Dodaj do ulubionych

Zmarł prof. P. Wieczorkiewicz

23.03.09, 22:04
W nocy z niedzieli na poniedziałek zmarł historyk, profesor Paweł
Wieczorkiewicz - poinformowało biuro prasowe Uniwersytetu Warszawskiego. Miał
61 lat.
Prof. Paweł Wieczorkiewicz był historykiem, sowietologiem, naukowcem
Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Od lat
zajmował się dziejami wojskowości, zwłaszcza zaś - marynarki wojennej.

Tytuł doktora otrzymał w 1976 roku za pracę pt. "Wielka Czystka a Armia
Czerwona". W 1993 roku uzyskał tytuł doktora habilitowanego.

Wieczorkiewicz był absolwentem Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Reja i
Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem Rady Wydziału
Historycznego UW, Rady Naukowej Polonicum UW oraz Rady Naukowej Wydziału
Krajów Rozwijających się UW. Był również członkiem Senatu Akademii
Humanistycznej w Pułtusku i Rady Naukowej Wydziału Historycznego tej uczelni.
Należał do uczniów znanego historyka Ludwika Bazylowa.

Profesor współpracował z czasopismami "Morze", "Wojskowy Przegląd Historyczny"
oraz "Nowa Technika Wojskowa". Prowadził w telewizji Kino Polska cykl
"Poprawka z Historii", w którym opowiadał o historycznym podłożu
prezentowanych filmów.

Był autorem i współautorem wielu książek historycznych, m.in.: "Polska. dzieje
polityczne ostatnich dwustu lat", "100 postaci, które tworzyły historię
Polski", "Dylematy historii. Nos Kleopatry czyli co by było, gdyby...".

wiadomosci.onet.pl/1939230,11,item.html
Człowiek o trzeźwym spojrzeniu nie tylko na historię stosunków
polsko-ukraińskich:

Aleksander Szycht: Ukraińscy historycy (seminaria: Polska-Ukraina – Trudne
Pytania) nie znaleźli żadnego dowodu na planową akcję polskich odwetów,
wymierzonych w ukraińską ludność cywilną. Nie byli też w stanie podać żadnej
przybliżonej liczby niewinnych ofiar ze strony ukraińskiej – zabitych przez
polskie podziemie zbrojne. Pomimo to wielu publicystów posługuje się
domniemanymi „odwetami”, by sprzątnąć sprawę ofiar ludności polskiej pod dywan
i dla przeciętnego człowieka stworzyć wrażenie symetrii. Czy możemy prosić o
komentarz do powyższej sprawy?

Prof. Paweł Piotr Wieczorkiewicz: To bardzo proste działanie. Dzieje się nie
inaczej w stosunkach polsko-żydowskich, kiedy z incydentów typu Jedwabne czy
pogrom kielecki, których tak naprawdę nikt nie chce wyjaśniać, a byłoby warto,
robi się symbole. Mieliśmy tego przykład w Gazecie Wyborczej parę dni temu, w
artykule Pawła Smoleńskiego. Usiłuje się tworzyć symbole ukraińskiej
martyrologii. To jest podobne myślenie do prezentowanego przez pewne
środowiska niemieckie, a mianowicie, że cierpienie niemieckich uchodźców na
Wschodzie praktycznie równoważy Auschwitz. Tutaj nie ma równowagi, bo te szale
są nierównomiernie obłożone. Poza tym, historia to nie rozważania prawnicze i
historia też nie może być przedmiotem rozważania prawników, tylko historyków.
Z punktu widzenia historyka nie jest bez znaczenia, kto zainicjował jakąś
działalność, a kto się jej tylko przeciwstawił. Podejmowanie represaliów jako
odwetu za zbrodniczą działalność jest znane w historii i przez historię
usprawiedliwiane. To jest tak jak z obroną konieczną – wynika z potrzeby
obrony wszelkimi środkami, również tymi, stosowanymi przez napastnika. Ważne
jest w tym układzie, kto jest bandytą, a kto nim nie jest.

www.wolgal.pl/art19.html
Cześć Jego pamięci.
Obserwuj wątek
    • liberum_veto [*] Historyk niepokorny 24.03.09, 06:34
      Był trudny do zaszufladkowania. Znakomity znawca dziejów Związku
      Sowieckiego i PRL nie zgadzał się na usprawiedliwianie komunizmu.
      Armia Czerwona nie była dla niego wyzwolicielką, lecz okupantem.
      Zbrodnie komunistyczne nie były mniej przerażające od
      narodowosocjalistycznych. Jako zwolennik lustracji przestrzegał
      przed działaniami sowieckich – a dziś rosyjskich – agentów. Choć był
      jednym z niewielu uczestników debaty publicznej, którzy otwarcie
      przyznawali, że nie pogodzili się z utratą Wilna i Lwowa, to jednak
      nie nadawał się na patriotycznego ideologa czy propagatora
      lukrowanej wersji historii polskich formacji niepodległościowych.
      Powstanie warszawskie uważał za zbrodnię. Twierdził, że ludzi,
      którzy podjęli decyzję o jego wywołaniu, powinno się było
      rozstrzelać. W ogóle był krytyczny wobec – świętej w Polsce –
      legendy AK, przede wszystkim wobec prowadzonej przez nią
      operacji "Burza".
      Nie zostawiał też suchej nitki na marszałku Rydzu-Śmigłym i generale
      Sikorskim. Sugerował, że generał Władysław Anders, złamany na
      Łubiance, został sowieckim agentem.
      Zarówno poprawnie polityczną lewicę, jak i bogoojczyźnianych endeków
      szokował popieranymi przez siebie koncepcjami geopolitycznymi.
      Po stronie germanofilów
      Nawiązując do przedwojennej myśli germanofilów, uważał, że Polska w
      ostatniej wojnie powinna walczyć po stronie Trzeciej Rzeszy. I nie
      dać się wciągnąć w zgubny sojusz z Wielką Brytanią, który – jak
      przewidywał jeszcze przed wojną znany polityk i publicysta Władysław
      Studnicki – musiał się zakończyć sowietyzacją Polski.Zamiast tego
      Warszawa powinna była zgodzić się na przyłączenie Wolnego Miasta
      Gdańsk do Rzeszy. Skorzystać z propozycji Niemiec i razem z nimi
      podbić Związek Sowiecki. W ten sposób Polska miała uniknąć hekatomby
      obu okupacji.
      Rozważania na ten temat sprowadziły na niego gromy, a nawet –
      całkiem niedawno – obrzydliwe ataki. Oskarżono go nawet o
      sympatyzowanie z ideologią Trzeciej Rzeszy. Każdy, kto znał
      profesora, wie, jak wielki był to absurd.
      www.rp.pl/artykul/9157,280764_Historyk_niepokorny_.html
    • liberum_veto Prof. Wieczorkiewicz: Masakra wołyńska 25.03.09, 06:20
      Ogromna różnica w liczbie ofiar nie pozwala stawiać znaku równości
      pomiędzy ludobójstwem UPA i samoobroną AK.
      To była trzecia przemyślana i skuteczna czystka etniczna w pierwszej
      połowie XX wieku. Doszło do niej w latach 1943-1944 na Wołyniu i w
      Małopolsce Wschodniej. Pionierami ludobójczych praktyk byli Turcy,
      którzy w 1915 r. próbowali wymordować zamieszkującą ich
      wielonarodowe imperium kilkumilionową populację Ormian. Do tego
      wzoru sięgnęli Niemcy, przygotowując „ostateczne rozwiązanie"
      kwestii żydowskiej. A że panowali nad wielokrotnie większym
      terytorium i mieli więcej czasu, ofiar było więcej. Skala zbrodni na
      Wołyniu – w stosunku do ogółu mieszkańców dotkniętego nią
      terytorium – nie jest wcale wiele mniejsza. I wyczerpuje powszechnie
      przyjętą w międzynarodowym prawie definicję genocide (ludobójstwa)
      sformułowaną w czasie II wojny światowej w Stanach Zjednoczonych
      przez polsko-żydowskiego uczonego Rafała Lemkina.
      Ciemni generałowie, tępi porucznicy
      Perfidna polityka austriacka spowodowała, że gdy w 1918 r. rozpadła
      się monarchia Habsburgów, jakikolwiek kompromis między Polakami a
      Ukraińcami stał się niemożliwy. Efektem była zacięta, choć krótka
      wojna polsko-ukraińska, z centralnym epizodem, który stanowiły walki
      o Lwów. Zwycięstwo Polaków oznaczało inkorporację Małopolski
      Wschodniej do II Rzeczypospolitej. Potwierdził to przywódca
      ogólnoukraińskiej irredenty niepodległościowej ataman Symon Petlura,
      zawierając przymierze z Józefem Piłsudskim, czego efektem była tzw.
      wyprawa kijowska. Jej klęska pogrzebała na lata zarówno
      niepodległość Ukrainy, jak i możliwość polsko-ukraińskiego zbliżenia.
      Po 1921 r. w Warszawie zwyciężyły projekty asymilacyjne tzw.
      mniejszości słowiańskich. O ile jednak Białorusini poddawali się
      polonizacji, o tyle bardziej od nich świadomi narodowo Ukraińcy w
      części wybrali opór. I to nie bierny. W 1929 r. powstała tajna
      Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Jej metodą stał się terroryzm
      (jego ofiarą padł m.in. wicepremier płk Bronisław Pieracki), na co
      władze II RP odpowiadały działaniami pacyfikacyjnymi. Wciągnięcie
      państwa w spiralę przemocy było poważnym błędem. Znakomity historyk
      i apologeta systemu sanacyjnego Władysław Pobóg-Malinowski pisał
      w „Najnowszej historii politycznej Polski", że działalność ciemnych
      generałów pospołu z tępymi porucznikami i kapitanami, którym w
      drugiej połowie lat 30. oddano nadzór nad polityką kresową, była
      wręcz przestępcza.
      www.wprost.pl/ar/137001/Masakra-wolynska/?I=1340
      • lokis1271 Obozy koncentracyjne w Transwalu 25.03.09, 07:29
        Witam Kolego Liberum !
        Tego typu ludobójstw było trochę więcej w nowożytnej historii m.n.
        pionierami budowy obozów koncentracyjnych dla ludności cywilnej
        celem stłumienia buntów byli Brytyjczycy z W. Churchilem na czele w
        czasie wojen burskich na przełomie XIX i XX wieku. Piekłoszczyk
        Hitler tylko udoskonalił pomysły Anglików.
        Co powiedzieć o Czerwonych Khmerach ?
        Pozdrawiam
        L. Bodio
        • liberum_veto Ukraińcy nie byli pionierami ludobójstwa 26.03.09, 06:51
          Witam Kolego Leszku!
          Wszystko to prawda. Obozy koncentracyjne to nie był "wynalazek"
          Hitlera, a Ukraińcy nie są bynajmniej pionierami ludobójstwa.
          Zarówno Hitler, jak też zbrodniarze z OUN-UPA rozwinęli
          tylko "twórczo" dokonania swoich poprzedników, doprowadzając je do
          perfekcji. Wojny burskie miały jednak miejsce jeszcze w XIX wieku
          pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_burskie
          No a ludobójstwo Czerwonych Khmerów to z kolei czasy późniejsze,
          niemalże współczesne. Profesor Wieczorkiewicz nie popełnił więc
          chyba błędu, pisząc: "To była trzecia przemyślana i skuteczna
          czystka etniczna w pierwszej połowie XX wieku."
          Pozdrawiam serdecznie
          liberum_veto
          • pisz_pan_na_berdyczow skuteczność banderowskiego ludobójstwa 26.03.09, 07:03
            Co do skuteczności to bym polemizował, bo dopiero Sowieci
            wyeliminowali stamtąd Polaków i to bez ludobójstwa chociaż nie w 100
            %...
            • liberum_veto Re: skuteczność banderowskiego ludobójstwa 27.03.09, 06:31
              Toteż nie tyle o skuteczność tu chodzi (którą prof. Wieczorkiewicz
              ocenia akurat wysoko), lecz o wyjątkowe bestialstwo banderowskich
              zbrodniarzy, przewyższające nawet ludobójstwo niemieckie
              www.wprost.pl/ar/137001/Masakra-wolynska/?O=137001&pg=2
              W lipcu 1943 r. rozpoczęto działania na skalę masową. Ponieważ
              ludobójstwa dopuszczali się często podżegani do nich chłopi, nawet
              dowództwo UPA traciło chwilami kontrolę nad sytuacją. Wkalkulowane
              okrucieństwo nie znajdowało analogii nawet w zbrodniach sowieckich.
              Władysław Malinowski, jeden z ocalonych, zeznawał po wojnie o
              tragedii mieszkańców wsi Władysławówka w gminie Mikulicze na
              Wołyniu: „Rozszarpywali ciała, odcinali kończyny [...], wydłubywali
              oczy, obcinali uszy, nos, język, piersi kobietom i puszczali [...],
              inni oprawcy łapali ofiary i dalej męczyli, aż do skonania [...].
              Widziałem, jak jeszcze żyjącym ludziom rozpruwano brzuchy, wyciągano
              rękami wnętrzności, ciągnąc kiszki. Widziałem, jak gwałcili kobiety,
              potem wbijali je na kołki, jak stawiali żywe kobiety nogami do góry
              i siekierą rozcinali na dwie połowy. [...] Ktoś, kto nie widział
              tego na własne oczy, nie będzie w stanie w to uwierzyć".
              Czym było wywołane tak niesłychane okrucieństwo, tym bardziej
              nieoczekiwane, że wojna polsko-ukraińska w 1919 r. toczyła się z
              pełnym poszanowaniem prawa? Przyczyn było zapewne kilka: okrutne
              tradycje hajdamackie z XVIII wieku, przykład ludobójczej okupacyjnej
              polityki bolszewickiej, a potem nazistowskiej, wreszcie rosnąca
              determinacja UPA w realizacji programu niepodległościowego związana
              z nasyceniem kraju spływającymi ze wschodu oddziałami partyzanckimi –
              zbliżającym się frontem sowieckim.
              Działania Szuchewycza i jego podkomendnych okazały się skuteczne, a
              zbrodnia popłatna. Polacy masowo opuszczali ojcowiznę. Oceniano, że
              do czerwca 1944 r. z Małopolski Wschodniej zbiegło około 300 tys.
              osób.
            • mat120 Re: skuteczność banderowskiego ludobójstwa 27.03.09, 20:18
              pisz_pan_na_berdyczow napisał:

              > Co do skuteczności to bym polemizował, bo dopiero Sowieci
              > wyeliminowali stamtąd Polaków i to bez ludobójstwa chociaż nie w 100
              > %...

              Nie masz racji, co do Sowietów.

              Fragment wspomnień byłego mieszkańca podolskiej wsi Głęboczek:

              "Wobec narastającego zagrożenia ze strony band UPA w Głęboczku zwołano naradę. Udział w niej wzięli: Władysław Wierzbicki, Józef Twardochleb ps. „Maćków”, Antoni Mazur, Michał Dziaduch- były sekretarz gminy w Głęboczku, Michał Polituszczy i mój ojciec – Jan. Powstało naglące pytanie; co robić dalej? Jasne było, że banderowcy nie dadzą nam spokoju i znikąd nie możemy spodziewać się pomocy. Przeanalizowano wypowiedź enkawudzisty na stypie pogrzebowej, że ludność polska nie może liczyć na ochronę ze strony Sowietów, bo taka jest ich polityka. Oceniono siły obrońców i okazało się, że siły te są zbyt szczupłe, by przeciwstawić się banderowcom. Ich siły były znacznie większe, a w dodatku zasilone przez dobrze wyszkolonych ukraińskich policjantów, będących wcześniej na usługach Niemców. Policjanci ci byli zaprawieni w morderczym rzemiośle; często dokonywali egzekucji na Żydach, jak np. we wrześniu 1942r. ci sami policjanci przeprowadzili przez wieś 36 Żydów i wszystkich rozstrzelali obok starego cmentarza, używając pocisków „dum – dum”. Większość Polaków-mężczyzn zmobilizowano do I i II Armii WP. Wielu Ukraińców natomiast, ulegając nacjonalistycznej agitacji o nieuniknionej III wojnie światowej, uniknęło mobilizacji, ukrywając się i zasilając szeregi UPA. Wnioski nasuwały się same. Aby uniknąć dalszych ofiar postanowiono, z ciężkim sercem, opuścić rodzinną wieś i przenieść się do pobliskiego miasta Borszczowa. Niestety, zdecydowała się na to tylko mała liczba rodzin. Namawianie i perswazje nie przyniosły większych rezultatów. Oponowały zwłaszcza kobiety, których mężowie walczyli na froncie. Mówiły one; „Wy mężczyźni uciekajcie do Borszczowa, nam kobietom nic nie zrobią”. Naiwnie sądziły, że kobiety i dzieci zostaną oszczędzone. Nie rozumiały, że tu chodzi o fizyczną eksterminację ludności polskiej bez względu na płeć i wiek. Dowodem na to, była bestialska zbrodnia ludobójstwa, dokonana na polskiej ludności Szlachty, części wsi pobliskich Łanowiec. Nocne łuny pożarów okolicznych miejscowości były dodatkową przestrogą.
              Do miasta uciekali też Polacy z okolicznych wsi – Cygan, Krzywcza Górnego i Dolnego, Korolówki, Łanowiec i wielu innych miejscowości. W jednym pokoju często mieszkało kilka rodzin. Moja rodzina zamieszkała u starszego pana Sabigi w pobliżu dworca kolejowego.
              Z każdym dniem napływało do Borszczowa coraz więcej ludności polskiej, uciekającej z okolicznych wsi do miasta. Banderowcy nie próbowali napadu na miasto. Było to zbyt niebezpieczne: w byłych koszarach KOP – u stacjonował batalion sowieckich żołnierzy. W mieście był też istriebitielnyj batalion, w którym znaleźli się Polacy i nieliczni, ocaleli z holocaustu Żydzi. Zaczęto coraz częściej mówić o repatriacji ludności polskiej do Polski. Sowieci utworzyli biuro repatriacyjne, a kierował nim Polak o nazwisku Kondracki. Na specjalnych formularzach spisywano majątek, po czym wręczano je osobom, które zdecydowały się na wyjazd. Pierwszy taki transport ludności polskiej wyjechał z Borszczowa już w marcu 1945 roku.

              Miasto Borszczów stawało się coraz większym skupiskiem ludzi uciekających ze wsi i małych miasteczek. W okolicznych miejscowościach w dalszym ciągu banderowcy przeprowadzali czystki etniczne mordując tych Polaków, którzy nie zdążyli się ewakuować do Borszczowa. Sowieci nic nie robili w obronie Polaków. Enkawudzista Grisza (Gruzin), mieszkający z nami u pana Sabigi opowiadał ojcu, jak to wracając wieczorem z akcji zostali ostrzelani prze banderowców. Odpowiedzieli ogniem i zapalili wieś. Został wezwany do naczelnika NKWD i srogo przez niego połajany za ostrzelanie wsi
              i wzniecenie pożaru. "

          • alexandra74 Re: Ukraińcy nie byli pionierami ludobójstwa 26.03.09, 08:04
            Że wspomnę jeszcze ludobójstwo dokonane głównie na Serbach przez
            ustaszy po utworzeniu NDH w 1941 r.
            • liberum_veto Re: Ukraińcy nie byli pionierami ludobójstwa 28.03.09, 07:53
              Zapewne można też tu zakwalifikować niektóre zbrodnie Stalina, choć
              czystki te niekoniecznie miały one kontekst etniczny (Wielki Głód)
              pl.wikipedia.org/wiki/Wielka_czystka
              Represje wobec cudzoziemców w ZSRR
              Międzynarodówka Komunistyczna to organizacja, która zrzeszała
              komunistów z różnych krajów świata. Oni również padli ofiarami
              wielkiej czystki. Pod fałszywymi pretekstami prominentni członkowie
              partii komunistycznych z całego świata byli wzywani do Moskwy, a tam
              aresztowani. W trakcie procesów moskiewskich, kiedy to oskarżeni
              mieli rzekomo szpiegować ZSRR na rzecz Polski, rozpoczęto
              aresztowania Polaków. Rozwiązano Komunistyczną Partię Polski. NKWD
              aresztowało wszystkich członków KC KPP przebywających w ZSRR (z obu
              frakcji - "większościowców" i "mniejszościowców"), w tym: Stanisława
              Bobińskiego, W. Boguckiego, S. Budzyńskiego, Jakuba Haneckiego, A.
              Kaczorowskiego – Sławińskiego, P. Łapińskiego, Józefa Unszlichta,
              Stefana Żbikowskiego, Adolfa Warskiego – Warszawskiego, Marię
              Koszutską, A. Danieluka – Stefańskiego, W. Steina – Krajewskiego,
              Maksymiliana Horwitza – Waleckiego i Juliana Leszczyńskiego-
              Leńskiego. W konsekwencji praktycznie całe kierownictwo KPP i jej
              aktyw zostało wymordowane. Represjonowani byli członkowie Biura
              Politycznego Komunistycznej Partii Niemiec. Aresztowano Belę Kuna,
              który był jednym z twórców powstałej w 1919 r. Węgierskiej Republiki
              Rad i 12 byłych ludowych komisarzy tejże republiki. Aresztowano i
              rozstrzelano ścisłe kierownictwo Komunistycznej Partii Jugosławii z
              sekretarzem generalnym M. Gorkiciem na czele. Inną ofiarą terroru
              był przywódca komunistów greckich A. Kantas. Rozstrzelano sekretarza
              generalnego Rumuńskiej Partii Komunistycznej – A. Dobrogeanu –
              Gherca. Zamordowano Finów: twórcę Komunistycznej Partii Finlandii G.
              Rovia i jej sekretarza generalnego K. Mannera. Zabito
              przedstawiciela Komunistycznej Partii Chin. Rozstrzeliwano
              komunistów z Korei. Represjonowano przywódców komunistów z Meksyku i
              Iranu. Ofiarami czystki padli członkowie Komitetów Centralnych
              partii komunistycznych z krajów bałtyckich. Aresztowano też
              komunistów z Wielkiej Brytanii, Turcji i Belgii. W ten sposób
              zdziesiątkowano ruch komunistyczny całego świata.
    • alexandra74 Re: Zmarł prof. P. Wieczorkiewicz 25.03.09, 08:25
      Ojej, żal wielki. Miałam przyjemnosc wysłuchać go w październiku w
      Jarosławiu podczas seminarium z cyklu "Po Katyniu był Wołyń" z
      udziałem m.in. Ks. Isakowicza-Zaleskiego. Bardzo obiektywnie
      przedstawił historie konfliktów polsko-ukraińskich w XX w., nie
      szczędząc krytyki prowadzonej przez polskie władze polityce wobec
      Ukraińców.

      [*]
      • batoh52 Re: Zmarł prof. P. Wieczorkiewicz 25.03.09, 08:53
        Cześć jego pamięci...
    • mat120 J. Engelgard o prof. P. Wieczorkiewiczu 31.03.09, 18:42

      nowa.myslpolska.pl/node/9586
      Po ciężkiej chorobie zmarł w Warszawie w wieku zaledwie 61 lat prof. Paweł
      Wieczorkiewicz. W ostatnich latach był bardziej znany z telewizji, gdzie był
      częstym gościem, niż z bogatego dorobku naukowego. Zresztą właśnie to
      publicystyczne zaangażowanie stało się przedmiotem kontrowersji. Wybitny znawca
      historii Rosji i sowietolog stał się zwolennikiem koncepcji zgoła
      antyrosyjskich, dawał swoje nazwisko do uzasadniania polityki wschodniej
      jednoznacznie wymierzonej w Rosję. Cierpiał na tym wizerunek profesora jako
      naukowca, ucznia legendarnego prof. Ludwika Bazylowa. Przed laty Wieczorkiewicz
      był zwolennikiem realistycznej wizji historii, inspirował go raczej Roman
      Dmowski a nie Józef Piłsudski. Mniej więcej od końca lat 90. XX wieku przeszedł
      ewolucję, która zaprowadziła go do obozu wielbicieli „Wielkiego Marszałka”.
      Poznałem go jako student Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego pod
      koniec lat 70. Jego zajęcia pamiętam po dziś dzień – były inspirujące i
      niezwykle ciekawe. Ówczesny doktorant odsłaniał przed nami zawiłości historii
      sowieckiej, rozkładał na czynniki pierwsze sowieckie politbiuro, podając nam kto
      był jakiej narodowości. Był po uszy zanurzony w rosyjskiej historii, fascynowała
      go np. marynarka wojenna Rosji, z czasem zaczął sympatyzować z „białą” Rosją.
      Ostatni raz widziałem się z nim gdzieś w połowie lat 90. Mówił, że jest
      przerażony poziomem naszych polityków, ich niezrozumieniem Rosji i jej znaczenia
      dla Polski. Podkreślał, że najwybitniejszym polskim myślicielem politycznym był
      Roman Dmowski, a „Myśl Polska” jednym z niewielu pism, które daje się czytać.
      Nigdy więc nie mogłem zrozumieć tego, co się stało z profesorem pod koniec
      życia. Można, owszem, zmieniać poglądy, ale chyba w tym przypadku granice
      zostały przekroczone. Słuchanie profesora w ostatnich latach było dla mnie
      smutnym przeżyciem. On, który mógł być wielkim autorytetem w sprawach Rosji,
      kontynuatorem dorobku Ludwika Bazylowa, naszym przewodnikiem w kontaktach z tym
      krajem – stał się publicystą, anegdociarzem, sensatem i – niestety – rusofobem.
      Mimo to zapamiętam go takiego, jakim go znałem – erudytę, zakochanego w Rosji,
      wybitnego historyka. Przypomnijmy jego najważniejsze książki: „Polityka
      zagraniczna II Rzeczypospolitej na tle sytuacji europejskiej w latach 1918-1939”
      (1982) „Stalin i generalicja sowiecka w latach 1937-1941 (1993), „Sprawa
      Tuchaczewskiego” (1994), „Historia wojen morskich, t. 1-2 (1995), „Historia
      polityczna Polski 1935-1945 (2005).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka