Dodaj do ulubionych

miesiączka-problem!

22.08.05, 14:38
Moja 13 letnia córka miesiaczkuje od roku.Martwie sie, bo ma czesto miesiaczki!Ostatnio miedzy jedna a drugą miała tylko 6 dni przerwy!!Miesiączka trwa u niej 2 tygodnie,cykle ma niby dobrze 21 dni,tylko czemu takie dlugie te miesiaczki??Moze ktos miał taki sam kłopot ze swoja pociechą?Piszcie,tylko dziekuje za rady typu "do lekarza",o tym nawet nie ma mowy!Jakakolwiek dyskusja na ten temat z corka konczy sie awantura,nie pójdzie i koniec.Nie wiem co robic,ciagle sie zamarwiam.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: miesiączka-problem! 22.08.05, 14:45
      Bez lekarza sie po prostu nie obejdzie. Czy dziecko chce czy nie - jesli musi
      iść, to sprawa jest bezdyskusyjna.
      Z tym, ze ja najpierw po prostu zapytałabym pediatry - moze coś poradzi. W
      pierwszym-drugim roku nieregularne cykle to norma - pytanie, czy w tym wypadku
      córka jeszcze sie w tej normie miesci - jesli tak, to trzeba spokojnie poczekać.
      Jeśli powie, że ginekolog potrzebny, to chyba nie będziesz narażała zdrowia
      swojego dziecka? Dziewcyna będzie musiała iść i koniec. Moze przekona ją
      argument, że może przez swój opór wylądować w szpitalu, gdzie dopiero będzie ja
      badało wielu lekarzy. Brutalne, ale prawdziwe.
      Ja byłam u ginekologa z 6 i 8 latką. Bez wrażenia. Sama w wieku 13 lat tez byłam
      u ginekologa. Paskudnie, ale dało się przezyć.
    • lajlah Re: miesiączka-problem! 22.08.05, 17:13
      Zgadzam się, że bez lekarzaq niestety się nie obejdzie. Chociaż na początku nie
      musi byćto przecież ginekolog,moze zwykły, rodzinny lekarz najpierw z córką
      porozmawia i przełamie Jej strach i wstyd.
      Corka naszych znajomych miała podobny problem (długie miesiączki)i okazało
      się ,że dziewczymka miała bardzo dużą anemię, musiała być hospitalizowana.
      Także lekarz koniecznie. Życzę powodzeniasmile
    • mika_p Re: miesiączka-problem! 22.08.05, 22:47
      Może wybierz się do lekarki, do której masz zaufanie, naświetl problem i
      dowiedz się, jakie badania wykonuje się w takich przypadkach. Podejrzewam, ze
      na początku byłaby to morfologia i poziom hormonów, może USG - bez klasycznego
      badania ginekologicznego, które byłoby zastosowane w drugiej kolejności.

      Poszukaj jeszcze wśród forów prywatnych takiego na którym zbierają się
      dziewczyny mające problemy z zajściem w ciążę - moze one ci coś doradza, mają
      większą wiedzę o rozmaitych dolegliwościach kobiecych i ich objawach.
      • medyczka Re: miesiączka-problem! 22.08.05, 22:54
        heh..właśnie jestem po rozmowie z córką,próbowałam ja namówic na wizyte u lekarza.Zrobiła wielka awanture i leży obrazona!Nie pójdzie i koniec!Chyba osiwieje,zresztą juz jestem siwa hehe.Poczekam jeszcze na inne rady forumowiczek.Zastanawiam sie nad pójsciem do lekarza bez córki,tak na konsultacje.
        • roman.gawron Re: miesiączka-problem! 23.08.05, 08:15
          medyczka napisała:

          > heh..właśnie jestem po rozmowie z córką,próbowałam ja namówic na wizyte
          > u lekarza. Zrobiła wielka awanture i leży obrazona!

          Świat się kończy, jeżeli trzynastoletnie dzieci robią rodzicom awantury.

          Dobson opisuje w jedenj ze swych książek przypadek matki, która przyszła do
          niego z niemowlakiem. Na pytanie, czy dziecko ma gorączkę, odpowiedziała:
          - Nie wiem. On _nie_da_sobie_ zmierzyć temperatury.
          • linka9 Re: miesiączka-problem! 23.08.05, 10:52
            do romana.gawrona
            Chętnie czytam Twoje wypowiedzi, bo dużo w nich mądrości. Również i w tym wątku
            pierwsza cicha riposta na problemy założycielki były takie jak Twoje. Jednak
            trudno oceniać na odległość: tak naprawdę nie wiemy czy list obrazuje bezradność
            matki wynikającą z jej złego podejścia do sprawy czy też pokazuje, że są dzieci
            naprawdę trudne. To że dziewczynce trzeba pomóc to fakt, ale w tym wypadku może
            znajdzie się na poczatek droga okrężna i niekoniecznie musi od razu dojść do
            wizyty u ginekologa z pełnym badaniem

            > Dobson opisuje w jedenj ze swych książek przypadek matki, która przyszła do
            > niego z niemowlakiem. Na pytanie, czy dziecko ma gorączkę, odpowiedziała:
            > - Nie wiem. On _nie_da_sobie_ zmierzyć temperatury.

            Lubię Dobsona, ale w tym przypadku napiszę stare, mądre przysłowie: syty
            głodnego nie zrozumie ...
            I tak zastanawiam się czy swoje niejednokrotnie bardzo mądre (naprawdę)rady
            miałeś możliwość wypróbować w życiu z baaardzo trudnym i odbiegającym od reguł
            "egzemplarzem".
            • babe007 Re: miesiączka-problem! 23.08.05, 13:53
              A ja się zgadzam z Romanem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nie da
              się "spacyfikować" 13-letniego dziecka w sprawie dotyczącej zdrowia. W końcu
              młoda panna chyba jeszcze o sobie w pełni nie decyduje? A że może być ciężko,
              że się obrazi, albo będzie awantura - zdrowie ważniejsze (w tym przypadku
              anemia jest bardzo prawdopodobna).

              Może wezwać pediatrę do domu? Jest szansa, że przed obcym nie będzie "robić
              cyrków" (ze zwykłego wstydu). Za odpowiednią opłatą można nawet w domu pobrać
              krew do analiz. Bo bez lekarza tu się raczej nie obędzie.

              Dużo cierpliwości i powodzenia.

              Pozdrawiam.

              Z.
              • linka9 Re: miesiączka-problem! 23.08.05, 14:46
                babe007 napisała:

                > A ja się zgadzam z Romanem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nie da
                > się "spacyfikować" 13-letniego dziecka w sprawie dotyczącej zdrowia.

                Spierałam się odnośnie zmierzenia temperatury ...
                Ponadto chciałam zwrócić uwagę, że w DANYM MOMENCIE (czyt. w ciągu kilku dni)
                taki upór nastolatki może być nie do przezwyciężenia; przecież nikt jej nie
                będzie tam ciągnął fizycznie na siłę.

                Oczywiście, że nie sądzę, iż zachowanie 13-latki jest nie do przeskoczenia; są
                sposoby, aby ją wcześniej czy poźniej nakłonić do wizyty.
                Czasami jednak stawianie sprawy na ostrzu noża w tak drażliwej kwestii jak
                wizyta nastolatki u ginekologa nie znajduje uzasadnienia i sadzę, że wizyta
                samej matki u lekarza, tudzież zrobienie na początek badań podstawowych może być
                lepszym rozwiązaniem niż stanowcza szarpanina.

                >W końcu
                > młoda panna chyba jeszcze o sobie w pełni nie decyduje?

                Pewnie, że odpuszczenie w sytuacji zagrożenia, bo mała pokazuje fochy
                świadczyłoby o zupełnym braku odpowiedzialności i zezwalanie na rządy małolata.

                > Może wezwać pediatrę do domu? Jest szansa, że przed obcym nie będzie "robić
                > cyrków" (ze zwykłego wstydu). Za odpowiednią opłatą można nawet w domu pobrać
                > krew do analiz. Bo bez lekarza tu się raczej nie obędzie.
                >
                > Dużo cierpliwości i powodzenia.

                Tak właśnie, czasmi metoda kija i marchwki jest lepsza niż żelazna konsekwencja
                i stanowczość, którą z reguły całym sercem popieram (m.in. właśnie u romana.gawrona)


                • verdana Pan Roman nie był dziewczyną.... 23.08.05, 17:56
                  Panie Romanie!
                  Widać, ze nigdy nie był pan dziewczyną. Wizyta nastolatki u ginekologa, to nie
                  jest zwykła wizyta lekarska. Fochy, awantury i histerie w tym jednym wypadku są
                  niestety, całkowicie dla mnie zrozumiałe.
                  Poza tym spokojnie można zaciągnąć siłą dziewczę do okulisty czy
                  laryngologa..Ale - prosze wybaczyć mi drastyczne porównanie - badanie
                  ginekologiczne na siłę to jest po prostu gwałt. I tak zostanie odebrane, z
                  całymi dalszymi konsekwencjami tego faktu.
                  W tym wypadku uciekłabym sie do przekupstwa. Wyjatkowo.
                • roman.gawron Re: miesiączka-problem! 23.08.05, 20:08
                  linka9 napisała:

                  > Tak właśnie, czasami metoda kija i marchewki jest lepsza

                  Często ją stosuję.

                  > niż żelazna konsekwencja i stanowczość, którą z reguły całym sercem popieram
                  > (m.in. właśnie u romana.gawrona)

                  Hm, tego, co to ja chciałem... wink
                  A! Że żelazna konsekwencja to bardziej teoretycznie się sprawdza, a w życiu nie
                  zawszesmile
                  Ja to marzę o tym, żeby harmonijnie łączyć komsekwencję i stanowczość z
                  miłością i wyrozumiałością.

                  Tyle że akurat w przypadku lekarza, to bym raczej zbyt pobłażliwy nie był. Nie
                  łamałbym może dziecka kołem w celu przymuszeniawink ale też nie pozwoliłbym na
                  zbyt daleko idące fochy.
                  Ginekolog, ginekolog... Czy mi się dobrze zdaje, że ten zawód wykonują także
                  kobiety?
                  • linka9 Re: miesiączka-problem! 23.08.05, 23:14
                    roman.gawron napisał:
                    > A! Że żelazna konsekwencja to bardziej teoretycznie się sprawdza, a w życiu
                    nie zawszesmile
                    > Ja to marzę o tym, żeby harmonijnie łączyć komsekwencję i stanowczość z
                    > miłością i wyrozumiałością.

                    Bo w sumie do tego powinniśmy dążyć, tylko że życie tworzy czasami zbyt
                    skomplikowane scenariusze, a rodzice czy nauczyciele też mają własne problemy,
                    emocje, których nie da się po prostu zostawić z boku na czas ... oddziaływania
                    wychowawczego na dziecko.

                    > Tyle że akurat w przypadku lekarza, to bym raczej zbyt pobłażliwy nie był. Nie
                    > łamałbym może dziecka kołem w celu przymuszeniawink ale też nie pozwoliłbym na
                    > zbyt daleko idące fochy.

                    Pewnie, że w końcu chyba każde dziecko da się jakoś przełamać. Tylko że nie
                    każda wizyta lekarska to kwestia życia czy śmierci. Problem miesiączki w tym
                    wieku równie dobrze może rozwiązać się sam w ciągu miesiąca czy dwóch.

                    > Ginekolog, ginekolog... Czy mi się dobrze zdaje, że ten zawód wykonują także
                    > kobiety?

                    Kobieta kobietą, ale ... zresztą co tu dużo mówić, żaden mężczyzna nastolatką
                    nie był smile
            • roman.gawron Re: miesiączka-problem! 23.08.05, 20:00
              linka9 napisała:

              > To że dziewczynce trzeba pomóc to fakt, ale w tym wypadku może
              > znajdzie się na poczatek droga okrężna i niekoniecznie musi od razu dojść do
              > wizyty u ginekologa z pełnym badaniem

              Nie no, może niedostatecznie to podkreśliłem, ale mnie się ten pomysł z drogą
              okrężną bardzo podoba.

              > miałeś możliwość wypróbować w życiu z baaardzo trudnym i odbiegającym od reguł
              > "egzemplarzem".

              Hm, nie wiem, co rzecsmile
              Z jednej strony trochę tych trudnych egzemplarzy było, z drugiej nie na stałe.
              Zastanawiam się też, od kiedy już jest trudny baaardzo.

              No i porażki też notowałem, i to takie, co potem po nocach spać nie dają, więc
              już lepiej zmilczę smile
              • linka9 Re: miesiączka-problem! 23.08.05, 23:03
                roman.gawron napisał:
                > Hm, nie wiem, co rzecsmile
                > Z jednej strony trochę tych trudnych egzemplarzy było, z drugiej nie na stałe.
                > Zastanawiam się też, od kiedy już jest trudny baaardzo.

                No, to chociażby takie przykłady:
                1.Kilkulatek jest w okresie nie do wytrzymania, a ze względu na charakter trudno
                go przełamać. Powiedzmy, że skacze po łózku, wrzeszczy, nie pozwala skonsumować
                posiłu, zachowuje się w sposób skandaliczny. Wyegzekwowanie spokoju w danym
                momencie zwykłym poleceniem graniczy z cudem. Np polecenie wyjścia do swojego
                pokoju i zatrzymanie go tam jest równoważne z walką fizyczną wręcz. W naiwności
                proszę nie myśleć, że po jednym (kilku razach) stanowczego zachowania ze strony
                dorosłych od razu odpuści i posłusznie wykona polecenie.

                2. Dziecko ma dostać lekarstwo. Jest na nie. Każda zdecydowana próba (prośba,
                przekupstwo, stanowczość)kończy się jego wrzaskiem, a jeśli to nie odstrasza to
                wymiotami.

                Mogłabym sporo przykładów przytoczyć. Nie chodzi w nich o to, że są to sytuacje
                bez wyjścia, ale że wymagają zdecydowanie więęęcej wysiłku niż podręczniki
                przewidują czy też w ogóle indywidualnego podejścia. W przypadku nastolatków
                problem jest jeszcze bardziej złożony.
                Chyba wypada mi powtórzyć za Verdaną: niektóre problemy trzeba doświadczyć z
                bliska, aby uwierzyć.
                • roman.gawron Re: miesiączka-problem! 24.08.05, 01:12
                  linka9 napisała:

                  > No, to chociażby takie przykłady:

                  E, to takie to miałem smile

                  > 1.Kilkulatek jest w okresie nie do wytrzymania, a ze względu na charakter
                  > trudno go przełamać. Powiedzmy, że skacze po łózku, wrzeszczy, nie pozwala
                  > skonsumowaćm posiłku, zachowuje się w sposób skandaliczny. Wyegzekwowanie
                  > spokoju w danym momencie zwykłym poleceniem graniczy z cudem.

                  Odnośnie kilkulatka jestem zwolennikiem sporadycznego przemawiania też "od
                  drugiej strony". Z moim młodszym nie pomagał prosty klaps, ale kombinacja
                  klapsów, tłumaczenia, słownych zakazów ostrym tonem - no i po jakimś czasie
                  trafiło.

                  > Np polecenie wyjścia do swojego pokoju i zatrzymanie go tam jest równoważne
                  > z walką fizyczną wręcz.

                  W niektórych przypadkach jestem gotów walczyć.

                  > proszę nie myśleć, że po jednym (kilku razach) stanowczego zachowania ze
                  > strony dorosłych od razu odpuści i posłusznie wykona polecenie.

                  Znam, doświadczyłem. Czasem praca nad problemem jakimś trwa miesiąc, ale trzeba
                  za każdym razem stanowczo.

                  > 2. Dziecko ma dostać lekarstwo. Jest na nie. Każda zdecydowana próba (prośba,
                  > przekupstwo, stanowczość)kończy się jego wrzaskiem, a jeśli to nie odstrasza
                  > to wymiotami.

                  Przerabiałem oprócz wymiotów. Daję na siłę i koniec.
                  A z wymiotami, gdyby były złośliwe, też bym walczył. Lek to lek, nie ma
                  dyskusji.
                  • linka9 Re: miesiączka-problem! 24.08.05, 02:16
                    roman.gawron napisał:

                    > linka9 napisała:
                    >
                    > > No, to chociażby takie przykłady:
                    >
                    > E, to takie to miałem smile

                    Nie chcę się licytować i opisywać drastyczniejszych obrazów, nie w tym rzecz,
                    wierzę, że doświadczenie masz spore. Jednak w zyciu każdy przypadek z bliska
                    wygląda inaczej.

                    > Odnośnie kilkulatka jestem zwolennikiem sporadycznego przemawiania też "od
                    > drugiej strony". Z moim młodszym nie pomagał prosty klaps, ale kombinacja
                    > klapsów, tłumaczenia, słownych zakazów ostrym tonem - no i po jakimś czasie
                    > trafiło.

                    Świetnie napisałeś: po jakimś czasie.
                    Zaraz Cię zlinczują za te klapsysmile

                    > > Np polecenie wyjścia do swojego pokoju i zatrzymanie go tam jest równoważ
                    > ne
                    > > z walką fizyczną wręcz.
                    >

                    W niektórych przypadkach jestem gotów walczyć.
                    Ty - tak. Nie wszyscy jednak wierzą, że czasami jest to jedyne wyjście, nie
                    każdy to wytrzyma.

                    Celowo podałam ten przykład, bo śmieszą mnie niektóre porady w podręcznikach,
                    typu: w przypadku nieposłuszeństwa należy kazać dziecku usiąść na krześle (wyjść
                    do swojego pokoju), przemyśleć problem i ponowić polecenie, aż do skutku.

                    > Znam, doświadczyłem. Czasem praca nad problemem jakimś trwa miesiąc, ale
                    trzeba za każdym razem stanowczo.

                    Żeby to życie wokół chciało się zatrzymać na ten miesiąc smile

                    > > 2. Dziecko ma dostać lekarstwo. Jest na nie. Każda zdecydowana próba (pro
                    > śba,
                    > > przekupstwo, stanowczość)kończy się jego wrzaskiem, a jeśli to nie odstra
                    > sza
                    > > to wymiotami.
                    >
                    > Przerabiałem oprócz wymiotów. Daję na siłę i koniec.
                    > A z wymiotami, gdyby były złośliwe, też bym walczył. Lek to lek, nie ma
                    > dyskusji.

                    Czy złośliwe? To raczej odruch nie do opanowania (pod wpływem złości, emocji,
                    choroby, rozdrażnienia, czy w ogóle niesmacznego jedzenia). Wierz mi, to że z
                    całą pewnością kiedyś (następnym razem?) problem nie pojawiłby się, nie oznacza,
                    że w tym momencie każdemu kilkulatkowi jesteś w stanie zaaplikować dane
                    lekarstwo, a ono tego nie zwróci. Tudzież zawsze pozwoli sobie zmierzyć gorączkę
                    (kiedy jest chore i rozdrażnione).

                    Do czego zmierzam? Teoretycznie sposoby mamy, ale praktycznie wcielenie ich w
                    życie może być baaardzo trudne, dlatego czasami chyba zbyt pochopnie wystawiamy
                    złą cenzurkę rodzicom czy wychowacom. Ale - tak jak wspomniałam - lubię Twoje
                    wypowiedzi i z pewnością byłoby mniej problemów, gdyby wszyscy rodzice kierowali
                    się zasadami podobnymi do Twoich. Czasami jednak odnoszę wrażenie, że lekko, no
                    troszkę, przeginasz w drugą stronę ...smile

                    Wracając do tytułowego problemu, wierzę w to, że natychmiastowe , z dnia na
                    dzień wyciągnięcie do lekarza (na nieprzyjemne czy bolesne badania) nastolatki,
                    która się zaprze może być trudne i skończyć się fochami.

                    • jola_ep Re: miesiączka-problem! 24.08.05, 15:54
                      > Celowo podałam ten przykład, bo śmieszą mnie niektóre porady w podręcznikach,
                      > typu: w przypadku nieposłuszeństwa należy kazać dziecku usiąść na krześle (wyjś
                      > ć
                      > do swojego pokoju), przemyśleć problem i ponowić polecenie, aż do skutku.

                      Też mnie śmieszyły. Ale okazało się, że to najlepszy sposób, gdy mój kilkuletni
                      synek był tak nakręcony, że nic do niego nie trafiało. Z krzesłem na pewno by
                      nie wyszło, ale ciemny kącik (w korytarzu) z minimum bodźców i mamą w pobliżu
                      (poczucie bezpieczeństwa) niesamowicie się sprawdzał. Więc różnie to bywa. Warto
                      czytać o różnych sposobach, samemu je wymyślać i przede wszystkim dobrać do dziecka.

                      > Wracając do tytułowego problemu, wierzę w to, że natychmiastowe , z dnia na
                      > dzień wyciągnięcie do lekarza (na nieprzyjemne czy bolesne badania) nastolatki,
                      > która się zaprze może być trudne i skończyć się fochami.

                      Nie mam nastolatki - moja córka ma dopiero 10 lat. Dwa lata temu musiałam ją
                      zaciągnąć na dość nieprzyjemny zabieg stomatologiczno-chirurgiczny (choć
                      standardowy i prosty). Córa była ugadana (z prawie 8 latkami da się porozumieć).
                      Pani chirurg polecana, ze świetnym podjeściem do dzieci. Ale nagle w gabinecie
                      nastąpiła blokada. Moja córka zesztywniała, była na oko spokojna, ale porozumieć
                      z nią się nie dało. Jakby nagle uświadomiła sobie, co ją czeka i z przerażenia
                      ją spraliżowało. W końcu wyczerpałyśmy metody perswazji i pewnie tylko leczenie
                      na siłę zostało. Pani doktor półżartem stwierdziła, że "Konwecja Gewnewska
                      zakazuje jej stosować przemoc wobec dzieci" i wyszłyśmy z gabinetu.
                      Wtedy na korytarzu wyciągnęłam kartkę i napisałam, że mamy problem: zabieg musi
                      być wykonany, ale widzę, jak bardzo ją przeraża. Więc wspólnie poszukamy jego
                      rozwiązania. Sposób wyczytany dawno temu w "Jak mówić, aby dzieci słuchały...".
                      Ale jak tak sobie wymyślałyśmy, to podprowadzałam ją bardziej w kierunku
                      przyczyn jej lęku. W tej technice trzeba pisać wszystkie swoje i dziecka
                      pomysły, nawet te najbardziej bezsensowne i absudalne (czasem warto takie
                      wymyślić dla rozluźnienia atmosfery). Ku mojemu zdziwieniu moje dziecko nie bało
                      się bólu. Martwiło ją znieczulenie w zastrzyku (ślad urazu z dzieciństwa), to,
                      że będzie lecieć krew i chciała, aby siedzieć mamie na kolanach (od dawna tego u
                      dentysty nie robiła). Potem zapisała sobie pytania o te trzy rzeczy na kartce
                      (bo pierwszoklasistka umie pisać czytelniej od mamy wink ), weszłyśmy do gabinetu
                      i moje dziecko zadało pytania pani doktor. Ta stanęła na wyskości zadania i
                      odpowiedziała jej poważnie i zręczniej niż ja bym potrafiła smile
                      Reszta wizyty przebiegła bez najmniejszych zakłóceń...

                      Wiem, że stanowczość w sprawach zdrowia dziecka jest ważna. Czasem jednak lęk
                      dziecka jest tak silny, że sama stanowczość nie załatwi sprawy, a może tylko ją
                      pogorszyć. I czasem niestety wymaga to czasu. I dużej pomysłowości rodziców.
                      Sposób sprawdzony na ośmiolatce zupełnie nie sprawdził się u czterolatka. Tam,
                      gdzie w grę wchodzą lęki dziecka, nie da się tak prosto poprzestać na
                      stanowczości. Podobnie jak nie skutkuje przekupstwo (przynajmniej na moich).

                      Pozdrawiam
                      Jola
                      • jola_ep Re: miesiączka-problem! 24.08.05, 18:17
                        > W tej technice trzeba pisać wszystkie swoje i dziecka
                        > pomysły, nawet te najbardziej bezsensowne i absudalne

                        Nie dopisałam. Potem wspólnie czyta się listę i wykreśla nietrafione i
                        absurdalne pomysły, czy też powody lęku. W oryginale chodzi o wspólne
                        odnalezienie rozwiązania problemu. Dziecko staje się partnerem, łatwiej mu wtedy
                        zaakceptować podjęte decyzje. Ja jednak raczej stosowałam ją, aby odkryć źródła
                        lęku dziecka i o nich porozmawiać.

                        Jola
                      • linka9 Re: miesiączka-problem! 24.08.05, 19:15
                        jola_ep napisała:

                        > Też mnie śmieszyły. Ale okazało się, że to najlepszy sposób, gdy mój
                        kilkuletni synek był tak nakręcony, że nic do niego nie trafiało. Z krzesłem na
                        pewno by nie wyszło, ale ciemny kącik (w korytarzu) z minimum bodźców i mamą w
                        pobliżu (poczucie bezpieczeństwa) niesamowicie się sprawdzał. Więc różnie to bywa.

                        Ależ oczywiście, sposób jest świetny, tylko nie do zastosowania przy każdym
                        dziecku.

                        >
                        > Wiem, że stanowczość w sprawach zdrowia dziecka jest ważna. Czasem jednak lęk
                        > dziecka jest tak silny, że sama stanowczość nie załatwi sprawy, a może tylko ją
                        > pogorszyć. I czasem niestety wymaga to czasu. I dużej pomysłowości rodziców.
                        > Sposób sprawdzony na ośmiolatce zupełnie nie sprawdził się u czterolatka. Tam,
                        > gdzie w grę wchodzą lęki dziecka, nie da się tak prosto poprzestać na
                        > stanowczości. Podobnie jak nie skutkuje przekupstwo (przynajmniej na moich).

                        Podpisuję się pod tym i ja.
                      • roman.gawron Re: miesiączka-problem! 24.08.05, 20:44
                        jola_ep napisała:

                        > Potem zapisała sobie pytania o te trzy rzeczy na kartce (bo pierwszoklasistka
                        > umie pisać czytelniej od mamy wink ), weszłyśmy do gabinetu i moje dziecko
                        > zadało pytania pani doktor.

                        Fajnesmile
        • kasiapfk Re: miesiączka-problem! 24.08.05, 17:14
          PRzecież są lekarzeo specjalnosci ginekolog dziecięcy. Co rpawda w samej
          stokycy niedawno było tylko 4, ale zawsze można spróbować.
          Nie rozumiem co znaczy,że 12-latka nie pójdzie do lekarza bo nie chce!
          W tym wieku, to rodzice są ODPOWIEDZIALNI za zdrowie dziecka. Ono nie ma
          jeszcze nawet częsciowej zdolnosci do czynnosci prawnych.

          Moim zdaniem zdrowie (i ewnetualna anemia- utrata sporej ilości krwi w krótkim
          czasie, a być może krwiak w macicy) jest najważniejsze.
          • verdana Re: miesiączka-problem! 24.08.05, 17:30
            A jak technicznie wyobrazasz sobie poddanie badaniu ginekologicznemu opierającą
            się nastolatkę? Siłą - tzn. dwie osoby trzymają za rozwarte nogi, a trzecia
            bada? Przecież, jak już pisałam, to ma wszelkie znamiona gwałtu.
            • babe007 Re: miesiączka-problem! 25.08.05, 09:22
              Z tego co czytałam to dzieci bada się "per rectum" (co do przyjemnych nie
              należy)

              Naszła mnie jeszcze jedna myśl (jeżeli absurdalna, to błagam nie linczujcie
              mnie wink ). Może nasza oporna nastolatka była, hmmm, "niegrzeczna" (13-latki
              szczególnie w tych czasach potrafią być niezwykle "dojrzałe" i "wyedukowane" w
              pewnych sprawach)i poprostu boi się, ze podczas badania u lekarza sprawa się
              wyda i będzie chryja?
            • kasiapfk Re: miesiączka-problem! 03.09.05, 09:48
              Vaerdana, nie rośmieszaj mnie.
              Po pierwsze 12 latka to nie maleństwo, które NIC nie rozumie! Myślę,że pomysł z
              ginem mamy ( o ile nie jest to mężczyzna, którego może wsydzić się dziewczynka)
              jest b.dobry. Poza tym jeśli po zrobieniu analityki krwi, moczu byłyby
              zalecenia badania ginek. (niekoniecznie przecież klasycznego! istnieją usg wink
              przez powłoki brzuszne)to zaryzykowałaby LEKKIE środki uspokajające (przepisane
              oczywiście przez lekarza!) i wtedy zawiozłą na wizyte opisując co się będzie
              działo.
              Ja myślę,że tu problem może być też w kwestii zaufania dziecka do mamy.
    • kasia_piet Re: miesiączka-problem! 02.09.05, 18:16
      Nie wiem, jaka jest Twoja corka. W przypadku mojej corki, najpierw poszlabym do
      swojego ginekologa i porozmawiala. Liczylabym na niestresujace badania (krew,
      USG), i te wykonalabym w pierwszej kolejnosci. Jezeli po tym zaistnialaby
      koniecznosc poddania sie badaniu na fotelu gin. - najpierw wzielabym corke do
      swojego gin. na rozmowe - jesli chcialaby to w mojej obecnosci, jesli nie - to
      sama. Jesli koniecznosc bad. bylaby bezwzgledna - ja tez bylabym bezwzgledna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka