaską posprzatała. Potem zbiegła po schodach , spotkała koleżankę i już nie chciala sie ubierac. Gdy ja powiedziałam, ze w takim razie idę, to ona wpadła w panike i poleciała sie ubierac, ale usiadła na podłogę , demonstrując przy tym swoje niezadowowlenie. Gdy kazałam jej wstać i chcialam pomóc zapinać jej butki, to ona się wściekła i znowu usiadła na podłogę. Jak juz wyszłyśmy, to znowu zaczęło sie , bo chciała loda. Rzecz jasna odmówiłam jej, no tak przz 1,5 godziny beczała i marudziła że chce loda, ze juz będzie grzeczna , ze nie będzie płakać itd..., aż usnęła w domu. Czasami katuje samą siebie poprzez np. wmawianie, ze czegoś jej nie pozwalam, gdy wcześniej powiedziałam jej by to zrobiła. Np. usiądz koło mnie na fotelu, a ona na to, ze nie pozwalam jej być tu w pokoju bo kazałam jej iść do drugiego (a rzeczywiscie kazałam, ale jak płakała, bo nie chciałam juz tego słuchać), często powtarza sie, jak np. na coś czeka. chce bym ją przytuliła, lub wzięła na kolana, a ja akurat robie coś w kuchni,i móię, ze za chwilę, to ona jest bardo blisko mnie, i pyta : kiedy, kiedy.... tak do znudzenia. A jak pytam się jej w końcu co kiedy, to ona zacina sie i dalej pyta :kiedy... Przepraszam, zew takim bałaganie to opisałam, ale chciałam być w miarę dokładna. Dodam jeszcze tylko, ze rozwodzimy sie z mężem, i nie wiem czy takie jej zachowanie ma zwiazek z tym własnie , czy z jej wiekiem. Nie wiem czy chce zwrócić na siebie uwagę, czy chce pokazac że ona tu rządzi. Często staram sie rozmawiać z córką, tłumacząc jej, ze płaczem niczego nie zdziała, ze jest mi przykro, ze tez chce mi sie płakać, że teraz powinna mi pomagać bo jest dużą dziewczynką. Jednak wtedy córka chyba czuje sie winna, i zaczyna mnie przepraszać. Ja ją głaskam i przytulam i mówię, ze już dobrze, to ona zcasami w tych momentach zaczyna "się pieścić".Więc dalej z nia rozmawiam, staram sie w ogóle na nia krzyczeć, klapsa dostaje sporadycznie, powtarzam, ze ja bardzo kocham, ze zawsze z nią będe, ze jest moja najdrozszą córeczką , moim Skarbem, itd... Często to wszystko skutkujem, jednak nie trwa to za długo. Juz nie wiem co robić. Tracę cierpliwość, i nadzięję, ze jej to przejdzie. Poradzcie coś może, może też mieliscie podobne sytuacje. Czeka i pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 11:19 Nie daj sie szantażować. Przytulaj ją kiedy możesz, pokaż, że ją kochasz, ale nie spełniaj kaprysów. Demonstracje ignoruj, jeśli masz czas przeczekaj atak fochów. Rozwodzisz się, więc pewnie przez jakis czas musisz być także ojcem. Stanowczym. Odpowiedz Link Zgłoś
marzena_24 Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 11:27 dzieki. No i wlasnie powiedzialam sobie, ze spróbuje 1 raz jej nie ulec. I nie uleglam. Postanowiłam być konsekwentna w tym co mówię. Tylko, czy to napewno dobra metoda, no i ile mozna tak sluchac ryku, poprostu bolą mnie uszy, i głowa, ale nie chce byc dla niej katem. Nie wiem do końca jak postępować... Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 13:00 Ryku będziesz słuchała wprost proporcjonalnie do tego ile czasu jej ulegałaś. Ale pamiętaj, ulegając dalej - krzywdzisz głównie ją. Mieliśmy z żoną straszne przejścia z usypianiem synka. W końcu żona ulegałą, czego owocem było to, że cały do wieczorem zamierał, bo "Młody nie może zasnąć". Ani posiedzieć przy telewizorze, ani porozmawiać przez telefon... Szantarz całego domu. Wiele miesięcy straconych na niepotrzebne nerwy. A trzeba było sprawy postawić stanowczo. W tej chwili synek usypia nawet przy muzyce pianina (córa ćwiczy w ich sypialni). Trzymaj się "sztywno", ale zawsze gdy możesz, pokazuj jej, że ją kochasz. Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 13:02 borys-krakow napisał(a): > Szantarz całego domu. Sorki, pośpiech. Szantaż. Odpowiedz Link Zgłoś
marzena_24 Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 13:21 jasne kurde wielkie dzięki. U mnie jest podobnie, choć już czasami da sobie coś przetłumaczyc, to jednak z regóły na krótko. Oby ten powrót do normy nie trwał tyle co piszesz, bo przez 5 lat to mi chyba uszy odpadną a tak przy okazji, to przypomniało mi sie takie powiedzonko: małe dzieci są takie słodkie, ze mamy chęć je zjeśc, a jak sa strasze, to załujemy, że ich nie zjedlismy. czy jakoś tak. Coś w tym chyba jest pozdrawiam i dzięki Odpowiedz Link Zgłoś
roseanne buntownicze 5 latki 09.05.02, 15:14 jakbym widziala moja corcie dwa lata temu. Straszna walka o dominacje w rodzinie. No bo ona tez jest "kobieta" to dlaczego by nie sprobowac. Najlepiej twardo ustalic reguly: co mozna ,co nie i jaki rodzaj kary. na moja corke najlepiej dzialalo ograniczenie mozliwosci ogladania ulubionej kreskowki. a i tak najlepiej bylo, bdy namawialam ja na "pomoc w domu" - byla /jest taka szczesliwa, ze taka juz duza i madra, ze jej. pozdrawiam, zycze stalowych nerwow. Niedlugo to minie. roseanne Odpowiedz Link Zgłoś
e.n.o.l.a Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 17:57 Ja sobie radze z rykami (takimi bez konkretnego "bolesnego" powodu), kazac dzieciakom isc do lazienki i zamknac za soba drzwi. Fakt, ze w tej lazience dochodzi czasem do atakow wscieklosci (pieciolatki, dwu-i-pol-latka jeszcze nie miewa atakow), ale wolno im wyjsc dopiero kiedy sie uspokoja. Moze to zbyt ostre, nie wiem... Ale musze tez dbac o wlasne nerwy Pozdrawiam, Enola Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marzena_ Re: jak sobie radzic? IP: *.imp.gda.pl 10.05.02, 09:12 ja tez kazałam iść ryczeć ale do drugiego pokoju, ale mnie olała i nie poszła, tylko za mną chodziła i ryczała. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamma2 Re: jak sobie radzic? IP: *.chello.pl 10.05.02, 18:41 Ostatecznie można się schować w łazience lub balkonie ew. zamykanym pokoju. Trochę to dziwaczne, ale było skuteczne w czasie, gdy uczyłam moją cztero- i pół latkę, że to ja jestem mamą, a ona córką. Dotąd to ona dyktowała warunki, a ja dałam się wciągać w wieczne gierki twoje-moje. Teraz staram się być stanowcza + zapewnienia o miłości. Powoli, ale skutkuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ashtan Re: jak sobie radzic? IP: 212.160.165.* 14.05.02, 13:02 jestem mamą 3 letniego chłopczyka, oczywiście mam z nim też wiele problemów ocząwszy od napadów agresji, wymuszania, i tzw. ogólnej upierdliwości, z którą nieustannie się zmagam jak np. jeżdżenie samochodzikami po stole w trakcie wspólnego obiadu. Często wydaje mi sie, że jestem złą mamą, że nie nadaje się aby wychowyać dzieci, że to mnie przerasta. Przeczytałam na ten temat kilka książek, ale myślę, że wszelie porady trzeba traktować wybiórczo, dzieci przecież są tak różne. Mogę powiedzieć tylko o tych poradach, które sprawdziły się w moim przypadku, no lub bąźmy szczerzy prawie sprawdziły się. Do dzieci nie przemawia krzyk, agresja i podniesiony głos, czy zbyt długie monologi, przemawia gest. dzieci doskonale wyczuwają nasze zniecierpliwienie, które niejednokrotnie również odbierają jako agresje - nie możesz nigdy okazywać swojego zniecierpliwienia. Twojej konsekwencji "powinien towarzyszyć uśmiech" (ale nie złośliwy), choćbyś w środku się gotowała. Niech mała ma pewność, że Twoja decyzja nie jest efektem Twojej złości czy znieceirpliwienia. Jeżeli dziecko widzi, że odmawiasz z odrobina złości, to myśli, że odmwaiasz bo jesteś zła, a nie z powodu, który jej właśnie przedstawiłaś. Poza tym może zamiast krzątać się po kuchni i mówić "zaraz" powinnać przerwać całą tę cholerną robotę i po prostu małą przutulić. Pomyśl jak Ty byłaś w jej wieku jakie miałaś wtedy potrzeby. Konsekwencja jest ważna, to podstawa, ale bedąc konsekwentną nie możesz zapomninać, że obok Ciebie rośnie mała wrażliwa istota, która doskonale wyczuwa Twoje nastroje i poddaje się im, a przecież musi mieć w Tobie oparcie. A może to wszytko to głupoty, po prostu z Twojego listu wydaje mi się, że ta sytuacja trochę Cie przytłacza, ale niestety musisz się pozbierać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mila Re: jak sobie radzic? IP: 157.25.125.* 14.05.02, 20:21 Rozumiem, ze rozplakany bachor to rzecz, ktora wyprowadza z rownowagi, ale... Nie piszesz, czy mala zawsze zachowywala sie w ten sposob. Wasz rozwod to dla dziecka sytuacja kryzysowa. Opisane przez ciebie zachowania mnie nie kojarza sie z szantazem, ale z poczuciem rozpaczy, z ktorym 5 letnie dziecko nie daje sobie rady. Ona byc moze czuje niepokoj, lek, bol, ale nie potrafi tych uczuc rozpoznac ani zakomunikowac. Swiadczy o tym moim zdaniem niekonsekwencja jej zachowan (przytula sie, a zarazem nie przytula, zapewnia, ze juz bedzie grzeczna - i na pewno tego CHCE, ale sobie z tym nie radzi). Niepokojace jest, ze mala zaczyna placz kojarzyc z niegrzecznoscia, czyms, co Tobie sprawia przykrosc. Pozwalaj jej sie wyplakac z Twoja aprobata, probuj jedynie pomoc jej rozpoznac, w jakiej sprawie naprawde placze (zapytaj, czy jest smutna, rozmawiaj o uczuciach towarzyszacych stracie, opowiadaj o sobie lub opowiadaj bajki, ktorych bohater musial zmierzyc sie ze strachem i smutkiem i wyszedl z tego zwyciesko). Lepiej nie rozmawiac zbyt duzo o samej sytuacji (tj. o rozwodzie) - jej uczucia w tej sprawie sa prawdopodobnie zbyt silne, by byla w stanie sie z nimi swiadomie zmierzyc. Mam nadzieje, ze sie myle, ale mam wrazenie, ze mala przez swoje wymuszania probuje rozpaczliwie udowodnic sobie, ze jest dla ciebie wazna - rozpaczliwie, bo sama czuje, ze jej dzialania przynosza odwrotny efekt. Sprobuj bardzo czesto mowic, ze ja kochasz, przytulac - nie w sytuacji, kiedy na to zasluzy, ale bez przyczyny - przeciez to prawda. I uzywaj wyrazen, na ktorych coreczka moze sie na dluzej skoncentrowac, pobudzajacych wyobraznie (np. nie po prostu: Kocham cie, ale Kocham cie, jak stado slonic swoje sloniatka, albo jak stad do najdalszej czarnej dziury i z powrotem). Bedzie mogla taka twoja deklaracje przezywac dluzej. Byc moze sie myle i problem nie jest az tak powazny, ale zachowania twojej coreczki bardzo przypominaja mi zachowanie mojego bratanka (4 lata), ktory stracil mame. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mila Re: jak sobie radzic? IP: 157.25.125.* 14.05.02, 20:43 A, jednak to napisze. Nie chce nikogo urazic, ale niepokoja mnie wszelkie rady typu "przeczekac placz dziecka". Dziecko sie dostosuje i to zbyt latwo. Kiedy mialam 4 lata mama poszla na rok do szpitala, a ja do prewentorium. Przez jakis czas plakalam, potem wychowawczynie przekonaly mnie, ze nie jest to mile widziane - przestalam plakac, ale nie rozpaczliwie tesknic (bardzo dobrze pamietam wiele zdarzen z tego okresu - chyba najzywsze wspomnienia z mojego dziecinstwa). Kiedy wrocilam, plakalam przy byle okazji chyba przez pol roku. Nie dlatego , ze byl ku temu powod, ale dlatego, ze wreszcie wolno bylo plakac! Chyba bylam szczesliwa, ze moge to robic. Nie chce powiedziec, ze kazdy placz dziecka powinien byc rozpatrywany w tak ekstremalny sposob, ale, ze przed podjeciem decyzji, jak mu zaradzic, powinnismy bardzo starannie rozwazyc jego mozliwe przyczyny. Teoria, ze dziecko placze, by nas szantazowac nigdy mnie nie przekonywala. Odpowiedz Link Zgłoś
_enola Re: jak sobie radzic? 15.05.02, 23:32 Wydaje mi sie, ze co innego jest placz z tesknoty za mama, ktora jest w szpitalu, a co innego po prostu bezsensowny wrzask o byle drobiazg... Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: jak sobie radzic? 16.05.02, 08:37 Poza tym dla własnego zdrowia psychicznego należy czasami zachować dystans. Jeśli będę cały czas bawił się w psychologa dziecięcego to w końcu popadnę w szaleństwo i ucierpi na tym dziecko. Najważniejsze jest uczucie: jeśli Je kochasz, serce podpowie kiedy je przytulić a kiedy być stanowczą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anma Re: jak sobie radzic?Wrzask w autobusie... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.05.02, 14:24 No właśnie. Jeździmy sobie często z moim synkiem (2 lata i 10 miesięcy) autobusem do mojej mamy. Mamy tylko kilka przystanków i prawie codziennie lub raz na kilka dni jeździmy tam w ramach spacerów, jest tam park i inne atrakcje dla dzieci. I jak do tej pory odbywało sie to bardzo sprawnie. Synek lubi te przejazdżki, w autobusie jest zwykle grzeczny. Do dzisiaj. Dzisiaj wracałam już do domu (jakies 45 minut temu, więc jeszcze nie ochłonęłam)i mój maluch siedział jak zwykle grzecznie, patrzył na otwierające się drzwi, coś tam sobie opowiadał po swojemu i nagle wrzask! Nie z jakiegoś powodu, nic się nie stało, po prostu strasznie głośne AAAAAAAAAAAA! Powiedziałam spokojnie żeby nie krzyczał, bo to przeszkadza innym ludziom a on jeszcze raz! Proszę jeszcze raz, tłumaczę że w ayutobusie nie można robić hałasu, że wszyscy spokojnie jadą,itp. a on za każdym moim tłumaczeniem jeszcze raz AAAAAAAAAAA! W końcu zasłoniłam mu buzię ręką (chciałam dojechać do celu a został mi jeszcze jeden przystanek)i on to potraktował jako zabawę, zaczął się śmiać i specjalnie krzyczeć żebym mu zasłaniała buzię. W końcu wysiedliśmy i stanowczo mu powiedziałam, że nie podoba mi się takie zachowanie ale on próbował dalej więc zaczęłam to ignorować. Synek nadal chciał sprowokować mnie do zabawy w zasłanianie buzi, więc mu powiedziałam, że to nie jest brzydka zabawa, bo przeszkadza innym ludziom i tak dojechaliśmy wózkiem do domu. Kiedy kładłam go spać (właśnie śpi smacznie) jeszcze raz wróciłam do tej sytuacji, spytałam czy wie że żle zrobił, czy nie będzie już wiećej tak się zachowywał w autobusie. Nawet trochę na wyrost powiedziałam, że jak następnym razem będzie tak krzyczał to kierowca autobusu nas wyprosi i nie będziemy mogli jeździć do babci (może przesadziłam?ale chyba nie...)No i nie wiem, czy następnym razem sytuacja się nie powtórzy....Bo jeśli mu się to podobało, to przy następnej okazji sobie przypomni i będzie znowu próbować. No chyba że zrozumiał.....) Może macie jakieś rady na takie zachowania?? Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś