sunraise
03.05.06, 23:14
Kilka postów niżej przeczytałam o podobnym problemie, choć w nieco innym
kontekście.
Moja siedmioletnia córka ma straszny problem z podejmowaniem
decyzji.Ostatnio (zresztą nie pierwszy raz) wejście na jakiekolwiek gumy,
trampoliny do skakania urosło dla niej do rozmiaru katastrofy (to tak przy
okazji długiego weekendu, podczas którego wystawiono dla dzieci takie
dobrodziejstwa-dla mnie koszmar).Bardzo by chciała bawić się jak inne dzieci,
chętnie leci na plac zabaw pełna planów i nadziei, ale w końcu tak się boi,
waha, że nie jest w stanie tego zrobić. Jest już duża, więc rozumie, że jej
strach jest irracjonalny, widzi dużo młodsze dzieci pysznie się
bawiące,skaczące, trudno ją w sumie odciągnąć od tych wszystkich atrakcji.
Stoi i patrzy i cierpi. Zachęcam ją, proszę, tłumaczę, wszystko na nic. Potem
bardzo rozpacza, pyta, dlaczego ona się taka urodziła, mówi, że wolałaby nie
żyć, wręcz, że mogła umrzeć, kiedy się urodziła. To się powtarza przy różnych
okazjach - to niezdecydowanie pomieszane ze strachem. Moje dziecko cierpi, bo
jest według niego jest inne. Co mam jej powiedzieć? Poza słowami akceptacji
oczywiście, które jak najbardziej padają...