Dodaj do ulubionych

szkoła...

20.02.06, 14:13
moje dziecko w przyszłym roku dopiero idzie do zerówki, i to w przedszkolu,
ale ....w zeszłym tyg. rozmawiałam przy herbacie z dwiema mamami i tak zeszło
na tematy szkolne (obie pracują w szkole, w tym jedna jest pedagogiem
specjalnym czy prowadzącym i pracuje m. in w szole integracyjnej, ale nie
tylko). Do tej pory włosy mi stoją dęba!!! to co one opowiadają co się
dzieje w szkołach, już podstawowych, to tylko w tył zwrot i wiaaaaać!
chamstwo, okrucieństwo, totalny brak wychowania, przyśpieszona, edukacja
seksualna dla wszystkich, niekiedy narkotyki... no, ale dziecko do szkoły
(chyba?!) pójść musi, w dodatku ani finansowo ani logistycznie nie mam szans
na prywatną czy oddaloną od domu...
- czy naprawdę w większości państwowych szkół jest tak źle? a może w
prywatnych nie jest lepiej??? do jakiej szkoły posłac dziecko???
- szukam informacji o szkołach podstawowych w warszawie - śródmieście i
bliska tzw. stara ochota, w szczególności o SP nr 23 na Reja ...
pozdrawiam, całkiem zbulwesrsowana alex
Obserwuj wątek
    • verdana Re: szkoła... 20.02.06, 14:33
      Nie jest tak źle.
      Z racji bycia pedagogiem, do Twojej znajomej dochodza tylko wieści o łobuzach,
      problemach i klęskach pedagogicznych.
      W szkole zawsze było tak sobie. Przeczytaj dzieło Kiplinga sprzed dobrego
      wieku "Stalky i spółka". Opisuje klasyczną falę, znęcanie się starszych uczniów
      nad młodszymi. Tele, ze kiedyś było to po prostu akceptowane i stanowiło
      element przyzwoitego wychowania ...
      W pierwszych klasach narkotyków jeszcze nie ma. Jesli chodzi o edukację
      seksualna, to rówieśnicy od zarania dziejów opowiadali sobie jak i co. Nie
      pozostaje nic innego, jak ich zastąpić i porządnie uświadomić dziecko przed
      pójściem do szkoły.
    • judytak Re: szkoła... 20.02.06, 15:12
      nic takiego strasznego nie zauważyłam
      mam obecnie jedno dziecko w piątej klasie, drugie w pierwszej
      szkoła - klasyczny państwowy moloch na warszawskim osiedlu

      pozdrawiam
      Judyta
      • mag-ia1 Re: szkoła... 20.02.06, 15:30
        moj syn szczęśliwie doszedł do V klasy w państwowej szkole w w-wie i nie uległ
        zepsuciu chociaz dzieci bywaja rozne.Proponuje zachować spokoj i nie słuchać Pań
        pracujących w szkole,naprawdę nie jest tak żle i da się przeżyć.Moje dziecko
        bylo wrażliwe,spokojne i pogodne i poki co nic tego nie zniszczyło.
    • ardzuna Re: szkoła... 20.02.06, 16:52
      Ja mam dziecko w pierwszej klasie w warszawskiej szkole. Jest ok.
      • nchyb Re: szkoła... 20.02.06, 17:03
        ja mam w 5-tej i ani ja, ani on nie narzekamy. Nauczyciele przesadnie głośno
        również nie... smile

        To jest tak, zebrała się pedagog z nauczycielką - wypominają wsyzstko co złe
        uczniom, możnaby sadzić, że nie masz już nadziei dla naszego potomstwa. Gdyby
        zebrały się mamuśki dzieci z klasy krzykliwej nauczycielki, możnaby sądzić, że
        już bez kija do nauczyciela nie podchodź...

        Niejest bardzo źle i nie jest idealnie. Od lat tak jużjest... A przeciez my
        jakoś te szkoły pokończyliśmy i nasi rodzice i nasze dzieci i wnuki pewnie
        teżje pokończą, w większości pbez większyn ran duchowych i cielesnych... smile
        • alex05012000 Re: szkoła... 21.02.06, 10:43
          dziękuję za wypowiedzi, ale jakoś ciężko mi podzielić wasz optymizm... za moich
          czasów szkoła była całkiem inna, no a przynajmniej sporo inna, nauczyciele
          mieli respekt, rodzice bardziej zwracali uwagę na wychowanie, nie było
          BigBrotherów itp....nikomu nie przychodziło do głowy pyskować nauczycielce, a
          dzieci nie całowały sie na szkolnych korytarzach...
          ktoś napisał, że radą na niechciane uświadamianie dziecka przez inne jest
          zrobienie tego samemu przed posłaniem go do szkoły.. hmmm tylko, że ja nie mam
          ochoty robić 7-latce wykładu z anatomii i seksuologii tylko dlatego że i tak
          jej życzliwi koledzy opowiedzą kilka miesięcy później... uważam te tematy za
          zupełnie zbędne do wieku nastoletniego...
          akurat trafiłyśmy na bardzo dobre przedszkole z wyjatkowo zgraną grupą dzieci z
          w miarę jednorodnego środowiska, na poziomie, no i wspaniałe przedszkolanki,
          dzieci są grzeczne, zdyscypliowane, nie słyszałam aby ktokolwiek przeklinał ...
          może dlatego moje obawy przed szkołą są tak duże, bo wiadomo, zę można trafić
          lepsza lub gorszą klasę.... a czasami wystarcza jeden łobuz, aby skutecznie
          zatruć atmosferę...
          • triss_merigold6 Re: szkoła... 21.02.06, 11:02
            Co Ty za bzdury piszesz? Kiedy ta szkoła była inna? Przed II wojną światową?
            Dziecko należy uświadomic wtedy kiedy informacje o anatomii i fizjologii
            przyjmuje jako coś naturalnego i neutralnego. Mając 5 lat tak samo przyjmie
            informację, że woda morska jest słona bo zawiera sól jak informację skąd się
            biorą dzieci i jak dochodzi do zapłodnienia.
            • agatka_s Re: szkoła... 21.02.06, 11:32
              Szczerze to obawiam sie ze z tak negatywnym podejsciem (i w sumie uprzedzeniami
              bez podstaw !)zarowno do instytucji szkoly jak i do dzieci w ogole, mozecie
              miec spore problemy...

              Twoja pociecha jeszcze nie rozpoczela edukacji a ty juz wiesz co ja tam czeka:
              rozpasanie seksualne (swoja droga ja tam o tym skad sie biora dzieci
              rozmawialam juz w wieku 5 lat, taki sam temat jak kazdy inny, nie istnieja
              tematy "nieodpowiednie", jest tylko kwestia jak rozmawiac aby dziecko
              zrozumialo na danym etapie wiekowym), rozwydrzenie ogolnie sodoma i gomora na
              ktora wspolczesna szkola nie umie zareagowac...najlepiej od szkoly trzymac sie
              z daleka, zamknac w 4 scianach i chronic przed tym oblepiajacym zlem...(sorry
              ale tak obrazowo to zobaczylam po twojej wypowiedzi)

              Wybacz ale przypomina to wszystko raczej wlasnie kawiarniane pogaduchy niezbyt
              zrealizowanych "pedagogow" niz rzeczywiste, troskliwe i odpowiedzialne
              podejscie do edukacji i wychowania dziecka.

              Po pierwsze taki obraz szkoly to poprostu bzdura ! tak jak nie ma rzeczy
              idealnych, tak samo nie ma zjawisk tak totalnie i jednoznacznie zlych.

              Wspolczesna szkola ma wiele wad, ale bez przesady nie jest to takie miejsce jak
              opisujesz. Dzieci sa tam poki co bezpieczne i zadna krzywda ani ze strony
              kolegow ani nauczycieli ich tam raczej nie spotka (chyba ze maja wyjatkowego
              pecha i np trafia na nauczycielke mowiaca ze Kolumb byl polskim uczonym...)


              Moj syn przeszedl 3 szkoly na przestrzeni 4 lat (akurat tak sie zlozylo) i w
              zadnej z tych szkol nie zaobserwowalam zjawisk o ktorych piszesz, a wrecz
              odwrotnie-jestem bardzo wdzieczna pedagogom ktorych spotkalalismy, bo uwazam ze
              zrobili wiele dobrego. Do dzis wysylam kartki na swieta z podziekowaniami, bo
              szczerze jestem im wdzieczna !

              Kolegow wszedzie syn ma/mial naprawde super ! Nie sa to aniolki. Potrafia i
              wybic szybe i uzyc slowa na k.. i krecic i dostac paly 3 razy z rzedu no ale
              bez przesady, komu z nas takie rzeczy sie nie zdarzaly (jak sie nie zdarzaly,
              to rzeczywiscie moze byc niepokojace). W koncu szkola to nie Akademia ku czci,
              tu sa dzieci a nie cyborgi.

              Ja od poczatku bylam nastawiona na wspolprace ze szkola, "ciagniecie wozka w
              jedna strone",

              Jestem tez otwarta na rozne dzieci bo na tym polega zycie. To syn musi nauczyc
              sie wybierac kto jest wart przyjazni a kto nie, komu warto zaufac. Ja tego za
              niego nie zrobie.

              Nigdy z gory nie zakladalam ze w klasie syna sa potwory czyhajace na jego
              niewinnosc a nauczyciele to slepi i glusi sadysci...Po co ? Jak sa to i tak
              moje nastawienie nic nie da (wtedy lepiej od razu szukac nowej szkoly), ale
              jest 99,9% szansy ze nie sa i poprostu lepiej tak myslec

              Tak nie wolno ! Zastanow sie czy nie zaczynasz robic krzywdy swemu dziecku,
              zanim jeszcze przekroczyl prog szkoly....
              • alex05012000 Re: do triss i agatki 21.02.06, 13:21
                Trisss napisała: Co Ty za bzdury piszesz? Kiedy ta szkoła była inna? Przed II
                wojną światową?
                Dziecko należy uświadomic wtedy kiedy informacje o anatomii i fizjologii
                przyjmuje jako coś naturalnego i neutralnego. Mając 5 lat tak samo przyjmie
                informację, że woda morska jest słona bo zawiera sól jak informację skąd się
                biorą dzieci i jak dochodzi do zapłodnienia.
                - po pierwsze dlaczego od razu bzdury? ja mam takie a nie inne doświadczenia...
                poza tym zostałam źle zrozumiana! nie chodzi mi o uświadamianie typu skąd sie
                biorą dzieci, bo to moje dziecko wie, na swoim poziomie, ale tyle wie ile
                chciało wiedzieć!!! i przekazane przeze mnie, tylko o pewne zachowania (np. 7
                letnia dziewczynka dobierająca się do kolegi w szkolnej stołówce i rozpinająca
                mu suwak w spodniach....) i opowieści (po oglądaniu bigbrothera lub nagraniu
                rodziców na kasecie w sytuacjach niedwuznacznych, są takie przypadki, kasetę
                przyniosło dziecko do szkoły...),
                agatko,
                ja nie mam negatywnego podejścia, tylko mam obawy, na tle tego co wszyscy
                naokoło mówią!
                Twoja pociecha jeszcze nie rozpoczela edukacji a ty juz wiesz co ja tam czeka -
                nie wiem! ja tylko, zauważ pytam, czy wszystkie szkoły są tak samo złe!!!
                pytam!, ze znakiem zapytania...
                "Nigdy z gory nie zakladalam ze w klasie syna sa potwory czyhajace na jego
                > niewinnosc a nauczyciele to slepi i glusi sadysci..." - ja też nie!!! ja
                tylko wyrażam obawy, chciałabym jak najlepiej dla swojego dziecka, chciałabym
                aby chodziło do szkoły, która wpłynie na nai jak najmniej negatywnie... i
                napewno nie robię krzywdy swojemu dziecku! ale z tego co widzę nie ma miejsca
                dla osób nieco bardziej konserwatywnie podchodzących do życia... żałuję, że
                rozpoczęłam tę dyskusję...

          • nchyb Re: szkoła... 21.02.06, 11:56
            > dziękuję za wypowiedzi, ale jakoś ciężko mi podzielić wasz optymizm... za
            moich
            >
            > czasów szkoła była całkiem inna, no a przynajmniej sporo inna,

            Alex, a tak z ciekawości zapytam - a kiedy to była taka inna? Bo ja zaczynałam
            kariere szkolną ok. 30 lat temu i dużo lepiej nie było...
            A Twoja szkoła kiedy się więc zaczęła?

            > zrobienie tego samemu przed posłaniem go do szkoły.. hmmm tylko, że ja nie
            > mam ochoty robić 7-latce wykładu z anatomii i seksuologii tylko dlatego że i
            > tak jej życzliwi koledzy opowiedzą kilka miesięcy później... uważam te tematy
            > za zupełnie zbędne do wieku nastoletniego...
            Swoje zdanie na ten temat wyraziłam w tym watku:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=36657&w=36889176&a=36966545
            ale w skrócie powtórzę:
            (...)mój młodszy syn, 5-latek wie np. doskonale skąd się
            bioorą dzieci. Oczywiście jest to przedstawione w sposób przystępny dla
            przedszkolaka i o technikach rodem z Kamasutry jeszcze się nie wspomina.
            Ale starszy, obecnie prawie 12-latek wie już od kilku lat po co kobiety np.
            używają tampony.

            Tyle, że nie była to jedna konkretna rozmowa, w której całość zagadnień z
            dziedziny seksu wyłożona na ławę, ale stopniowo, w ciągu lat oswajał się z ta
            wiedzą...

            > .. uważam te tematy za
            > zupełnie zbędne do wieku nastoletniego...
            Ty może i uważasz za zbytecznie, nastolatki, i dzieci młodsze zresztą też - za
            zbyteczne ich nie uważają. Jak nie usłyszy córka od Ciebie, dowie się od
            koleżanek, ale na pewno nie w takiej formie jak Ty byś cciała. W dodatku dowie
            się, że inne kolezanki wiedziały to od swoich rodziców, a na Ciebie nie było co
            liczyć...

            > dzieci są grzeczne, zdyscypliowane, nie słyszałam aby ktokolwiek
            przeklinał ...
            Na lekcji wizytacyjnej w szkole też nie usłyszysz. A siedziałaś z dziećmi po 8
            godzin w przedszkolu? Spędzałaś z nimi cały czas podczas spacerów, wyjść poza
            przedszkole, przy zabawie itp? Chyba troszeczkę idealizujesz przedszkole, a
            semonizujesz przyszłą szkołę...

            Jak to napisała Agatka, jeszcze Twoja córa nie jest w szkole, ale Ty już wiesz,
            że będzie źle...

            I teraz Cię zmartwię, nawet gdybyś poszukała możliwości kredytu i zapisania
            córrki do prywatnej szkoły - nie żadnej pewności, że trafi dobrze. Bo zawsze
            może trafić się tu taki uczeń, ktorego w porzadnej publicznej szkole nie
            chcieli...

            Przy okazji dobra rada. Może słuchac opinni wyłącznie zmartwinych, być może
            sfrustrowanych nauczycielek, które widocznie jakieś kłopoty mają, pogadaj ze
            znajomymi, które mają dzieci w szkole? I te dzieci wracają z tych szkół całe i
            żywe, a w dodatku bez ciąży i bez kuratora...
            Naprawdę, takich dzieci jest większość i w tych publicznych szkołach...
            • alex05012000 Re: szkoła...do nchyb 21.02.06, 13:29
              nchyb napisała:
              > > dziękuję za wypowiedzi, ale jakoś ciężko mi podzielić wasz optymizm... za
              > moich czasów szkoła była całkiem inna, no a przynajmniej sporo inna,
              > Alex, a tak z ciekawości zapytam - a kiedy to była taka inna? Bo ja
              zaczynałam kariere szkolną ok. 30 lat temu i dużo lepiej nie było...
              > A Twoja szkoła kiedy się więc zaczęła? - w 1972 roku...
              >
              > > zrobienie tego samemu przed posłaniem go do szkoły.. hmmm tylko, że ja ni
              > e mam ochoty robić 7-latce wykładu z anatomii i seksuologii tylko dlatego ż
              > e i tak jej życzliwi koledzy opowiedzą kilka miesięcy później... uważam te te
              > maty za zupełnie zbędne do wieku nastoletniego...
              > ...)mój młodszy syn, 5-latek wie np. doskonale skąd się
              > bioorą dzieci. Oczywiście jest to przedstawione w sposób przystępny dla
              > przedszkolaka i o technikach rodem z Kamasutry jeszcze się nie wspomina.
              > - moja córka też wie skąd się biorą dzieci, nie o to mi chodziło!!!
              > .. uważam te tematy za zupełnie zbędne do wieku nastoletniego...
              > Ty może i uważasz za zbytecznie, nastolatki, i dzieci młodsze zresztą też -
              za zbyteczne ich nie uważają. - a może nie wszystkie???
              Jak nie usłyszy córka od Ciebie, dowie się od koleżanek, ale na pewno nie w
              takiej formie jak Ty byś cciała. W dodatku dowie się, że inne kolezanki
              wiedziały to od swoich rodziców, a na Ciebie nie
              było co liczyć... już o tym napisałam, nie o to mi chodzi...
              >
              > > dzieci są grzeczne, zdyscypliowane, nie słyszałam aby ktokolwiek
              > przeklinał ...
              > Na lekcji wizytacyjnej w szkole też nie usłyszysz. A siedziałaś z dziećmi po
              8 godzin w przedszkolu? Spędzałaś z nimi cały czas podczas spacerów, wyjść poza
              > przedszkole, przy zabawie itp? Chyba troszeczkę idealizujesz przedszkole, a
              > semonizujesz przyszłą szkołę...
              > - akurat trafiłam na bardzo, bardzo dobre i wyjątkową grupę, same panie to
              podkreślają wielokroć...
              > Jak to napisała Agatka, jeszcze Twoja córa nie jest w szkole, ale Ty już
              wiesz,że będzie źle... - powtarzam, nie wiem! po prostu się zastanawiam!
              pytam!... moze jestem staroświecka, ale korzystać z szarych komórek potrafię
              pozdrawiam - alex
              • verdana Re: szkoła...do nchyb 21.02.06, 13:35
                Wiesz, opowieści Twoich kolezanek o szkole przypominają mi opowieści, jakie
                snują doswiadczone matki do kolezanki w ciąży - o tym, jakim horrorem jest
                poród, jakie to okropne, ile znajomych urodziło martwe dziecko, a ile
                niedotlenione, komu pękła macica, a kto tylko został pozszywany 48 szwami.
                Nie przeczę - to wszystko się zdarza. Ale bardzo rzadko. Zazwyczaj żadnego
                horroru nie ma.
                Podobnie w szkole wszystko się moze zdarzyć - i mogło tak samo w XIX wieku jak
                i teraz. Jak czytałam podreczniki dla XIX wiecznych szkół, to wydaje się nawet,
                ze kiedyś było gorzej. Stałe bójki, z wybijaniem oka włącznie, poniżanie
                nauczycieli, ostracyzm - nic nowego pod słońcem.
                Przestań się martwić. 99,999% siedmiolatek nie molestuje kolegów.
                • nchyb Re: szkoła... 21.02.06, 13:53
                  Oj Verdano, jak tak piszesz o tych dawnych szkołach, zaraz przypomina mi się
                  Twoja opowieść z jednego z pamiętników o tej grzecznej, dobrze wychowanej
                  młodzieży (czy to nie było aby w dwudziestoleciu międzywojennym, czy
                  wcześniej?), która przed wyjazdem na zimowisko odkręcając krany dla zabawy
                  zrujnowała całkowicie internat... smile
                  A taka była z nich porządna grupa...

                  Wracając do tematu - Alex, czyli Ty zaczęlaś o 5 lat wczesniej podstawówkę niż
                  ja, to nie tak wiele, niemożliwe, by tak przez te 5 lat popsuło się, raczej
                  było podobnie.

                  Verdana ma rację z tym porównaniem do opowieści o porodach.
                  Nie jest aż tak źle, jak te znajome Ci nauczycielkoi opowiadają. Zwróć uwage na
                  codzienne wiadomości w TV: mordy, gwałty, wojny i katastrofy. Możnaby sądzić,
                  że koniec świata już się zaczął. Ale dookoła ludzie żyją, w większości radośnie
                  i spokojnie, nawet jeżeli na chleb nie zawsze starcza. A dlaczego TV tyle
                  podaje o źle? Bo to jest bardziej medialne. Lepiej się sprzedaje, jest bardziej
                  atrakcyjne w opowieściachitp. I podobnie jest z opowieściami Twoich koleżanek...

                  Pozdrawiam
                  • verdana Re: szkoła... 21.02.06, 13:56
                    A tak, tak. Internat (szkoła katolicka, porządna, dla chłopcow z dobrych domów)
                    po prostu runął.
                • agatka_s Re: szkoła...do nchyb 21.02.06, 13:55
                  verdana napisała:

                  > Wiesz, opowieści Twoich kolezanek o szkole przypominają mi opowieści, jakie
                  > snują doswiadczone matki do kolezanki w ciąży - o tym, jakim horrorem jest
                  > poród, jakie to okropne, ile znajomych urodziło martwe dziecko, a ile
                  > niedotlenione, komu pękła macica, a kto tylko został pozszywany 48 szwami.
                  > Nie przeczę - to wszystko się zdarza. Ale bardzo rzadko. Zazwyczaj żadnego
                  > horroru nie ma.
                  > Podobnie w szkole wszystko się moze zdarzyć - i mogło tak samo w XIX wieku
                  jak
                  > i teraz. Jak czytałam podreczniki dla XIX wiecznych szkół, to wydaje się
                  nawet,
                  >
                  > ze kiedyś było gorzej. Stałe bójki, z wybijaniem oka włącznie, poniżanie
                  > nauczycieli, ostracyzm - nic nowego pod słońcem.
                  > Przestań się martwić. 99,999% siedmiolatek nie molestuje kolegów.


                  a poza tym te wszystkie rzeczy moga sie wydarzyc i w innych niz szkola
                  miejscach: na basenie (bron boze niech dzieciak nie plywa !), na lekcjach
                  jezyka w szkole jezykowej (niech sie nie uczy zadnego jezyka!), w chorze (O
                  Boze to dopiero sodoma !!!!), na obozie (nie puszczac, zywy nie wroci !!!), w
                  klubie sportowym, na zebraniu ministrantow kosciele (no coz ja sporo sprosnych
                  dowcipow poznawalam wlasnie na lekcjach religii, bo ksiadz byl nudny i
                  przygluchy...), a jak na imieninach u cioci spotka starsze kuzynostwo ??? a nie
                  daj boze beda miec Bravo girl przy sobie ???? (koniec imprez rodzinnych !!!!)
                  itd itd itd-lepiej od razu zamowic karetke...


                  Przepraszam ze tak sobie drwie, ale tak mi sie wesolo zrobilo, bo czasem miewam
                  wrazenie ze to ja jestem przewrazliwiona i przewiduje juz wszystkie najgorsze
                  ewentualnosci...ale okzuje sie ze mozna jeszcze dokladniej

                  Pozdrawiam i zycze wiecej optymizmu i wiary w szkole, inne dzieci a przede
                  wszystkim we wlasne dziecko (bo dzieci wbrew pozorom nie sa takie glupie aby
                  tak od razu dac sie zeprawowac czy dac sobie zrobic wode z mozgu.)

                  szczerze zyczliwie pozdrawiam

    • cruella Re: szkoła... 21.02.06, 16:44
      Alex...no co Tysmile)))
      Moje w zwykłej, szarej podstawówce jakoś radę sobie dają i dawały. Trafiłaś na
      wyjątkowo przeczulone osobysmile
      Edukacja seksualna nie odbiega od normy, nawet w najlepszej szkole są orły w tej
      tematyce chcące zabłysnąć czymś wśród kolegów i koleżanek (przecież nie zabłysną
      wczasami za wielką wodą czy też nowymi ciuszkami, tu żartuję oczywiściesmile.
      Narkotyki są wszędzie, w cuda nie wierz (choć twoją latorośl nie powinno to
      dotyczyć przez najbliższe...kilka latsmile)
      Totalny brak wychowania??? To, ze zapłacę kilka tysięcy za naukę syna nie
      oznacza, że jest dobrze wychowanysmile))

      Pozdrawiamsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka