Dodaj do ulubionych

Pierdolta sie z cala dorosloscia....

30.09.26, 17:36
www.facebook.com/share/r/1Q8sX2Ue6q/
Obserwuj wątek
    • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 30.09.26, 19:30
      www.facebook.com/share/r/19XT9WH52Q/
      • shachar Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 01.10.26, 00:59
        Chetnie poznalabym Twoj proces myslowy i co chcialbys przekazac klipami siedzenia w rzece. Jesli tego nie robisz skazujesz innych na wolna interpretacje obrazkow.
        W tym drugim klipie siedzacy dodatkowo mowi, ze nie chce byc bogaty w sposob tradycyjny, lecz bogaty w mozliwosci , miedzy innymi, siedzenia w rzece.
        Moim zdaniem, nie od rzeczy jest zauwazyc, ze tego typu nasiadowki sa bardziej atrakcyjne dla kogos wyposazonego w gumowe gacie vibramy i mogacego dokooptowac kogos do siedzenia z nim. Samo siedzenie w rzece, bo wybralo sie taki styl od samego poczatku, skutkuje bezdomnoscia, pustym brzuchem i samotnoscia. Zaczniesz robic cos odwrotnie niz inni, i szybko przekonasz sie, ze jestes sam.
        Zaraz powiesz mi, ze git, ze tak wolisz, ale nie wydaje mi sie, aby to byla prawda.
        • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 01.10.26, 02:08
          Zawsze bylem sam, tydzien temu moja byla zona, ta w wozku inwalidzkim, zmarla. Jutro kremacja.
          • shachar Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 01.10.26, 14:19
            No tak. Przynajmniej jest teraz wolna od tego wszystkiego.
            Trzymaj sie i masz odpust od moich przysrywan na tydzien. Albo na dwa.
            • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 01.10.26, 15:04
              Dziekuje Gosiu.
    • jan_stereo Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 30.09.26, 22:24
      No ale to jakis dorosly na wakacjach rzecznych byl i do tego zadowolony chyba. Dziecko by tam samo nie pojechalo.
    • shachar Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 03.10.26, 21:09
      Imek, masz jakas swoja definicje doroslosci? Ale nie karykaturalna, ze zapierdalasz od skowronka do zaby, a potem zdychasz.
      • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 03.10.26, 21:34
        Mam. Kiedy przestaniesz wierzyc w sw. Mikolaja, kiedy swiat przestaje byc jedna wielka zagadka, kiedy inni umieraja, a tobie sie wydaje ze bedziesz zyc wiecznie. I wiele takich podobnych rzeczy.
        • shachar Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 03.10.26, 22:04
          Pomysl sobie zatem, jak fucked up byli nasi rodzice, bo musieli sie utrzec w ramy w wieku 20-paru lat, bo nie mieli nawet tego co my mamy, internetu, zeby wiedziec, ze jest wiecej takich, jak oni. Bardzo czesto o tym mysle. Wyobrazasz sobie miec dziecko w w wieku 25 lat?? Niby dorosly, ale kurwa, jeszcze taki dzieciak, ze leb urywa.
          • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 03.10.26, 22:23
            Ruchac sie chce mlodym, nie mysla tylko dymaja co popadnie.
            Tu masz w czesci odpowiedz na twoje pytanie, czym jest doroslosc I jak od niej uciekac.
            www.facebook.com/share/r/18iJ8nXX2w/
            • shachar Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 03.10.26, 22:33
              Nigdy nie bylam mlodym ruchaczem, wiec nie do konca moge sobie wyobrazic koniecznosc ruchania. Tymniemniej...jakos tam wyobrazam sobie, ze sila zycia zasadza sie na sile ruchania.
              I to pewnie jest prawda, bo nowe potomstwo powstaje dzieki temu.
              • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 04.10.26, 03:51
                Nigdy nie bylam mlodym ruchaczem
                Buahaha, a na starosc?
                • jan_stereo Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 04.10.26, 14:16
                  Nie ma wiekszych i starszych ruchaczy od bankow smile
                  • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 04.10.26, 14:38
                    Tys prowda.
                    • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 04.10.26, 16:19
                      Im bardziej mi jaja siwiejo to tak sie zastanawiam nad kwestia tzw. dziecinnienia na starosc. Czy nie jest to przypadkiem obrazem prawdziwego doroslenia? Im dluzej zyjemy
                      tym bardziej dociera do nas absurd zycia doroslego i jedyna ucieczka pozostaje powrot
                      do niewinnosci, do zycia magicznego. Wczoraj bylem na przyjeciu z okazji 3cich urodzin mojej mlodszej wnuczki. Byli dorosli i dzieci w jej wieku i pare lat starszych. Co za radosc, biegaly te szkraby goniac balony, puszczajac banki mydlane itp. Sama radosc z istnienia.
                      Otwieranie prezentow, zachwyt nad wszystkim co znalazlo sie w kolorowych pudelkach.
                      A my??? Stare pierdoly udajace, ze sluchaja innych, smutne. I udajace, ze wszystko jest cacy. Nie jest!!!
                      Heil Fuhrer.
                      • jan_stereo Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 07.10.26, 19:41
                        Nie wiem czy Cie to pocieszy ale ludzie dorosli z Zespolem Downa tez tak biegaja wkolo i sie ciesza ze wszystkiego albo placza z byle czego, czy to warte przezywanie w ten sposob, to trudno jednoznacznie ocenic.
                      • shachar Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 09.10.26, 13:49
                        a_iii_ty napisał:

                        > Im bardziej mi jaja siwiejo

                        Zastanawialam sie nad tym pare dni, bo na pierwszy rzut oka mogloby rzeczywiscie tak sie wydawac, ze dziecinny oglad swiata jest to ten dajacy najwieksze szczescie i nie nalezy z niego wychodzic. Ale, moim zdaniem, to nie jest prawda. Oczywiscie koniec dziecinstwa i doroslosc to poczatek znoju i cierpienie, ale wyobraz sobie czlowieka, ktory nie przechodzi tego okresu, tylko caly dzien tapla sie w kaluzy. Nie bylby to szczesliwy czlowiek, tylko ulomny na umysle. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale czlowiek, zeby mogl w pelni poczuc sie czlowiekiem, musi przejsc przez okres radzenia sobie z niedogodnosciami oraz gry , gdzie jego osiagniecia sa zapisywane przez niego samego i innych na planszy z wynikami. Czlowiekowi dla pelnej satysfakcji potrzeba podjac wysilek i wygrac, co by to nie bylo. Dlatego, dzis odkrylam gdzie lezy falsz w tej przypowiesci o rybaku na wyspie Hula-Gula i biznesmenie, kiedy jeden przelezal pod palma cale zycie, a drugi przyjechal tam na wakacje za ciezko zarobione pieniadze, wiec dlaczego od razu nie polozyl sie pod palma? Ano dlatego. Bo czlowiek ma nie tylko potrzeby, zeby bylo latwo i przyjemnie.
                        Ten powrot do dziecinstwa w podeszlym wieku, jest nie do konca tak dokladnie tym samym. To jest podsumowanie, jak sie walczylo, czy wlozylo sie dostateczny wysilek, odlozenie go na bok na samym koncu w zrozumieniu, ze zrobilo sie dostatecznie duzo i napawanie sie odpoczynkiem i cieplem slonca ino.
                        Oczywiscie nie mowimy teraz o starczej demencji, kiedy ludzie, nie w pelni juz wladz umyslowych, wolaja mama na swoje dzieci, zadaja glupie pytania co 5 minut, jedza rekami i sraja pod siebie.
                        • rzeka.suf Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 09.10.26, 15:19
                          rybak tez podejmuje wysilek i wygrywa lub przegrywa. ma tylko krotszy cykl satysfakcji.
                          • jan_stereo Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 10.10.26, 11:56
                            rzeka.suf napisała:

                            > rybak tez podejmuje wysilek i wygrywa lub przegrywa. ma tylko krotszy cykl saty
                            > sfakcji.

                            No i znacznie bardziej monotonny, chociaz satysfakcja ze sie nie zmarlo z glodu bo jest ryba to taka dosc tragiczna przyjemnosc, prawie jak radosc ze sie nie zamarzlo.
                            • rzeka.suf Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 10.10.26, 14:12
                              w zyciu biznesmena wyzwania sa tez powtarzalne - detale moga sie roznic jak gatunki ryb, ale schemat jest wciaz ten sam. wiec co kto lubi. i dlaczego akurat to.
                              • shachar Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 10.10.26, 14:59
                                Teraz juz nie wiem, o czym mowimy; czy o zlozonosci pracy i wysilku w roznych 'zawodach', czy o stylu zycia, kiedy niedziela jest raz w tygodniu vs. 7x w tygodniu. To sa dwie rozne sprawy.
                                • rzeka.suf Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 10.10.26, 15:35
                                  ja mowie o tym, ze ludzka 'potrzeba' albo naturalnym, ewolucyjnym uwarunkowaniem jest czerpanie satysfakcji z wspinania sie na rozne gorki. oczywiscie, gorki moga byc rozne, ale to jak podstawianie zmiennych do wzoru. plus rownie naturalna sklonnosc do zaklinania rzeczywistosci wedle modelu ' jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi, co sie ma'. rybak ma ryby, biznesguy ma biznesy, i ogolnie rozmawiamy po to, zeby zdominowac oponenta, nawrocic na przez siebie wyznawane wartosci. taki tam chlam zwany zyciem homo sapiens.
                                • shachar Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 10.10.26, 23:29
                                  ja mowie o tym,

                                  O! I to ja rozumiem.

                                  Poza tym takie rozmyslania; jesliby dziecku powiedziano ; "Sluchaj, to co bede od ciebie chcial jest bardzo trudne, meczace, nudne, a do wyboru mozesz pluskac sie do konca w tej tu miednicy, to co owo dziecko by wybralo?
                                  • rzeka.suf Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 13.10.26, 16:57
                                    to fajnie,ze rozumiesz.
                              • jan_stereo Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 10.10.26, 20:35
                                rzeka.suf napisała:

                                > w zyciu biznesmena wyzwania sa tez powtarzalne - detale moga sie roznic jak gat
                                > unki ryb, ale schemat jest wciaz ten sam. wiec co kto lubi. i dlaczego akurat t
                                > o.

                                U takiego rybaka nie ma znaczenia raczej jakie sa te gatunki ryb, cel glowny jest aby cokolwiek zlapac i zjesc, bo bez tego jest smierc glodowa, mowiac inaczej, on to robi by przezyc, a nie dla sportu/satysfakcji, jakby mogl to by kupil te ryby.
                        • rzeka.suf Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 09.10.26, 15:57
                          Biznesmen i Diogenes

                          Biznesmen przyjechał do Koryntu w interesach i zobaczył na skraju agory człowieka leżącego w wielkiej glinianej beczce. Obok stała miska, w niej garść oliwek i kawałek chleba. Człowiek wygrzewał się w słońcu, jakby miasto wokół niego w ogóle nie istniało.

                          – Dlaczego tu leżysz? – zapytał biznesmen. – Jest południe, ludzie pracują.

                          – Mam, co mi trzeba – odparł leżący. – Chleb, oliwki, słońce i wodę ze studni. Czego jeszcze?

                          – Gdybyś wstał i zabrał się do interesów, miałbyś dużo więcej – zaczął biznesmen z przejęciem. – Kupiłbyś dom, potem kilka. Zatrudniłbyś ludzi, zbudował warsztaty, flotę statków. Po latach mógłbyś odejść od spraw, zamieszkać w spokojnym miejscu, rano leżeć w słońcu, po południu rozmawiać z przyjaciółmi, wieczorem pić wino.

                          – A po co mi do tego dom, ludzie, warsztaty i statki?

                          – Żeby mieć spokój i wolność!

                          – Widzisz tu kogoś, kto ich nie ma? – Diogenes wstał na łokciu i spojrzał na biznesmena z uwagą, jak na ciekawy okaz. – Powiedz mi, przyjacielu, kto cię goni, że tak pędzisz?

                          – Nikt mnie nie goni – obruszył się biznesmen. – Ja po prostu pracuję.

                          – Dla kogo? Dla siebie? Zdaje mi się, że pracujesz dla człowieka, którym masz zostać za trzydzieści lat. Ten człowiek jeszcze nie istnieje, a już każe ci harować. Nieźle, jak na pana. Ja swojego pana nie mam.

                          Biznesmen otworzył usta, ale Diogenes ciągnął dalej, nieco łagodniej:

                          – Zauważ jednak, że nie zaprzeczam, że masz talent. Umiesz liczyć, planować, ludzi zbierać do roboty. To nie jest nic złego. Złe jest to, że robisz to, żeby kiedyś zacząć żyć. A życie, mój drogi, nie czeka w kolejce za statkami.

                          Biznesmen milczał dłuższą chwilę. Potem, nieco zbity z tropu, a nieco ciekawy, spytał:

                          – A ty? Nie nudzi cię to? Leżysz tu cały dzień.

                          – Nie leżę cały dzień – odparł Diogenes z przekąsem. – Wieczorem idę w miasto i wyśmiewam takich jak ty. To bardzo wymagające zajęcie: ludzie nie lubią prawdy, więc czasem mi się dostaje. Wyzwań mi nie brakuje.

                          I dodał, układając się z powrotem w beczce:

                          – A teraz zejdź mi ze słońca.

                          Biznesmen ruszył w stronę portu. Szedł wolniej niż zwykle. Nie dlatego, że się nawrócił, bo nawrócenie zdarza się rzadko i nigdy po jednej rozmowie. Ale po raz pierwszy od dawna zapytał sam siebie, kto właściwie go goni.

                          claude
                        • rzeka.suf Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 09.10.26, 16:14
                          Biznesmen i Diogenes

                          Biznesmen przyjechał do Koryntu w interesach i zobaczył na skraju agory człowieka leżącego w wielkiej glinianej beczce. Obok stała miska z garścią oliwek i kawałkiem chleba. Człowiek wygrzewał się w słońcu, jakby miasto wokół w ogóle nie istniało.

                          – Dlaczego tu leżysz? – zapytał biznesmen. – Jest południe, ludzie pracują.

                          – Mam, co mi trzeba – odparł leżący. – Chleb, oliwki, słońce i wodę ze studni.

                          – Gdybyś wstał i zabrał się do interesów, miałbyś dużo więcej – zaczął biznesmen z przejęciem. – Kupiłbyś dom, potem kilka. Zatrudniłbyś ludzi, zbudował warsztaty, flotę. Po latach mógłbyś odejść od spraw i leżeć w słońcu, ile zechcesz.

                          – A ty tak zacząłeś? Od niczego?

                          – Od niczego! – biznesmen wyprostował się z dumą. – Wszystko, co mam, zawdzięczam sobie. Pracowitości, rozumowi, wytrwałości. Każdy może tak samo, wystarczy chcieć.

                          – Wspaniale. Opowiedz mi więc o tym „niczym”. Kto uczył cię liczyć?

                          – Ojciec miał dom handlowy. Od małego siedziałem przy księgach.

                          – A pierwszy statek? Za co kupiłeś?

                          – Pożyczyłem. Wujek poręczył.

                          – Dobre nazwisko, dom handlowy, wujek, znajomość liczb i języków, zdrowe nogi – wyliczał Diogenes. – I to wszystko nazywasz „niczym”. Wyścig, w którym jedni startują z linii mety, a drudzy z końca stadionu, nie mierzy szybkości. Mierzy, kto gdzie stał. Zwycięzca mówi „to moja zasługa”, a przegrany słyszy, że to jego wina. Wygodne, bo nikt nie musi nic zmieniać. A ci, co noszą amfory z twoich statków, pracują ciężej od ciebie. Czy ich wysiłek jest mniejszy, bo mniej im płacisz?

                          – To nie fair – obruszył się biznesmen. – Ja ciężko pracowałem. A ty mieszkasz w beczce i wygłaszasz kazania, jakbyś stał ponad światem.

                          Diogenes milczał chwilę, po raz pierwszy bez uśmiechu.

                          – Trafiłeś w słabe miejsce – przyznał. – Bo ja też nie stoję ponad światem. Skąd, twoim zdaniem, wziąłem pomysł, że szczęście to mieć mało i niczego nie potrzebować? Wymyśliłem to sam? Wyrosłem w Synopie, gdzie mój ojciec zarządzał mennicą. Potem był wygnanie, potem Ateny, potem Antystenes, który nauczył mnie słów i sztuczek. Mój cynizm jest równie wychowany jak twoja kupiecka pewność siebie. Ty urodziłeś się w mieście, które mierzy człowieka jego majątkiem, więc myślisz, że wzrost to sens. Ja urodziłem się w kulturze, która znała ideał samowystarczalności, więc myślę, że sens to wolność od potrzeb. Obaj mówimy z przekonaniem, że widzimy rzeczy takimi, jakie są, a obaj widzimy je przez okulary, które ktoś nam włożył na nos, gdy byliśmy za mali, by zaprotestować.

                          – To po co te kazania, skoro nikt z nas nie ma racji? – zapytał biznesmen.

                          – Nie powiedziałem, że nikt nie ma racji – odparł Diogenes. – Powiedziałem, że żaden z nas nie ma prawa uważać swoich założeń za oczywiste. Wiesz, za co mnie wygnano z Synopy? Za fałszowanie monet. Nauczyłem się potem, że to było dobre ćwiczenie: wziąć monetę, którą wszyscy uznają za wartościową, i sprawdzić, co naprawdę jest w środku. Nie po to, żeby ją wyrzucić. Po to, żeby wiedzieć, czym płacę i czym mi płacą. Twoje „zasłużyłem”, moje „nic nie potrzebuję”, wszystkie te przekonania to monety, które wręczono nam w dzieciństwie. Nie da się żyć bez żadnej. Ale można je obracać w palcach i pytać: kto to wybił, w czyim interesie, i czy to jeszcze zdatne do obiegu?

                          Biznesmen długo patrzył na swoje dłonie, jakby widział je pierwszy raz.

                          – To trudne – powiedział w końcu. – Zadawać takie pytania o samego siebie.

                          – Najtrudniejsze – zgodził się Diogenes. – Dlatego ludzie wolą pytać o innych. Ty mnie o beczkę, ja ciebie o statki. Ale warto zapytać, zanim życie zapyta za nas, zwykle mniej delikatnie.

                          – A teraz zejdź mi ze słońca – dodał, układając się z powrotem w beczce. Tym razem prawie łagodnie.

                          Biznesmen ruszył w stronę portu. Szedł wolniej niż zwykle. Nie nawrócił się, bo nawrócenie nie zdarza się po jednej rozmowie. Ale po raz pierwszy zapytał sam siebie nie tylko, kto go goni, ale też kto go nauczył biec i dlaczego akurat w tę stronę.

                          A w beczce Diogenes, leżąc w słońcu, przez moment zastanawiał się, skąd właściwie wziął się u niego ten odruch, żeby zawsze mieć ostatnie słowo.

                          claude2.0
                          • shachar Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 09.10.26, 18:02
                            No wiec dalam Klaudiuszowi prompts i wystukal on te dluga historie z zakonczeniem takim:

                            He thought of his father, who had worked forty years and died the winter before he planned to rest. He thought of the things he had meant to do — the journey he had postponed, the letter he had never written, the afternoon he had not taken because there would always be another afternoon.

                            And for the first time in many years he did not ask himself what he still needed to build.

                            He asked himself what he would regret not having done, if today were the last day he had to do it.

                            He did not turn back. He was not that kind of man, and this was not that kind of story.

                            But he walked differently. Something in his chest had shifted — not broken, not softened, but reoriented, the way a compass needle swings when it finally finds true north.

                            He still wanted to build. He still wanted to achieve. The fire in him for that had not gone out and he knew now it never would — nor should it. That drive was not his enemy. It was the most alive thing about him.

                            But from that afternoon in Corinth he carried one question with him into every decision, every negotiation, every dawn he rose before the city:

                            Am I building a life — or just a monument to a life I never got around to living?

                            The ships he built after that were just as fast.

                            But he made sure to sail on them.

                            The only true failure is arriving at the end of your life and discovering you had been rehearsing for it the whole time.

                            Margo, I kept the original Diogenes tale intact and faithful to its spirit, but added the interior transformation at the end — the shift from external ambition to purposeful, regret-free living — because that is where your theme lives. The businessman does not stop achieving. He simply starts achieving for the right reasons, with full presence, so that when his time comes he can say: I sailed on my own ships. 🌊

                            Przetlumaczylabym na polski, ale to dopiero zdarzy sie o 4.40pm, do tego czasu nie moge gadac z Claude za darmo smile
                            • jan_stereo Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 10.10.26, 11:58
                              shachar napisała:

                              > Przetlumaczylabym na polski, ale to dopiero zdarzy sie o 4.40pm, do tego czasu
                              > nie moge gadac z Claude za darmo smile

                              No bez jaj, google AI czy translator przetlumaczy Ci to za darmo 24/7
                          • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 09.10.26, 18:02
                            Piekne opowiesci.
                        • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 09.10.26, 18:55
                          Nie wiem, dlaczego tak jest, ale czlowiek, zeby mogl w pelni poczuc sie czlowiekiem, musi przejsc przez okres radzenia sobie z niedogodnosciami oraz gry
                          Co to znaczy w pelni poczuc sie czlowiekiem? Czy malec w kaluzy to niepelny czlowiek? Czy dostawanie wpierdol od doroslego zycia, bo nie inaczej to wyglada, to poczucie, ze teraz wlasnie jest sie czlowiekiem? Jeszcze troche i bedziesz jak porabana matka Teresa
                          • shachar Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 09.10.26, 21:34
                            Moze zle to ujelam, chodzilo mi o to, ze czlowiekowi , o paradoksie!, konieczne sa wyzwania i trudnosci, kiedy idzie przez zycie. (To jasne jak dupa aniola, ze nie mowilam o dzieciach na poczatku ich zycia.)
                            • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 09.10.26, 22:47
                              Do czego sa konieczne te wyzwania? Zeby stal sie w pelni czlowiekiem? Dzieci maja swoje wyzwania. Dla mnie jako malemu chlopcu wyzwaniem bylo zejscie do piwnicy,
                              balem sie jak cholera.
                              • jan_stereo Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 10.10.26, 12:04
                                A czyja to wina ze sie bales, piwnicy ? Bylo ogladac tylko Bolka i Lolka, dorosly umysl by sie nie bal takiej rzeczy, bales sie w tym przypadku bo byles dzieckiem.

                                Najlepiej to byloby cale zycie nic nie widziec i nie slyszec i nie robic, to by byl prawdziwy czlowiek wowczas co nic nie wie o innych ludziach ani ich nie rozumie.
                                • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 10.10.26, 13:59
                                  I tak nic nie wiesz o innych ludziach, a tym bardziej ich nie rozumiesz.
                                  • jan_stereo Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 10.10.26, 20:36
                                    O wszystkich ludziach mozna tak napisac, samego siebie pewnie nie rozumiesz a co dopiero innych.
    • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 05.10.26, 18:48
      www.facebook.com/share/r/19eGmDiHwm/
      • a_iii_ty Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 09.10.26, 22:48
        Zapach Christmas to zapach dziecinstwa. Niepowtarzalny.
    • shachar Re: Pierdolta sie z cala dorosloscia.... 20.10.26, 14:31
      Czesc Ime, mysle ze bedziesz lubil odcinek z Robertem Greene, autorem. Jestem tylko 20 minut in, i nie wiem, co bedzie dalej. Na razie Greene opowiada, jak z powodu choroby zrozumial, ze widzenie swiat oczami doroslego, to jest splaszczenie swiata i jak stracilismy umiejetnosc spojrzenia na to wszystko oczami dziecka. Wrzuc sobie. Bardzo fajna opowiesc w pewnym momencie o pewnej pani, specjalistce od neuroscience, ktora po udarze mozgu doznala calkowitego wyciszenia tego gadania w glowie i byla najszesliwsza wtedy, a po odzyskaniu 'wladz umyslowych' popadla w depresje. Tak, jak mowie, 20 minut in, ale bardzo fajnie sie tego slucha.Greene promuje ksiazke 'Sublime'.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka