liberum_veto
19.01.08, 11:04
Historycy oceniają, że jesienią 1945 r. w powiecie Wolin-Uznam
mieszkało ok. 22 tys. Niemców (w 1939 r. - 51 tys.) i kilkuset
Polaków, wśród których największą grupę stanowili urzędnicy
tworzącego się aparatu władzy i bezpieczeństwa.
Zimą 1945-46 na skutek spiętrzenia kry na Świnie zerwane zostało
jedyne połączenie drogowe z Polską. Akcja osiedleńcza zamarła.
Pracowników powiatowego UB i MO kra całkowicie uwolniła od nadzoru
przełożonych.
- Stali się panami życia i śmierci dla mieszkańców Świnoujścia
odciętego od reszty kraju wodami rzek i Zalewu Szczecińskiego - mówi
Paweł Skubisz, historyk szczecińskiego IPN.
Według ustaleń IPN polscy milicjanci i ubecy dopuścili się rabunków
i morderstw na miejscowej ludności. Zatrzymywanych pod byle
pretekstem Niemców zabijano, inni umierali w areszcie z głodu i
chorób.
Tylko 5 stycznia 1946 r. w komendzie zamordowano pięcioro
aresztantów, m.in. 16-letnią dziewczynę. Siedziała od dwóch
miesięcy, ubek zgwałcił ją po zatrzymaniu, a kiedy okazało się, że
zaraził ją też syfilisem, postanowili ją zabić, bo nie mieli na
leki.
Inną Niemkę, zatrzymaną za kłótnię z Polką, zakatowano na śmierć. 22-
letni niemiecki cywil został powieszony na kracie, jego zwłoki
wisiały na linie na zewnątrz budynku.
Kiedy puściły lody, w marcu 1946 r. do Świnoujścia przybył na
kontrolę chorąży Józef Zając z komendy MO w Koszalinie. W raporcie
napisał m.in. o braku książki zatrzymań i zaskakującej liczbie
zgonów. Dało to początek śledztwu.
W 1947 r. spośród dziewięciu podejrzanych o zabójstwa i znęcanie się
nad Niemcami stanęło przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Szczecinie
siedmiu (jeden się powiesił, kolejny uciekł).
Zapadły symboliczne wyroki. Najsurowszy, cztery lata więzienia,
dostał szef świnoujskiego UB Jan Sołtyniak. Ale tylko dlatego, że
udowodniono mu kradzież wagonu ziemniaków.
miasta.gazeta.pl/szczecin/1,34939,4847726.html