Tak więc wzięłam 6qt/3L garnek pod nazwą slow cooker ( bylo to moje drugie w życiu użycie tego cuda, po beef bourguignon w Świeta) i ułożyłam w nim podsmażone na patelni; kawałki boczku, wędzonego gotowanego, laskę kiełbasy zwyczajnej, ze dwa kawałki giczy wołowej i cielęcinę taką od żeber, pokrojoną w kawałki i obtoczoną w mące i to by było na tyle w kwestii mięsa. Miałam jeszcze w planie wędzone żeberka świńskie, ale i tak bez nich dopychalam pokrywkę butem niemalże.
Grzyby suszone w paczce Runoland namoczyłam, a potem dodałam do ogółu.
3 cebule i podsmażyłam na tłuszczu po mięsie, potem dodałam 3 ząbki czosnku, i wrzuciłam to na kapustę, potem dodałam trochę czerwonej papryki w proszku, pieprz
Kapusta to były 2 pojemniki kapusty kiszonej sałatkowej dostępnej w ruskich sklepach na wagę i jeden słoik kapusty kwaszonej Polonaise ( płyn odciśnięty, kapusta poszatkowana na mniejsze pecyny)
listki laurowe, ziele angielskie, polska przyprawa do bigosu w ilości 1i 1/3 paczki.
Pyrcylo się to 7 godzin na low setting i wyszło znakomite. Na drugi dzień doałam łyżkę powideł śliwkowych. Część bigosu porozdawalam, część przygrzewam właśnie, a resztki marne wyniosłam na balkon.
Teraz, co zrobilam nie tak?

Sugestie na przyszłość?