ema55
02.12.07, 11:34
Temat myślę zawsze aktualny.Relacje między dyrekcją, a
nauczycielkami wpływają w ogromnym stopniu na relacje z dziećmi.Jak
jest u Was? Po krótce opiszę swoją sytuację.Moja koleżanka
zmienniczka została dyrektorką.Bardzo się cieszyłam, bo to wrażliwy
i mądry człowiek. Rozumiałyśmy się w pół słowa. Taka przyjaźń zdarza
się rzadko w pracy. Było różnie i dobrze i źle....jak to między
przyjaciółkami kobietami bywa. Znałyśmy swoje problemy rodzinne,
pomagałyśmy sobie. Jestem z natury otwarta i to, co mi się nie
podobało mówiłam wprost.Męczą mnie niedomówienia.Nie będę wdawać się
w szczegóły, ale pewnego dnia to wszystko, co ważne, wartościowe
między nami było pękło, jak bańka mydlana. Nie wiem dlaczego i z
czyjej winy. Z relacji innych osób dowiedziałam się, że komuś ta
przyjaźń zagrażała, nie podobała się.Ten ktoś zadziałał twórczo i
skutecznie.Dziwi mnie ta postawa, bo ten ktoś bardzo niepochlebnie
wyrażał się o kompetencji przełożonej. Kiedy dowiedziałam się rzeczy
podłej, że jestem właśnie ja o to posądzona i to na dodatek na
zewnątrz placówki zrozumiałam, że tego nie udźwignę.Zostałam
poniżona, oszukana i nie miałam ochoty na tłumaczenia, bo
zrozumiałam, że to nie byla przyjaźń. Zresztą nie przedłużono ze mną
umowy na rok następny i znalazłam się w innym przedszkolu.Ta ciężka
atmosfera wpłynęła na dzieci. Nauczycielki nerwowe, niepewne jutra,
zajęte sprawami personalnymi nie miały serca dla dzieci. Parę
miesięcy przed opuszczeniem przedszkola już prawie ze sobą nie
rozmawiałyśmy. Każda bała się coś powiedzieć, żeby przypadkiem nie
zostało to wykorzystane przeciwko niej. Po co to piszę? Dziewczyny!
Unikajcie takich sytuacji! Nie wolno się bawić kosztem innych, bo
coś zyskam w oczach przełożonych. Może na krótko tak. Nauczyciel
musi dawać przykład, bo ma pod opieką małe, nieukształtowane
osobowości.One naśladują, uczą się żyć przy nas i od nas. Ja mogę w
lustrze patrzeć sobie w oczy bez obaw, ale siedzi we mnie ogromny
żal. Że mnie to boli, choć wyrzucam to z mysli jest fakt, że śni mi
się moja "przyjaciółka", która przeprasza i zapewnia, że wszystko
naprawi. Obecna dyrektorka jest wymagająca,zasadnicza, ale pełna
życzliwości, nie ulega wpływom. Pracuję na pełnych obrotach i z
checią. Jednak myśl, że tak mnie przedmiotowo potraktowano po 20
latach pracy prześlauje mnie nadal. Przepraszam, że tak się tu
otworzyłam, ale uwierzcie mi....pomogło! Serdrcznie pozdrawiam