Dodaj do ulubionych

chrzest a teściowie-ratunku

IP: *.chello.pl 28.05.03, 12:45
Wątek ten powraca już po raz tysięczny - niechybny to znak, że nie ja jedna
borykam się z tym problemem. Jestem osobą wierzącą (mój mąż - jak to się
teraz mówi "wierzący(?)-niepraktykujący - ja tego nie rozumiem chociaż z
grubsza chodzi o to, że kiedyś "przypisano go" do kościoła kat. i on ten fakt
jedynie milcząco akceptuje)i mierzi mnie odwlekanie w nieskończoność chrztu
mojego syna (mój mąż wogóle nie widzi potrzeby chrztu; w zasadzie jest mu
wszystko jedno więc powiedział, że jeśli mi na tym zależy to on nie będzie
przeciwny). Piszę o tym, by łatwiej "wprowadzić" Was w zagadnienie pt.
TEŚCIOWIE. Stosunek mojego męża do koscioła( religii) w duzej mierze wynika z
tego, że u nich w domu wszelkie święta i uroczystości religijne były
traktowane wyłącznie "na pokaz" (I TO JAKI!!!!w myśl zasady "zastaw się a
postaw się") i nie miało to nic wspólnego z jakąś głębszą refleksją ... Dla
mnie chrzest jest zaproszeniem do pewnej wspólnoty, deklaracją, że w życiu
chce się kierować DOBREM i MIŁOŚCIĄ wobec innych, ma znaczenie religijne
właśnie. I tu zaczyna się problem. Wyobrażam sobie to jako b.skromną
uroczystość, bez żadnych tam becików w szparagusie i innych dupereli;
chętnie - podczas codziennej nie - niedzielnej mszy (organizacyjnie do
zrobienia - jako że rodzice moi i mężą mieszkają w Gnieźnie i wszyscy
emeryci); z księdzem, który jest dla mnie wzorem uczciwości i autentycznej
miłości drugiego człowieka (rzadkość co?). Problem w tym, że jest on
proboszczem maleńskiej parafii na obrzeżu, w dość niereprezentacyjnej
zaaranżowanej na prędce kaplicy. A potem ew. fajny obiad dla najbliższej
rodziny i chrzestnych, ew.z dobrym winem do dań na ciepło. I tu zaczyna się
problem nr 1. Moi Teściowie wyobrażaja sobie chrzciny jako: a)niebotyczną
ilość "drogich zagranicznych" samochodów, które podjeżdżają pod okna bloku
tak aby wszyscy sąsiedzi widzieli; (dzień wcześniej - koniecznie e same
samochody również pod ten blok muszą nawieść miliony skrzynek z jedzeniem i
piciem i piwem TAK ŻEBY WW SĄSIEDZI...), chrzest powinien być w katedrze
(udzielany co najmniej przez 4 biskupów) i najlepiej w południe, w tle 10
fotografów i 7 kamerzystów, tak aby po powrocie WSZYSCY SĄSIEDZI WIDZIELI I
WIEDZIELI ... a impreza huczna niczym wesele oczywiście z alkoholem.(i tu
rozbieżnosć A)Albo w najdroższym lokalu w mieście - żeby "przebić kogoś z
rodziny", no ale wtedy nie widzą sąsiedzi więc moze w domu, ale na 1000 osób
i 17 dań ciepłych). Po drugie: w mojej rodzinie tradycją jest że chrześni są
małżeństwem - jako że u nas "poproszenie" kogoś o podawanie dziecka do chrztu
oznacza pełne zaufanie i zawiera przekaz, ze "w razie czego..." to właśnie te
osoby mogą przejąć opiekę nad naszym dzieckiem, są dodatkową "rodziną
zastępczą". Moi chrześni od zawsze intensywnie uczestniczyli w moim życiu,
pamietali (z wzajemnością) o moich rocznicach, towarzyszyli mi w trudnych i
miłych momentach życia. U mojego męża prosi się 1 osobę ze strony rodziny
żony i jedną - ze strony męża. Z tego co zdążyłam zauważyć, żadna z
tamtejszych chrzestnych (również ta mojego męża) wogóle nie pamięta o tym
fakcie (byłam kiedyś przy dyskusji Teściów dot. mojego męża i jej siostry: "A
Asi chrzestną to jest Mirka; co Ty Janek i Zosia, Mirka to Adasia chrzestna;
nie Adasia podawała Monika, Mirka to .... itp.) - tam nikt nie pamieta o
urodzinach imieninach i w zasadzie to gest bez znaczenia. Czuję, że przyjęcie
modelu nr 2, zgodnego z moimi tradycjami wywoła "burzę" - co ciekawsze NIE
DLATEGO, że zostanie ugodzona ich tradycja (bo takowej nie ma, to bez
znaczenia), ale będzie to kolejny przyczynek do dyskusji "bo Wy uznajecie
tamtą rodzinę bardziej niz naszą itp itd.... większość wie o czym mowa). Po
trzecie wybraliśmy już chrzestnych - moją siostrę cioteczną i jej męża, z
którymi jesteśmy bardzo emocjonalnie zżyci i których właśnie chcemy w ten
szczególny sposób wyróżnić. Sęk w tym że mój mąż ma siostrę i obawiamy się że
tu wybuchnie największa bomba. Nie, zeby się garnęła do naszego dziecka,
nie .... na całe 7 miesięcy widziała go słownie 2 razy (na własną prośbę, bo
na ogół wybywa jak my się pojawiamy) - ale ... TO NIE WYPADA !!!!!!!!
Niestety, od lat nasze kontakty są nieco dziwne wiec trudno tu nagle udawać
że to ta jedna jedyna osoba, wymarzona chrzestna dla Kacpra itp itd. Wiedząc
jaką burzę wywoła to wszystko odwlekamy decyzję w nieskończoność. Na codzień
mieszkamy w Poznaniu i fakt - możemy zrobić chrzciny tutaj i zaprosić do nas
rodziców z obu stron i urządzić to wszystko na naszych warunkach; problem
jednak w tym, że nie mamy dobrych warunków lokalowych i byłyby kłopoty z
noclegiem (w Gnieźnie zarówno moi rodzice jak i teściowie mają obszerne
domy). Czy moglibyście doradzić mi sposób, w jaki możnaby było
możliwie "bezkolizyjnie" załatwić tę sprawę? Serdecznie pozdrawiam. Emilia i
Kacper
Obserwuj wątek
    • Gość: Misia Re: chrzest a teściowie-ratunku IP: *.dip.t-dialin.net 28.05.03, 13:04
      Emilko! Bezkolizyjnie zalatwic sie sprawy nie da,bo albo Tesciowie sie obraza,
      ze Wy probujecie po swojemu,albo Ty bedziesz musiala sie podporzadkowac i tez
      nie bedziesz szczesliwa. Ja na Twoim miejscu przyparlabym troche meza do muru i
      poprosila go o konkretne zdanie i dzialanie w tej sprawie.Okolicznosci chrztu
      wlasnego dziecka nie powinny mu byc raczej obojetne. A jesli juz taka z niego
      letnia wodawink)),to pewno bardziej mu odpowiada Twoja wyciszona i godna wersja
      tej uroczystosci,niech wiec Cie zacznie bronic przed dzikimi pomyslami
      Tesciowej. I niech broni Waszego zdania jak lew! Dzieciom zawsze lepiej i
      latwiej jest dogadac sie z rodzicami,niz synowym z tesciamismile!
      Pozdrawiam serdecznie i cieplo!
      Misia
      PS: po to sie ma meza,aby na nim w trudnych chwilach i w obliczu
      niezdecydowania polegac! Powodzenia!
      A swoja droga macie piekne imiona, Ty i Twoj synek!
    • Gość: Kasia Re: chrzest a teściowie-ratunku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.03, 13:06
      Wydaje mi się, że bezkolizyjnie to raczej się nie da. Cóż ważne jest to co Wy
      tak naprawdę ustalicie. Jeśli Twój mąż nie ma nic przeciwko to teściowie muszą
      pogodzić się z Waszymi warunkami. Oni swoje dzieci już ochrzcili i wychowali,
      teraz kolej na Was
    • Gość: Doki Re: chrzest a teściowie-ratunku IP: 80.200.246.* 28.05.03, 13:19
      No i znowu wychodzi na to samo: z rodzina najlepiej
      wychodzi sie na zdjeciu.
      Ja tez mysle, ze bezkolizyjnie sie nie da. Najlepsze,
      choc klopotliwe, rozwiazanie jest, moim zdaniem, takie:
      bierzesz na siebie CALY wyjatek organizacyjny chrzcin.
      Maz moze pomoc, choc bedziesz musiala wyznaczyc mu
      konkretne i nie za trudne zadania, a potem rozliczyc z
      wykonania. Organizujesz wszystko od A do Z sama, a
      nastepnie powiadamiasz rodziny o terminie i formie
      uroczystosci, oczywiscie w formie serdecznego
      zaproszenia. Jesli to akceptuja, beda mile widziani.
      Jesli nie, to nie- baba z wozu...
    • Gość: astinger Re: chrzest a teściowie-ratunku IP: 213.231.15.* 28.05.03, 14:56
      Ja pierdykam!!!Współczuję serdecznie. Jakie to wspaniałe mieć normalnych
      rodziców i tesciów. My z powodu własnej przeszłości na chrzciny wybralismy
      kosciół protestancki. Chrzesnymi byli nasi bardzo blizcy znajomi, zadne
      powinowactwo krwi. Na obiedzie stawili się oprócz chrzesnych i ich drugich
      połówek - dziadkowie....i tyle. A efekt przeciez ten sam.
      Ja nie wiem czy ci twoi tesciowie i reszta przyległości nie pomylili
      przypadkiem chrztu twego dziecka z wodowaniem Titanica??..Zapytaj ich..
    • tintin Re: chrzest a teściowie-ratunku 28.05.03, 16:31
      Problem nie w chrzcie, teściach, czy wierze katolickiej. Problem niestety chyba
      w twoich relacjach z mężem. My też mamy zwarioiwanych teściów. Jedni uważają,
      że wszyscy księza to sodomici i wydrwigrosze, drudzy sądzą że kto nie Katolik
      to bandyta i nie Polak.
      My zaś jako niewierzący stwierdziliśmy że dziecko ochrzcimy, bo nie zaszkodzi a
      może pomoże smile) Była mała uroczystość w raczej szkaradnej kaplicy ale z
      przemiłym super księdzem, potem mały obiad dla rodziców chrzestnych i tyle.
      Rodzice i teściowie nie pojawili się z różnych powodów choc byli zaproszeni no
      i trudno.
      Ale po co to piszę? Bo ze wszystkim można sobie poradzić, jeśli ma się wsparcie
      żony/męża. Jeśli patrzy się na świat tak samo (wyobraz sobie że przecież
      mielibyśmy taki sam konflikt jak ty, gdyby któreś z nas wdało się w swoich
      rodziców).
      Nie przejmuj sie tesciami. Raczej niepokojące jest to, że tak różnicie się z
      mężem i nie wspieracie w tego typu sytuacjach. O tym warto z nim pogadać.
    • Gość: aleksandrynka Re: chrzest a teściowie-ratunku IP: 212.160.130.* 28.05.03, 18:30
      Wiesz co? Jeśli teściowie tak sobie wyobrażają chrzest, to niech sobie taki
      zrobią. SOBIE, niech sami się ochrzczą, z samochodami pod blokiem i tak dalej.
      A was niech zostawią w spokoju. LUDZIE!!! Przestańcie tak się układać do
      innych, każdy ma swoje życie, jest za nie odpowiedzialny, jak się komu nie
      podoba to jego sprawa. Ja tam ślubu brać teraz nie będę, choć mały w drodze.
      Babcia się krzywi, ale zapewniam - nie wzrusza mnie to na jotę. Nie podoba się
      = trudno, każdemu nie dogodzę. Tak samo Wy - nie macie chrzcinami zadowalać
      teściów, tylko dać wyraz zaufania do Boga, powierzyć mu dzieciątko, a maluchowi
      pokazać pierwszy stopień na drodze do życia w katolicyźmie. Mam nadzieję że w
      zdrowym, szczerym i godnym, a nie zakłamanym, jak większość, w tym i
      teściowie...
      Pozdrawiam!
    • niedzwiedziczka Re: chrzest a teściowie-ratunku 28.05.03, 19:26
      Droga Emilio! ZRÓBCIE TO PO SWOJEMU. I nie przejmujcie
      się tym, czy ktoś się obrazi, czy nie. Ja miałam trochę
      inną sytuację ale parę cech wspólnych by się znalazło.
      Mój brat ma dziecko starsze od mojego o 7 mies. Bratowa,
      która drwi sobie z wiary i Kościoła (no przecież jak idę
      do spowiedzi, to wcale nie żałuję - jej tekst)najpier
      zapytała: a ile trzeba dać księdzu? Stwierdziłam, że tyle
      na ile kogo stać, tak pewnie ze 100-200 zł. Jej okrzyk:
      -Aż tyle?! Po czym zrobiła chrzest w restauracji na 35
      osób. Ja miałam wziąć moją siostrę za chrzestną ale
      akurat się ob raziła, więc wzięłam kuzynkę - moją
      przyjaciółkę. No i siosrta o to też miała pretensje. A
      cały sens w tym, że to święto dziecka, a nie rodziców,
      teściów i kogo tam jeszcze. Dlatego zrób tak, jak masz
      ochotę: kaplica z fajnym księdzem, bez libacji. Powodzenia!
    • Gość: Ala Emilia skad w tobie tyle podlosci ? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.05.03, 21:28
      Oj Emilia ile w tobie nietolerancji i zadufania. Wszystko co twoje jest
      cudowne i pelne tresci. To co dotyczy meza rodziny i ich tradycji to zero i
      nic nie warte. Po cos ty wychodzila za maz za tego faceta skoro on pochodzi z
      takiego nic nie znaczacego smietnika duchowo-tradycyjnego? Piszesz ze tradycje
      twojej rodziny sa piekne, a tradycji rodziny meza to wcale nie ma(??????)Alez
      jak widac kazdy z was ma swoja tradycje, tylko ze ty nie masz najmniejszego
      SZACUNKU dla meza i jego rodziny.Wspolczuje gleboko twojemu mezowi i jego
      rodzinie. Siostra cioteczna ktora TY (a nie WY) wybralas na matke chestna ma
      byc blizsza niz rodzona siostra meza????? Dla ciebie napewno. Tylko tak sobie
      mysle, ze stwarzasz bardzo niezdrowe stosunki w swoim malzenstwie i nie zdziw
      sie jak pewnego dnia ta banka mydlana peknie. Bedziesz wowczas wypisywac tu na
      forum jaka ta rodzina meza brzydka i wszystkiemu winna. Nie ,to nie oni beda
      winni rozpadowi twojego malzenstwa ale ty i wylacznie ty sama. Ps. malzenstwa
      wcale nie sa takim dobrym pomyslem na rodzicow chrzestnych, bo potrafia sie
      rozpadac i wowczas dziecko nie ma zadnych chrzestnych. Wierz mi. To poroniony
      pomysl.
      • Gość: aleksandrynka Re: Emilia skad w tobie tyle podlosci ? IP: 212.160.130.* 28.05.03, 23:30
        Myślę, że jak skomentuję tą wypowiedź jej pierwszym zdaniem, zmieniając tylko
        imię, to będzie to wystarczajace, droga Alu, by powiedziec Ci, co myślę o
        podobnych moralitetach i osądach. Wstyd!
        • Gość: Ala Re: Emilia skad w tobie tyle podlosci ? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 29.05.03, 00:49
          Nie interesuje mnie twoja ocena mojej osoby, bo nic o mnie nie wiesz.Nie razi
          cie wcale podlosc i wrogie nastawienie autorki watku do wszystkiego co nie
          jej???? Widac ty jestes taka sama zaklamana zmora. Moze napisz cos na temat,
          albo o sobie zebysmy zrozumieli jaki jest twoj problem.
          • Gość: Ala Re: Emilia skad w tobie tyle podlosci ? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 29.05.03, 00:54
            Ps. Wlasnie przeczytalam twoj poprzedni post, no i wszystko jasne. Twoj
            katolicyzm jakis mocno wywrotowy, ale mniejsza o wiekszosc. Trzymaj sie zdrowo
            i dzidzia tez. Pozdrawiam.
            • Gość: Doki czy ktos moze mi wyjasnic? IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 29.05.03, 08:19
              Co to jest "wywrotowy katolicyzm"?
            • Gość: aleksandrynka Re: Emilia skad w tobie tyle podlosci ? IP: 212.160.130.* 29.05.03, 19:58
              Nie wiem, o jakim moim katolicyzmie mówisz, nie jestem katoliczką, po prostu
              zaakceptowałam zyciową drogę wybraną przez Emilię, równie dobrze mogła pisać o
              judaizmie. Ale widzę, że nie czytasz wyraźnie postów, więc mogłas się i tu
              pomylić. W moim komentarzu nie ma ani słowka oceniającego Ciebie, odniosłam się
              jedynie do Twojej wypowiedzi. Chyba jakieś ogromne kompleksy stoją za takimi
              atakami... Swoją drogą znamienne, że wszystko tak jednoznacznie negatywnie
              odczytujesz. Bardzo ciekawe skąd w Tobie tyle agresji, drapieżności... Nie ja
              się jednak powinnam nad tym zastanawiać, lecz Ty.

              p.s.
              A co Ty o mnie wiesz? Widzisz? To idzie w dwie strony! Ale ja już jestem w
              Twoich oczach zakłamaną zmorą. Ciekawe. Wiesz co? Daruj sobie. Bez odbioru.
    • Gość: Emilia Do Ali: sprostowanie IP: *.chello.pl 29.05.03, 09:39
      W zasadzie nie chciałam początkowo odpisywać na taki zjadliwy post, ale .... Oj
      Alu. Jak łatwo Ci osądzać .... a przecież prosiłam o poradę a nie ocenę. To co
      opisałam to tylko wyrywek rzeczywistości ... a reszta jest Ci nieznana, tym
      bardziej Twoje słowa są nietrafione. Nie uważam ze jestem podła, po prostu nie
      sądzę by pod pojęcie "tradycji" dało się podciągnąć "życie na pokaz", gradację
      ludzi wg marki samochodu czy wielkości mieszkania ... Nie sądzę że moje
      małżeństwo się rozleci, bo - i tu Cię może zdziwię - wydaje mi się, że jest ono
      alternatywą i ucieczką od tego, co mój mąż miał fundowane w domu (trauma na
      total). Zdziwi Cię też moze fakt, że gdyby nie ja kontakty mojego męża z
      rodzicami i siostrą byłyby już prawdopodobnie w skrajnym zaniku (tak było pod
      koniec studiów) - to ja (w sumie idiotka jakby nie patrzeć), w obawie o to, że
      mój mąż kiedyś mógłby to sobie wyrzucać do końca życia, inicjuję wyjazdy,
      tłumaczę mu, że sobotnio-niedzielny wyjazd do domu raz w miesiącu nie może być
      mniej ważny niż jego (jego słowa) spokojny week-end - nie ja również
      każdorazowo po wizycie u rodziców wypalam paczkę fajek (a mąż nie pali). Nie
      będę tu się rozwodziła nad złożonościa tych wszystkich relacji, bo nie to
      miejsce ale Ci ludzie są w stanie wykończyć i "wpędzić w poczucie mniejszości"
      każdego - wieczne porównywanie zarobków mojego męża do zarobków kuzynów,
      naszego samochodu do ich samochodów, mieszkania do mieszkań dzieci ich
      znajomych itp.itd. Widzisz Alu, my do wszystkiego, nawet naszego maleńkiego
      mieszkanka doszliśmy sami, zbierając na nie kilka ładnych lat .... I moim
      zdaniem nienormalne jest to, że ktoś, kto jest u nas po raz pierwszy zamiast
      powiedzieć coś sympatycznego, mówi (do Syna): no miło tu, miło .... Po czym za
      chwilę dodaje: Ciekawe jak mieszka Kasia ... Podobno sobie kupiła mieszkanie i
      ma taaaaaaaaaaaakie przestrzenie (i tu zaczyna się długa lista b.drogich
      sprzętów , które owa kasia zakupiła).... A potem jescze przykłady - domów willi
      które postawili inni znani równieśnicy - oczywiście wszystko zręcznie wplątane
      w oglądanie naszych 45 m. Wiesz, mnie to wali kalafiorem, bo pochodzę z
      nauczycielskiego domu, a moja rodzina zawsze mieszkała w 50 m wielkiej płyty,
      mogę jedynie patrzeć na to z uśmiechem, ale myślę, że mojemu mężowi bywa (ło)
      takich momentach bezgranicznie przykro, te wieczne deprecjonowanie jego
      osiągnięć życiowych, wyborów i faktu, ze skończył studia a nie np. założył
      parasole z piwem i dyskotekę i nie tłucze łatwej kasy.(Abstrahuję zupełnie od
      tego, że ja jestem od lat niewłaściwą osobą - no bo wiesz... gdyby ożenił się z
      laską z mieszkaniem w Wwie albo jakaś z zagranicy - A MÓGŁ !!!! - a tu tylko
      sąsiadka i koleżanka z 1 podwórka, od podstawówki .... ech). Kontakty mojego
      męża z siostrą są dość podobne - tzn. od kilku lat jest obrażona że się ożenił,
      i nie zajął się jej życiem. Cioteczna i rodzona piszesz... Dla mnie
      wyznacznikiem jest kontakt emocjonalny a nie stopień pokrewieństwa, w przypadku
      chrzestnych- również kontakt z dzieckiem, chęć z nim przebywania,
      uczestniczenia w jego życiu. To dla mnie najważniejsze względy. A Twój argument
      o rozpadających się małżeństwach - cóż wybierz takie, które się nie rozpadnie ,
      bo jest zbudowane na solidnych fundamentach wink Nie będę się nad tym rozwodzić,
      bo to temat rzeka. Niestety, nie widzę powodu (zwłaszcza że mój mąż go WOGÓLE
      NIE WIDZI) aby babrać się w takie układy i nie przekonałaś mnie, mimo całej
      zjadliwości, że wyprawianie "wesela" z wódą w knajpie, zeby całe miasto
      widziało ile się mogło wydać na chrzciny, można nazwać jakąkolwiek tradycją. A
      co do rozpadu mojego małżeństwa, zmartwię Cię na pewno, ale nie zanosi się na
      spektakularny rozwód: znamy się praktycznie od przedszkola, razem przeszliśmy
      podstawówę, liceum, studia, a dobiegamy 35 i ciągle jest ....
      fajnie wink.Pozdrawiam.
      • marchewa3 Re: ;-) 29.05.03, 16:18
        Emilka Jestes bardzo rozsadna kobieta o dobrym sercu. Nie daj sie rob to co ci
        sie wydaje najlepsze. Jesli w rodzinie twojego meza jest taka sytuacja i takie
        relacje to naprawde nie musisz sie martwic o to czy ktos sie obrazi czy nie.

        Jesli chodzi o ciebie Ala to : Fuj ! Skad u Ciebie tyle jadu? To forum jest po
        to by mamy mogly sobie porozmawiac lub wesprzec w trudnych chwilach. Po co sie
        obrzucac blotem i jeszcze dokopywac. Nie umiesz normalnie rozmawiac? Ile ty
        wlasciwie masz lat? Bo wygladasz mi na osobe ktora ma sporo czasu i sily by
        kopac innych nic jednoczesnie o nich nie wiedzac. Wyluzuj bo szkoda zdrowia.
      • Gość: aleksandrynka żadnych takich sprostowań! IP: 212.160.130.* 29.05.03, 20:06
        Emilko, nie dawaj się wciągać w takie dyskusje, bo nie ma po co*. Sadzę, że i
        tak takiej osoby nie przekonasz, bo ona nie zechce się nawet otworzyć na to, co
        masz do powiedzenia, nie zależy jej na prawdziwym dialogu, ale na
        rozzsmakowaniu się w celnych pointach i zgryźliwych docinkach, jakie z
        wywieszonym językiem produkuje przed monitorem swojego komputera. I tak
        bedziesz zadufaną w sobie egoistka i manipulantką i kto wie, kim jeszcze.
        Dobra, niech jej bedzie, niech żyje w błogim przeświadczeniu, że ma monopol na
        zycie, że zna jedynie słuszna drogę, że jest lepsza, czy co jej się tam wydaje.
        Jesli jej to ma pómóc... JEJ, ale nie tobie, więc nie dawaj się, rób swoje, jak
        napisała poprzedniczka. Trzymaj się cieplutko. Pozdrawiam caą wasza rodzinkę.

        *własnie to przeczytałam i stwierdziłam, że ja się dałam! Widzisz? Jak to łatwo
        komus radzic! smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka