Dodaj do ulubionych

j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron

IP: 213.25.15.* 04.07.02, 11:31
Czy ktoś ma jakieś doświadczenia na temat tej metody i w takim wieku? Od
września wybieramy się na pierwsze zajęcia z moim 2,5letnim synkiem. Zajęcia
odbywają się raz w tygodniu przez 30min wraz z rodzicem i dodatkowo 2-a razy
dziennie należy puszczać dziecku kasetę z tekstem, który w trakcie nauki będzie
już dla niego zrozumiały, zajęcia mają odbywać się w formie zabawy. Była bym
wdzięczna za opinie i własne doświadczenia na ten temat.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: Ania Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron IP: KWDPRX* / 194.63.116.* 04.07.02, 12:30
      Nie ma zadnego znaczenia czy dziecko zacznie sie uczyc obcego/drugiego jezyka
      przed skonczeniem 3 roku zycia. Po skonczeniu 3 lat jezeli myslicie bardzo
      powaznie o tym, zeby dziecko poznalo super jezyk obcy, dobrze jest wprowadzic
      do jego zycia chociaz jedna osobe, ktora mowilaby do niego wylacznie w jezyku
      obcym. Dziecko bedzie rozpoznawalo te osobe jako te przy ktorej trzeba sie
      przestawic na inny jezyk. Najlepiej jak bedzie myslalo, ze ta osoba nie rozumie
      po polsku. Czyli, najlepiej prywatna nauczycielka, slabo mowiaca po polsku, na
      pewno znajda sie chetni
      • Gość: Ela M. Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron IP: 213.25.15.* 04.07.02, 13:34
        Jakoś trudno mi sobie wyobrazić aby do domu przychodziła nauczycielka do 3-y
        latka. Czy on na tyle się z nią "zpoufali", aby nawiązać kontakt indywidualnie
        personalny? i chyba będzie to trwało dość długo niczym wda się z nią w
        pojedyńczą konwersację. Bardzo zależy mi na tym aby synek znał j.angielski jako
        drugi w st.super, ale najpierw pozostanę przy met.Helen Doron, z tego co wiem
        to tam też nauczyciel zwraca sie do dzieci tylko w j.angielskim i dziecko ma
        mozliwość dostosowywania się do innych, a w tym jest dobry. Dziękuję bardzo za
        uwagi i czekam na kolejne.
    • Gość: ada Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron IP: *.waw.cdp.pl 04.07.02, 14:27
      gdzie bedziesz chodzila na te zjecia, najbardziej interesuja mnie okolice
      Ursusa i godziny popoludniowe, czy ktos cos wie?
      • Gość: Ela M. Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron IP: 213.25.15.* 04.07.02, 14:33
        W Rzeszowie, ale oddziały są w całej Polsce.
        • Gość: AniaSK Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron IP: *.katowice.agora.pl / *.kato.gazeta.pl 04.07.02, 14:51
          Ja byłam na takiej lekcji pokazowej w H.Doron. W grupie było chyba z 8 dzieci.
          Niby fajnie, ale... choć zajęcia trwają nawet krócej niż pól godziny większość
          dzieci (wiek 1,5-2l) znudziła się po 10 min. Jedno z dzieci łaziło po sali,
          drugie zabrało nauczycielce zabawki itp. Nauczycielka była b. fajna, nie mogę
          powiedzieć. Uważam jednak, że warto, w każdym razie spróbuj, tyle, że i od
          rodziców wiele zależy. Ja poczekam, aż mały pójdzie do przeszkola, w naszym
          mieście większośc przedszkoli ma tą metodę.
          Pozdrówka, Ania
    • Gość: MAgda Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron IP: *.stat.gov.pl 04.07.02, 15:45
      Co do szkoły Helen Doron to uczęszcza tam syn mojej koleżanki, który jest w
      wieku3 lat. Chodzi tam od roku i z tego co widzę to bardzo dużo skorzystał.
      Słucha piosenek i uczy się wierszyków. Przede wszystkim oswaja się z językiem i
      to jest chyba najwazniejsze. Polecam.
      • Gość: AlaD Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron IP: 80.48.73.* 07.07.02, 22:18
        Osobiście znam tę metodę i gorąco polecam. Z punktu widzenia psychologii
        rozwojowej dziecko do 8 roku życia przyswaja najszybciej i w naturalny sposób.
        Mając na uwadze definicję, że zabawa to zdobywanie nowych doświadczeń oraz to,
        że małe dzieci uczą się wielozmysłowo, tzn. poprzez dotyk, powonienie, smak,
        wzrok i słuch można wykorzystać te informacje właśnie po to,
        aby 'zorganizować' dziecku najlepsze warunki do nauki. Tak właśnie dziecko
        uczy się met. Helen Doron. Uwierzcie mi, ono nawet nie zdaje sobie sprawy z
        tego, że się uczy. To po prostu świetna zabawa z innymi dzieciakami. Fakt -
        idealnym byłoby zatrudnienie Angielki - niani, ale w naszych warunkach to
        raczej mało realne. Na zajęciach met. Helen Doron dzieci uczą się bawiąc.
        Codzienne słuchanie kaset to nic innego, jak minimum niezbędnego kontaktu z
        językiem, 'osłuchanie się', wsłuchanie w akcent i intonację. Córka mojej
        znajomej uczy się już dwa lata w tej szkole, ma 6 lat i tak pięknie buduje
        zdania, że aż mi żal, że ja nie miałam takiej możliwości. Wyobraźmy sobie, że
        codziennie w radio słyszymy tę samą piosenkę w nieznanym nam języku. Po jakimś
        czasie znamy ją na pamięć mimo że nie rozumiemy ani słowa. Tak to dzała.
        Dziecko uczy się z kaset a na zajęciach stopniowo wyjaśnia się znaczenie tego
        co już zna. Acha, i jeszcze jedno. Ustounkowując się do wypowiedzi AniSK - po
        10 min. dzieci się nie nudzą. Mimo że odchodzą i zajmują się zabawkami - ich
        uwaga mimowolna wychwytuje słowa, zdania nauczycielki. Sytuacja powtarza się
        co zajęcia i po kilku miesiącach, kiedy dziecko nie interesuje się już
        zabawkami, które zna - wtedy siada na dywan i umie wszystko, o czym mówiła
        nauczycielka na pierwszej, drugiej czy trzeciej lekcji. A one to uwielbiają i
        w przyszłości na pewno nie będą miały oporów żeby się odezwać.
        Pozdrawiam, Ala
        • Gość: 1 Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron IP: *.acn.waw.pl 08.07.02, 09:03
          Ja się tak zastanawiam nad tą metodą Heleny Doron. Czy dla dziecka które w
          wieku ok 2 lat, które często nie za bardzo umieją po polsku mówić (metoda jest
          dla dzieci od 1 r.)rozpoczynanie nauki angielskiego ma sens ?
          • Gość: Insomnia Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 08.07.02, 17:41
            Oczywiście, że ma sens i to wielki. Sama jestem nauczycielką angielskiego i wiem,
            że im wcześniej dziecko zaczyna się uczyć tym lepsze rezultaty osiąga. Poza tym
            nie jest to żadne obciążenie dla dziecka. Umysł dziecka jest w stanie przyswoić
            kilka języków jednocześnie bez problemu. Do tego wszystkiego dochodzi wymowa.
            Żaden dorosły zaczynający się uczyć języka nigdy nie nabędzie odpowiedniej
            wymowy, a dziecko tak. Zatem im szybciej tym lepiej. Tak naprawdę dziecko mimo,
            iż nam się wydaje, że w wieku 2 lat nienajlepiej mówi po polsku (czy angielsku)
            to jest to tylko takie wrażenie. Dziecko w tym właśnie wieku zaczyna badać język,
            stawia sobie hipotezy a następnie je sprawdza, co my odbieramy, jako błędy, ale
            które w językoznawstwie nie są odbierane, jako błędy, ale jako naturalny etap
            przyswajania języka. Dlatego z całego serca zachęcam Was drodzy rodzice, abyście
            jak najwcześniej zadbali o wysłanie dziecka na naukę języka. Będzie Wam wdzięczne
            w przyszłości!!!
            • stukacz22 Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron 20.07.02, 02:38

              A czy Wy wiecie ze matematyka niedlugo bedzie przedmiotem obowiazkowym na
              maturze? wiec moze zamiast nauki angielskiego przez mlode nauczycielki po
              anglistyce (czasem nawet tylko po FCE) nie majace pojecia o logicznym
              mysleniu, pomyslec o calosciowej "edukacji" jesli o niej moze byc mowa w wieku
              1-2 lat?

              Stereotyp "angielski drugim jezykiem ojczystym" rozpowrzechnil sie bo mamy
              bezrobocie. Wiecie ze znajomosc angielskeigo NIC nie znaczy w dzisiejszych
              czasach tzn. nie jest niczym wielkim, wiec zamiast skupiac sie na umiejetnosci
              ktora pomocna jest raczej EMIGRANTOM zaplanowac poprawny rozwoj swojego dziecka?

              ja angielskiego sie nauczylem dopiero na studiach doktoranckich gdy musialem
              napisac prace doktorska po angielsku, i smieszy mnie podniecanie sie tym przez
              rodzicow
    • esther Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron 09.07.02, 14:25
      Nie wiem czy to cos w ogole da - ja od 4-5 roku zycia mialam nauczycielke
      anielskiego ktora przychodzila do nas do domu i rozmawiala ze mna. Duzo mi to
      dalo, ale i tak naprawde zaczelam sie uczyc po przyjezdzie do Anglii.
      Zauwazylam ze sporo ludzi wysyla dzieci na zajecia grupowe z angielskiego,
      opowiadajac jak to dzieci sie ucza, a tak naprawde niewielu potrafi sklecic
      zdanie. Wiem, bo przyjezdza do mnie czasem rodzina z Polski z dziecmi. Jak juz to
      z nauczycielem prywatnie, albo jesli stac to wyslac dziecko do szkoly za granice -
      reszta to takie troche mydlenie oczu.
      • Gość: Insomnia Re: j.angielski (do Esther) IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 09.07.02, 18:11
        Droga Esther
        Pewnie, że wyjazd do Anglii jest najlepszym rozwiązaniem, żeby szybko i
        bezstresowo opanować język. Niewielu jednak na to stać (bo i tak najlepsze efekty
        osiąga się wyjeżdżając na dłużej niż tylko dwutygodniowy kurs). Co do nauczycieli
        prywatnych to nie każde dziecko się do tego nadaje. Sporo osób potrzebuje zajęć w
        grupie gdzie czując rywalizację stają się bardziej umotywowane. Wiadomo jednak,
        że im grupa mniejsza tym lepiej, co zresztą oferują szkoły językowe. Poza tym nie
        można porównywać nauki w Polsce z przyswajaniem języka w Anglii. To są zupełnie
        różne procesy. Nie jest też prawdą, że nie można się nauczyć bardzo dobrze języka
        obcego nie wyjeżdżając z Polski (a takie jest chyba Twoje zdanie, jeśli dobrze
        wnioskuję). Ja sama nauczyłam się języka na kursach językowych (tylko w Polsce,
        bo moich rodziców nie było stać, żeby wysłać mnie nawet na 2-tygodniowy kurs do
        Anglii), które jeszcze wówczas tworzyły grupy 15-20-osobowe. Tuż przed egzaminami
        do liceum z wykładowym angielskim i potem przed Anglistyką brałam przez rok (w
        sumie 2) lekcje prywatne, ale i tak większości nauczyłam się sama i na kursach.
        Nie jest sztuką nauczyć się dobrze języka wyjeżdżając do Anglii, ale nigdy nie
        opuszczając kraju. Co nie znaczy, że to niemożliwe. Pozdrawiam serdecznie.
        • Gość: esther Re: j.angielski (do Esther) IP: 5.1R2D* / *.webport.bt.net 09.07.02, 21:28
          Ja mowie o swoich osobistych spostrzezeniach ktore nie musza zgadzac sie z
          Twoimi. Widzialam sporo osob po anglistyce ktore mialy problemy z angielskim na
          codzien tutaj w Anglii, mimo iz w Polsce uwazalo sie ze znaja jezyk swietnie i
          nic w tym dziwnego bo to normalne - nauka w kraju obojetnie jak dobra nie
          zastapi pobytu w danym kraju. A to kogo na to stac czy nie stac nie jest tematem
          tej dyskusji. W grupie nauka nigdy nie bedzie miala takich efektow jak
          pojedynczo, czy w malutkich grupach z nauczycielem. Ludzie ktorych na to nie
          stac wlasnie tak robia. Moich rodzicow tez nie bylo stac, ale mama specjalnie
          brala nadgodziny aby za lekcje zaplacic. Na moje wyjazdy do Anglii po 18 roku
          zycia sama zarabialam dajac w liceum 3 razy w tygodniu korepetycje.
          Przyjechalam tu z kolezankami, z ktorych jedna miala przy sobie niecale 50
          funtow i nic wiecej. To ze rodzicow nie stac nie oznacza ze nie mozna samemu
          sie postarac. Wyjazd jest najlepszym sposobem na nauczenie jezyka, a stac na to
          tego kto po prostu chce sprobowac. Ja przynajmniej nie widzialam w tym problemu,
          podobnie jak sporo Polakow ktorzy tu przyjezdzaja.

          Nie kaze nikomu sie ze soba zgadzac, moze niektore dzieci w grupach radza sobie
          lepiej niz pojedynczo.
          Pozdrawiam.
          • Gość: Insomnia Re: j.angielski (do Esther) IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 10.07.02, 11:45
            Gość portalu: esther napisał(a):

            > Ja mowie o swoich osobistych spostrzezeniach ktore nie musza zgadzac sie z
            > Twoimi.

            To podobnie jak ja opisuję swoje.

            Widzialam sporo osob po anglistyce ktore mialy problemy z angielskim na
            >codzien tutaj w Anglii, mimo iz w Polsce uwazalo sie ze znaja jezyk swietnie

            Ja z kolei widziałam sporo osób, które po powrocie z Anglii nie radziły sobie aż
            tak świetnie w polskich szkołach i na testach wypadały słabo w porównaniu z
            młodzieżą uczącą się tylko w Polsce, ale ambitną.

            nauka w kraju obojetnie jak dobra nie
            > zastapi pobytu w danym kraju.

            Z tym akurat trudno się nie zgodzić, ale o tym pisałam już wcześniej.

            W grupie nauka nigdy nie bedzie miala takich efektow jak
            > pojedynczo, czy w malutkich grupach z nauczycielem.

            Chyba niezbyt dokładnie przeczytałaś mój ostatni post, bo właśnie o tym pisałam.
            Tyle, że ludzie są różni, a tematem tej dyskusji jest uczenie dzieci 2-letnich, a
            takie uczą się wszystkiego (nie tylko języka) w grupach łatwiej, szybciej i
            przyjemniej.

            To ze rodzicow nie stac nie oznacza ze nie mozna samemu
            > sie postarac.

            No chyba, że zarobione pieniądze trzeba wydać na rzeczy bardziej przyziemne niż
            realizacja własnych marzeń. Ale jak już wspomniałaś nie jest to tematem tej
            dyskusji.


            > Nie kaze nikomu sie ze soba zgadzac
            I jestem Ci za to niezmiernie wdzięczna.

            Pozdrawiam.
            • Gość: Ania Re: j.angielski (do Esther) IP: KWDPRX* / 194.63.116.* 10.07.02, 13:20
              Jak wy sie kulturalnie nie zgadzacie ze soba, podziwiam!
              Mnie sie wydaje, ze jezyka oczywiscie mozna sie nauczyc w bardzo dobrym stopniu
              nie wyjezdzajac z kraju, na pewno bardzo, ale to bardzo pomaga, jezeli wtedy
              uczy tego jezyka native speaker, czyli ktos urodzony w kraju gdzie sie ten
              jezyk uzywa. Nauka jezyka wylacznie przez Polakow w Polsce ma ograniczenia.
              W obu przypadkach, np. jezyk angielski nauczony w Polsce bedzie jezykiem do
              praktycznego uzytku, ale nie bedzie nigdy calkowicie naturalny, i dopiero
              dluzszy wyjazd za granice ma szanse go wypolerowac.

              A propos glownego tematu watku, to chyba warto zaapelowac o troche zdrowego
              rozsadku. Wczesne poczatki na pewno sa dobre, ale 2-latek???? Po co? Przeciez
              taki maluch ledwo po polsku co nieco potrafi powiedziec. Ja rozumiem ze teraz
              mamy sa ambitne, i jak jeszcze maja kase to trudno sie oprzec, ale nie ma
              naprawde najmniejszego znaczenia, czy dziecko zostanie wprowadzone do obcego
              jezyka przed skonczeniem 5 lat, nie ma to wplywu na to w jakim stopniu pozna
              ten jezyk pozniej.
              • esther Re: j.angielski 10.07.02, 15:20

                Aniu, to normalne ze ktos kto patrzy z Polskiego punktu widzenia bedzie to
                widzial inaczej, klocenie sie na ten temat nie bardzo ma senssmile))
                Co do testow w Polsce na ktorych ludzie po powrocie z Anglii wypadaja slabo - to
                jest wlasnie caly szkopul polskiej nauki jezyka- gramatyka i slowka, testy, zbyt
                maly nacisk na sama komunikacje. Ludzie po anglistyce maja gramatyke i reszte w
                jednym paluszku, ale rzeczywistosc w obcym kraju bywa zaskakujaca i dogadac sie
                nie jest latwo.
                Co do tych maluszkow, to sie zgadzam w 100% z toba Aniu - 2 latka to troche chyba
                za wczesnie...
                • Gość: Ania Re: j.angielski IP: KWDPRX* / 194.63.116.* 10.07.02, 15:35
                  Jestem przekonana, ze nie najlepiej bym w tej chwili wypadla na testach w
                  Polsce, zwlaszcza tam gdzie weglug ukladajacego testy jest tylko jedna jedyna
                  dobra odpowiedz, a rzeczywistosc jezykowa jest taka, ze jest wiele
                  poprawnych....
                  A co do wieku dzieci, to napisalam to znowu na podstawie mojego Mateusza, tyle
                  ze w druga strone, on naprawde nie znal angielskiego zanim nie poszedl do
                  szkoly, doslownie kilka slow i bardzo sie balam jak sobie poradzi, i jak bedzie
                  z kolegami, itp, itd, no i co? Teraz mowi jak Anglik, a polski mu kuleje, nie
                  chce sie powtarzac, juz o tym pisalam.
                  • esther Re: j.angielski - Ania 10.07.02, 15:55

                    No, a my wlasnie postanawiamy,ze bedziemy mowili do dziecka po polsku, ciekawe
                    jak to wszystko wyjdzie! Pol biedy gdyby dziecko mialo byc w domu ze mna przez
                    dluzszy czas, ale dosc wczesnie pojdzie do przedszkola, i bedzie glownie kontakt
                    z angielskim. Oby byl tak dobrze jak u ciebie, ze syn rozumie i potrafi
                    powiedziec po polsku jak chce.
                    Testow jezykowych nie znosze - pamietam jak zaraz po przyjezdzie do Anglii 9 lat
                    temu zdawalam Proficiency - nie trudne, ale pozniej zawsze wychodzilo ze na
                    nietktore pytania bylo wiecej niz jedna odpowiedz.
                    • Gość: Ania Re: j.angielski - Ania IP: KWDPRX* / 194.63.116.* 10.07.02, 16:06
                      Mateusz chodzil tylko do polskiego przedszkola, wtedy bylo kolo nas takowe,
                      teraz juz nie istnieje, a szkoda, codziennie od 9 do 13, i zawsze mial polskie
                      opiekunki, ktore do niedawna z nami mieszkaly, teraz jest dochodzaca, tez
                      Polka.
                      Nie no, jak wy mowicie w domu po polsku, to pewnie ze do dziecka tez po polsku,
                      inaczej by bylo dziwnie.
                      Mysle, ze twoje dziecko bedzie mialo wieksze szanse na dobry polski niz moj
                      Mateusz, ze wzgledu na oboje rodzicow. No, ale z drugiej strony to angielskie
                      przedszkole......
                      A tak w ogole to czy ty nie za wczesnie myslisz o edukacji dziecka smile
          • stukacz22 Re: j.angielski (do Esther) 20.07.02, 02:41
            w twoim poscie wyczuwam chec usprawiedliwienia sie ze wyjechalas z polski,
            pewnie jedyna twoja perspektywa w polsce byla agencja towarzyska, jak sie to
            teraz dzieje w przypadku wielu studentek prawa, ekonomii, anglistyki i
            innych "modnych" kierunkow

    • Gość: Yoda Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron IP: *.acn.waw.pl 14.07.02, 19:11
      Ja za to doswiadczenia mam takie ze uczac sie wylacznie w Polsce dalam sobie
      rade w Anglii i zdalam proficiency na A. Oczywiscie pozniejsze wyjazdy nauczyly
      mnie wiele, jesli chodzi o jezyk potoczny, ale ani ja ni mialam klopotow ze
      zrozumieniem ani inni.
      Nie nalezy wpadac w kompleksy- jesli czlowiek uczy sie nakursietylko tego co
      musi- nie nauczy sie ani tu ani w Anglii- istnieje przeciez wielu ludzi ktorzy
      po latach pobytu uieje bardzo malo. Jesli ktos chce sie jezyka nauczyc- zrobi
      to i z kaset.
      Helen Doron jest OK, takie maluchy jak malpki powtarzaja melodie jezyka. Jednak
      moj tata po powrocie ze Stanow mowil do mnie po angielsku, ja rozumalam,
      zabawialam gosci wierszykami. I mimo tego gdy zaczynalam sie uczyc jezyka jak
      mialam 10 lat- uczylam sie od zera...
      Dlatego odradzam Doron rodzicom, ktorzy chca miec efekty po roku czy dwoch.
      Dobre do osluchania, zlapania cudownego akcentu. Ale z prawdziwa nauka i jej
      efektami lepiej troche poczekac- potraktowac to jako zabawe dziecinstwa, a nie
      jak wstep do kariery.
    • Gość: Magda Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.07.02, 20:33
      Tak czytałam wasze posty i w sumie każdy z was ma rację. W szkole H. Doron
      dziecko, szczególnie w wieku 2-3 lat nie nauczy się tego języka aby go stosować
      na codzień. Główną zaletą tej nauki jest to, że takie maleństwo oswoi się z
      obcym językiem i potem będzie mu o wiele łatwiej rozpocząć prawdziwą naukę.
      Nawet małe dzieci uczące się mówić w języku ojczystym wpierw przyswajają słowa
      a dopiero potem zaczynają z nich budować zdania.
      Faktem jest że ta szkoła jest droga. 25 zł za pół godzinną lekcję!!! Ale może
      warto spróbować.
      Zgodze się również że małe dzieci nie nudzą się po 10 minutach lekcji. One
      bawiąc się w dalszym ciągu słuchają tego co się dzieje naokoło nich.
      Pozdrawiam,.
      • stukacz22 Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron 20.07.02, 02:57
        hmmmmmmmmm tak wcześniej miałem wątpliwości ale teraz WIEM, w Polsce powszechny
        jest wtórny analfabetyzm, ludzie nie rozumieją co się do nich mówi, a
        przyczyniają się do tego tez autorki powyższych postów,

        tak się zdarzyło ze do szkoły podst. chodziłem w Rosji gdzie w ciągu 3
        pierwszych lat robi się tyle materiału np. z matematyki co w Polsce w klasach 1-
        5!! z innymi przedmiotami jest tak samo, po przyjeździe do polski nie miałem
        problemów z nauka języka bo chodziłem do porządnej podstawówki! w a Polsce
        poziom jest TRAGICZNY! świadczą o tym np. wyniki testu w gimnazjach! więc może
        zamiast nauki angielskiego od 2 roku zatroszczyć się o porządne wykształcenie w
        szkole?? bo wiecie, i co z tego ze ktoś umie angielski w stopniu średnio-
        zaawansowanych jeśli ma problemy z myśleniem??

        wtórnemu analfabetyzmowi mówimy NIE!
        • Gość: onna12 Re: j.angielski u 2-u latków w szkole Helen Doron IP: *.waw.cdp.pl 09.09.02, 12:52
          Stukacz , Ty po prostu stukałeś ..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka