Dodaj do ulubionych

jak sobie radzic?

08.05.02, 15:08
Obserwuj wątek
    • Gość: czarna Re: jak sobie radzic? IP: 10.10.41.* 08.05.02, 16:13
      ????
      • Gość: anma Re: jak sobie radzic? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.05.02, 16:52
        Radzić można sobie na wiele sposóbów ale najlepiej jek się na wstępie wie z
        czym sie chce sobie poradzić smile)
    • marzena_24 Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 09:13
      kurde, wczoraj puściłam tekst, i poleciałam do domku, a tu nic nie ma. Jakies
      dziwy czy cuś??
      Ale do rzeczy. Otóż mam problemy z 5 letnią córką. Jest ona bardzo uparta, jak
      czegos chce to tak długo płacze i marudzi, az dostanie. Jak mowie jej : nie,
      bo..(i tu tłumaczę, ze jej zachowanie jest nieodpowiednie, i ze nie dostanie
      czegos tam bo placze), to ona mowi: ale bede grzeczna, ale juz nie będe płakała
      itd... A ja dalej, ze nie, bo była niegrzeczna, i tak w kółko. Oprócz tego to
      czasami jest arogancka, mówi : to co z tego?, lub : no i dobrze!
      Kiedy czegos jej odmawiam, bo placze, chcę ją przytulić, by sie uspokoiła, to
      czasami ona sie wyrywa, a potem przylatuje do mnie i mówi, żebym ją przytuliła.
      Wczoraj mialam znowu taką sytuację: przyszłam po nią do przedszkola, skończyła
      układać klocki i wybiegła z sali nie sprzątajac po sobie. Zawróciłam ją, i z
      wielką łaską posprzatała. Potem zbiegła po schodach , spotkała koleżankę i już
      nie chciala sie ubierac. Gdy ja powiedziałam, ze w takim razie idę, to ona
      wpadła w panike i poleciała sie ubierac, ale usiadła na podłogę , demonstrując
      przy tym swoje niezadowowlenie. Gdy kazałam jej wstać i chcialam pomóc zapinać
      jej butki, to ona się wściekła i znowu usiadła na podłogę. Jak juz wyszłyśmy,
      to znowu zaczęło sie , bo chciała loda. Rzecz jasna odmówiłam jej, no tak przz
      1,5 godziny beczała i marudziła że chce loda, ze juz będzie grzeczna , ze nie
      będzie płakać itd..., aż usnęła w domu. Czasami katuje samą siebie poprzez np.
      wmawianie, ze czegoś jej nie pozwalam, gdy wcześniej powiedziałam jej by to
      zrobiła. Np. usiądz koło mnie na fotelu, a ona na to, ze nie pozwalam jej być
      tu w pokoju bo kazałam jej iść do drugiego (a rzeczywiscie kazałam, ale jak
      płakała, bo nie chciałam juz tego słuchać), często powtarza sie, jak np. na coś
      czeka. chce bym ją przytuliła, lub wzięła na kolana, a ja akurat robie coś w
      kuchni,i móię, ze za chwilę, to ona jest bardo blisko mnie, i pyta : kiedy,
      kiedy.... tak do znudzenia. A jak pytam się jej w końcu co kiedy, to ona zacina
      sie i dalej pyta :kiedy...
      Przepraszam, zew takim bałaganie to opisałam, ale chciałam być w miarę
      dokładna.
      Dodam jeszcze tylko, ze rozwodzimy sie z mężem, i nie wiem czy takie jej
      zachowanie ma zwiazek z tym własnie , czy z jej wiekiem. Nie wiem czy chce
      zwrócić na siebie uwagę, czy chce pokazac że ona tu rządzi.
      Często staram sie rozmawiać z córką, tłumacząc jej, ze płaczem niczego nie
      zdziała, ze jest mi przykro, ze tez chce mi sie płakać, że teraz powinna mi
      pomagać bo jest dużą dziewczynką. Jednak wtedy córka chyba czuje sie winna, i
      zaczyna mnie przepraszać. Ja ją głaskam i przytulam i mówię, ze już dobrze, to
      ona zcasami w tych momentach zaczyna "się pieścić".Więc dalej z nia rozmawiam,
      staram sie w ogóle na nia krzyczeć, klapsa dostaje sporadycznie, powtarzam, ze
      ja bardzo kocham, ze zawsze z nią będe, ze jest moja najdrozszą córeczką , moim
      Skarbem, itd... Często to wszystko skutkujem, jednak nie trwa to za długo. Juz
      nie wiem co robić. Tracę cierpliwość, i nadzięję, ze jej to przejdzie.
      Poradzcie coś może, może też mieliscie podobne sytuacje.
      Czeka i pozdrawiam.
      • borys-krakow Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 11:19
        Nie daj sie szantażować.
        Przytulaj ją kiedy możesz, pokaż, że ją kochasz, ale nie spełniaj kaprysów.
        Demonstracje ignoruj, jeśli masz czas przeczekaj atak fochów.
        Rozwodzisz się, więc pewnie przez jakis czas musisz być także ojcem. Stanowczym.
        • marzena_24 Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 11:27
          dzieki.
          No i wlasnie powiedzialam sobie, ze spróbuje 1 raz jej nie ulec.
          I nie uleglam. Postanowiłam być konsekwentna w tym co mówię. Tylko, czy to
          napewno dobra metoda, no i ile mozna tak sluchac ryku, poprostu bolą mnie uszy,
          i głowa, ale nie chce byc dla niej katem. Nie wiem do końca jak postępować...
          • borys-krakow Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 13:00
            Ryku będziesz słuchała wprost proporcjonalnie do tego ile czasu jej ulegałaś.
            Ale pamiętaj, ulegając dalej - krzywdzisz głównie ją.
            Mieliśmy z żoną straszne przejścia z usypianiem synka. W końcu żona ulegałą,
            czego owocem było to, że cały do wieczorem zamierał, bo "Młody nie może
            zasnąć". Ani posiedzieć przy telewizorze, ani porozmawiać przez telefon...
            Szantarz całego domu. Wiele miesięcy straconych na niepotrzebne nerwy. A trzeba
            było sprawy postawić stanowczo. W tej chwili synek usypia nawet przy muzyce
            pianina (córa ćwiczy w ich sypialni).
            Trzymaj się "sztywno", ale zawsze gdy możesz, pokazuj jej, że ją kochasz.
            • borys-krakow Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 13:02
              borys-krakow napisał(a):

              > Szantarz całego domu.
              Sorki, pośpiech. Szantaż.
              • marzena_24 Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 13:21
                jasnesmile
                kurde wielkie dzięki. U mnie jest podobnie, choć już czasami da sobie coś
                przetłumaczyc, to jednak z regóły na krótko.
                Oby ten powrót do normy nie trwał tyle co piszesz, bo przez 5 lat to mi chyba
                uszy odpadnąsmile

                a tak przy okazji, to przypomniało mi sie takie powiedzonko: małe dzieci są
                takie słodkie, ze mamy chęć je zjeśc, a jak sa strasze, to załujemy, że ich nie
                zjedlismy.
                czy jakoś tak. Coś w tym chyba jestsmile
                pozdrawiam i dzięki smile
      • roseanne buntownicze 5 latki 09.05.02, 15:14
        jakbym widziala moja corcie dwa lata temu.
        Straszna walka o dominacje w rodzinie.
        No bo ona tez jest "kobieta" to dlaczego by nie sprobowac.
        Najlepiej twardo ustalic reguly: co mozna ,co nie i jaki rodzaj kary. na moja
        corke najlepiej dzialalo ograniczenie mozliwosci ogladania ulubionej kreskowki.
        a i tak najlepiej bylo, bdy namawialam ja na "pomoc w domu" - byla /jest taka
        szczesliwa, ze taka juz duza i madra, ze jej.
        pozdrawiam, zycze stalowych nerwow.
        Niedlugo to minie.
        roseanne
      • e.n.o.l.a Re: jak sobie radzic? 09.05.02, 17:57
        Ja sobie radze z rykami (takimi bez konkretnego "bolesnego" powodu), kazac
        dzieciakom isc do lazienki i zamknac za soba drzwi. Fakt, ze w tej lazience
        dochodzi czasem do atakow wscieklosci (pieciolatki, dwu-i-pol-latka jeszcze
        nie miewa atakow), ale wolno im wyjsc dopiero kiedy sie uspokoja.

        Moze to zbyt ostre, nie wiem... Ale musze tez dbac o wlasne nerwy wink

        Pozdrawiam, Enola
        • Gość: marzena_ Re: jak sobie radzic? IP: *.imp.gda.pl 10.05.02, 09:12
          ja tez kazałam iść ryczeć ale do drugiego pokoju, ale mnie olałasad i nie
          poszła, tylko za mną chodziła i ryczała.
          • Gość: mamma2 Re: jak sobie radzic? IP: *.chello.pl 10.05.02, 18:41
            Ostatecznie można się schować w łazience lub balkonie ew. zamykanym pokoju.
            Trochę to dziwaczne, ale było skuteczne w czasie, gdy uczyłam moją cztero- i
            pół latkę, że to ja jestem mamą, a ona córką. Dotąd to ona dyktowała warunki, a
            ja dałam się wciągać w wieczne gierki twoje-moje. Teraz staram się być
            stanowcza + zapewnienia o miłości. Powoli, ale skutkuje.
    • Gość: ashtan Re: jak sobie radzic? IP: 212.160.165.* 14.05.02, 13:02
      jestem mamą 3 letniego chłopczyka, oczywiście mam z nim też wiele problemów
      ocząwszy od napadów agresji, wymuszania, i tzw. ogólnej upierdliwości, z którą
      nieustannie się zmagam jak np. jeżdżenie samochodzikami po stole w trakcie
      wspólnego obiadu. Często wydaje mi sie, że jestem złą mamą, że nie nadaje się
      aby wychowyać dzieci, że to mnie przerasta. Przeczytałam na ten temat kilka
      książek, ale myślę, że wszelie porady trzeba traktować wybiórczo, dzieci
      przecież są tak różne. Mogę powiedzieć tylko o tych poradach, które sprawdziły
      się w moim przypadku, no lub bąźmy szczerzy prawie sprawdziły się.
      Do dzieci nie przemawia krzyk, agresja i podniesiony głos, czy zbyt długie
      monologi, przemawia gest. dzieci doskonale wyczuwają nasze zniecierpliwienie,
      które niejednokrotnie również odbierają jako agresje - nie możesz nigdy
      okazywać swojego zniecierpliwienia. Twojej konsekwencji "powinien towarzyszyć
      uśmiech" (ale nie złośliwy), choćbyś w środku się gotowała. Niech mała ma
      pewność, że Twoja decyzja nie jest efektem Twojej złości czy znieceirpliwienia.
      Jeżeli dziecko widzi, że odmawiasz z odrobina złości, to myśli, że odmwaiasz bo
      jesteś zła, a nie z powodu, który jej właśnie przedstawiłaś. Poza tym może
      zamiast krzątać się po kuchni i mówić "zaraz" powinnać przerwać całą tę
      cholerną robotę i po prostu małą przutulić. Pomyśl jak Ty byłaś w jej wieku
      jakie miałaś wtedy potrzeby. Konsekwencja jest ważna, to podstawa, ale bedąc
      konsekwentną nie możesz zapomninać, że obok Ciebie rośnie mała wrażliwa istota,
      która doskonale wyczuwa Twoje nastroje i poddaje się im, a przecież musi mieć w
      Tobie oparcie. A może to wszytko to głupoty, po prostu z Twojego listu wydaje
      mi się, że ta sytuacja trochę Cie przytłacza, ale niestety musisz się pozbierać.
    • Gość: mila Re: jak sobie radzic? IP: 157.25.125.* 14.05.02, 20:21
      Rozumiem, ze rozplakany bachor to rzecz, ktora wyprowadza z rownowagi, ale...
      Nie piszesz, czy mala zawsze zachowywala sie w ten sposob. Wasz rozwod to dla
      dziecka sytuacja kryzysowa. Opisane przez ciebie zachowania mnie nie kojarza
      sie z szantazem, ale z poczuciem rozpaczy, z ktorym 5 letnie dziecko nie daje
      sobie rady. Ona byc moze czuje niepokoj, lek, bol, ale nie potrafi tych uczuc
      rozpoznac ani zakomunikowac. Swiadczy o tym moim zdaniem niekonsekwencja jej
      zachowan (przytula sie, a zarazem nie przytula, zapewnia, ze juz bedzie
      grzeczna - i na pewno tego CHCE, ale sobie z tym nie radzi). Niepokojace jest,
      ze mala zaczyna placz kojarzyc z niegrzecznoscia, czyms, co Tobie sprawia
      przykrosc. Pozwalaj jej sie wyplakac z Twoja aprobata, probuj jedynie pomoc jej
      rozpoznac, w jakiej sprawie naprawde placze (zapytaj, czy jest smutna,
      rozmawiaj o uczuciach towarzyszacych stracie, opowiadaj o sobie lub opowiadaj
      bajki, ktorych bohater musial zmierzyc sie ze strachem i smutkiem i wyszedl z
      tego zwyciesko). Lepiej nie rozmawiac zbyt duzo o samej sytuacji (tj. o
      rozwodzie) - jej uczucia w tej sprawie sa prawdopodobnie zbyt silne, by byla w
      stanie sie z nimi swiadomie zmierzyc. Mam nadzieje, ze sie myle, ale mam
      wrazenie, ze mala przez swoje wymuszania probuje rozpaczliwie udowodnic sobie,
      ze jest dla ciebie wazna - rozpaczliwie, bo sama czuje, ze jej dzialania
      przynosza odwrotny efekt. Sprobuj bardzo czesto mowic, ze ja kochasz, przytulac
      - nie w sytuacji, kiedy na to zasluzy, ale bez przyczyny - przeciez to prawda.
      I uzywaj wyrazen, na ktorych coreczka moze sie na dluzej skoncentrowac,
      pobudzajacych wyobraznie (np. nie po prostu: Kocham cie, ale Kocham cie, jak
      stado slonic swoje sloniatka, albo jak stad do najdalszej czarnej dziury i z
      powrotem). Bedzie mogla taka twoja deklaracje przezywac dluzej. Byc moze sie
      myle i problem nie jest az tak powazny, ale zachowania twojej coreczki bardzo
      przypominaja mi zachowanie mojego bratanka (4 lata), ktory stracil mame.
      • Gość: mila Re: jak sobie radzic? IP: 157.25.125.* 14.05.02, 20:43
        A, jednak to napisze. Nie chce nikogo urazic, ale niepokoja mnie wszelkie rady
        typu "przeczekac placz dziecka". Dziecko sie dostosuje i to zbyt latwo. Kiedy
        mialam 4 lata mama poszla na rok do szpitala, a ja do prewentorium. Przez jakis
        czas plakalam, potem wychowawczynie przekonaly mnie, ze nie jest to mile
        widziane - przestalam plakac, ale nie rozpaczliwie tesknic (bardzo dobrze
        pamietam wiele zdarzen z tego okresu - chyba najzywsze wspomnienia z mojego
        dziecinstwa). Kiedy wrocilam, plakalam przy byle okazji chyba przez pol roku.
        Nie dlatego , ze byl ku temu powod, ale dlatego, ze wreszcie wolno bylo plakac!
        Chyba bylam szczesliwa, ze moge to robic. Nie chce powiedziec, ze kazdy placz
        dziecka powinien byc rozpatrywany w tak ekstremalny sposob, ale, ze przed
        podjeciem decyzji, jak mu zaradzic, powinnismy bardzo starannie rozwazyc jego
        mozliwe przyczyny. Teoria, ze dziecko placze, by nas szantazowac nigdy mnie nie
        przekonywala.
        • _enola Re: jak sobie radzic? 15.05.02, 23:32
          Wydaje mi sie, ze co innego jest placz z tesknoty za mama, ktora jest w
          szpitalu, a co innego po prostu bezsensowny wrzask o byle drobiazg...
          • borys-krakow Re: jak sobie radzic? 16.05.02, 08:37
            Poza tym dla własnego zdrowia psychicznego należy czasami zachować dystans.
            Jeśli będę cały czas bawił się w psychologa dziecięcego to w końcu popadnę w
            szaleństwo i ucierpi na tym dziecko.
            Najważniejsze jest uczucie: jeśli Je kochasz, serce podpowie kiedy je przytulić
            a kiedy być stanowczą.
    • Gość: anma Re: jak sobie radzic?Wrzask w autobusie... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.05.02, 14:24
      No właśnie. Jeździmy sobie często z moim synkiem (2 lata i 10 miesięcy)
      autobusem do mojej mamy. Mamy tylko kilka przystanków i prawie codziennie lub
      raz na kilka dni jeździmy tam w ramach spacerów, jest tam park i inne atrakcje
      dla dzieci. I jak do tej pory odbywało sie to bardzo sprawnie. Synek lubi te
      przejazdżki, w autobusie jest zwykle grzeczny. Do dzisiaj. Dzisiaj wracałam
      już do domu (jakies 45 minut temu, więc jeszcze nie ochłonęłam)i mój maluch
      siedział jak zwykle grzecznie, patrzył na otwierające się drzwi, coś tam sobie
      opowiadał po swojemu i nagle wrzask! Nie z jakiegoś powodu, nic się nie stało,
      po prostu strasznie głośne AAAAAAAAAAAA! Powiedziałam spokojnie żeby nie
      krzyczał, bo to przeszkadza innym ludziom a on jeszcze raz! Proszę jeszcze
      raz, tłumaczę że w ayutobusie nie można robić hałasu, że wszyscy spokojnie
      jadą,itp. a on za każdym moim tłumaczeniem jeszcze raz AAAAAAAAAAA! W końcu
      zasłoniłam mu buzię ręką (chciałam dojechać do celu a został mi jeszcze jeden
      przystanek)i on to potraktował jako zabawę, zaczął się śmiać i specjalnie
      krzyczeć żebym mu zasłaniała buzię. W końcu wysiedliśmy i stanowczo mu
      powiedziałam, że nie podoba mi się takie zachowanie ale on próbował dalej więc
      zaczęłam to ignorować. Synek nadal chciał sprowokować mnie do zabawy w
      zasłanianie buzi, więc mu powiedziałam, że to nie jest brzydka zabawa, bo
      przeszkadza innym ludziom i tak dojechaliśmy wózkiem do domu. Kiedy kładłam go
      spać (właśnie śpi smacznie) jeszcze raz wróciłam do tej sytuacji, spytałam czy
      wie że żle zrobił, czy nie będzie już wiećej tak się zachowywał w autobusie.
      Nawet trochę na wyrost powiedziałam, że jak następnym razem będzie tak
      krzyczał to kierowca autobusu nas wyprosi i nie będziemy mogli jeździć do babci
      (może przesadziłam?ale chyba nie...)No i nie wiem, czy następnym razem
      sytuacja się nie powtórzy....Bo jeśli mu się to podobało, to przy następnej
      okazji sobie przypomni i będzie znowu próbować. No chyba że zrozumiał.....smile)
      Może macie jakieś rady na takie zachowania??
      Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka