tenjaras
16.04.08, 21:07
Porzucenie roli ofiary i świadomość odpowiedzialności.
Osoby, które potrafią wziąć odpowiedzialność za swoje czyny.
Ludzie, którzy potrafią przyznawać się do swoich przewin i podejmują
działania by naprawiać wyrządzane krzywdy, bez wątpienia, należą do
grupy ludzi odpowiedzialnych i godnych zaufania.
Prawdziwe ofiary.
Ludzie, którzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za to, co się
stało, nie przyczyniają się do dziejących się im krzywd, są
prawdziwymi ofiarami.
Wypadki losowe, niezasłużone nieszczęścia przychodzą
niczym "złodziej w nocy" (że tak pozwolę sobie zacytować). W takich
chwilach nie można brać na siebie odpowiedzialności. Wina nie leży
po stronie przechodnia potrąconego przez pijanego kierowcę. Nie ma
winy człowiek, któremu dom zalała fala powodziowa. Niewinny jest
pracownik, który został zwolniony z pracy, bo nieudolne kierownictwo
doprowadziło firmę do bankructwa. To zaledwie kilka przykładów, ale
ilustrują one ofiarę, człowieka bez winy, a jednak trapionego
nieszczęściem.
Swego czasu wyczytałem, że ludzie dzielą się na trzy grupy. Takich,
którzy potrafią być uczciwi wobec samych siebie, takich, którzy nie
potrafią i na takich, którzy nie chcą stać się uczciwi wobec siebie.
Uczciwym wobec siebie niewiele trzeba wyjaśniać, wiedzą co robić i
jest im łatwiej w życiu. Pozostałym grupom trzeba pomóc w
uświadomieniu sobie, że tkwią w błędzie i że to ich pogrąża jeszcze
bardziej. Rozróżnienie kto jest kto, może okazać się trudne, granica
jest płynna, ale z pewnością osoby takie są jednocześnie ofiarą i
sprawcą.
Osoby, które czują się ofiarami.
Ludzie pozbawieni samokrytycyzmu i właściwej analizy sytuacji,
często czują się ofiarami, choć w rzeczywistości nimi nie są.
Wypierają swój udział w wydarzeniach mających na nich znaczący
wpływ. Życie wokół nich dzieje się wbrew ich woli i mają pod ręką
nieskończenie wiele wyjaśnień różnych zdarzeń i wymówek, by nie brać
na siebie odpowiedzialności. Są to na przykład kobiety kupujące mini
spódniczki i narzekające na obleśne spojrzenia szefa, czy ktoś z
nadwagą, który zrzuca winę na producentów żywności, albo kawaler
komunikujący się przez internet z kobietami, z drugiego końca
świata, widzący swoją samotność w pechu.
Jeśli ktoś nie rozumie, że ma decydujący wpływ na swój los i może
kształtować swoją drogę życiową, pozbawia się możliwości
pełniejszego życia.
Osoby, które same czynią z siebie ofiary lub pozwalają na to innym i
biorą odpowiedzialność za sprawy, za które nie są odpowiedzialne.
Skłonność do upokorzeń, poddawania się presji innych i skwapliwe
branie na siebie winy za każde nieszczęście świata jest wyjątkowo
szkodliwe. Nazywam to autosabotażem ponieważ takie działanie niszczy
wolę zmian, osłabiając swoją własną wartość we własnych oczach. To
uwięzienie siebie, w więzieniu, które wybudowało się na taką właśnie
potrzebę.
Do takich ludzi należą te wszystkie żony, wyrzucone lub uciekające
przed pijanym mężem, a potem proszącym go o wybaczenie gdy ten
zaczyna narzekać na bałagan w kuchni i niewyprane gacie. Dokładnie
to samo robią te żony, które okłamują sąsiadów, rodzinę i szefów
takiego pijaka, który przez swoje pijaństwo robi awantury, wstyd się
z nim pokazywać, albo nie jest w stanie pójść do pracy. To także
tacy, którzy przepraszają, że kolejny raz muszą wypełniać
papierzyska w urzędach, bo niekompetentny urzędnik źle ich
pokierował.
Dystans i odpowiedzialność
Najważniejsze to być świadomym tego co się naprawdę dzieje wokół nas
i poznanie naszej własnej w tym roli. Życie nie przebiega po
skrajnościach, życie to te wszystkie barwy, jakie nas codziennie
otaczają. Kiedy popadamy w kryzysy, zazwyczaj, jesteśmy zarówno
ofiarami jak i sprawcami. Udział rzadko jest pół na pół, trzeba więc
zająć się swoją częścią, pamiętając o czymś takim jak wypadek losowy
i że nie ma sprawiedliwości na tym czasem dziwnym świecie.
Pamiętajmy jednak by nie zasłaniać tym sobie oczu na otaczającą nas
uczciwość i godnych zaufania ludzi.
Odpowiedzialność to wolność decydowania o tym jak traktować daną
sytuację.