Dodaj do ulubionych

Do rodziców bardzo żywych dzieci

IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 19.07.02, 23:06
Czytaliście może na forum Kobieta wątek "Jak to jest z dziećmi i matkami?"

Ja, matka "żywego srebra", zaczęłam teraz obawiać się sąsiadów i
przechodniów. Jeden się uśmiechnie i stwierdzi, że żywy i wesoły, a drugi
podsumuje, że źle wychowany i nie powinien wychodzić z domu.

Cóż, pieska można wytresować, żeby posłuchał komendy: do nogi! czy leżeć!
A mój synek leży tylko kiedy śpi.
Jak wychować TAKIE dzieci, żeby były "wychowane"?
Obserwuj wątek
    • roseanne Re: Do rodziców bardzo żywych dzieci 19.07.02, 23:48
      z miloscia , zrozumieniem i wielka dawka cierpliwosci

      nie przejmuj sie kasliwymi komentarzami
      pozdrawiam
    • Gość: Ola Re: Do rodziców bardzo żywych dzieci IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.07.02, 01:05
      Kochaj go jak do tej pory, ciesz sie nim kazdego dnia i nie przejmuj sie
      zlosliwymi uwagami. To jest najwazniejsze ze go kochasz i jestes najlepsza
      matka jaka mozesz byc. Nikt nie bedzie go kochal tak jak jego rodzice. Ty wiesz
      najlepiej jaki jest twoj syn. Pozdrawiam
      • Gość: dodo Re: Do rodziców bardzo żywych dzieci IP: *.sympatico.ca 20.07.02, 14:10
        jak?
        a no pamietajac rowniez, ze reszta swiat a tez ma swoje prawa.
        zywe srebra, lobuziaki z naszej paki i inne gatunki dzieci nielatwych
        w obsludze byly zawsze i zawsze beda, co nie znaczy, ze pewne ich
        zachowania nalezy tolerowac mowiac sobie pod nosem "tak kocham
        moje dziecko i ono juz takie jest wiec jest mi wszystko jedno, co sobie
        inni ludzie mysla".
        gdy sie ma bardzo ruchliwe dziecko, trzeba mu zapewnic mozliwosc
        wyzycia sie w miejscach i warunkach bezpiecznych i do tego
        przeznaczonych. dzieki takiemu dziecku, czlowiek zdecydowanie lepiej
        poznaje okolice, ma wiecej ruchu i wieksza wiedze o wszelkich
        okolicznych parkach, basenach, malpich gajach i innych atrakcjach tego
        typu.
        moj najstarszy syn do dzis ma nadmiar energii (24 lata) choc
        paradoksalnie zawsze byl przy tym dosc zrownowazonym (spokojnym
        duchem?) i zgodnym chlopcem, ale wysilkiem calej rodziny nauczylismy
        go pozytkowac owa energie przy minimum konfliktow z reszta
        otoczenia. to jest czesto trudny czlowiek do wspolzycia (nawet w swojej
        doroslosci), bo musi! dzialac bez przerwy ale na tym polega
        wychowanie, ze daje sie dziecku mozliwosci i srodki do
        wykorzystywania takich potrzeb i kierunkowania ich bezpiecznie lub
        wrecz pozytecznie.
        ilez ja sie z hugo smieci nazbieralam... zabieralam go wczesnie rano na
        spacery po okolicy i zbieralismy smiecie przy drodze. reszta rodziny
        jeszcze spala a moj 6-latek juz byl gotowy do rozrabiania, no to przeciez
        nie moglam mu pozwolic na rozniesienie domu smile robilismy wiec rzeczy
        "spolecznie pozyteczne" jak chocby te smiecie.
        zywe srebra sa wyzwaniem dla wyobrazni i kreatywnosci rodzicow.
        rowniez wychowawcow i naczycieli, babc i cioc ale przede wszystkim
        jednak rodzicow. nie wystarczy sobie powiedziec "takim to moje
        dziecko panie boze stworzyles, takim je masz", bo wtedy w koncu
        wszyscy na tym cierpia - i owo dziecko (niezrozumiane, upominane,
        czestowane rozwscieczonymi spojrzeniami), i rodzice (upominani,
        obgadywani, zestresowani), i reszta swiata (zmeczona urwisem).
        jak juz jest to nastolatek, to przynajmniej mozna go namowic do biegania
        maratonow i na 5 godzin jest spokoj wink polecam smile
    • Gość: Gwiazda Re: Do rodziców bardzo żywych dzieci IP: *.radom.pl 21.07.02, 13:35
      Wiesz, ja tez jestem mamą takiego synka i wszyscy już go mają po dziurki w
      nosie. Teraz spi i dziękuję Bogu, ze ma nademną litość i on czasem śpi.
      Jak jeszcze urośnie (ma rok) to mąż będzie grał z nim w piłkę a ja prowadzać na
      jakies zajęcia ruchowe. Niech się wyszaleje zdrowo.
      Ponadto, jak się zabiera do czegoś, czego mu nie wolno, odganiam go i z
      kamienną twarza oraz uporem maniaka, mówię "nie". Po pietnastu razach skutkuje.
      Życzę wytrwałosci i pamietaj, że jest nas więcej.
    • Gość: Ojciec Re: Do rodziców bardzo żywych dzieci IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.07.02, 13:08
      Gość portalu: bea napisał(a):

      > Czytaliście może na forum Kobieta wątek "Jak to jest z dziećmi i matkami?"
      >
      > Ja, matka "żywego srebra", zaczęłam teraz obawiać się sąsiadów i
      > przechodniów. Jeden się uśmiechnie i stwierdzi, że żywy i wesoły, a drugi
      > podsumuje, że źle wychowany i nie powinien wychodzić z domu.
      Negatywnymi opiniami sąsiadów i przechodniów się w ogóle nie przejmuj, niech
      spadają,
      >
      > Cóż, pieska można wytresować, żeby posłuchał komendy: do nogi! czy leżeć!
      > A mój synek leży tylko kiedy śpi.
      > Jak wychować TAKIE dzieci, żeby były "wychowane"?
      Ja też jestem ojcem wyjątkowo żywego dziecka - 3 lata i 4 miesiące. Myślę, że
      takie dziecko lepiej sobie poradzi w życiu niż anemiczne. Problem jest chyba
      gdy takie dziecko tak Cię dominuje, że nie możesz nad nim zapanować. Trzeba
      zachować spokój i żelazną konsekwencję i mu nie ustępować bez sensu, jeżeli
      jesteś pewna o słuszności swojej sprawy - np. żeby nie wychodził na szafę albo
      nie szczypał czy nie bił dorosłych albo np. nie wpuszczał ich do windy (jak w
      moim przypadku). Mimo , że takie dziecko potrafi niezwykle teatralnie
      manifestować swoje nieszczęści z tego powodu. jak tylko załapie, że nic nie
      wskóra od razu odpuszcza sobie. One są bardzo inteligentne i wiedzą kim można a
      kim nie można manipulować.
    • Gość: bea Re: Do rodziców bardzo żywych dzieci IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 26.07.02, 11:01
      Nazywając mojego synka żywym dzieckiem używam sporego eufemizmu. Najczęściej
      jest jak tornado o potężnej sile niszczenia wszystkiego, co stanie na jego
      drodze. Ma 4 lata i prawie od początku zmagamy się z jego nadpobudliwością. A
      dzięki rodzicom z forum wiem już, że raczej z wiekiem mu to nie minie.
      Poradniki psychologiczne znam na pamięć, ale w jego przypadku większość złotych
      metod jest nieskuteczna.
      Psycholog, który stwierdził nadpobudliwość, pochwalił moje metody, cóż z tego,
      jeśli nie przynoszą one wymiernego efektu. Jedyną doskonałą metodą jest
      rzeczywiście bezwarunkowa MIŁOŚĆ i akceptacja.
      Pracuję nad nim non stop, rozmawiamy bez przerwy, jest inteligentny, ale z
      tego, co mówię przyjmuje tylko tyle, ile zechce.
      Na myśl o szkole przechodzi mnie dreszcz przerażenia. Wiem, że to, co
      najgorsze, ciąle jeszcze przed nami. Chyba, że stanie się cud.

      A tymczasem słyszę i czytam o samolubnych rodzicach, którzy w imię tzw.
      bezstesowego wychowania i własnej wygody i lenistwa - zaniedbują wychowanie
      dzieci, które swoim skandalicznym zachowaniem przeszkadzają żyć innym. Że
      wystarczy wytłumaczyć dziecku, by grzecznie siedziało i czekało, aż mama
      załatwi swoje sprawy, a ono posłucha. Przestoi nieruchomo przez całą Mszę, w
      kawiarni nikogo nie zgorszy głośnym zachowaniem, na placu zabaw nie będzie
      krzyczało, bo ktoś właśnie w bloku obok chce sobie uciąć drzemkę. Wystarczy, że
      mama go o to poprosi.
      Wiecie co? Jestem zdruzgotana.
      Nie sądzę, żebym synka wychowywała inaczej niż jego młodszą siostrę. A
      tymczasem ona jest jego totalnym przeciwieństwem.

      Skąd w ludziach tyle bezinteresownej złośliwości wobec tzw. żywych dzieci?
      Dotyczy to również lekarzy i wychowawców. Nasza mentalność chyba tak bardzo nie
      poszła z postępem, owszem, nie zgadzamy się na przemoc wobec dzieci, ale ciąle
      uważa się, że dziecko ma przede wszystkim nie przeszkadzać. W średniowieczu
      chyba też tak myślano.
      • Gość: też bea Re: Do rodziców bardzo żywych dzieci IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 26.07.02, 23:16
        Jak ja to dobrze pamiętam , wszystko o czym piszesz.Mój syn był postrachem
        okolicy.Głośny , wiecznie pędzący , wymyślający na naszych oczach
        nieprzewidziane sytuacje(np. wyrzucenie sztućców u znajomych - zrobił to,
        pilnowany,przez okno , w dodatku celując w kojec psa).Zaliczał każdą kałużę ,
        stoczył się z każdej górki.Miał kłopoty w kontaktach z rówieśnikami , a przede
        wszystkim z ich rodzicami. Pani w przedszkolu postawiła diagnozę , że ma
        schizofrenię , bo rysuje tylko czarną kredką(nie miał czasu na zmianę kolorów).
        My uchodziliśmy za rodziców , którzy pozwalają się kołysać dziecku na
        żyrandolu.W wychowanie pozostałej dwójki włożyłam promile pozostałej mi
        energii , a wyrosły mi kochane , słodkie , bezproblemowe istotki.
        A mój synek? Dziś jest spokojnym nastolatkiem.Zaczął wyciszać się w szkole.
        Aż za bardzo.Pozostały mu problemy z koncentracją i nad tym teraz pracujemy.
        Jest samotnikiem(co mnie martwi) , ale bardzo rodzinnym.Jego najlepszy kumpel
        to tato.Gadamy , gadamy godzinami.Wie , co nas martwi - ta jego izolacja od
        rówieśników , ale czuje , że akceptujemy go w pełni.Nauczył nas , że z nim nie
        da się metodą książkową.Jest bardzo inteligentny , ale brak mu motywacji i
        umiejętności skupienia się. Jego nadpobudliwość przeszła do środka. Jest taki
        wrażliwy, nie radzi sobie często ze światem. Znów martwię się o niego.Boję
        się , że pozwoli się stłamsić. To moje dziecko zawsze już chyba będzie trochę
        inne , wymagające więcej uwagi.Zawsze pociesza mnie jednak uwaga pewnej pani
        psycholog : dlaczego chcesz mieć dziecko takie jak wszyscy? Jest trudniejszy do
        kochania , ale nieszablonowy , ciekawy , inny właśnie.
        Bea , nasze dzieci są inne - męczące , wymagające , napinające nerwy do
        ostatka.... Ja wierzę , że z takich dzieci wyrastają nieszablonowi ludzie ,
        choć czasami czuję strach , dokąd ta inność doprowadzi. Nauczyłam się nie
        słuchać opinii innych , choć to trudne. Nie dam ze swojego dziecka zrobić
        głupka , wciąż powtarzam mu ile w nim wspaniałych cech. Bo tak jest w istocie.
        Nikt tak wiele mnie nie nauczył , jak ten mój trudny chłopiec.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka