pielegniarka111
11.07.06, 11:35
Wczorajszy wieczór..Godz 20..pilnuję małej dziewczynki, gdyż mama nagle
pojechała do szpitala..poroniła..tak bardzo sięcieszyła z drugiego
dzecka..Jest mi tak smutno..Godz 21.Dzwoni mój 16 letni syn.Jego kolega a syn
mojej przyjaciółki nagle przestał oddychać.Jest u nich pogotowie.Godz.22.30
wracam do domu, pędzę gdyż widzę , że karetka stoi nadal.Na klatce kilkoro
sąsiadów, płaczą...Wbiegam tam..to nie ciekawość..bez względu na wszystko
muszę być z NIą.Modlimy się obydwie..od 1,5 godz trwa reanimacja.Wreszczie
serduszko zaczyna bić.Nadzieja matka głupich pojawia się..Odwożą GO na
sygnale.Wierzymy, że w szpitalu zacznie oddychać.Nie mogę spać..Godz. 24.30
dzwonek do drzwi...Jego brat płacze i mówi , że Marcin nie żyje........
DLACZEGO?????????DLACZEGO????????????Każda z nas mogła być dziś na miejscu Tej
Matki.W wyliczance o życie ze wszystkich chłopców którzy wczoraj grali w piłkę
na boisku, padło na jej DZIECKO..DLACZEGO????????
W poniedziałek Marcin miałby 18-ste urodziny..nie mogę się
pozbierać...rozsypałam się totalnie...