lokis1271 14.06.13, 16:37 Wiesław Tokarczuk Zgromadzenie Kresowian w dniu 11 lipca 2013r. W załączniku pismo z informacją, że wszelkie formalności związane ze społecznymi centralnymi obchodami 70 Rocznicy zostały dopełnione. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
lokis1271 APEL DO POSŁÓW 14.06.13, 16:39 APEL DO POSŁÓW Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu posłowie Prawa i Sprawiedliwości zgłosili wnioski mniejszości – wpisanie do tekstu uchwały o uczczeniu 70. rocznicy zbrodni wołyńskiej słowa "ludobójstwo" oraz ustanowienia 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej – Męczeństwa Kresowian. Oznacza to, że trzeba będzie głosować poprawki na sali sejmowej. Prosimy o głos za przyjęciem tych poprawek. "Ludobójstwo jest kategorią prawną. Zbrodnia wołyńska wyczerpuje jego znamiona, zgodnie z konwencją ONZ z 1948 r. definiuje ona ludobójstwo jako czyn "dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych". Jeśli ktoś chce uważać żołnierzy UPA za bohaterów, musi się najpierw zmierzyć z faktami". wywiad z Łukaszem Kamińskim prezesem Instytutu Pamięci Narodowej opublikowany w gazecie lwowskiej "Wysokyj Zamok" 23 maja 2013 roku Siedemdziesiąt lat temu Polacy mieszkający w wołyńskich wsiach z lękiem oczekiwali na śmierć. Wokół widać było łuny szerzących się pożarów. W imię opętańczej wizji ukraińskich nacjonalistów i ich marzeniach o kraju „czystym jak szklanka wody” w okrutnych męczarniach unicestwiano życie tysięcy bezbronnych starców, kobiet i dzieci. Rozgrywała się jedna z największych tragedii, jakie kiedykolwiek dotknęły nasz naród, a „Bóg chyba patrzył wtedy w inną stronę”. Zbrodnia wołyńsko-małopolska była trzecim ludobójstwem, po niemieckim i sowieckim, dokonanym na narodzie polskim w czasie II wojny światowej. Członkowie przedwojennej, terrorystycznej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), policji ukraińskiej w służbie nazistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) oraz SS Galizien przy pomocy chłopów ukraińskich i zaangażowaniu kleru grekokatolickiego wymordowali swoich polskich sąsiadów w co najmniej 4314 miejscowościach na terenie województw: wołyńskiego, lwowskiego, tarnopolskiego, stanisławowskiego, częściowo poleskiego i lubelskiego. Liczba ofiar zbliża się do 200 tysięcy osób. Sprawcy stosowali segregację rasistowską i etniczną – zabijali Polaków (nazywanych Lachami) tylko dlatego, że byli Polakami. Głównie ginęła ludność wiejska, w tym wielodzietne i wielopokoleniowe rodziny, od niemowlęcia do starca, a nawet kobiety brzemienne i duchowieństwo – wszyscy, bez względu na status społeczny, majątkowy, zawód czy wyznanie. Nie było ratunkiem przejście na prawosławie ani do cerkwi grekokatolickiej. Likwidowano polsko-ukraińskie rodziny mieszane. Polacy nie spodziewali się ataku. Żyli od lat wśród Rusinów (Ukraińców), wspólnie świętowali i pracowali, przyjaźnili się, a niejednokrotnie łączyły ich więzy rodzinne, dlatego umierali zdumieni i przerażeni, ponieważ męczeńska śmierć spotykała ich z ręki dobrego znajomego albo krewnego. Nacjonaliści nie wahali się mordować Ukraińców udzielających pomocy napadniętym oraz tych, którzy odmówili zabicia swych polskich współmałżonków i dzieci. Uśmiercano w sposób bestialski, stosowano sadystyczne tortury, pastwiono się nad ofiarami, dlatego mówimy o genocidum atrox – ludobójstwie okrutnym (np. przecinanie piłą, wyrywanie języków, wyłupywanie oczu, łamanie kończyn, przybijanie gwoździami, odrąbywanie części ciała, wrzucanie żywcem do studni i in.). Eksterminacja ludności polskiej rozpoczęła się wraz z wybuchem wojny, ale dopiero w drugiej połowy 1942 roku liczba zabitych lawinowo wzrosła – od Wołynia, Polesia aż do Małopolski Wschodniej. Terror ukraiński osiągnął rozmiary wręcz niesłychane. OUN żeby „usunąć” wszystkich nie-Ukraińców, „obcoplemieńców” przystąpiła do masowych, planowych rzezi Polaków, powiat po powiecie. Akcja ludobójcza na Wołyniu osiągnęła apogeum w lipcu i sierpniu 1943 roku. W niedzielę 11 lipca, w dniu grekokatolickiego święta Piotra i Pawła, ukraińscy nacjonaliści i miejscowi chłopi zaatakowali równocześnie w 99 miejscowościach w powiatach włodzimierskim i horochowskim. W kilku kościołach zamordowano wiernych i kapłanów podczas nabożeństwa. Zbrodni dokonywano nocą i we wczesnych godzinach porannych. Grupy uzbrojone w broń maszynową i ręczną okrążały wsie i oświetlały rakietami, zaś okoliczna ludność ukraińska za pomocą narzędzi gospodarczych zabijała śpiących domowników, rabowała mienie i podpalała zabudowania, a nawet wycinała drzewa owocowe, żeby zatrzeć ślady polskich osad. Polacy, którym udało się ujść z życiem, zostawali bez niczego. Wśród uciekinierów pełno było rannych, chorych, sierot. Pieszo i furmankami posuwali się niczym „marsze śmierci” w kierunku zachodnim i południowym. Wielu po drodze umierało. Od jesieni 1943 roku bestialskie mordy przeniosły się na teren trzech województw Małopolski Wschodniej. Polacy czuli się zagrożeni nawet we Lwowie, gdzie nacjonaliści ukraińscy nocami oznaczali krzyżami ich mieszkania. Z tragicznego położenia wołyńskich i małopolskich niedobitków korzyści czerpali Niemcy. Z jednej strony teren był „oczyszczany” z ludności polskiej, a z drugiej – pozbawionych środków do życia Polaków łatwo było wywozić na roboty do Niemiec. Od wiosny 1944 roku ukraińskie formacje kolaboracyjne oraz wiejskie bojówki zwane Samoobronnymi Kuszczowymi Widdiłami rozpoczęły mordowanie ludności polskiej w nadbużańskim pasie Lubelszczyzny. Do najokrutniejszych zbrodni doszło w powiatach Chełm i Hrubieszów, które Ukraińcy ogłosili terytorium „Wielkiej Ukrainy”. Po lewej stronie Bugu banderowcy także ponieśli straty, ponieważ polskie podziemie zbrojne stanęło w obronie ludności cywilnej. Akty ludobójstwa były kontynuowane po wkroczeniu Armii Czerwonej i pod sowiecką okupacją. Jako działanie polityczne, zostały zaplanowane i zrealizowane z żelazną konsekwencją. Chodziło o to, by w chwili zakończenia wojny na ziemiach uznanych przez nacjonalistów za etnicznie ukraińskie Polaków już nie było. Na dzisiejszym południowo-wschodnim terytorium Rzeczpospolitej napady na polskie osady trwały do roku 1947, a ich przebieg był równie okrutny jak na Wołyniu i cel ten sam: całkowite wyniszczenie polskiego żywiołu. Kres barbarzyństwu postawiła dopiero operacja militarna „Wisła”. Rzeziom towarzyszyła niewyobrażalna grabież mienia prywatnego i niszczenie dóbr kultury polskiej ogromnej wartości. Z nienawiści palono zabytkowe świątynie, pałace, dwory, szkoły i budynki instytucji. By żaden ślad po polskich sąsiadach nie został, zmieciono z powierzchni ziemi zachodnioeuropejski dorobek Rzeczypospolitej. Reszty dopełnili sowieci wypędzając po wojnie ocalałych Polaków z ich kresowych siedzib na tzw. Ziemie Odzyskane. W 70 rocznicę "wołyńskiej krwawej niedzieli" ani ofiary ludobójstwa, ani żyjący świadkowie zbrodni i ich rodziny nie powinny i nie mogą stać się zakładnikiem stosunków polsko-ukraińskich. Zwłaszcza, że były prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko podejmując uchwałę o uznaniu Stepana Bandery i Romana Szuchewycza za bohaterów Ukrainy nie liczył się z odczuciami Polakówi i relacjami z Polską. Społeczny Komitet Organizacyjny Obchodów Rocznicy 11 Lipca Odpowiedz Link
lokis1271 W Sejmie ponowny spór o słowo ludobójstwo 14.06.13, 16:41 Wiesław Tokarczuk W Sejmie ponowny spór o słowo ludobójstwo Posłanka Barbara Bubula (PiS) logicznie stwierdza: Jeśli coś miało chrarakter lubobójstwa, to trzeba wprost o tym napisać, a nie bawić się w ekwilibrystykę słowną. wiadomosci.onet.pl/kraj/w-sejmie-ponowny-spor-o-zbrodnie-wolynska-i-dzien- ,1,5539400,wiadomosc.html Natomiast były członek ... PZPR, pan profesor (?) Nałęcz, który kiedyś potrafił udowodnić dialektycznie wyższość komunizmu, teraz twierdzi, że: a) zbrodnia na Wołyniu to nie ludobójstwo, ale czystka etniczna zrealizowana metodami ludobójczymi b) banderowcy chcieli tylko przepędzić Polaków z Wołynia, i gdy ci uciekali, to zbrodniarze już ich nie prześladowali (Profesorze !? towarzysze ze "Swobody" tak panu powiedzieli? I pan uwierzył?! ) c) Pan Prezydent w trosce o dobre samopoczucie rodzin ofiar: - odciął ich od środków finansowych na organizację obchodów społecznych; - odmówił swojego patronatu; - nie zaprasza ich na uroczystości państwowe; - będzie się modlił z hierarchą grekokatolickim, gloryfikującym ludobójców Odpowiedz Link
lokis1271 Uroczystości ku czci ofiar Ludobójstwa 14.06.13, 16:43 Wiesław Tokarczuk Uroczystości ku czci ofiar Ludobójstwa band UPA w Bełżcu 16 czerwca Prośba o rozpowszechnienie W najbliższą niedzielę 16 czerwca w Bełżcu k. Tomaszowa Lubelskiego odbędą się uroczystości 69 rocznicy "mordu pod Bełżcem" tj. zgładzenie przez bandę UPA polskich pasażerów pociągu relacji Bełżec - Lwów w czerwcu 1944r. Odpowiedz Link
lokis1271 Bractwo OUN-UPA wzywa Polaków 14.06.13, 16:44 Fundacja PNP Bractwo OUN-UPA wzywa Polaków aby razem budować wspólny europejski dom www.istpravda.com.ua/short/2013/06/11/125854/ Stowarzyszenie Organizacji Społecznych Lwowszczyzny prosi, aby nie rozpalać wrogości pomiędzy narodami ukraińskim i polskim. W przeddzień podpisania przez Ukrainę porozumienia o stowarzyszeniu z Unią Europejską niektórzy polscy pseudonaukowcy, a w ślad za nimi niektórzy politycy opierając się na fałszywych faktach i wręcz oszczerstwach, rozpalają anty-ukraińską histerię, oskarżając Ukraińców o ludobójstwo na Polakach. Świadomie lub nieświadomie, tacy "badacze" i "intelektualiści" obiektywnie okazują się wrogami nie tylko ukraińskiego, ale i polskiego narodu. Dziwi i oburza ich patologiczne próby siania wrogości, prowokowania nowego konfliktu, aby znowu lała się ukraińska i polska krew ku zadowoleniu nienasyconych wampirów z Północy. Wzywamy polskich braci, aby nie ulegali wrogiej prowokacji. Nie można żyć przeszłością. Musimy razem, w zgodzie, budować wspólny europejski dom.... Wśród sygnatariuszy, oprócz stowarzyszeń wysiedlonych z Polski Ukraińców (np Chełmszczyzny) jest Lwowskie Krajowe Bractwo OUN-UPA.... www.istpravda.com.ua/short/2013/06/11/125864/ 11 czerwca w programie "Prawda Historyczna z Wachtangiem Kipiani" zostanie omówione stanowisko ukraińskich i polskich historyków w sprawie bolesnych kart stosunków między dwoma narodami - tragedii na Wołyniu w 1943 roku. - Na czym opiera się przekonanie Polaków, że to było klasyczne ludobójstwo skierowane przeciwko polskiej grupie etnicznej? - Dlaczego rodzimi [ukraińscy] historycy uważają, że krwawą rzeź na Wołyniu w 1943 roku sprowokowali Polacy, którzy masowo eksterminowali Ukraińców na Chełmszczyźnie? - Czy można uznać kampanię antypolską o wielkich rozmiarach na Wołyniu za spontaniczną, czy może to było dobrze zaplanowane wystąpienie oddziałów UPA? - Jak długo jeszcze wzajemne urazy przedstawicieli dwóch sąsiednich słowiańskich narodów będą szkodzić kształtowaniu cywilizowanych stosunków ukraińsko-polskich, jak przystało państwom europejskim w III tysiącleciu? Odpowiedz Link
lokis1271 70 Rocznica banderowskiego ludobójstwa w Prabutach 14.06.13, 16:46 70 Rocznica banderowskiego ludobójstwa w Prabutach 20 – 21 czerwca 2013 W dniach 20 – 21 czerwca w Prabutach odbędą się uroczystości upamiętniające 70 rocznicę ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich, na ludności polskiej Wołynia i Małopolski Wschodniej. Pomorze dla wielu Kresowian stało się nową Ojczyzną, tutaj znaleźli miejsce do życia po gehennie II wojny światowej. Obowiązkiem nas wszystkich jest pamiętać o swoich rodzinnych korzeniach, miejscu urodzenia i grobach bliskich. Prabuckie Stowarzyszenie Kresowiaków już po raz piąty jest organizatorem przedsięwzięć, mających na celu ocalenie pamięci o ziemiach kresowych i losach ich mieszkańców. W ramach uroczystości na cmentarzu komunalnym w Prabutach zostanie odsłonięty Krzyż – pomnik, dla upamiętnienia zbrodni ludobójstwa popełnionego przez nacjonalistów ukraińskich. Ponadto, dla Kresowian rzecz bardzo ważna, wręcz bezcenna – tablica upamiętniająca Ich rodzinne, Kresowe miejscowości. Drugiego dnia odbędzie się konferencja popularno – naukowa pod hasłem „Nie o zemstę lecz o pamięć wołają ofiary”, nad którą honorowy patronat objął Pan Jarosław Kalinowski, Poseł do Parlamentu Europejskiego, natomiast patronat medialny objęło Radio Gdańsk. Oprócz wykładów, które wygłoszą znawcy tematu, swoje relacje przedstawią Kresowianie, świadkowie tamtych wydarzeń. Serdecznie zapraszamy do Prabut Program Konferencji 20 czerwca Godz. 17:00– msza święta koncelebrowana w intencji ofiar ludobójstwa dokonanego przez OUN – UPA w czasie II wojny światowej. Homilię wygłosi ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski. Konkatedra p.w. św. Wojciecha w Prabutach. Godz. 18:00– odsłonięcie pomnika poświęconego 70 rocznicy ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej przez nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej oraz tablicy upamiętniającej nazwy rodzinnych miejscowości prabuckich Kresowian. Cmentarz komunalny w Prabutach – wejście od ulicy Parkowej. Godz. 19:00– projekcja filmu pt. „Było sobie miasteczko”. Po filmie spotkanie z reżyserem Maciejem Wojciechowskim. Dom Kultury w Prabutach przy ulicy Łąkowej 22 21 czerwca Dom Kultury w Prabutach przy ulicy Łąkowej 22 Część I godz. 10:00 Powitanie uczestników konferencji – Burmistrz Miasta i Gminy Prabuty Bogdan Pawłowski. Otwarcie konferencji – Prezes Stowarzyszenia Andrzej Mosiejczyk. Ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski – „Postawa Kościoła rzymsko-katolickiego i Cerkwi greckokatolickiej w czasie banderowskiego ludobójstwa w latach 1939 – 1947”. Dr Lucyna Kulińska – „Zapomniane i nierozliczone ludobójstwo na narodzie polskim dokonane przez nacjonalistów ukraińskich”. Przerwa 20 minutowa W tym czasie możliwość zakupienia publikacji o tematyce kresowej, kawa, herbata. Część II godz. 12:15 Dr Zbigniew Palski , Polska Akademia Nauk – wykład dotyczący 70 rocznicy ludobójstwa na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej. „To wszystko człowiek widział” – relacje świadków. Zakończenie konferencji. POZDROWIENIA DLA WSZYSTKICH kRESOWIAN Andrzej Mosiejczyk i Jędrzej Krasiński Odpowiedz Link
lokis1271 Andrij Kozyćkyj rzuca wyzwanie polskiemu historyko 14.06.13, 16:48 Andrij Kozyćkyj rzuca wyzwanie polskiemu historykowi Grzegorzowi Motyce www.istpravda.com.ua/articles/2013/06/6/125541/ 06.06.2013 r., Andrij Kozyćkyj Wołyń - nieudana próba "Ostatecznego rozwiązania" naukowego problemu Autor uważa, że w okresie ostatnich 10 lat polska ocena konfliktu polsko-ukraińskiego w czasie II Wojny Światowej uległa wyraźnej radykalizacji. Autor martwi się, że obecnie oświadczenia określające wydarzenia na Wołyniu jako ludobójstwo narodu polskiego zajęły znaczące miejsce w przestrzeni publicznej Polski. Na określenie wydarzeń 1943 r. na Wołyniu wielu Polaków konsekwentnie używa terminów "rzeź wołyńska", "eksterminacja", ludobójstwo". Zdaniem autora, najbardziej znanymi zwolennikami tezy o ludobójstwie Polaków są obecnie ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Ewa Siemaszko, Władysław Filar, Leon Popek, Grzegorz Motyka i inni. Przeciwnikiem takiego stanowiska miał być Ryszard Torzecki, a teraz są Zbigniew Kowalewski, Andrzej Sowa, Adam Krzemiński, Konstanty Gebert, Myron Sycz i Paweł Kowal. Na Ukrainie także są zwolennicy terminu - ludobójstwo na Wołyniu. Najbardziej znany to Wadim Kolesniczenko. W 2009 toku w książce-wywiadzie w języku polskim "Nowa Ukraina. Nowe interpretacje" w tym duchu wypowiedział się Jarosław Hrycak. Jednak ten historyk pisząc dla ukraińskiego czytelnika, z tego terminu nie korzysta. Prezentując ukraińskie tłumaczenie swojej książki "Od rzezi wołyńskiej do Akcji "Wisła"" profesor Grzegorz Motyka zasugerował, że jedynym motywem ataków na Polaków było pragnienie Ukraińców, aby dokonać ich eksterminacji - czyli zaistniał "klasyczny" ludobójczy motyw. Z kolei masowe mordy popełnione przez Polaków na ukraińskiej ludności cywilnej, których nie kwestionuje polski profesor, historyk wyjaśnił tym, że po ukraińskich atakach u Polaków pojawił się prawdziwy motyw zemsty, i dlatego polskie morderstwa nie mogą być uznany za ludobójstwo, lecz co najwyżej za zbrodnie wojenne. Po tym wprowadzeniu Andrij Kozyćkyj przystąpił do rozprawienia się z twierdzeniem o ludobójczym rzekomo charakterze zbrodni ukraińskich nacjonalistów. Mordy OUN-UPA na Polakach nie mogą być ludobójstwem, ponieważ: 1) Jest wiele prac naukowych na temat ludobójstwa, które twierdzą, że ludobójstwa może się dopuścić tylko państwo i jego struktury. OUN-UPA nie reprezentowały istniejącego państwa. 2) Ofiary ludobójstwa muszą być bezbronne oraz musi być zdecydowana przewaga sił morderców nad ofiarami. Sprawcy ponadto muszą mieć możliwości koordynowania swoich działań, dysponować kanałami informacyjnymi, a potem możliwościami ukrywania śladów popełnionej zbrodni. Taka wszechstronna przewaga nad ofiarami zdaniem ukraińskiego mądrali nie jest możliwa do osiągnięcia bez aparatu państwowego. Wszystkie prawnie uznane na poziomie międzynarodowym przypadki ludobójstwa zostały popełnione przez władze państwowe. Tu na poparcie przywołuje szereg nazwisk badaczy teorii ludobójstwa. Ukraińcy nie mieli własnego państwa w 1943 roku, a więc po prostu nie mogli popełnić zbrodni ludobójstwa. UPA była nieliczna - tu mądrala zaniża o połowę dane o liczebności UPA w połowie 1943 roku (6-8 tysięcy), podczas gdy Iliuszyn niedawno w "Naszym Słowie" podał liczbę około 12 000. Ukraińcy na Wołyniu nie mieli monopolu na przemoc. 3) Ludność polska na Wołyniu nie była zupełnie bezbronna. Istniały struktury zbrojnego polskiego podziemia i gęsta sieć polskich sił samoobrony, istniejącej za zgodą Niemców, którzy nawet przekazali pewną ilość broni. W wielu wypadkach istniał otwarty sojusz z sowieckimi partyzantami. Ludność polska dawała bazy i żywność, sowieccy partyzanci obronę. Tak więc nie mam mowy o ludobójstwie, bo polska ludność nie była całkowicie bezbronną ofiarą, twierdzi ukraiński "naukowiec". Od tego momentu warto zacytować dokładnie, co mądrala napisał, ponieważ wykładając swoje mądrości, odsłania swoje słabe flanki. Warto by ktoś odpowiedział, bo przeciwnik nie uznawania zbrodni OUN-UPA za ludobójstwa najwyraźniej słabo zna przebieg zbrodni i dokumenty na jej temat, i w sumie - jeśli będą przestrzegane zasady "gry" - jego argumenty mogą być łatwo przekształcone w kontr-argumenty. *** „Badania ludobójstwa z socjologicznego punktu widzenia opierają się na postulacie, że okres fizycznej eksterminacji członków pewnej grupy ludzkiej musi być poprzedzony długim okresem swojego rodzaju „działań przygotowawczych": ideologiczną indoktrynacją potencjalnych wykonawców masowej eksterminacji, kształtowaniem „obrazu wroga" i stopniową wiktymizacją przyszłych ofiar. „Ideologiczne pompowanie" jest ważne również w chwili popełnienia zbrodni ludobójstwa, bo właśnie wtedy działa jako rodzaj moralnego znieczulenia dla katów, którzy masowo mordują niewinną ludność. Totalitarne i autorytarne reżimy, które dopuszczały się zbrodni ludobójstwa w XX wieku, niezmiennie stosowały się do właśnie takiego schematu działania. Ideologiczne przygotowanie eksterminacji Ormian, Żydów, Cyganów, Tutsi, trwało wiele lat. W przypadku wydarzeń na Wołyniu nie ma nawet wzmianki na temat takiego długotrwałego i świadomego kształtowania przez stronę ukraińską „obrazu wroga”, prób dehumanizacji wołyńskich Polaków. Fakt, że w napady na Polaków było zaangażowanych wielu ludzi, którzy nie interesowali się polityką i wątpliwe jest, aby byli przedmiotem ideologicznej obróbki, świadczy przeciwko „ludobójczej interpretacji”. Ważnym momentem, który świadczy przeciwko „ludobójczej interpretacji” wydarzeń na Wołyniu, jest także nieobecność prób strony ukraińskiej zachowania w tajemnicy dokonanych na Polaków napadów. A przecież wszyscy najwięksi sprawcy ludobójstw w XX wieku (młodoturecki rząd Imperium Otomańskiego, bolszewicy, naziści, czerwoni Khmerzy i inni) dokładali znacznych starań, aby zachować popełnione przez siebie zbrodnie w tajemnicy. W tych przypadkach, gdy represyjne działania nie są zatajane, świadczy to o ich instrumentalizacji. Takie napady mają zademonstrować zdecydowanie jednej ze stron do zastosowania siły i chęć zastraszenia przeciwnika. Zdarzają się przypadki, gdy jedna ze stron konfliktu celowo szerzy informację o popełnionych przez siebie okrutnych działaniach represyjnych, aby zmusić swojego przeciwnika do rezygnacji z konfrontacji. W warunkach działań ludobójczych takiej potrzeby nie ma, bo strona skazana na eksterminację i tak nie stawia efektywnego oporu, dlatego sprawcy ludobójstwa zawsze zaprzeczają faktom jego popełnienia. [no, bardzo ciekawy argument, przecież "strona ukraińska" (czyli nacjonaliści-banderowcy) wielokrotnie i nawet jeszcze teraz usiłuje zaprzeczać !] Należy uwzględnić jeszcze jeden ważny aspekt. Walka Ukraińców przeciwko polskiej obecności na Wołyniu miała wyraźne cechy antykolonialnego wystąpienia. W przeszłości można znaleźć wiele przypadków analogicznych działań, które często miały nie mniej krwawy charakter. Do masowej eksterminacji Europejczyków posunęli się Chińczycy podczas powstań bokserów (1899-1901). Od napadów na cywilnych białych kolonistów rozpoczęło się antyniemieckie powstanie w latach 1904-1907 narodu Herero w Południowo-Zachodniej Afryce (w Namibii), powstanie garnizonu w Północnym Wietnami (lata 1930-te), antybrytyjskie powstanie w Birmie (1941 r.), powstanie maj-maj w Kenii w latach 1952-1960, narodowo-wyzwoleńcza wojna w Algierii w latach 1954-1962 i inne. Chociaż we wszystkich tych wypadkach pierwszymi ofiarami napadów była ludność cywilna, która była zabijana ze względu na narodowe albo nawet rasowe pochodzenie, nikomu do głowy nie przyszło oskarżać o zorganizowanie „ludobójstwa” przedstawicieli zniewolonych narodów. Punktem wyjściowym takiej oceny jest fakt, że podczas antykolonialnej walki zniewoleni toczą walkę przeciwko zewnętrznym agresywnym wpływom, które są realizowane nie tylko przez aparat Odpowiedz Link
lokis1271 Re: Andrij Kozyćkyj rzuca wyzwanie polskiemu, cd: 14.06.13, 16:51 Punktem wyjściowym takiej oceny jest fakt, że podczas antykolonialnej walki zniewoleni toczą walkę przeciwko zewnętrznym agresywnym wpływom, które są realizowane nie tylko przez aparat przemocy metropolii czy okupanta, ale także przez cywilnych przesiedleńców-osadników. Przesiedlona z metropolii ludność cywilna, która staje się ofiarą ruchu narodowo-wyzwoleńczego, pełni rolę wykonawcy polityki imperialnej, i w ten sposób staje się zakładnikiem polityki swojego rządu. Metodologiczną ocenę takiego poglądu na wzajemne relacje ludobójstwa i walki narodowo-wyzwoleńczej sformułował jeszcze w latach 1960-tych filozof społeczny i psycholog z Martyniki Franz Fanon. Przeważająca większość ukraińskich historyków nie popiera idei uznania wydarzeń z 1943 roku na Wołyniu za akt ludobójstwa. Badacze ukraińscy, którzy studiują wydarzenia wołyńskie, wychodzą z założenia, że OUN i UPA nie miały zamiaru dokonać eksterminacji całej polskiej ludności na Wołyniu, a chciały tylko zmusić ją do opuszczenia ukraińskiej ziemi. Ofiary wśród polskiej ludności Wołynia były następstwem realizacji tej idei w warunkach wzajemnej walki. Z punktu widzenia współczesności działania strony ukraińskiej można oceniać jako „czystkę etniczną”. Jeszcze w 2003 roku taką kwalifikację wydarzeń na Wołyniu zaproponował historyk ze Lwowa Andrij Zajarniuk. Ocena prawna „czystek etnicznych” pozostaje niejednoznaczna. 18 grudnia 1992 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjęła rezolucję, w której „czystki etniczne” zostały nazwane „formą ludobójstwa”. Jednocześnie, kontynuując, ONZ już nie łączyła tych dwóch pojęć, a główny organ sądowy ONZ, Międzynarodowy Trybunał w Hadze, w swoim wyroku z 26 lutego 2007 roku w sprawie „Bośnia i Hercegowina przeciwko Serbii i Czarnogórze”, stał na stanowisku, zgodnie z którym „etniczna czystka” nie jest jednoznaczna z aktem ludobójstwa. Sąd międzynarodowy potwierdził wyrok trybunału międzynarodowego do spraw byłej Jugosławii o kwalifikacji masowej eksterminacji muzułmanów przez Serbów w mieście Srebrnica jako przejaw ludobójstwa, ale oczyścił Serbię i Czarnogórę z oskarżeń o zorganizowanie ludobójstwa na terytorium Bośni i Hercegowiny podczas wojny bałkańskiej w latach 1992-1995, zwłaszcza w formie „czystek etnicznych”. Przeważająca większość prawników i polityków podziela myśl, że „czystka etniczna”, nawet z najgorszymi następstwami, nie może być traktowana jako przejaw ludobójstwa. Wypędzenie ludności z określonego terytorium, nawet jeśli jest dokonywane z nieproporcjonalną do oporu tej ludności przemocą, samo w sobie nie jest ludobójstwem. Po tym, gdy ludzie opuszczają sporne terytorium, strona, która dopuściła się wypędzenia, traci zainteresowanie nimi i nie stara się szkodzić im w przyszłości. Tylko pod koniec XX wieku według takiego scenariusza odbyło się wypędzenie Ormian z Azerbejdżanu, (w latach 1988-1990; 350 000 osób), Azerbejdżan z Armenii, (lata 1987—1990; 80 000 osób) i z Łaczyńskiego korytarza (rok 1992; 63 000 osób), Gruzinów z Abchazji (rok 1993; 250 000 osób) i Południowej Osetii (rok 1992; 16 000 osób) i in. Żaden z tych przykładów nie został uznany na pozimie międzynarowodym za przypadek ludobójstwa. Polski prokurator Piotr Zając, który prowadzi śledztwo w sprawie wydarzeń 1943 roku na Wołyniu w ramach sprawy wszczętej przez lubelski oddział Instytutu Pamięci Narodowej, doszedł do wniosku, że „na Wołyniu eksterminacja polskiej ludności nie było celem samym w sobie, lecz było środkiem do zdobycia etnicznie jednorodnego terytorium, które, zdaniem ukraińskich nacjonalistów, było warunkiem koniecznym utworzenia niepodległej Ukrainy”. Jednak, nie zważając na taki wniosek, prokurator nie odstąpił od tego, że na Wołyniu w 1943 roku dokonało się „ludobójstwo”. Powołując się na praktykę Trybunału Międzynarodowego do spraw byłej Jugosławii, polski prokurator wystąpił z twierdzeniem, że działania Ukraińców na Wołyniu w 1943 roku można porównać z działaniami Serbów przeciwko bośniackim muzułmanom lub Chorwatom podczas wojny na Bałkanach w latach 1992-1995. Biorąc pod uwagę decyzję Międzynarodowego Trybunału w Hadze z 26 lutego 2007 roku, rozumowanie przedstawiciela polskiego Instytutu Pamięci Narodowej nie wydaje się przekonujące. Polski badacz Grzegorz Motyka wyraził myśl, że prawne doświadczenie Trybunału Międzynarodowego do spraw byłej Jugosławii jest bardziej przydatne do oceny napadów ukraińskich na Polaków w Galicji: „przykład ludobójstwa w Srebrnicy należy porównywać ze zbrodniami w Podkamieniu, Derżowie, Baligrodzie czy Ihrowicy”. W ten sposób polski historyk proponuje rozdzielenie wydarzeń w latach 1943 – 1944 w Galicji na cały szereg „epizodów”, jeśli mamy zastosować słownictwo współczesnych organów ścigania, i wybrać wśród nich te, które najbardziej pasują do „ludobójczej interpretacji”. Dokonując wyboru takiej drogi, polska strona będzie musiała zgodzić się, że następnym krokiem będzie uznanie za akty ludobójstwa tych przypadków masowej eksterminacji Ukraińców, które zdarzyły się w Pawłokomie, Sahryniu, Berezce, Piskorowicach i w innych ukraińskich wsiach, gdzie Polacy zamordowali miejscowych Ukraińców. Jest oczywiste, że idea profesora Motyki jest szczególnie pozbawiona perspektyw. Jest wątpliwe, czy dwa sąsiednie narody, które zmagają się w próbach zgromadzenia jak najwięcej wzajemnych „przypadków ludobójstwa”, będą w stanie ustalić trwałe dobrosąsiedzkie relacje. Odpowiedz Link
lokis1271 Wywiad prezesa IPN dla mediów ukraińskich 14.06.13, 16:54 Wywiad prezesa IPN dla mediów ukraińskich na temat 70 Rocznicy banderowskiego ludobójstwa Wywiad dla Ukrinformu, 10 czerwca 2013r. Dialog i pojednanie w sprawie Zbrodni Wołyńskiej zawsze powinny być dwustronne Stosunki Ukrainy i Polski można dziś bez ironii nazwać niemal wzorowymi. Strategiczny dialog na najwyższym szczeblu, poważne poparcie Warszawy dla Kijowa w sprawach eurointegracji, wielka liczba wspólnych projektów, w tym najbardziej imponujący − organizacja Euro 2012, aktywna współpraca transgraniczna − wszystko to bez wątpienia można zaliczyć do pozytywów sąsiedzkich relacji. Jednak we wzajemnych stosunkach są także „ciemne plamy”, które ogólnie można określić trudnymi kartami wspólnej historii. W tym roku przypada 70. rocznica tragicznych wydarzeń na Wołyniu, kiedy to w rezultacie wzajemnych czystek etnicznych straciły życie tysiące Polaków i Ukraińców. Pomiędzy historykami, politykami i działaczami społecznymi obu państw, a także wewnątrz krajów, wciąż toczy się dyskusja dotycząca skali zbrodni, odpowiedzialności za nią po obu stronach i jej historycznego kontekstu. W każdą rocznicę tragedii ulega ona zaostrzeniu. Nie inaczej jest także w tym roku. W wywiadzie dla Ukrinformu o polskim punkcie widzenia tych wydarzeń opowiedział Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Łukasz Kamiński. – Panie prezesie, zbliża się 70. rocznica tragicznych wydarzeń na Wołyniu. Co, według Pana, muszą zrobić strony ukraińska i polska, by zmniejszyć napięcie między państwami w kwestiach historycznych? – Punktem wyjścia jest to, by nie unikać dyskusji na ten temat. Jest on skomplikowany nie tylko w wymiarze polsko-ukraińskim, ale również w dyskusjach między samymi Polakami w Polsce oraz Ukraińcami w Ukrainie. Trzeba prowadzić dialog na ten temat i starać się wspólnie ustalać prawdę o tych tragicznych wydarzeniach. To po pierwsze. Po drugie, dążyć musimy do upamiętnień zarówno polskich, jak i ukraińskich ofiar tragedii. Byłoby dobrze, gdybyśmy mogli dojść do zgody, której przesłanką będzie spełnienie tych warunków. Osiągnięcie porozumienia w sprawie zbrodni wołyńskiej między Ukrainą a Polską jest sprawą trudną. Stosunkowo prosta może być zgoda na poziomie deklaracji politycznych, ponieważ ogólnie stosunki między naszymi państwami są dobre. Jednocześnie trudniej będzie pojednać narody. Tym niemniej dobrą dla tego podstawą są normalne stosunki między naszymi narodami w ciągu ostatnich 20 lat, co może pozytywnie wpływać na dyskusję. – Jak może wyglądać według Pana formuła pojednania? – Pewne gesty polityczne czy religijne już były. Najpierw, jeszcze przed upadkiem systemu komunistycznego, zaczął się dialog religijny. Pierwsze kontakty nawiązał Kościół rzymskokatolicki, który prowadził rozmowy z duchownymi ukraińskimi na emigracji. Następnie, w połowie zeszłej dekady, trwał aktywny dialog pod patronatem papieża Jana Pawła II. Ogłoszono list pontyfika w tej sprawie, a także zabrzmiały deklaracje i wspólne oświadczenie hierarchów Kościołów rzymsko- i greckokatolickiego. Wszystko to jest pewnym osiągnięciem, na którym możemy się wesprzeć kontynuując dialog. Dzisiaj najważniejszym jest pytanie: jak możemy przenieść te wcześniejsze deklaracje na teraźniejszość? Bardzo dobrą drogą do prawdziwego pojednania jest współpraca odnośnie upamiętnienia ofiar. Nie jest to sprzecznym punktem, przecież ofiary [usunięte] zasługują na szacunek. Dziś większość z nich leży w bezimiennych, nieoznaczonych mogiłach. Być może ze względu właśnie na to trzeba pomyśleć o wspólnych projektach, które powinny być adresowane do młodych ludzi. – Jak Pan widzi te projekty? Powinny być inicjowane na szczeblu międzypaństwowym czy też bardziej na poziomie społeczeństw obu krajów? – Nie powinniśmy oczekiwać inicjatyw tylko na szczeblu państwowym. Tu jest duże pole do aktywności dla organizacji pozarządowych, dla różnego rodzaju stowarzyszeń, instytucji kulturalnych. Ale, wiadomo, o pewnych sprawach można decydować wyłącznie na najwyższym szczeblu. – Wspomniał Pan o dialogu Kościołów w sprawie tragedii wołyńskiej. Niedawno próbowano przygotować wspólne stanowisko hierarchów Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej i Kościoła Katolickiego w Ukrainie do ukraińskich wiernych. Powstał wtedy problem, ponieważ Cerkiew greckokatolicka proponowała w tekście formułę pojednania „wybaczamy i prosimy o przebaczenie”. Natomiast Kościół katolicki nalegał na słowach przeprosin wyłącznie ze strony ukraińskiej. Jak Pan wspominał, jeszcze całkiem niedawno papież Jan Paweł II mówił o konieczności wzajemnych przeprosin za wszystkie krzywdy, zgodnie z tradycją chrześcijańską w imię przyszłych pokoleń. Co po tych kilku latach się zmieniło i dlaczego pozycja strony polskiej stała się mniej kompromisowa? – Nie chciałbym komentować przebiegu rokowań między Kościołami, które skończyły się niepowodzeniem, ponieważ nie znam wszystkich szczegółów. Dobrze, że taka próba się odbyła, i szkoda, że się nie skończyła sukcesem. Czytając apel Cerkwi greckokatolickiej, który przygotowano bez udziału Kościoła rzymskokatolickiego, widzimy, że w sposób bardzo zawoalowany opisano w nim to, o które historyczne wydarzenia chodzi. Być może właśnie dlatego stało się to jedną z przyczyn, dlaczego list ten nie był podpisany przez hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego, a w Polsce został przyjęty z pewnym rozczarowaniem. Dla porównania mogę przytoczyć list polskich hierarchów do niemieckich [usunięty nawias] z 1965 roku, gdzie słowa pojednania poprzedzone zostały szczerym opisem historii, w tym także popełnionych w czasie wojny zbrodni. Zanim udzielimy sobie wzajemnie przebaczenia, musimy powiedzieć prawdę o przeszłości. – W polskim Sejmie zarejestrowano kilka projektów uchwał zgłoszonych przez kilka partii odnośnie ustanowienia 11 lipca „Dniem pamięci martyrologii kresowian”. Część z tych projektów jest dosyć ostra, inne są bardziej umiarkowane. Na ich podstawie w Sejmie powinien być przygotowany jeden projekt, który przygotowuje Komisja Kultury i Środków Przekazu, a swoje rekomendacje do tekstu dokumentu ma również przekazać Instytut Pamięci Narodowej. Jakie według Pana tezy muszą się pojawić w wariancie końcowym dokumentu? – Rzeczywiście Sejm i Senat poprosiły nas (razem z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa) o przygotowanie takich rekomendacji. Uważam, że polski parlament musi przyjąć uchwałę związaną z 70. rocznicą zbrodni wołyńskiej, ponieważ takiego rodzaju dokumenty Sejm tradycyjnie przyjmuje w rocznice ważnych wydarzeń historycznych. Temat ten wywołuje napięcie w Polsce, ponieważ są pewne oczekiwania ze strony środowisk, które reprezentują świadków tej zbrodni lub potomków ofiar. Oprócz tego temat ten jest dosyć delikatny na szczeblu stosunków ukraińsko-polskich. Jestem przekonany, że można przygotować taką uchwałę, która, z jednej strony, weźmie pod uwagę potrzebę uhonorowania ofiar, a z drugiej – nie pogorszy dobrych ukraińsko-polskich stosunków. Dobrą oznaką tej uchwały będą słowa o należnym upamiętnianiu ofiar, a także o tym, że za zbrodnię wołyńską nie odpowiada cały naród ukraiński, a nurt polityczny o skrajnie nacjonalistycznych poglądach – OUN i UPA. Należy również wspomnieć i o tych Ukraińcach, którzy często pod groźbą utraty czy nawet tracąc swoje życie, ratowali swoich polskich sąsiadów. – Co może być największą przeszkodą podczas przygotowania takiej uchwały? – Głównym elementem wzajemnego nieporozumienia między stronami może być słowo „ludobójstwo”. O ile wiem, w Ukrainie rozumie się je i interpretuje trochę inaczej niż w Polsce. W Ukrainie słowo „ludobójstwo” wiąże się ogólnie z walką o uznanie za ludobójstwo Wielkiego Głodu, który był wydarzeniem o wiele większej skali niż zbrodnia wołyńska. Natomiast strona polska patrzy na tę kwestię przez pryzmat kategorii prawnych. Z jednej strony, mamy konwencję ONZ z 1948 roku, a z drugiej ̵ Odpowiedz Link
lokis1271 Re: Wywiad prezesa IPN dla mediów, cd: 14.06.13, 16:56 Z jednej strony, mamy konwencję ONZ z 1948 roku, a z drugiej – polski Kodeks Karny, który trochę szerzej niż konwencja ONZ wyznacza pojęcie „ludobójstwa”. Na przykład, dużą liczbę śledztw w sprawie zbrodni wołyńskiej Instytut Pamięci Narodowej prowadzi w oparciu o artykuły Kodeksu Karnego o ludobójstwie. Próby negowania terminu „ludobójstwo” poprzez tworzenie przez niektórych historyków własnych definicji tego słowa prowadzą donikąd. Jeśli zamiast trzymać się ustalonych definicji prawnych będziemy tworzyć własne pojęcia, nigdy nie dojdziemy do porozumienia. – Czyli w uchwale tej powinno być według Pana określenie „ludobójstwo”? – Tak właśnie uważam. – Jeśli byłby wybór między polską uchwałą ze wszystkimi określeniami, które satysfakcjonują stronę polską, albo wspólnym polsko-ukraińskim dokumentem z trochę bardziej umiarkowaną treścią, to na którym wariancie trzeba by było się oprzeć? – Pamiętamy 2003 rok (60. rocznica zbrodni wołyńskiej), kiedy do ostatniej chwili prowadzono rokowania i oba parlamenty przyjęły wspólną uchwałę. Potomkowie polskich ofiar zbrodni wołyńskiej uznali, że uchwała ta była bardzo ogólna i było w niej zbyt wiele eufemizmów. Często tak wychodzi właśnie dlatego, że strony szukają kompromisu. Nie bałbym się tego, że tylko polski Sejm przyjmie uchwałę. Prowadząc skomplikowany dialog, nie powinniśmy unikać otwartej rozmowy o występujących różnicach poglądów. Musimy dążyć również do tego, by była zgoda na poziomie faktów. Każda ucieczka od prawdy i faktów, nawet gdy daje tymczasowy sukces pod postacią wspólnej deklaracji, doprowadzi do tego, że zgoda ta nie będzie prawdziwa. Zawsze będą powracały pytania, które poddadzą w wątpliwość to, co udało się osiągnąć. I to jest jedną z przyczyn tego, że próby pojednania z 2003 roku nie przyniosły spodziewanych efektów. Wtedy na szczeblu politycznym, w szczególności na szczeblu prezydentów, zabrzmiały ważne słowa i deklaracje, ale po 10 latach widzimy, że prawdziwej zgody między stronami nie było. Jestem przekonany, że nie będzie nic złego w tym, że 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej strony ukraińska i polska uczczą oddzielnie. Warto jest najpierw przeprowadzić polsko-polskie i ukraińsko-ukraińskie dyskusje o tych wydarzeniach, a potem wrócić do rokowań polsko-ukraińskich. Właśnie przykład różnych projektów uchwał w Sejmie pokazuje, że nawet w Polsce nie ma wspólnego stanowiska wobec tych wydarzeń, występują różne poglądy polityków czy historyków, i to wywołuje znaczne napięcie. – Ilu ludzi straciło życie podczas tragicznych wydarzeń na Wołyniu według obliczeń Instytutu Pamięci Narodowej? – Występuje znacząca różnica w obliczeniach zarówno w samej Polsce, jak i między Polakami a Ukraińcami. I to również jest niedobre. W świetle badań naukowych i ustaleń prokuratorów możemy mówić o zamordowaniu do 60 tysięcy Polaków na Wołyniu, 30-40 tysięcy w Galicji Wschodniej i ok. 6-8 tysięcy na innych terenach. [wycięte zdania] Liczbę ukraińskich ofiar zbrodni historycy polscy określają na około 10 tys. Głównym problemem jest to, że wciąż opieramy się na bardzo przybliżonych danych. Różnice [wycięte] pojawiają się w zależności od tego, na jakich źródłach się opieramy i którą metodologię obliczenia przyjmujemy. Jeśli wrócimy do pytania o wspólnych działaniach, to tutaj jednym z celów powinien być projekt wspólnego odtworzenia zarówno polskich, jak i ukraińskich list ofiar. Oczywiście, wątpliwe jest, że w całości uda się odtworzyć listy z imionami i nazwiskami. Lecz im więcej osób będzie zidentyfikowanych, tym bardziej obliczenia te będą ściślejsze i mniej będzie polsko-ukraińskich sporów odnośnie policzenia ofiar, ponieważ dane ze strony ukraińskiej odnośnie poległych Polaków znacząco różnią się od polskich. To jest jeden z projektów, który przy wsparciu państwa mógłby być sukcesem. Dotychczas znamy dane tylko co czwartej ofiary. Taki projekt przygotowujemy w odniesieniu do obecnego terenu Polski. Pierwsze efekty odtworzenia list poległych na poziomie/szczeblu jednej z gmin wydał oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie. – Ile ofiar tragedii wołyńskiej Instytut Pamięci Narodowej już potwierdził? – W ramach tego projektu ustalono już nazwiska ponad 4 tysięcy osób – Polaków i Ukraińców. W toku badań nad listą Polaków zamordowanych na Wołyniu, prowadzonych głównie przez Ewę Siemaszko ustalono już nazwiska 22 tysięcy osób. Dotyczy to tylko regionu wołyńskiego, sama zbrodnia miała szerszy zasięg. – W wywiadzie dla gazety „Wysokyj Zamok” niedawno oświadczył Pan, że odpowiedzialność za zbrodnię wołyńską powinna wziąć na siebie strona, która konflikt rozpoczęła. Czy strona polska powinna również wziąć część odpowiedzialności za to, co odbywało się w połowie lat 1940-tych na Wołyniu także ze względu na ukraińskie ofiary tragedii? – Odpowiedzialność spoczywa na tym, kto rozpoczął tę masakrę. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla OUN i UPA. Ale polskiej strony nie zwalnia to od dyskusji na temat odwetu. Jeśli mówimy o dialogu i zgodzie, to one zawsze powinny być dwustronne, a nie polegać tylko na uznaniu winy jednej strony. – Czy jest możliwe, by po tej rocznicy stanowiska historyków w niektórych kwestiach w kontekście tragedii wołyńskiej się zbliżyły? – Pewne nadzieje wiążę z samą rocznicą, ponieważ wywołuje ona zainteresowanie wśród zawodowych historyków. Wcześniej zdarzało się, że unikali oni dyskusji na ten temat. W ciągu wielu lat ze strony polskiej praca dokumentacyjna, a mianowicie zbieranie relacji świadków, odtwarzanie list ofiar w niektórych miejscowościach, prowadzona była nie przez zawodowych historyków, a działaczy społecznych, często potomków ofiar. Dlatego też można powiedzieć, że polscy i ukraińscy historycy muszą jeszcze wypełnić wiele luk. Oczekuję tego, że rocznica będzie pewnym impulsem do takiej pracy. Znaczną nadzieję wiążę też z faktem, że kilka dni temu w Ukrainie odbyła się prezentacja ukraińskiego tłumaczenia książki polskiego historyka Grzegorza Motyki. Myślę, że uważne zapoznanie się z tym wydaniem wielu osobom w Ukrainie pokaże, że polscy historycy są otwarci na dialog. – Dowódców OUN i UPA nazywa się w Polsce zbrodniarzami i poplecznikami faszystów. W Ukrainie, zwłaszcza w zachodnich regionach kraju, panują odmienne poglądy o ich roli i znaczeniu dla walki o niepodległość. Z drugiej strony, w Ukrainie niejednoznacznie patrzy się też na działalność polskiej Armii Krajowej, której żołnierze są uważani za wojowników o niepodległą Polskę. Być może i w Ukrainie, i w Polsce nie trzeba gwałtownie negatywnie reagować na pewne kroki odnośnie upamiętnień w każdym z krajów przedstawicieli tych formacji, przecież to tylko zaostrza stosunki na szczeblu społeczeństw obu krajów? – To bardzo skomplikowane pytanie. Odpowiem wprost: bardzo trudno wyobrazić sobie, że Polacy jednostronnie zapomną o zbrodni. Jeśli będzie się stawiało pomniki czy tworzyło skwery, na przykład imienia Stepana Bandery, to w Polsce zawsze będzie przyjmowane to z dezaprobatą. Proszę zrozumieć nasze wyczulenie na tę kwestię i to, skąd się ono bierze. Dla znacznej części Ukraińców tradycje UPA są ważne i postrzega się je bardziej przez pryzmat walki z władzą sowiecką i długiej powojennej konspiracji. Jednak ci, co uważają właśnie to za podstawę działalności UPA, powinni zgodzić się z tym, że de facto UPA powstała podczas masakry Polaków. Wtedy właśnie odbyły się pierwsze poważne akcje zbrojne Ukraińskiej Powstańczej Armii i tego ukrywać nie wolno. Sprawa polega na tym, czy uda się pojednać pamięć o walce z władzą sowiecką z pamięcią o zbrodni wołyńskiej. – Uroczystościom 70. rocznicy tragedii wołyńskiej powinny towarzyszyć różne wydarzenia. Niektóre z nich w Ukrainie oraz nawet w Polsce uważa są za bardzo kontrowersyjne. Na przykład na początku lipca niedaleko Przemyśla planuje się przeprowadzenie inscenizacji historycznej tragicznych Odpowiedz Link
lokis1271 Re: Wywiad prezesa IPN dla mediów, cd: 14.06.13, 16:57 Niektóre z nich w Ukrainie oraz nawet w Polsce uważa są za bardzo kontrowersyjne. Na przykład na początku lipca niedaleko Przemyśla planuje się przeprowadzenie inscenizacji historycznej tragicznych wydarzeń na Wołyniu, która przedstawi napad UPA na polską wieś i zagładę ludności cywilnej. Czy faktycznie takie przedsięwzięcia przybliżają nasze narody do zgody? Czy młodzież polska po takich przedsięwzięciach bardziej przychylnym okiem będzie patrzyła na Ukraińców? – Bardzo sceptycznie odnoszę się do tego pomysłu, ale z innego powodu. Uważam, że takiego rodzaju inscenizacje mają sens w aspekcie wojennym, czyli wtedy, gdy demonstrowane są jakieś bitwy. Takiego rodzaju pokazy bitew, zaczynając od wieków średnich i kończąc na II wojnie światowej, w całej Europie są dosyć popularne. Ale w tym przypadku inscenizacja masakry nie jest odpowiednim krokiem. Istnieje wiele innych form, na przykład język kultury czy filmu, gdzie można opisać te wydarzenia z większą wrażliwością. – W tym roku Sejm rozpatrywał projekt uchwały w sprawie oceny w Polsce akcji „Wisła”. Przeszedł on pierwsze czytanie, lecz z czasem spotkał się z gwałtowną krytyką ze strony posłów wielu partii i faktycznie został zablokowany. I to mimo tego, że akcję „Wisła” potępił już Senat w 1990 roku. Co w polskiej świadomości po ponad 20 latach się zmieniło, i co dziś przeszkadza polskim ustawodawcom potępić ją ponownie? – Instytut Pamięci Narodowej prowadzi śledztwo także w sprawie akcji „Wisła”. Zgodnie z polskim systemem prawnym była to zbrodnia reżimu komunistycznego. Z punktu widzenia oceny historyka, akcja „Wisła” była przykładem stosowania odpowiedzialności zbiorowej i nie jest sposobem na rozwiązanie różnych problemów. Nie powodu, by współczesna Polska broniła tej decyzji komunistycznego reżimu. – Czyli Sejm powinien przyjąć uchwałę o potępieniu akcji „Wisła”? – Pytanie polega na tym, czy deklaracja Senatu z 1990 roku jest wystarczająca. Jednak nie widzę problemu, by odżegnywać się od potępienia akcji „Wisła”. Myślę, że byłoby to rozważnym krokiem. – W Ukrainie istnieje przekonanie, że sprawę zbrodni wołyńskiej trzeba rozpatrywać w szerszym kontekście, zaczynając od lat 30. i kończąc akcją „Wisła”. Chodzi o to, że tragedia, która miała miejsce na Wołyniu, nie jest jakimś oddzielnym wydarzeniem, a trzeba rozpatrywać ją w kontekście skomplikowanych relacji polsko-ukraińskich okresu międzywojennego i prześladowań przez polskie władze Ukraińców? – Oczywiście, jeśli chcemy zrozumieć i w całości opisać jakieś wydarzenia, to musimy rozpatrywać je w szerokim kontekście: co stało się wcześniej, równolegle czy później. Oczywiście, by w pełni zrozumieć zbrodnię wołyńską należy ją rozpatrywać także w kontekście polsko-ukraińskich relacji okresu międzywojennego, w kontekście II wojny światowej, zmiany reżimu okupacyjnego tych terenów, polityki okupantów itp. I jest to zrozumiałe dla każdego historyka. Lecz istnieje cienka granica, której nie wolno przekroczyć: by rozpatrywanie szerszego kontekstu nie służyło usprawiedliwieniu zbrodni, ponieważ nie można jej usprawiedliwić. Od redakcji: Tekst wywiadu, frazeologia i definicje zostały uzgodnione ze stroną polską. Ukrinform publikuje tekst wywiadu bez własnych zmian redakcyjnych. Wychodzimy z założenia, że zrozumienie racji każdej ze stron jest ważne w kontekście pojednania pomiędzy Ukraińcami i Polakami, które ma historyczne znaczenie dla narodów państw-sąsiadów, tak dla Polski jak i dla Ukrainy. www.ukrinform.ua/ukr/news/dialog_i_primirennya_shchodo_volinskogo_zlochinu_zavgdi_mae__buti_dvostoronnim___kaminskiy_1835240 Діалог і примирення щодо Волинського злочину завжди має бути двостороннім - Камінський www.ukrinform.ua Відносини України і Польщі сьогодні без іронії можна назвати майже зразковими. Стратегічний діалог н. Odpowiedz Link
99venus Re: Andrij Kozyćkyj rzuca wyzwanie polskiemu hist 14.06.13, 17:07 mnie najbardziej przekonuje Myron Sycz-syn upowca skazanego na karę śmierci. Odpowiedz Link
99venus Re: Bractwo OUN-UPA wzywa Polaków 14.06.13, 17:04 Ukraina stowarzyszona z Unią?wolne żarty.może za 100 lat. Odpowiedz Link