krytyk2
07.09.25, 12:17
<<<- Pojechaliśmy do Chan Junus, ponieważ słyszeliśmy, że będą tam ciężarówki z pomocą humanitarną. Było tam już mnóstwo ludzi. Pięć ciężarówek stało zaparkowanych, aby ludzie mogli wejść i zabrać, co tylko zdołali - relacjonuje Adb Allah, współpracownik Lekarzy bez Granic. Jest 3 lipca. - Wtedy czołgi (izraelskie - red.) zaczęły się zbliżać i widzieliśmy też wielu snajperów w okolicy. Nagle z każdej strony zaczęły padać strzały. Każdy, kto wziął worek mąki, został postrzelony w głowę. Worki mąki leżały porozrzucane po ziemi. Były pokryte krwią. Na ziemi leżało mnóstwo ciał.
3 czerwca, Ahmed opowiada medykom: - W punkcie dystrybucji GHF wygląda to tak, jakby dwa miliony ludzi otoczyły pięć palet z jedzeniem. Mówią ci, żeby wejść. Wchodzisz, chwytasz, co się da, może puszkę fasoli albo hummusu. Minutę później z każdej strony zaczyna się ostrzał. Pociski, strzały, nie sposób utrzymać w dłoni nawet puszki z hummusem. Nie wiesz, skąd padają strzały.>>>>
tygodnik.interia.pl/news-siegneli-po-jedna-z-okrutniejszych-broni-na-wojnie-na-to-nie,nId,8017668#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox