POradźcie, bo ręce mi opadają

(
Mój 12-letni, do tej pory rozsądny syn, "zafascynował" się przeklinaniem.
Słownictwo rodem z brukowca, aż uszy więdną. Zdaję sobie sprawę, że oni tak
wszyscy mówią w swoim gronie, a nawet jestem tego pewna, bo parę razy udało
mi się podejśc niepostrzeżenie do grupki chłopaków z naszej klasy. Ale mnie
to brzydzi, odrzuca i NIE CHCĘ, żeby moje dziecko tak mówiło ! A do tego oni
tymi najgorszymi przekleństwami wyzywają siebie ! No i niestety, mój syn,
który łatwo okazuje emocje, przoduje w tym

(
Jak do niego dotrzeć ?? Jak mu wytłumaczyć, że to NIE jest oznaka i dowód
dorosłości ? Jak wyjaśnić, że jego reakcja tylko podkręca kolegów i powoduje
większą złośliwość ? Stosować kary (jakie ?), zakazy (jakie?) czy nagrody (za
opanowanie) ? I jak to skontrolować ??
Na razie, za wczorajszą "akcję", ustaliłam szlaban na TV i zagroziłam zakazem
chodzenia na zbiórki harcerskie (tym ostatnim się przejął). Ale co dalej ?
Beata
PS. Dodam, że w domu NIE posługujemy się słownictwem, którego tak chętnie
używa mój syn; czasem komuś z dorosłych wyrwie się coś w stylu cholery, ale
to raczej w odniesieniu do sytuacji, a nie konkretnej osoby.