kerry_weaver
01.06.07, 01:18
Wiem że temat stary ale mój syn (7,5) przeskoczył ze skrajności w skrajność.
najpierw oszczędzał kieszonkowe (5 zł/tydzień) aż zaoszczędził kilkadziesiąt
złotych a teraz jak szalony zaczął wydawać, dziś kolejna wyprawa do sklepu
zakończona wydaniem 10 zł na słodycze.
Fakt, jest szczodry, dzieli się kupionymi słodkościami z siostrą z własnej
inicjatywy, przynosi jej drobiazg - lizaka, batona, nie namawiany. Niby wiem
że musi się nauczyć gospodarowania pieniędzmi ale rozmiar rozrzutności mnie
przeraża, przeraża też zeżarcie żelków i chipsów na kwotę 10 zł w jedno
popołudnie, choćby i we dwoje. Niewątpliwie młody reaguje na ograniczenie
słodyczy - jest dzieckiem pulchnym więc sama od dłuższego czasu kupuję
słodycze do domu sporadycznie chociaż nie ma zakazu, słodyczy po prostu od
paru miesięcy w domu nie ma poza jakimiś suchymi krakersami.
No i mam dylemat - zakazywać, kontrolować czy spokojnie poczekać aż młody
wyda całe uzbierane 60 zł i zobaczy dno w skarbonce? Młody się specjalnie nie
przejmuje bo wie że co tydzień dostanie tygodniówkę. Rozmawiamy, przyjął do
wiadomości że oszczędności starczy mu na 5-6 słodyczowych szaleństw, że za 10
zł mógłby sobie kupić książkę, wysłuchał i zrobił swoje.