Dodaj do ulubionych

Małe pytanko...

06.03.04, 11:59
Dlaczego nikt nie chce dyskutować o uprawomocnieniu wróżb i innych praktyk
new age? Proszę grzecznie o odpowiedź, obiecuję że będe miły :)
Obserwuj wątek
    • yamkr Re: Małe pytanko... 07.03.04, 00:56
      I'm waiting...
      • yamkr Re: Małe pytanko... 07.03.04, 23:17
        I'm waiting...
    • anahella Re: Małe pytanko... 08.03.04, 06:46
      yamkr napisał:

      > Dlaczego nikt nie chce dyskutować o uprawomocnieniu wróżb i innych praktyk
      > new age? Proszę grzecznie o odpowiedź, obiecuję że będe miły :)

      A o co chodzi z tym uprawomocnieniem? Chyba nieodpowiednie slowo, bo
      uprawomocnic to mozna wyrok lub postanowienie sadu albo ustawe. Wrozby nie sa
      wynikiem dzialalnosci aparatu wladzy.

      Co to sa "inne praktyki new age"?
      • yamkr Re: Małe pytanko... 08.03.04, 18:06
        Termin "uprawomocnienie" stosuje się również w teorii nauki jako bliskoznacznik
        terminu uzasadnienie. Jest to inny kontekst znaczeniowy niż prawniczy. Z tego
        co wiem wróżby są konsekwencją pewnego systemu przekonań, a te przekonania
        przyjmuje się na podstawie jakiejś racji niezależnie od tego jaka ona byłaby.

        O zjawisku new age zobacz sobie choćby na www.kulty.info/ na necie jest
        wiele informacji na ten temat. Wystarczy wpisać w przeglądarkę hasło "new age".
        • anahella Re: Małe pytanko... 08.03.04, 19:00
          yamkr napisał:

          > Termin "uprawomocnienie" stosuje się również w teorii nauki jako
          > bliskoznacznik
          > terminu uzasadnienie.

          Dziekuje za wyjasnienie. Otoz naukowo nie dowodzi sie dzialania astrologii, bo
          astrologia nie jest nauka. Tak samo jak nie mozna udowodnic naukowo takich
          rzeczy jak system wartosci, moralnosc wiara itp. Po prostu jest w ludziach taka
          potrzeba.

          Mysle ze klienci astrologow i wrozbitow to dobry material do prac
          psychologicznych i socjologicznych. Ale chyba bardziej psychologicznych.
          Zazwyczaj trafiaja do mnie jako astrologa ludzie w trudnej sytuacji, tracacy
          nadzieje a nawet wiare. W innym watku wyraziles sie wobec jego autorki zdaniem
          ze "za glupote sie placi". Biorac pod uwage ze na pewno nienajlepszy stan ja do
          wrozki zaprowadzil radzilabym na przyszlosc uwazac troche ze slownictwem. Ocene
          postawy moralnej tamtej wrozki pozostawiam sobie.

          > O zjawisku new age zobacz sobie choćby na www.kulty.info/

          Znam ten adres. Nawet kiedys wplatalam sie z bezsensowana dyskusje z kims
          zwiazanym z tamtym portalem. To byl byly astrolog, ktory podszedl do zycia w
          sposob determinitstyczny. Poznal pare technik prognostycznych i czekal na
          wydarzenia. Na szczescie dla niego i jego niedoszlych klientow zaopiekowal sie
          nim ksiadz katolicki. Teraz chlopak pluje na astrologie i starszy pieklem.
          Lepsze to nizby mial robic ludziom krzywde opowiadajac co im sie na pewno w
          zyciu wydarzy i ze wystarczy z zalozonymi rekami czekac az cos samo do nich
          przyjdzie. Chyba byl zlym astrologiem, bo wszystkich swoich niepowodzen
          zyciowych szukal w astrologii a nie w samym sobie.

          Mnie astrologia nauczyla ze nasze zycie jest w naszych rekach. Brzmi dosc
          przewrotnie - prawda?
          • yamkr Re: Małe pytanko... 09.03.04, 01:34
            system wartosci, moralnosc, wiara - są to przedmioty nauk, tudzież przedmioty
            które się opisuje lub ujmuje w światopoglądzie. Tak więc systemami wartości i
            moralnością zajmuje się etyka od strony normatywnej (stara się je odczytać)
            oraz etologia od strony opisowej (mówi jakie są systemy wartości w różnych
            kulturach). Wiarą zajmują się różne nauki np. psychologia, filozofia religii
            (ontyczne podstawy zachowań religijnych), religiznawstwo, socjologia itd.
            Tak więc interesuje mnie status metodologiczny astrologii - czym się zajmuje,
            tzn. jaki ma cel, metodę i środki do osiągnięcia celu.
            Jeśli to nie jest nauka, to czym jest - światopoglądem, wierzeniem?

            "za glupote sie placi"
            - no cóż, współczuję autorce, ale słów swoich nie odwołam; sam płacę za swoją
            głupotę nie raz. Sęk w tym, że nie mogę zrozumieć dlaczego poszła do wróżki, a
            nie np. do poradni psychologicznej.


            > Mnie astrologia nauczyla ze nasze zycie jest w naszych rekach. Brzmi dosc
            > przewrotnie - prawda?

            Oczywiście, że brzmi przewrotnie. Nie rozumiem tego sformułowania, bo z
            wypowiedzi na tym forum wynika jednoznacznie, że ludzie uzależniają swoją
            przyszłość od pewnych danych uzyskiwanych w sposób tajemny jak dla mnie.
            Raczej skłaniałbym się do deterministycznego podejścia do tego typu zagadnień
            nawet wtedy, gdy w deklaracji mówi się "Twój los jest w twoich rękach".
            • yamkr Re: Małe pytanko... 11.03.04, 00:55
              Tak ciężko się ustosunkować komuś do tej wypowiedzi?
              • anahella Re: Małe pytanko... 11.03.04, 01:17
                yamkr napisał:

                > Tak ciężko się ustosunkować komuś do tej wypowiedzi?

                W zyciu codziennym tez tak ciagle sie dopominasz o cos? Ustosunkowalam sie
                wczoraj ale portal wywalil mnie, wiec poszlo w powietrze. W zasadzie to
                chcialabym sie ustosunkowac tylko do jednego zdania z poprzedniej wypowiedzi:
                ------
                Raczej skłaniałbym się do deterministycznego podejścia do tego typu zagadnień
                nawet wtedy, gdy w deklaracji mówi się "Twój los jest w twoich rękach".
                ------
                Odczytalam to jako deklaracje: "pisz sobie co chcesz ja i tak wiem lepiej co
                myslisz". A na telepatii to ja sie nie znam.
                • yamkr Re: Małe pytanko... 11.03.04, 12:10
                  Nie chcę urazić. Natomiast do tego co napisałem należy się krótki komentarz.
                  Otóż nie wiem, co myślisz sobie, na telepatii też się nie znam, natomiast
                  chodzi mi o pewien aspekt rzeczywistości, o której mówimy. Jeżeli pytam kogoś o
                  radę np. koleżanki, to obdarzam ją pewnym autorytetem. Chcę, aby podała mi
                  jakieś nowe rozwiązanie problemu, z którym przychodzę do niej, albo by
                  potwierdziła lub zanegowała moje własne przekonanie. Jeżeli koleżanka wyda sąd
                  w sprawie, którą z nią poruszam, w mojej głowie zachodzi proces myślowy tzn.
                  rozważam to, co mi powiedziała i albo zgadzam się z jej wypowiedzią albo nie.
                  Taka porada tak, czy inaczej może mnie wiązać. Sugeruję się nią i w jej świetle
                  podchodzę do omawianego wcześniej problemu. Sprawa nabiera większego znaczenia,
                  gdy idę do specjalisty szeroko pojętego np. lekarza. Przeważnie po zasięgnięciu
                  porady zastosuję się do niej np. wykupię odpowiednie leki. taki sam autorytet
                  ma wróżka. Pomimo traktowania rzeczywistości jako niedeterministycznej,
                  determinizm zachodzi w osobie szukającej porady. Dzieje się to na mocy
                  autorytetu, którym osoba szukająca pomocy obdarza doradcę. I tu się zaczynają
                  różne wątpliwości np. skąd wziąć uzasadnienie autorytetu wróżki, które nie są
                  dziełem mojej wrodzonej złośliwości, tylko czystego racjonalnego dyskursu.

                  Na razie tyle wystarczy.
                  • anahella Re: Małe pytanko... 11.03.04, 20:34
                    yamkr napisał:

                    > I tu się zaczynają
                    > różne wątpliwości np. skąd wziąć uzasadnienie autorytetu wróżki, które nie są
                    > dziełem mojej wrodzonej złośliwości, tylko czystego racjonalnego dyskursu.

                    Kiedys astrologa mial tylko wladca. Dzis w kazdej gazecie mozna znalezc
                    ogloszenia astrologow, wrozek, jasnowidzow. Mam tlumaczyc dalej? To jedna
                    strona medalu. Druga to jest inna:

                    NIe wiem czy gdzies wyzej to jest czy bylo w poscie, ktory poszedl w powietrze,
                    wiec powtorze. Czasem ludzie nie radza sobie z rzeczywistoscia. Albo stoja
                    przed wyborem: niby wszystkie racjonalne pobudki za "za", a cos w glebi duszy
                    krzyczy "nie!". Wtedy nie maja sie do kogo zwrocic. NO bo niby do kogo? Wiezi
                    rodzinne i przyjacielskie nie sa tak scisle jak bysmy tego chcieli. Psycholog?
                    Znajdz mi czlowieka, ktory ufa psychologowi - oni sa od tego zeby wymadrzac sie
                    w populanych talk-showach. Wrozka jest "kims z ludu", kims kto bardziej
                    zrozumie czlowieka niz napuszony psycholog czy ksiadz,ktory tez nie zawsze
                    potrafi sobie poradzic z problemami szatkujacymi glowy wiernych (bezrobocie,
                    alkoholizm). Nie chcetu wspominac oczywiscie o osobach naiwnych, ktore wierza,
                    ze wrozka im wywrozy zycie a one sobie usiada na kanapie i poczekaja az przyja
                    dobre rzeczy a przed zlymi sie schowaja.

                    Z innej jeszcze strony jak czytam u kogo bywaja dziewczyny z tego forum to wlos
                    mi sie jezy na glowie. Przedwojenny astrolog Franciszek Prengel sformulowal
                    kodeks astrologa. Jeden z punktow brzmi: "nie wolno klienta straszyc". Ale
                    wiekszosc tych pan, ktore czuja pyche gdy biora karty do reki na pewno o
                    Prenglu nie slyszala i nie ma zamiaru stosowac zadnego kodeksu.

                    I na koniec: nie musisz prowadzic ze mna dyskusji takim napuszonym,
                    pseudonaukowym jezykiem. Na jezyku to ja sie znam i zauwazylam ze sceptycy
                    czesto uzywaja takiego belkotu w rozmowach ze mna. Gdzie indziej wyslawiasz sie
                    inaczej, wiec prosze: dostosuj swoj sposob wypowiedzi do poziomu luznej
                    dyskusji, bo ja na napuszone slowka nabrac sie nie dam.
                    • yamkr Re: Małe pytanko... 12.03.04, 01:54
                      >Nie wiem czy gdzies wyzej to jest czy bylo w poscie, ktory poszedl w powietrze,
                      > wiec powtorze.

                      Było w poscie, który Ci wcięło :)


                      > Wiezi rodzinne i przyjacielskie nie sa tak scisle jak bysmy tego chcieli.

                      nad tym trzeba się zastanowić, choć oczywiście nie jest to sedno wypowiedzi

                      Nasówa mi się jedno pytanie: Psycholog studiował 5 lat po to aby być
                      psychologiem, a wróżki nie studiują (wg. Ciebie astrologia to nie nauka). Skąd
                      ten autorytet?



                      > I na koniec: nie musisz prowadzic ze mna dyskusji takim napuszonym,
                      > pseudonaukowym jezykiem. Na jezyku to ja sie znam i zauwazylam ze sceptycy
                      > czesto uzywaja takiego belkotu w rozmowach ze mna. Gdzie indziej wyslawiasz
                      sie
                      >
                      > inaczej, wiec prosze: dostosuj swoj sposob wypowiedzi do poziomu luznej
                      > dyskusji, bo ja na napuszone slowka nabrac sie nie dam.

                      Nie mam zamiaru nikogo nabierać; to, co piszę nie jest bełkotem zapewniam.

                      Pytanie główne z mojej strony brzmi: Skąd ten autorytet?
                      Czy ma on jakieś inne podstawy niż wiara ludu?
                      • pantomass Re: Małe pytanko... 12.03.04, 03:49
                        yamkr napisał:
                        > Pytanie główne z mojej strony brzmi: Skąd ten autorytet?
                        > Czy ma on jakieś inne podstawy niż wiara ludu?

                        Poczytaj o 'grach językowych' Wittgenstaina. Nie twierdzę, że to jest słuszna
                        teoria, ale na pewno bardzo ładnie opisuje rzeczywistość społeczną, w której
                        przyszło nam żyć.
                        • yamkr Re: Małe pytanko... 12.03.04, 17:45
                          > Poczytaj o 'grach językowych' Wittgenstaina. Nie twierdzę, że to jest słuszna
                          > teoria, ale na pewno bardzo ładnie opisuje rzeczywistość społeczną, w której
                          > przyszło nam żyć.


                          Z panem Wittgenstainem spotkałem się jakiś czas temu i nie obdarzam go
                          autorytetem jeśli chodzi o teorię języka (mogę się mylić ale chyba jej nie
                          podał); związek języka z grami języowymi jest niejasny i w Dociekaniach
                          Filozoficznych Witt. tego nie precyzuje. Więcej na temat tego autora znajeźć
                          można na www.sady.strona.pl/#

                          Nie stosowałbym Witt. do opisu rzeczywistości społecznej - jest to
                          niebezpieczne, gdyż Witt. traktuje głównie o języku a nie o społeczeństwie.
                          Bardziej już zwróciłbym uwagę na innych autorów np. Searle'a.

                          Nie rozumiem za bardzo związku Twojej wypowiedzi z zadanym pytaniem, więc jeśli
                          możesz, to wyeksplikuj.
                          • pantomass Re: Małe pytanko... 12.03.04, 18:24
                            yamkr napisał:
                            > Nie stosowałbym Witt. do opisu rzeczywistości społecznej - jest to
                            > niebezpieczne, gdyż Witt. traktuje głównie o języku a nie o społeczeństwie.
                            > Bardziej już zwróciłbym uwagę na innych autorów np. Searle'a.

                            Wiesz, Ty może byś nie stosował Wittgenstaina do rzeczywistości społecznej, ale
                            tak się składa, że współczesna socjologia i filozofia polityczna czerpie z
                            niego pełną garścią. Za przykład niech posłuży Peter Winch, który w 1958 roku
                            wydał książkę pt. "Idea nauki o społeczeństwie i jej związki z filozofią".
                            Książka ta została przetłumaczona na język polski i ukazała się w wydawnictwie
                            Terminus. Jego myśl jest o tyle ważna, że jako pierwszy zaczyna wprowadzać myśl
                            Wittgenstaina do filozofi społecznej, a jego myśl jest od lat 60 bardzo znana w
                            kręgach akademickich.

                            Co do związku Twojego wcześniejszego pytania z moją odpowiedzią to wygląda to
                            następująco:

                            Zadałeś pytania: skąd ten autorytet? Czy ma on jakieś inne podstawy niż wiara
                            ludu? Ja Ci na to odpowiedziałem, że Wittgenstainowskie 'gry językowe' dość
                            dobrze mogą to opisać. Owszem, zastosowałem znaczny skrót myślowy i teraz ten
                            błąd naprawię.

                            Otóż w moich rozważaniach odwołuję się do prac Petera Wincha, które wykazują,
                            że rozumienie społeczeństwa nie może mieć charakteru obserwacyjnego i
                            doświadczalnego w obiegowym znaczeniu tych słów. Inaczej mówiąc: jeżeli chcesz
                            badać religię jako pozytywista, to owszem możesz ją badać, ale wiele informacji
                            Ci umknie. Będziesz mógł tylko powiedzieć, że Polacy chodzą do budynków, które
                            zwą się Kościołami, średnio raz w tygodniu, etc. Natomiast tak naprawdę nie
                            będziesz mógł powiedzieć co się tam odbywa.

                            W swych rozważaniach musisz pamiętać, że jeżeli chcesz badać rzeczywistość
                            społeczną, to nie nie może być między Tobą a tą rzeczywistością relacji podmiot-
                            przedmiot, bo gdy tak będzie wiele rzeczy Ci umknie. Badając innych ludzi
                            musisz pamiętać, że oni są również podmiotem, a więc Twoja relacja z
                            przedmiotem badanym musi być raczej podmiot-podmiot. Dopiero dzięki temu
                            będziesz w stanie ich zrozumieć. Dopiero wtedy, gdy zrozumiesz ich system
                            wartości zrozumiesz prawdziwe motywy, które nimi kierują. Nauka pozytywistyczna
                            nie dysponuje takimi narzędziami, musisz o tym pamiętać.

                            Wracając do 'gier językowych'. Rozważmy następujący przykłd. Mamy trzy
                            autorytety:
                            1. Wróżka
                            2. Ksiądz
                            3. Lekarz

                            Z tego zo piszesz dla Ciebe autorytetem jest lekarz. Być może masz jeszcze
                            jekieś inne autorytety, ale to już w tym najmniej ważne. Załużmy taką
                            hipotetyczną sytuację, że jest sobie taki skrajny pozytywista, który za
                            autorytet uznaje tylko i wyłącznie lekarza.

                            Weźmy teraz panią Jadzię, dla której autorytetem jest wróżka. Należy teraz
                            zadać sobie pytanie na jakiej podstawie chcesz stwerdzić, że autorytet wróżki
                            jest gorszy lub lepsz od autorytetu lekarza.

                            I tu pomocna w naszych rozważaniach może być koncepcja 'gier językowych'. Są
                            różne środowiska (zbiory) ludzkie. Każde z tych środowisk stosuje inną 'grę
                            językową'. Mówiąc 'gra językowa' mam również na myśli różne rytuały, które są z
                            tym związane. Na przykład lekarz ma słuchawki i biały fartuch, ksiądz sutannę,
                            wróżki mają karty, a ja jako astrolog mam taką czapkę szpiczastą zakończoną
                            księżycem ;-) Każdy z tych ludzi posiada autorytet tylko w obrębie grupy ludzi,
                            którzy posługują się tą samą grą językową co ta osoba. Wróżka nie będzie miała
                            atorytetu w świecie nauki, a naukowiec owszem, może mieć autorytet w świecie
                            wróżek, ale nie musi. Należy przy tym pamiętać, że te grupy ludzkie posługujące
                            się różnymi 'grami językowymi' przenikają się, krzyżują, etc.

                            Więc to miałem na myśli mówiąc, żebyś poczytał Wittgenstaina.

                            Ale skoro go już czytałeś, to polecam Gadamera. Pięknie pisze o 'rozumieniu' -
                            czym jest, jekie jest, jakie ma ograniczenia.

                            No dobra kończe, bo się rozpisałem.
                      • anahella Re: Małe pytanko... 12.03.04, 19:49
                        yamkr napisał:

                        > Nasówa mi się jedno pytanie: Psycholog studiował 5 lat po to aby być
                        > psychologiem, a wróżki nie studiują (wg. Ciebie astrologia to nie nauka).
                        > Skąd ten autorytet?

                        Mi sie nasuwa inne ale go nie zadam:P A co do czasu nauki astrologii: i 5 lat
                        nie wystarczy zeby ja pojac. Po roku-dwoch mozesz robic sobie horoskopy
                        jarmarczne - z jakimi zapewne spotykasz sie na co dzien i stad ta dyskusja, bo
                        leci od Ciebie na kilometr totalna nieznajomoscia tematu.

                        > Pytanie główne z mojej strony brzmi: Skąd ten autorytet?
                        > Czy ma on jakieś inne podstawy niż wiara ludu?

                        To zalezy od definicji slowa "lud". Do mnie nie przychodzi pani Krysia ze
                        spozywczaka - ona gdy ma watpliwosci to znajduje gdzie indziej odpowiedzi na
                        dreczace ja pytania. Jedyne co moge powiedziec o ludziach proszacych mnie o
                        horoskop to jest to,ze w wiekszosci sa to osoby po studiach, nierzadko z
                        doktoratami.

                        Juz Ci odpowiedzialam w poprzednim poscie, ale nie zrozumiales tej odpowiedzi,
                        zatem postaram sie napisac to najprosciej jak potrafie:

                        Ludzie chodza do astrologa bo:
                        1. Bo ktos sie nimi zajmuje przez kilka godzin, tylko nim, nie poucza, nie
                        straszy tylko mowi ze jest jedyny w swoim rodzaju i jedyne co musi to sie
                        rozwijac.
                        2. Bo bywanie u astrologa jest modne i nobilitujace.
                        3. Bo wiezi, jakie chcialby miec z najblizszymi nie sa tak silne jak powinne,
                        wiec szukaja wysluchania u obcych.
                        • pantomass Re: Małe pytanko... 14.03.04, 20:35
                          anahella napisała:
                          > Ludzie chodza do astrologa bo:
                          > 1. Bo ktos sie nimi zajmuje przez kilka godzin, tylko nim, nie poucza, nie
                          > straszy tylko mowi ze jest jedyny w swoim rodzaju i jedyne co musi to sie
                          > rozwijac.
                          > 2. Bo bywanie u astrologa jest modne i nobilitujace.
                          > 3. Bo wiezi, jakie chcialby miec z najblizszymi nie sa tak silne jak powinne,
                          > wiec szukaja wysluchania u obcych.


                          Droga Anahellko

                          Myślę, że dlatego chodzi się do psychoterapeuty :-) Do astrologa chodzi się po
                          to, aby poznać to, co jest nam 'zapisane w gwiazdach', czyli inaczej mówiąc,
                          żeby pozdnać przysłość.

                          To bardzo ważne rozróznienie, bo jak psychoterapeuta się pomyli, to jego
                          pacjent może sobie pomyśleć, że jego terapeuta jest do kitu. Natomias jak się
                          pomyli astrolog, to ktoś od razu będzie myślał, że ma tak 'zapisane w
                          gwiazdach'.

                          To bardzo ważne, a świadomość tego doprowadziła mnie do miejsca, z którego mogę
                          stwierdzić, że na astrologiu ciąży większa odpowiedzialność niż na
                          psychoterapeucie. No, może nie do końca tak jest, ale myślę, że uchwyciłaś
                          intencję mej wypowiedzi :-)

                          Jak to miło, że się ciągle spotykamy...
                  • pantomass Re: Małe pytanko... 12.03.04, 03:44
                    yamkr napisał:
                    > I tu się zaczynają
                    > różne wątpliwości np. skąd wziąć uzasadnienie autorytetu wróżki, które nie są
                    > dziełem mojej wrodzonej złośliwości, tylko czystego racjonalnego dyskursu.

                    Najpierw zdefiniujmy słowo autorytet. Według słownika Kopalińskiego autorytet
                    jest to prestiż, powaga, wpływ, znaczenie, mir; człowiek, instytucja, mająca
                    wpływ, znczenie, ciesząca się uznaną powagą, mirem; arbiter, znawca, wyrocznia,
                    mistrz, alfa i omega.

                    A odpowiedź na Twoje pytanie.

                    Myślę, że problemy, w które wikłają się Twoje rozważania wynikają z faktu, iż
                    mylisz dwie rzeczy: dyskurs naukowy z dyskursem pozanaukowym.

                    Sam piszesz, że posługujesz się dyskursem naukowym. Natomiast nie sądzę, aby
                    pani Jadzia ze sklepu mięsnego na stacji Metro Ursynów takim dyskursem się
                    posługiwała.

                    Pragnę tu nadmienić, że nie dokonuję tu oceny aksjologicznej i nie stwierdzam,
                    który z dyskursów jest lepszy. Jedyne, co robię, to stwierdzam fakt, że
                    posługujecie się dwoma różnymi dyskursami.

                    Twój błąd - jak mi się wydaje - polega na tym, że przykładasz swoją miarę do
                    jej zachowań. Ona chodziła, chodzi i będzie chodzić do wróżek, bo dla niej są
                    one autorytetem. Natomiast Ty nie chodziłeś, nie chodzisz i nie będziesz
                    chodził do wróżek, bo dla Ciebie kryteria wyznaczenia autorytetu są zupełnie
                    inne niż dla niej. Oczywiście nie możemy w naukowy sposób stwierdzić, które
                    kryteria są lepsze - jej czy Twoje.

                    Nauka na gruncie siebie samej nie może orzec swojej wyższości nad twierdzeniami
                    pozanaukowymi. Świadczą o tym prace filozofów nauki, które powstały w XX wieku.
                    Poczytaj o twierdzeniu Godla, o Traktacie logiczno-filozoficznym Wittgenstaina,
                    czy wreszcie o krytyce Poppera, który sam siebie uważa za racjonalistę i
                    obrońcę racjonalizmu.

                    Skupię się tu na tym ostatnim przykładzie – czyli na krytyce racjonalizmu
                    Poppera – bo z tych wszystkich przykładów jest najłatwiejszy do zrozumienia.
                    Otóż Popper, którego osobiście bardzo szanuję, wykazywał wyższość racjonalizmu
                    nad irracjonalizmem. Ktoś kiedyś zadał mu pytanie, na jakiej podstawie przyjął
                    swój racjonalizm. Innymi słowy, co uprawomocnia jego racjonalizm. I tu pojawił
                    się problem, bo okazuje się, że jedyną możliwą logicznie odpowiedzią na tak
                    postawione pytanie, jest stwierdzenie, że przesłanki do przyjęcia racjonalizmu
                    mogą być tylko irracjonalne.

                    Z tego wynika, że to, co łączy Ciebie i panią Jadzię, jest irracjonalna
                    źródłowość waszych poglądów. Inaczej mówiąc to, że zdecydowałeś się przyjąć
                    postawę racjonalną wynika z czegoś, co możemy nazwać nie inaczej jak wiarą w
                    racjonalizm.

                    A na zakończenie dodam tylko, że nie piszę tego, bo jestem obrońcą
                    irracjonalizmu. Sam na ten temat nie mam jeszcze wyrobionego zdania. Celem tego
                    postu było tylko i wyłącznie przedstawienie Ci różnych rzeczy, o które w swych
                    rozważaniach się potknąłem.
                    • yamkr Re: Małe pytanko... 12.03.04, 19:04
                      > Myślę, że problemy, w które wikłają się Twoje rozważania wynikają z faktu, iż
                      > mylisz dwie rzeczy: dyskurs naukowy z dyskursem pozanaukowym.
                      > Sam piszesz, że posługujesz się dyskursem naukowym. Natomiast nie sądzę, aby
                      > pani Jadzia ze sklepu mięsnego na stacji Metro Ursynów takim dyskursem się
                      > posługiwała.

                      Dla Twojego spokoju, nie mylę tych rodzajów dyskurów. Nawet, jeżeli posługuję
                      się dyskursem naukowym, to odnoszę się do astrologii z poziomu meta - staram
                      się podejść do niej od strony uwyraźnienia jej statusu, dania pewnego opisu, a
                      to wymaga posługiwania się przynajmniej prymitywnym aparatem pojęciowym. (na
                      marginesie, sądzę, że dyskursu astrologii nie można utożsamić z językiem
                      potoczym) A takie podejście jest dopuszczalne, chyba, że wyprowadzasz
                      konsekwencje z Wittgensteina i tkwisz w relatywizmie (niesprowadzalność do
                      siebie różnych gier językowych).

                      > Pragnę tu nadmienić, że nie dokonuję tu oceny aksjologicznej i nie
                      stwierdzam,
                      > który z dyskursów jest lepszy. Jedyne, co robię, to stwierdzam fakt, że
                      > posługujecie się dwoma różnymi dyskursami.

                      Ja również dopuszczam wiele typów poznania, nigdzie nie twierdziłem, że
                      istnieje tylko i wyłącznie jeden, właściwy, naukowy typ poznania.

                      > Twój błąd - jak mi się wydaje - polega na tym, że przykładasz swoją miarę do
                      > jej zachowań.

                      Jeżeli socjolog mówi o jakimś zjawisku masowym np. wyborach prezydenckich w
                      języku socjologii, a "pani Zdzisia" mówi o wyborach prezydenckich w
                      swoim "prostym" języku, czy to jest błąd? Socjolog ma prawo wypowiadać się w
                      języku socjologii na temat wyborów podejmowanych przez "panią Zdzisię" tak samo
                      jak ona ma prawo czynić to samo w swoim prosym języku, czyż nie tak?

                      Jeśli przykładam swoją miarę do "pani Zdzisi" to jak na razie nie potępiłem jej
                      zachowań, nie mam za co, bo nie dostałem odpowiedzi na pytanie. Szukam pewnego
                      obiektywizmu w świecie, jak na razie nie otrzymałem zadowalającej odpowiedzi.


                      > Nauka na gruncie siebie samej nie może orzec swojej wyższości nad
                      twierdzeniami
                      > pozanaukowymi. Świadczą o tym prace filozofów nauki, które powstały w XX
                      wieku.
                      > Poczytaj o twierdzeniu Godla, o Traktacie logiczno-filozoficznym
                      Wittgenstaina,
                      > czy wreszcie o krytyce Poppera, który sam siebie uważa za racjonalistę i
                      > obrońcę racjonalizmu.


                      Te prace o niczym takim nie świadczą i nie mogę zgodzić się na takie przejście,
                      gdyż nie jest ono prawdziwe.
                      Jeśli chodzi o twierdzenie Godla, czytałem samo twierdzenie jak i prace o jego
                      filozoficznych konsekwencjach. Godel sformułował dowód i twierdzenie o
                      nierostrzygalności Węższego Rachunku Predykatów, nic nie mówił o świecie.
                      Konsekwencje dopiero wyprowadzali inni, a zaczął p. Lucas w 1951 roku (data
                      publikacji jego artykułu), większość wyprowadzonych tak konsekwencji jest
                      błędna. Do niego w ten, lub inny sposób nawiązują pozostali autorzy. Nikt
                      rozsądny nie dyskutuje z samym twierdzeniem Godla, chyba, że znajdzie się taki
                      człowiek, który będzie umiał je obalić. Trzeba natomiast uważać gdy wyprowadza
                      się z niego konsekwencje. Można zgodzić się do konsekwencji na gruncie
                      matematyki (i dziedzin spokrewnionych), ale rozciąganie ich na wszystkie nauki,
                      lub też na rzeczywistość, jest to po prostu wielkie nadużycie.

                      Z panem Wittgensteinem nie można w ogóle dyskutować, bo jak dobrze poczytać w
                      traktacie, samo dzieło okaże się nie mieć sensu. :)
                      Pisałem zresztą o Witt. w poprzednim poście.

                      O Popperze wypowiadać się nie mogę, nie poznałem Go na tyle, aby wejść w
                      dyskusję z tym wielkim umysłem.

                      Na marginesie dodam tylko, że Godel był logikiem (jak kto woli matematykiem) a
                      Witt. można zaklasyfikować jako fil. języka.

                      Czy przesłanki do przyjęcia racjonalizmu są irracjonalne? - wątpię, mógłbym
                      pwoływać się na prace wielu autorów np. Newmana, wielu klasycznych (Arystoteles
                      chociażby). Myslę, że w człowieku jest jakiś zmysł prawdy; poznania jak
                      najbardziej obiektywnego. Uważam, że rzeczywistość wymusza racjonalizm a
                      irracjonalizm jest wynikiem błedów w myśleniu. Są oczywiście prawdy
                      przekraczające rozum, ale z drugiej strony nie mogą stać w sprzeczności do
                      rozumu. Jeśli ktoś twierdzi o istnieniu jakiegoś przedmiotu, a nie jest w
                      stanie pokazać go w jakiś sposób (niekoniecznie musi być to dowód), to takie
                      twierdzenie należy odrzucić. Np. jak ktoś twierdzi, że nasza wiedza jest
                      nierozstrzygalna i opiera się na dowodzie Godla, to szczerze należy mu
                      współczuć. Nie jest to przytyk do Ciebie, bo tak nie twierdziłeś, proszę więc
                      nie brać go do serca. Często spotykam się po prostu z takimi nieuzasadnionymi
                      przejściami na gruncie wiedzy naukowej, jak i pozanaukowej.

                      > A na zakończenie dodam tylko, że nie piszę tego, bo jestem obrońcą
                      > irracjonalizmu. Sam na ten temat nie mam jeszcze wyrobionego zdania.

                      Mam mgliste przekonanie, że Poppera trzeba zreflektować krytycznie. Do
                      człowieka, który atakuje matematykę trzeba podchodzić nieufnie. np.Wg. Poppera
                      2+2=4 oraz 1+1=0 mają charakter stwierdzeń naukowych, podczas gdy x+y=2 nie ma
                      z racji na swoją nieoreśloność.




                      Ona chodziła, chodzi i będzie chodzić do wróżek, bo dla niej są
                      > one autorytetem. Natomiast Ty nie chodziłeś, nie chodzisz i nie będziesz
                      > chodził do wróżek, bo dla Ciebie kryteria wyznaczenia autorytetu są zupełnie
                      > inne niż dla niej. Oczywiście nie możemy w naukowy sposób stwierdzić, które
                      > kryteria są lepsze - jej czy Twoje.
                      • yamkr Re: Małe pytanko... 12.03.04, 19:31
                        mała errata:
                        napisałem:

                        > filozoficznych konsekwencjach. Godel sformułował dowód i twierdzenie o
                        > nierostrzygalności Węższego Rachunku Predykatów, nic nie mówił o świecie.

                        co jest oczywiście nieprawdą, poczynioną zresztą przez roztargnienie (w trakcie
                        odpowiadania myślałem o WRP i dowodzie nierozstrzyglaności, który to frapował
                        mnie niedawno w związku z programowaniem w logice).

                        Powinno być:
                        filozoficznych konsekwencjach. Godel sformułował dowód i twierdzenie o
                        niepełności arytmetyki liczb naturalnych (na którym to twierdzeniu buduje się
                        twierdzenie o nierozstrzygalności), nic nie mówił o świecie.
                        • pantomass Re: Małe pytanko... 12.03.04, 19:46
                          Uff...

                          Wybacz ale już jestem za stary, aby prowadzić filozoficzne dysputy. Wynika z
                          tego, że nie pomogę Ci w Twoich filozoficznych poszukiwaniach.

                          Jedyne co mogę zrobić, to przeprosić Cię, że narobiłem Ci smaku, a teraz zmykam.

                          Pozwól, że na koniec dam Ci jedną radę. Myślę, że to forum nie jest
                          odpowiedznim miejscem na to, abyś znalazł odpowiedzi na swe pytania. Zresztą
                          to, że tu ich szukasz jest bardzo ciekawe pod względem psychologicznym.

                          Powodzenia w poszukiwaniach, znalezienia rozwiązania, dojścia do celu...
            • pantomass Re: Małe pytanko... 12.03.04, 03:10
              yamkr napisał:
              > Tak więc interesuje mnie status metodologiczny astrologii - czym się zajmuje,
              > tzn. jaki ma cel, metodę i środki do osiągnięcia celu.
              > Jeśli to nie jest nauka, to czym jest - światopoglądem, wierzeniem?

              Nie ma jednej astrologii. Jest ich wiele, a każda z nich ma inny cel, metody i
              środki. Pozwól, że pokrótce przedstawie Ci kilka z astrologii, które teraz
              przychodzą mi do głowy:

              1. Astrologia gazetowa;
              2. Astrologia humanistyczna;
              3. Astrologia klasyczna;
              4. Astrologia świątynna;
              5. Astrologia pozytywistyczna;

              Każda z nich ma inny cel, inną metodę i inne środki. Każda z nich opiera się na
              innych założeniach. Trudno wstadzić te różne podejścia do jednego worka i
              powiedzieć - to jest prawdziwa astrologia. Gdy ktoś tak robi, promuje swoje
              własne podejści, które dla innych nie koniecznie musi być podejściem słusznym.

              Co do Twojego pytanie: czym jest astrologia? Odpowiadam, że może być nauką,
              może być światopoglądem, może być mniemaniem. Trzeba zawęzić pytanie. Musisz
              powiedzieć o jaką astrologię Ci chodzi.
              • yamkr Re: Małe pytanko... 12.03.04, 19:14

                1. Astrologia gazetowa;
                2. Astrologia humanistyczna;
                3. Astrologia klasyczna;
                4. Astrologia świątynna;
                5. Astrologia pozytywistyczna

                > Każda z nich ma inny cel, inną metodę i inne środki. Każda z nich opiera się
                na innych założeniach.

                Uważaj, jeśli przyznajesz cel, metodę i środki, to podchodzisz do nich jak do
                nauki, a sam mi to wymawiałeś :)

                Bardziej mi chodzi teraz o założenia.
                > 1. Astrologia gazetowa;
                > 2. Astrologia humanistyczna;
                > 3. Astrologia klasyczna;
                > 4. Astrologia świątynna;
                cokolwiek by znaczyły te nazwy wrzuciłbym je do jednego worka
                > 5. Astrologia pozytywistyczna;
                z tym zastanowiłbym się przed wrzuceniem, ale jakie są różnice?

                Czy nie jest tak, że u samych podstaw żadnych różnic nie ma?
                • anahella Re: Małe pytanko... 12.03.04, 19:51
                  yamkr napisał:

                  > > 1. Astrologia gazetowa;
                  > > 2. Astrologia humanistyczna;
                  > > 3. Astrologia klasyczna;
                  > > 4. Astrologia świątynna;
                  > cokolwiek by znaczyły te nazwy wrzuciłbym je do jednego worka

                  Buahahhaahhaha

                  No teraz to mnie rozbawiles:)))))
                  • yamkr Re: Małe pytanko... 12.03.04, 20:13
                    Dalczego? :)
                    • yamkr Re: Małe pytanko... 12.03.04, 20:25
                      to oczywiście była prowokacja :)
                      jutro bedzie w szczegółach
                      • yamkr Re: Małe pytanko... 12.03.04, 20:29
                        >Buahahhaahhaha
                        >
                        >No teraz to mnie rozbawiles:)))))

                        - no coż, argumentum ad personam jest mało trafny w tej chwili :(
                        mogłaś się wysilić
                        • yamkr Re: Małe pytanko... 13.03.04, 10:53
                          Podchdząc poważniej do wrzucania przeze mnie wszystkich rodzajów astrologii do
                          jednego worka: mam ku temu pewne przesłanki.
                          1. Napisałem: Czy nie jest tak, że u samych podstaw żadnych różnic nie ma?
                          - najważniejszą rzeczą są podstawy. Jeżeli "różne" astrologie mają takie same
                          podstawy, to można wrzucić je do tego samego worka.

                          jaka jest zasadnicza różnica, jeśli za punkt wyjścia bierze się datę urodzin
                          człowieka, a nie datę jego poczęcia, której to na marginesie nie sposób
                          dokładnie określić? Czy od poczęcia człowieka do jego urodzin nic na niego nie
                          wpływa (żadne planety)?
                          Weźmy tu taki przypadek: załóżmy, że dziecko rodzi się w czasie X, ustalamy dla
                          niego horoskop dla czasu urodznia X (dla wywodu nie ma tu różnicy jaki) i
                          określamy w tym horoskopie pewną determinację tego człowieka (np. jakie platety
                          mają na niego wpływ lub też jakimi cechami człowiek się charakteryzuje). A
                          przecież człowiek jest w pewien sposób determinowany w chwili poczęcia chciażby
                          przez przekazany mu kod genetyczny. Dlaczego to jego horoskop jest ustalany wg.
                          czasu X? Przecież człowiek ten istnieje w świecie wcześniej od czasu X. Data
                          narodzin jest przewidywanlna ale nie 100% pewna. Jeżeli urodzi się w czasie X,
                          to wpływ na niego będą miały takie a takie ciała niebieskie, jeżeli urodzi się
                          w czasie różnym od X, to wpływ na niego będą miały inne ciała niebieskie.
                          Jeżeli nie ma determinacji jego urodzin, to dlaczego miałoby się określać coś,
                          co ma wpływ na jego życie? Jeżeli derminacja urodzin jest i różne planety mają
                          wpływ na życie nienarodzonego człowieka, to nie można ustalać horoskopu dla
                          czasu narodzin. Z tego też punktu widzenia posunąłem się o wrzucenie
                          wymienionych typów astronomii do jednego worka.
                          • anahella Re: Małe pytanko... 13.03.04, 15:01
                            To nie byl zaden argument "ad personam". To normalna reakcja na Twoja postawe.
                            NIe wiesz o czym Pantomass pisal ale i tak sie wypowiadasz. Naprawde bawia mnie
                            ludzie, ktorzy zabieraja glos w temacie, o ktorym nic nie wiedza.

                            > A przecież człowiek jest w pewien sposób determinowany w chwili poczęcia
                            > chciażby przez przekazany mu kod genetyczny.

                            I sam sobie na swoje pytanie odpowiedziales: Przychodzimy na swiat z pewnymi
                            cechami ustalonymi juz wczesniej. Wiec po co ciagniesz dyskusje? Zarzucasz mi
                            determinizm i sam dowodzisz ze on istnieje - czyli niniejszym robisz z siebie
                            czlowieka, ktory gada aby gadac, choc nie ma nic do powiedzenia. Doprawdy,
                            dyskusja z Toba przypomina grzebanie w zgliszczach biblioteki, gdzie wiatr
                            pomieszal niedopalone kartki i wymieszal resztki tomiku z Fraszkami
                            Kochanowskiego z fragmentami wierszy Majakowskiego.

                            Zatem proponuje ze dokonczymy te dyskusje gdy Ty zastanowisz sie po co
                            dyskutujesz, jakie mysli chcesz ze mna wymienic i dowiesz sie czegokolwiek o
                            przedmiocie naszego sporu.
                            • yamkr Re: Małe pytanko... 14.03.04, 12:35
                              > NIe wiesz o czym Pantomass pisal ale i tak sie wypowiadasz. Naprawde bawia
                              mnie
                              > ludzie, ktorzy zabieraja glos w temacie, o ktorym nic nie wiedza.

                              Jeśli stwierdzasz, że jestem śmieszny, to jest argument ad persona, a nie
                              rzeczowa wypowiedź.


                              > I sam sobie na swoje pytanie odpowiedziales: Przychodzimy na swiat z pewnymi
                              > cechami ustalonymi juz wczesniej. Wiec po co ciagniesz dyskusje? Zarzucasz mi
                              > determinizm i sam dowodzisz ze on istnieje - czyli niniejszym robisz z siebie
                              > czlowieka, ktory gada aby gadac, choc nie ma nic do powiedzenia. Doprawdy,
                              > dyskusja z Toba przypomina grzebanie w zgliszczach biblioteki, gdzie wiatr
                              > pomieszal niedopalone kartki i wymieszal resztki tomiku z Fraszkami
                              > Kochanowskiego z fragmentami wierszy Majakowskiego.

                              1. Użyłem wyrażenia "pewien" do określenia determinizmu. W przeciwieństwie do
                              Ciebie nie stwierdziłem determinizmu kosmicznego. Odnośnie determinizmu
                              przejrzyj swoje wątki i poczytaj, co wcześniej powiedziałaś.

                              2. Gratuluję zmysłu arystyczno-językowego, ale Twoja wypowiedź nie ma żadnego
                              sensu. Spróbuj dokładnie wczytać się w tok argumentacji i dopiero odpowiadaj.

                              3. Emocje raczej przeszkadzają dyskusji niż ją popychają do przodu, proszę więc
                              o mniej uniesień emocjonalnych, a więcej konkretów.

                              4. Jak na razie jedyną konstruktywną dyskuję miałem z Pantomassem, ponieważ
                              podał on rzeczowe argumenty na które dałem rzeczową odpowiedź.

                              5. Jeśli, jak zapewne twierdzisz, uprawiasz astrologię profesjonalną, to nie
                              uprawiaj w dyskusji ideologii, tylko argumentuj, a jak nie masz nic do
                              powiedzenia, to się do tego przyznaj.

                              > Zatem proponuje ze dokonczymy te dyskusje gdy Ty zastanowisz sie po co
                              > dyskutujesz, jakie mysli chcesz ze mna wymienic i dowiesz sie czegokolwiek o
                              > przedmiocie naszego sporu.

                              6. Doskonale zdaję sobie sprawę dlaczego prowadzę tą dyskusję, wiem jakie myśli
                              chcę wymieniac i ciągle dowiaduję się o przedmiocie naszego sporu.

                              7. TAK WIĘC WSZYSTKIE przytoczone przez Ciebie argumenty w komentowanym poście
                              uznaję za bezzasadne.
                          • rekinek01 Re: Małe pytanko... 13.03.04, 16:38
                            yamkr napisał:

                            > jaka jest zasadnicza różnica, jeśli za punkt wyjścia bierze się datę urodzin
                            > człowieka, a nie datę jego poczęcia, której to na marginesie nie sposób
                            > dokładnie określić? Czy od poczęcia człowieka do jego urodzin nic na niego
                            nie
                            > wpływa (żadne planety)?

                            Spotkałem się z taką opinią, że organizm matki "chroni" dziecko przed wpływami
                            planet. Dopiero zaraz po urodzeniu dziecko zostaje "naświetlone" przez planety,
                            stąd za podstawę bierze się w astrologii datę urodzenia a nie datę poczęcia.
                            Tak więc nie chodzi tutaj o negowanie życia od chwili poczęcia. Przed porodem
                            po prostu planety nie wpływają na dziecko.
                            • anahella Re: Małe pytanko... 13.03.04, 16:55
                              rekinek01 napisał:

                              > Przed porodem
                              > po prostu planety nie wpływają na dziecko.

                              Nigdy nie slyszalam o takiej teorii. Wedlug mnie tu chodzi o takie mistyczne
                              podejscie do momentu narodzin. Wiadomo ze nic sie nie dzieje bez przyczyny. W
                              momencie narodzin (a konkretnie pierwszego oddechu) dochodzi do ostatecznego
                              polaczenia czterech zywiolow. Na poczatku jest ogien (zblizenie rodzicow),
                              potem ziemia (tworzenie ciala), nastepnie woda (zycie plodowe) i na koncu
                              powietrze (pierwszy oddech).
                              Gdybysmy podazali tokiem rozumowania autora watku to musielibysmy rysowac
                              horoskop dla nas na moment... np. pierwszego spotkania naszych
                              praprapradziadkow.

                              Jako astrolog na pewno podchodzisz do sprawy podobnie jak ja - czyli uznajesz,
                              ze we wszechswiecie panuje idealna harmonia i wszystko ma swoje miejsce i swoj
                              czas. Moment poczecia nie jest czyms oderwanym od momentu pierwszego oddechu.
                              Tak samo jak nie jest czyms oderwanym od momentu spotkania naszych rodzicow,
                              dziadkow, pradziadkow itp. Ale o tym traktuje szerzej astrologia porownawcza,
                              zwlaszcza gdy rozwazamy dziedziczosc pewnych ukladow. W mojej rodzinie
                              dziedziczne sa aspekty Saturna i Jowisza, w innych aspekty swiatel, znam
                              rodzine (rodzice, dwoje dzieci i jeden wnuk) gdzie jedna z osi pokrywa sie sie
                              z conajmniej jednym swiatlem pozostalych. Co ciekawsze obie synowe tez wchodza
                              swoimi swiatlami lub osiami na swiatla lub osie pozostalych czlonkow tej
                              rodziny.
                              • rekinek01 Re: Małe pytanko... 13.03.04, 17:41
                                Przeczytałem kiedyś artykuł na temat kosmobiologii i właśnie tam spotkałem się
                                tą teorią, którą podałem na forum. Nie będę się przy tym jednak upierał ani też
                                polemizował, która teoria jet właściwa, tym bardziej, ze nie mam już tego
                                artykułu w domu. Po prosty zasygnalizowałem, iż słyszałem, że taka teoria
                                chodzi wsród części astrologów. Na temat znaczenia daty urodzenia można
                                przeczytać też w "Zarysie astrologii urodzeniowej" von Pronay'a, w
                                rozdziale "Znaczenie momentu urodzenia". Niestety, są tam tylko ogólne
                                przemyślenia autora na ten temat, według mnie, nic konkretnego tam nie ma.
                                • rekinek01 Re: Małe pytanko... 13.03.04, 18:51
                                  A tak "na chłopski rozum": horoskopy oparte sa na dacie urodzenia spełniają
                                  się. Dlatego nie ma potrzeby sporzadzania horoskopów opartych o datę
                                  poczęcia. :)
                                  • anahella Re: Małe pytanko... 14.03.04, 02:23
                                    rekinek01 napisał:

                                    > A tak "na chłopski rozum": horoskopy oparte sa na dacie urodzenia spełniają
                                    > się. Dlatego nie ma potrzeby sporzadzania horoskopów opartych o datę
                                    > poczęcia. :)

                                    Bo nie da sie wyliczyc daty poczecia. Ale gdyby sie dalo to kto wie...:)
                                    • rekinek01 Re: Małe pytanko... 14.03.04, 02:31
                                      Wystarczy się spytać rodziców o datę, godzinę i miejsce poczęcia :)
                                      • anahella Re: Małe pytanko... 14.03.04, 12:14
                                        rekinek01 napisał:

                                        > Wystarczy się spytać rodziców o datę, godzinę i miejsce poczęcia :)

                                        Odpowiadam powaznie. Rodzice (zwlaszcza ci mlodzi, ktorzy niedawno dowiedzieli
                                        sie ze kobieta jest w ciazy) moga podac czas i miejsce zblizenia, w wyniku
                                        ktorego poczelo sie dziecko. Ale kto wie kiedy naprawde sie poczelo: godzine po
                                        zblizeniu, dwie, a moze pietnascie?.
                                        • rekinek01 Re: Małe pytanko... 14.03.04, 13:53
                                          Masz rację. I dlatego ustalenie czasu poczęcia co do minuty jest bardzo
                                          problematyczne.
                                          • yamkr Re: Małe pytanko... 15.03.04, 13:22
                                            Również z tego powodu pojawiają się niekonsekwencje w systemie sporządzania
                                            horoskopów. Co już wcześniej wspomniałem.
                                            • rekinek01 Re: Małe pytanko... 15.03.04, 15:26
                                              Co do ustalenia dokładnego czasu poczęcia, wszyscy zgadzamy się z tym, że jest
                                              to dość problematyczna sprawa. Jednak nie sądze, by to negowało sens
                                              sporządzania horoskopów, ponieważ horoskopy sporządza się na podstawie daty
                                              urodzenia a nie daty poczęcia.
                                              • yamkr Re: Małe pytanko... 18.03.04, 12:13
                                                No właśnie, sporządzając horoskopy dla daty urodzenia stwierdza się, jaki
                                                planety wpływają na daną osobę. Decydująca w życiu człowieka jest data
                                                poczęcia, której dokładnie nie da się stwierdzić. Nie można stwierdzić, że
                                                takie, a takie ciała niebieskie wpływają na człowieka gdyż musiały by wpływać
                                                przed urodzeniem. A wiemy z doświadczenia, że daty urodzin mogą ulegać
                                                przesunięciu, więc musi istnieć coś, co determinuje samo urodzenie. Jak narazie
                                                stwierdzono, że ciała niebieskie wpływają na człowieka z chwilą urodzenia,
                                                jeśli tak jest, to zachodzi niekonskewencja w systemie gdyż nie wpływają one na
                                                człowieka od chwili poczęcia - nikt nie jest stanie stwierdzić. Jeżeli takowa
                                                niekonsekwencja zachodzi, to same horoskopy wydają się nie mieć sensu.
                                                • rekinek01 Re: Małe pytanko... 18.03.04, 17:50
                                                  OK. Czemu jednak na podstawie położenia planet w chwili urodzenia można się
                                                  zapoznać z różnymi cechami człowieka?
                                                  • yamkr Re: Małe pytanko... 18.03.04, 20:31
                                                    Ja bym tego nie stwierdził. Jeżeli powiem, że jesteś miłą, towarzyską osobą,
                                                    lubisz wypowiadać swoje zdanie itp. Nie znam Cię a mogę o Tobie powedzieć parę
                                                    rzeczy, które okażą się prawdziwe. Nie potrzebuję do tego badania położenia
                                                    planet. Mogę tak powiedzieć o osobie dorosłej, o właściwościach charakteru
                                                    małego dziecka nic nie mogę powiedzieć, bo dziecko kształtuje się. Wpływa na
                                                    nie mnóstwo czynników, których nie sposób przewidzieć. Chyba, że stwierdzi się,
                                                    że planety kosmicznie ustalają pewien porządek we wszechświecie, ale wtedy na
                                                    wolność człowieka nie ma miejsca. Chyba, że przyjmiemy istnienie Kogoś, kto
                                                    planety stworzył, ale wtedy wyjaśnianie rzeczywistości w oparciu o nie, nie ma
                                                    sensu.
                                                    Jest też inne wyjaśnienie, które proponował jeden z uczestników forum, tzn.
                                                    działanie duchów. Nie chcę jednak poruszać teraz tego tematu. Jak na razie
                                                    takie rozstrzygnięcia przychodzą mi do głowy.
                                                  • pantomass Re: Małe pytanko... 18.03.04, 20:36
                                                    Rekinku, myślę, że nie dojdziecie do porozumienia. Ten wątek może się ciągnąć z
                                                    pół roku, jak nie dłużej i dalej będziecie stali w miejscu. Macie dwa różne
                                                    światopoglądy, a jak tak jest, to się nie dochodzi do porozumienia...
                                                    Jest przecież tytaj tyle pięknych kobiet, które chcą Cię słuchać ;-)
                                                  • yamkr Re: Małe pytanko... 18.03.04, 23:43
                                                    Można i tak stwierdzić, ale czyż nie jest już postępem, gdy można poznać swoje
                                                    poglądy? :)
        • pantomass Re: Małe pytanko... 12.03.04, 02:59
          yamkr napisał:
          > Termin "uprawomocnienie" stosuje się również w teorii nauki jako
          > bliskoznacznik
          > terminu uzasadnienie. Jest to inny kontekst znaczeniowy niż prawniczy. Z tego
          > co wiem wróżby są konsekwencją pewnego systemu przekonań, a te przekonania
          > przyjmuje się na podstawie jakiejś racji niezależnie od tego jaka ona byłaby.


          Witaj

          Aby czyjeś racje, przkonania, mniemania, czy cokolwiek co się znajduje w naszym
          umyśle można było nazwać nauką, to musi to 'coś' spełniać dwa warunki:

          1. Musi być intersubiektywnie komunikowalne
          A więc ja coś komunikuję, a Ty to rozumiesz w sposób jednoznaczy i
          niedopuszczający możliwości interpretacji. Na przykład 2+2=4.

          2. Musi być intersubiektywnie sprawdzalne
          Czyli ja Ci mówię, że jak puszczam ten kubek, który przy mnie teraz stoi, to on
          spadnie. I teraz każdy człowiek może sprawdzić moje twierdzenie, może wziąć ten
          kubek i go upuścić, a on faktycznie spadnie.

          Co do Twojego pytania dotyczącego uprawomocnienia wróżb, to myślę, że bierzesz
          dwa rózne terminy z różnych dyskursów - dyskursu naukowego i pozanaukowego - i
          chcesz je wsadzić do jednego worka. Wydaje mi się, że jest to nadużycie, które
          do niczego nie doprowadzi.

          Owszem można badać te systemy wierzeń i przesądów, ale na zasadzie
          kulturoznawczej, a nie matematyczno-przyrodniczej, w której
          termin 'uprawomocnienie' faktycznie istnieje.

          Co do astrologii, to sprawa się ma troszeczkę inaczej, bo istnieje wiele
          astrologii, a wśród nich, również astrologia pozytywistyczna, której duch
          obecny był w badaniach małżeństwa Gauquelin.

          Myślę, że na razie starczy.
          • yamkr Re: Małe pytanko... 12.03.04, 19:08
            Odpowiedź co do zarzutu o mieszanie zamieściłem powyżej.

            o astrologiach jest również w innym również poście.
    • agrentowy4321 Re: Małe pytanko... 09.03.23, 17:38
      Sporo czytałam na ten temat
    • irona.sonata Re: Małe pytanko... 30.04.23, 06:20
      Hmm

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka