Gość: Iza
IP: *.introl.pl
15.01.03, 10:13
Wczoraj szliśmy z mężem i naszą córą do domu. Było już ciemno, osiedlowa
uliczka, dochodząca do osiedlowej drogi, z dwóch stron żywopłot. Właśnie
mijaliśmy jakąś mamę, która stała przy wózku i coś poprawiała przy małej
dzidzi, patrzę a 3-4 metry dalej drugi szkrab może 2 może 2,5 letni idzie
prosto na ulicę, a zza żywopłotu przebłyskują światła samochodu, zdążyłam
krzyknąć do męża łap go, ale mąż już był przy maluchu, kierowca jechał na
szczęście wolno i też zrobił skręt kierownicą! Mąż tylko podprowadził
szkraba do jego mamy mówiąc, że on by tak nie ryzykował, na co mama
szarpnęła malucha i zaczęła na niego wrzeszczeć (dosłownie).
Niecały miesiąc wcześniej mieliśmy inny przypadek, my jechaliśmy samochodem,
kiedy na ulicę, wprost pod nasze koła, wepchnęła się pani z wózkiem.
Przejście z sygnalizacją było 2 metry dalej, ale czerwone dla pieszych, więc
po cóż było podejść i czekać jak można na skróty. Jechaliśmy wolno i mimo
bardzo śliskiej drogi wyhamowaliśmy, ale kiedyś ta osoba może nie mieć tyle
szczęścia.
Ja wiem, że większość tutejszych mam uważa na swoje Skarby, ale może ten
wątek trafi to do tych kilku mam które nie biorą pod uwagę, że malucha
trzeba mieć na oku cały czas (wczorajsze zdarzenie), albo, że auta też nie
można zatrzymać od razu (mimo zahowania odpowiedniej prędkości, droga
hamowania zawsze wynosi ileś tam metrów, już nie mówiąc o tym, jak jeżdżą
niektórzy kierowcy).