a_iii_ty
13.11.24, 00:39
44 tysiecy origami cranes i zblize sie do kompletnego rozumienia anatomii tego arcydziela. O czym on tu pierdoli, spyta sie jedna czy jeden? A jednak, by zrozumiec moja mysl, trzebaby zlozyc kilka tysiecy cranes, by przejsc przez droge poznania. Kazdy moze zlozyc crane, jeden czy sto, ale cala sztuka polega nie na samym zlozeniu, tylko na umiejetnosci naprawy bledow, ktore pojawia sie w czasie skladania. Pojawia sie bez zadnych watpliwosci. Papier nie zawsze chce wspolpracowac, nasze palce czesto nie zginaja tak jak potrzeba, nasz wewnetrzny nastroj, miejsce skladania maja swoj wklad w wyglad cranes.
Tylko wielokrotne powtarzanie tych samych zgiec nauczy nas unikania bledow. Ta zasada pracuje dla wszystkich, bez wzgledu na to czym zajmujemy sie w zyciu, czy to chirurg, czy pilot samolotu, czy skoczek narciarski... tylko setki czy tysiace operacji, lotow czy skokow zbliza nas do perfekcji. Zbliza, co nie znaczy ze 100% perfekcji jest mozliwe.
Kazdy etap skladania origami crane ma swoje zakamarki, ktore trzeba pokonac. Wiele juz odkrylem, ale ciagle brakuje mi tego nastepnego kroku w kierunku perfekcji. I choc ci obdarowani moimi cranes zachwalaja ich wykonanie, tylko ja wiem o niedociagnieciach, malych, ledwo widocznych.
Uczylem na collegu origami cranes. Uczylem nie tylko krokow z diagramu, ale tez pewnych trickow, by cranes wygladaly elegancko.
Widzialem tylko raz w zyciu perfekcyjnie wykonany crane.
Po wyslaniu moich 60 prac egzaminacyjnych do Japonii, dostalem perfekcyjnie wykonany crane przez czlonka komisji weryfikacyjnej, jako model do nasladowania. I do dzisiaj, po zlozeniu prawie 6 tysiecy cranes, jeszcze mi daleko do tego modelu.
Ok, to tyle o mojej codziennosci.
Szalom.