Dodaj do ulubionych

Uciekająca trzynastolatka.

02.07.07, 09:47
Mam pytanie do rodziców dzieci w podobnym wieku. Czy Wasze dzieci
też "uciekają" od smutnych, trudnych tematów i sytuacji? Czy chętnie obejrzą
film o umieraniu, o obozie koncentracyjnym?
Moja córka właśnie "ucieka". Przeczytała "Kamienie na szaniec" (z własnej
woli), ale nie sięga po inne pozycje dotyczące tej tematyki. Jeśli proponuję
jej jakiś film, to pierwsze pytanie - po ustaleniu, że to nie komedia czy
sensacja - brzmi "czy ktoś umiera".
A już kompletnie zbaraniałam, jak oglądałyśmy "Zapamiętaj imię swoje". Dla
mojego dziecka było niezrozumiałe, dlaczego w Oświęcimiu matka nie mogła
normalnie pójść do baraku synka, dlaczego kobietom w baraku nie pozwalano
swobodnie wychodzić czy kłaść się na prycze itd.
Czy to w tym wieku norma? Czy rośnie mi plastikowa lalunia? No bo kurczę nie
można odpuścić i pozwolić uwierzyć, że życie jest takie jak w filmach
Disneya!
Powiedzcie coś.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Uciekająca trzynastolatka. 02.07.07, 10:11
      Ja też uciekam - wcale nie bawi mnie czytanie czy oglądanie w formie rozrywki
      filmów wojennych czy przeraźliwie smutnych. Jedną doskonałą książkę oddałam
      bibliotece po przejmującej scenie, gdy rodzina musiała zostawić samotne dziecko
      w oblężonym miescie - i chce o niej zapomnieć na wieki.
      Nie widzę, prawdę mówiąc, żadnej potrzeby, aby 13-latka oglądała filmy pełne
      koszmarnych scen. Owszem, należy ją nauczyć, co się działo w czasie II wojny -
      ale na boga! to historia. Trudno, aby dzisiejsze 13-latki dogłębnie przejmowały
      się tym, co skończtło się 60 lat temu. Jakoś nie przypominam sobie z
      dzieciństwa, abym szlochała nad zabitymi gazem pod Ypres.
      Nie mówiąc już o tym, ze ja martwiłaby się dopiero, gdyby mój 13-latek "chętnie
      oglądał filmy o umieraniu".
    • rycerzowa Wszystko na odwrót! 02.07.07, 11:55
      "Plastikowa lalunia"? Bynajmniej. Raczej na odwrót. Byłaby plastikiem, gdyby
      byłoby jej obojętne, co się na tej ziemi matce działo i dzieje, gdyby nic nie
      zakłócało jej plastikowego różowego samopoczucia. Gdyby oglądała sobie obrazki
      z wojny, ogromnego cierpienia , umierania - i nie zakłócało jej to dobrego
      samopoczucia, ani nie psuło apetytu.
      Dopiero wtedy miałabyś powód do niepokoju.
      Ją to BOLI! Normalny człowiek broni sie przed bólem, unika go.

      Czy normalny, nawet dorosły człowiek, jest w stanie zrozumieć, poradzić sobie
      z problemem Oświęcimia? Powiedziano przecież, że "po Oświęcimiu nic już nie
      jest takie samo".

      Młodziutka dziewczyna przeżywa wszystko bardzo intensywnie. Jeśli jest wrażliwa
      - szczególnie intensywnie. Wszelkie zło bardzo ją rani, wszelka
      niesprawiedliwość szokuje. Na razie jej świat jest dziecinny, czyli
      uporządkowany, dobry. Nie można tego przekonania tak nagle, brutalnie obalić, bo
      można przy okazji zniszczyć dziecko. Ona się instynktownie broni przed zbyt
      silnymi bodźcami.

      Do sumienia większości dociera się poprzez "obrazek". Innym wystarczy
      intelektualna wiedza o mechanizmach.
      Jak napisał Sołżenicyn, granica miedzy dobrem a złem nie przebiega miedzy
      narodami, klasami, między poszczególnymi grupami ludzi, ale przez serce każdego
      człowieka. Każdy człowiek może się zachować i podle, i bohatersko.
      Do tej wiedzy trzeba dorosnąć.


    • sir.vimes Ja bym się martwiła 02.07.07, 12:08
      gdyby dziecko nie było zdziwione warunkami panującymi w Oświęcimiu.
      • nchyb Re: Ja bym się martwiła 02.07.07, 12:27
        przyznam, ze to samo przyszlo mi do głowy...


        I moim zdaniem to ie jest ucieczka od tych tematów. To poprostu nie jest
        szukanie ich na siłę.
        Miałam ok. 13-14 at gdy przeczytałam 5 lat kacetu Grzesiuka. Powiem wprost,
        wtedy mi odbiło i od tej pory czytałam każdą lekturę obozową, która wpadła mi w
        ręce. Nie uważam, by to było normalne i ciągle się waham, czy dac dziecku do
        przeczytania (też 13 lat) Chłopca w piżamie w paski, czy nie dawać...
        • sir.vimes Dać 02.07.07, 15:50
          Ja bym dała.
          Ale sama znasz najlepiej swoje dziecko. W każdym razie nie dawałabym takich
          książek np. na kolonie czy obóz.
    • acorns Re: Uciekająca trzynastolatka. 02.07.07, 12:32
      Moja to by na takim filmie ryczała cały czas i tyle by z tego było.

      > Czy to w tym wieku norma? Czy rośnie mi plastikowa lalunia? No bo kurczę nie
      > można odpuścić i pozwolić uwierzyć, że życie jest takie jak w filmach
      > Disneya!

      Nie ma żadnych norm na żaden wiek. Twoja córka jest wrażliwą dziewczyną o
      niskiej tolerancji na krwawe i smutne obrazy. Bycie albo nie bycie plastikową
      lalunią to coś zupełnie innego. Moim zdaniem nie ma sensu pokazywać jej na siłę
      że życie to także Oświęcim, rzeź Ormian, zbrodnie UPA, zbrodnie Czerwonych
      Khmerów, wojna w Wietnamie, eksperymenty na małych dzieciach itd. Jeśli ona się
      przed tym broni to znaczy że z jakiegoś powodu nie może tego znieść. Odpuść na
      razie.
    • agnieszka_azj Re: Uciekająca trzynastolatka. 02.07.07, 12:34
      nisar napisała:
      > A już kompletnie zbaraniałam, jak oglądałyśmy "Zapamiętaj imię swoje". Dla
      > mojego dziecka było niezrozumiałe, dlaczego w Oświęcimiu matka nie mogła
      > normalnie pójść do baraku synka, dlaczego kobietom w baraku nie pozwalano
      > swobodnie wychodzić czy kłaść się na prycze itd.

      Kiedy my byliśmy dziećmi "nasiąkaliśmy" tego rodzaju wiedzą nieświadomie. To
      były wciąż zywe wspomnienia rodziców i dziadków. W telewizji dominowały fimy
      wojenne, wśród książek dla dzieci też było sporo na ten temat.

      Ja w tym wieku wiedziałam sporo o wojnie, poza tym interesowałam się historią,
      a "Zapamietaj imię swoje" to jeden z tych filmów, które przeżyłam najmocniej i
      wcale nie mam ochoty do niego wracać.
      • kkokos Re: Uciekająca trzynastolatka. 02.07.07, 15:09
        zgadzam się z agnieszką. nie tylko nasiąkaliśmy, ale wręcz faszerowani byliśmy,
        każdy kwiecień to miesiąc pamięci narodowej i codziennie w radiu rano
        przypominano, jakież to miejscowości "dzisiaj" "wyzwalano spod jarzma
        hitlerowskiego okupanta". Filmów o wojnie było naprawdę mnóstwo, w szkole się o
        tym mówiło na okrągło - i jestem szczęśliwa, że moje 11-letnie dziecko nie
        nasiąka tą traumą. To było podłe - kazać dzieciom przeżywać w kółko na nowo
        to, co nie było na szczęście ich udziałem. Mało tego, obowiązkowym punktem
        bodaj w piątej klasie była wycieczka na Szucha, a na koloniach w Mikoszewie
        miałam też obowiązkową wizytę (bardzo wakacyjną) w obozie Stuthoff!
        Jeszcze w liceum polonistka przy wszystkich wolnych tematach zawsze pisała
        mi "ładnie napisane, ale za błahe". Bo rzeczywiście uciekałam od rudnych
        tematów. A pochlebiam sobie, że na pustą lalę jednak nie wyrosłam.
        • sir.vimes Nie widzę nic specjalnie dziwnego 02.07.07, 15:53
          ani w "faszerowaniu" ani w wycieczce.

          U mnie w domu po prostu o tym opowiadano - pobyt w obozie czy powstanie
          warszawskie były jednym z elementów opowieści dziadków, babć itd.
          • verdana Re: Nie widzę nic specjalnie dziwnego 02.07.07, 16:12
            Ja widzę. Co innego, gdy opowiada rodzina - po prostu swoje dzieje, a co
            innego, gdy obecnemu pokoleniu kaze się przeżywać rzeczy dla nich odlegle. I
            wymaga uczuć, ktore albo maja, albo nie.
            przypomina mi to wycieczki mlodzieży izraelskiej po Polsce i skandal zwiazany z
            tym, ze w przerwie miedzy wycieczkami jacyś młodzi ludzie poszli do klubu czy
            na striptis. Nie mozna wymagać od pokolenia odległego o lat 60 od wydarzeń, aby
            nimi żyli. Wiedzy- tak. Przejmowania się - tylko do pewnego stopnia.
            Wycieczkę na Szucha dla dzieci uważam za skandal. Jestem przekonana, ze ci sami
            nauczyciele nie zprowadzili by tych samych dzieci na wystawę narzedzi tortur.
            A poza tym jestem trochę zmartwiona faktem, ze współczesne dzieci o Żydach na
            ziemiach polskich wiedza jedno - że zginęli.
            • sir.vimes Pisałam o wycieczce po terenach obozowych 02.07.07, 16:56
              Ja wyraziłabym zgodę na taką wycieczkę.
              A co do wycieczek po salach tortur - czasem w zamkach organizuje się takie
              wystawy (w Warszawie tez była w zeszłym roku, nie wiem czy jest teraz).
              Wiekszość zwiedzających to podekscytowane dzieciaki, także maluchy.
              Tak samo Muzeum Wojska - dzieci z przyjemnością oglądają śmiercionośną broń. I
              porównują ją z tą w grach komputerowych, role playing itp.

              IMO wycieczka na teren obozu różni się tym, że małych dzieci na pewno tam nikt
              nie wpuści i koncentruje się raczej na etycznej stronie zagadnienia a nie
              ciekawostkach typu ile osób można zabić jednym granatem i, że na wojence ładnie.

              Co do wiedzy o Żydach - ja nie wiem czy moje znajome dzieci są reprezentatywne
              ,ale wiedza sporo o żydowskiej kuchni, fascynują je obyczaje np. ślubne, muzyka.
            • agnieszka_azj Re: Nie widzę nic specjalnie dziwnego 02.07.07, 17:05
              verdana napisała:
              > A poza tym jestem trochę zmartwiona faktem, ze współczesne dzieci o Żydach na
              > ziemiach polskich wiedza jedno - że zginęli.

              I dotyczy to w tym samym stopniu dzieci polskich co izraelskich sad
              • verdana Re: Nie widzę nic specjalnie dziwnego 02.07.07, 17:44
                Izraelskich bardziej!
                • znikad Re: Nie widzę nic specjalnie dziwnego 02.07.07, 17:57
                  Wydaje mi sie, ze Twoja corka jest wrazliwa i przezywa gleboko to, co widzi na
                  filmie. Wydaje mi sie tez, ze moze lepiej zeby narazie interesowala sie
                  wspolczesnoscia niz tragediami z przeszlosci. Jesli sie obawiasz, ze mozesz
                  wychowac "plastikowa lale" to tyle jest mozliwosci zaangazowania nastolatki w
                  pomoc potrzebujacym. To dopiero naprawde uwrazliwia. Sam mam 13 letnia corke,
                  ktora w miniony czwartek poleciala na wakacje do Polski. W zeszlym roku
                  zwiedzala dom Anny Frank w Holandii, teraz dziadkowie zabiora Ja do Aushwitz. W
                  miedzyczasie byly lekcje w szkole, wizyta w Holocaust Museum, pytania. Sama jest
                  tym zainteresowana ale ja mysle, ze caly horror tragedii Holocaustu wciaz do
                  Niej w pelni nie dociera. I to jest normalne. Ja chyba wole zeby Ona sie
                  skupiala na pmocy tam gdzie ma teraz na to wplyw niz zeby jakos w sobie
                  wewnetrznie rozdrapywala rany przeszlych pokolen. Ciesze sie gdy bierze udzial w
                  pakowaniu zywnosci w Food Bank, gdy wydaje swoje oszczednosci na pomoc ludziom
                  przez organizacje Kiva (kiva.org/app.php?gclid=CMaX9NmdiY0CFQ1dPgodqQSTog
                  ) i tym podobne. Przeszlosci nie naprawimy, chyba lepiej zeby nasze dzieci
                  uczyly sie ksztaltowac sprawiedliwsza przyszlosc.
                • agnieszka_azj Re: Nie widzę nic specjalnie dziwnego 02.07.07, 18:18
                  > verdana napisała:
                  > > A poza tym jestem trochę zmartwiona faktem, ze współczesne dzieci o Żydac
                  > h na
                  > > ziemiach polskich wiedza jedno - że zginęli.

                  > agnieszka_azj napisała:
                  > I dotyczy to w tym samym stopniu dzieci polskich co izraelskich sad

                  verdana napisała:
                  > Izraelskich bardziej!

                  Nie mam możliwości porównania, ale mam wrażenie, że w przypadku młodzieży
                  izraelskiej ta niewiedza jest wynikiem świadomej "polityki edukacyjnej"
                  państwa.
                  W przypadku polskim dotyczy to nie tylko młodzieży i jest rodzajem zbiorowej
                  amnezji, wyparcia pewnych rzeczy ze świadomości społecznej.

                  Ale to temat na zupełnie inny wątek...
                  • ratyzbona Re: Nie widzę nic specjalnie dziwnego 03.07.07, 00:38
                    Jestem absolutnie przeciwna uczeniu dzieci smutku na siłę. Ja na przykład nigdy
                    nie pojechałam do żadnego z obozów zagłady - przerażają mnie znajomi którzy
                    mówią z radością że byli tam kilka razy - zamiast uwrażliwienia dopadła ich
                    większa znieczulica niż ci którzy nie jadą bojąc się smutku. Moim zdaniem
                    uciekanie od zmartwień tego świata jest raczej zjawiskiem pozytywnym. Kto dziś
                    płacze oglądając wiadomości a przecież logicznie za tymi co giną teraz należało
                    by płakać tak samo jak za tymi co zginęli na wojnie. A jeśli ktoś boi się smutku
                    to raczej jest wrażliwy nie tak jak ten który smutek ignoruje
                    • pszczolamaja Re: Nie widzę nic specjalnie dziwnego 03.07.07, 23:57
                      Wg mnie najtrudniej jest zachować równowagę, znaleźć złoty środek. Bo mówić o
                      pewnych wydarzeniach trzeba, i jednak całe zło obozów koncentracyjnych i
                      zmasowanej zagłady II wojny światowej nie może tak po prostu odejść w niepamięć.
                      I myślę, że czasem to mówienie musi uderzać, że to musi nieść ze sobą jakieś
                      silne przeżycie, bo nie możemy przecież udawać "no, nic takiego się nie stało".
                      Ja bym "Chłopca w pasiastej pidżamie" umieściła na liście lektur w gimnazjum, bo
                      uważam, że ta książka bardzo "nowocześnie" pokazuje Holocaust. Że jest
                      wstrząsająca, to jest, ale taka była bardzo nieodległa historia, i pic nie w
                      tym, żeby ją roztrząsać dla roztrząsania, ale żeby stawiać nieustająco pytania -
                      czy to ma szanse się powtórzyć, w jaki sposób dochodzi do takiego okrucieństwa.
                      A "uciekanie" można z córką obgadać, tak samo jak temat śmierci w ogóle.
                      Z mojego bycia rodzicem wynika, że czasem tak kombinujemy, jak byśmy chcieli
                      grać w szachy, w których każdy z graczy ma swoje własne reguły, w dodatku
                      nieznane przeciwnikowi. A można po prostu powiedzieć, jak jest i zapytać, jak
                      druga strona to widzi.
    • nisar Słuchajcie, ale to nie tylko kwestia 04.07.07, 09:17
      tematyki wojennej, obozowej itp.
      Moje dziecko odmówiło również np. obejrzenia Love Story.
      To jest jakiś generalna niezgoda na smutek.
      I o ile uważam, że nawet sześćdziesiąt lat po zakończeniu wojny musimy o niej
      pamiętać i mieć podstawową wiedzę na ten temat, o tyle nie czuję takiego
      przymusu przy Love Story smile Ale życie przeplata radości i smutki, czy uciekanie
      od tych drugich nie jest fałszowaniem samemu sobie obrazu świata? I -
      oczywiście - jakie to może mieć konsekwencje.
      • verdana Re: Słuchajcie, ale to nie tylko kwestia 04.07.07, 09:58
        A dlaczego uwazasz, ze dobrowolne zasmucanie się jest zaletą, ktora nalezy w
        dziecku usilnie wyrabiać, i martwić się, skoro jej nie ma? Dlaczego dziecko
        powinno chętnie i z przyjemnoscia być smutne? Wiesz, ze ja tego zupełnie nie
        rozumiem.
        Dla mnie postawa Elki jest zrozumiała. Uczucie smutku, bez szczególnej potrzeby
        jest raczej zupełnie w życiu zbędne. Problem jest wtedy, gdy ucieka sie od
        zmartwień realnych - natomiast skłanianie dziecka do dodawania sobie zmartwień
        jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Moz w dziecku zabić wrazliwość i tyle.
        Albo spowodowac, ze zamiast radosnej nastolatki zamieni sie w stale smutną
        dziewczynę, rozpatrujacą nieszczęścia całego świata i nie umiejacą cieszyć się
        tym, ze jej zycie jest w miare szczęśliwe.
        Prawdę mowiac, absolutnie nie rozumiem, co chcesz osiagnąć. I po co.
        • pszczolamaja I jescze coś... 04.07.07, 20:38
          Verdano, ale nie ma takiej opcji, by samym obejrzeniem smutnego filmu czy
          przeczytaniem smutnej książki wpędzić kogoś w stan zamartwiania się całym
          światem. Niełatwo jest też raczej kogoś "na siłę" zasmucić (cywilizowanymi
          metodami, rzecz jasna). Zdrowa jednostka jakoś to sobie reguluje, coś
          zracjonalizuje, coś prześmieje, na coś przymknie oko, albo spłacze się jak bóbr
          i przeżyje krótką dezintegrację pozytywną.
          Smutna książka nie zabija kogoś, komu poza tym nic nie dolega.
          • verdana Re: I jescze coś... 04.07.07, 21:27
            Zapominasz, ze nastolatka to taki wiek, kiedy człowiekowi wszystko dolega.
            I nie rozumiem zupełnie, dlaczego dobrowolnie nastolatka ma się zasmucać, skoro
            tego nie lubi. Moze dobrze wie, że takie filmy i ksiązki wywołują w niej
            dlugotrwałe uczucie smutku, niszczą dobry humor. Naprawde, jest sporo takich
            książek, ktrore przeczytałam i załuję - wlasnie dlatego.
    • rycerzowa Re: Uciekająca trzynastolatka. 04.07.07, 12:03
      Rozumiem.
      Trzeba rozróżnić, czy dziecko ucieka od smutku , czy ucieka od problemów.

      Jak się dziecko zachowuje, gdy np. matka jest chora? Pomoże, zrobi herbatę,
      obejmie i pocieszy, czy ucieknie na całe popołudnie do kina?
      Czy potrafi wśród koleżanek znaleźć tę, która ma jakieś problemy i powie matce:
      " zróbmy coś". Czy starannie unika kontaktów z takimi dziećmi?

      Czy przejdzie obojętnie, widząc zranionego zwierzaka, czy poprosi kogoś o pomoc?

      Jednym słowem - czy ją nie obchodzi, czy się tylko broni przed zranieniem?

      Jest pewna kategoria dzieci, które unikają smutku za wszelką cenę. To są dzieci,
      które mają prawdziwe problemy, które nie mają poczucia bezpieczeństwa, a przy
      tym są bardzo inteligentne.
      Nieprzypadkowo najwięksi komicy i szydercy jako dzieci byli jednostkami
      zakompleksiałymi, np. Woody Allen.


      • pszczolamaja Re: Uciekająca trzynastolatka. 04.07.07, 20:32
        Te dzieci nie unikają smutku. W głębi duszy są przeraźliwie smutne, tylko ich
        mechanizmy obronne dają im szanse na przeżycie. Gdyby ten smutek "wypłynął", po
        prostu by w nim utonęły. Można się bronić błazenadą. Ale zapytaj takie
        błaznujące na potęgę dziecko, czy łatwo jest się cały czas wygłupiać. Duża
        szansa, że się rozpłacze.
        A takie uciekanie typu "pójśćie do kina w czasie, gdy ktoś potrzebuje naszej
        pomocy", to niewiele ma ze smutkiem wspólnego, raczej z egoizmem i brakiem
        współczucia.
        Tu chodzi raczej o to, jakimi metodami wyrabiać w dziecku wrażliwość. Na podłożu
        wrodzonych predyspozycji mamy jednak trochę do zrobienia. Proponowanie różnych
        książek, filmów, jest sposobem wg mnie w porządku, jako jeden z wielu. A kiedy
        dziecko nie chce, to właśnie otwiera przestrzeń do rozmowy.
        Rozumiem - tak bardziej intuicyjnie - tych rodziców, których martwi takie
        pozornie "płytkie" przeżywanie rzeczywistości przez ich dzieci. To pewnie tym
        trudniej przyjąć, jeżeli samemu łatwo i często daje się upust smutkowi i żalowi,
        czy po prostu wzruszeniu. Ale przecież każdy przeżywa świat inaczej i ma inną
        ekspresję uczuć. To, że ktoś nie płacze czy unika smutnych filmów nie oznacza,
        że nie radzi sobie ze smutkiem. Radzi sobie inaczej.
        Życie każdego prędzej czy później postawi twarzą w twarz z wielkim
        smutkiem...Nie da się przed nim uciec. A chyba im bardziej uciekamy, tym
        bardziej stajemy się smutni.
        • verdana Re: Uciekająca trzynastolatka. 04.07.07, 23:08
          A mnie nurtuje pytanie - czy w ogole "lubienie" książek i filmów ze smutnym
          zakończeniem ma się jakkolwiek do wrażliwości, współczucia, funkcjonowania w
          realnym swiecie. Bo moim zdaniem - nijak. Rozumując w ten sposób najwrażliwsze
          byłyby damy łkające na "Trędowatej" i czytające brukowce pełne tragicznych
          wyznań o niewiernych mężach i umierajacych dzieciach.
          Mozna nie znosić smutnych zakoczeń, zwijać się ze śmiechu na Love Story, nie
          wzruszać się specjalnie nieszczęściami, a spieszyć z pomoca potrzebującym.
          Przypomina mi się siostra Malgorzata Chmielewska, ktora chyba wlasnie
          reprezentuje ten rodzaj wrazliwosci.
          • jola_ep Re: Uciekająca trzynastolatka. 05.07.07, 08:09
            > A mnie nurtuje pytanie - czy w ogole "lubienie" książek i filmów ze smutnym
            > zakończeniem ma się jakkolwiek do wrażliwości, współczucia, funkcjonowania w
            > realnym swiecie. Bo moim zdaniem - nijak.

            Może to kwestia wyobraźni? Związek jest chyba odwrotny. Osoby wrażliwe nie potrfaią czytać smutnych książek, bo smutek nie jest stanem, który lubimy. Osobom twardym i niewrażliwym przyjdzie to łatwiej. Nawet jak sobie łzy poleją, to przecież ... to nie jest naprawdę.
            W książkach, filmach szukamy często chyba odskoczni. Jeśli nasze życie jest uporządkowane i nudne, chętnie się powzruszamy, albo przerazimy na horrorze. Jesli brak nam poczucia bezpieczeństwa, czujemy się smutni i niepewni przyszłości, to raczej sięgniemy po rzeczy pogodne i lekkie.

            Wiek dorastania (o ile pamiętam, bo moje jeszcze nie dorosło) jest trudnym okresem - z igły robiło się widły, przyszłość przerażała. Trudno oczekiwać od wrażliwej nastolatki, że będzie się lubowała w filmach ze smutnym zakończeniem. Ona to smutne zakończenie we własnym życiu potrafi w różnych wariantach przerobić wink Może więc lepiej rzeczywiście lekturą czy filmem wzmacniać te dobre strony i dobre uczucia towarzyszące wieku dorastania?

            Podobno jest "męskie" i "kobiece" podejście do lektury. Te pierwsze poszukuje doznań "intelektualnych", to drugie emocji. Taka pigułka wink Wtedy jest nieważna głupokowata treść, ale emocje, które towarzyszą lekturze. Jeśli są negatywne, to ... kto ma ochotę na gorzkie pigułki? wink

            I tu pojawia się problem: czy czytanie i oglądanie rzeczy strasznych uwrażliwia? Moim zdaniem nie. Raczej tłumi w nas wrażliwość. Na zasadzie mechanizmu obronnego. Szczególnie jeśli nie wiemy, jak możemy pomóc. Albo pomóc nie możemy.

            Więc jeśli ta gorzka pigułka nie leczy, to po co ją łykać?

            Pozdrawiam
            Jola
    • sion2 Re: Uciekająca trzynastolatka. 07.07.07, 19:32
      Wedlug mnie nalezy zachowac umiar. Z jednej strony nie ma potrzeby aby 13-latka
      ogladala przemoc czy dramaty z zycia wziete, jesli jest to za duzo dla niej,
      nie zmuszalabym. Mysle ze to nie objaw "plastykowej laluni" ale wielkiej
      wrazliwosci, uczucia bezradnosci wobec ogromu cierpienia, niemoznosc
      zdystansowania sie psychicznego.

      Ale jest druga strona medalu. Nie wiem jak mozna uwazac ze wycieczki szkolne
      np. do Oswiecima czy na Szucha są elementem edukacji w kierunku "zassmucania
      mlodziezy" czy tez "epatowania cierpieniem". To jakies nieporozumienie. uwazam
      ze dzisiejsi mlodzi Niemcy, ktoorzy obajwiaja tęsknote za Hitlerem i zakladaja
      oragnizacje neofaszystowskie czynia tak wlasnie dlatego ze nikt im w
      odpowiednim czasie nie uswiadomil CZYM konkretnie byl nazizm. Czy naprawde
      wlasciwe jest ukrywanie przed dziecmi tego co sie dzialo w Oswiecimiu gdy na
      calym swiecie, a zwlaszcza w USA coraz czesciej pojawiaja sie glosy ze "obozy
      koncentracyjne" to jakas bujda bo wcale ich nie bylo, a jesli byly to
      byly "polskie"? kto bedzie mial wieksza sile przebicia w dyskusji: ten co
      powie "bylem i widzialem" czy ten co "nie widzial, nie slyszal i nie czytal"?
      kto bedzie bardziej podatny na propagande falszowania historii - wszelakiej,
      nie tylko polskiej, ten co w odpowiednim wieku zwiedzal bunkry, czytal "Inny
      swiat", obejrzal filmy o zbrodniach stalinowkich czy ten kogo rodzice chronili
      przed "niepotrzebnym cierpieniem"?
      Człowiek wlasciwych zachowan spolecznych uczy sie nie z teorii ale z
      nasladownictwa i obserwacji. male dziecko uczy sie ze nie wolno ciagnac mame za
      wlosy gdy wydaje ona przy tym okrzyk bólu. Dziecko uczy sie wspolczucia gdy
      doswiadcza go od rodzicow i gdy widzi ich wspolczucie okazywane
      rodzenstwu/chorej cioci/matce. Uczy sie nie czynic zla gdy widzi skutki swoich
      decyzji np. placz kolezanki ktorej zniszczylo ulubiona maskotke.
      Jesli bedziemy chronic mlodziez przed prawda o nas samych: o ideologiach ktore
      doprowadzily do najwiekszych mordow i nieszczesc w historii ludzkosci, jest
      wielkie prawdopodobienstwo ze nastepne pokolenie po naszych dzieciach zacznie
      tworzyc podobne ideologie, ktore doprowadza do nowych kataklizmow.

      Wycieczki szkolne do np. obozow zaglady maja sluzyc poglebieniu swiadomosci
      mlodziezy na temat bledow ich przodkow, skutkow ich zlych wyborow. naprawde nie
      wystarczy przeczytac zdanie "w czasie II wojny swiatowej zakladano obozy
      koncentracyjne". Oczywicie wszystko w swoim czasie, nie zabieralabym do
      Oswiecimia wycieczki gimnazjalistow.
      • verdana Re: Uciekająca trzynastolatka. 07.07.07, 20:00
        Mnie nie chodzi o to, ze te wycieczki są "niepotrzebnym zasmucaniem". Problem w
        tym, ze gdy prowadzi się tam zbyt małodych ludzi, takie wycieczki tępią
        wrazliwość. Wiadomo, z licznych badań, zbyt silne wrazenia powodują odwrotna
        reakcję, sprzeciw wobec nie zjawiska, ale samego przekazu i tendencje do
        zaprzeczania lub jak najszybszego zapominania. I do idiotycznych wygłupów -
        psychologicznie zupełnie zrozumiałych.
        Mlodzi ludzie powinni raczej czytać "Dziennik Anny Frank". Mówię to jako
        wieloletnia nauczycielka historii.
        Wystarczy przypomnieć reakcję na drastyczną reklamę szczepionki. Zjawisko inne,
        mechanizm ten sam.
    • piastka Re: Uciekająca trzynastolatka. 13.07.07, 12:28
      Też byłam taką uciekającą nastolatką. Po prostu tak działał mój system obronny
      przed silnym stresem. Bo wszystkie ponure tematy (tym bardziej, że nie tak
      odległe w czasie wydarzenia wojenne) ludzkiej niegodziwości burzyły mój naiwny -
      jeszcze dziecięcy obraz świata, kiedy okazywało się, że nie tylko w baśniach
      bywa okrutnie. A tam przecież na ogół wszystko kończyło się dobrze (nie lubiłam
      czytać innych pod tym względem baśni Andersena).
      Szokiem były dla mnie szczególnie opowieści (+ zdjęcia)byłego więźnia obozu w
      Oświęcimiu zaproszonego w czasie kolonii letnich (po mojej IV klasie) i wizyta
      w obozie koncentracyjnym.
      Do dzisiaj uciekam od ciężkich tematów - dla równowagi psychicznej.
      • ratyzbona Re: Uciekająca trzynastolatka. 16.07.07, 19:11
        dla mnie oczywiste jest że większość ludzi nie zależnie od wieku nie lubi być
        smutnym - wystarczy spojrzeć na całą naszą kulturę - filmy kończą się dobrze
        książki kończą się dobrze - i to się ludziom podoba. nie na darmo książki i
        filmy które kończą się źle dostają etykietkę intelektualnych - po prostu
        człowiek ma w życiu wystarczająco dużo zmartwień by nie chcieć ich sobie
        przysparzać więcej przez ,,dosmucanie" się poprzez kulturę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka