blue_belle
25.03.09, 21:03
Dziewczyny coś Wam tu opiszę. Może pomyślicie że to moja wina, może że nie
moja - ja już sama nie wiem. Ale to też tak ku przestrodze.
A rzecz dotyczy choroby mojej Meli. Było tak. W piątek wieczorem gorączka taka
sobie, w sobotę wysoka - 39,6, niedziela od rana to samo. Pierwsze co sądziłam
to że idą zęby więc dawałam na obniżenie i trochę bagatelizowałam. Ale w
niedzielę już zaczęłam się martwić, bo mała nie bardzo chciała jeść, marudziła
itd. Zębów nie było i jakoś nic nie widziałam, więc obstawiałam w kolejności
jako drugie coś z moczem. Niedzielny poranek poświęciłam więc na łapanie
sików, później mąż zawiózł do szpitala, 3 godziny czekania i czyściutko. no to
zadzwoniłam do lekarza żeby przyjechał. Przybył koło 17 - mała akurat była
śpiąca, rozgorączkowana i marudna. Osłuchał ją i zbadał brzuszek to darła się
ile wlezie aż o mało nie zwymiotowała. Później obejrzał gardło i diagnoza:
zapalenie gardła. Dostała antybiotyk i cześć. No i co dalej - dalej to to że
dawałam antybiotyk od niedzieli wieczora - mała go jeść nie chciała bo
niedobry, ja miałam dołka że kolejny antybiotyk miesiąc po miesiącu (w lutym
miała zapalenie oskrzeli). A do tego strasznie mi płakała w nocy. Mało tego
dostała wysypki jakiejś. No ale poniedziałek i wtorek były ok - tyle że też
trochę marudna. No a dzisiaj w sumie przypadkowo rozpłakała się bardzo i
podniosła głowę jak była u mnie na rękach. Ja patrzę a tam u góry po jednej i
po drugiej dwa piękne wielkie zębory. Nie wiem czy 4 czy 5 ale podwójne. Tyle
co wyrżnięte ale jednak. No i taki to efekt końcowy - obwiniam zęby,
odstawiłam leki.
Ale dodam tu kilka moich przemyśleń. Rzecz pierwsza - żałuję że nie zaufałam
swojemu instynktowi że to zęby. Bo nawet jak w nocy płakała to miałam wrażenie
że coś ją boli ale jakoś ciężko było zlokalizować faktyczną przyczynę tak
jednoznacznie. Drugie to badanie tego gardła. Tu są dwa aspekty - mała ryczała
straszliwie i mogła mieć od tego gardło czerwone, a badanie gardła trwało ze 2
sekundy bo też się darła, nie chciała otworzyć buzi. Tyle że po badaniu i
diagnozie pytałam wyraźnie czy widać że to zapalenie gardła, czy nie widać tam
żadnych zębów i czy antybiotyk to konieczność. To zapalenie było widać, zębów
nie było ale ponieważ to długotrwały proces więc się nie trzeba ich spodziewać
a antybiotyk jest konieczny. No i ja lekarzem nie jestem więc zaufałam. Teraz
wiem że głupio zrobiłam. Mało tego myślę że mogłam poczekać jeden dzień z
podaniem i wtedy bym pewnie nie dała bo już w poniedziałek było widać wyraźną
różnicę że jest ok. Jednym słowem dałam ciała. I sama sobie wymyśliłam chore
dziecko. Trochę z nadgorliwości, trochę z naiwności, trochę z braku zaufania
do samej siebie. Ale z drugiej strony komu mam wierzyć jak nie lekarzowi.
Powiem szczerze że aż się boję jakiegoś kolejnego razu bo już sama nie wiem
jakiego brać tego lekarza żeby było ok.
No i tak w sumie to chciałam to napisać, trochę przestrzec, trochę się
wygadać. Na pewno następnym razem dwa razy się zastanowię zanim faktycznie
uznam że mam chore dziecko. A 10 razy przemyślę do którego lekarza się
zwrócić. Jedyne co to teraz nie wiem co będzie jak tak szybko odstawiłam
antybiotyk. A może jednak jest tak że małej wyszły zęby ale zapalenie gardła
też ma - tyle że tu to jakoś mi nie leży bo ładnie łyka itd więc nie bardzo mi
się widzi żeby faktycznie coś było nie tak z gardłem. Wiem po sobie że jak
gardło boli to jest masakra. No i kicha że już dwa antybiotyki ma na koncie a
jeden zupełnie zbędny. ach...........nie sądziłam że przy dzieciach niektóre
decyzje są tak trudne. I że nigdy nie wiadomo czy dobrze się wybrało.
no i tak tu zakończę naszą historyjkę. Morału w sumie jakiegoś wielkiego nie
ma - bo dwie historie takie same się zazwyczaj nie powtarzają.