alinawk
13.06.06, 09:20
Wczoraj poszłam na spacer ze swoją trzyletnią córką i synem. Mała jechała na
wózku.Mijaliśmy po drodze przystanek MPK, na którym siedział jakiś
chłopak.Kiedy przechodziliśmy obok niego zaczął się nam tak dziwnie
przypatrywać.Odeszliśmy kawałek dalej i nagle usłyszałam za sobą jakieś
wrzaski.Jednocześnie syn zaczął mówić, żebym cos zrobiła i nie pozwoliła go
wyzywać.Nie wiedziałam o co chodzi, nie rozumiałam co tamten z tyłu
wykrzykuje.W końcu wyciągnęłam od syna że tamten chłopak z przystanku chodzi
do jego szkoły rok wyżej, powiedział też co to były za wyzwiska, juz
wczesniej chłopcy w szkole go tak przezywali.Nie wiedziałam co zrobić, czy
wrócić na przystanek czy zignorować to zdarzenie. Szczerze się przyznam, że
sie boję takich nastoletnich g..niarzy.Powiedziałam synowi że musi sobie sam
jakoś radzić, ja przecież nie będę chodzić z nim do szkoły , ma juz prawie
dwanaście lat i niebawem pójdzie do szóstej klasy.Jezeli tamten będzie go
wyzywał, ma odpłacić mu tym samym.
Teraz siedzę i myślę czy dobrze zrobiłam.Może powinnam jednak zawrócić i
spróbowac się rozprawić z tamtym gnojkiem.W końcu jestem matką i powinnam
bronic swego dziecka.Tylko co by to dało? Jeszcze by się z niego wyśmiewali w
szkole że mamusia musi go bronić.Mimo to jestem wściekła na siebie i czuję
się jak ostatnia ofiara losu.
Nienawidzę tych rozwydrzonych g...niarzy!!!