Dodaj do ulubionych

MEDYTACJE Z RUNAMI

15.05.07, 14:20
Jak pracujecie z runami? Runa dzienna, medytacje, rozkłady?
Ja się muszę przyznać, nie grzeszę systematycznością. Wyciągam często jedną
runę na dany dzień, rano. Wieczorkiem sobie myślę, jak się w danym dniu
zamanifestowała.
Czasami mam nastrój na medytację. Wyciągam z woreczka runę, nie wiem jaka to
runa, kładę sobie ją na czółku między brwiami, włączam muzykę relaksacyjną
lub gongi i odpływam...Bywa, że zasypiam i nic. Bywa, że wynik medytacji
bardzo mi pomaga w dalszej pracy nad sobą. Opisuję wtedy najdokładniej jak
pamiętam tę medytację. Zanudzę Was teraz jednym z takich opisów. wink)
Oto on.
**************************************************************************

Wyciągnęłam z mojego woreczka runę. Nie patrząc, jaką runę wybrałam.
Położyłam ją na czakrze trzeciego oka, jej rysunek zetknął się z moim czołem.
Ciekawe jaka to runa…Zamknęłam oczy….pustka, światło, włączony umył
poszukiwał rozwiązania „zagadki”, jaka to runa…oj, teraz trzeba wyłączyć moją
kochaną analityczną lewą półkulę, podsuwającą rozwiązania….Poprosiłam runę o
ukazanie się…Odleciałam, może nawet usnęłam, głęboki odlot…Najpierw był obraz
mojego taty, a właściwie jego wspaniałego żółtego samochodu, stojącego pod
blokiem. To znaczyło, że przyjechał do domu. Takie miałam odczucie w
medytacji, że chyba powinnam zadzwonić do niego…
Potem…szkoła, lekcja matematyki. Na tych lekcjach byliśmy kolejno proszeni do
tablicy, aby rozwiązywać zadania. Nic miłego. Zawsze się bałam…oby nie iść do
tej tablicy, tylko nie to. No i na tej lekcji musiałam pójść do tablicy
zgodnie z kolejnością… W szkole byłam słaba z matematyki. Bardzo nieśmiała i
cicha. Przy tablicy rozwiązałam zadanie bez wysiłku…Lekko jakoś, samo się
rozwiązało.
Dalej nie wiedziałam co to za runa….
Obudziłam się, wróciłam do realu…Podczas medytacji runa spadła mi z
czoła….Upadła na poduszkę…Położyłam ją z powrotem „na miejsce”. Zaskoczyła
mnie tym zsunięciem się….
Spojrzałam – runa NAUDIZ, kolejne wielkie zaskoczenie….kształt prawosławnego
krzyża…Dla mnie przedstawia ona drogę, a na tej drodze jest przeszkoda, na
przykład ciężka drewniana kłoda…Ech, jak mam ochotę ze złością skopać tę
kłodę, siłą wściekłości ją usunąć, po co przeszkadza!?

Interpretując wynik tej medytacji pod kątem runy NAUDIZ…Mam wspaniały umysł,
zdolny pokonać wszelkie przeszkody. Nie siłą fizyczną lecz potęgą intelektu i
intuicji (przecież zadanie się samo rozwiązywało, jakby mnie ktoś prowadził,
podpowiadał…wink. Zdolny wykonać, rozwiązać każde zadanie. Niewiara w siebie,
niepewność, że sobie poradzę są tą belką, przeszkodą na drodze…Pójście do
tablicy to oczywisty przymus pochodzący z zewnątrz. Ta runa właśnie mówi o
przymusowych zewnętrznych sytuacjach, pojawiających się po to, by człowiek
się rozwijał, by siłą woli i umysłu pokonywał trudności. Trudności wzbogacają
wiedzę o sobie samym. Tu: sami sobie nakładamy ograniczenia, że nie umiemy
czegoś, nie damy sobie rady. ZAWSZE DAMY RADĘ!!!!
Nie rozumiem, dlaczego na początku pojawił się tata…Może chodzi o to, że on
zawsze sam, samodzielnie, bez niczyjej pomocy pokonuje przeszkody, sam
osiągnął ten samochód, nikt mu go nie dał ani nie pomógł (mama to kobieta-
bluszcz)…może ja jego podświadomie obwiniam o moje szkolne kompleksy…pamiętam
przecież porównywanie mnie do innych dzieci, wyśmiewanie moich problemów,
wieczne niezadowolenie, reagowanie krzykiem.
Czułam się gorsza od innych dzieci, brzydsza. Może teraz mój kontakt z nim
opiera się na „muszę”, bo trzeba utrzymywać kontakt z ojcem. Z drugiej
stronny potrzebuję go, jestem nadal trochę zależna, nie finansowo i nie
emocjonalnie, tylko wtedy, gdy trzeba wynieść zepsuty telewizor na śmietnik,
sama go nie udźwignę… Uff, skomplikwane...
***************************************************************************
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka