Warszawa, 16 kwietnia 2009 r.
List Otwarty
Na ręce Jego Magnificencji Księdza Profesora Doktora Habilitowanego
Stanisława Wilka, Rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego a poprzez ręce
Jego Magnificencji do całej Profesury i Studentów KUL
My niżej podpisani
- imieniu rodzin około dwustu tysięcy bestialsko
pomordowanych Polaków, ok. osiemdziesięciu tysięcy Ukraińców nieposłusznych
wobec OUN/UPA, lub solidarnych z Polakami, kilkudziesięciu tysięcy
pomordowanych Żydów, Ormian, Czechów i Cyganów, stu pięćdziesięciu
pomordowanych księży, zakonnic i zakonników rzymskokatolickich oraz kilkunastu
księży greckokatolickich i prawosławnych wiernych przykazaniu „nie zabijaj”,
- w imieniu tych, którzy często okaleczeni, wynieśli życie z
pożogi ludobójstwa dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów,
Ukraińską Armię Powstańczą i SS „Galizien”, a których reprezentujemy w ramach
Kresowego Ruchu Patriotycznego i innych organizacji kresowych,
- w imieniu wszystkich Polaków znających prawdziwe oblicze
OUN/UPA i historię ich zbrodni
protestujemy przeciwko planowanemu nadaniu doktoratu honoris causa
Prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence
W marcu b.r. media podały informację o tym, że Katolicki Uniwersytet
Lubelski, w związku z obchodami 440-lecia podpisania aktu Unii Lubelskiej,
zamierza nadać doktoraty honoris causa pięciu prezydentom państw, których
współczesne terytoria należały w przeszłości do I Rzeczypospolitej. Jednym z
przywódców, którego ma spotkać ten zaszczyt, jest prezydent Ukrainy Wiktor
Juszczenko.
W naszym najgłębszym przekonaniu, jest to poważny błąd, który - w przypadku
realizacji zamierzeń - obdarzy niezasłużonym zaszczytem człowieka dającego
wielokrotnie wyraz swoim daleko idącym sympatiom wobec ukraińskiego ruchu
szowinistycznego spod znaku OUN-UPA, jak i korzystającego z politycznego
poparcia działających współcześnie organizacji wprost odwołujących się do
tradycji faszyzmu ukraińskiego. Błąd ten również, co być może jest
najważniejszym aspektem całej sytuacji, położy się cieniem na reputacji
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, instytucji tak zasłużonej dla sprawy
polskiej, zwłaszcza zaś dla polskiej historii, dzierżącej wysoko sztandar
prawdy także w czasach, kiedy historię tę zakłamywano z powodów ideologicznych.
.
Niestety, w dzisiejszych czasach historia również nie jest wolna od
manipulacji. Z tą jednak różnicą, że manipulację ideologiczną zastąpiono inną,
której źródłem jest przyjęty przez Polskę kierunek w polityce wschodniej.
Prowadzona przez kolejne władze polityka głębokiej współpracy, przede
wszystkim z Ukrainą i Litwą, ma w założeniu zbliżyć te kraje do Polski i
ochronić przed Rosją. Niezależnie od tego, na ile polityka ta jest skuteczna,
należy zauważyć niebezpieczną tendencję, która, jako pokłosie przyjętych w.w.
założeń, zapanowała w polskim dyskursie publicznym, zwłaszcza na płaszczyźnie
dyskusji o historii Polski oraz stosunków polsko-ukraińskich i
polsko-litewskich. Mamy bowiem do czynienia z narzuconym, poprawnym
politycznie poglądem, który głosi, że nie należy głośno mówić o zbrodniach na
narodzie polskim, jeżeli mogłoby to przynieść straty przyjętej strategii
politycznej. Jest to postawa nie tylko politycznie błędna, ale i zdecydowanie
naganna moralnie.
.
Oto, w wolnej Polsce dzieli się polskie ofiary wedle politycznego kryterium,
a mówiąc brutalniej, wedle przydatności w grach i kalkulacjach politycznych. O
jednych zbrodniach (Katyń, zbrodnie niemieckie) można mówić zawsze i wszędzie.
O innych natomiast, zwłaszcza o zbrodniach szowinizmu ukraińskiego, milczą
media, milczą władze, a w sytuacjach, kiedy nie mogą już milczeć, starają się
sprawę albo zbagatelizować, albo, co jest najczęstszym sposobem walki z
pamięcią, zrelatywizować, szukając na siłę, jako przeciwwagi, rzekomych
zbrodni polskich. A przecież nie mamy tu do czynienia z jakimś nieistotnym
epizodem historii, ale z zaplanowanym, mającym teoretyczne podstawy w ściśle
określonej, faszystowskiej ideologii, ludobójstwem, zrealizowanym z ogromnym
okrucieństwem i na dużą skalę. Skutkiem praktycznym takiej polityki jest
wyzucie ze świadomości współczesnych Polaków pamięci o hekatombie na Kresach
Wschodnich, o ludobójstwie dokonanym przez nacjonalistów ukraińskich na
Wołyniu i w południowo-wschodnich województwach II RP, także o zbrodniach
litewskich w Ponarach itd.
Dochodzi do tego, że spadkobiercy zbrodniarzy stają się recenzentami pomników
ofiar, które powstały, bądź mają powstać. Polska, nie wiedzieć czemu, musi
tłumaczyć się z własnych form upamiętnienia ofiar ludobójstwa, zaś na
zachodzie Ukrainy, za przyzwoleniem władz państwowych i samorządowych, stawia
się pomniki największym zbrodniarzom i w ich kulcie wychowuje młodzież,
naturalnie nie konsultując tego procederu z nikim!
Nacjonalizm ukraiński, którego krwawą drogę znaczą nazwiska Dmytra Doncowa
(ideologa ruchu), Stepana Bandery (przedwojennego terrorysty i przywódcy OUN),
Romana Szuchewycza „Tarasa Czuprynki” (dowódcy UPA), Dmytra Kłaczkiwskiego
„Kłyma Samura” (dowódcy UPA na Wołyniu, autora rozkazu o zagładzie ludności
polskiej) i wielu innych, to nie tylko temat dla historyków, czy sprawa
przeszłości. To żywa i rozwijająca się dziś na terenach zachodnich państwa
ukraińskiego siła polityczna, występująca pod różnymi szyldami, ale mająca
wspólne korzenie, wspólną ocenę przeszłości i wspólny cel – tzw. soborną
Ukrainę, która obejmować ma także ziemie należące obecnie do Polski, Rosji,
Białorusi, Słowacji, Rumunii i Mołdawii. Zagrożenie ze strony odradzającego
się nacjonalizmu ukraińskiego proweniencji faszystowskiej, którego amoralnym
fundamentem jest nienawiść do obcych i żądza zniszczenia każdego, kto zostanie
uznany za wroga, jest zagrożeniem realnym i niezwykle poważnym. A jednak
spotyka się z lekceważeniem i bagatelizowaniem ze strony tych, których groźba
dotyczy, przede wszystkim, ze strony kolejnych władz Polski. Tymczasem
historia uczy, że to właśnie grzech zaniechania powodował zawsze najgorsze skutki.
Prezydent Wiktor Juszczenko znany jest jako zagorzały zwolennik uznania band
UPA za wojsko narodowo-wyzwoleńcze, oraz jako ten, dla którego dzieje
nacjonalizmu ukraińskiego stanowią chwalebny wycinek historii Ukrainy. Z jego
ust, nawet podczas wspólnych polsko-ukraińskich uroczystości, nie padły nigdy
słowa potępienia OUN-UPA, czy ideologii Doncowa i Bandery jako takiej. W
ocenie historii stosunków polsko-ukraińskich Wiktor Juszczenko głosi zasadę
równorzędności krzywd i odpowiedzialności. Z punktu widzenia wiedzy
historycznej, jest to stanowisko nie do przyjęcia. Oto kilka przykładów
działań i kilka cytatów wystąpień prezydenta Ukrainy:
- Obchody 60. rocznicy powstania UPA (2003 r.). Wzięli w nich udział m.in.
były premier Wiktor Juszczenko i była wicepremier Julia Tymoszenko. W
obecności Juszczenki odsłonięto pomnik kata Wołynia "Kłyma Sawura" (Dmytro
Kłaczkiwśkij). ("Echo Wołynia", Andrij Jakowlenko, portal "From-UA.com" z 17
VIII 2004)
- Do przyznania weteranom formacji OUN-UPA praw kombatanckich wezwał po raz
kolejny parlament i rząd prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko. (…

Odezwa
Juszczenki do parlamentu i rządu w sprawie "równouprawnienia" członków
ludobójczych formacji OUN-UPA jest drugą próbą wywarcia nacisku na ukraińskie
władze ustawodawcze. W ubiegłą sobotę w cotygodniowym przemówieniu radiowym do
narodu wezwał on Radę Najwyższą i rząd, by zrównały w prawach banderowców,
ponieważ "niestety, na poziomie oficjalnym, państwo do tej pory nie uznało
wszystkich, którzy walczyli o wolność i niezależność Ukrainy". (Nasz Dziennik
10.05.2006 r.)