extramuralruraoccasional
16.10.25, 01:51
Nigdy tam nie byłem, choć dwukrotnie w życiu było blisko. Raz za studenta chciałem wyemigrować, drugi raz dużo poźniej miałem propozycję pojechania do NY na jakiś miesiąc. Ale przeznaczenie zadecydowało inaczej i z przyczyn niezależnych ode mnie nie pojechałem. I pewnie już nie pojadę i tak jest OK.
I tak się zastanawiam, czy naprawdę chciałbym pojechać do USA i coś zobaczyć. I im dłużej myślę, tym bardziej dochodzę do przekonaia że w zdecydowanej większości nie. Bo w epoce YT mogę wszystko zobaczyć na ekranie, a nie jestem tak strasznie ciekaw ani NY, ani Chicago, ani Wielkiego Kanionu ani innych cudów... Tak jak stwierdziła Szakira, która bywała w świecie: ja już tam byłam i tam nic nie ma.
I doszedłem do paradoksalnego wniosku, że jedyne rzeczy, które chciałbym zobaczyć w Stanach własnymi oczami, wiążą się z Nowym Orleanem.
Po pierwsze, chciałbym zobaczyć i poczuć klimat Tuba Skinny grających na ulicy w ich naturalnym siedisku, French Quarter.
Po drugie, jeśli takie rzeczy nie istnieją tylko w filmach, chiałbym zobaczyć i poczuć kondukt pogrzebowy z czarną orkiestrą grającą "St. James Infirmary".
I tylko tyle.
Ja mam już swój Disneyland i jest nim Wiedeń, choć bez niego też będę potrafił żyć.
Może się mylę.