Tak mnie naszlo po lekturze watku, Turzycy ktora kruchego nie zrobi, bo nie ma stolnicy, gdzie Fetti sie chwali jak to pierogi na desce z butelka robila, a Aniaiewa pralke miala za blat. Do tego w ramach rownowagi watek Fetti, jakie to sprzeta sa nam niezbednie potrzebne do kuchennego zywota.
No, wlasnie jak to z nami jest? Mamy te miksery, malaksery, blendery, sandwichery, tosciarki, czajniki na prad, piecyki rozniste i wiele innych bardzo potrzebnych nam gajgow. Czy aby na pewno na mus niezbednych?
Jestem okropna kuchenna gadzeciara, kuchnie potrzebuje coraz to wieksza, szafki pelne kuchennych dobr wszelakich, jadac na dluzszy wypad zabieram to i owo. I kuchenka turystyczna na gaz i komplet garnkow kempingowych (z patelnia i czajnikiem) i melaninowa zastawe i zestaw sztuccow i kieliszki do wina (no, plastikowe), deski, miski, noze, przyprawy i polprodukty, plus pelna lodowke samochodowa, taka do zapalniczki. Chwala Dziadkowi, ze to wszystko w swym przepastnym bagazniku upycha

. Dwa-trzy tygodnie bezdrozy, z dala od cywilizacji i co? Po raz kolejny okazuje sie, ze wystarcza mi jedna deseczka, jeden garnek (drugi do gotowania wody na herbate), jedna miska, jeden porzadny noz, lyzka, widelec.Kuchenka oczywiscie tez.
I gotuje

Robilam juz nalesniki posrodku pustyni Atacama, budyn w deszczu na Carretera Austral, spagetti pod Zwrotnikiem Koziorozca, smazylam lososia gdzies nad Pacyfikiem, pieklam bulki w piecu na drewno w schronisku pod wulkanem Antuco,parzylam herbate pod wulkanem Villarica. O kurczaku w bialym winie na krancu Panamericany na Chiloe, jajecznicy na kolacje na 4000metrow, kielbaskach i ziemniakach z ognisk nie wspomne. I to wszystko bez tego co absolutnie niezbedne w kuchni. Z jednym garnkiem, nozem, deska, miska i kuchenka o jednym palniku, w miejscach gdzie zywego ducha nie spotkasz a woda byla jak ja sobie przywiezlismy.
Chwalcie sie Waszym kuchennym minimalizmem i potrzeba chwili