Witam wszystkich, będzie znowu o Emilce

lat 8, uczennica 2 klasy. Przypomnę
że wraz z grupą osób pomagamy patologicznej, wielodzietnej rodzinie m.in. ja
uczę dwójkę dzieci w domu gdyż mają problemy z opanowywaniem matriału, uczę
Pawełka który powtarza zerówkę i Emilkę która jest zgodnie z wiekiem w 2 klasie.
Słuchajcie pisałam już to ale teraz po prostu miarka sie przebrała i w srodę
będziemy mieli spotkanie: wychowawczyni, ja, tata dzieci i pani pedagog.
Krótko mówiąc mamy zastrzeżenia poważne co do sposobu oceniania dziecka przez
nauczycielkę. Jak sie matka dowiedziała na wywiadówce: "dziecko nie umie
pisać, czytać, liczyć w wystarczajćym zakresie, ma same złe oceny z wyjątkiem
religii i muzyki, ale najgorsze to że kilka razy w tygodniu starsza siostra
odrabia za Emilkę lekcje ponieważ ma je zrobione bezbłednie a to znak że nie
ona robiła".
Super, tylko że chodzi o lekcje odrabiane ze mną - A WYCHOWACZYNI DOSKONALE
WIE ZE JA POMAGAM EMILCE W LEKCJACH, gdyż sama jej o tym mówiłam, rozmawiałam
z nią i dawałam nawet swoją wizytówkę. Emila ma duze problemy, jest dzieckiem
bardzo zaniedbnanym, rozkojarzonym, ubogie słownictwo, zakres tzw. wiedzy
ogólnej na poziomie 4 lat, ogromne problemy z rozumieniem co czyta, z
zapamiętywaniem itd. Na mój wniosek miała badania psychologiczne i będzie
wynik w tym tygodniu. Według mnie ona jest na pograniczu upośledzenia umysłowego.
Ale dziecko pracuje ze mną 2 lub 3 razy w tyg cały semstr. Robi postępy choć
jest jedną z najgorszych w klasie. Jednak oceny za prace domowe - jedyne jakie
może zrobić bezbłednie ze mną - ma stawiane tylko wtedy gdy zrobi je źle! Gdy
są zrobione dobrze otrzymuje "spr". Ponadto pani złamała jej morale mówiąc
przy klasie że te karty pracy nie będa ocenianie gdyż są zrobione bez błedu i
siostra za nią zrobiła. A były zrobione ze mną, starannie, z dokładnym
tłumaczeniem dziecku - nie pozwalam pisac z błedami.
Przez cała 1 klasę i początek 2 klasy Emila dostawała uwagi że pisząc "nie
trzyma linii", pani zaocznie, nie wnikając w problem, stwierdziła ze dziecko
nie opanowało zasad które literki w jakiej linii pisać. Inne dzieci z podobym
problemem były zaopatrywane przez rodziców w zeszyty z kolorowymi liniami,
myśmy wpadli na to w 2 klasie dopiero i problem natychmiast zniknął. Okazało
się ze dziecko nie widziało linii a nie nie znało zasad. Wychowaczyni
doskonale wiedząc że Emila jest z patologicznej rodziny, że rodzice są
niewydolni wychowawczo, zamaist napisac w dzienniczku że są takie zeszyty, ze
można dziecku kupić, wolała przez rok walic jej uwagi do zeszytu.
Podobnie na początku roku pisała jej uwagi do dzienniczka że "nie ma
podręczników i sie nudzi na lekcji" zamiast ruszyc tyłek i skserowac jej pare
kartek w sekretariacie co robiły z powodzieniem wychowawczynie rodzenstwa
Emiliki, a wiadomo było ze mała dostanie podreczniki tylko sprawy stypendialne
i od sponsorów wloką się i nie zawsze można punktualnie sie wyrobić.
Emilka mówi o swojej pani "ona mnie nienawidzi i ja jej też nienawidzę". Dodam
ze dziecko jest lękliwe, nieśmiałe a nie z tych co ławkach szaleją i o ból
głowy przyprawiają nauczycieli. Wychowawczyni Emilki także nie skierowała jej
przez rok na badania psychologiczne ale wszystkie jej trudnosci przypisała
lenistwu, złośliwości itd.
Tak więc, jak usłyszałam jeszcze że prac domowych robionych dobrze nie będzie
oceniać, choć wie że ja uczę dziecko, szlag mnie trafił i zadzwoniłam do pedagog.
Ja dziecka nie wybielam, sa pewne dorbiazgi w których nauczycielka ma rację i
ją przyznaję. Poradźcie mi jednak czego można wymagać od takiej wychowawczyni,
ona cały czas mnie unika, nigdy nie miała czasu aby porozmawiać dłuzej o
dziecku (w przeciewienstwie do pani Pawełka z którą mam wyśmienity kontakt).
Jaka może być współpraca czy powinna wychowawczyni z opiekunem dziecka który
pomaga mu w nauce, czego sie domagać... czy od razu ządac zmiany klasy? nie
wiem, nie chcę wojny! chcę pomóc Emilce i zaprotestować przeciwko krzywdzeniu
jej takze w szkole...