liberum_veto
14.09.07, 07:46
Nauczyciele z Ukrainy przy polskiej tablicy
Na Podkarpaciu dyrektorzy łatają braki kadrowe pedagogami z Ukrainy.
Szukają głównie anglistów, których w szkołach najbardziej brakuje.
Nauczyciele języków obcych nie zagrzewają długo miejsca w szkołach,
bo łatwo mogą znaleźć lepiej płatną pracę jako lektorzy na płatnych
kursach. - Trudno im się dziwić, bo pensja stażysty, czyli
początkującego nauczyciela, wynosi 700 - 800 zł - stwierdza Joanna
Kośka, wicedyrektorka ZS nr 6 w Łodzi. Z duszą na ramieniu szukała
anglisty, który będzie chciał w tym roku szkolnym u niej uczyć. -
Udało mi się go znaleźć, ale nie wiem, na jak długo. Poprzednia
anglistka odeszła po roku - mówi.
W podkarpackich szkołach jedynym sposobem, by nauczyć dzieci
angielskiego, jest ściągnięcie nauczycieli z Ukrainy. Galina Jelcowa
z Iwanofrankowska (dawny Stanisławów) uczy w gimnazjum w Nowej
Sarzynie. - Początkowo rodzice mieli obawy, czy ich dzieci nie
nauczą się mowy Szekspira z lwowskim akcentem, ale szybko się
przekonali, że to doskonała nauczycielka - chwali Jelcową dyrektor
gimnazjum Lesław Marciniak.
Nauczyciele zza wschodniej granicy sami szukają u nas pracy.
Marciniak mówi, że zgłosiła się do niego para pedagogów aż z
Syberii. Pedagoga z zagranicy można zatrudnić, jeśli na lokalnym
rynku rzeczywiście brakuje rąk do pracy. Zgodę muszą wydać urząd
pracy i wojewoda.
Po anglistach może przyjdzie czas na ściąganie z Ukrainy nauczycieli
przedmiotów zawodowych, którzy uciekają do pracy w przemyśle. Na
przykład w ZS Elektrycznych w Kielcach przez pierwsze tygodnie nauki
nie było informatyka. - Namawiam nauczycielkę rosyjskiego, żeby
skończyła szkołę fryzjerską. Bo nie ma u mnie kto uczyć fryzjerstwa -
przyznaje Mieczysław Pietrucha, dyrektor warszawskiego ZS nr 34.
Renata Czeladko, Józef Matusz, Rzeczpospolita, 14.09.2007 r.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070914/kraj/kraj_a_11.html