Dodaj do ulubionych

pętla (nie z sufitu)

17.07.02, 10:01
czy macie czasem poczucie, że generacyjna pętla się zamknęła? Od czasu kiedy
moje dziecko wyszło z etapu fizjologicznego i zaczęliśmy je wychowywać, takie
uczucie wręcz mnie prześladuje. Poszczególne sytuacje przypominają mi te
same, ale kilkadziesiąt lat wcześniej, ze mną i moimi rodzicami w roli
głównej. Nieraz chwile kompletnie zapomniane, nagle po raz pierwszy od 30 lat
wyciągnięte gdzieś z zakamarków twardego dysku.

Od czasu jak wyprowadziłem się z rodzinnego domu kontakt z moimi rodzicami
stopniowo karlał i obumierał, chyba jak to zwykle bywa. Nigdy do jakiś
patologicznych wymiarów, skądże znowu, ale jednak wyraźnie. Ale od jakiś dwu
lat to się zmieniło. Jak przedtem dzwoniłem do moich starzejących się
rodziców może raz na trzy tygodnie, tak teraz potrafię dzwonić niemal co
trzeci dzień. Jak przedtem potrafiłem nie myśleć o nich całymi dniami, tak
teraz myślę o nich po kilka razy na dzień. Jak przedtem nigdy nie pisałem
pocztówek, tak teraz potrafię w podróży służbowej szukać pół godziny kiosku,
żeby kupić kartkę.

Ciekawe czy to podświadomy strach przed tym, żeby za kilkadziesiąt lat nie
zostać sam z protezami zębów i tabelkami PITa. Czy może raczej takie kolejne
deja vu arche-rodzica, tym razem w moim wykonaniu.
Obserwuj wątek
    • Gość: kasiacha Re: pętla (nie z sufitu) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.07.02, 13:33
      Coś jest w tym, co piszesz. Czasem mam ochotę powiedzieć moim latoroślom:
      dorośniesz, sam zostaniesz rodzicem to zrozumiesz. Ale z własnego doświadczenia
      wiem, że to nic nie da, że tego nie jest w stanie zrozumieć nikt, kto nie ma
      dzieci, że trzeba czasu i doświadczeń bycia za kogoś odpowiedzialnym, żeby
      niektóre sprawy przyjąć i pojąć. Ja też zauważyłam instynktowne, ponowne
      zbliżenie z rodzicami, gdy sama zostałam mamą (pierwszy raz inaczej zobaczyłam
      swoją mamę widząc, jak przeżywa mój poród, jak jest przerażona, chyba nie tylko
      bólem, ale odpowiedzialnością i trudem, jaki mnie czeka). Pewnie dlatego, że
      teraz już wiem, jak to jest martwić się o kogoś, czasem na wyrost, czasem w
      mniemaniu dziecka zupełnie irracjonalnie, ale prawdziwie, go szpiku kości. Ja i
      moi rodzice należymy teraz do jednego klubu. I już potrafię przeczuć (bo moje
      dzieci jeszcze małe) i uszanować to, że pewien ślad pępowiny zostaje na zawsze
      i nawet gdy dzieci dorosną, staną się zupełnie samodzielne i niezależne,
      rodzic ciągle przeżywa ich sprawy i potrzebuje choćby potwierdzenia: u
      syna/córki wszystko OK. Rodzicielstwo zmienia, otwiera w człowieku pewien
      poziom wrażliwości, którego wcześniej nawet nie przeczuwał. I całe szczęście,
      bo wiedząć, co nas emocjonalnie czeka, jakie to obciążenie odpowiedzialnością,
      pewnie wielu rodziców zrezygnowałoby z dzieci. Ale też jaka radochasmile)))
      • Gość: dodo Re: pętla (nie z sufitu) IP: 209.226.65.* 17.07.02, 15:16
        moje dzieci odchodza juz w swiat. dla mnie petla, o ktorej piszesz ma zupelnie
        inny wymiar.
        bylo sobie male koleczko zaznaczone sznurkiem na piasku. w tym koleczku
        miescilo sie swietnie dwoje ludzikow - dodo i facet dodo. tak bylo dosc dlugo
        az ktoregos dnia koleczko (jak balonik z piosenki) zaczelo sobie powolutku
        rosnac az zmiescili sie w nim i hugo, i tosia, i stefan.
        a teraz jest sobie proces odwrotny - hugo juz na swoim, tosia bedzie studiowac
        daaaleko, stefan jeszcze w domu ale pewnie nie dluzej niz 2 lata... i znow
        trzeba mniej sznureczka zeby zakreslic te petle, ktora nas czule do siebie
        przyciska.
        znow przychodzi czas nas dwojga - dodo i faceta dodo.
        i tak "przeminelo" rodzicielstwo...
        wiem, wiem - nigdy nie przeminie, dodo zawsze bedzie mama a ksiaze
        z zacholeckiego lasu tata, ale to juz nie to namacalne codzienne pakowanie
        lunches do szkoly, przypominanie o obowiazkach, zalatwianie obozow na lato itd.
        to juz powoli jest rodzicielstwo z dystansu.
        bo przeciez kazde z nich powoli bedzie zarysowywac swoje wlasne kolka na
        piasku, zaciskac swoje wlasne petle, w ktorych dla nas juz nie ma miejsca.
        czy to smutne? hmmm... jak kazde przemijanie.
        choc w sumie czekam na te chwile tylko we dwoje.
        to byl piekny czas, ten 30, 28, 26 lat temu - teraz znow bedzie pieknie gdy nas
        tylko dwoje petelka czule scisnie smile
        • windows3.1 pętelka 21.07.02, 00:16
          dość niesamowite.

          Myślę, że mnie w takiej chwili (za 20 lat?) czeka raczej pętelka - ale ta od
          guzika. Im więcej dziecka w portfelu, tym mniej żony. Im więcej telefonów do
          rodziców, tym mniej telefonów pod numer zakodowany na klawiszu "2".

          Zresztą chyba oczywiste, skoro o tej porze w sobotę człowiek błąka się po jakiś
          forach.
          • jaaka Re: pętelka 21.07.02, 08:32
            "Myślę, że mnie w takiej chwili (za 20 lat?) czeka raczej pętelka - ale ta od
            guzika. Im więcej dziecka w portfelu, tym mniej żony. Im więcej telefonów do
            rodziców, tym mniej telefonów pod numer zakodowany na klawiszu "2".
            Zresztą chyba oczywiste, skoro o tej porze w sobotę człowiek błąka się po jakiś
            forach."

            Nie bardzo zrozumialam te mysl o zonie i dziecku w portfelu - dlaczego im
            wiecej tam dziecka tym mniej zony? I dlaczego coraz mniej tych telefonow?
            Moze u ciebie jest inny problem - jakies zaklocone realcaje malzenskie, albo
            cos w tym rodzaju?
            Widzisz, ja tez dorywam sie do forum w kazdej wolnej chwili, czesto takze
            wieczorem w sobote, ale tylko dlatego, ze lubie ciekawe rozmowy z ciekawymi
            ludzmi. I jest to moj wybor, a nie koniecznosc (relacje malzenskie mam
            znakomite - gdy ja buszuje, jak mam czas, po internecie, moj przeswietny maz
            oglada gale boksu w tv, czego ja nie lubie, i obydwoje jestesmy zadowoleni)
            Co do rodzicow. Chyba wiem, o co ci chodzi. Jest w zyciu czlowieka okres, gdy
            chce, musi sie wyzwolic spod ich kurateli. To konieczne, zeby dorosnac tak
            naprawde. Potem czas jakis cieszy sie niezaleznoscia, owa dorosloscia,
            wolnoscia w jego przekonaniu.
            Kiedy na swiat przychodza wlasne dzieci nagle okazuje sie, ze - jak juz bylo tu
            mowione - potrzeba kontaktu z rodzicami powraca, juz na innej plaszczyznie, w
            innym wymiarze. Zaczynacie sie rozumiec w inny sposob, w jakims sensie stajecie
            sie partnerami, a przy okazji rodzice podrzucaja swoje wlasne doswiadczenia,
            ktore niespodziewanie dla nas przydaja sie w wychowywaniu naszych dzieci.
            A pozniej niepostrzezenie nadchodzi inny czas - opieki nad coraz starszymi,
            bardziej chorymi i coraz bardziej nas potrzebujacymi rodzicami. Role sie
            odwracaja. Oni potrzebuja nas tak samo, jak my ich, gdy bylismy dziecmi. I to
            nie zawsze chodzi o fizyczna obecnosc, czy konkretna pomoc.
            Oni pragna naszego zainteresowania ich sprawami, naszej milosci, przeciez ich
            zycie kurczy sie i maja ze swiata coraz mniej (co i nas oczyscie czeka,jak
            wiadomo taka jest kolej rzeczy)
            Ja przechodze wlasnie ten etap. Na szczescie mieszkamy stosunkowo niedaleko,
            wpadam srednio raz, dwa razy w tygodniu (mam brata, wiec sie uzupelniamy), ale
            codziennie do nich telefonuje. Nie dlatego, ze sa jakies super wazne sprawy,
            ale dlatego, ze oni potrzebuja tego kontaktu. Wtedy wydaje im sie, ze
            uczestnicza w naszym zyciu aktywniej, a przede wszystkim wciaz czuja sie
            potrzebni.
            Oczywiscie nie ma idealow - starsi, mocno starsi i schorowani ludzie, nawet
            najbardziej kochani, potrafia irytowac, denerwowac, maja tysiac cech, ktore
            wkurzaja. Szczegolnie nas, ich dzieci, reagujacych bardziej emocjonalnie niz
            jacys obcy. Ale z tym trzeba sobie radzic i jedynie pamietac o tym co nas
            denerwuje w rodzicach, gdy juz sami dozyjemy naszej starosci.
            Rozpisalam sie, ale to temat rzeka. I to co robisz, jest najzupelniej
            prawidlowe, gdyz - jak widac - wyszedles z kochajacej sie rodziny o
            prawidlowych relacjach emocjonalnych. I jest ogromna szansa, ze taki sam dom
            stworzysz swoim dzieciom, czego ci serdecznie zycze
            pozdrawiam
            jaaka
    • Gość: trek Re: pętla (nie z sufitu) IP: *.chello.pl 24.07.02, 22:43
    • Gość: oma Re: pętla (nie z sufitu) IP: *.lubin.dialog.net.pl 26.07.02, 22:48
      ja moge wam tylko pozazdrościć tych telefonów do rodziców, wizyt i tego że ich
      poprostu ciagle macie i życze wam aby jak najdłużej . Moi niestety nie zyją
      już od kilku lat a ja ciągle za nimi tęsknię i to bardzo. Pozdrawiam oma
      • Gość: brzoza2 Re: pętla (nie z sufitu) IP: *.chello.pl 26.07.02, 23:34
        Oma, dzieki za ten post. Moi jeszcze zyja i choc - jak pisalam - bywaja
        uciazliwi i irytujacy, od dawna sie boje tej chwili. Wiem, ze musi nastapic,
        ale staram sie o tym nie myslec.
        Dlatego teraz staram sie jak najczesciej i najisntensywniej - na ile mi moja
        codziennosc pozwala - utrzymywac kontakt, pomagac im, towarzyszyc we wszystkich
        waznych dla nich sprawach i pozwolic im towarzyszyc sobie (w maire mozliwosci).
        Po prostu kochac ile sie da, dopoki mozna, zeby pozniej nie zalowac, ze cos sie
        przegapilo....
        Szkoda jedynie, ze wielu ludzi patrzac na moja, wraz z bratem, troske o
        rodzicow puka sie w czolo z komentarzami w rodzaju: "chyba przesadzacie, sami
        tez sobie poradza, nie szkoda wam czasu itd, itp."
        A my jedynie chwytamy ten czas wlasnie, ktory zostal nam ofiarowany.
        Pozdrawiam wszystkich myslacych podobnie
        - brzoza2

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka