Dodaj do ulubionych

jak zwalczyc strach?

24.04.05, 22:59
Cześć, nadchodzi dla bardzo bliskiej mi osoby prawdopodobnie już niedługo
ciężki okres w życiu, a według niej koniec życia... kalectwo... kręgosłup.
Najtrudniej jednak poradzić sobie nie ze świadomością kalectwa fizycznego ale
z psychiką... Potrzebuję pomocy, bo nie dam rady w pojedynkę. Proszę o jakieś
namiary na instytucje pomocy, psychologów w Polsce ... kogokolwiek, kto wie
jak pomóc takiej osobie, jak w ogóle sprawić, żeby nie zamykała się w sobie i
nie odrzucała miłości. Dziękuję Wam z góry za wszelkie informacje
Obserwuj wątek
    • buffy79 Re: jak zwalczyc strach? 25.04.05, 10:25
      Najgorsze w tym wszystkim jest to (moje zdanie), iz pomóc trzeba sobie samemu.

      Osobiście jestem bardzo nieszczesliwa z powodu kalectwa, utraty sprawnośći.
      Reszta mojego życia to mogłabym stwierdzić że sielanka, ale choroba wyrobiła na
      mnie takie piętno ze nie potrafie sobie z tym poradzis z a szczególnie z
      brakiem samodzielności i niezależności - taka osobą byłam przed chorobą:(

      Mój mąż posiada niezwykle silna psychike ale nawet on nie jest w stanie
      wytłumaczyc mi ze tak sie stało i juz i ze tak musi być, ze trzeba sie z tym
      pogodzić bądz zaakceptowć.
      Ja sobie mówie g.. prawda!!! Wszystkie moje znajome, kolezanki, sąsiadki biorą
      życie w swoje rece i do przodu, a ja proza życia :(

      Dlatego w najtrudniejszych nawet chwilach zawsze staram sie pocieszac sama
      siebie bo czasami gadanie innych poprostu mnie wkurza.

      Z punktu widzenia osoby chorej i zdrowej, mówię ze jest cięzko. Nie napisałas
      nic szczególnego o sobie ale mysle ze osoba chora jest ci bardzo bliska i życze
      ci aby twoja miłosć miała taka siłe aby przezwyciezyła to co najgorsze.
      Gdyby nie mój mąz nie wiem czy moje zycie miałoby jakikolwiek sens - psychiczny
      i fizyczny.


      Do psychologa ktos musi poprostu chcieć isć i chcieć przyjać pomoc - to jest
      bardzo ważne! Ja byłam raz, pierwszy i ostatni, tak mnie baba wkur... ze miałam
      ochote strzelic jej z buta. Zamiast pomóc mi zrozumieć mój ból, żal, złosc to
      ona wyskakuje z poradami istnie z "Pani domu". Ale wierze ze sa tacy którzy są
      w stanie pomóc i zrozumieć:) i takich wam równiez życze.

      To wszystko co napisałam to oczywiście jest mój pesymistyczny obraz życia, bo
      zdarzają sie niepełnosprawni którzy są zadowoleni ze swojego, gdzie ja ich
      całkowicie nie rozumiem!!!! (może troszeczkę)
      • edawe Re: jak zwalczyc strach? 25.04.05, 17:45
        dziękuję byffy79, napisałaś, że trudno radzisz sobie z brakiem samodzielności i
        niezależności i że taka byłaś przed chorobą. To samo mogę powiedzieć o moim
        mężczyźnie. Jego niezależność odbieram czasem nawet jak egoizm. Teraz, kiedy
        zdrowie się pogarsza na tej niezależności nie tracę ja, tylko on... Wydaje mi
        się, że to właśnie świadomość bycia od kogoś zależnym ze względu na kalectwo
        jest głównym czynnikiem depresji i odrzucania pomocy. Do tego dochodzi jeszcze
        konieczność pogodzenia się z niemożliwościa uprawiania sportu (a w grę wchodzi
        kilka dyscyplin, które aktywnie uprawiał). W tej chwili jest strasznie między
        nami, właściwie tak jakby nas nie było. Wiem, że to kwestia tego kalectwa i
        rozumiem takie zachowanie. Chcę pomóc, ale nie tak jak zrozumiałaś, wysyłając
        go do psychologa... To ja chciałam iść się poradzić, może nie koniecznie z
        jakimś specjalistą, może właśnie tu na forum ktoś mi podpowie co robić.
        Ja po prostu nie wiem, nie umiem odnaleźć w sobie niczego oprócz miłości, co
        mogłoby mu pomóc. Powiesz (-cie) miłość jest najważniejsza... Może i tak, ale
        do takiej myśli trzeba dojrzeć i może przyjdzie na to czas, na razie potrzebuję
        konkretnych argumentów, konkretnej alternatywy dla dotychczasowych zajęć, żeby
        nie być biernym, żeby nie wiem.......nie wiem jak to nazwać, rozumiecie mnie?
        • buffy79 Re: jak zwalczyc strach? 25.04.05, 19:57
          (rzeczywiście zle ce zrozumiałam, nie wiedziałaam zez szukasz psychologa dla
          siebie)

          W skrocie powiem tak: utrata sprawnosci, a przede wszystkim niepełnosprawnosc
          zależy od wielu, wielu czynników: tj.: wiek, warunki rodzinne, mieszkaniowe,
          sytuacja materialna itp. jeśli te kryteria są w miare ok to wtedy pozostaje
          walczyc tylko ze sobą.

          Uwierz mi zawsze ból mija a jak nie to łagodnieje, ja płakałam 3 razy dziennie.

          Moge ci tylko powiedziec jak powinnas sie zachowywać w stosunku do przyjaciela
          ale to tez nie jest reguła i zalezy od stanu psychicznego danej osoby. Cóż,
          moge powiedziec wiele bo sama jestem przypadkiem bardzo opornym.
          Jeśli decydujesz sie na zycie z taką osobą musisz przez to przejsc. Poczatki są
          trudne a nawet bardzo.
          Powiedz mu ze go rozumiesz, ze jetes w stanie zrozumiec jego, ból, żal i
          cierpienie ale masz nadzieje ze to minie i chcesz mu pomóc przejść przez ten
          kryzys.
          Nie zapominaj o sobie powiedz ze ty tez cierpisz kiedy on cierpi. Powiedz mu ze
          zdecydowałas sie na dalszą droge życia razem z nim więc jeśli nie chce nic
          zrobic dla siebie niech zrobi to dla ciebie.

          Trudno mi jeszcze cos ci doradzić bo prawie w ogóle cie nie znam i nie znam
          waszej sytuacji.
          życze wam przede wszystkim dużo siły.

          • mantis77 Buffy co ty gadasz? Dobre rady wujka Mantisa ;-) 25.04.05, 20:59
            Mam do iebie szacunek ale troszkę mnie zaskoczyłaś. Boże dobrze że napisałaś że
            to działało na Ciebie bo słowa

            "Powiedz mu ze go rozumiesz, ze jetes w stanie zrozumiec jego, ból, żal i
            cierpienie ale masz nadzieje ze to minie i chcesz mu pomóc przejść przez ten
            kryzys."

            Mnie rozwaliły na maksa. Sam jestem niepełnosprawny od urodzenia ale spotykałem
            w życiu facetów po wypadkach i powiem jedno, Takich rzeczy nie wolno im mówić.
            No chyba że chcesz go stracić albo się pokłocić.

            Dlaczego tak mówię. Bo Buffy nie wzięłaś jednej ważnej rzeczy nie związanej z
            niepełnosprawnymi. Jesteś kobietą a nie facetem. Takie coś działa na kobiety
            które wymagają opieki, przytulenia itp. (choć to stereotyp i mogę być inne ale
            większość jednak tego chce).

            Natomiast facet zawsze czuł się męski i był tym który mógł się opiekować
            kobietą a nie żeby kobieta zajmowała się nim. Dlatego wkurzy się jeśli poczuje
            litość i współczucie. Najlepiej żeby z nim pogadał jakiś inny facet na wozku po
            wypadku który już się pozbierał. Niech "kopnie go w d..." i powie stary masz
            dziewczynę Więc się nie użalaj nad sobą tylko ją przy sobie zatrzymaj bo jak
            nie zadbasz za chwilkę będziesz sam. Facet dla kochającej kobiety jest wstanie
            zrobić baaaaardzo dużo. Wiem po sobie :-) Ale litość to najgorsza rzecz.

            Ale rozumiem tą wpadeczkę jesteś z ewnus a ja z marsa ;-)

            A rady lepiej żeby dziewczyna chciała go za wszelką cenę wyciagnąć z chaty.
            Niech się nie narzuca z pomocą ale jak powie że czegoś np. nie wyjdzie bo
            przecież są schody czy coś. To dziewczyna powinna powiedzieć że mu pomoże.
            Jeśli jest sama słaba (np. fizycznie) i nie może mu pomóc żeby go znieść itp.
            to niech poprosi jego kolegów czy jakiś facetów żeby mu pomogli. Czasem facet
            się wstydzi prosić o pomoc kobiety bo to on chce jej pomagać i się nią
            opiekować a nie na odwrót. Facet to ciężka sprawa. Trzeba mu pomagać
            dyskretnie.

            Kobieta po wypadku najczęściej martwi się że już nie jest kobieca (tyłek rośnie
            od siedzenia, biodrami już nie zabuja itp.) Choć nie rozumieją że faceta i jego
            organy ;-) może poruszyć oblizanie warg języczkiem. Boi się też że pewnie nie
            będzie miała dzieci (znam jednak kobiety które będąc na wozku były w ciąży i je
            mają a poza tym można adoptować). No i myśli że nie podoła sobie z domem.
            Czesto też myślą że kariera zawodowa jest skończona. To wszystko jest
            nieprawdą.

            Mężczyzna po wypadku czuje że nie jest męski bo już w mordę nie każemu da i nie
            może zaraiać często tyle ile by chciał (często traci pracę) I obawia się że już
            kobiety nie zadowoli seksualnie. Do tego dochodzi do tego że myśli iż nie może
            sie nią zaopiekować bo sam wymaga pomocy. I trzeba mu pokazać że na wózku też
            może "chodzić" na siłownię (jeśli przed wypadkiem ważna była dla niego sylwetka
            czy siła mięśni) może zarabiać też sporo (np. przez internet). Musi też do
            niego dotrzeć że kobieta czuje faceta i jest dla niej męski nie tylko gdy da w
            mordę drugiemu ale np. ją przytuli czy natretnemu kolesiowi coś przygada. Musi
            zrozumieć że często zaplanowanie życia i różnych rzeczy jest więcej cenione
            przez kobiety niż siła mięśni i wygląd. Jeśli chodzi o seks to już pisałem w
            innych watkach i tylko powiem że nie samym "fiutkiem" kobietę można doprowadzić
            do spełnienia.

            Jeśli chodzi o sport nie ma takiego którego by nie uprawiali niepełnosprawni
            może poza piłką nożną. Włażenie po górach, nurkowanie, tenis ziemny, żeglarstwo
            itp. wszystko w zasięgu ręki. Widziałem nawet downhill na specjalnych wózkach
            więc nie ma rzeczy nie możliwych. Czasem wymaga to tylko odpowiedniego sprzętu.

            No to tyle. Oczywiście rady sa subiektywne i możecie się z nimi nie zgodzić.
            Mówię jaki jest "Męski" punkt widzenia na te sprawy.
            • buffy79 ok, ok mantis77 25.04.05, 23:11
              Masz poniekąd racje!
              Psychika niepełnosprawnego faceta jest inna niz niepełnosprawnej kobiety. Za
              bardzo sie wczułam w sytuacje i napisałam jak ja to odbieram, no a przeciez
              jestem kobietą:)
              I zawsze staram sie twierdzić ze każdy jest inny: na jednego dział kop w d... a
              na innego ten kop nie działa w ogóle, a tylko dołuje jeszcze bardziej!

              Niestety strata sprawności w okresie dorosłości jest bolesna dla obojga płci w
              równej mierze choć tak bardzo róznimy sie psychiką.
              • buffy79 dodam jeszcze 26.04.05, 08:46
                Pomimo tego, ze panuje taki stereotyp, iż mężczyzna powinien być silny,
                odważny, być głową rodziny - zdaża sie niejednokrotnie, że to własnie mężczyźni
                w trudnych sytuacjach życiowych potrzebuja troski, współczucia i delikatnośći
                kobiety i nie dlatego, że są słabi ale dlatego że są poprostu ludzmi...
                A tą delikatność, wrażliwosć wprowadzaja do zwiazku kobiety. Panowie oczywośćie
                w barze na piwie czy na meczu kolegom napewno sie nie bedą przyznawać do takich
                słabostek. Ale matki, żony i kochanki poprostu o tym wiedzą.

                A każdy człowiek choćby był najsilniejszy i miał najtwardszą skorupę zawsze sie
                może złamać.
                Litosć oczywiscie - nie!
                Zrozumienie jak najbardziej!( nikt z moich znajomych nie przyszedł i tak
                poprostu nie powiedział - wiesz staram sie zrozumieć ciebie, ale to już inna
                bajka!)
                • edawe :( 26.04.05, 20:10
                  Hej,
                  Jest dokładnie jak mówi mantis: „Mężczyzna po wypadku czuje że nie jest
                  męski...; obawia się że już kobiety nie zadowoli seksualnie. Do tego dochodzi
                  do tego że myśli iż nie może sie nią zaopiekować bo sam wymaga pomocy.” Itd.
                  Myśle, że takie obawy właśnie między innymi powodują, że spotykam się z
                  obojętnością i złośliwością wręcz ze strony mojego ukochanego. Nie wiadomo
                  wprawdzie jeszcze jak ta historia z kręgosłupem się skończy – wózkiem,
                  paraliżem, kolejną operacją, a może tylko coraz częściej doskwierającym bólem.
                  Tego nie wiemy, ale pesymizm bierze górę.
                  Co mnie jeszcze bardziej robi bezsilną, to to, że w tej sytuacji (czyli wtedy,
                  gdy jeszcze nie wszystko skończone), nie jestem w stanie nic zrobić – nie mam
                  mocy uzdrowiciela. Jedyne co to staram się wyperswadować mu pomysły takie jak
                  narty (uwielbia je), bo po nich jest jeszcze gorzej- to straszne obciążenie dla
                  kręgosłupa. Moje gadanie nie pomaga. W sumie z drugiej strony nic dziwnego –
                  każdy chce korzystać z czegoś przyjemnego jak najdłużej tylko może. Albo
                  sytuacje z nadmiernym przesiadywaniem w ogóle (w aucie czy na krześle - a tego
                  wymaga praca), namawianie do większego odpoczynku, wyleżenia tego bólu nie
                  skutkują. Jak tylko poczuje się lepiej to od razu zabiera się za robotę, bo ma
                  jakieś tam zaległości. I co ja tu mogę? Jak mam się postawić? Co z tego, że
                  chwilowo z dnia na dzień ból jest mniejszy skoro ból kręgosłupa to nie kac,
                  który minie następnego dnia. Wydaje mi się, że trzeba kręgosłupowi poświęcić
                  więcej czasu mam rację? Tylko, że jestem bezsilna, mój chłopak jest strasznie
                  uparty!!! Zawsze takie namawianie na rezygnację ze sportu, który obciąża
                  kręgosłup albo namawianie na odpoczynek kończą się kłótnią! HELP!!!!
                  Poza tym w takich momentach kryzysowych – wtedy, kiedy ból pojawia się i szybko
                  nie znika – mój chłopak myśli... myśli o tym co będzie, o tym co ma zrobić ze
                  swoją przyszłością. Nie o wszystkim mi mówi oczywiście (co mnie też cholernie
                  wkurza, a mam prawo się wkurzać, bo bez względu na jego sprawność fizyczną
                  chciałabym wiedzieć co on tam sobie myśli, bo myśli się łatwiej we dwoje), ale
                  wiem, że zaczyna się zastanawiać co z pracą (chociaż tę niedługo straci z
                  innych przyczyn), z pieniędzmi (jak na razie nie miał powodów do narzekania),
                  gdzie będzie żył, jak będzie żył itd. I chociaż doskonale wie o tym, że ja
                  świadomie się piszę na ten związek (ten temat przerabialiśmy nie raz) to wiem,
                  że jest w stanie podjąć decyzję o rozstaniu się ze mną. I może ja tu teraz będę
                  egoistką, ale przeraża mnie to, bo nie wyobrażam sobie co ja miałabym zrobić ze
                  swoim życiem bez niego. Jeśli on wybierze taką drogę to jemu też będzie ciężko,
                  bo mieszka sam (nie, nie mieszkamy razem). I tak jak ja wiem, że to co mówię
                  mu - że godzę się na życie nawet z niepełnosprawnym facetem- jest dla mnie
                  normalne, tak dla niego wydają się to słowa bez pokrycia, jakiś lukier na
                  pocieszenie. Bzdura największa, ale wiem, że ma prawo tak to odbierać, bo jest
                  mu cholernie ciężko i każde słowa (szczególnie te ode mnie) wydają się być
                  tylko pocieszeniem. A mnie strasznie wkurza to, że on jest taki samodzielny...
                  i w tym co robi, w swoich planach i przemyśleniach – ja tu często nie widzę dla
                  siebie miejsca. To chyba też jakaś męska duma nie pozwala mu okazać swojej
                  słabości, stąd chyba wstyd (chociaż nie wiem czy to dobre słowo) przed tym, że
                  trzeba już albo trzeba będzie mnie albo kogoś innego poprosić o pomoc. Przecież
                  to naturalne... chociaż myślę sobie, że może tylko dla mnie, bo ja zawsze
                  miałam do kogo zwrócić się o pomoc, a mój chłopak zawsze stawiał na siebie,
                  dobrze na tym wychodził, więc oduczył się zawracania innym głowy.
                  Porąbane to wszystko.......
                  • piesfafik Re: :strach 27.04.05, 01:48
                    Hej,
                    Mam 17 lenia corke ktora uzywa wozka (rozszep kregoslupa) i znam troche
                    srodowisko niepelnosprawnych(co prawda glownie w USA). Otoz wydaje mi sie ze
                    ludzie ktorzy nie chca "wylezec bolu", walcza o niezaleznosc i robia to co
                    lubia mimo ze ich bola rozne czesci ciala, radza sobie najlepiej. Mysle ze twoj
                    chlopak powinien jezdzic na nartach jesli moze i lubi, a jezeli w jakims
                    momencie nie bedzie mogl na zwyklych to moze sprobowac "mono ski" .
                    Wozek to nie wyrok. Jest wielu ludzi na wozkach co robia bardzo interesujace
                    i "meskie" rzeczy - takie jak np wheelchair rugby. Jest taka strona na
                    interecie co sie nazywa www.cripcollege.com, zalozona przez mlodego
                    kanadyjczyka co sobie przetracil kregoslup w wypadku. Zobacz jacy tam sa
                    wariaci ( w najbardziej pozytywnym znaczeniu tego slowa)
                    Nie wiem jaki problem ma twoch chopak ale wydaje mi sie ze w przypadku ludzi
                    niepelnosprawnych (i innych tez) aktywnosc, nawet jezeli to jest walenie glowa
                    w mur jest lepsza niz biernosc.
                    m
                    • buffy79 do piesfafik:super stronka 27.04.05, 10:19
                      www.cripcollege.com/tricks.html
                      świetna stronka:) - napewno sie wielu osobom przyda

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka