A właściwie odgrzewane resztki, względnie niewyględne. Jedno z tych superdań z pośledniejszych cięć mięsa, w sam raz dla prawdziwych miłośników gotowania powolnego, aromatycznego, ciężkiego, serdecznego i zgodnego z grupą krwi A, B, O, AB, BOA, XYZ oraz XXX. Etycznego przy tym także, bo krowa biedaczka nogę nie na darmo straciła - bez pozyskanego z niej nektaru życia niemożliwe byłoby obalenie 1,5 litra podłej tequilli na trzech, co udało się bezzwrotnie dokonać zaproszonym na obiad kumplom.
Po florencku, czyli w ciemnym sosie, na czerwonym winie i pomidorach. Z dorosłej wołowiny, nie z cielęcia, przyprawionej na północnoafrykański odcień, bo z cynamonem.
Jeśli mi kumpel prześle fotę z sobotniej uczty, kiedy zaserwowałem kawał mięsa z dziurawym gnatem na podkładzie z risotto grzybowo-wołowym, to podzielę się sposobem wykonania z chętnymi.