Dodaj do ulubionych

uderzył mnie...

25.07.09, 18:39
Moje kochane jeszcze nigdy nie byłam nikomu tak wdzięczna jak wam. Dopiero
teraz odczytałam waszą interpretację, bo nie miałam dostępu do komputera.
Zgadza się jestem ja więzień, łudziłam, się, że się zmieni. Wczoraj po
imprezie (jest policjantem a wczoraj było święto policji)przyjechał do domu.
Najpierw szarpał mnie za włosy, potem uderzył z otwartej ręki w czoło. Nie
wiem czym sobie na to zasłużyłam. Dziś poszedł pić dalej. Powiedział, że
jestem okropną żoną i moje zachowanie zmusza go do picia.
Jestem tak wystraszona, że dopiero na spokojnie w poniedziałek, gdy będę miała
chwilę wolnego czasu w pracy odniosę się dokładniej do waszej interpretacji.
Jedno jest pewne rzeczywiście mieszkamy w domu i nie mam za bardzo dokąd
pójść, (mieszkamy z teściami) ale nasze mieszkanie na pietrze tak starannie
urządzałam. nie myślcie, że jestem materialistką ale wiem ,że jak odejdę
stracę wszystko. On mi nie da nic. nie mam mieszkania. Wstyd mi wrócić do
rodziców.
Ale powoli tak jak napisałyście mam tego dość i chyba powoli dorastam do tego,
żeby powiedzieć mu żegnaj.
Z całego serca dziękuję wam wszystkim
Jesteście kochane
Obserwuj wątek
    • indi12 Re: uderzył mnie... 25.07.09, 18:56
      Malutka - tak mi przykro.... Musisz być silna - tak jak powiedziały
      karty PRAWDA MUSI WYJŚC NA JAW !!!!!!!!!!!!!
      Nie bój się zostawić pogożeliska tam już nic nie ma . Trzeba iśc do
      przodu
      • indi12 Re: uderzył mnie... 25.07.09, 19:06
        Królowa ma rację - zwiewaj z tamtąd . Nie wiem jaką masz sytuację
        czy sobie możesz na to pozwolić ( i tu myslę o pracy bo dziś trudno
        zostawić pracę ) Ale na pewno nie takie życie!!!
        Rodziców ma się jednych a oni nie odwracaja sie od swoich dzieci ja
        jestem gotowa przyjąc cie w każdej chwili mimo że mam tylko 29 m
        mieszkanko.
    • asia.33 Re: uderzył mnie... 25.07.09, 18:58
      Malutka ..co tam mieszkanie ..przeciez jak sie masz nim cieszyc w
      takiej sytuacji??
      Wiesz twó mąz wyszedł mi jako Król Mieczy - wiec to by sie zgadzało
      Policjant ..człowiek w mundurze. No to faktycznie nie za fajna
      sytaucja wykorzystuje swoją prace by Ciebie terroryzowac...i nikt
      sie tego przeciez po nim nie bedzie spodziewał, ze ten który ma
      chronic jest oprawcą sad
      Przemysl sobie wszystko moze warto wyjechac na kilka dni , przeciez
      nie musisz mówic nawet Rodzicom, ze chciałabys ich odwiedzic ,
      prawda? Nie wiem ile masz lat ..ale szkoda zycia ...ja jestem czuła
      na słowa i mnie słowo juz wystarczająco dotknie ...nie wolno dac sie
      tak traktowac tylko dlatego ze jestes słabszą i pewnie młodsza i
      drobniejsza od niego. To nie jest Twoja wina ..zrozum tak byc nie
      moze !!!!! On robi bardzo zle !!!! Nie moge Tobie niczego
      nakazac ani nawet namawiac ale prosze pomysl , zastanów sie ..moze
      myslisz ze nic dobrego Cie juz w zycu nie czeka..ale czesto bywa tak
      ze takie sytuacje nas do czegos popychają... do zmiany której
      normalnie nie odwazyłabys sie poczynic. Musisz z kims porozmawiac o
      tym, z kims na kogo mozesz liczyc, komu ufasz , jest ktos taki w
      Twoim życiu ?
    • krolowa.mieczy Re: uderzył mnie... 25.07.09, 18:58
      Malutka, ja nie mówię teraz na podstawie kart tylko od siebie:
      wstyd schowaj do kieszeni i uciekaj. Uciekaj kurde, bo nie będziesz
      miec życia.

      Czytałam w POLITYCE kiedyś reportaż o żonie policjanta która on też
      podobnie traktował. Wykręcał się przed sądem że ona sama rozbijała
      sobie głowę, sama upadała żeby miec siniaki żeby było na niego. A on
      ją bił tak, żeby nie było widac - policjant wie jak. Odebrał jej
      prawa rodzicielskie. Jak ona wzywała policję bo były krzyki i bicia
      to przyjeżdżali jego kumple i śmiali się jej w twarz.
      Malutka, nie dopuśc żeby to zaszło tak daleko jak w tym reportażu...
    • krolowa.mieczy Re: uderzył mnie... 25.07.09, 19:15
      I jeszcze nie wierz w żadne jego słowo którym cię obraża i poniża. W
      żadne! Nie daj się oberzec z godności i poczucia że jesteś do niczego.
      Mów sobie, że jesteś najlepsza, najwspanialsza, to ty jesteś ofiarą a
      nie on (on obraca kota ogonem!).
      Nie daj sobie wmówic bzdur! Pamiętaj kiss
    • wcelestyn Re: uderzył mnie... 25.07.09, 21:21
      A to skurw... nie dość,że stosuje przemoc (a włóaściwie terror) psychiczną, to
      jeszcze fizyczną.Dzwonienie po policje nic nie da bo oni sami uważają się za
      władzę- i jeden drugiego kryje.Wbrew pozorą takich żon policjantów tyranów jest
      tysiące.Oni zdradzają na potęgę ( bardzo często same kobiety im się pchają do
      łóżka- okazji jest wiele),spożywają alkohol na odreagowanie,jeźdżą po pijanemu,
      a bijąc kobiety odreagowują stres w pracy.Oczywiście nie wszyscy się tak
      zachowują lecz co najmniej 15% z nich.
      Ja ci powiem co zrobiła 1 kobieta będąca w takiej samej sytuacji jak ty.Otóż
      nagrywała rozmowy na dyktafon,założyła mikro kamery w domu i jak zebrała dość
      dużo dowodów to wniosła sprawę o rozwód z jego winy+
      sprawę do sądu o znęcanie się nad nią.Wygrała wszystkie,ale musiała się
      przenieść do innego województwa ze względu na to że jej nie dawali spokoju.
      Na pewno nie wolno ci siedzieć z założonymi rękami i nic nie robić.
      Poinformuj rodziców jaka jest sytuacja.
      MASZ PRAWO BYĆ SZCZĘŚLIWA
      • ma_ewa01 Re: uderzył mnie... 25.07.09, 22:23
        Malutka, nic nie piszesz o dzieciach, karty też nic nie powiedziały. Jeśli
        jeszcze nie macie dzieci, uciekaj. Spakuj sie w reklamówkę i uciekaj. Nie czekaj
        aż sytuacja sie zagmatwa i jeszcze bardziej Cię uwiąze w tym piekle. Nie pozwól
        mu juz nigdy podniesc na siebie ręki.
        Facet, który raz uderzył, zrobi to kolejny raz i kolejny... Nie pozwól mu na to.
        Olej kwity, rozwody itp, uciekaj stamtąd. Prace znajdziesz predzej, czy później.
        Nie daj sobie zniszczyć życia, dasz radę...
        Zrób coś. Idź tą drogą. Nie będzie na pewno łatwo, ale zachowasz przynajmniej
        szacunek do siebie. Skorzystaj z pomocy. Sa specjalne instytucie, Indi wie.
        szukaj kontaktu. ratuj sie , kochana, jeszcze możesz być szczęsliwa, tylko daj
        sobie szansę...
        Msmile
    • anahella Napisze szczerze... 26.07.09, 03:14
      Posłuchaj: może to boleć, ale nie pierwszy raz czytam/słucham takich relacji i
      mówienie ogródkami zazwyczaj nic nie daje.

      Nie wróż sobie. Zacznij działać. Wróżby nie dadzą w Twoim stanie nic
      budującego, co najwyżej pogłębią strach przed mężem, bo przy biernej postawie
      będą za każdym razem pokazywać za każdym razem gorzej.

      Sytuacja, jaką opisujesz wskazuje jednoznacznie, że jesteś współuzależniona.
      Współuzależniona, to znaczy podporządkowujesz swoje życie alkoholikowi i
      pozwalasz by staczając się ciągnął Cię na dno ze sobą.
      Powie Ci to każdy w
      poradni uzależnień, bo gdy rodzinę zaczyna niszczyć alkohol, to leczy się nie
      tylko alkoholika. Zaczyna się leczyć bliskich. Terapię zaczyna się od
      uświadomienia kobiecie, ze to nie jest jej wina!

      > Najpierw szarpał mnie za włosy, potem uderzył z otwartej ręki
      > w czoło.

      Konstytucja gwarantuje Ci nietykalność. Czasy gdy kobiety wolno było bić minęły
      dawno temu. Jesteś człowiekiem z pełnią praw. On Twoje prawa łamie.

      > Nie
      > wiem czym sobie na to zasłużyłam.

      Niczym. To jego problem, nie Twój. Ale jest zbyt słabym człowiekiem, by to
      zrozumieć. Wydaje mu się, że gdy Cię w to wciągnie stanie się silniejszy,
      bardziej męski. Nieprawda. Każdy cios jaki Ci daje ujmuje mu męskości.

      > Powiedział, że
      > jestem okropną żoną i moje zachowanie zmusza go do picia.

      Nie wiem jaką jesteś żoną. Ale nawet jakbyś była najgorszą żoną na świecie, to
      nie jest to powód do picia i bicia.
      Pije bo jest słaby. Strasznie słaby. Nie umie sobie poradzić z tym, że
      jest złym mężem, dlatego obwinia Cię o swoją słabość.

      > jak odejdę
      > stracę wszystko

      Na razie straciłaś tylko godność. Możesz uratować zdrowie, a nawet życie.

      > Wstyd mi wrócić do
      > rodziców

      Wstydzisz się czy nie wierzysz, że Ci pomogą? Nie odpowiadaj na forum, odpowiedz
      sobie po cichu.
      Masz prawo do pomocy. Jak nie u rodziny, to gdzieś indziej. Schowaj wstyd do
      kieszeni. Potrzebujesz pomocy.

      > Ale powoli tak jak napisałyście mam tego dość i chyba powoli
      > dorastam do tego,
      > żeby powiedzieć mu żegnaj.

      Nie wiem gdzie mieszkasz, czy w dużym czy małym mieście, a może na wsi. Jednak
      masz Internet, więc możesz poszukać pomocy w sieci.

      Jesteś ofiarą przemocy domowej. Nie jest to powód do wstydu. Twoja obrona
      przed tym powinna być powodem do dumy, więc broń się. Masz wyspecjalizowane
      poradnie, oni Ci pomogą, np. tu:

      www.niebieskalinia.pl/index.php?assign=zadania&w=1024.
      Tragedia maltretowanych kobiet powtarza się jak kalejdoskopie: najpierw bije i
      wbija w poczucie winy. Potem ona ucieka - on przeprasza. Ona wraca. On jest
      grzeczniutki do kolejnej okazji do wypicia. Potem bije mocniej.

      I na koniec mam dla Ciebie jedyną wróżbę, jakiej mogę udzielić: to wróżba z
      policyjnych statystyk:

      www.policja.pl/portal/pol/4/318/Przemoc_w_rodzinie.html
      Przyjrzyj się tej tabelce, zwłaszcza ile kobiet padło ofiarami - około 60
      procent ze wszystkich ofiar przemocy domowej.
      Czy wiesz, że około 80 proc. morderstw na kobietach to sprawka osoby bliskiej
      lub znajomej?

      Twój problem nie jest jednostkowy, specjaliści to dawno zauważyli,
      potrafią pomóc kobietom w zmierzeniu się z nim.

      Jeśli zmierzysz się z tym problemem, nie będziesz kolejną cyferką z suchej,
      policyjnej statystyki. Ale tylko Ty możesz podjąć decyzję o walce o godność,
      zdrowie fizyczne i psychiczne, a może nawet i życie.

      Wiem, że to co piszę jest okropne. Nie chcę straszyć, chcę przestrzec.
      No i pamiętaj, że wyjście z patologicznego związku to nie jest tylko Twoja
      sprawa. To sprawa społeczna. W poradniach są specjaliści, oni wiedzą jak to
      przeprowadzić.

      Pamiętaj też, że im wcześniej Ty się obudzisz, tym większa szansa dla Twojego
      męża na resocjalizację.
      • ma_ewa01 Re: Napisze szczerze... 26.07.09, 10:38
        Anahello, bardzo Ci dziękuje za tego posta w imieniu wszystkich dziewczyn, które
        to przeczytają. Ja już wynotowuję podane przez Ciebie linki. Bo nie tylko na
        forum zdarzaja sie takie sytuacje, w życiu też.
        Jesteś naszym Duchem - Opiekunem. Jeszcze raz dzięki...
        Msmile
        • anahella Re: Napisze szczerze... 26.07.09, 12:40
          Ewa, przeceniasz mnie.

          Ja po prostu kiedyś pracowałam w sądzie jako protokolantka. To było w drugiej
          połowie lat 80. Pamiętam rozwody, po których kobiety zostawały z dziećmi bez
          środków do życia, na salę sądową przychodziły z siniakami i znikąd nie miały
          pomocy. Nawet rodzice byli przeciwko nim.
          Bo kiedyś stłuczenie żony było naturalnym prawem męża. I pytanie sędzi: "czy wie
          pan że nie wolno bić nikogo, żony też?" wzbudzało oburzenie i traktowało się
          jako przekupienie sędziego przez "podłą sukę" jaką w oczach była męża bita żona.

          Pamiętam panią sędzię, która zadawała proste i celne pytania: "skoro małżonka
          była złą żoną, to czemu się pan z nią nie rozwiódł?"
          Odpowiedzi brakowało i to pokazywało, że nie bił dlatego że była złą żoną, tylko
          bił bo potrzebował ofiary.

          Mnie nigdy żaden mężczyzna nie uderzył. Nie wyobrażam sobie mojej reakcji. Może
          oddałabym, a może załamałabym się. Pytanie co było gdybym oddała... pewnie
          eskalacja przemocy.
    • dobema Re: uderzył mnie... 26.07.09, 11:36
      Bardzo mi przykro Malutka, naprawdę masz nieciekawą sytuację.
      Dopiero dziś nadrabiam zaległości na forum i przeczytałam Twój
      watek.
      Uciekaj dziewczyno od tego tyrana, rodzice zawsze Cię przyjmą do
      siebie, bo są Twoimi rodzicami, zawsze nimi będą i nie pozwolą na
      Twoją krzywdę.

      Co do nauki Tarota, jeżeli masz chęć mieć swoją talię mogę oddać Ci
      moją mało używaną talię. Są to karty Ridera Waite'a wraz z książka
      do nauki. Wygląda to tak:
      www.osiem.com.pl/product_info.php?products_id=254
      Zaczynałam na nich moją podróż z Tarotem smile
      JEżeli jesteś zinteresowana to napisz na mojego maila gazetowego
      adres gdzie mam karty wysłać.

      Trzymaj się malutka! Jesteśmy wszystkie z Tobą!!
    • indi12 Re: uderzył mnie... 27.07.09, 09:52
      Malutka daj znać co u Ciebie
      Pozdrawiam
      • smunaa28 Re: uderzył mnie... 27.07.09, 11:03
        Część Malutka
        To co napisałaś mnie przeraziło. Całkowicie abstrahując od kart moim zdaniem
        powinnaś jak najszybciej odejść od tego człowieka. Wiem, ze nie mam prawa ani
        się wymądrzać ani radzić bo to Twoje życie, wiec zrobisz co zechcesz. Dodam
        tylko tyle, że człowiek który podniósł na Ciebie rękę raz zrobi to po raz
        kolejny. Wiem co mówię, bo wychowywałam się w takiej rodzinie sad niestety . Z
        pozoru wszystko ok, a w domu mama służyła ojcu za worek treningowy. Pomyśl co
        będzie kiedy pojawi się dziecko? Co zrobisz kiedy twój mąż podniesie rękę także
        na nie. Nie myśl o swoim wstydzie... wstyd zawsze towarzyszy ofiarom przemocy
        domowej (i tej fizycznej i psychicznej, dlatego często nie mówią nikomu o swojej
        tragedii). Jednak jedyną osobą która powinna się wstydzić jest twój mąż!!! Nie
        przejmuj się tym "co ludzie powiedzą", nie bój się poprosić o pomoc
        rodziców...nie daj się zastraszyć. Nikt ale to nikt nie ma prawa podnieść na
        Ciebie ręki! Nigdy i z żadnego powodu! A jeśli to zrobił powinien ponieść
        konsekwencje. Ktoś wcześniej podał link niebieskiej linii - tam anonimowo możesz
        szukać pomocy. W każdym mieście przy UM działają Komisje Rozwiązywania Problemów
        Alkoholowych (zajmują się również przemocą) oraz tzw. PCPRy. Tam za darmo można
        porozmawiać z psychologiem, prawnikiem i ludźmi którzy doradzą Ci co zrobić w
        takiej sytuacji. Jeszcze raz napiszę - uciekaj, póki możesz i zanim ten człowiek
        zamieni twoje życie w piekło...
        • lukrusia Re: uderzył mnie... 27.07.09, 11:36
          Maluutka nie czekaj tylko działaj powiedz o tym zdarzeniu rodzicom -
          bądz pewna wesprą Cię . Pamietaj to nie ty masz ponosić winy a on
          musi ponieśc konsekwencję za swoje czyny .Malutka nie jesteś sama
          wszystkie jesteśmy z Tobą i zawsze możesz na nas liczyć i nasze
          wsparcie smile



          Pozdrawiam Cię serdeczniesmile)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka