Dodaj do ulubionych

O pierdulach - Odcinek 20 :-)))

13.01.08, 13:20
Otwieram, przywolana do porzadku. :-)))

Glowna dzisiejsza pierdula u mnie: czuje sie slonecznie. :-)))
Obserwuj wątek
    • ewa553 Re: O pierdulach - Odcinek 20 :-))) 13.01.08, 14:11
      Kochani, jakiej wyszukiwarki uzywacie, jesli chcecie sie dowiedzic
      czegos pewnego. No bo Wikipedia jaka jest - kazdy widzi:)))
      Przeczytalam ostatnio wspomnienia wojenne pewnej starszej
      forumowiczki i zastanowila mnie kwestia Volkslisty. Pisze ona o
      jednej ktorej nie znalam w tej formie. Poza tym slyszalam ostatnio,
      ze poza trzema znanymi wszystkim, byla jeszcze jakas czwarta? Gdzie
      moge znalezc cos powaznego na ten temat? Ktos wie?
      • jutka1 Re: O pierdulach - Odcinek 20 :-))) 13.01.08, 14:25
        Nie jestem pewna, czy to taka znow pierdula... ;-) ale:
        "Narzędziem germanizacji była miedzy innymi tzw. Niemiecka lista narodowa (
        Volksliste), obejmujące 4 kategorie. Do 1 i 2 należały osoby, które przed wojną
        działały na rzecz niemczyzny lub przyznawały się do pochodzenia niemieckiego.
        Otrzymywały one obywatelstwo III Rzeszy.Do grupy 3 i 4 zaliczano osoby
        narodowości polskiej, którym narzucano przynależność do narodowości niemieckiej
        np. Z powodu niemieckiego brzmienia nazwiska lub wręcz żadnego uzasadnienia a
        także prawie z reguły – Ślązaków, Kaszubów, Mazurów, uważano za spokrewnionych z
        Niemcami, jeśli przed wojna nie występowali przeciw ludności niemieckiej. To
        ostatnie ostrzeżenie nie dotyczyło grupy, 4 w której przynależność do
        ‘Volksliste’ była warunkowa. Ogólnie biorąc w grupie 1 i 2 znalazły się
        przytłaczająca większość osoby faktycznie związane z niemieckością ( 780tys.),
        podczas gdy w grupie 3 i 4 (2,5tys.) Polacy, wciągnięci tam pod groźbą i
        terrorem, małżeństwa mieszane a także osoby pragnące tą drogą ratować swój
        majątek i indyferentne pod względem narodowym, o jakie nietrudno na każdym
        pograniczu dwu obszarów etniczno- językowych."
        www.sciaga.pl/tekst/30036-31-nazizm_i_komunizm_to_idealogie_godne_pogardy
        Zerknij tez tutaj:
        www.montes.pl/Montes10/montes_nr_10_14.htm
        • ewa553 Re: O pierdulach - Odcinek 20 :-))) 13.01.08, 14:55
          Jutka, to jest nienajgorsze, ale bardzo powierzchowne wytlumaczenie
          sytuacji. Nawet ja znam to dokladniej, choc o czworce nie slyszalam.
          Ale chodzi mi tez nie tylko o to pytanie, dlatego ciekawi mnie, czy
          masz jakies sprawdzone zrodlo wielu informacji? Cos jak Wikipedia,
          ale z wyjasnieniami osob kompetentnych?
          • jutka1 Re: O pierdulach - Odcinek 20 :-))) 13.01.08, 15:08
            Ewciu, wujek gugiel jest dobra wyszukiwarka (Wikipedia nia nie jest), tylko
            trzeba umiec odpowiednio formulowac zapytania. Na przyklad jesli masz fraze, to
            zawezasz wyniki przez podanie jej w cudzyslowie. Jesli nie chcesz wynikow z
            jakiejs kategorii (np. muzyka, bo nazwisko nalezy i do historyka i do gwiazdy
            pop), to wpisujesz: -nazwisko_gwiazdy_pop.
            Jesli chcesz strony rzadowe, to dopisujesz: .gov
            Jesli chcesz strony w danym jezyku, to w szukaniu zaawansowanych odhaczasz ten
            jezyk.
            Etc. ...

            Podejrzewam, ze o rodzajach/grupach/kategorie folkslist znajdziesz informacje
            wpisujac w google volksliste + niemieckie slowa na rodzaje/grupy/kategorie.

            Nie znam niemieckiego, wiec tutaj Ci nie pomoge.

            Masz jeszcze jeden link:
            www.historia.net.pl/praca,114.html
    • iwannabesedated Chciej Niechciej i Wibracje 13.01.08, 15:22
      Ja też Pytunie dywaguję od czasu jakiegoś nad naturą Niechcieja i
      jakoś Ty mnie naprowadziłaś na tropa, mówiąc słowo 'wibrować'
      czyteż 'wibrowałam'.
      Zauważyłam, że Niechciej pojawia się w odniesieniu do działań, ludzi
      lub sytuacji które oddalają mnie od 'wibrowania'. Zarazem pojawia
      się 'Chciej' lub tęsknota za czymś co 'wibrowanie' może dać. Kiedy
      mam 'Niechcieja' mam ochotę pierdolnąć wszystkim i wyjechać na
      Tobago czyteż gdzieś, gdziekolwiek gdzie wydaje mi się że mogę
      zawibrować.
      Zauważyłam też że posiadam jakiś mechanizm destruktywny, który
      powoduje że jak tylko osiągnę upragniony stan 'wibrowania' to
      natychmiast się postaram żeby zrobić coś aby go utracić.
      I tak, brnę zwykle w sytuacje 'bezwibracyjne' bo wydaje mi się że
      muszę, a jak tylko 'zawibruję' to natychmiast samoistnie się
      z 'wibrowania' wytrącam (wytrącam?).
    • luiza-w-ogrodzie Ogrod w cieple i szarosci 14.01.08, 07:37
      Ogrod trwa w cieple i mzawkowej szarosci, jutro ma przyjsc polnocny
      wiatr i temperatura podskoczy do ponad 30 stopni. Kwitnie imbir. Po
      trzech tygodniach wakacji spedzonych na nicnierobieniu albo robieniu
      tego, co mi sie chce (plaza, kino, basen, ogrod, ksiazki, muzyka,
      odwiedziny znajomych etc, etc) nie wyobrazam sobie powrotu do pracy
      za dwa tygodnie. Zupelnie sobie tego nie wyobrazam. Szare biurko,
      czarny laptop, klimatyzacja, szare podlogi. Nieeeeeeeeeee!
      Sprobuje wygrac w Lotto.

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
        • luiza-w-ogrodzie Re: Ogrod w cieple i szarosci 14.01.08, 11:36
          jutka1 napisała:

          > Ciesz sie Luizo tymi 2 tygodniami, ktore Ci zostaly, i nie martw
          sie na zapas.
          > Martwienie sie nic nie zmieni, a tylko zepsuje reszte urlopu. :-)

          Wcale sie nie martwie, tylko sie dziwie jak moglam wytrzymac w
          biurze, skoro czuje ze prawdziwe zycie jest w ogrodzie. Czego to sie
          nie robi dla forsy :o)

          Stokrotko, w realu Niechciej wcale mnie nie dopadl, wrecz
          przeciwnie, robie rozne rzeczy i do tego z ochota. I odpoczywam po
          roku 2007, w ciagu ktorego niemal wszystkie weekendy i wiekszosc
          popoludni po pracy poswiecilam na renowacje domu i porzadkowanie
          ogrodu. Teraz rozsiadam sie i napawam.
          Co do Niechcieja forumowego, to sie zgadzam. Malo co czytam i
          jeszcze mniej pisze. Na ogrod i ocean poswiecam znaaaacznie wiecej
          czasu. Ale jak wroce do pracy, to sie wirtualnie odkuje :o)
          Pozdrawiam niezmiennie
          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • jutka1 Re: Ogrod w cieple i szarosci 14.01.08, 11:46
            Swieci slonce, a jorstruli ma grype zoladkowa. :-(((
            Bleee.

            Odpelzam kroczonc pod pled na kanapie. Domestos sie skonczyl, wiec nie moge sie
            polac i podpalic.

            Niechciej przeszedl w walenie sie mlotkiem bezlep. A zeby to jasny gwint. :-/
            • luiza-w-ogrodzie Biedna jestes, Jorstruli 14.01.08, 11:55
              Biedna jestes, Jorstruli. To juz ktorys raz tej zimy Ciebie dopadlo.
              Domowy lekarz zaleca udanie sie w cieple kraje :o) a przynajmniej
              diete z gotowanego ryzu (bez smietany), gotowana w solonej wodzie
              marchewke i ziemniaki bez omasty. Wymiataja przewod pokarmowy jak
              gabka, dostarczaja soli mineralnych i nie sa pozywka dla bakterii
              jak produkty mleczne i miesne.
              Pozdrawiam i posylam cieple powietrze
              Luiza-w-Ogrodzie
              .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
              Australia-uzyteczne linki
    • ewa553 Re: O pierdulach - Odcinek 20 :-))) 14.01.08, 13:39
      mialam ci ja te grype w grudniu. Poszlam przed swietami do lekarki,
      bo 4 tygodnie, no mialam dosc. A lekarka na to, ze to nic, dopiero
      po 6 tygodniach mozna sie zaczac niepokoic. Bardzo sie na nia
      wscieklam, ale chyba z tej wscieklosc, wirus po jakims czasie sam
      sie wyniosl. Czego i Tobie Jutencjo zycze.
            • maria421 Re: O pierdulach - Odcinek 20 :-))) 14.01.08, 15:29
              Jutus, glaskam po glowie, daje buzi w czolko, rumianek do picia podaje i jeszcze
              wierszyk Ci powiem:

              W kociej krainie
              Kocio koteczki
              Kocio zlizują
              Mleczko z miseczki.

              Kocio chlipanie
              Kocio miaukanie
              Kocio chlapanie
              I kociej mamy kocio sprzątanie.

              Kocio tatusiek
              Z kocio syneczkiem
              Kocio dziś grają
              W kocio piłeczkę.

              I kocia mama
              Z kocio córeczką
              Kocio zajęte
              Kocią książeczką.

              Miło czas płynie
              W kociej krainie.
              I kocie życie z beztroski słynie.

              Kocio dzieciaczki
              Kocio rodzice
              Całe w ten sposób
              Spędzają życie.

              Poczuj sie dopieszczona :-)
                  • chris-joe Re: O pierdulach - Odcinek 20 :-))) 16.01.08, 06:12
                    To drapanie musi byc o mnie.
                    Tenisowego lokcia sie nabawilem i dzis dali mi cortisone w zyle. (Jaki tenis, ja
                    sie pytam!!!???). Ale przy okazji dorzucili 2 tygodnie chorobowego, no to
                    wzialem. Dawali, to co mialem nie brac, zwlaszcza ze pelnoplatny?!
                    Na kozetce zwolnionej przez jute wiec zalegam. A wy baby wezcie sie do czarow,
                    bo leze na desce!
                    (Bez aluzji do komfortowych jutkowych kanap, pardon).
                    • maria421 Re: O pierdulach - Odcinek 20 :-))) 16.01.08, 09:40
                      chris-joe napisał:

                      > A wy baby wezcie sie do czarow,
                      > bo leze na desce!
                      > (Bez aluzji do komfortowych jutkowych kanap, pardon).
                      >

                      Juz Cie odczarowuje :

                      Round about the cauldron go;
                      In the poison'd entrails throw.
                      Toad, that under cold stone
                      Days and nights has thirty-one
                      Swelter'd venom sleeping got,
                      Boil thou first i' the charmed pot.

                      Double, double toil and trouble;
                      Fire burn, and cauldron bubble.

                      Fillet of a fenny snake,
                      In the cauldron boil and bake;
                      Eye of newt and toe of frog,
                      Wool of bat and tongue of dog,
                      Adder's fork and blind-worm's sting,
                      Lizard's leg and owlet's wing,
                      For a charm of powerful trouble,
                      Like a hell-broth boil and bubble.

                      Double, double toil and trouble;
                      Fire burn and cauldron bubble.

                      Scale of dragon, tooth of wolf,
                      Witches' mummy, maw and gulf
                      Of the ravin'd salt-sea shark,
                      Root of hemlock digg'd i' the dark,
                      Liver of blaspheming Jew,
                      Gall of goat, and slips of yew
                      Silver'd in the moon's eclipse,
                      Nose of Turk and Tartar's lips,
                      Finger of birth-strangled babe
                      Ditch-deliver'd by a drab,
                      Make the gruel thick and slab:
                      Add thereto a tiger's chaudron,
                      For the ingredients of our cauldron.

                      Double, double toil and trouble;
                      Fire burn and cauldron bubble.

                      Cool it with a baboon's blood,
                      Then the charm is firm and good.
                        • chris-joe Re: wydalo sie, c-j! 17.01.08, 02:00
                          Jutka, przyczyn mego kalectwa mozna sie jedynie domyslac: moze to ta robota przy
                          kasie, moze dawna kontuzja, moze zajecia komputerowe, moze kombinacja wszystkich
                          powyzszych. Przyjemne to to nie jest. Trzeba uwazac z pozycja reki, bron boze
                          nie chwytac ciezkich przedmiotow, bo z bolu reka pusci i sie zrobi balagan.
                          Zajecia w silowni zawieszone. Nieprzyjemnie, no!

                          Za fluidy dzieki i je chciwie w eterze wylapuje- sie przydadza :)

                          Ewa, miedzy nami tlustymi kasjerkami :) Jak dlugo trwala twoja przypadlosc i
                          jak sie jej pozbylas?
                          Od 3 miesiecy laze na fizjo- ultrasondy, masaze, zimne oklady, elektrody itp.
                          Efekt zerowy. Stad ten cortisone wreszcie. Ta "zyla" to byla jedynie metafora
                          :) Kluli chyba w miesien, ale sie nie przygladalem, bo ostrzegali ze to bolesne
                          i kazali lapac gleboki oddech. Wiec lapalem.
                          Dzis, dzien bo zastrzyku- roznica kolosalna! Dostrzegam wiec swiatlo na koncu
                          dlugiego tunelu. Nadal nosze klamre pod lokciem za dnia. Fizjo zawieszone do
                          kolejnej wizyty u reumatologa pod koniec stycznia.
                          Krew mnie zalewa, cierpliwosci brak. Pewnie stad, ze poki co nic mi nigdy
                          jeszcze nie nawalilo, wiec jestem rozpuszczony :)
    • ewa553 Re: O pierdulach - Odcinek 20 :-))) 16.01.08, 08:05
      pamietam jak wiele lat temu i mnie sie ten tenisowy lokiec
      przydarzyl (przydauyl?). Bylam rownie zdziwiona, bom super-
      niesportowa. Boli, ale przechodzi. A u nas daja cortison nie do
      zyly, tylko domiesniowo. Nie pomyliles czasami czegos? Powrotu do
      zdrowia zycze.
    • jutka1 Ciemno, buro, ponuro i pada deszcz :-( 17.01.08, 12:43
      I cisnienie spadlo, i ledwie sie czolgam. Ech.
      I mam niechcieja, a termin goni.
      I zepsula mi sie pralka.
      I pol dnia nie mialam internetu, wiec nie moglam pracowac w takim tempie, jakie
      sobie na dzis zalozylam.
      Strach sie bac, co mi jeszcze dzis padnie. Tfu, przez lewe ramie.

      Zycze Wam lepszego dnia. :-)
      • maria421 Tort zrobilam 17.01.08, 13:05
        Pamietacie te dziewczynke o ktorej pisalam ze jest w klinice psychiatrycznej?
        Dzisiaj konczy 12 lat, urzadzimy jej w klinice przyjecie urodzinowe.
        • ewa553 Re: Tort zrobilam 17.01.08, 14:02
          obiecalas w tymn tygodniu zadzwonic, wiec chcialam przez tel
          zapytac, ale skoro mnie olewasz to tu pytam: dlaczego opna jeszcze
          jest w klinice? Przeciez dosc dawno temu pisalas, ze ma byc
          zwolniona, byl tylko problem z tym, gdzie ja umiescic. Prosze o ciag
          dalszy o dziewczynce.
          • maria421 Re: Tort zrobilam 17.01.08, 14:09
            ewa553 napisała:

            > obiecalas w tymn tygodniu zadzwonic, wiec chcialam przez tel
            > zapytac, ale skoro mnie olewasz to tu pytam: dlaczego opna jeszcze
            > jest w klinice? Przeciez dosc dawno temu pisalas, ze ma byc
            > zwolniona, byl tylko problem z tym, gdzie ja umiescic. Prosze o ciag
            > dalszy o dziewczynce.

            Niestety, te sprawy bardzo dlugo trwaja. Narazie nikt nie jest w stanie
            powiedziec jak dlugo jeszcze tam bedzie i co dalej.
      • jutka1 Re: Ciemno, buro, i mam z glowy 17.01.08, 18:44
        Wow. Mam z glowy. Jezdewolnomkobietom! Yesssss..... :-))))

        Niniejszym robie sobie przerwe od przyjmowania robot na tydzien. Nalezy mi sie.
        Potem mam na horyzoncie dwie spore rzeczy, ale nie jednoczesnie, i kazda z innej
        dziedziny, wiec nie bedzie nudno.

        A w ramach celebrowania pozbycia sie aktualnej upierdliwosci pojade jutro do
        Wroclawia, spotkam sie jedna z bardziej ulubionych kobiet jakie znam, nazre sie
        zupy miso, kimchi i sushi, a potem bedziemy gadac przez pol nocy, bosmy sie
        dawno nie widzialy i nazbieralo sie. W sobote po sniadaniu czy obiedzie (sie
        zobaczy) wroce do domu.

        O! :-)
      • kan_z_oz Re: Ciemno, buro, ponuro i pada deszcz :-( 19.01.08, 07:14
        jutka1 napisała:

        > I cisnienie spadlo, i ledwie sie czolgam. Ech.
        > I mam niechcieja, a termin goni.
        > I zepsula mi sie pralka.
        > I pol dnia nie mialam internetu, wiec nie moglam pracowac w takim
        tempie, jakie
        > sobie na dzis zalozylam.
        > Strach sie bac, co mi jeszcze dzis padnie. Tfu, przez lewe ramie.
        >
        > Zycze Wam lepszego dnia. :-)

        ODP; Tego dnia też ciśnienie spadło w Oz!!!!
        Przypadków nie ma - teraz w górę - dzisiaj znowu w dół.
        Zmiany znowu się szykują...

        Kan
    • maria421 Uffff.... 17.01.08, 21:08
      Wrocilam z urodzin w klinice psychiatrycznej. Byl tort z 12 swieczkami,
      prezenty, byla matka dziewczynki z mlodsza corka, jej chrzestna, ja i pare
      innych dzieci. Mlodsza siostra solenizantki (lat 9) byla caly czas obrazona i
      nadasana, ze to jej starsza siostra a nie ona jest w centrum uwagi i wlasciwie
      udalo jej sie zepsuc urodziny siostry...

      Solenizantke odebralam pozytywnie, jest bardziej otwarta, weselsza, choc widac
      ze jeszcze bardzo chwiejna- w jednej chwili sie smieje, potem o byle co placze.
      Podobno ma zostac w klinice jeszcze moze 3 miesiace.

      W sumie dosyc przygnebiajace popoludnie.
      • ewa553 Re: Uffff.... 18.01.08, 09:10
        mam nadzieje Mario, ze jest to cos w rodzaju sanatorium tylko dla
        mlodziakow. Bo gdyby byla w normalnym zakladzie, otoczona roznymi
        chorymi psychicznie, to chyba by jej to bardziej zaszkodzilo jak
        pomoglo?
        • maria421 Re: Uffff.... 18.01.08, 10:06
          ewa553 napisała:

          > mam nadzieje Mario, ze jest to cos w rodzaju sanatorium tylko dla
          > mlodziakow. Bo gdyby byla w normalnym zakladzie, otoczona roznymi
          > chorymi psychicznie, to chyba by jej to bardziej zaszkodzilo jak
          > pomoglo?

          Klinika polozona jest na skraju parku , w zieleni. Drzwi na oddzialy sa
          zamkniete, okna w pokojach sa bez klamek, widocznie otwieraja je tylko do
          wietrzenia jak dzieci nie ma w pokojach. Pokoje 2 osobowe- dwa lozka, dwie
          szafy, dwa biurka, dwa krzesla. Jest tez pomieszczenie gdzie maja "szkole" (po 3
          lekcje dziennie)- jest tam jakas tablica na scianie, komputer. Jest tez jakis
          pokoj do zabaw.
          W sumie- szpital, tylko ze dzieci normalnie ubrane a nie w pizamach, personel
          tez nie chodzi w bialych fartuchach.
          Przygnebiajace.
    • jutka1 TGIF :-) 18.01.08, 09:17
      Fajnie, ze juz piatek. Fajnie, ze po poludniu jade do kumpelki i pojdziemy na
      dobre sushi, pogadamy wreszcie po ludzku, pobedziemy razem dluzej nic godzine-dwie.
      Fajnie, ze w niedziele bede mogla poczytac i popisac niezawodowo.
      I w ogole: fajnie. :-)))

      Czego i Wam zycze ( (c) m.k.)

      Milego dnia i milego week-endu :-D
    • blues28 Korespondent z Andaluzji donosi.... 18.01.08, 19:08
      ... ze weekend mamy, wiec podrzuce Ewie nastepna porcje. Ale ze
      Sevilla to... Sevilla wlasnie, no i bylam tam z pewnoscia ponad 10
      razy, wiec wspomnienia sie klebia. Jak sie zbiore to uporzadkuje w
      myslach i napisze,choc weekend czasowo troche napiety.
      • ewa553 Re: EWKA! 19.01.08, 11:06
        dobra, dobra, gruby kasjerze:))))) Nie pamietam jak dlugo to u mnie
        trwalo, bo bylo to wiele lat temu. Pamietam z tego okresu
        najbardziej moje zdenerwowanie, ze nie moglam nic robic prawa reka,
        a pracowalam. Wobec czego moj Murzyn (jak mawial moj szef), czyli
        naprawde gruba leniwa pani, doprowadzala mnie do szalu, bo robila
        wszystko wolniej i gorzej jak ja, to jasne:)))) A ja tylko
        zalatwialam sprawy, ktore mozna lewica zrobic, np. telefonowanie.
        Bolalo jak cholera, ale chyba nie byl to stan przedagonalny, skoro
        jezdzilam autem? Dlugie miesiace chodzilam na zabiegi typu: najpierw
        zastrzyki cortisonu, potem naswietlania jakas mikrofala czyco.
        Zapewniam Cie, ze mozna to przezyc. Badz dzielny i cierpliwy!
        PS bardzo ladnie mnie nazwales, tak mowi do mnie tylko moj
        najukochanszy siostrzeniec!
    • blues28 Sevilla tuvo que ser.... 19.01.08, 10:14
      (... to musiala byc Sewilla... fragment bardzo popularnej romancy).
      Sewilla - zdecydowanie jedno z najpiekniejszych miast jakie
      widzialam i pelne swoistego klimatu. Moje pierwsze kontakty z
      Sewilla byly latem i pewnie dlatego wlasnie, znuzona nieznosna
      temperatura, stwierdzilam, ze obiektywnie jest to bardzo piekne
      miasto, ale ja nie bede w stanie nigdy go pokochac. I tak pozostalo
      do dzis: cudowna architektura i ten czar Andaluzji, który
      skondensowany jest wlasnie w Sewilli, (o wiele mniej go czujesz w
      Kordobie czy Granadzie, a w Sewilli uderza cala moca), a ja stoje
      jakby z boku i nie daje sie poniesc. Ciazy mi pierwsze wrazenie i
      nikomu nie polecam pierwszej wizyty w Sewilli w okresie upalów (od
      czerwca do konca wrzesnia). No, chyba ze ktos lubi +40 stopni dniem
      i noca. Ale tylko w Sewilli widzialam kilometry plóciennych zadaszen
      rozwieszonych miedzy domami na Starym Miescie, dajacych troche
      cienia i choc troche chroniacych przed niemilosiernym sloncem. I
      tylko w Sewilli natrafilam na ta absolutna pewnosc jej mieszkanców -
      podkreslana zreszta na kazdym kroku-, ze mieszkaja w najwspanialszym
      miejscu na ziemi. Sewilla kojarzy sie im i rymuje z maravilla (=
      cud). Uznawana – nieslusznie – za kolebke i centrum flamenco
      (prawdziwe zródlo flamenco to trójkat: Jerez-Kadyks-Alcala), ma
      wiele slynnch tablao i, zwlaszcza w Barrio de Santa Cruz, odczuwasz
      flamenco niemal na ulicy. Mniej znane, a bardzo piekne
      piesni "rociera" maja swoje oryginalne zródlo w Sewilli. Jak i
      flamenco powstaly z wyspiewania "duszy", uczuc religijnych, ale
      rociera zwiazana jest konkretnie z chwala Wniebowstapienia Matki
      Boskiej (El Rocío jest odpowiednikiem naszych Zielonych Swiat). Dzis
      po prostu sa typowymi piesniami z Sewilli, spiewanymi chóralnie przy
      akompaniamencie gitar. Sale rocieras sa bardzo rozpowszechnione i
      maja specjalny rytual: o pólnocy wygaszane sa swiatla, zapalane
      swiece i chór odspiewuje Salve Rociera (Dios Te Salve Maria). Ja
      jestem niepraktykujaca Ewo, zreszta jak mówie, to nie jest juz
      doslownie zwiazane z wiara, ale ilekroc slucham Salve Rociera, w
      atmosferze absolutnego skupienia, w chybotliwym plomyku swiecy, to
      jest to przezycie niemal mistyczne. Sila muzyki i glosów jest tak
      ogromna, ze Salve Rociera nigdy sie nie zapowiada, ani nie prosi o
      cisze; absolutna cisza zalega juz przy pierwszych akordach.
      Uproszczona odmiana rociera, a wlasciwie spopularyzowana mieszanka
      rociera z flamenco jest "sevillana". Jest to typowy taniec i jakby
      przyspiewka z Sewilli, slyszana praktycznie w kazdym jej zakatku,
      pelna wdzieku i pasji. O ile my mozemy lubiec lub nie nasz folklor,
      jakos nie wyobrazam sobie by ktos dzis krzesal krakowskie holubce (
      z wyjatkiem zespolów regionalnych). W Sewilli, a wlasciwie w calej
      Andaluzji, kazde dziecko uczone jest "sevillanas". I na wszystkich
      feriach "sevillanas" sa tanczone z pasja i artyzmem.
      Sewilla to misto swiatel, kolorów i swiat. Zarliwosc i entuzjazm
      mieszkanców tego miasta wyczuwa sie specjalnie podczas Semana Santa
      i Feria de Abril.
      Semana Santa to obchody tygodnia wielkanocnego, czczonego procesjami
      we wszystkich miastach i miejscowosciach Hiszpanii, ale nigdzie tak
      jak w Sewilli. W Wielki Czwartek okolo 50 róznych procesji wychodzi
      na ulice, a cale misto wylega z domów lub lokuje sie na balkonach by
      towarzyszyc tym procesjom. Oprócz niezwyklego kolorytu, jakoze kazdy
      orszak ma ustalone barwy i symbole, wazna role odgrywaja saetas,
      czyli piesni w rytmie flamenco, spiewane przez piekne glosy. Saetas
      spiewaja artysci i jest to przejmujaca muzyka, spiewana w
      niepowtarzalnej scenerii. I choc jest to swieto o niewatpliwym
      charakterze religijnym, dzis stanowi uswiecona tradycje Sewilli, tej
      katolickiej i tej lackiej.
      Mniej wiecej dwa tygodnie po Semana Santa ma miejsce Feria de Abril
      (Abril = kwiecien). Najslynniejsze swieto popularne w Hiszpanii,
      obok Sanfermines w Pamplonie (chociaz kazda miejscowosc ma swoja
      ferie), tydzien tanca, spiewu, kolorytu i wina. Specjalnie
      wyznaczony teren oswietlony kolorowymi lampionami, mnóstwo "casetas"
      czyli barwnych domków sponsorowanych przez rózne stowarzyszenia,
      osoby prywatne, firmy i instytucje. Wszedzie muzyka, wino i spiew. I
      tance. Kobiety w wiekszosci ubane w tradycyjne suknie z falbanami,
      mezczyzni czesto w typowych strojach andaluzyjskich, pojawiaja sie
      na terenie ferii pieszo, konno lub staroswieckimi bryczkami pieknie
      udekorowanymi (inne pojazdy nie maja wstepu).
      Zarówno Semana Santa jak i Feria de Abril to kolorystyczny miejscowy
      folklor i tradycja. Przyciaga ogromne tlumy przyjezdnych z calego
      swiata i na ogól w tym czasie nie sposób zdobyc hotelu w promieniu
      100 km.
      Moze dlatego, ze w tym folklorze sa cenne ziarna czegos bardzo
      prawdziwego: wspanialej muzyki, radosci zycia i umiejetnosci
      bawienia sie i cieszenia chwila.

      Widzisz, Sewilla to tak specyficzne miasto, ze zarys jego klimatu
      wydawal mi sie niezbedny. Moze jutro uda mi sie wrzucic troche
      informacji na temat co warto zobaczyc (a jest tego bez liku).

      Teraz musze leciec. Pozdrawiam ;)
      • ewa553 Re: Sevilla tuvo que ser.... 19.01.08, 11:08
        dzieki Kochana Korespondentko! Wydrukowalam i dolozylam do
        poprzednich opisow. Juz widze, ze albo bede musiala zwiedzac po
        lebkach, albo jechac jeszcze raz. Duzo tych ciekawych rzeczy do
        zobaczenia. Ale na serio: musze dokonac wyboru, co jest dla mnie
        najwazniejsze i toto zwiedzic dokladnie z Twoimi wskazowkami.
        Reszta poczeka na nastepny wyjazd. Pozdrawiam serdecznie!!!
          • ewa553 fajny cycat: 19.01.08, 15:43
            "Odczep się rzepie! A właśnie, ze się nie odczepię! ... Trudno sie
            pozbyć rzepa...ale z drugiej strony - rzep to tylko rzep...takie
            włochate nic. :-) ..."

            Czy to nie fajne?
            • maria421 Re: fajny cycat: 19.01.08, 22:40
              ewa553 napisała:

              > "Odczep się rzepie! A właśnie, ze się nie odczepię! ... Trudno sie
              > pozbyć rzepa...ale z drugiej strony - rzep to tylko rzep...takie
              > włochate nic. :-) ..."
              >
              > Czy to nie fajne?

              Rzepa najlepiej ignorowac. Sam odpadnie :-)

              Wlasnie wrocilysmy z teatru. "Jesus Christ Supertstar"- wiadomo Weber, wiadomo
              musicalowa klasyka, to jest cos, o czym by moj znajomy tenor (zreszta dzisiaj
              tez na scenie) powiedzial "takie cos, to sie jeeedzie". Piesn Marii Magdaleny
              zaspiewana bardzo dobrze (solistka z dosyc "gospelowym" glosem), ostatnia scena
              zrobiona tak doskonale, ze cala widownia (a nie bylo chyba ani jednego miejsca
              wolnego) dech wstrzymala.

              Mam tylko zastrzerzenia do zbyt modernistycznej scenografii i kostiumow. Maria
              Magdalena w krotkiej spodnicy i na szpilkach, Judasz w czerwonym garniturze....
              Niepotrzebnie.
          • blues28 Nic sie nie stanie Lucjo ;)))) 20.01.08, 07:18
            lucja7 napisała:
            "Mianowicie Ewie moze sie zdarzyc odkrycie kultury arabskiej i co
            sie wtedy stanie?"

            Absolutnie nic! Jestem przekonana, ze Ewa bedzie zachwycona, bo na
            poludniu Hiszpanii odkrywa sie prawdziwe skarby kultury i
            architektury arabskiej. Najwieksze, najbogatsze i najwazniejsze w
            Europie (z przyczyn historycznych oczywistych, byli tu i tworzyli na
            przestrzeni szesciu wieków).
            Swoja droga te szesc wieków to bardzo bogaty okres w rozwoju i
            kulurze Hiszpanii, a takze epoka tolerancyjnej, pokojowej
            koegzystencji trzech kultur: arabskiej, zydowskiej i
            chrzescijanskiej.

            • jutka1 Re: Nic sie nie stanie Lucjo ;)))) 20.01.08, 13:51
              Wiele razy tu o tym pisalam, rowniez przy okazji dyskusji o "chrzescijanskich
              korzeniach Europy" i preambule europejskiej. :-)))

              Dodam tylko, ze okres panowania los Moros byl tez okresem rozkwitu medycyny,
              matematyki, filozofii, czy nawet rolnictwa.
              I slusznie zauwazylas, ze jesli chodzi o koegzystencje i sposob rzadzenia, byly
              to czasy tolerancji i otwartosci na "innosc".
            • ewa553 bluesie Kochany, 20.01.08, 16:33
              Ewa nie jest takim debilem jakim go poniektore rzepy (takie male
              puszyste nic) staraja pokazac. Bo mozna znac kulture i sztuke
              arabska bez bywania w swiecie. Ewa sie tym dawno juz interesowala,
              wiec Ewa nie przezyje szoku kulturowego, tylko przezyje mile chwile
              konfrontujac to co zna z literatury i albumow, z oryginalami na
              oryginalnych placach. Ale tego bluesie taki tlumok zrozumiec nie
              moze, a w kazdym razie wykorzystuje okazje zeby rzucic jakims
              smieciem ze swoich arystokratycznych wyzyn. Wierz mi, ze jak
              otwieram jej wontki, to dolatuje do mnie tylko smrod. Stupide wife!
              • blues28 Re: bluesie Kochany, 20.01.08, 21:35
                Ewo, napisalam: "Jestem przekonana, ze Ewa bedzie zachwycona, bo na
                poludniu Hiszpanii odkrywa sie prawdziwe skarby kultury i
                architektury arabskiej".

                W zadnym momencie nie sugerowalam przezycie szoków kulturalnych ani
                braku wczesniejszego zainteresowania tematem, ani nic takiego...

                To tak dla scislosci ;)

            • maria421 Re: Nic sie nie stanie Lucjo ;)))) 20.01.08, 19:05
              blues28 napisała:


              > Swoja droga te szesc wieków to bardzo bogaty okres w rozwoju i
              > kulurze Hiszpanii, a takze epoka tolerancyjnej, pokojowej
              > koegzystencji trzech kultur: arabskiej, zydowskiej i
              > chrzescijanskiej.

              Prof. Dario Fernandez- Morera twierdzi ze to tylko mit.

              Sama pisalas o dziejach katedry w Kordobie- najpierw byl to kosciol, ktory
              Maurowie zburzyli aby na jego miejscu wzniesc meczet.
              Kordoba kojarzy sie tez z "meczennikami z Kordoby", czyli chrzescijanami
              straconymi przez muzulmanow.
              Al -Mansur w czasach swego panowania kazal palic heretyckie ksiazki, spladrowal
              Saragosse, Leon, Coimbra, zrownal z ziemia Santiago de Compostela (miejsce
              spoczynku sw.Jakuba), spalil Barcelone, wymordowal lub wzial w niewole jej
              mieszkancow.

              Zydzi i chrzescijanie mieli w "tolerancyjnej" Hiszpani status "dhimmi", czyli
              ludzi drugiej kategorii, na ktorych nalozone byly wysokie podatki i wiele
              ograniczen:

              "z pism prawnika Ibn Abduna (Seville, ok. 1100), dotyczących statusu „dhimmi”:

              Muzułmanin nie może być masażystą żyda lub chrześcijanina; nie wolno mu sprzątać
              po nich względnie czyścić ich latryn. W istocie, żyd lub chrześcijanin są
              bardziej odpowiednymi ludźmi do tej roboty… Muzułmaninowi nie wolno być
              przewodnikiem lub stajennym zwierzęcia, którego właścicielem jest
              [nie-muzułmanin] ... Zakazane jest sprzedawać płaszcz, który kiedyś należał do
              trędowatego, żyda, lub chrześcijanina, chyba że kupiec jest poinformowany o jego
              pochodzeniu; podobnie jeśli ubranie to należało kiedyś do rozpustnika... Ani …
              żydowi, ani chrześcijaninowi nie wolno nosić ubioru arystokraty, ani prawnika,
              ani osoby zamożnej... W istocie, “Szatan ma nad nimi władzę, i spowodował, że
              zapomnieli oni o boskim przypomnieniu. Należą więc do strony Szatana.” (Koran
              S.lviii. 19). Muszą nosić wyraźny znak, tak by można było ich rozpoznać, i
              będzie to dla nich rodzaj hańby; dźwięk dzwonów musi być zakazany na terenach
              muzułmańskich, a wolno go używać tylko na terenach niewiernych; zakazane jest
              sprzedawać naukowe książki żydom i chrześcijanom, chyba że dotyczą one ich
              konkretnego prawa. Przetłumaczyli książki naukowe i przekazali je swoim
              współwyznawcom i ich biskupom, podczas gdy naprawdę są one dziełem muzułmanów!
              Najlepiej byłoby nie zezwolić, by żydowscy lub chrześcijańscy lekarze leczyli
              muzułmanów. Ponieważ nie są oni zdolni do szlachetnych uczuć względem
              muzułmanów, niech leczą swoich niewiernych kolegów; jak można powierzyć im życie
              muzułmanów, skoro wiemy jakie mają względem nich uczucia?"




              • jutka1 Re: Nic sie nie stanie Lucjo ;)))) 20.01.08, 20:02
                Mario, bardzo to interesujace, te cytaty z "przepisow". Inna rzecza natomiast
                jest to, w jaki sposob w praktyce odbywalo sie to zycie, na codzien.
                Poza tym mowimy o ponad szesciu stuleciach, podczas ktorych "przepisy" sie
                zmienialy, i nie caly ten okres byl spedzony na podbijaniu i pladrowaniu, nespa?
                Zburzenie Santiago de Compostella w 997 r. nie moze byc argumentem w tym, jak
                wygladalo zycie pod panowaniem Maurow w 1450, prawda?
                • maria421 Re: Nic sie nie stanie Lucjo ;)))) 20.01.08, 23:31
                  jutka1 napisała:

                  > Mario, bardzo to interesujace, te cytaty z "przepisow". Inna rzecza natomiast
                  > jest to, w jaki sposob w praktyce odbywalo sie to zycie, na codzien.

                  Takie "przepisy" panowaly wszedzie w kalifacie, rowniez po zdobyciu
                  Konstantynopola i Balkanow przez Turkow.
                  Tym, ktorzy nie przyjeli islamu nadawano status "dhimmi" ( co wlasciwie
                  oznaczalo ze byli ludzmi drugiej kategorii) a status ten wynika bezposrednio z
                  nauk islamu.

                  Z Wikipedii:
                  [edit] Legal and social status

                  Dhimmis were subject to legal and social inferiority, and discrimination was
                  permanent, necessary, and "inherent in the system and institutionalized in law
                  and practice," due to the fact that Dhimmis were not allowed to testify against
                  a Muslim in court. Dhimmis were often subject to violence and crimes committed
                  by Muslims; despite strict regulations to keep them on a lower status than that
                  of Muslims, they often managed to secure considerable economic wealth and
                  occasionally (though extremely rarely) some measure of political power.[43]
                  Lewis also notes that, although the regulations and restrictions imposed on
                  dhimmis by the many Islamic communities "did not always conform to the high
                  morals and religious principles of Islam," in practice the actual treatment and
                  social realities of the dhimma under Islamic rule were sometimes better than the
                  written regulations would suggest.[44]

                  In his classic treatise on the principles of Islamic governance, the
                  11th-century Shafi'i scholar Al-Mawardi divided the conditions attached to
                  ‘’dhimma’’ on top of the requirement to pay tribute into compulsory and
                  desirable. The compulsory conditions included prohibitions on blasphemy against
                  Islam, entering into sexual relations or marriage with a Muslim woman,
                  proselytizing among Muslims, and assisting the enemies of Islam. The desirable
                  conditions included a requirement to wear distinctive apparel, a prohibition to
                  visibly display religious symbols, wine, or pork, ringing church bells, or
                  loudly praying, a requirement to bury dead bodies unobtrusively, and finally, a
                  prohibition on riding horses or camels, but not donkeys.[45] The latter
                  restrictions were largely symbolic in nature and were designed to highlight the
                  inferiority of dhimmis compared to Muslims.[46]

                  Friedmann holds that the principle that "Islam is exalted, and nothing is
                  exalted above it" (as Bukhari puts it) had many practical effects on the
                  relationship between Muslims and unbelievers in Muslim lands.[47] According to
                  Lewis, it would have been a theological and logical absurdity for traditional
                  Islamic societies to give the "same treatment to those who follow the true faith
                  and those who willfully reject it."[48]

                  The treatment of dhimmis, including the enforcement of restrictions placed on
                  them, varied over time and space, depending on both the goodwill of the ruler
                  and the historical circumstances. The "dhimma" was the most oppressive in
                  Morocco, where Jews were subjected to what Norman Stillman called “ritualized
                  degradation”,[49] as well as in Yemen and Persia.[50] The periods when Islamic
                  states were strong generally coincided with more relaxed attitude towards
                  dhimmis; however, treatment of non-Muslims usually became harsher when Islam was
                  weak and in decline.[51][52] Over time, the treatment of dhimmis tended to
                  develop in cycles, such that periods of when restrictions imposed on dhimmis
                  were relaxed were immediately followed by the periods of pious reaction when
                  such restrictions came to be enforced again.[53]
                  • jutka1 Re: Nic sie nie stanie Lucjo ;)))) 21.01.08, 08:06
                    Musze sciagnac z Amazona czy FNAC.com powazna literature w temacie, francusko i
                    angielskojezyczna (niestety, nie znam hiszpanskiego), bo nie mam na polce
                    literatury historycznej w tym akurat temacie. To, co czytalam kiedys, i
                    informacje, ktore czytalam podczas pobytow w Sewillii (rowniez na wystawach
                    organizowanych przez wladze
                    miasta we wspolpracy z organizacjami zydowskimi) przedstawilo mi obraz
                    Al-Andaluz, ktory kloci sie z tym, co Ty cytujesz.
                    Wiem jedno na pewno - ze najwieksza krzywde Zydom hiszpanskim wyrzadzili nie
                    Maurowie, a Izabela Katolicka w 1492 r. I dopiero po otwarciu sie Hiszpanii po
                    Franco zaczeto przyznawac,ze 600+ lat okresu Maurow na Polwyspie byly nie tylko
                    najazdem okropnych muzulmanow, niszczacych wszystko co na ich drodze i
                    ciemiezacych biednych chrzesijan, ale ze wnioslo w rozwoj polwyspu bardzo,
                    bardzo wiele.

                    Oprocz powaznych ksiazek, ktore sobie sciagne, specjalnie poswiece tydzien na
                    objazd Andaluzji i sledzenie historii tego okresu, o ile pojade jesienia na
                    Biennale flamenco.

                    I powrocimy do tej rozmowy.

                    PS. Bardzo ciekawe, co Lucja pisze o tym, jak w Polsce (i nie tylko)
                    marginalizuje sie nauke o architekturze muzulmanskiej.
                    • maria421 Re: Nic sie nie stanie Lucjo ;)))) 21.01.08, 11:20
                      jutka1 napisała:

                      > Musze sciagnac z Amazona czy FNAC.com powazna literature w temacie, francusko i
                      > angielskojezyczna (niestety, nie znam hiszpanskiego), bo nie mam na polce
                      > literatury historycznej w tym akurat temacie. To, co czytalam kiedys, i
                      > informacje, ktore czytalam podczas pobytow w Sewillii (rowniez na wystawach
                      > organizowanych przez wladze
                      > miasta we wspolpracy z organizacjami zydowskimi) przedstawilo mi obraz
                      > Al-Andaluz, ktory kloci sie z tym, co Ty cytujesz.

                      Zacytuje jeszcze fragment tego co pisze Dario Fernandez-Morera:

                      "Tak więc oceniając sytuację obiektywnie, ale niezależnie od niezaprzeczalnych
                      osiągnięć artystycznych, literackich i naukowych, oraz od współczesnych
                      pobożnych życzeń typu „żyjmy zgodnie razem”, które próbują prześliznąć się ponad
                      niwygodnymi dowodami, islamska Hiszpania nie była wzorem multikulturalnej
                      harmonii. Andaluzja cierpiała na konflikty religijne, polityczne i rasowe, które
                      w najlepszym nawet okresie były po prostu pod kontrolą brutalnej siły. Osiągnięć
                      Andaluzji nie da się oddzielić od istniejących w niej konfliktów i zamieszek.

                      Jak można tedy wyjaśnić trwanie przeświadczenia, że Andaluzja była krajem
                      pokojowej koegzystencji? Historyk Richard Fletcher spróbował jednego z możliwych
                      wytłumaczeń: “[W] obecnie dominujących na Zachodzie warunkach kulturowych
                      historię trzeba sprzedawać, a aby ją udanie sprzedać, musi być ona atrakcyjnie
                      zapakowana. Średniowiecznej Hiszpanii, takiej jak była naprawdę, brakuje
                      możliwości przyciągania mas. Samooszukańcze fantazje wspaniałości … działają
                      cuda w wybielaniu jej obrazu. Ale mauryjska Hiszpania nawet w swym najlepszym
                      okresie nie była społeczeństwem ani tolerancyjnym ani oświeconym” [34].

                      > Wiem jedno na pewno - ze najwieksza krzywde Zydom hiszpanskim wyrzadzili nie
                      > Maurowie, a Izabela Katolicka w 1492 r. I dopiero po otwarciu sie Hiszpanii po
                      > Franco zaczeto przyznawac,ze 600+ lat okresu Maurow na Polwyspie byly nie tylko
                      > najazdem okropnych muzulmanow, niszczacych wszystko co na ich drodze i
                      > ciemiezacych biednych chrzesijan, ale ze wnioslo w rozwoj polwyspu bardzo,
                      > bardzo wiele.

                      Fakt ze Reconquista byla okresem przesladowan Zydow i ich masowej ucieczki z
                      Hiszpanii nie zmienia faktu, ze wczesniej Andaluzja nie byla wcale tolerancyjna
                      oaza w Europie.
                      Powtarzam to, co juz napisalam w czoraj wieczorem- w Polsce, Zydom chronionym
                      Statutem Kaliskim zylo sie lepiej.

                      > Oprocz powaznych ksiazek, ktore sobie sciagne, specjalnie poswiece tydzien na
                      > objazd Andaluzji i sledzenie historii tego okresu, o ile pojade jesienia na
                      > Biennale flamenco.
                      >
                      > I powrocimy do tej rozmowy.

                      Jeszcze jednen cytat (z Camille Eid)
                      "Kiedyś pojechałem do Kordoby, by zwiedzić katedrę miasta. Interesowały mnie
                      szczególnie figury 46 męczenników kordobańskich, umieszczone wokół ołtarza. Gdy
                      robiłem notatki, w kościele zjawiła się grupa francuskich studentów wraz z
                      profesorem, który poinformował studentów, że rzeźby przedstawiają męczenników z
                      epoki rzymskiej. Podszedłem wtedy do tego profesora i wyjaśniłem mu, że chodzi o
                      chrześcijan, którzy ponieśli męczeńską śmierć z ręki muzułmanów. Odpowiedział,
                      trochę zirytowany, że to niemożliwe, gdyż kalifat Kordoby cechowała wielka
                      tolerancja religijna. A zatem w tym przypadku nie chodzi jedynie o ignorowanie
                      historii, lecz o manipulowanie nią. "

                      > PS. Bardzo ciekawe, co Lucja pisze o tym, jak w Polsce (i nie tylko)
                      > marginalizuje sie nauke o architekturze muzulmanskiej.

                      Nie otwieram postow Lucji :-)
                      • maria421 Jutka 21.01.08, 12:13
                        Poniewaz widze ze jestes zainteresowana tematem, polecam Ci ten artykul:

                        www.qantara.de/webcom/show_article.php/_c-478/_nr-77/i.html
              • blues28 Re: Nic sie nie stanie Lucjo ;)))) 20.01.08, 21:46
                maria421 napisała:
                "Al -Mansur w czasach swego panowania kazal palic heretyckie
                ksiazki, spladrowal Saragosse, Leon, Coimbra, zrownal z ziemia
                Santiago de Compostela (miejsce spoczynku sw.Jakuba), spalil
                Barcelone, wymordowal lub wzial w niewole jej mieszkancow.

                Zydzi i chrzescijanie mieli w "tolerancyjnej" Hiszpani
                status "dhimmi", czyliludzi drugiej kategorii, na ktorych nalozone
                byly wysokie podatki i wiele ograniczen:"

                Mario, to co cytujesz odnosi sie do Al Mansura z rodu Amirydów,
                zacieklego wroga chrzescijan. Faktycznie toczyl on wojny z panstwami
                hiszpanskimi (wtedy jeszcze Hiszpania nie byla zjednoczona) i, bedac
                znakomitym strategiem, wiele z nich wygral. Ale przez szesc wieków
                panowalo wielu kalifów i z róznych rodów.
                Jesli spojrzysz na historie Andaluzji, chociazby Kordoby, to
                zauwazysz, ze okres kalifatów zaczyna sie od 756 roku, kiedy Abd ar-
                Rahman I (z rodu Omajadów) uczynil ja stolica swojego emiratu. Tak
                jak w całej Andaluzji, tak i w Kordobie, panowanie arabskie
                przyczyniło się do rozkwitu kultury i sztuki. Wystarczy sobie
                wyobrazic, ze za czasów Abd ar-Rahmana III była najwiekszym miastem
                basenu Morza Sródziemnego, zamieszkiwalo ja około pól miliona ludzi,
                posiadala ponad 300 meczetów, 300 publicznych lazni, 50 szpitali, 80
                szkól publicznych, 20 publicznych bibliotek i 17 wyzszych uczelni.
                Mario, to jest opis - nie do zakwestionawania, bo poparty faktami -
                swiatlego miasta. Mimo,ze rozpad kalifatu zapoczatkowal upadek
                metropolii i podzial na mniejsze panstwa – taify, az do XII w
                miescie wciaz kwitly nauki humanistyczne - mieszkajacy w Kordobie
                filozofowie Majmonides (z pochodzenia Zyd, studiowal na
                uniwersytecie w Kordobie – w dzielnicy Judería jest jego pomnik) i
                Awerroes, slynny arystotelista (Arab) stali sie najwybitniejszymi
                przedstawicielami nurtu tamtej epoki. I wlasnie w Andaluzji, glównie
                Kordobie, na granicy scierania sie wplywów chrzescijanstwa i islamu,
                rozwinela sie kiedys wspaniala kultura sefardyjskiego judaizmu.
                Znana do dzis. Az w roku 1236 do miasta wkroczył Ferdynand III i
                wraz ze zdobyciem go rozpoczał się okres naplywu ludnosci z pólnocy
                Kastylii i wypedzenia ludnosci arabskiej i zydowskiej. Kryzysy
                gospodarcze, epidemie dzumy, walki wewnetrzne spowodowaly upadek
                swietnosci tego miasta.
                I jeszcze jedno. Kordobanski Wielki Meczet, arcydzielo sztuki
                mudejar, zostal rozdarty wzniesiona w srodku katedra. Karol V, król
                Hiszpanii i cesarz chrzescijanskiej Europy XVI wieku, tak napisal do
                swoich zdolnych budowniczych dzialajacych na zlecenie biskupa Don
                Alonso Manrique: "To, co zniszczyliscie, bylo niepowtarzalne. To, co
                wybudowaliscie - mozna zobaczyc wszedzie."


                  • lucja7 Re: Nic sie nie stanie Lucjo ;)))) 21.01.08, 00:39
                    Studiowalam architekture i jej historie w trzech roznych szkolach, w
                    czwartej znam program, bo wykladam: Warszawa, NYork, Paryz, Rzym.
                    Mowie wiec o wlasnej praktyce.
                    Z przykroscia musze stwierdzic ze tylko szkola warszawska traktowala
                    architekture islamu marginesowo, by nie powiedziec obco, jako obcy
                    wtret w ciaglosc kultury europejskiej i
                    jej "psucie", "przemalowywanie" i "dekorowanie" po ichniemu, bez
                    zadnego zrozumienia ani logiki konstrukcji i ciaglosci logicznej. No
                    i mowa byla (bardzo skapa) wylacznie o architekturze w Hiszpanii.
                    A gdzie te cale miasta cuda jak Fezy, Marrakeshe, Kerrouany,
                    Meknesy, zabytki kultury swiatowej? By nie mowic tylko o Afryce
                    polnocnej? Nic nie bylo wymagane na egzaminach z tego ogromnego
                    rozdzialu kultury.
                    Nic ale to nic o architekturze islamu poza Hiszpania.
                    Poza Warszawa, szkoly o ktorych mowie, poswiecaja programowo mniej
                    wiecej tyle samo czasu co architekturze hellenistycznej czy
                    rzymskiej.

                    Przyslano mi na moje urodziny z Polski, 3 miesiace temu, ksiazke
                    traktujaca o historii architektury europejskiej "od antyku po czasy
                    wspolczesne". Pisze tu o niej z dwu powodow:

                    - raz ze jest to polskie wydanie niemieckiej ksiazki Wilfrieda
                    Kocha. Wg mnie jest to ksiazka zla, plytka i tendencyjna, z
                    niemiecka, jasna jak drut organizacja. Moim pierwszym odruchem bylo
                    odeslac ja, ale na szczescie tego nie zrobilam, ksiazka pozostaje
                    zawsze ksiazka.

                    - dwa ze autorka na tym watku unicestwiania architektury i kultury
                    islamu jest Niemka z Polski, czyli Maria i moze nie jest to
                    przypadkowy zbieg okolicznosci? Pisze powaznie.

                    Autor poswieca w swoim 530to stronicowym dziele 7 (!)stron
                    architekturze Islamu, wylacznie andaluzyjskiego. Nic o innych
                    prowincjach Hiszpanii, nic o Portugalii. Czyli podobnie jak w Polsce.
                    Autor nie mogl byc bardziej oszczedny, niemniej jednak pisze:

                    "Islam w Hiszpanii wykazywal wielka tolerancje religijna. Koscioly
                    katolickie kupowano lub dzielac budynek korzystano z nich wspolnie z
                    chrzescijanami, albo tez wynajmowano........... natomiast nigdy ich
                    nie wywlaszczano."

                    Dalej:

                    "Mozarabowie, czyli chrzescijanie mieszkajacy pod panowaniem
                    arabskim, mogli bez przeszkod wznosic koscioly na tych terenach. Ich
                    styl w architekturze (IX-XI wiek) laczy elementy wizygockie i
                    islamskie:
                    - trzy lub piecionawowe bazyliki z trzema absydami,
                    - luk podkowiasty(wynaleziony przez sztuke islamska), stosowany
                    takze w planie,
                    - brak wyczucia tektoniki, np smukle kolumny dzwigajace potezne mury
                    (nie mogl sie pozbyc zlosliwosci),
                    ..............."

                    I jeszcze dalej:

                    "Po wygnaniu Arabow, budowle islamskie byly wykorzystywane jako
                    koscioly chrzescijanskie........ Katoliccy wladcy Ferdynand i
                    Izabela, oprocz Arabow wypedzili rowniez hiszpanskich Zydow,
                    niszczac lub zajmujac ich synagogi.....islamscy rzemieslnicy,
                    mudejare, ktorzy ........pozostali w Hiszpanii, budowali od X do XVI
                    w. na zlecenia chrzescijan i Zydow (do ich wygnania)......
                    Dominujaca w ich tworczosci islamska stylistyka....wplynela na
                    hiszpanski gotyk i dala (styl mudejar), w polaczeniu z pierwszymi
                    elementami wloskiego renesansu styl plateresco".

                    A co do cytowanego tu przez bluesa cytatu Karola V odnosnie zmian w
                    Kordobie, autor ksiazki rowniez go cytuje, uzupelniajac to "blizna
                    po bolesnym szczepieniu".

                    Wypowiedzi Marii traktuje albo jako swoisty rodzaj humoru, albo jako
                    proby rewizjonistyczne, w zaleznosci od tego czy pisze to powaznie
                    czy nie.
                    Nie wiem tez w jakim celu.
                • maria421 Re: Nic sie nie stanie Lucjo ;)))) 20.01.08, 23:49
                  Blues, nie neguje wcale mauretanskiego dorobku kulturowego w Andaluzji.
                  Jednakze wszystko wskazuje na to, ze oslawione tolerancyjne wspolzycie trzech
                  kultur muzulmanskiej, chrzescijanskiej i zydowskiej w mauretanskiej Hiszpanii
                  jest mitem.
                  (Pisze tez o tym libanski autor Camille Eid).

                  Uwazam, ze status Zydow w Polsce w XIII wieku, po wydaniu Statutu Kaliskiego byl
                  o wiele lepszy niz status Zydow i chrzescijan w mauretanskiej Hiszpanii. I ze w
                  Polsce panowala do rozbiorow wieksza tolerancja religijna niz w mauretanskiej
                  Hiszpanii.
                  • blues28 Mario... 21.01.08, 21:51
                    maria421 napisała:
                    "Jednakze wszystko wskazuje na to, ze oslawione tolerancyjne
                    wspolzycie trzech kultur muzulmanskiej, chrzescijanskiej i
                    zydowskiej w mauretanskiej Hiszpanii jest mitem."
                    Uwazam, ze status Zydow w Polsce w XIII wieku, po wydaniu Statutu
                    Kaliskiego byl o wiele lepszy niz status Zydow i chrzescijan w
                    mauretanskiej Hiszpanii".

                    Widzisz Mario, ja nie wiem czy status Zydów w Polsce od XIII do XVII
                    byl lepszy czy gorszy niz w Hiszpanii. Celowo wpisuje XVII wiek,
                    gdyz w momencie jak zaczela slabnac unio polsko-litewska stytuacja
                    Zydów w Polsce pogorszyla sie znacznie, w krótkim czasie zrównujac
                    sie z polozeniem Zydów w innych krajach Europy. Byl to jednak dlugi
                    okres religijnej tolerancji i prawdziwie chwalebny. Ale zeby
                    porównac obie sytuacje trzebaby przeprowadzic doglebne studia, a
                    watpie czy takie byly zrobione.

                    Owszem, przeczytalam co cytujesz z wikipedii, ale to zródlo nie jest
                    dla mnie miarodajne. Zarówno Ty jak i ja mozemy edytowac tam nasze
                    poglady jako informacje zródlowe. Zas wyjasnienia historyka
                    R.Fletchera o sprzedawaniu historii w ladnym opakowaniu
                    (przeinaczjac calkowicie fakty), wydaja mi sie po prostu nie na
                    miejscu. No comment.
                    Jesli nastapil niezaprzeczalny rozkwit kultury Sefardies (Zydzi z
                    Pólwyspu Iberyjskiego, w odróznieniu od Askenazie pochodzacych z
                    innych rejonów Europy i Mizrahim wywadzacy sie z reszty swiata –
                    glównie arabskiego) i pokrywa sie to z okresem panawania
                    muzulmanskiego, to musialy zaistniec po temu warunki.
                    Obecnosc Zydów na Pólwyspie Iberyjskim (udokumentowana) siega okresu
                    Wojen Punickich. Przez lata przynaleznosci do Imperium Rzymskiego
                    ilosc osadników zydowskich wzrasta, ale (o ile mi wiadomo) w
                    materialach zródlowych nie ma mowy o ucisku czy szykanowaniu.Dopiero
                    po upadku Cesarstwa Rzymskiego, po przejsciu Seubów i Wandali i z
                    nastaniem Wizygotów, którzy przyjeli wiare chrzescijanska, zaczyna
                    sie epoka przesladowan, szykanów i wyilozowania Zydów do odrebnych
                    dzielnic. To wtedy wlasnie powstaja Juderías (dzielnice wylacznie
                    zydowskie). Trudne wspólzycie we wczesnych królestwach
                    chrzescijanskich spowodowaly ze ludnosc zydowska jawnie udzielila
                    wsparcia arabskiemu najezdzcy. Rok 711 uznany zostal za
                    poczatek "Zlotego Wieku" dla ludnosci zydowskiej, jakoze WIEKSZOSC
                    (bo zawsze mozna powolac sie na Al-Mansura, swoistego Kaligule
                    arabskiego) przywódców arabskich okazywala bardzo tolerancyjne
                    podejscie zarówno do chrzescijan jak i do Zydów. To fakt, ze
                    chrzescijan i zydów nazywano "dhimmi". Zwaz jednak, ze choc z czasem
                    slowo to nabralo protekcjonalnosci, dhimmi w tlumaczeniu uznacza:
                    czlowiek ksiazki. Podatki owszem, zostaly ustalone. Ale nikt nie byl
                    zmuszany do zmiany wyznania, dhimmi -czy to chrzescijanie czy zydzi-
                    zachowali wlasna tozsamosc, mieli dostep do szkól i uniwesytetów,
                    zdominowali wolne zawody. To wtedy wlasnie ludnosc zydowska byla
                    najliczebniejsza. A fakt, ze zajmowanie sie finansami, czy poborem
                    podatków nie byl ani w islamie ani w kulturze chrzescijanskiej
                    zajeciem prestizowym, sprawil, ze zarówno handel jak i funkcje
                    skarbnictwa, podatnictwa (równiez lichwy) calkowicie przeszedl w
                    rece Zydów. Ale nie tylko handel i finanse. Jest to epoka rozwoju
                    kulturalnego, postepu, sztuki i nauki. Juz wspomianlam o
                    najwybitniejszym przedstawicielu tej kultury, filizofie
                    Majmonidesie. Urodzil sie, wychowal, wyksztalcil w Kordobie. Dalsze
                    nauki pobieral w Kairze (a wiec tez kraju arabskim). Zydzi udzielali
                    sie w medycynie, astronomii, matematyce... Azraquel z Sewilli
                    przeprowadza studia nad Teoria Równan Diofanesa z Aleksandrii,
                    Abenezra de Calahorra pisal tezy na temat numeroligii arabskiej
                    (tak, to Zydom przypisuje sie wprowadzenie numerologii arabskiej i
                    wyparcie rzymskiej).
                    Kiedy czytalam biografie wielkiego Aviceny, mysliciela, medyka,
                    naukowca z X w. (autora Kanon Meydcyny) w isfahanskiej Madrazie
                    (ówczesna Akademia Medyczna + szpital) gdzie Avicena Ibn Sina byl
                    medykiem i profesorem, trafilam na wielu dhimmich – Zydów, którzy
                    pobierali nauki pod okiem najwiekszego wówczas autorytetu.
                    Uczeni, wysocy urzednicy, zasobni mieszkancy, oczywiscie, ze nie
                    wszyscy, ale wielu. Dhimmi, zgoda, ale mogacy rozwijac intelekt,
                    wykonywac swoje prace i modlic sie w swoich synagogach. Tylko tyle i
                    az tyle.
                    Po upadku kalifatów, a zwlaszca po Rekonkoscie, która aby zapewnic
                    prawdziwa jednosc polityczna i socjalna, potrzebowala jednosci
                    religijnej (i wtedy wlasnie powstala w 1478 slynna Inkwizycja z jej
                    pierwszym i najokrutniejszym Inkwizytorem Tomaszem Torrquemada)
                    sytuacja zmienila sie diametralnie. Edykt z Alhambry z 1492 roku,
                    nakazuje przyjecie wiary chrzescijanskiej kazdemu "niewiernemu" lub
                    opuszczenie Pólwyspu Iberyjskiego w ciagu 3 miesiecy. I w ciagu tych
                    trzech miesiecy Hiszpanie opuscilo ok. 170.000 Zydów.
                    • maria421 Re: Mario... 21.01.08, 22:23
                      Blues,mysle ze zgodzimy sie ze jezeli mowimy o tolerancji na jakims terenie na
                      przestrzeni wiekow, to mowimy o prawnym statusie grup bedacych przedmiotem
                      tolerancji. Dlatego tez proponuje porownac Statut Kaliski:
                      www.dziedzictwo.ekai.pl/text.show?id=4581
                      z Paktem Umar:
                      www.fordham.edu/halsall/source/pact-umar.html
                      Mowienie o tolerancji wobec chrzescijan i Zydow w sytuacji kiedy prawo nakazuje
                      im nosic wyrozniajacy ich stroj, zabrania dosiadac konia itd. to
                      nieporozumienie, nawet jezeli wezmie sie porawke na fakt, ze w sredniowieczu
                      tolerancja byla inaczej rozumiana niz obecnie.

                      Polecam Ci tez artykul, ktory juz zalinkowalam Jutce:

                      www.qantara.de/webcom/show_article.php/_c-478/_nr-77/i.html
                      • blues28 Re: Mario... 21.01.08, 22:58
                        Dzieki za linki. Jutro przeczytam.
                        Z tym dosiadaniem konia wydaje mi sie mocno niejasne, bo Zydzi
                        uzywali koni w podrózach handlowych do Persji, Chin. Jakos mi nie
                        pasuje, ze nie moga dosiadac w kraju swego zamieszkania, a potem
                        hyzo wskakuja na siodlo i przez pól roku jada w karawanie...
                        A z innej beczki: ja nie twierdze, ze to byla wielka przyjazn,
                        radosna wspólpraca i co tam jeszcze... Natomiast w wiekszosci
                        nieagresja, pozwolenie komus zachowania swojej tozsamosci,
                        pozowlenie drugiemu czlowiekowi rozwijac sie i zyc.
                        Te kultury nie przemieszaly sie, nie wtopily w siebie, one
                        koegzystowaly!
                        Prawdopodobnie kontakty byly powierzchowne, poszczególne grupy
                        wyraznie wyodrebnione; ale te grupy nie zwalczaly sie krwawo. Nie
                        tepily sie.

                        A teraz dobranoc ;)
                        • maria421 Re: Mario... 22.01.08, 10:03
                          Blues, jeszcze tylko slowko na temat "dhimmi".
                          Piszesz:
                          " To fakt, ze
                          chrzescijan i zydów nazywano "dhimmi". Zwaz jednak, ze choc z czasem
                          slowo to nabralo protekcjonalnosci, dhimmi w tlumaczeniu uznacza:
                          czlowiek ksiazki."

                          Wiele zrodel mowi ze "dhimmi"(czlowiek Ksiegi, czyli Biblii, czyli Zyd albo
                          chrzescijanin)) to w kalifacie czlowiek objety muzulmanska protekcja.
                          To tak ladnie brzmi, ze az pozwala zapominac o fakcie, ze ci dhimmi nigdy
                          muzulmanow o protekcje nie prosili, wrecz przeciwnie, zbrojnie sie przed ta
                          protekcja bronili tak w Andaluzji jak pod Poitier, tak w Lepanto jak i w
                          Konstantynopolu , Warnie , Wenecji czy pod Wiedniem.
                          Dhimmi to byly podbite przez muzulmanow narody. Czesc z nich ulegla przymusowej
                          islamizacji (jak Albanczycy ktorzy wtedy masowo uciekali do Wloch), czesc
                          przyjela islam aby uniknac placenia podatkow (jednym z takich podatkow w
                          Cesarstwie Osmanskim bylo zabieranie synow dhimmi i robienie z nich janczarow),
                          czesc przechowala wlasna wiare i kulture.
    • jutka1 Sobota po podrozy 19.01.08, 16:23
      Podroz niedaleka, do Wroclawia, ale z noclegiem, wiec mozna juz nazwac "podroza" ;-)
      Najpierw na "podwieczorek" ;-) zupa miso i zestaw sushi-sashimi (losos, tunczyk,
      makrela, krewetka, slodki wegorz wedzony) w japonskiej knajpie. Potem wieczorem
      u przyjaciolki ryba curry po tajsku z kalafiorem + ryz kurkumowy, duzo wina,
      dlugie rozmowy do switu prawie.
      Znamy sie od kilku lat, najpierw luzno, od jakiegos czasu rozwinela sie
      przyjazn. Wychodzi na to, ze kazda z nas ma klona w drugiej, podobienstwa sa
      porazajace. We wszystkim. Ja cie chrzanie. Nawet ubrane bylysmy wczoraj tak
      samo, w fioletowe sztruksy "dzwony" - kupione w tym samym czasie rok temu, choc
      na 2 roznych kontynentach. Hehehe. Ten sam gust co do facetow. Hehehe. Wszystko
      identyczne. :-)
      Widoki z okna na dachy wroclawskiej Starowki, przypomnialy mi inne miasto, inne
      dachy.
      Rano (ok,ok, przed poludniem :-D)leniwe sniadanie, ciagle gadanie, no a potem w
      droge.

      Cos dziwnego sie dzieje tak w ogole, ale jeszcze nie umiem tego do konca
      zdefiniowac. Kan dobrze napisala, ze sa zmiany na horyzoncie. Czuje to w powietrzu.

      Dobrze, ze zawodowo jestem wreszcie na czas jakis wolnym czlowiekiem, moge wiec
      pozwolic sobie na skupienie sie na sprawach pozazawodowych (pozazawodowych
      zawodu nr 1).

      Ugotowalam sobie krupnik, zaraz spozyje i pojde sie drzemnac, a wieczorem
      kolacja u lokalnej przyjaciolki "z piaskownicy".

      Od jutra zawieszam zycie towarzyskie na tydzien-dwa: trzeba odpoczac. :-)))

      Czego i Wam zycze ( (c) m.k.) :-)