Dodaj do ulubionych

Bolesna bezradność

03.05.06, 23:14
Kilka postów niżej przeczytałam o podobnym problemie, choć w nieco innym
kontekście.
Moja siedmioletnia córka ma straszny problem z podejmowaniem
decyzji.Ostatnio (zresztą nie pierwszy raz) wejście na jakiekolwiek gumy,
trampoliny do skakania urosło dla niej do rozmiaru katastrofy (to tak przy
okazji długiego weekendu, podczas którego wystawiono dla dzieci takie
dobrodziejstwa-dla mnie koszmar).Bardzo by chciała bawić się jak inne dzieci,
chętnie leci na plac zabaw pełna planów i nadziei, ale w końcu tak się boi,
waha, że nie jest w stanie tego zrobić. Jest już duża, więc rozumie, że jej
strach jest irracjonalny, widzi dużo młodsze dzieci pysznie się
bawiące,skaczące, trudno ją w sumie odciągnąć od tych wszystkich atrakcji.
Stoi i patrzy i cierpi. Zachęcam ją, proszę, tłumaczę, wszystko na nic. Potem
bardzo rozpacza, pyta, dlaczego ona się taka urodziła, mówi, że wolałaby nie
żyć, wręcz, że mogła umrzeć, kiedy się urodziła. To się powtarza przy różnych
okazjach - to niezdecydowanie pomieszane ze strachem. Moje dziecko cierpi, bo
jest według niego jest inne. Co mam jej powiedzieć? Poza słowami akceptacji
oczywiście, które jak najbardziej padają...
Obserwuj wątek
    • miltonia77 Re: Bolesna bezradność 04.05.06, 07:18
      A Twoja coreczka boi sie innych dzieci czy podejmowania aktywnosci fizycznych?
      Bo to dwie rozne sprawy i rozne sa tego przyczyny.
      • sunraise Re: Bolesna bezradność 04.05.06, 07:24
        Dzieci absolutnie nie. Ona boi się nowych wyzwań, tzn. boi się lub nie umie
        podjąć decyzji o skorzystaniu z czegoś. Z jednej strony bardzo by chciała, z
        drugiej ma silne hamulce.Takie miotanie, ale w końcu hamulce zwyciężają, a ona
        ma poczucie strasznej klęski. I inności. Wczoraj odeszła z tego placu zabaw z
        jakimiś skoczniami, pontonami, gumami do skakania (nie pierwszy raz) z
        poczuciem totalnej porażki.
        • olamka1 Zróbcie tak: 04.05.06, 08:17
          Niech na taki plac zabaw NIGDY nie "leci" sama lub TYLKO z Wami, z rodzicami smile
          Bo co wtedy następuję: staje SAMA przed NOWYM problemem, bo raczej NIE liczy,
          że Ty z nią wskoczysz na te atrakcje smile Myślę, ze BARDZO może pomóc zjawienie
          się tam RAZEM z koleżanką. Typu zapraszasz do domu jakąś jej dobrą koleżankę i
          RAZEM niech tam idą. Wtedy twoja córeczka niejako automatycznie "zapomni" aż o
          takim strachu. Bo po prostu RAZEM z koleżanką poskaczą tu i tam smile. NIE będzie
          momentu potrzeby podjęcia aż DECYZJI gdzie najpierw ma iść i czy w ogóle się
          zdecydować... . Dwoje dzieci działa NATYCHMIAST bardziej spontanicznie.
          Wypróbuj. Plus nawzajem się stymulują. Jak te dwie panny pobiegnął razem np. na
          zamek do skakania to jestem pewna, że u twojej córeczki w mniejszym stopniu
          wystąpią jakiekolwiek strachy... POWODZENIA! Aha - i lepiej, żeby była tam z
          JEDNĄ kolezanką. DWIE mogą niestety zbudowac jakby "front" przeciwko niej na
          zasadzie "Eeeeeeeeee... ty się boisz a my nie..." JEDNA blizka koleżanka będzie
          super pomocą smile
          • sunraise Re: Zróbcie tak: 04.05.06, 14:20
            Dziękuję bardzo za odpowiedź.
            Ależ ja tego próbowałam. Koleżanka bawi się w najlepsze, a moje dziecko stoi
            załamanesad Z jeszcze większym poczuciem porażki. Serce pęka.
            • olamka1 A jak to się zaczęło??? 04.05.06, 14:40
              Czy jako mała dzidzia nigdy nie chodziła na plac zabaw???
              No, w wieku od roczku powiedzmy? Mam na myśli oczywiście te zwykłe place zabaw,
              przydomowe, ze zwykłymi huśtawkami itp. Wtedy już też tak się wszystkiego bała
              czy może nie chodziliście tam i nie miała możliwości się oswoić??? Bo jeśli
              dziecko od małego wspina się aktywnie to niejako później takie bardziej
              rozbudowane parki atrakcji nie wywołują już aż takich emocji... smile
              Myślę, ze może spróbujcie chodzić najpierw na rzeczy mniejszego kalibru i nie
              aż z taką ilością potencjalnych WYBORÓW... . Np. do Mc Donaldisa na JEDNĄ
              zjeżdżalnię... albo na JEDEN zamek do skakania a NIE tam gdzie jest tego DUŻO i
              trzeba podejmowac DECYZJĘ na co najpierw... . Plus... moze też ... olać ten
              PROBLEM. Serio. Często rozdmuchiwanie go, wałkowanie z dzieckiem wszystko TYLKO
              pogarsza... wpędza w większy koszmar. NIE przedłużajcie stania i gapienia się
              jej na bawiące dzieci. To TYLKO pogłębia stres i poczucie własnej
              bezwartości... itp. Ja bym bardziej wzruszała ramionami i kwitowała , że "nie
              chcesz... o rany... to nie. W takim razie idziemy na loda. Moze w drodze
              powrotnej trochę poskaczesz..." I już. To stanie i patrzenie jak inne dzieci
              się bawią ma coś z niezdrowego masochizmu... smile... raczej trzeba to skracać. Bo
              nic nie daje, córka Ci się tylko bardziej pogrąża w niewierze we własne siły.
              Wiesz co mi się wydaje... że jej to po prostu... PRZEJDZIE. Najlepiej
              bagatelizuj problem... wtedy POKONANIE go nie będzie się wydawało aż tak
              NIEOSIĄGALNE smile
              • mamusia1999 Re: A jak to się zaczęło??? 04.05.06, 17:31
                tez bym olala ten PROBLEM, zeby nie urosl. poza tym ze stanie i medytowanie
                poglebia lek, uczucie porazki itd. to trzeba wziac pod uwage, ze dzieci
                PODSWIADOMIE uwielbiaja zwracac na siebie ztaroskana uwage rodzicow.

                a ze lek sie - pierwotnie niejako - pojawil? od 5 roku zycia jezdzilam na
                nartach az furczalo. ale mniej wiecej w 8 roku zycia jakos zdalam sobie dosc
                nagle sprawe z niebezpieczenstwa i na dlugi czas wrocilam do pluga. pewnie taki
                efekt dojrzewania.
                moja corka ledwo chodzila i wskakiwala do basenu nie ogladajac sie czy ktos ja
                zlapie. w 4 roku zycia zrobila odznake "juz plywam". a jako 6latka na treningu
                przestala wskakiwac do wody. trenerka (zna ten efekt, sporo dzieci go ma) po
                prostu bez komentarza pozwala jej sie zeslizgiwac z brzegu. minelo jakies 9
                miesiecy i Mloda zaczela skakac na glowke i z 3metrowej wiezy. teraz (7 lat)
                przymierza sie do 5m.
                nie unikajcie tych atrakcji, niech beda w zasiegu ale namwiac tez nie warto.
                • sunraise Re: A jak to się zaczęło??? 04.05.06, 19:28
                  Bardzo dziękuję za wsparcie Olamko i Mamusiu1999smile
                  Może to i racja - przeczekać problem. Fakt stanie i patrzenie potęguje problem.
                  Ale ona tak ciągnie na te "atrakcje" z nadzieją i zapałem, że sobie poskacze,
                  wejdzie, spróbuje i nic. Mówi: mamo ja chcę, ale nie mogę.
                  Denerwuje się, rozpacza.
                  Gdy się widzi inne dzieci, odważne i beztroskie, człowiek zastanawia się, co
                  robi nie tak,że ma takie zahamowane dziecko. No i te słowa o śmiercisad
                  Moja mała niczego sobie nie kupi, nawet głupiego lizaka w sklepiku, załatwiają
                  to za nią koleżanki, nie odzywa się do dorosłych (niedawno dopiero zaczęła
                  odzywać się do pani w zerówce), do sąsiadów, którzy ją znają od urodzenia i
                  zagadują, do swojej pani doktor itp.
                  Nie wiem, czy ją prostować czy nie. Intuicja mi podpowiada, by nie nalegać, ale
                  córka jest już duża, ma 7 lat, idzie do szkoły, a jej nazwijmy to nieśmiałość
                  jest baaardzo duża. Może za bardzo ją usprawiedliwiam? Może powinnam nalegać?
                  Być bardziej bezwzględna? Gubię się chwilami...
                  • mamusia1999 Re: A jak to się zaczęło??? 04.05.06, 23:37
                    jesli jestes pewna ze dziecko nie przezylo jakiejs traumy (no niby ma nas
                    zastanawiac nagla bojazliwosc etc.) to nie daj sie wciagac w przepychanki. z
                    wielu powodow.
                    rodzice musza byc troche okrutni, zeby dziecko pozostawione samo z problemem do
                    niego uroslo, przekonalo sie o wlasnej sile.
                    dzieci podswiadomie pragna skupic na sobie uwage, nawet jesli ma ona
                    zabarwienie negatywne.
                    no i chca wygrywac z doroslymi (to jak najbardziej zdrowe samo w sobie), wiec
                    jak ty namawiasz to ono "nie"
                    jak pislam wyzej przychodzi moment, ze dzieciak pojmuje, ze moze mu sie cos
                    stac, bo MAMATATA nie jest wszechmocna, szczegolnie na odleglosc. potrzeba
                    pewnie czasu zanim przekona sie, ze moze tez samo na siebie uwazac. mysle, ze
                    to sa procesy podswiadome.
                    ja bym tam moja Mloda wyslala sama a ja bym czytala gdzies w poblizu ksiazke.
                    (daje ci slowo, ze jak kiedys po treningu KAZALAM jej wskoczyc do wody, bo sie
                    wkurzylam, to zrobila sie tragedia grecka w kilku odslonach). jak sobie nie
                    chce kupic lizaka, to niechze sobie nie kupuje (u nas tak bylo nawet z
                    lodami!!!), ty jej nie wyreczaj.
                    a apropos niesmialosci w kontaktach z doroslymi/silniejszymi - zobacz czy macie
                    gdzies w poblizu taka organizacje WSD pro child. oni maja fajne kursy. teraz
                    Mloda az sie wyrywa do sklepu.
                    • olamka1 Dokładnie :) 05.05.06, 08:31
                      Też czasem jestem ... "OKRUTNA"
                      Pewnie sama popełniam masę błędów, bo moze jestem NIERÓWNA, raz moją Małą (5,5
                      roku) wyręczam, drugi raz OSTRO każę samej coś zrobić... sad Ale generalnie
                      myślę, że aż jakiś wielkich szkód psychicznych jej NIE czynię, gdy czasem ostro
                      wkroczę w te jej strachy i wahania i "zmuszę" to tego czy owego smile Bo jednym
                      ciachnięciem przecinam cały łańcuch OBAW które rozdmuchiwane zaczynają
                      przyjmować niebotyczne rozmiary...
                      Np.
                      Basen i "rura" zjeżdżalnia
                      Moja Sarah widzę ma PRZEOGROMNĄ ochotę zjechać, ale się boi. Stoimy w kolejce.
                      Sarah aż pali się do zjazdu, opowiada jak to będzie, czy będę ją mocno trzymała
                      0 jedziemy RAZEM itp. Zadaje tysiąc pytań czy tam jest ciemno, czy głeboka woda
                      na końcu... czy ktoś w nas nie wbije... . W końcu nasza kolej. Możemy już
                      usiąść i czekać na zielone światełko. Ona ... rejteruje. NIE CHCE... cofa się
                      do tyłu, wygina, usta w podkówkę, nie chce... . Co zrobiłam. A łup ją na ręce,
                      siłą posadziłam i odepchnęłam się i jedziemy... . Trzymam ją mocno i śmieję
                      się. Chlup do wody. Wynurzamy się. Sarah ma minę niezbyt wyraźną. Pytam:
                      Jedziemy jeszcze raz? Kiwa poważnie głową, przejęta i DUMNA, ze ZJECHAŁYŚMY...
                      Wiem... wiem... wiem...
                      Mogło być inaczej.
                      Mogła poczuć się GORZEJ, że ją zmussiłam!!!
                      Ale... ja WIEM, że sto razy gorsza dla niej byłaby KLĘSKA, że się WYCOFAŁA. Że
                      inni jadą , że nas minęła kolejka, że NIE wyszło... , DECYZJĘ podjęłam JA, ale
                      w ten sposób problem jednym ciachnięciem został ROZWIĄZANY. Wiem, ze nie zawsze
                      jest to takie proste. NIE zawze też jest dobrym rozwiązaniem. Ale czasami ...
                      to najlepsza droga... bez bla bla bla...bez rozstrząsania... ciup i już smile
                      • agatka_s Re: Dokładnie :) 05.05.06, 09:20
                        o samym problemie nic nie powiem, bo jest mi to zjawisko totalnie obce...

                        Chce Was tylko pocieszyc, ze moze byc i w druga strone. ja mam chlopca ktory
                        przed niczym nigdy nie mial i nadal nie ma zadnych zachamowan, i zawsze jest
                        pierwszy do wszelkich dzialan. Dzis jest juz OK bo ma 12 lat, i troche rozumu
                        (ale tylko troche),ale jako kilkulatek, bylo to naprawde czasem az
                        niebezpieczne-zero strachu, zero zachamowan, wszedzie i z kazdym i na kazdy
                        temat....

                        No coz taki jest i juz. Jemu jest z tym latwiej (zero stresow, czy problemow),
                        ale ja sie troche namartwilam bo nigdy nie wiadomo jak jego smialosc i wrecz
                        wyrywanie sie do roznych "atrakcji" moglo sie skonczyc.


                        Ja mysle sobie ze dzieci sa rozne i tak to jest. Tez tak przedstawialabym to
                        corce. Wlasnie ze dzieci sa rozne, jedne takie, inne -takie. Powiedzialabym
                        ze jestem szczesliwa ze jest taka ostrozna, bo nie martwie sie itp, a ze z
                        czasem ta niesmialosc jej przejdzie. Raczej nie robilabym problemu, aby tego
                        problemuy nie wyolbrzymiac. (to tak jak z niejadkami)

                        Pozdrawiam
                        • agatka_s Re: Dokładnie :) 05.05.06, 09:23
                          ZAHAMOWAN-oczywiscie

                          przepraszam cos mnie za(c)hamowalo przed ortografia !!!!!
    • puniaa Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 11:28
      Wrzuć w google hasło : mutyzm i zobacz, czy problem Twojej córki nie jest powiązany z tym zjawiskiem. Znam podobne "nie mówiące" i wycofane dziecko i terapia bardzo mu pomogła.

    • judytak Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 19:38
      a kup ty jej trampolinę do domu, niech sobie poskacze, może się czegoś trzywać,
      nikt jej nie zobaczy...
      są takie okrągłe, średnicy jakieś 80 cm

      pozdrawiam
      Judyta
      • agatka_s Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 20:11
        judytak napisała:

        > a kup ty jej trampolinę do domu, niech sobie poskacze, może się czegoś
        trzywać,
        >
        > nikt jej nie zobaczy...
        > są takie okrągłe, średnicy jakieś 80 cm
        >


        a gdzie sa ? ja zawsze marzylam o czyms takim. Czy one dorosla babe (nie za
        gruba, ale wysoka) wytrzymaja ?
        > pozdrawiam
        > Judyta
        • sunraise Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 21:01
          Właśnie wróciłam z pracy i zajrzałam na forum. Bardzo dziękuję za
          zainteresowaniesmile
          Naprawdę chwilami nie wiem, co robić.
          Fakt, być może popełniam błąd, że wyręczam moje dziecko, ale zawsze mi się
          wydawało, że ważne dla kazdego berbecia jest poczucie akceptacji przez
          rodziców, akceptowania go takim, jakim jest (oczywiscie nie mówię tu o jakichś
          wynaturzeniach). To babcia wytrząsała się nad nią, że nie kłania się sąsiadom.
          Ja dałam sobie spokój, gdy jako pięciolatka powiedziała mi: Mamo, ja wiem, że
          powinnam powiedzieć dzień dobry, ale nie mogę, po prostu nie mogę.
          Co mogę zrobić, gdy moje dziecko nikomu się nie przedstawia, nie chwali, ile ma
          latek, nie recytuje wierszyków, nie pcha się nikomu na kolanka, nie prosi o
          nic, nie nawiązuje szczebiotliwej konwersacji, nic, nic, nic... Kocham je
          takie, jakie jest i nie dokładam kompleksów kazaniami.
          Czy rzeczywiście popełniam błąd? Czy powinnam TAKIE dziecko nakłaniać i wrzucać
          na głęboką wodę? Czy rozpocząć radykalny proces uspołeczniania? Ale jak?
    • zonaniezona1 Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 21:00
      Nieśmiałość Zimbardo - może tam znajdziesz jakieś rady.
      Jedno jest pewne ,..idz za dzieckiem ..a niepobuj zmienic je na siłę .

      ...są rózne dzieci
      • sunraise Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 21:02
        Dziękuję za ten tytuł. Nasze posty poszły w tej samej chwili smile
        • zonaniezona1 Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 21:13

          Z tego co widać .. ty tez masz problem z akceptacją dziecka...bo wyobrażasz
          sobie ,ze powinno być inne....
          Może kiedyś zrobi krok w kierunku przekroczenia swoich barier...ale tylko
          wtedy , gdy uwierzy w swoję siły i kompetencje. Niechich je nabiera w drobnych
          rzeczach... Mniej krytyki , więcej wsparcie... ( to także powinno stać się
          celem babć !) I bez wyszydzania zaswstydzania dziecka ...- ( ja tutaj nie
          mówię o tobe...czasem robią to babcie dziadkowie ... )
          Co do strofowania....
          Ja do tej pory mam problem z podaniem ręki pierwsza facetowi ...bo
          pamietam ...te teksty mamy ...nie podawaj rę ki dorosłemu smile) a jak facet ma
          lat 40 to jest dorosły smile)))
          • zonaniezona1 Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 21:30
            A i jescze jedno...jak się urodziło moje dziecko ...to zastanawiałam się czy
            na pewno jest wszystko ok...dzieci mojej siostry płakały po nocach, zaczynały
            chodzic jak miały 7 miesięcy ...Takie były ..
            Mój synek spał po 12 h w nocy , w wózeczku wógóle nie płakał i nie podnosił sam
            głowiki ..do 4 miesiaca życia. Pani neurolog - jak poszłam do niej - zrobiła
            badanie..uśmiechnęla się i powiedziała ...Ale śliczny leniuszek . jemu się po
            prostu nie chce. Proszę znależc metode ,zeby czymś się zainteresował . I
            zainteresował się moimi włosami smile))) to do nich podniosł glowkę ... (a nie
            reagowął na śliczne zabawki...)
            • sunraise Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 21:41
              KOcham moje dziecko takim jakie jest. Bez szemrania. Jeśli widzę jakieś
              problemy z jego zachowaniem, to tylko przez pryzmat tego, jak może to wpłynąć
              na córki funkcjonowanie.
              Chciałabym, by była szczęśliwa, by nie przeżywała chwil bezradności w
              codziennym normalnym życiu, np. gdy sąsiad student mówi do niej od lat "cześć",
              a ona autentycznie spłoszona wlazłaby w mysią dziurę, a co najmniej ominęła go
              szerokim łukiem.
              W tym kontekscie pytam, czy ją na siłę uspołeczniać? (Wszystko mi mówi, by nie,
              by nie truć, ale może się mylę.)
              • zonaniezona1 Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 21:55
                przeczytaj książkę ...
                smile
                absolutnie się nie mylisz... ,na siłę to raczej nie...ale uspołecznić sie
                da... smile spokojnie z czasem .... smile
                • sunraise Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 22:03
                  Dziękuję za słowa otuchy smile
              • agatka_s Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 22:01
                mysle ze i tak nie zmienisz...

                Ja jak juz pisalam nie spotkalam sie z taka niesmialoscia, wiec moze bzdury
                powiem, ale wydaje mi sie ze tak wrazliwe i malo pewne siebie dziecko trzeba
                wspierac. Dawac do zrozumienia ze jest OK tak jak jest, mowic ze jest wielu
                ludzi ktorzy maja takie problemy. Bo to jest prawda. Sa ludzie dla ktorych to
                co innym nie sprawia zadnej trudnosci, stanowi wyzwanie porownywalne conajmniej
                do wystapienia na Gali Oskarow (no wlasnie tak sobie pomyslalam jakbym tam
                miala wystapic, brrr i pewnie twoja corka czuje cos takiego).

                Ja bym sie skupila raczej na tym zeby ona tak nie przezywala ze taka
                jest "inna", bo kurcze nie jest. Wydaje mi sie ze jako mama powinnas skupic
                sie aby twoje dziecko zaakceptowalo siebie, a mysle ze nie ma wlasnie jak
                rozmawianie. I oswajanie tej przypadlosci, nie aby ja wyeliminowac, tylko
                oswoic, nauczyc sie z nia funkcjonowac.

                Ale z drugiej strony tez nie ma co robic zbyt duzego problemu. Mysle ze jak
                czsem sobie zazartujesz z jej niesmialosci, albo przejdziesz nad tym do
                porzadku dziennego, to takie "lekkie" potraktowanie sprawi, ze ta niesmialosc
                stanie sie czyms takim jak piegi, czyms na co w pewnym momencie sie zwraca
                uwage, potem sie do tego przyzwyczaja, az w koncu nie wyobraza sie siebie bez
                nich...

                Moze gadam glupoty, ale tak jakos to czuje istynktownie (caly czas sobie te
                Oskary wyobrazam...).

                Generalnie Glowa do Gory (a trampolina w domu to niezly pomysl..)
                • sunraise Re: Bolesna bezradność 05.05.06, 22:08
                  Dziękuję bardzo, Agatko. Bardzosmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka